Felietony

Polska-Ukraina: o jakiej integracji mówimy?

Czemu nie moglibyśmy chcieć stworzenia bliskiej współpracy – sojuszu, konfederacji? Boimy się, że Władimir Putin lub Siergiej Ławrow znów oznajmią, iż Polska „chce kontrolować Ukrainę”? I że będą straszyć Ukraińców „powrotem polskich panów”? Czy też może obawiamy się samych siebie, że to my, Polacy, nagle poczujemy jakiś „kresowy zew” i zechcemy naszych sąsiadów polonizować?

W dyskusji na temat potencjalnej integracji Polski i Ukrainy widać w zasadzie dwa punkty widzenia: „za” oraz „przeciw”. Tymczasem poza ogólnymi stwierdzeniami o ewentualnej, polsko-ukraińskiej federacji wcale nie widać konkretnych propozycji, jak taki wspólny twór powinien wyglądać. I dlatego nie wiadomo, czy wart jest poparcia – czy też odrzucenia.

W „Tygodniku TVP” z 24 czerwca br. można przeczytać bardzo interesujący felieton Filipa Memchesa „Czy Polska i Ukraina powinny być jednym państwem? Nierozsądne marzenia o federacji”. Autor powołuje się na Dmowskiego, Piłsudskiego i Giedroycia dowodząc, że „polską racją stanu jest Ukraina jako niezależne i silne względem Kremla państwo. Nie oznacza to jednak, że należy od razu uruchamiać jakąś polsko-ukraińską integrację”.

Czy Polska i Ukraina powinny być jednym państwem? Nierozsądne marzenia o federacji

Nie ma powodu, aby dziś uruchamiać integrację naszych krajów.

zobacz więcej
Otóż po pierwsze: nie od razu. I po drugie: pisząc o „jakiejś” integracji trzeba wiedzieć o czym właściwie mówimy.

Nie jak pierwsza, nie jak druga

Myśląc o tej integracji, od razu przychodzi nam na myśl I Rzeczpospolita – w naszej tradycji oaza tolerancji i kraj, w którym współżyły ze sobą różne narody. Choć oczywiście mówiąc o narodach myślimy o tych dzisiejszych, współczesnych Polakach, Ukraińcach, Białorusinach i Litwinach. Tymczasem w ówczesnej Rzeczpospolitej funkcjonowali poprzednicy tych narodów. Być może przedrozbiorowi Polacy stanowili społeczność najbardziej zbliżoną do obecnego narodu polskiego, ale przecież nie do końca: inną tożsamość miała szlachta, inną chłopi, czy nawet mieszczanie.

Przypomnijmy zresztą, iż wielu potężnych magnatów ówczesnej Rzeczpospolitej, mających swe dobra na terenach dzisiejszej Ukrainy, wywodziło się z wielkich rodów ruskich; Wiśniowieccy pochodzili najprawdopodobniej od Rurykowiczów, podobnie jak Ostrogscy; Zbarascy byli potomkami kniaziów Nieświckich. Im w sumie było wszystko jedno, czy ich chłopi mówią po rusku, czy też może po polsku. A dla chłopów też nie było specjalnie istotne, czy mieszkają we włościach potomków książąt ruskich, litewskich czy też może wcale nie utytułowanych magnatów z Mazowsza czy na przykład Małopolski.

Tamta Rzeczpospolita nie może więc być wzorem dla integracji Polski i Ukrainy. Owszem, w jakiejś mierze może stanowić odniesienie historyczne – kiedyś nasi przodkowie żyli w jednym państwie. Choć oczywiście nie wszyscy. W okresie jej szczytowej potęgi, poza I RP znajdował się dzisiejszy Charków, Donieck czy Odessa, nie mówiąc już o Szczecinie, Wrocławiu czy nawet Katowicach.

II Rzeczpospolita natomiast nie była matką kochającą mniejszości narodowe. Owszem, na Ukrainie nie pamięta się o największej legalnej ukraińskiej partii politycznej w tamtym okresie – o UNDO, Ukraińskim Zjednoczeniu Narodowo-Demokratycznym; nie pamięta się o największej ukraińskiej gazecie – wydawanym we Lwowie dzienniku „Diło”. Niewiele mówi się o tym, że 150 tys. Ukraińców w Wojsku Polskim walczyło we wrześniu 1939 r. z Niemcami. Pamięta się to, co złe: zamykanie ukraińskich szkół i niszczenie cerkwi, pacyfikacje wsi. I wychwala Organizację Ukraińskich Nacjonalistów, walczącą z „polską opresją”. OUN z polskiego punktu widzenia była ugrupowaniem terrorystycznym, widać więc jak na dłoni różnice w ocenie wspólnej historii. Zostawmy więc II RP historykom – niech spróbują pokazywać to, co wspólne i dobre. Nie ukrywając rzecz jasna tego, co złe.

Szukajmy czegoś nowego

Innymi słowy, jeśli mówić o integracji Polski i Ukrainy, nie należy szukać wzorców z przeszłości, bo albo w ogóle nie pasują do dzisiejszych, albo są w zupełnie odmienny sposób przyjmowane po obu stronach Bugu.
Obchody Dnia Konstytucji Ukrainy w Krakowie, 28 czerwca 2022 roku. Fot. Omar Marques/Anadolu Agency via Getty Images
Tak naprawdę trzeba więc wymyślić coś zupełnie nowego. Zastanawiając się przede wszystkim, na ile oba narody – polski i ukraiński – mogą chcieć integracji obu krajów i czy w ogóle są na nią przygotowane.

Paradoksalnie, Ukraińcy mogą być bardziej skłonni do takich działań. I nie chodzi wyłącznie o to, że – jak wynika z badań – Polska od lat cieszy się ich dużą sympatią, a prezydent Andrzej Duda jest najwyżej cenionym przywódcą zagranicznym (tak zresztą, jak niegdyś Aleksander Kwaśniewski, tyle, że z innych powodów). Na Ukrainie żyje wiele narodowości i przeważnie zgodnie; dla obywateli tego kraju jest to zupełnie naturalne i oczywiste. Być może więc łatwiej byłoby nakłonić obywateli Ukrainy do jakiejś formuły integracyjnej. Tym bardziej, że dla wielu z nich właśnie nasz kraj stał się celem emigracji zarobkowej i zdołali go nieźle poznać.

Polska zaś po II wojnie światowej stała się krajem monoetnicznym. Polacy stanowią 95 proc. obywateli i nawet, jeśli w ostatnich latach do pracy przybyło do nas milion Ukraińców, to niewielu (kilkadziesiąt tysięcy) pozostało w Polsce na stałe, a większość przyjeżdżała i wyjeżdżała. Teraz mamy może dwa miliony uchodźców z Ukrainy – i nie widać żadnych poważniejszych konfliktów. Znacznie lepiej rozumiemy się nawzajem i zapewne w Polsce na stałe osiedli się nawet pół miliona przybyszy znad Dniestru i Dniepru.

Czy jednak my, Polacy, będziemy w stanie przezwyciężyć nacechowane doświadczeniami historycznymi krytyczne spojrzenie na naszych sąsiadów ze Wschodu? Są w Polsce ludzie, którzy widzą Ukrainę wyłącznie przez pryzmat rzezi wołyńskiej, nie przyjmując do wiadomości, że Wołyń to niewielki terytorialnie i ludnościowo obszar Ukrainy. A za Zbruczem miejscowi Polacy pamiętają opresję sowiecką: wielki głód, operację polską NKWD i deportacje do Kazachstanu, zaś o UPA tylko czytali w książkach do historii.

Jest jeszcze jedna różnica między obywatelami Polski i Ukrainy. Trzeba pamiętać, iż zdecydowana większość naszego wschodniego sąsiada znajdowała się od 1920 r. pod władzą Sowietów. Tam przez całe dziesięciolecia trwała intensywna sowietyzacja. Jak byśmy nie krytykowali PRL trzeba jednak przyznać, że różnice między „Polską Ludową” i ZSRR były ogromne i to pod wieloma względami (choćby rola Kościoła i prywatna własność ziemi po naszej stronie Bugu).

Andruty z kajmakiem zamiast mazurka. Pisanki do podziwiania, kraszanki do jedzenia. Kuchnia galicyjska łączy Ukraińców i Polaków

Lokalna sól, miód, różane konfitury... Główna różnica: Polacy hołubią smaki kwaśne, Ukraińcy zaś słodkie.

zobacz więcej
A w kwestii przyszłej integracji pojawia się całe mnóstwo pytań. Jaka ma być jej formuła? Załóżmy, że powinna powstać polsko-ukraińska federacja, jak sugerują niektórzy. Kto będzie nią kierował i z jakimi kompetencjami? Prezydentem zostanie Polak czy Ukrainiec? A może będziemy się o to spierać?... Stworzymy wspólny parlament czy pozostanie Sejm i Rada Najwyższa, a na przykład Senat będzie wspólny? Jeden rząd centralny z ograniczonymi uprawnieniami i dwa krajowe? W tej federacji przyjmiemy prawo polskie, ukraińskie, czy będziemy tworzyć jakieś zupełnie nowe? Przyjmiemy wspólną złotówkę, hrywnę, czy jeszcze coś innego?...

I dalej: czy Polacy będą koniecznie musieli nauczyć się ukraińskiego, a Ukraińcy – polskiego? Co z ocenami wspólnej historii: wypracujemy obowiązkową, wspólną wersję, czy pozostaniemy przy swoich, spokojnie pracując nad zbliżeniem poglądów historyków? Co z kulturą, będziemy pilnowali parytetów polskiego i ukraińskiego? Takie kwestie można by mnożyć.

Powoli do przodu

Oczywiście, wszystko można jakoś ułożyć. Kluczem jest tu słowo „jakoś”. Bo naprawdę nie chodzi o to, byśmy stworzyli polsko-ukraińską federację, która będzie obciążona ogromem problemów – ale uznamy, że odnieśliśmy sukces, bo oto doszło do prawdziwej integracji Polski i Ukrainy.

Najpierw trzeba się zastanowić, jakie mamy wspólne interesy. Oczywiście, podstawowym wspólnym interesem jest takie działanie, byśmy liczyli się w Europie i świecie jako osiemdziesięciomilionowy podmiot. Ale to nie stanie się samo z siebie. Nie będzie tak, że nagle zadekretujemy powstanie Polsko-Ukrainy czy też może Ukraino-Polski i już wszystko będzie szło jak z płatka.

Przede wszystkim trzeba się zastanowić jakie są sfery, w których moglibyśmy działać wspólnie. Niektóre sprawy są jakby oczywiste. W pierwszym rzędzie, potrzebne jest faktyczne otwarcie granic między naszymi krajami. Bo przed rosyjską agresją na Ukrainę wyglądały dramatycznie: długie kolejki, fatalny tłok na przejściach granicznych. Tyle, że Polska jest w strefie Schengen, a Ukraina nawet nie należy do Unii Europejskiej. Jeśli nie chcemy czekać na przyjęcie naszego wschodniego sąsiada do UE, należy wypracować jakościowo nową formułę funkcjonowania wspólnej granicy. Taką, na którą zgodzi się Bruksela. To rzecz jasna pociągnie za sobą dalsze konsekwencje, a wszystkie trzeba rozważyć – m.in. przyszłe zasady osiedlania się obywateli Ukrainy w Polsce oraz Polski na Ukrainie (bo niby czemu przepływ ludności ma się odbywać tylko w jedną stronę).
Dwie rosyjskie maszyny zniszczone podczas inwazji na Ukrainę, przywiezione do Polski i wystawione w pobliżu Zamku Królewskiego w Warszawie, 28 czerwca 2022 roku. Czołg T-72 Ukraińcy zniszczyli w Buczy pod Kijowem, obok samobieżna haubica 2S19 Msta. Fot. STR/NurPhoto via Getty Images
Potem można się zabrać za sprawy bardziej skomplikowane. Na przykład wspólna może być obrona. Oczywiście, mowa jest o sytuacji po zakończeniu wojny na Ukrainie, inaczej okaże się, że efektem polsko-ukraińskiej integracji będzie po prostu wciągnięcie Polski w walki. Ale w przyszłości stworzenie wspólnego dowództwa naszych armii może być bardzo korzystne tak dla Warszawy, jak i Kijowa. Oczywiście, Ukraina powinna chyba najpierw znaleźć się w NATO, co jednak dziś nie wydaje się nierealne.

I oczywiście wspólnie możemy też zajmować się sprawami zagranicznymi. To może nastąpić najpóźniej, bo Polska jest w UE, a Ukraina – nie. Perspektywa przyjęcia Ukrainy do Unii wydaje się dziś odległa, ale przy sporym wysiłku można to przyśpieszyć. Zresztą, na początek może wystarczyć koordynacja polityki zagranicznej.

ODWIEDŹ I POLUB NAS
Jeśli taki byłby wspólny plan integracji, to wówczas można myśleć o stworzeniu polsko-ukraińskiej konfederacji. Chodzi o rozumienie konfederacji jako związku państw; w jakiejś mierze jest nią dziś Unia Europejska, a w przeszłości był m.in. Związek Niemiecki (1815 – 1866), Skonfederowane Stany Ameryki (1861 – 1865), a także Serbia i Czarnogóra (2003 – 2006). Bo w obecnych warunkach sens ma jedynie integracja stopniowa, powolna, z korzyścią dla obu krajów i starannie przemyślana. Wszyscy obywatele Polski i Ukrainy powinni mieć całkowitą jasność ku czemu i po co zmierzamy. I trzeba starannie analizować postępy integracji. Tak, żeby – jeśli coś nie zadziała – po prostu się z tego wycofać. I spróbować inaczej, lepiej.

Trzeba stawiać cele

Paradoksalnie (pomijając dramat trwającej wojny), Ukraina w odróżnieniu od Polski ma przed sobą wyraziste cele: wejście do UE i NATO. My już to osiągnęliśmy i nie bardzo widać nowe kierunki do jakich moglibyśmy dążyć – poza osiągnięciem ogólnego dobrobytu wszystkich obywateli.

Czemu więc nie moglibyśmy chcieć stworzenia bliskiej współpracy – sojuszu, konfederacji – tych krajów, które są sobie historycznie bardzo bliskie? Choćby właśnie Polski i Ukrainy? Boimy się, że Władimir Putin lub Siergiej Ławrow znów oznajmią, iż Polska „chce kontrolować Ukrainę”? I że będą straszyć Ukraińców „powrotem polskich panów”? Czy też może obawiamy się samych siebie, że to my, Polacy, nagle poczujemy jakiś „kresowy zew” i zechcemy naszych sąsiadów polonizować?

Nie trzeba bać się trudnych wyzwań. Parafrazując słowa Filipa Memchesa, polską racją stanu jest Ukraina jako niezależne i silne względem Kremla państwo. Nie oznacza to jednak, że nie możemy dalekosiężnie myśleć o korzystnej dla obu stron, stopniowej, polsko-ukraińskiej integracji.

– Piotr Kościński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Święto Konstytucji Ukrainy, obchodzone 28 czerwca 2022 roku w Krakowie. Uczestnicy uroczystości na Wawelu trzymają polskie i ukraińskie flagi, za chwilę będą bić rekord świata w jednoczesnym wykonaniu w różnych zakątkach świata, z którymi łączyli się przez internet, pieśni „Czerwona kalina”. Fot. Artur Widak/NurPhoto via Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Pan Herbert
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Geny
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
ONZ: mission impossible
Jakie znaczenie miała wizyta sekretarza generalnego Antonia Guterresa w Kijowie?
Felietony Poprzednie wydanie
Nikt nie chce być „ruską onucą”
Czy nazizm był odpowiedzią na komunizm?
Felietony Poprzednie wydanie
Przyjdą silni ludzie...
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.