Kultura

Obywatelka modelka. Luksus na skalę socjalizmu

Te ubrania tworzą historię – czy raczej ją przypominają. Wszystkie zaprojektowała Grażyna Hase, osoba znana z wielu profesji i funkcjonująca wśród najbarwniejszych osobistości PRL-u, sama zresztą dodająca koloru ówczesnej bohemie. Związana z modą na rozmaite sposoby. Jej zawodową działalność, także osobiste losy przywołuje wystawa „Zawsze w modzie”.

– Jestem wyczerpana – mówi mi Grażyna. – I nie chce mi się po raz n-ty powtarzać, że do projektowania doszłam od modelowania.

Właśnie z nią rozmawiałam: ten sam lekko schrypnięty głos, ta sama zawziętość, żeby zrobić coś nowego, ta sama powściągliwość i kultura.

Celebryci „Made in PRL”

Nietypowe miejsce na ten typ pokazów: Muzeum Warszawy. Tę nazwę nadano placówce w 2014 roku, zastępując poprzednią – Muzeum Historyczne m.st. Warszawy. Lokalizacja sprzyjająca frekwencji: Rynek Starego Miasta, kilka połączonych kamieniczek o ciasnych pomieszczeniach, rozlokowanych na kilku piętrach. Zgodnie z nazwą placówki, zgromadzono tu przede wszystkim varsaviana.

Aż zupełnie niespodziewanie – stroje, nie koniecznie związane tylko z naszą stolicą. Za to osoba projektantki – jak najbardziej. Ba, Grażyna Hase jest sąsiadką tego muzeum, co z pewnością ułatwiło jej nadzorowanie organizowania prezentacji. Dodam, że w tym przypadku uważność i dokładność jest zaletą – bez tych cech nie ma dobrego projektanta.

Piszę to odpowiedzialnie – znam Grażynę od wielu lat, choć kontakt nawiązałyśmy z pozamodowych powodów.

Otóż w życiorysie Hase jest całkiem długi okres zawiadowania prywatną galerią. Mieściła się przy Marszałkowskiej 6, nieopodal Placu Unii Lubelskiej, a jej działalność została zainagurowana w 1980 roku. Jako że miejsce miało mocno nieoficjalny charakter, w czasie stanu wojennego nie podlegało środowiskowemu ostracyzmowi, nawet przeciwnie – gromadziło ludzi z artystycznej branży, wrogich czerwonej władzy.

Byłam bywalczynią tego specyficznego salonu, gdzie sztuka, jakby na przekór profesji właścicielki, nie stawała na obcasach ani na podium, lecz funkcjonowała na zasadzie współżycia z tymi, którzy lubili jej obecność.

Grażyna umiała zrobić atmosferę luzu, acz nie pozbawionego lekkiego powiewu snobizmu. Cóż, „warszawka” ma swoje niezłomne zasady – nie każdy może do niej przynależeć, za to akceptacja uchodziła, i tak jest nadal, za swego rodzaju nobilitację. Jednak o ile obecnie celebryctwo łączy się z aspektem finansowym, to w przaśnej PRL-owskiej rzeczywistości nie liczył się stan posiadania. Za to wysoko były punktowane fantazja, oryginalność i… to, co się miało w głowie. Prostactwo nie wchodziło w grę.

Goście Galerii Grażyny Hase musieli reprezentować klasę – jak ona sama. Także jej mąż Wowo Bielicki, największa miłość jej życia. Obok mody, rzecz jasna.

Jazda w przeszłość

Zdarzało mi się niejednokrotnie zwiedzać zagraniczne ekspozycje poświęcone wielkim krawcom, słynnym postaciom czy tzw. ikonom stylu. Zawsze były „wypasione”, z widocznym wielkim wkładem finansowym. I zawsze miały ogromną widownię. Nic dziwnego, to wydarzenia dla każdego, do tego zazwyczaj uchylające drzwi do prywatnego życia bohaterów. I zawsze największą trudność stanowiło „ożywienie” ubiorów. Bo choć mało kto się nad tym zastanawia, stroje przedstawione na manekinie martwieją, są statyczne, przez co niekiedy tracą sporą część uroku, sens i twórczy wkład autora. Moda istnieje tylko na człowieku.

Sprawdza się – lub nie – w ruchu, w rozmaitych sytuacjach, pozach i pozycjach. Pokazy mody to cały teatr – uruchamiają pomysłowość dziesiątek specjalistów i zmuszają do morderczej pracy wszystkich zaangażowanych w te shows (pomijając mistrzów, ich krawcowe i modelki) – od scenografów i operatorów światła poczynając na choreografach i kompozytorach kończąc.

Żeby zrozumieć wielobranżowość tej z pozoru jednolitej i zamkniętej branży modowej, wystarczy przypomnieć sobie (lub obejrzeć po raz pierwszy) choćby filmy takie jak „Prêt-à-porter” Altmana, wstrząsającą biografię Alexandra McQueena czy nieco ramotkowaty obraz „Zabawna buzia” z Audrey Hepburn w roli modelki.
Grażyna Hase w roku 2011. Fot. Grażyna Myślinska / Forum
U nas można tylko pomarzyć o takim rozmachu. Nawet teraz – a co dopiero w PRL-u!

Grażyna Hase i Barbara Hoff były pionierkami przełamującymi konwencje klasycznej elegancji. Paradoksalnie, sprzyjały im czasy, fatalne zaopatrzenie sklepów z odzieżą i ubóstwo społeczeństwa. Właściwie, wszystko co miało bodaj śladowo zachodni „look” sprzedawało się na pniu.

Kiedy oglądałam tę obecną monografię Grażyny Hase, czyli pokaz „Zawsze w modzie”, znów uderzyło mnie, jak skromnymi środkami dysponowała projektantka i jak niebotycznym sukcesem stały się jej dokonania (podobnie jak Barbary Hoff) w kontekście miejsca i epoki.

Ekspozycja, o której mowa, nie oszałamia ekspozycyjnymi rozwiązaniami. Szczerze? Wizualnie przystaje do przeszłości.

Ani przestrzeni, ani wystawowego blichtru, ani szafowania elektroniką. Ale może właśnie owa skromność i ciasnota pozwala wczuć się w ówczesne „okoliczności przyrody”.

Ja przynajmniej poczułam się, jakbym wsiadła do wehikułu czasu. No, ale nie tylko osoby w słusznym wieku odwiedzają Muzeum Warszawy i dorobek Grażyny Hase. Na wystawie kręciło się wielu młodych widzów, dla których prezentowane obiekty oraz zdjęcia mogły wydawać się kompletną egzotyką. Jednak młodzi nie potrafią sobie wyobrazić skali poświęceń, których w dobie socjalizmu wymagała chęć bycia „zawsze w modzie”.

Nie ma jak pompa

A jednak! Hase, w pracy projektanckiej minimalistyczna, miewała odloty w stronę szpanu. Choćby bale, przez nią firmowane, organizowane „tam, gdzie wypada bywać”. Po odwołaniu stanu wojennego Grażyna wymyśliła bal tak właśnie zatytułowany: „Szpan”. Dokumentację fotograficzną z tego wydarzenia przedstawiła w swej galerii, co oczywiście miało zagwarantowaną widownię – wszystkich osobiście zainteresowanych oraz wszystkich ciekawskich. A kto nie jest, niech pierwszy rzuci kamieniem…

W staromiejskim muzeum trudno znaleźć ślady atmosfery tamtych bądź co bądź celebryckich spędów. Za to osoba projektantki jawi się w całej jej urodzie na wielu fotogramach. Wszak jej kariera w świecie mody zaczęła się od modelingu.

Nawet wcześniej – od okładek. Śliczna dziewczyna, nastolatka, była wdzięczną „zdobyczą” dla obiektywów znanych fotografów, współpracujących z popularnymi pismami. Poziom edytorski większości periodyków był równie tragiczny, jak zasoby drukarni, jednak na osłodę serwowano ładne buzie. „Przekrój” miał swoją rubryczkę z „Kociakiem”, gdzie niejednej pannie przyszło debiutować w roli ozdoby krzyżówki. Od „kociaków” roiło się na okładkach najpoczytniejszych tygodników, nie mówiąc o pismach branżowych jak „Świat Mody”. Czy państwo mogą sobie wyobrazić, że „Przyjaciółka” miała ponad dwumilionowy nakład?

Siła rażenia podobna do współczesnych forów internetowych.

Grażyna miała wdzięk i naturalność. To zapewniało jej stałe zatrudnienie. Nie mówiąc o kulcie, jaką otaczano dziewczyny paradujące na pokazach, nawet czasami poza Polską.

Jadwiga Grabowska, pierwsza powojenna dyktatorka Mody Polskiej, dostrzegła walory Hase, co zaowocowało kontaktem, spisanym nie na wołowej skórze ani pergaminie, lecz na pożółkłym dziś arkuszu papieru przy pomocy maszyny do pisania (pismo urzędowe, wystukane w kilku kopiach).

Dokument brzmi, jak następuje: „Moda Polska angażuje Obywatelkę na trzymiesięczny okres próbny, a po jego upływie na czas nieokreślony w charakterze modelki w Wzorcowni na 1/2 etatu. Wynagrodzenie Obywatelki ustala się w wysokości 800 zł (osiemset zł) brutto płatne z dołu miesięcznie, plus premia wg obowiązującego regulaminu premiowania pracowników umysłowych.”

No i data: 25 sierpnia 1962. Ona ma dwadzieścia dwa lata i świat stoi przed nią otworem.

Świat w stylu vintage. Czyli rewia mody z second handu

Mamy kryzys estetyki. Skarpetki do sandałów okropne, gdy włoży je sąsiad, ale gdy pokaże je na wybiegu Prada, czemu nie?

zobacz więcej
Wow!

Tymczasem „obywatelka modelka” przechodziła burze miłosnych uniesień. Zaliczyła też pierwsze, mało satysfakcjonujące, małżeństwo z węgierskim piosenkarzem Pálem Szécsim, zakończone rozwodem w 1966 roku. Już w następnym roku stanęła ponownie na ślubnym kobiercu z reżyserem Wowo Bielickim. On w smokingu pożyczonym od Jerzego Gruzy, ona w sukience własnego projektu (do wglądu w Muzeum Warszawy).

Bladoróżowa (oryginalny wówczas kolor) mini o wyrafinowanym kroju. Do tego płaszczyk w mocniejszym odcieniu różu, prezent od Madame Jadwigi Grabowskiej.

W październiku tego samego roku, po pomyślnie zdanych egzaminach, Hase otrzymuje indeks Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Studiuje na Architekturze Wnętrz, potem na Wydziale Grafiki. No i projektuje, już nie tylko na własny użytek.

Już jej pierwsza kolekcja „Kozak Look”, stworzona dla warszawskich Zakładów Odzieżowych „Cora”, odnosi sukces. Szok wizualny i nie tylko: po raz pierwszy w Polsce kolekcja ma odrębny temat, tytuł i odpowiedzialną za nią autorkę. Teraz to oczywistość, ale w tamtych czasach projektant firmował markę, dla której pracował i… już.

„Kozak Look” nawet obecnie zachwyca brawurą, z jaką artystka potraktowała czapkę-leninówkę i inspirowany męskim garniturem damski „mundurek” z króciutką spódniczką. Do tego materiał „garniturowy”: wełna tweeowa, tkanina zdecydowanie niekobieca. Hase sama też uczestniczyła w pokazie – nie jak znani kreatorzy, pojawiający się na wielki finał, ale jako modelka na wybiegu.

Także ona, Grażyna, wprowadziła na wybieg innowacje odbierające im dotychczasową sztywność – psy, harleye, a nade wszystko – muzykę. Tu wspierał ją Wowo Bielicki, reżyserujący pokazy mody jak dynamiczne shows. Znów trudno dziś uwierzyć: wcześniejsze pokazy mody odbywały się w ciszy, bez dobranych melodii. A przecież dźwięk nadaje tempo krokom, uruchamia całą sylwetkę modelek.

Do tego Hase „wyławia” nowe dziewczyny, nowe twarze, młodzieżowy luzacki sposób bycia. To Grażyna dostrzegła potencjał Małgosi Krzewińskiej, później Małgorzaty Niemen, z którą mnie też zdarzało współpracować (był taki czas w latach 80., kiedy unikając kontaktów z państwowymi mediami i galeriami, zajęłam się aranżacjami zdjęć modowych). Małgosia odgrywała aktorsko każde ujęcie, czego nauczyła się pod okiem duetu Hase-Bielicki.

Złote lata ze sztuką

Lata 70. ubiegłego wieku to była złota gierkowska epoka, kiedy wydawało się, że zbliżamy się do Zachodu – a to dzięki lekkiemu ułatwieniu w otrzymywaniu paszportów oraz pewexom, dewizowym sklepom z „dobrami” typu: najtańszy, ale zachodni alkohol, takież kremy, bielizna no i dżinsy!!!

Grażyna Hase działa wtedy pełną parą – i robi jej się za ciasno w firmach państwowych. Wtedy znajduje myk – uniezależnia się od państwowych przedsiębiorstw nazywając swoją pracownię (oraz ją rejestrując) nie jako działalność handlową, ale jako… galerię sztuki.

Tak powstała Galeria Sztuki Współczesnej Grażyny Hase. W najcięższych latach zionęło stamtąd „luksusem”. Oczywiście, na skalę socjalizmu.

Czy to, co oglądamy w Muzeum Warszawy, stwarza obraz dziewczyny, która przełamała ówczesne standardy? Miała niewyczerpywalną pomysłowość, umiała „iść jak burza” do upatrzonego celu, chwytała się za wszystko, co wydawało jej się niezbędna dla końcowego efektu.

Współcześnie pojawiło się mnóstwo specjalistów – stylistów od rzęs, od paznokci, od włosa, od wejścia na scenę i wyjścia z niej. Wtedy jedna osoba – twórcza – obsługiwała całokształt. Może to było trochę amatorskie, ale na pewno bardziej jednolite stylistycznie.

Grażyna czuwała nad wszystkim. A kiedy otworzyła GGH (Galeria Grażyny Hase), doszła jej jeszcze rola kuratorki. I znów robiła to po swojemu, bez określania profilu salonu. Było różnorodnie, zawsze ciekawie i zabawowo.
Doskonale pamiętam drugi pokaz, którego bohaterem był Andrzej Czeczot (działo się to jeszcze przed jego emigracją do USA). Wystawił przekomiczne, ręcznie haftowane makatki tudzież nakrycia głowy zwane czeczotkami: rozciagnięte do maksimum wełniane bereciki, zrolowane na czole, ze sterczącymi na czubku „antenkami”. W czeczotkach wystąpiła spora część gości, dając dowód, że nawet robotniczy beret może uzyskać artystyczny look.

Proszę mi wierzyć – w czasach stanu wojennego i po nim w Warszawie (i innych miastach) kipiała sztuka. Wystawy organizowano spontanicznie i właściwie bez pieniędzy, w prywatnych domach, w przypadkowo wynalezionych miejscach, pustostanach, przybytkach o zupełnie innym profilu (np. w Klubie Lekarza), nawet w plenerze, przy ognisku, na płocie i na sznurkach od wieszania bielizny.

Także u Grażyny miał miejsce jeden z pierwszych Teatrów Rysowania Franka Starowieyskiego – a kto kojarzy te iwenty, ten zapewne wie, że artysta miał zwyczaj w trakcie twórczego procesu obnażać tors i wybierać modelkę do pozowania nago. A kobiety chętnie zgłaszały się do roli rozebranej muzy.

Dynamika wydarzeń rozsadziła w końcu przestrzeń mieszkania przy ul. Marszałkowskiej i galeria wypączkowała do jeszcze jednego lokalu, przy Rynku Starego Miasta (to miejsce funkcjonowało krótko – wraz z ustrojową transformacją czynsze skoczyły pod niebo); a potem, w 1997, znalazła jeszcze jedną przestrzeń, przy ul. Senatorskiej. Ale to już inna bajka.

Jak z horroru albo sex shopu. Moda czasów epidemii

Górę nad praktycyzmem wzięła kokieteria i – swoisty snobizm. A skoro jest popyt, rośnie podaż. Ceny też szybują …

zobacz więcej
Epilog

Lata 90., dla jednych życiowa szansa, dla innych zawodowa zapaść, początkowo w życiorysie Grażyny Hase nie zaznaczyły się żadnym wstrząsem. Przeciwnie, nadal projektowała i odnosiła towarzyskie sukcesy. Jednak inwazja na nasz rynek ubraniowy ciuchów tanich, tandetnych, za to trendy, skazała polski przemysł odzieżowy na odstrzał.

10 lat temu, w październiku 2012 zmarł Wowo Bielicki – a choć byli z Hase rozwiedzeni, przyjaźń trwała do końca.

Jak wspomniałam na wstępne, parę dni temu rozmawiałam z Grażyną, która właśnie wróciła z sanatorium, gdzie resetowała się po przygotowaniu pokazu oraz wernisażu, na którym jak zwykle był „cały świat”.

„Nie znoszę udzielać wywiadów, bo wszystkie dziennikarki zaczynają pytaniem: a jak to się stało, że modelka zaczęła projektować?” Mam nadzieję, że wyręczyłam w tym Grażynę Hase.

– Monika Małkowska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Wystawę „Grażyna Hase. Zawsze w modzie” można oglądać do 11 września 2022 roku, Muzeum Warszawy, Rynek Starego Miasta.
Zdjęcie główne: Przygotowania do pokazu kolekcji mody młodzieżowej Grażyny Hase (w środku) na Targach Krajowych Wiosna '75. Fot. PAP/Zbigniew Staszyszyn
Zobacz więcej
Kultura Poprzednie wydanie
Disney. LGBT+ dla dzieci i młodzieży
Amerykański komentator twierdzi, że firmą zarządzają seksualni degeneraci.
Kultura Poprzednie wydanie
Kurtyna, co przesłania niesłychane tajemnice! Cyrk odmieniony
Woltyżerowie, kuglarze, linoskoczkowie rozpalają wyobraźnię widzów, przełamując wszelkie bariery…
Kultura wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Partyjny reżyser, którego filmy latami leżały na „półkach”
Nawet jak był po linii i na bazie to wypadało to jakoś niewyraźnie.
Kultura wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Serial dziwniejszy niż wszystkie inne
Mitologia ósmej dekady XX w. i moda na gadżety noszące „ejtisowy” znak firmowy.
Kultura wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Kończy 80 lat i żyje. Choć już po wydaniu „Abbey Road”...
Czy McCartney naprawdę nie umarł?