Cywilizacja

Odkrycie XX wieku, które stało się obciachem. Kiedy plastik zniknie?

Pytanie nie brzmi, czy plastik zniknie, tylko: kiedy zniknie? Inaczej bowiem zostaniemy nim zasypani, będziemy powoli stawać się bezpłodni oraz chorować częściej na nowotwory, po czym sami znikniemy. Kto nie wierzy, warto pooglądać filmy z „ławic plastiku” w Oceanie Indyjskim, na których widok się płacze.

Jak wynika z publikacji na łamach „Science” z 2017 r., od lat 50. XX w. na świecie wyprodukowano 6,3 miliarda ton odpadów z tworzyw sztucznych, z których 91 proc. nigdy nie zostało poddane recyklingowi. W światowych wodach pływa blisko 150 milionów ton plastikowych odpadów, a w 2040 roku będzie to już 600 mln ton. Każdego roku do mórz i oceanów trafia średnio 8 mln ton.

Jednorazowy = higieniczny, czyli… zdrowy?

Plastik wpływa m.in. na nasze hormony płciowe czy kortyzol. A rozregulowany system funkcjonowania hormonów steroidowych oznacza częstsze występowanie choroby Hashimoto, nowotworów hormonalnie-zależnych, niepłodności, otyłości i całej plejady powiązanych z nią chorób chronicznych, jak cukrzyca typu II. W jakiejś formie hormony sterydowe mają wszystkie zwierzęta na naszej planecie, od tych niemal niewidocznych stanowiących część zooplanktonu czy od owadów, po słonie, walenie i nas – koronę stworzenia. Zatem plastik będzie wpływał na cały świat zwierzęcy: jego płodność i metabolizm.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie twierdzi dziś, że plastik jest zdrowy (a bywało w przeszłości i takie przekonanie, wynikłe głównie z tego, że jest jednorazowy, a zatem higieniczny). Oczywiście jedne plastiki są bardziej szkodliwe dla naszego zdrowia, inne nieco mniej, stworzono nawet system specjalnych oznaczeń , pozwalających nam wybierać pomiędzy tymi bardzo toksycznymi (np. nigdy nie powinny mieć kontaktu z żywnością), a tymi najmniej toksycznymi (robimy z nich np. butelki dla niemowląt).
Morze u wybrzeży Turcji, wrzesień 2021 r. Aż 95% odpadów w Morzu Śródziemnym to tworzywa sztuczne, w tym 5-milimetrowe cząstki. Według naukowców ten plastik jest zjadany przez 134 gatunki zwierząt żyjących w tej wodzie, n.in. żółwie morskie, co doprowadza do ich śmierci. Fot. agencja Sebnem Coskun/Anadolu via Getty Images
Mimo deklaracji, nie chcemy się wyrzec plastiku, który jest z nami od 70 lat, a w ostatnich 30 zrobił gigantyczną karierę w sferze opakowań, zastępując wszelkie inne materiały, w tym drewno, szkło, karton, papier, a nawet aluminium czy stal. Nie chcemy, bo jest wygodny w użyciu: lżejszy znacznie od szkła, nie przepuszcza wody, nie rdzewieje, nie rozmięka jak papier, ten spożywczy nie ma koszmarnego zapachu… I jest TANI jak barszcz. A co już zupełnie kuriozalne, ten z recyklingu bywa nawet kilkukrotnie droższy od wytwarzanego pierwotnie z ropy naftowej.

Przeciętny Polak zużywa ok. 160 kg opakowań rocznie. W naszym kraju recyklingowi poddaje się jedynie 40 proc. plastiku. Dla zaspokojenia potrzeb rynku nie mamy dość własnego recyklatu (regulacje stanowią, ile procent recyklatu musi być w czym) i musimy go skupować z Niemiec! Natomiast regulacje światowe i europejskie dotyczące recyklingu i zużycia plastiku niedegradowalnego w sektorze opakowań są bezlitosne dla biznesów nieekologicznych już dziś, a będą ostrzejsze. Chociażby Francja w swoich regulacjach antyplastikowych idzie dalej niż Unia Europejska, bo zakazała np. sprzedaży warzyw i owoców w opakowaniach plastikowych.

I żadne śmiechy chichy z tekturowych słomek czy bambusowych sztućców w żywieniu zbiorowym tego nie zmienią. Przychodzi nowe pokolenie konsumentów i choć można z nich sobie dworować, iż sprzątanie planety powinni zacząć od swojego pokoju, to srodze się może zawieść biznes, który nie spróbuje wyjść naprzeciw oczekiwaniom tej grupy w kwestii pakowania w plastik. Ponieważ zaś człowiek to małpa, która zawsze chciałaby i mieć ciastko, i zjeść ciastko, rozwiązaniem będzie nie powrót do „starych dobrych czasów” bez plastiku, ale tworzywa biodegradowalne.

Biodegradowalność bywa szkodliwa

Rzecz nie jest trywialna, bo nie wszystkie tworzywa zwane biodegradowalnymi realnie takie są. Jak wyjaśnił mi mgr. inż. Michał Kruszyński – ekspert ds. zrównoważonego rozwoju, dyrektor zarządzający w Planet-A-Foundation i startupie ZNIKA Opakowania Ekologiczne – bywa i tak, iż po prostu rozpadają się dość szybko, ale nie na czynniki pierwsze, a na niewidoczne gołym okiem mikrogranulki plastiku. A ten oczywiście wraz z wodą akumuluje się w organizmach roślin i zwierząt i jest tam znajdowany przez uczonych w coraz częstszych badaniach.

Ludzkie śmieci widać z kosmosu wyraźniej niż Wielki Mur Chiński. Zabija nas „toksyczna zupa”

Trudno nam zapamiętać i stosować 10 przykazań bożych, a co dopiero aż 62 punkty odpowiedniego sortowania śmieci z instrukcji Ministerstwa Środowiska.

zobacz więcej
Długoterminowy wpływ mikroplastiku na organizmy zwierząt nie jest jeszcze przebadany, ale będzie nie mniejszy, niż plastiku w jednym kawałku. Dodatkowo bowiem może zaburzać nam systemy filtracji i przepływu krwi. Prosto rzekłszy, może zapoczątkowywać kamienie nerkowe i zatory naczyń krwionośnych, czy choroby wątroby.

Po to m.in. powstają takie firmy, jak ZNIKA, by dobierać klientom naprawdę biodegradowalny czy kompostowalny w różnych warunkach plastik, jaki będzie się dla nich nadawał. Nie udawajmy bowiem, że z opakowań da się zrezygnować. Tak z przyczyn ochrony towaru choćby w transporcie, jak i prostych kwestii marketingowych. Uczeni dowiedli kilka lat temu, że nie kupujemy towarów, tylko ich marki, etykiety i opakowania. Nikt już zatem dzisiaj nie kupi produktu w „opakowaniu zastępczym” z szarego papieru, jak to bywało w słusznie minionej epoce (którą od strony „wyrobu z masy tłustej” w takowym opakowaniu zamiast czekolady w sreberku osobiście pamiętam). No chyba, że to się wypromuje za ciężkie pieniądze.

Może najlepiej byłoby znaleźć jakieś bakterie czy grzyby zdolne rozłożyć plastik, który jest? Nie dalej niż w zeszłym roku biochemicy i mikrobiolodzy z Uniwersytetu Zasobów Naturalnych i Nauk Przyrodniczych w Wiedniu poinformowali na łamach czasopisma „Frontieers in Bioengineering and Biotechnology”, iż znaleźli w krowim żołądku bakterię zdolną trawić poliester. W pokarmie roślinnym krów znajdują się naturalne związki poliestropodobne. Oczywiście czym innym jest krowi żwacz – jego gigantyczny mikrobiom, gdzie mikroorganizmy wymagają siebie nawzajem do życia, a czym innym odtworzenie jego części niezbędnej do biodegradowania poliestru na skalę przemysłową w jakimś fermentorze czy kompostowni.

Mam wrażenie, że od dwóch dekad mniej więcej co dwa lata ktoś ogłasza, i to często w poważnych czasopismach naukowych, że ma biodegradowalny czy biokompostowalny plastik. Osobiście w moim lokalnym sklepie pakuję warzywa w takie woreczki i – jako że mam własny kompostownik, wiem, że się rozpadają z czasem. Są jednak za słabe, aby w nie wpakować coś więcej niż brokuł czy pół kilo marchewek. No i ciekną, gdy umieści się w nich coś bardzo mokrego, choć radzą sobie nieźle z mięsem zapakowanym uprzednio w papier.

Opakowanie, które zachowuje się jak plastik

Pomysł Michała Kruszyńskiego i jego współpracowników ze ZNIKA jest dość prosty, a innowacyjny, dlatego odbił się echem na rynku i zbiera wyróżnienia – m.in. Główną Nagrodę Polskiego Funduszu Rozwoju, czy ostatnio pierwszy laur na Impact CEE 2022. Trzeba zatem wziąć te liczne, już dziś istniejące innowacyjne materiały biodegradowalne i biokompostowalne, które w swej istocie plastikiem nie są (kilkanaście firm na świecie produkuje różnego rodzaju rolki materiału pakującego dla produktów spożywczych czy innych, bądź do ochrony podczas wysyłki w systemie e-commerce), przetestować je niezależnie i dobrać do potrzeb konkretnego klienta, który chciałby pakować coś w nie-plastik, który jednak wygląda i zachowuje się jak plastik.
40-letni Indonezyjczyk na swoim podwórku, zawalonym stertą plastikowych odpadów z gospodarstw domowych w nadmorskim obszarze Medan Belawan, prowincja Północna Sumatra 4 czerwca 2022 r. Fot. Sutanta Aditya/NurPhoto via Getty Images
Inną sferą działalności byłaby komercjalizacja tego typu pomysłów, zwłaszcza tych w fazie badań. Część z nich, według Kruszyńskiego, dosłownie utknęła na uniwersytetach, które nie mają doświadczenia w patentowaniu czy komercjalizowaniu wynalazków. Nie ma jednak co ukrywać, że wiele z tworzyw biodegradowalnych jest znacznie droższych nawet od plastiku z recyklingu.

Problem biodegradawalnego plastiku chyba nie polega dziś wyłącznie na tym, kto go wymyśli, tylko kto go wdroży na masową skalę. A to jest kwestia regulacji i cen ropy. Zwykły recykling plastiku PET przez ostatnią dekadę, kiedy był technicznie możliwy, był zupełnie nieopłacalny ze względu na niskie ceny ropy i plastiku z niej wytwarzanego. Ropa wraz z napaścią Rosji na Ukrainę zdrożała, a jej zużycie po dołku związanym z pandemią i lockdownami znów wzrosło, ale niekoniecznie przełożyło się to na lepszy stosunek cenowy między plastikiem pierwotnym, recyklowanym czy tworzywami biodegradowalnymi i kompostowalnymi.

Nadal wielkim problemem jest to, jak urynkowić tworzywa biodegradowalne. ZNIKA wchodzi w partnerstwa z producentami takich nowatorskich tworzyw, by ustalić ich możliwości i właściwości (choćby trwałość w czasie, gdy stoi na półce sklepowej), zbadać, czy ich produkcję można zwiększyć oraz ustalić, czy partia próbna opakowania zadowala klienta, któremu ma służyć. W drugiej fazie ZNIKA będzie tworzyć własne materiały – jak deklaruje jej szef – „sensowne nie tylko naukowo, ale również rynkowo”. Zbyt drogi czy niszowy materiał nie ma szans na rynku.

Kruszyński ocenia, że w Polsce użycie kompostowalnych materiałów to kompletna nowinka, we Włoszech zaś to powoli robi się standardem. Nad Wisłą nie ma też na razie odpowiednich materiałów do użycia na rynku komercyjnym. ZNIKA zatem współpracuje z producentami włoskimi, holenderskimi czy francuskimi. Także w Azji w kwestii takich tworzyw dzieje się bardzo dużo, zwłaszcza, gdy to porównać z tym, co widać na rynku w USA. Polskie firmy są natomiast coraz bardziej zainteresowane pakowaniem w dostosowane dla siebie tworzywa m.in. z PLA, czyli polilaktydu, skrobi ziemniaczanej czy kukurydzianej, odpadu z trzciny cukrowej, otrębów (takie zgrzewki robi np. polska firma Biotrem).

Tworzywo zdemonizowane

Rynek ekologicznych zamienników dla niemal wszystkiego, co wymyśliliśmy w XX wieku, a co jest szkodliwe dla środowiska i dla nas, zdaniem Michała Kruszyńskiego ma teraz wielkie wyzwanie: przekonać ludzi, by w rachunku strat i zysków nie rozważali jedynie tego, ile im dziś zostanie w kieszeni, jeśli nadal będziemy stosować plastik. Że te dwa do ośmiu razy droższe tworzywa biodegradowalne czy kompostowalne w dalszej perspektywie się bardziej opłacą. Legislacja promuje biotworzywa i penalizuje plastik, świadomość konsumentów rośnie, bo dziś już ok. 30 proc. chce bardziej proekologicznych opakowań, licząc się nawet z rezygnacją z jakiejś marki stosującej plastik. Za kilka dekad plastik może więc być już tak zdemonizowany, że nikt już nie będzie proponował, by produkować coś plastikowego.

Gdzie kartonik po soczku, gdzie pojemniczek po jogurcie? Dylematy przy śmietniku

Drobne plastikowe pudełka po produktach nabiałowych wrzucamy do żółtego kontenera. Ale i tak nikt ich nigdy nie przetworzy.

zobacz więcej
Oczywiście rozmaite folie nadal wypełniają metalowe puszki z konserwami czy kartonowe opakowania na napoje, co zasadniczo uniemożliwia ich pełną biodegradację. Podobnie wielki problem stanowi tzw. folia spożywcza, bo nie można jej recyklować, tak samo jak cienkich torebek foliowych, bowiem zapychają sortery śmieci do recyklingu, bardzo szkodząc samemu procesowi.

Czym innym jest też pełna biodegradacja (samoistna z czasem), a czym innym kompostowalność – do której warto dążyć, bo jest prostsza. Czy to w kompostowniku ogrodowym (zbudujmy go sobie ze starych palet, bo kompost musi być tworzony przy dostępie powietrza, a nie kupujmy tych plastikowych koszmarków zwanych kompostownikami), gdzie temperatury są mimo dzielnej pracy mikroorganizmów niższe od 50 st. C, czy w przemysłowym, gdzie są wyższe. Tworzywa powinny być oznaczone, czy wymagają kompostowników przemysłowych (wrzucamy do bioodpadów), czy można je skompostować „w domu i zagrodzie”.

– Plastik jest tani i jest wszędzie, a bioplastik stanowi jedynie 1 proc. globalnego rynku – podsumowuje Michał Kruszyński. – Zmiana tego stosunku wymaga wielu wysiłków komercjalizacyjnych czy na polu innowacji, ale też działań popularyzatorskich, edukacyjnych i marketingowych, żeby ludzie, a także firmy zrozumieli, że w dłuższej perspektywie jest to rozsądniejsze – zaznacza.

Najbardziej ekologicznie byłoby wcale nie pakować, ale do tego chyba już nie ma powrotu w naszym kręgu cywilizacyjnym. Mnie się marzą w sklepach dystrybutory na produkty chemii gospodarczej. Przychodzę z własnym opakowaniem i kupuję na objętość lub na wagę. Marzy mi się powrót do słoików, słoiczków i butelek z kaucją. Marzą mi się opakowania wypełnione w całości, a nie w połowie. I wreszcie marzy mi się szeroki wybór materiałów do pakowania, biodegradowalnych, a zwłaszcza kompostowalnych, których ceny nie zwalałyby z nóg.

ODWIEDŹ I POLUB NAS
Nowe wytwory myśli ludzkiej, zwane biotworzywami, muszą zastąpić innowację sprzed 70 lat, która okazuje się dziś zabójcza. Głównie przez masowość zastosowania: od worków na śmieci, przez sprzęt jednorazowy w medycynie po klocki dla dzieci. Użycie plastiku trzeba ograniczyć – najłatwiej chyba i najmniej boleśnie, pozbyć się plastikowych opakowań, a nie wenflonów czy strzykawek jednorazowych albo izolatorów elektrycznych.

W poszukiwaniu tzw. zrównoważonych rozwiązań nadeptujemy na odciski licznym „grubym misiom” od wydobycia i handlu ropą oraz wschodzącej od dwóch dekad potędze gospodarczej, która jako współautorce swego sukcesu powinna postawić pomnik wtryskarce, pozwalającej odlać z plastiku absolutnie wszystko, w tym 90 proc. barachła. Po drugiej stronie tej plastikowej wojny stoją regiony bogate i świadome problemu, jak EU oraz biedne – afrykańskie i azjatyckie, które kiedyś brały europejskie śmieci wraz z opłatą za składowanie, aby zarabiać, a dziś zaczynają przez to cierpieć biologicznie, fizycznie, zdrowotnie. Dosłownie są przywalone tymi śmieciami. Twarde legislacje antyplastikowe wprowadza zatem tak Francja, jak i Indonezja.

Legislacja już zlikwidowała boom na wszystko jednorazowe. Plastik był demonstracją nowoczesności, ale teraz to tylko „siara i wiocha”, żeby to ująć językiem mojej młodości, gdzie plastikowe reklamówki z nadrukiem z Pewexu czy niemieckiego tygodnika „Bravo” były dowodem na bywanie w świecie. My wywozimy do lasu, Niemcy wywożą do nas… Wszyscy liczą na to, że gdzieś się upchnie i „to zniknie”. Otóż plastik nie znika. Odwrotnie niż biotworzywo.

– Magdalena Kawalec-Segond

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Dzieci zbierają plastik u wybrzeży Norwegii. Akcję sprzątania norweskich plaż zorganizowano w ramach programu Plastic Whale Heritage, przypominając o śmierci wieloryba wąsatego, u którego w żołądku znaleziono kilka kilogramów plastiku. Fot. Daniel James Homewood/SOPA Images/LightRocket via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Po kubku do mordercy. Jak genealogia wyręczyła agentów FBI
Żaden z przestępców od lat unikających kary nie może już czuć się pewnie.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Kosowo: kapiszonowiec na ścianie, mina w szufladzie
Sporna z Serbią strefa jest jak tlące się torfowisko – tym razem nie zapłonęło. A jutro?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Przyczajony Donald, walczący Trump
Tylko jednemu prezydentowi w historii USA udało się zdobyć drugą kadencję po przegranej reelekcji.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Innerspace, czyli nanoroboty w mózgu
Mierzące od 0,1 do kilku milimetrów urządzenia będą „żeglować” po ludzkiej głowie.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Polska – wróg numer jeden Łukaszenki
Państwowe media twierdzą, że nasz kraj szykuje się do ataku na Białoruś.