Cywilizacja

Zając też człowiek

Kto staje na starcie biegu, ten chce dobiec do mety. Ale bywa i tak, że ten kto staje na starcie, nie chce dobiec do mety. Rzecz na pozór absurdalna, lecz w realu logiczna, rozpisana na nuty. Bardzo przydatna tym pierwszym, dochodowa dla tych drugich.

Po polsku nazywanych zającami, po angielsku pacemakerami, a z niemiecka tempomacherami. Robota jest poważna, a ludzie tej pracy cieszą się szacunkiem w środowiskach biegaczy, poczynając od dystansów średnich, aż po maratony.

Dziś na każdym mityngu, na którym jest cokolwiek do biegania dłużej niż sprint, występują pomocnicy trzymający zadane tempo, którego celem jest najlepszy możliwy wynik na mecie tego kogoś, kto tam dobiegnie, a nie tego kto mu pomaga.

W tym miejscu warto postawić pytanie – na czym ta pomoc właściwie polega? Osoby mniej obeznane z tematyką lekkoatletyczną mogą mieć z tym problem. W końcu biegacz biegnie na własnych nogach, pomocnik nie nosi go na plecach, więc po co mu ten zając?

Twarde wymagania

Na pewno nie po to, żeby przecinał opór powietrza, jak lodołamacz lód przed kajakiem. Opory powietrza przy prędkościach osiąganych w biegu nie mają znaczenia. Ani na otwartych stadionach, ani w halach, gdzie też kicają zające.

Przy silnych przeciwnych wiatrach wiejących na odcinkach prostych albo na wirażach pomocnik nie pomaga, bo w złych warunkach atmosferycznych i tak nie da się zrobić dobrego wyniku. Zatem czynniki aerodynamiczne można sobie odpuścić.

Użyteczność pacemakera oparta jest na założeniu, że za kimś biegnie się łatwiej niż przed kimś. Łatwiej nie gubić rytmu, łatwiej przetrwać kryzysy, łatwiej zarządzać energią. Ta wiedza wynika z doświadczeń i odczuć, bo nie istnieją dowody naukowe, że tak właśnie jest.

Ale na tym przekonaniu, zarówno zawodowców jak i amatorów, nie kończy się przydatność pomagierów na bieżniach i szosach, lecz od niego zaczynają się stawiane im wymagania. Bardzo twarde i konkretne, chociaż różne na różnych dystansach.

W biegach średnich kluczowe są dwa zadania. Poprowadzić grupę zawodników na odcinku określonej długości oraz zrobić to w dokładnie zaplanowanym czasie. Np. na 800 metrów zając ciągnie zwykle przez 600 metrów w ściśle uzgodnionym tempie.

W biegach długich czy maratonach obowiązują podobne zasady tyle, że odcinki są dłuższe, tempo wolniejsze, a prowadzący się zmieniają. Dystansu nie liczy się w metrach lecz w kilometrach. Podstawą zadania jest identyczny czas każdego kilometra.

Pacemaker funkcjonuje jak tempomat w samochodzie. Jednak nie da się go ustawić ręcznie, nie pracuje jak automat. Zając to także człowiek, przeżywa lepsze i gorsze momenty. Czasem nagle odcina mu prąd, czasem daje się ponieść euforii.

Najbardziej zgubne bywają niespodziewanie przypływy mocy, co można zaobserwować na wielu mityngach. Zając rozwija szpulę od startu i dzielnie przyspiesza. Tym samym zrywa kontakt z tymi, którzy podążają za nim. Oni go nie gonią, gdyż tempo jest za duże.

Taki pomocnik nie pomaga nawet sobie, bo nie jest w stanie wytrzymać do mety z szybkością, jaką podyktował. W końcu zwalnia, jednak źle wykonuje robotę. W sumie na nic się nie przydał, tylko spaprał zamówienie i szansę klientów na dobry wynik.

Dlaczego klientów? Bo praca pacemakerów to działalność usługowa. Relacje handlowe są ewidentne, wysokie kompetencje konieczne. Dlatego ważne jest doświadczenie, najlepiej z własnej kariery biegacza. Tacy są poszukiwani i najlepiej opłacani.

Co innego zwycięstwa, co innego rekordy

Przez dziesiątki lat żaden zając nie miał wstępu na stadiony. Pilnowała tego Międzynarodowa Federacja Lekkoatletyki Amatorskiej (IAAF). Bieganie z pomagierem uznawano za nieetyczne oraz sprzeczne z ideą fair play.

W Polsce największym wrogiem tej metody był Jan Mulak, działacz i trener wiązany z Wunderteamem. A Polska była wówczas potęgą w biegach długich. Zdzisław Krzyszkowiak, Jerzy Chromik czy Kazimierz Zimny zdobywali medale bez pomocników.
Oksford, 6 maja 1954 r. Roger Bannister (w środku) podczas biegu na milę ze swoimi pacemakerami Chrisem Chattawayem (z lewej) i Chrisem Brasherem (z prawej). Fot. TopFoto.co.uk / Topfoto / Forum
Przełomem, a właściwie wyłomem w tej regule, był rok 1954. Roger Bannister pokonał 1 milę poniżej 4 minut, co było wydarzeniem historycznym. Rekord został uznany mimo udziału dwóch pacemakerów, Chrisa Chatawaya oraz Chrisa Brashera.

To nie była rysa, ale wyraźne pękniecie na wizerunku ideowym dyscypliny. A skądinąd wiadomo, że gdy pęka jakiś element, cała konstrukcja musi się posypać nie wcześniej to później. I tak się stało lekkoatletycznymi biegami.

Obecność pacemakerów na stadionach i w halach jest dziś nie tylko dopuszczalna, ale zupełnie oczywista. Tyle, że nie na każdej imprezie. Na tzw. imprezach mistrzowskich (mistrzostwa świata, Europy czy igrzyska olimpijskie) już niekoniecznie.

Ten stan rzeczy doprowadził do sporego kryzysu wielkich widowisk. Gdy na mityngach padały rekordy świata, w zawodach o medale wiało nudą. Taktyka wygrywania niewiele ma wspólnego z bieganiem po rekordy. Co innego zwycięstwa, co innego rekordy.

W atakach na najlepsze wyniki pacemaker jest potrzebny. W walce o tytuły trzeba liczyć włącznie na siebie. Nie warto forsować tempa, bo może się okazać, że wykonało się dobrą robotę, ale dla rywala z lepszym finiszem. Trzeba być rozważnym i ostrożnym.

Tyle, że takie wyrachowanie gasi emocje. Zamiast biegania, oglądamy truchtanie, które trwa i trwa, i męczy widownię. Ale jest sposób, żeby mniej męczyło. Aspirujący do zwycięstwa musi się dogadać z kolegą z reprezentacji, a często jest ich jeszcze dwóch.

Gdy to się udaje, kolega biegacz wciela się w zająca. Znamy sytuacje, kiedy Etiopczyk pomaga Etiopczykowi, Kenijczyk Kenijczykowi itd. Jednak niełatwo jest namówić nawet dobrego przyjaciela do takiej usługi. Im ważniejsza impreza tym trudniej.

Poświęcenie własnych ambicji, powiedzmy na igrzyskach olimpijskich, to zmarnowane lata przygotowań. Argumentacja patriotyczna to ściema, bo co to za różnica dla ojczyzny i narodu, czy złoty medal wywalczy Kenijczyk X czy Kenijczyk Y.

Ponadto takie igrzyska czy mistrzostwa świata to globalne giełdy, które regulują rynek. Kto zdobędzie lepszy medal, ten rośnie w cenie. Jego wartość na mityngach będzie wyższa, zatem i zarobki także. Nie ma wielu ochotników do ról zajęcy wśród dobrych biegaczy.

Niewielu jest też takich, którzy potrafią zawalczyć o medale całkiem solo. Jako choćby David Rudisha na igrzyskach w Londynie w 2012 roku, który objął prowadzenie na początku i nie oddał go do końca, zdobywając złoty medal i bijąc rekord świata na 800 m. – 1:40,91.

Tym samym Rudisha został najszybszym pacemakerem w historii tego dystansu, bo drugi na mecie Nijel Amos z Botswany uzyskał rezultat 1:41,73 a trzeci Timothy Kituma z Kenii – 1:42,53. Dla nich obu Rudisha był królem zajęcy, gdyż obaj zawdzięczają mu swoje rekordy.

Nie chciał wygrać, ale musiał

Współczesny sezon na zające to składnik mody na bieganie w ogóle, która zapanowała na ziemi i przechodzi dynamiczną transformację. Bieganie dla zdrowia i kondycji to już za mało. Ludzie wymagają ekstremalnych osiągnięć, czekają na ekstremalne emocje.

Przez ostatnie kilkadziesiąt lat biegi średnie i długie wyrzucały z siebie tony adrenaliny. Co kilka dni padał jakiś fantastyczny rekord świata. Przeważnie na mityngach, z pomocą pacemakerów. Ludzie uwierzyli, że nie można inaczej.

Ucichły dyskusje o etyce sportu. Nikt się nie zagłębiał w moralne dylematy zwycięzcy, który pokonał kogoś, kto nie chciał się z nim ścigać. Kto wynajął tego kogoś, żeby na niego pracował. Kto musiał przegrać, żeby on mógł zwyciężyć. Nie było pytań, jak się z tym czuje.

Na takie pytanie w końcu musiał jednak odpowiedzieć Reuben Kipyego, więc odpowiedział: że dobrze się czuje. Kenijczyk startował w maratonie w Abu Zabi w roli pacemakera. Pracował konkretnie dla Dicksona Chumby, który miał wygrać z dobrym wynikiem.

Panie i panowie na ringu, stadionie i torze. A co z transseksualistami?

Organizm mężczyzny, bez względu na to kim się on czuje, i jakie wybrał sobie imię, będzie produkował określone dawki testosteronu.

zobacz więcej
Kipyego wywiązywał się z zadania perfekcyjnie, równo trzymał ustalone tempo, tyle, że faworyt doznał kontuzji i musiał się wycofać. Gdy zając dostał tę informację, był daleko przed wszystkimi, toteż dobiegł do mety i wygrał, bo musiał. Skasował główną nagrodę wysokości 100 000 USD .

Chyba była to najwyższa gaża jaką otrzymał zając za swą zajęczą robotę. Zresztą nad finansami tempomacherów nie warto się zbytnio rozczulać. Jak wszystkim najemnikom, także tym od biegania, płaci się dobre pieniądze, z których można dobrze żyć.

Liczy się marka na rynku, zdobyte kiedyś medale i oczywiście forma. Toteż byli biegacze po udanych karierach chętnie zostają zającami. Tak zrobił Bogusław Mamiński, parter Bronisława Malinowskiego na 3000 m z przeszkodami. A sam był przecież wicemistrzem świata w Helsinkach.

Aneta Lemiesz udziela się aktywnie jako pacemarkerka w Diamentowej Lidze. Chociaż skończyła 40 lat, poprawia rekordy świata w kategorii Masters, startuje też w mistrzostwach świata weteranów.

Młodzi Kenijczycy coraz częściej wybierają karierę pacemakera zamiast klasycznego zawodnika. Powód jest prosty: wewnętrzna konkurencja potężnej masy lokalnych talentów skutecznie utrudnia przebicie na światowe areny, a popyt na pomagierów nie słabnie.

Funkcje pacemakerów uwzględniane są dzisiaj w budżetach mityngów czy maratonów. Lekkoatletyka jest sportem wymiernym, jej solą są widowiska, a pieprzem rekordy. Organizatorzy chętnie dokładają, żeby je mieć, a zające w tym pomagają.

Raczej sztuka cyrkowa

Chociaż od pierwszego rekordu z pomocą zajęcy Rogera Bannistera minęło prawie 70 lat, choć ten sposób rywalizacji stał się właściwie normą, nie ma powszechnej akceptacji dla tej kombinacyjnej metody biegania w gronie działaczy lekkoatletycznych. ODWIEDŹ I POLUB NAS A przyczynił się do tego jeden z najbardziej ekstremalnych rekordów w historii. Ustanowił go Eliud Kipchoge pokonując, jako pierwszy i jedyny człowiek na tej planecie czas 2 godzin w maratonie. Osiągnął dokładnie 1:59,40.

Kenijczyk wykonał dwa podejścia. W pierwszym był blisko, w drugim się udało. Jednak atmosfera wydarzenia, zadęcie marketingowe, szum medialny oraz specjalne warunki, jakie mu stworzono, nosiły cechy raczej sztuki cyrkowej niż wyczynu sportowego.

Wybitnie szybkie (proste i płaskie) trasy, specjalne buty, brak rywalizacji, 41 regularnie zmieniających się pacemakerów, tworzyły wrażenie czegoś sztucznego, nierzeczywistego jak gra komputerowa. Choć wszystko działo się na żywo, to jakby brakowało w tym życia. Chociaż było prawdziwe, to jakby nierealne.

Eliud dokonał rzeczy niezwykłej, jednak w niezwykłych okolicznościach. Gdyby nie one, nie byłoby tego wyniku. Przebiegł maraton najszybciej z ludzi, ale nie pobił rekordu świata, ponieważ federacja lekkoatletyczna takiego rekordu nie uznała.

Ten wyczyn przypomniał wielu o zasadzie równych szans. Sport ma sens, jeśli każdy sportowiec polega na sobie, nie na siłach pomocników. Taka jest istota czystej gry, a bez niej nie ma uczciwej oceny. Czy to jest zła wiadomość dla rzeszy pacemakerów?

Trudno prognozować, lecz póki co biegi na 10 i 5 km wypadają z mityngów Diamentowej Ligi, a na tych dystansach najwięcej pracy i kasy miały zające. No cóż, im mniej wspólników, tym więcej fair play. Może właśnie o to chodzi, chociaż na pewno nie wszystkim.

– Marek Jóźwik

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Zające prowadzą Maraton Londyński w październiku 2020 roku Fot. RICHARD HEATHCOTE / Reuters / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Déjà vu. Czy „błąd matriksa” może sugerować psychopatologię?
Może być rodzajem „środka uspokajającego” w sytuacjach przeciwności: skoro kiedyś się udało, teraz też się uda.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Grupa Wagnera – armia kucharza Putina
Na Ukrainie najemnicy zyskali znaczenie niespotykane w historii wojen prowadzonych przez Moskwę.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Polska chętnie daje wizy i pracę cudzoziemcom z całego świata
Tylko w ubiegłym roku przyjęliśmy pół miliona imigrantów zarobkowych.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Morderczy lek. Sto razy silniejszy od morfiny
Powoduje apatię lub euforię, zawroty głowy, zaburzenia pamięci, lęki nocne i spowolnienie akcji serca.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Demokracja nie chroni przed przemocą
Dlaczego kupcy nie mieliby zabijać swoich konkurentów, jeżeli zapewni im to zyski?