Historia

Zagłodzić zbuntowany naród

W szeregach biafrańskiej armii walczyło kilku znanych i cenionych na świecie najemników. Wśród nich byli hrabia Gustaw von Rosen oraz polski as lotnictwa i dowódca Dywizjonu 303 Jan Zumbach. To oni tworzyli biafrańskie „siły powietrzne”, które mocno dawały się Nigeryjczykom we znaki.

Christopher Ejike Ago miał kilkanaście lat, kiedy zaczęła się wojna w Biafrze. Podobnie jak wielu innych, przeszedł zaledwie dwudniowe przeszkolenie i został wysłany na front. Wiedział, że nie jest dobrze przygotowany, lecz miał poczucie, że bierze udział w czymś ważnym. Mieszkańcy Biafry chcieli walczyć o niepodległość.

W wysiłek wojenny zaangażowany był cały region, wszyscy ludzie bez względu na płeć i wiek. Tylko w jaki sposób walczyć, kiedy do oczu zagląda głód, a armia nie ma broni? Ago pamięta obezwładniające uczucie głodu, który zmuszał biafrańskich żołnierzy do łapania i jedzenia myszy. Pamięta też ostatni rok wojny, kiedy jego jednostka wciąż uciekała przed armią nigeryjską.

„Gdzieś w środku wojny odnosiliśmy wielkie sukcesy, które dały nadzieję, że uda się nam zatrzymać Nigeryjczyków, dopóki nie nadejdzie przynajmniej jakaś pomoc z zewnątrz” – mówił Ago w wywiadzie dla brytyjskiej BBC. – „Pod koniec 1969 roku zniknęła wszelka nadzieja.”

Felix Nwankwo Oragwu, wykładowca fizyki z biafrańskiego uniwersytetu był jednym z ludzi, którzy opracowywali dla Biafry broń. „Kiedy wybuchła wojna, nie było ani jednej broni... nigdzie w Biafrze. Byliśmy bez broni, bez bomb, bez niczego” – wspominał w BBC.

Oragwu znalazł się na czele zespołu, który wspierał technologicznie biafrańską armię. Ich największym osiągnięciem było opracowanie wyrzutni rakiet nazwanej „ogbunigwe”. To dzięki tej broni Biafrańczycy odnieśli tak wiele zwycięstw. „Bez nas wojna trwałaby może 30 godzin” – dodał Oragwu.
        ODWIEDŹ I POLUB NAS     Dla Europejczyków wojna w Biafrze to po prostu kolejny konflikt etniczny na afrykańskiej ziemi. Tymczasem zdaniem mieszkańców Biafry było to ludobójstwo. Pierwsza zbrodnia ludobójstwa, jaką czarni zgotowali czarnym. Do dzisiaj Biafra nie zaleczyła ran. W Nigerii, w jednym z najpotężniejszych państw Afryki, o tamtych wydarzeniach lepiej w ogóle nie wspominać.

Więcej niż konflikt etniczny

Nigeria była kolonią brytyjską. Niepodległość uzyskała w roku 1960 – roku, który okrzyknięty został „Rokiem Afryki” ze względu na to, że wiele państw Czarnego Lądu wyszło wówczas spod władzy kolonialnej.

Podobnie jak inne kraje także Nigeria zmagała się z licznymi problemami. Obok kłopotów gospodarczych były to podziały etniczne, religijne i niezadowolenie niektórych grup etnicznych z przebiegu granic.

Nigerię zamieszkuje około 225 milionów ludzi. Wśród nich znajduje się aż 250 grup etnicznych, a niemal każda z nich posługuje się innym językiem i może pochwalić się własnymi tradycjami.

Cztery największe grupy to: Hausa i Fulanie z Północy, Jorubowie z zachodu i Igbo (Ibo) z południa. Największą różnicą między nimi jest wyznawana religia. Wielu Jorubów wyznaje religie tradycyjne, część przeszła na islam, a niektórzy się schrystianizowali. Hausa i Fulanie to w większości muzułmanie sunnicy, choć część z nich wyznaje szyizm. Igbo są chrześcijanami należącymi głównie do kościołów protestanckich. Około 10 procent wszystkich chrześcijan to katolicy.
Prezydentem Biafry został Odumegwu Ojukwu. Na zdjęciu: przemawia w biafrzańskim parlamencie w lipcu 1967 roku. Fot. Keystone-France/Gamma-Rapho via Getty Images
Tak jak mieszkańcy innych krajów Afryki, Nigeryjczycy również nie potrafili wykorzystać swojej szansy. Złoża ropy, na których leży Nigeria mogłyby uczynić z tego kraju światowe mocarstwo. Tak się jednak nie stało. Partykularne interesy i dbanie o „swoich” – czy to rodzinę, klan, czy grupę etniczną – sprawiły, że członkowie poszczególnych plemion nie potrafili się ze sobą porozumieć. Konflikty wybuchały bez przerwy, choć przez jakiś czas udawało się je zażegnywać.

W 1963 roku w stolicy Lagos rozpoczęły się strajki, które rozlały się na cały kraj. Ludzie protestowali przeciwko wszechobecnej biedzie. Wojsko postanowiło w końcu wziąć sprawy w swoje ręce i odsunąć od władzy skorumpowany rząd. W styczniu 1966 roku zawiązano spisek. Zamachowcy, wywodzący się głównie z ludu Igbo, zabili premiera. Władze w kraju przejął Aguyi Ironsi, ale jego władza nie trwała długo. Zamach stanu przeprowadzony przez chrześcijańskich Igbo wywołał bowiem poważne zaniepokojenie na muzułmańskiej Północy.

Niedługo później wojsko z Północy dokonało kolejnego przewrotu i obaliło władzę Ironsiego. Na czele kraju stanął Yakub Gowon. W Nigerii znowu doszło do rozruchów. Hausa i Fulanie mścili się na Igbo za to, że ci próbowali przejąć władzę nad całym państwem. Zarzucano im, że dążą do całkowitej marginalizacji muzułmanów. W niektórych miejscach doszło do pogromów chrześcijańskiej ludności Igbo. W kolejnych tygodniach zginęło nawet 100 tysięcy ludzi. Igbo zostali zmuszeni do ucieczki na południe.

Za przesiedleńcami wstawił się gubernator Prowincji Wschodniej (czyli przyszłej Biafry), charyzmatyczny pułkownik Odumegwu Ojukwu, który miał obawy, że nagły przypływ ogromnej ilości uchodźców wewnętrznych zachwieje jeszcze bardziej sytuacją w jego regionie.

Państwo, którego nie ma

Czy można odwiedzić kraj, który nie istnieje? Bez problemu. Z Warszawy leci się z dwiema przesiadkami.

zobacz więcej
Południe i Północ przystąpiły w końcu do normalnych rozmów. Negocjacje odbywały się w Ghanie, a ich finałem było podpisanie porozumienia. Obie strony zgodziły się m.in. na reformę administracyjną. Nigeria została podzielona na dwanaście prowincji. Wydawało się, że kryzys został zażegany.

Po powrocie do Nigerii rząd federalny wycofał się jednak z umowy i jednostronnie ogłosił utworzenie kilku nowych prowincji. Dotychczasową Prowincję Wschodnią rozbito na trzy części, co spotkało się z ostrą reakcją dotychczasowego gubernatora Odumegwu Ojukwu i wszystkich jej mieszkańców. Takie rozbicie miało przede wszystkim ten skutek, że władze i ludność Prowincji Wschodniej traciły zupełnie kontrolę nad wydobywaną tam ropą naftową. Kontrolę nad surowcami przejmowało Lagos.

Poczucie odrębności Południa od Północy było wyjątkowo silne od chwili, gdy Nigeria ogłosiła niepodległość. Po nieudanym zamachu stanu i zemście ze strony Północy, mieszkańcy Prowincji Wschodniej czuli się coraz bardziej wyobcowani. Nastroje te rozumiał Odumegwu Ojukwu, który 30 maja 1967 roku ogłosił niepodległość Biafry.

Prawie państwo

Nazwa Biafra pochodzi od Zatoki Biafrańskiej będącej częścią Zatoki Gwinejskiej. Stolicą kraju zostało Enugu. Najważniejszym dla gospodarki miastem był Port Harcourt, a głównym ośrodkiem naukowym – Nsukka, gdzie utworzono Uniwersytet Biafrański. Państwo to powołało do życia własny bank i emitowało swoją walutę. Biafra miała powierzchnię 77 tysięcy kilometrów kwadratowych i zamieszkiwało ją 13,5 miliona ludzi. Prezydentem Biafry został Odumegwu Ojukwu.

Kim był człowiek, którego pokochała cała Biafra? Pierwsze spotkanie z Ojkuwu Jan Zumbach lotnik z dywizjonu 303 z Bitwy o Anglię, który walczył w Biafrze jako najemnik, wspominał tak:

„Ojukwu wyszedł na moje spotkanie do hallu swej posiadłości. Na jego okrągłej, naznaczonej zmęczeniem twarzy, można było natychmiast dostrzec oznaki typowej dla mężów stanu energii, przyjaznej, ale i zdecydowanej. Uścisnął mi uprzejmie rękę i przeprosił, że spotkanie odbywa się w tak niezwykłej porze. Nie mógł sobie jednak pozwolić na odkładanie przyjemności poznania... tego sławnego Mister Browna , który dostarczył pierwszy samolot moich przyszłych sił powietrznych (…).Dla tak niezmordowanych ludzi zawsze miałem sympatię. Gospodarza polubiłem od pierwszego wejrzenia. Sen natychmiast uleciał. Ojukwu przytrzymał mnie u siebie do trzeciej nad ranem i opowiedział mi o przejmującej sytuacji swego kraju. Jego proroczy obiektywizm wywarł na mnie silne wrażenie” – pisał Zumbach w autobiografii „Ostatnia walka”.

Przywódca Biafry imponował Zumbachowi wiedzą, inteligencją i opanowaniem. Ojukwu znał zarówno możliwości, jak i słabości swego kraju i wierzył, że jego rodacy są w stanie nie tylko wygrać wojnę, ale także stworzyć silne i stabilne państwo. W końcu pieniędzy (dzięki ropie naftowej) im nie brakowało.
Infografika Anna Tybel-Chmielewska/TVP
Biafra od początku postawiła na coś, co dziś nazwalibyśmy dobrym pijarem. Władze tego secesyjnego państwa rozumiały, że ich przetrwanie uzależnione jest w dużej mierze od międzynarodowego poparcia. Biafrańczycy przedstawiali się jako ofiary władz Nigerii i ludność prześladowana ze względu na swoją religię i odmienną kulturę. Także w trakcie wojny niezwykle ważne stało się odpowiednie zaprezentowanie swoich sukcesów. Tę lekcję władze Biafry odrobiły bardzo dobrze.

Zagranica w pewnym sensie rozumiała, o co chodziło Biafrańczykom. Najczęściej tego typu secesje nie spotykają się z żadnym międzynarodowym uznaniem. W przypadku Biafry było inaczej. Została ona formalnie uznana przez Gabon, Haiti, Wybrzeże Kości Słoniowej, Tanzanię, Etiopię i Zambię (krajów afrykańskiej na tej liście jest stosunkowo niewiele, ale pamiętajmy, że w roku 1967 nie wszystkie państwa były już niepodległe). Niektóre kraje, choć oficjalnie nie uznały Biafry, udzieliły jej pomocy. Były to Francja, Hiszpania, Portugalia, Norwegia Rodezja, RPA i Watykan. W sprawę Biafry zaangażował się nawet osobiście papież Paweł VI.

Największego wsparcia spośród wszystkich krajów udzieliła Biafrze Francja, która zainteresowana była rozszerzaniem swoich wpływów w całej Afryce Zachodniej. Na pomoc władzom w Lagos przyszła zaś Wielka Brytania, która opowiadała się za integralnością terytorialną swojej byłej kolonii i sprzeciwiała się tym samym jakimkolwiek dążeniom niepodległościowym jakiejkolwiek grupy etnicznej.

Początkowo rząd w Lagos nie przejął się specjalnie secesją Biafry. Do rozprawienia się z buntownikami wysłano oddziały policyjne. Władze przeliczyły się jednak. Odumegwu Ojukwu, który stał na czele Biafry, miał poparcie całego społeczeństwa. Ludzie byli naprawdę gotowi umierać za niepodległość swojego kraju. Spacyfikować kilkanaście milionów Biafrańczyków nie jest łatwo. Biafra wiedziała, że czeka ją długa wojna. Rząd w Lagos miał się o tym dopiero przekonać.

Masowy morderca

Wojnę w Biafrze z lat 1967-1970 sprowadza się niekiedy tylko do kwestii surowców. Faktem jest, że ropa naftowa stawała się już w owym czasie podstawowym surowcem eksportowym Nigerii, a cały proces jej wydobycia był niezwykle ważną gałęzią gospodarki, lecz nawet mimo to trudno twierdzić, że w wojnie biafrańskiej chodziło wyłącznie o surowce.

Dzieci-mordercy i samozwańcza „boża armia”

„Rekrutów” pozyskiwano w wyniku porwań. Sami byli więc ofiarami, ale bardzo szybko przeradzali się w katów.

zobacz więcej
Nigeria zaatakowała Biafrę 6 lipca 1967 roku. Pierwsze natarcie zostało odparte. Wojska biafrańskie przeszły nawet do ofensywy. W sierpniu weszły na terytorium Nigerii. Wojna u wybrzeży Zatoki Biafrańskiej nie uśmiechała się jednak ani Stanom Zjednoczonym, ani Związkowi Sowieckiemu, które wolały mieć na tym odcinku spokój. Obydwa mocarstwa wspierały w tej rozgrywce Lagos, co również stało się przyczyną ostatecznej porażki Biafry.

Lagos wysyłało do Biafry kolejne jednostki, które skutecznie, choć powoli posuwały się naprzód. 4 października 1967 roku wojska rządowe zajęły stolicę Biafry, Enugu. Rozpoczęła się operacja „Tygrysi Pazur”, która miała na celu zajęcie biafrańskich portów. Ofensywa nie szła jednak tak dobrze, jak zakładano. Rząd nigeryjski postanowił więc złamać opór secesjonistów w inny sposób – głodem. Biafra została zablokowana. Niemożliwy stał się zarówno eksport, jak import towarów. Tylko kwestią czasu było to, że ludzie zaczną głodować.

Choć sytuacja była coraz bardziej dramatyczna, to jeszcze we wrześniu 1968 roku Biafrańczycy odnieśli ważne militarne sukcesy, odbijając z rąk Nigeryjczyków swoją stolicę. Ich celem było przede wszystkim przerwanie blokady, co pozwoliłoby na dostawę żywności oraz broni.

Biafra była słabo przygotowana do wojny. Nie miała dość broni, a wielu żołnierzy przechodziło zaledwie kilkudniowe szkolenia zanim ruszyli na front. Wola walki była jednak ogromna. Wykorzystano ponadto własnych uczonych i inżynierów do projektowania broni. Pieniędzy na zakup nowoczesnego sprzętu brakowało, toteż Biafrańczycy postawili na innowację.

Bronią, która stała się symbolem tej wojny, była wyrzutnia rakiet zwana „ogbunigwe”, co w wolnym tłumaczeniu znaczy „masowy morderca”. Zaprojektowano także cały arsenał broni podręcznej (np. coś w rodzaju koktajli mołotowa lub miny przeciwpiechotne), a nawet pojazdy opancerzone. Były to tzw. „czerwone diabły”, pojazdy zaprojektowane na bazie ciągników lub maszyn budowlanych.

Szewedzki hrabia i polski as lotnictwa

W szeregach biafrańskiej armii walczyło kilku znanych i cenionych na świecie najemników. Wśród nich był hrabia Gustaw von Rosen oraz polski as lotnictwa i dowódca Dywizjonu 303, Jan Zumbach. To oni tworzyli biafrańskie „siły powietrzne”, które mocno dawało się Nigeryjczykom we znaki.

Gustaw von Rosen urodził się w 1909 roku w Szwecji, pochodził z arystokratycznej rodziny. Od młodości zainteresowany lotnictwem, zamiast spokojnego życia w dostatku, wybrał żywot awanturnika i poszukiwacza przygód. Von Rosen od młodych lat angażował się w sprawy, które uważał za słuszne.

W 1935 roku pomagał Etiopczykom w czasie wojny z Włochami. Cztery lata później latał na samolotach fińskich sił zbrojnych podczas wojny zimowej walcząc z Sowietami. Po II wojnie światowej wrócił do Etiopii, gdzie pomagał stworzyć siły powietrzne.

W 1968 roku zainteresował się losem Biafry. Za własne pieniądze kupił pięć niewielkich samolotów, przemalował je w barwy wojskowe i dostarczył wojującym Biafrańczykom. Na miejscu zorganizował eskadrę pilotów sprowadzając do Biafry zdolnych pilotów-najemników z całego świata. Ludzie von Rosena zaliczyli kilka spektakularnych akcji, niszcząc kilka nigeryjskich myśliwców MiG-17 i bombowców Ił-28.
Jan Zumbach (z lewej) z porucznikiem Eugeniuszem Horbaczewskim z dywizjonu 303. Rok 1942. Fot. CORBIS /Corbis via Getty Images
Jan Zumbach, który w czasie II wojny światowej wsławił się jako pilot myśliwca podczas bitwy o Anglię, po zakończeniu II wojny nie wrócił do komunistycznej Polski. Osiadł na Zachodzie. Prowadził w Paryżu własną restaurację i klub, a kiedy tylko nadarzała się okazja wracał do latania, bo nie mógł zapomnieć o życiu pełnym adrenaliny. Pośredniczył w zakupie samolotów, był najemnikiem, prowadził firmę transportową, a nawet… szmuglował złoto i diamenty. I, podobnie jak von Rosen, szedł tam, gdzie jak wierzył, ludzie walczą w dobrej sprawie.

W ten sposób Zumbach wylądował w Katandze, a w 1967 roku w Biafrze, gdzie współorganizował lotnictwo wojskowe. O swojej przygodzie z Biafrą pisał:

„Cztery dni wcześniej [tj. 6 czerwca 1967 roku – dop.red.] Nigeria rozpoczęła otwartą wojnę o odzyskanie zbuntowanej, małej prowincji Biafry, która miała czelność rzucić jej wyzwanie, ogłaszając niezależność. Kiedy w czerwcu znalazłem się w Enugu, stolicy secesji, wiedziałem tylko, że mały naród znalazł się w niebezpieczeństwie eksterminacji. Wiedziałem też, że małe, zbuntowane państewko Biafra było stosunkowo bogate, ze względu na ropę, czyli pieniądze płacone przez Shella i BE. Wiedziałem wreszcie i to, że to bogactwo umożliwiło mu zwerbowanie za granicą pomocy wojskowej. Ale w czasie, kiedy lądowałem swoim B-26 na drodze startowej lotniska Enugu, konflikt nigeryjsko-biafrański ograniczał się tylko do potyczek w dżungli. Tak mi się przynajmniej zdawało. Mój demobilowy bombowiec wykonywał więc zadania transportowe.”

Przez niemal trzy lata Zumbach walczył dla biafrańskich „sił powietrznych”, które budował od zera. Do dyspozycji miał tylko flotę starych, często zdezelowanych wojskowych samolotów lub cywilnych maszyn, które naprędce przerabiano na samoloty bojowe.

Pomimo wielu trudności, z jakimi borykała się Biafra, Zumbach podkreślał jej wyjątkowość i niezwykłą ambicję ludzi, przy których boku zdecydował się stanąć. Biafrańczycy wiedzieli o co i dlaczego walczą, dla nich była to wojna o być albo nie być. Polski as lotnictwa nie żałował nawet jednej minuty spędzonej nad Zatoką Biafrańską.

Broń masowego rażenia

Islamiści porywają dzieci ze szkół. Potrzebują żon i rekrutów

Dramat chrześcijan. Uprowadzenia, wymuszenia i zamachy.

zobacz więcej
Blokada kraju, która zaczęła się już w drugiej połowie 1967 roku, w krótkim czasie spowodowała głód. I to głód właśnie został potraktowany przez Nigerię jako jeden z rodzajów broni. W czasie wojny biafrańskiej śmierć głodową poniosło około pół miliona ludzi. Drugie tyle zginęło w wyniku działań zbrojnych, bombardowań i podczas egzekucji.

W Biafrze zapasów prawie nie było, a te które były, nie wystarczyły na długo dla ponad 13 milionów ludzi. Głód najbardziej odczuły dzieci. Wśród najmłodszych zaczęły szerzyć się choroby, w tym kwashiorkor (choroba, którą wywołują drastyczne niedobry białka i witamin). Urodzeni w tamtym czasie ludzie do dzisiaj zmagają się z licznymi chorobami, które swój początek mają w niedożywieniu z pierwszych miesięcy życia.

To właśnie ta wojna sprawiła, że dla wielu ludzi na całym świecie symbolem Afryki stało się głodujące dziecko. Zdjęcia dzieci z rozdętymi brzuszkami trafiły na pierwsze strony gazet. Władze Nigerii znalazły się w ogniu krytyki, ale blokady Biafry nie przerwały.

O tragedii Biafrańczyków informować świat zaczęli misjonarze, którzy od lat działali w Nigerii. Dzięki nagłośnieniu przez nich tej sprawy do Biafry ściągać zaczęły różne organizacje pomocowe. Sprawą zainteresował się m.in. francuski lekarz i późniejszy minister spraw zagranicznych Francji Bernard Kouchner. Z jego inicjatywy rok później powołano organizację Lekarze bez Granic, która miała nieść pomoc potrzebującym bez względu na to, gdzie mieszkają i jak wygląda sytuacja w ich kraju.

Nie wolno głośno mówić

W styczniu 1970 roku siły rządowe do ofensywy przeszły, realizując operację o kryptonimie „Wiatr w plecy”. Klęska Biafry była przesądzona. Odumegwu Ojukwu wyjechał z kraju z obawy przed zabiciem przez Nigeryjczyków. Schronienie znalazł w Wybrzeżu Kości Słoniowej. 14 stycznia następca Ojukwu, Philip Effiong rozpoczął negocjacje z rządem w Lagos. Biafrańczycy musieli zaakceptować swoją porażkę. Władze Biafry zgodziły się na włączenie swojego kraju na powrót do Nigerii.
Spowiedź żołnierza w czasie wojny. Biafra, 1969 rok. Fot. Romano Cagnoni/Hulton Archive/Getty Images
Raz jeszcze oddajmy głos Zumbachowi: „W najbliższych miesiącach Biafrańczycy, mimo działającego z Abidżanu mostu powietrznego – z organizacją jego nie miałem nic wspólnego – nie mieli już co dać jeść swoim dzieciom. Nigeryjczycy otrzymali czeskie samoloty L-29, pilotowane przez Egipcjan; one to rozstrzygnęły ostatecznie wynik biafrańskiej wojny. Masy świetnie uzbrojonych nigeryjskich oddziałów dosłownie zalały bogatą prowincję wschodnią, zrujnowaną nieprzemyślanymi, oszukańczymi zakupami sprzętu wojennego i zdradzoną. W tym samym czasie towarzystwa naftowe dogadały się z rządem nigeryjskim (…). Dla Biafrańczyków był to koniec.”

Na terenie dawnej Biafry pamięć o wojnie jest wciąż bardzo żywa. Władze centralne o niej jednak nie wspominają ani prawie nie uczą. O wydarzeniach sprzed lat młodzi ludzie dowiadują się od swych rodziców i dziadków. Jednak pomimo tej swoistej cenzury Igbo nie zapomnieli o swoim dziedzictwie. Wciąż powstają nowe organizacje, które pielęgnują pamięć o krótkiej historii Biafry.

– Anna Szczepańska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: To właśnie wojna w Biafrze sprawiła, że dla wielu ludzi na całym świecie symbolem Afryki stało się głodujące dziecko. Fot. Romano Cagnoni/Hulton Archive/Getty Images
Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
Kryzys naftowy. Jak wykorzystać odcięcie dostaw ropy
Zachód zmądrzał po szkodzie.
Historia Poprzednie wydanie
Ziemia obiecana czy przeklęta? II wojna i polscy emigranci w USA
Czasem amerykański sen okazywał się amerykańskim koszmarem...
Historia wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Ostatnia romantyczna wojna. Bitwa o Falklandy
Osiemdziesięciu zwiadowców SAS prowadziło rozpoznanie w 4-osobowych grupach.
Historia wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Bunt w Workucie. Rynsztokiem płynęła krew więźniów
„Te obozy nie są bardziej ludzkie niż Majdanek i Oświęcim. Mordowano nas, szczuto psami, morzono głodem...”
Historia wydanie 10.06.2022 – 17.06.2022
Barman z Virtuti Militari
Ukradł samochód mercedes szefa Gestapo Warszawy, który potem wymieniono na dwóch więźniów Pawiaka.