Kultura

Kurtyna, co przesłania niesłychane tajemnice! Cyrk odmieniony

To nie było tak, że cyrkowcy za wszelką cenę chcieli tresować zwierzęta, tylko za wszelką cenę chcieli je oglądać ludzie. Obecnie z cyrków znikają zwierzęta, a pojawiają się postaci z filmów czy dinozaury. Niektórzy prezentują hologramowe zwierzęta. Cyrk nie zginął, on po prostu cały czas jest w drodze. Dostosowuje się do danego czasu… – przekonuje były linoskoczek.

Wystawa „CYRK” otwarta do października w Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego w Królikarni (oddział Muzeum Narodowego w Warszawie) przenosi nas w olśniewający, bajkowy świat cyrku nowożytnego, w którym woltyżerowie, kuglarze, linoskoczkowie i inni artyści rozpalają wyobraźnię widzów, przełamując wszelkie bariery i zaprzeczając – jak by się mogło wydawać – prawom fizyki. W świat pełen kolorów, słodyczy i radości, który jednak nie jest wolny od goryczy, melancholii i tragedii.

ODWIEDŹ I POLUB NAS
Nieprzypadkowo fundamentem wystawy – skonstruowanej w formie spektaklu cyrkowego – są prace artystów, m.in. takich, jak Fernand Léger, Paul Klee czy Pablo Picasso, zgromadzone w zbiorach Muzeum Narodowego. – Przyglądam się cyrkowi oczami artystów. Oni także chodzili do cyrku. W XIX wieku i w pierwszej połowie XX w. widowiska cyrkowe były rozrywką bardzo egalitarną. Bywały na nich niemalże wszystkie klasy społeczne, z wyjątkiem osób najuboższych. Publiczność tworzyli głównie dorośli, którzy potrzebowali rozrywki i zastrzyku adrenaliny. Nie brakowało przedstawień z dreszczykiem… – mówi w rozmowie z Tygodnikiem TVP Katarzyna Szydłowska-Schiller, historyk sztuki, kuratorka wystawy „CYRK”.

Skąd jednak wziął się cyrk? I na czym polega jego fenomen?

Prozaiczne zajęcia codziennie

Janusz Sejbuk – były linoskoczek występujący w cyrkach na całym świecie, a obecnie nauczyciel w Państwowej Szkole Sztuki Cyrkowej w Julinku, kustosz tamtejszej Wystawy Sztuki Cyrkowej i znawca historii cyrku – opowiada Tygodnikowi TVP, że ślady widowiska zbliżonego do współczesnych dyscyplin cyrkowych są starsze od starożytnego Rzymu. Świadczą o tym odnalezione choćby w Grecji malowidła i płaskorzeźby, przedstawiające ludzi w nienaturalnych pozach, wyginających się do tyłu, czy wykonujących ćwiczenia na grzbietach koni.

Z kolei w starożytnym Rzymie organizowano widowiska – często okrutne – w Circrus Maximus i Koloseum.

Korzeni sztuki cyrkowej można doszukiwać się również w starożytnych Chinach. Tam tragarze przy załadunku i rozładunku łodzi poruszali się po linach cumujących. Utrzymanie w tej sytuacji równowagi było nie lada wyzwaniem. – Niektóre dyscypliny cyrkowe wywodzą się z bardzo prozaicznych zajęć codziennych – wyjaśnia Janusz Sejbuk.
Początki cyrku – spektakl w Sadler's Wells Theatre w Londynie w 1750 roku. Napis na ulotce reklamoej głosił: „Ciekawe i niezwykłe przedstawienia małpy każdego wieczoru”. Fot. Guildhall Library & Art Gallery/Heritage Images/Getty Images
Takich przykładów jest więcej. Fascynująca jest na przykład historia wsi Cowkra-1 w Dagestanie, gdzie mieści się szkoła chodzenia po linie – niemal każdy mieszkaniec miejscowości posiada tę umiejętność.

Z Cowkry wywodzili się czołowi linoskoczkowie słynnego cyrku radzieckiego. Legenda głosi, że ludność tych górskich terenów, chcąc skrócić szlaki komunikacyjne, przerzucała liny nad rozpadlinami skalnymi. Następnie pokonywała je balansując na tejże linie i wspomagając się tyczką.

Słoń na jarmarku i szczuty niedźwiedź

Po upadku Cesarstwa Rzymskiego przez blisko tysiąc lat nie organizowano wielkich, masowych widowisk tego typu. – Wędrowne trupy, korzystając ze skupisk ludzi, takich jak miasteczko, osada czy jarmark, zarabiały na życie na miarę swoich możliwości – mówi Janusz Sejbuk. I dodaje, że na przykład w Niemczech, jak głoszą kroniki, po raz pierwszy pokazano publicznie słonia na jarmarku we Frankfurcie – dziesięć lat po Bitwie pod Grunwaldem, czyli w pierwszej połowie XV wieku. Trafił on do Europy wraz z grupą wędrownych wagabundów.

Na dworach królewskich uciechy dostarczał błazen i różnego rodzaju artyści. – Już w średniowieczu odbywały się pokazy akrobatyczne czy komiczne teatrzyki – opowiada Katarzyna Szydłowska-Schiller.

W Rzeczypospolitej w podobnej rozrywce szczególnie lubowali się Jagiellonowie. Dr Agnieszka Nalewajek, historyk, w artykule poświęconym dworowi króla Jana Olbrachta, pisała: „W Rachunkach [królewskich] oprócz wydatków na okazjonalne występy muzyków znajdują się też pojedyncze kwoty, które podczas świąt czy uczt wydano na sztuczki kuglarzy i błaznów; między innymi błazna z małpą. Dużym zainteresowaniem Olbrachta cieszyły się pokazy niedźwiedników, które oglądał w różnych miejscach”. W latach 1493-1495 na dworze królewskim przebywała para karłów. Osoby te „z racji swego niskiego wzrostu budziły ciekawość, wesołość, a także zadziwienie”.

„Sztuki cyrkowe wywodzą się z kultury ludowej, jarmarcznej. Występy wędrownych żonglerów, akrobatów były od zawsze atrakcją festynów” – czytamy w jednym z opisów na wystawie „CYRK”. Także w Warszawie mieściły się takie stoiska jarmarczne. – To były namioty bądź budki, gdzie można było zobaczyć różne osobliwości [choćby ludzi z wadami genetycznymi – red.] czy dzikie zwierzęta. Ale tam było brudno i ponuro. Warszawiacy raczej szybko przez takie miejsca przechodzili, aniżeli zatrzymywali się w nich na dłużej – mówi Katarzyna Szydłowska-Schiller.

Patrz uważnie: teraz zabije byka. Zobaczysz, czy ci się spodoba

Wielu torreadorów ma status celebrytów. Piszą o nich plotkarskie media, śledzą ich paparazzi.

zobacz więcej
W drugiej połowie XVIII wieku, u zbiegu ulic Chmielnej i Brackiej, wzniesiono drewniany amfiteatr, zwany przez warszawiaków Szczwalnią lub Hecą (od niemieckiego słowa „hetze” – szczucie). Oglądano tam krwawe jatki z udziałem zwierząt. – Pierwsze pokazy polegały na przywiązaniu niedźwiedzia do pala i szczucia go psami. Niedźwiedź bronił się, ale był bez szans. Gawiedź była strasznie podekscytowana. Kupowała bilety i przychodziła to oglądać – opowiada Janusz Sejbuk.

Kustosz Wystawy Sztuki Cyrkowej w Julinku dodaje, że tego rodzaju rozrywka trafiła do Polski z Niemiec: – W Niemczech urządzano nawet polowania na arenie (wtedy jeszcze w kształcie elipsy), pogonie za zwierzyną itp. Ale z czasem zaprzestano tej formy rozrywki.

Budynek Szczwalni przetrwał do połowy XIX wieku.

Narodziny cyrku nowożytnego

Zanim w Warszawie wybudowano Szczawalnię, w Londynie powstał już cyrk nowożytny. Za jego ojca uznaje się Philipa Astley’a, utalentowanego jeźdźca, który po zakończeniu służby w kawalerii (15. Lekkim Pułku Dragonów), zainaugurował w roku 1768 pokazy jazdy konnej na okrągłej arenie. „Pozwalało to na optymalne wykorzystanie siły odśrodkowej i doskonalenie akrobacji” – czytamy w artykule dr. Grzegorza Kondrasiuka, teatrologa z UMCS w Lublinie, zamieszczonym w katalogu wystawy „CYRK”.

Z czasem zadaszył arenę płótnem, a następnie osłonił ją również dookoła, tworząc namiot cyrkowy.

„W kolejnych dekadach w dużych ośrodkach miejskich pojawiają się kryte budynki z arenami, a sam termin cyrk (świadome odwołanie do rzymskiego antyku), staje się nazwą nowego gatunku rozrywki” – pisze dr Kondrasiuk.

Szybko pojawili się naśladowcy Astley’a. Największym jego konkurentem był Charles Hughes, były pracownik i również utalentowany jeździec. W 1782 roku Hughes, który powrócił do Londynu z kilkuletniej trasy po Europie (organizował widowiska m.in. na dworze carycy Katarzyny II), otworzył Cyrk Królewski, tym samym nadając rozgłos terminowi „cyrk”.

Od lat 70. XVIII w. Philip Astley regularnie organizował widowiska w Paryżu. W 1783 roku otworzył w stolicy Francji drewniany amfiteatr. Jednakże w 1793 roku po wybuchu wojny angielsko-francuskiej, Astley powrócił do ojczyzny, ponownie zaciągając się do 15. pułku jazdy lekkiej. Amfiteatr przejął po nim Antonio Franconi, który w 1807 roku otworzył w Paryżu słynny Cyrk Olimpijski. Niebawem na widowni cyrku Franconich zasiadać będą Adam Mickiewicz czy Juliusz Słowacki.

W 1813 roku 72-letni Astley znów udał się do Paryża, w którym zmarł rok później.
Rupert Croft-Cooke i Peter Cotes w książce „Świat cyrku” przywołali słowa Charlesa Dickensa (pochodzące z „Magazynu osobliwości”), który dobrze znał cyrk stworzony przez Astleya. Tak oto pisarz oddawał atmosferę widowiska, zorganizowanego przez ojca cyrku nowożytnego: „Boże, Boże, cóż to był za teatr, ten teatr Astleya! Ile farb, złoceń i luster! Delikatny zapach koni zapowiadający nadchodzące cuda! Kurtyna, co przesłania tak niesłychane tajemnice! Czyste białe trociny w dole na arenie! Widzowie wchodzą i zajmują miejsca! (…) Co za blask padł na Kita i jego gości, kiedy zaczął się powoli zapalać ten długi, jasny, promienisty rząd świateł! Jakże gorączkowe podniecenie ich ogarnęło, kiedy zabrzmiał mały dzwoneczek, muzykanci zaczęli grać na serio, bębny wygrywały grzmiące partie, a trianguły rozbrzmiewały słodko (…)”.

Miejsce radości i osobistych tragedii

Cyrk nowożytny był swego rodzaju fenomenem. Cieszył się ogromnym zainteresowaniem. – Oszałamiał kolorem, błyskiem. Przyciągał nowinkami technicznymi. Był jednym z pierwszych miejsc, w którym było oświetlenie gazowe czy elektryczne. Wielu widzów po raz pierwszy zetknęło się z elektrycznością właśnie w cyrku. Tak jak z ruchomym obrazem, albowiem w cyrkach na początku XX wieku pokazywano pierwsze projekcje filmowe – mówi Katarzyna Szydłowska-Schiller.

Jak już zostało wspomniane, widownia w cyrku odzwierciedlała niemalże cały przekrój społeczny. Charakterystyczny był jej układ. – Na samej górze były eleganckie loże dla arystokracji. Poniżej balkony dla mieszczan. Z kolei dolny rząd często zajmowali żołnierze. Znajdował się blisko areny, na której przebywały dzikie zwierzęta, więc było tam dość niebezpiecznie. Można też było oberwać odpryskiem spod końskich kopyt. Żołnierze zabierali do cyrku swoje partnerki, kochanki, nawet kurtyzany. Chcieli pokazać, jacy są dzielni, szarmanccy i że w razie zagrożenia je uratują. To był pokaz społeczny – zaznacza kuratorka wystawy „CYRK”.

Nie wszystkich było jednak stać na bilet do cyrku. Ludność najuboższa mogła jedynie otrzeć się o ten barwny, bajkowy świat w momencie wjazdu artystów do miasta. W Królikarni znajduje się obraz Paula Friedricha Meyerheima „Parada cyrkowców” (1910). Przedstawia on, jak sugeruje nazwa, uroczyste przybycie artystów do miasta. „Parada cyrkowców to rodzaj zaproszenia, a zarazem przedsmak wieczornego widowiska w mieście, do którego zawitał cyrk. Dla tych, którzy nie mieli pieniędzy na bilet, była to jedyna możliwość spotkania się z egzotycznym korowodem” – czytamy w opisie obrazu niemieckiego malarza.
Obraz Stanisława Wolskiego „W cyrku” (1885) na wystawie w Królikarni. Fot. PAP/Tomasz Gzell
– Bardzo się cieszę, że udało mi się trafić na ten obraz – przypadkiem dowiedziałam się, że znajduje się w magazynie Muzeum Narodowego w Poznaniu – i że możemy pokazać naprawdę wyjątkowego malarza, który poświęcił się tematowi cyrku i menażerii – opowiada Katarzyna Szydłowska-Schiller. Dodając, że zjawisko parad cyrkowych najbardziej było rozpowszechnione w Stanach Zjednoczonych.

Niesmak może budzić fakt, że w spektaklach cyrkowych brały udział również dzieci, wykonujące wymyślne sztuczki, a nawet efektowne i niebezpieczne akrobacje. W Królikarni obejrzymy przejmujący obraz Stanisława Wolskiego „W cyrku” (1885). Przedstawia on smutnego, załamanego wręcz klauna, wynoszącego z areny ciało martwego linoskoczka. Tymże linoskoczkiem był mały chłopiec. Tragedię obserwują ciekawscy widzowie. – Praca Stanisława Wolskiego jest dla mnie bardzo ważna. Pokazuje, że cyrk był nie tylko miejscem radości, ale również osobistych tragedii – podkreśla Katarzyna Szydłowska-Schiller.

Indianie w Warszawie

Cyrk cieszył się bardzo dużym zainteresowaniem również w Warszawie, która znajdowała się na szlaku komunikacyjnym między czołowymi ośrodkami branży cyrkowej w XIX wieku, czyli Paryżem i Petersburgiem. Zatrzymywali się w niej artyści najwyższej klasy, organizując przy okazji widowiska. – Był okres, w którym świetnie prosperował cyrk, a równocześnie bankrutował teatr Wojciecha Bogusławskiego. Cała Warszawa chodziła do cyrku, a Bogusławski wystawiał dom na licytację… – mówi Janusz Sejbuk.

Jednym z przybyłych do Warszawy artystów był Albert Salamoński, który w 1872 roku przy ulicy Włodzimierskiej (obecnie Czackiego) otworzył cyrk (drewniany) na bardzo wysokim poziomie. Z kolei w 1883 roku na rogu ulic Okólnik i Ordynackiej powstał pierwszy w Warszawie cyrk murowany, wzniesiony staraniem rodziny Cinisellich – włoskich potentatów cyrkowych. Kilka lat wcześniej otworzyła ona pierwszy cyrk murowany w Petersburgu, który przetrwał do dziś.

„Miał on reprezentacyjne loże, restaurację i kawiarnię, garderoby, rekwizytornię, salę baletową, pracownie i stajnie na 40 koni, a mieścił 3000 osób” – pisze o cyrku Cinisellich w Warszawie dr Grzegorz Kondrasiuk.

W 1914 roku cyrk przy Ordynackiej przejął Stanisław Mroczkowski, były pracownik Cinisellich. – Był ich pomocnikiem; roznosił lemoniadę, załatwiał różne sprawy. To był hazardzista, człowiek nowobogacki; prosty, niewykształcony, ale bardzo kontaktowy. Przez piętnaście lat był dyrektorem Cyrku Warszawskiego (taką nadał mu nazwę), jednakże źle skończył. Po pierwsze, przeinwestował. Zatrudniał artystów z różnych stron świata. Sprowadził do Warszawy również Indian z plemienia Siuksów, którzy odprawiali na arenie swoje tańce, obrzędy. To dużo kosztowało. Po drugie, w pewnym momencie warszawiakom jego cyrk nieco spowszedniał. W 1929 roku Mroczkowski zbankrutował – wyjaśnia Janusz Sejbuk.
Przywołuje też anegdotę, związaną z obrazem Wojciecha Kossaka, przedstawiającym Mroczkowskiego na arenie cyrkowej. Zdjęcie obrazu znajduje się na wystawie „CYRK” – sam obraz niestety zaginął. Otóż Eryk Lipiński (karykaturzysta, satyryk, grafik, założyciel Muzeum Karykatury w Warszawie; zm. w 1991 roku) opowiadał przed laty, że gdy Mroczkowski zobaczył obraz, rzucił: „Chyba malował to jakiś amator”. – Wojciech Kossak miał już wtedy renomę. Ale Mroczkowski go nie kojarzył – śmieje się Janusz Sejbuk.

W 1929 roku najemcą cyrku przy Ordynackiej został Bronisław Staniewski. Cyrk Staniewskich, w latach 30. XX w. jeden z najlepszych cyrków świata, przetrwał do 1939 roku. Budynek przy Ordynackiej został zniszczony podczas bombardowań Warszawy.

Meksykanka pochowana 150 lat po śmierci

Indianie na arenie Stanisława Mroczkowskiego nie byli wyjątkiem. Dyrektorzy cyrków na całym świecie lubowali się w sprowadzaniu rozmaitych osobistości: ludzi z wadami genetycznymi, schorzeniami, przedstawicieli różnych grup etnicznych, których sprowadzano do roli eksponatów wystawowych. Dzisiaj takie praktyki mogą budzić obrzydzenie, ale wówczas nie uznawano ich za niestosowne.

Na wystawie „CYRK” przywołana została postać Julii Pastrany, Meksykanki, która z powodu choroby objawiającej się niskim wzrostem i bujnym owłosieniem całego ciała, była nazywaną „najbrzydszą kobietą świata”. W 1858 roku została przedstawiona również warszawiakom, zgromadzonym w Cyrku Ślęzaka.

Kobieta zmarła dwa lata później w wyniku powikłań poporodowych, w wieku zaledwie 26 lat. Jej syn, dotknięty tą samą chorobą, także zmarł krótko po narodzinach. Menedżer Pastrany, a zarazem jej mąż – Theodore Lent, zamiast godnie pochować żonę i dziecko, postanowił… zabalsamować ich ciała, a następnie obwozić po całym świecie jako atrakcję. Ciało Julii Pastrany oraz jej dziecka pojawiało się na różnych wystawach aż do 1970 roku! Ostatecznie zostali oni pochowani dopiero w 2013 roku. Przeszło 150 lat po śmierci!

Cóż, krzywdę ludzką odbierano jako atrakcję. – Amerykański cyrk Ringling Bros. and Barnum & Bailey Circus (założony w 1871 r.; działalność zakończył w 2017 r. – red.), początkowo należał do P.T. Barnuma, przedsiębiorcy z branży rozrywkowej, który gustował w pokazywaniu niecodziennych osobliwości. Wyszukiwał on na całym świecie osoby chore, o nadmiernym wzroście, z nadwagą czy niewykształconymi kończynami – mówi Janusz Sejbuk.
I przypomina, że na przykład w Rosji do lat 80. XX wieku funkcjonował cyrku liliputów. Zaś ekspozycję ludzi z Konga w brukselskim zoo zlikwidowano w 1957 roku. Niemniej w ostatnich dekadach wrażliwość społeczna się zmieniła. – Widowiska z przeszłości często nie pasują do dzisiejszego świata – zaznacza nauczyciel sztuki cyrkowej.

Komunizm, czyli cyrk bliski doskonałości

W Rosji po rewolucji bolszewickiej cyrk został upaństwowiony. Po zakończeniu II wojny światowej to samo stało się również w Polsce i innych państwach bloku wschodniego. Miało to swoje zalety. Dla artystów upaństwowienie oznaczało stałe dochody i stabilizację – z czym wcześniej różnie bywało. Stali się pracownikami etatowymi, przysługiwał im urlop i emerytura.

Po wschodniej stronie „żelaznej kurtyny” odtąd mówiono o cyrkach polskim, rumuńskim, węgierskim itd. A także o słynnym cyrku radzieckim. – W Związku Radzieckim stworzono cyrk bliski doskonałości. W pracę nad nim zaangażowano reżyserów, choreografów, plastyków, kompozytorów. Cyrk był wizytówką ZSRR – mówi Janusz Sejbuk.

Dziadkowie Kamila Zalewskiego – iluzjonisty i konferansjera, syna Ewy i Stanisława, założycieli Cyrku Zalewski – byli artystami cyrkowymi w czasach PRL-u. – Cyrk przynależał wtedy do ZPR (Zjednoczone Przedsiębiorstwa Rozrywkowe). Związek miał swoją bazę w Julinku, gdzie znajdowały się pomieszczenia dla zwierząt, w tym słoniarnia. Dziadkowi przydzielono konie państwowe. Zresztą stajennych również przydzielało państwo – wspomina w rozmowie z Tygodnikiem TVP.

Cyrk także wówczas cieszył się olbrzymią popularnością. – Komunistyczna rzeczywistość była szara. W telewizji nic nie było. Dlatego cyrki były atrakcyjne. Stały w jednym mieście po kilka tygodni, a nawet miesięcy – dodaje Kamil Zalewski.

Telewizja skradła show, a transformacja dobiła

Katarzyna Szydłowska-Schiller zauważa, że od lat 70. XX w. artyści (malarze, graficy) nieco mniej przyglądają się widowiskom cyrkowym. – Może to być związane z upaństwowieniem cyrku w krajach bloku wschodniego, a tym samym z jego rozdrobnieniem. Cyrk stał się też w dużej mierze rozrywką dla dzieci. Do spadku zainteresowania przyczynił się również rozwój telewizji w latach 60. i 70. XX wieku. Ludzie mogli odtąd oglądać akrobatów na szklanym ekranie, niekoniecznie chcieli więc potem ich obejrzeć jeszcze na żywo. Telewizja zabrała cyrkowi wielu widzów – zaznacza historyk sztuki.
Cyrk ze złamanym sercem
Później było jeszcze gorzej. Wraz z upadkiem komunizmu mocno podupadła też branża cyrkowa. I to nie tylko w państwach byłego bloku wschodniego, bo kryzys dotknął również wiele cyrków zachodnich, w tym słynny Ringling Bros. – Przez cały okres powojenny korzystał on z taniej siły roboczo-artystycznej z bloku wschodniego. Artystów musiało być wielu, gdyż spektakl odbywał się na trzech arenach jednocześnie. Praca w tym cyrku była ciężka, za symboliczne diety – opowiada Janusz Sejbuk.

Jak wyjaśnia, po upadku komunizmu cyrk Ringling Bros. nie miał już skąd sprowadzać zespołów artystycznych. W byłych demoludach przestały się one tworzyć, a w warunkach kapitalizmu wyszkolenie grup cyrkowych było trudne, bo kosztowne. Brakowało osób, które zechciałyby takie szkolenia finansować. A mowa o niemałych środkach, jako że zespołowy numer cyrkowy niekiedy powstaje przez 2-3 lata.

Co więcej, gdy władzę na Kremlu objął Michaił Gorbaczow, rozpoczynając pierestrojkę, rosyjscy cyrkowcy masowo zaczęli emigrować na Zachód. To zaś zaburzyło równowagę na rynku pracy. – W latach 90. na festiwalu cyrkowym w Paryżu spotkałem kolegów z Hiszpanii, z którymi niegdyś pracowałem w świecie. Powiedzieli, że na festiwalu szukają artystów rosyjskich. Zapytałem: „Jak to szukacie?”. A oni: „Stary, zjechało tylu Rosjan, że straciliśmy pracę. Musieliśmy założyć cyrk!” – wspomina Janusz Sejbuk.

Kustosz Wystawy Sztuki Cyrkowej w Julinku przypomina, że w Polsce po 1989 r. artyści cyrkowi też zostali wrzuceni na głęboką wodę – część z nich sobie poradziła, jednak większość była zmuszona zmienić zawód. Wykupywali cyrki od ZPR, ale później często brakowało im środków na ich rozwój. Ponadto galopująca inflacja czy duże bezrobocie odbiły się na frekwencji na widowni i wpływach z biletów.

Nic nie zastąpi wielkiego namiotu

Czy możemy zatem mówić o śmierci cyrku? Kamil Zalewski podkreśla, że może dzisiaj cyrk nie cieszy się tak dużym zainteresowaniem, jak kilka dekad temu, jednak tezy o jego śmierci są nieuprawnione. – Widownia jest mniej liczna niż dawniej. Nie zatrzymujemy się na dłużej w jednym miejscu, codziennie przemieszczamy się z miasta do miasta. Ale cyrk nie zanikł. W Polsce jest obecnie kilkanaście cyrków, w tym dwa duże i jeden średni. I jest to od dłuższego czasu stała liczba. Nawet jeżeli jeden z naszych konkurentów zamknie cyrk, to jego miejsce zajmuje jeden lub dwa nowe – mówi Zalewski.

Zima w Julinku 1986

Jeszcze w latach 80 w Polsce cyrk to było wielkie show.

zobacz więcej
Przyznaje, że obecnie jest dużo innych atrakcji, parków rozrywki, placów zabaw, bawialni, zajęć dla dzieci itd. Ale cyrk wpisuje się w wolny rynek, szuka na nim swojego miejsca i klientów. Zaś jego fenomen nabiera współcześnie jeszcze większego znaczenia: – Jest to widowisko familijne. W spektaklach, które organizujemy, każdy znajdzie coś dla siebie, zarówno dziecko, jak i dorosły. Nie jest to rozrywka infantylna. Wprawdzie dzisiaj są alternatywne atrakcje, ale nic nie zastąpi namiotu cyrkowego i widowiska na żywo, podczas którego razem z rodziną możemy spędzić fascynujące dwie godziny i oderwać się od komputera czy telefonu – ocenia iluzjonista.

Janusz Sejbuk przekonuje, że cyrk powoli się odradza. Obecnie w Polsce nie brakuje młodych ludzi, którzy chcą uprawiać sztukę cyrkową. Ćwiczą akrobacje na linie, na trapezie, na szarfach itd. Jedni robią to z myślą o pracy w cyrku, inni – dla przyjemności, z chęci zabawy w cyrk.

Cyrk jest w drodze. Bez tresowanych zwierząt

Na pewno cyrk się zmienia. Przez lata wielkie emocje na widowni wzbudzały dzikie zwierzęta. Właściciele cyrków szukali ich po całym świecie. Janusz Sejbuk opowiada, że wspomniany P.T. Barnum sprowadził do Ameryki nawet słonia giganta, który nazywał się Jumbo. – W ciągu trzech lat obejrzało go dziewięć milionów Amerykanów. Niestety, Jumbo zginął w katastrofie kolejowej (amerykańskie cyrki przemieszczały się koleją) – mówi.

Niekiedy zdarzało się, że zwierzęta uciekały z klatek. Na wystawie „CYRK” znajdziemy ilustrację Franciszka Kostrzewskiego, zamieszczoną w jednym z numerów „Tygodnika Ilustrowanego” z 1866 roku, a przedstawiającą mieszkańców Warszawy uciekających w popłochu przed lwem. Zwierzę wydostało się z menażerii i oparte łapami o płot, wyglądało na ulicę Mokotowską. Na szczęście nie doszło wtedy do tragedii.

Nie udało się jej zaś uniknąć w 2000 roku na warszawskim Tarchominie, gdy z cyrku Korona w niewyjaśnionych okolicznościach wydostały się trzy tygrysy. Dyrekcja cyrku podejrzewała, że za wypuszczeniem ich z klatek stała grupa ekologów. Dwa szybko zostały złapane przez treserów. Trzeci uciekł i przez kilka godzin błąkał się po osiedlu. Na miejsce został wezwany wyspecjalizowany weterynarz, który miał za zadanie uśpić zwierzę. Próby nerwów nie wytrzymali prowadzący obławę policjanci. Gdy tygrys zaatakował weterynarza, otworzyli ogień w stronę zwierza. Ten zaczął uciekać, a kontynuujący ostrzał policjanci przypadkiem śmiertelnie postrzelili w głowę weterynarza, który podnosił się z ziemi po ataku tygrysa i znalazł się na linii strzału.
Pokaz zwierząt w hologramie w Cyrku Wictoria w Gorzowie Wielkopolskim, wrzesień 2021. To pierwszy cyrk w Polsce, który w swoich przedstawieniach prezentował wielkoformatowe wirtualne dzikie zwierzęta. Fot. PAP/Lech Muszyński
Eksponowanie zwierząt w cyrkach w ostatnich latach spotykało się z licznymi protestami i kampaniami ekologów. Niedawno w Polsce wprowadzono przepis, który zakazuje posiadania niebezpiecznych gatunków zwierząt (z wyjątkiem „ogrodów zoologicznych i placówek naukowych prowadzących badania nad zwierzętami”).

Cyrki na całym świecie odchodzą od widowisk z udziałem zwierząt. – Od ponad dwudziestu lat trwają spory o możliwość posiadania zwierząt w cyrkach. Natomiast w naszym od dwóch lat nie mamy zwierząt. Pozostały nam cztery konie, które znajdują się w naszej bazie pod Pruszkowem. Obecnie opiekuje się nimi szkoła jazdy konnej, która przejęła naszą stajnię. Jeżdżą na nich pod siodłem dzieci i dorośli – mówi Kamil Zalewski.

Z kolei Janusz Sejbuk komentuje: – To nie było tak, że cyrkowcy za wszelką cenę chcieli tresować zwierzęta, tylko za wszelką cenę chcieli je oglądać ludzie. Obecnie z cyrków znikają zwierzęta, a pojawiają się postaci z filmów dla dzieci (na przykład z filmu „Transformers”) czy dinozaury. Niektóre cyrki prezentują hologramowe zwierzęta. Cyrk nie zginął, on po prostu cały czas jest w drodze. Dostosowuje się do danego czasu. I kończy: – Cyrk jest jak kalejdoskop. To zbieranina wielu doznań. Choć ogólna ocena cyrku jest trudna. Wszystko zależy od tego, który oceniamy. W tych najlepszych rozrywka nadal jest na bardzo wysokim poziomie. Sławomir Pietras, gdy był dyrektorem Teatru Wielkiego, trafił zagranicą na widowisko Cirque du Soleil. Można by pomyśleć, że dla niego cyrk będzie co najwyżej ubogim krewnym teatru, tymczasem program cyrkowy go zafascynował. Napisał o tym w felietonie. W stylu: „Wszystkich polskich dramaturgów wysłałbym na korepetycje do Cirque du Soleil, żeby zobaczyli, jak buduje się dramaturgię spektaklu”.

– Łukasz Lubański

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Artysta Biju Nair rozpoczyna swój występ w Rambo Circus w Bombaju, Indie, 4 listopada 2017 r. 47-latek z Trivendrampuram w stanie Kerala jako dziecka uciekł z domu i dołączył do trupy. W cyrku przez 38 lat wykonywał różne prace: biletera, bramkarza, konferansjera i od 18. Roku życia występuje jako klaun, o czym zawsze marzył. Fot. PAP/EPA.
Zobacz więcej
Kultura Poprzednie wydanie
Monroe i Miller. Jak intelektualista stracił zmysły
Znajomy żartował: „Wasze dzieci będą miały urodę Arthura i rozum Marilyn”.
Kultura Poprzednie wydanie
Opowieści okrutne jak życie
To sadystka, wampir, dusicielka. I to się widowni podoba.
Kultura Poprzednie wydanie
Ponad 80 lat na wygnaniu. Niesamowita historia Siedmiu Obrazów
Było to ideowe serce polskiego pawilonu na nowojorskiej wystawie EXPO.
Kultura wydanie 22.07.2022 – 29.07.2022
Marc Chagall – freak ze sztetlu
Mawiał o sobie: „Jestem małym Żydkiem z Witebska. Wszystko, co czuję, maluję, robię, całe moje »ja« się w tym zawiera”.
Kultura wydanie 22.07.2022 – 29.07.2022
Najpiękniejszy bas świata
Ładysz za kołnierz nie wylewał, palił namiętnie cygara, jadał wysokokalorycznie, ale, jak podkreślał, smacznie.