Historia

Czy ludzie lojalni wobec komunistycznych tajnych służb mogli zbudować dyplomację na miarę wolnej Polski?

Sytuacja, w której MSZ jest żerowiskiem dla nielojalnej wobec Polski agentury nierzadko trwa aż do dziś.

W sobotę 4 czerwca, w 30. rocznicę obalenia rządu Jana Olszewskiego, TVP 1 o godz. 20 wyemituje film dokumentalny „Nocna zmiana”, a TVP Historia o godz. 21.05 – film dokumentalny „Czyja będzie Polska”.

Sławomir Cenckiewicz w pierwszych słowach swojej najnowszej książki „Agentura” pisze: „nie było w PRL grupy społecznej i środowiska rozpracowywanego przez SB, gdzie nie byłoby agenta”. Jej fragment drukujemy dzięki uprzejmości Wydawnictwa LTW. Książka składa się w dużej mierze z tekstów już wcześniej publikowanych, ale teraz uzupełnionych i pogłębionych oraz wzbogaconych o liczne reprodukcje wciąż wstrząsających dokumentów. Kiedy w tych dniach wspominamy 4 czerwca 1992 roku i obalenie rządu Jana Olszewskiego, nie możemy nie zadawać pytania o sprawy lustracji – wówczas niezałatwione, zamiecione po dywan, upchnięte w szafach. Kiedy zaś czytamy o niezrozumiałych wobec wojny na Ukrainie najnowszych wystąpieniach niektórych polityków, pytania o „dyplomację na miarę wolnej Polski” wracają ze zdwojoną siłą.

Po 1989 r. Ministerstwo Spraw Zagranicznych stało się prawdziwą redutą PRL i przytuliskiem dla uplasowanych tam agentów i kadrowych pracowników tajnych komunistycznych służb, których lojalność wobec wolnej Polski budzi słuszne zastrzeżenia i wątpliwości.

Wystarczy zauważyć, że na 12 szefów dyplomacji III RP aż pięciu zostało zarejestrowanych przez tajne służby PRL jako osobowe źródła informacji: Krzysztof Skubiszewski „Kosk”, Andrzej Olechowski „Must”, Dariusz Rosati „Buyer”, Włodzimierz Cimoszewicz „Carex”, Adam D. Rotfeld „Serb”. Dwóch innych natomiast, niezależnie od związków z ruchem antykomunistycznym, należało w przeszłości do partii komunistycznej – Stefan Meller i Bronisław Geremek.

Dyplomata „Kosk” Krzysztof Skubiszewski

Niestety, ludzie z komunistyczną przeszłością rządzili polską dyplomacją w czasie newralgicznym – wychodzenia z komunizmu i tworzenia nowej kadry dyplomatycznej. Stąd też proces ten był niejako skazany na niepowodzenie. Sytuacja, w której MSZ jest żerowiskiem dla nielojalnej wobec Polski agentury (potencjalnie również obcej), ludzi wojskówki LWP (chodzi o żołnierzy WSI ukrytych w attachatach wojskowych) i dokooptowanej do niej nowej kadry z „kompleksem Polaka”, nierzadko trwa aż do dziś, czego nie zmienił (bo nie chciał lub nie był w stanie) w zasadzie żaden z szefów dyplomacji RP.
Sławomir Cenckiewicz „Agentura”, Wydawnictwo LTW, Dziekanów Leśny 2022
Patronem, a zarazem symbolem tego patologicznego układu personalnego w MSZ pozostanie już na zawsze prof. Krzysztof Skubiszewski – pierwszy szef dyplomacji po 1989 r. (13 IX 1989 – 25 X 1993). To on stworzył system MSZ oparty na agenturze, oficerach pod przykryciem i dyplomatach po szkołach sowieckich. Ten „święty” III RP doczekał się Orderu Orła Białego i pochówku w Świątyni Opatrzności, ale – co charakterystyczne dla III RP – nie doczekał studium swoich uwikłań, o pełnej biografii naukowej nie mówiąc. O jego agenturalnej przeszłości, lojalności wobec PZPR, innych uwikłaniach i „komprmateriałach” wiedzą od bardzo dawna zapewne wszystkie wywiady świata, zwłaszcza po tym, jak z rezydentury wywiadu PRL w Nowym Jorku zbiegł szyfrant Stanisław Szymonik ps. „Ewa”, który w 1963 r. oddał się w ręce służb amerykańskich i „wysypał” całą agenturę ówcześnie prowadzoną przez wywiadowców na Wschodnim Wybrzeżu. Wśród nich był i Skubiszewski, który przebywał wówczas na stypendium w Columbia University w Nowym Jorku. ODWIEDŹ I POLUB NAS W każdym razie Skubiszewski to temat wdzięczny dla niejednego historyka i politologa zastanawiającego się nad marginesem suwerenności naszej dyplomacji po 1989 r. Aby zachęcić do dalszych poszukiwań, zacytuję tylko jedną z notatek bezpieki na temat Skubiszewskiego z 1964 r.: „Kontakt operacyjny z w/w został nawiązany przez Grupę Specjalną w Poznaniu na początku 1963 r. Już uprzednio utrzymywali z nim kontakt pracownicy Sekcji IV Wydziału III w Poznaniu, charakteryzując go jako pozytywnie ustosunkowanego do naszej służby, chętnie udzielającego wyjaśnień na interesujące tematy. W sierpniu ub. roku został przejęty na kontakt Departamentu I. Kpt. Drynda, na którego kontakcie pozostawał (zakwalifikowany jako kontakt służbowo-informacyjny), charakteryzował go w następujący sposób: – z przebiegu dotychczasowych spotkań i przekazanych informacji na piśmie wynika, że jest pozytywnie do nas ustosunkowany. Na stawiane pytania udziela chętnie i wyczerpujących informacji bez względu, czy dotyczy to jego znajomych, czy też bliskich członków rodziny; – chętnie i bez oporów przekazuje informacje na piśmie, nie interesuje się przy tym, do czego nam są potrzebne te informacje; – chętnie podejmuje się wykonania zleconych zadań […]. Z racji środowiska, z którego się wywodzi, posiadanych kontaktów zagranicznych, walorów osobistych (duża wiedza, kultura osobista, dobra prezencja) posiada wszystkie wstępne zalety współpracownika wywiadu. »K« chętnie udziela informacji na wszystkie interesujące nas tematy, na życzenie opracowuje też notatki i wyraża gotowość respektowania zaleceń w sprawach, które nas interesują, o ile nie koliduje to zasadniczo z jego postawą i pracą oficjalną”.

Czy człowiek tak lojalny wobec komunistycznych tajnych służb mógł zbudować dyplomację na miarę wolnej Polski? Odpowiedź jest oczywista…
23 maja 1992. Powitanie na lotnisku w Gdańsku prezydenta RP Lecha Wałęsy po wizycie w Moskwie. Z tyłu za nim – minister spraw zagranicznych Krzysztof Skubiszewski. Pierwszy od prawej – minister finansów Andrzej Olechowski. Fot. PAP/Janusz Mazur
Tajemnice Adama Daniela Rotfelda

Pozostający przez wiele lat w poprawnych relacjach z komunistyczną Władzą i bezpieką, rejestrowany w dodatku przez wywiad PRL jako kontakt operacyjny „Rauf” i „Serb”, były minister spraw zagranicznych wolnej Polski Nieprzerwanie cieszy się autorytetem. Szczyci się przy tym poświadczoną własnym podpisem historyczną nieprawdą, w której utwierdzić go miała w dodatku Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego: „Gdy miałem składać oświadczenie lustracyjne, widziałem się z oficerem ABW, któremu zrelacjonowałem te kontakty. On powiedział mi, że nie była to świadoma współpraca z SB i dlatego nie muszę pisać, że byłem tajnym współpracownikiem służb specjalnych PRL”. Mimo że zachowana w IPN dokumentacja wyraźnie temu przeczy, Rotfeld nigdy nie został oskarżony przez instytucje państwa o „kłamstwo lustracyjne”. Nie po raz pierwszy w ten sposób nowelizowana już kilkakrotnie (po 2006 r. w ramach prac na ustawą o IPN) ustawa o „ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa komunistycznego z lat 1944–1990”, w której piętnowana jest „praca albo służba w organach bezpieczeństwa państwa komunistycznego, lub pomoc udzielana tym organom przez osobowe źródło informacji”, stała się w praktyce martwą literą.

„Tłumacz przy ekipie radzieckiej”

Kontakty Rotfelda z bezpieką były wielokrotnie opisywane w prasie. Pisała tym m.in. „Gazeta Polska” wiosną 2008 r. Obecnie w archiwach IPN można znaleźć nowe dokumenty potwierdzające związki Rotfelda z SB. Datują się one już na koniec lat 50., kiedy Rotfeld działał w Związku Młodzieży Socjalistycznej (wcześniej w ZMP). W kwietniu 1959 r. został „podjęty na kontakt” przez Wydział VII Departamentu II MSW podczas Wyścigu Pokoju, kiedy to „był tłumaczem przy ekipie radzieckiej i miał za zadanie prowadzić obserwację za kolarzami i personelem ekip, które posługują się językiem niemieckim”. Rotfeld nie był jednak wydajny i gorliwy w donoszeniu, skoro SB uznała, że należy się wstrzymać z jego formalnym werbunkiem.

Kontakty z bezpieką jednak nie ustały, tym bardziej że Rotfeld ubiegał się o pracę w MSZ i musiał uzyskać akceptację tajnych służb. Zyskał kryptonim „Rot”. Spotykał się i dyskutował z funkcjonariuszem Departamentu II. Był również „wykorzystywany doraźnie” podczas konferencji Unii Międzyparlamentarnej w Warszawie. Jednak na ogół „nie wykazywał żadnej inicjatywy” w uzyskiwaniu ciekawszych informacji. Tłumaczyć to miał brakiem możliwości, a później „oporem moralnym” przed donoszeniem na kolegów i znajomych pochodzenia żydowskiego (sam był sierotą szczęśliwie uratowaną w czasie Zagłady przez zakonników). SB sprzeciwiła się więc jego zatrudnieniu w MSZ, a antysemicka fala „polonizująca” partię i służby na pewno mu nie sprzyjała. Pracował w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych i skupił się na przygotowaniu pracy doktorskiej, którą obronił na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1969 r.

Rozbite podziemie i cesarz Wałęsa

Penetracja agenturalna konspiracji solidarnościowej obrosła przez lata w mity, które zręcznie podsycali sami esbecy z Czesławem Kiszczakiem na czele.

zobacz więcej
„Aktywne udzielanie pomocy dla dobra Polski”

W dekadzie Gierka władze PRL zaczęły dostrzegać przydatność doradczo-dyplomatyczną Rotfelda, choć zwracano uwagę, że swobodnie posługuje się on wyłącznie językiem rosyjskim, zaś angielski i niemiecki zna jedynie w ograniczonym stopniu. Rotfeld był od 1964 r. aktywnym członkiem PZPR (wyróżnianym za działalność lektorską), był działaczem Ogólnopolskiego Komitetu Pokoju, napisał kilkadziesiąt analiz wewnętrznych dla MSZ i KC PZPR oraz był sekretarzem stałej komisji instytutów międzynarodowych krajów socjalistycznych do badania problemów bezpieczeństwa europejskiego. Wprawdzie Departament I MSW podejrzewał go o związki z wywiadem izraelskim, ale na początku 1974 r. MSZ zaproponowało mu udział w delegacji PRL na II Konferencję Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. W związku z tym w Departamencie I nadano mu kryptonim „Ralf” i w dniach 17–18 stycznia 1974 r. przeprowadzono rozmowy operacyjne. Rotfeld miał zostać poinformowany, że wywiad oczekuje od niego „wyprzedzających informacji o projektach taktycznych posunięć delegacji zachodnich w sprawach dyskutowanych w komisjach” podczas KBWE oraz „opinii i charakterystyk członków misji państw zachodnich w Genewie”.

„Rauf” został „poinstruowany” w sprawie sposobu „łącznikowania” w Genewie przez pracownika wywiadu PRL. Ustalił z funkcjonariuszem znak rozpoznawczy do nawiązania kontaktu w Szwajcarii i złożył własnoręczne zobowiązanie do „zachowania w ścisłej tajemnicy wobec osób trzecich – w tym najbliższej rodziny – kontaktu i treści rozmów przeprowadzonych z przedstawicielem służby wywiadu MSW PRL oraz wynikających z powyższego konsekwencji na przyszłość”. Rotfeld dodał na koniec, że zobowiązanie jest wyrazem jego „obywatelskiej i patriotycznej postawy i woli aktywnego udzielania pomocy dla dobra Polski”. Bezpieka uznała tę deklarację za zgodę na współpracę z wywiadem PRL. Rotfeld został kontaktem operacyjnym Departamentu I MSW i otrzymał pseudonim „Rauf”.

„Patriotyczny obowiązek każdego Polaka”

Jednak tajne służby ponownie czuły się rozczarowane, uznając, że Rotfeld jest karierowiczem, który stara się wykorzystać bezpiekę w realizacji własnych ambicji. „W czasie jego pobytu w Genewie utrzymywano z nim kontakt operacyjny – jak czytamy w notatce Wydziału III Departamentu I MSW zajmującego się NATO i Watykanem. – Przekazywał nam materiały niemające większej wartości operacyjnej. Jego informacje na temat przebiegu KBWE nie wykraczały poza oficjalne dane otrzymywane z MSZ. Poza gołosłownymi deklaracjami o chęci udzielania nam pomocy nie wykazywał żadnej inicjatywy ze swej strony”.
Warszawa, 28 luty 2011. Doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego profesor Roman Kuźniar (z lewej) i były minister spraw zagranicznych profesor Adam Daniel Rotfeld (z prawej) podczas prezentacji książki wydanej przez Polski Instytut Spraw Międzynarodowych zatytułowanej „Krzysztof Skubiszewski – dyplomata i mąż stanu”. Fot. PAP/Paweł Kula
Skoro jednak Rotfeld pozostawał w składzie delegacji PRL na KBWE, to mimo zgłaszanych zastrzeżeń bezpieka w dalszym ciągu „łącznikowała” „Raufa” zarówno w Genewie, jak i w Warszawie. Rok po werbunku, w styczniu 1975 r., oficer Wydziału III Departamentu I MSW por. Marian Sawicki pisał: „Kontakt operacyjny z »Raufem« nawiązałem w dniu 16 stycznia 1975 r. o godz. 11.00 w kawiarni na »Na Rozdrożu« w Warszawie, uzgadniając z nim spotkanie w dniu 19 stycznia 1975 r. w kawiarni »Nowy Świat«. Spotkanie odbyłem w uzgodnionym miejscu i terminie, w trakcie którego KO »Rauf« dostarczył informację (własnoręcznie napisaną)”. I dalej: „»Rauf« wyraził zadowolenie z dotychczasowych kontaktów z »Polanem«. Oceniając swój ostatni pobyt w Genewie na jesiennej sesji KBWE, stwierdził, iż nawiązał w tym czasie kilka nowych kontaktów z uczestnikami Konferencji – członkami delegacji państw zachodnich. Obiecał przy tym, że sporządzi na piśmie informację, w której poda charakterystyki poznanych osób, które jego zdaniem zasługiwałyby na naszą uwagę, oraz notatkę na temat aktualnego stanu konferencji. »Rauf« wyraził gotowość dalszego kontynuowania współpracy z nami, twierdząc, iż jest to patriotyczny obowiązek każdego Polaka”.

Żarliwość Rotfelda wzbudziła podejrzliwość u oficera. „Odniosłem wrażenie, na podstawie wypowiedzi KO, że zbyt entuzjastycznie deklaruje chęć udzielania nam pomocy” – napisał Sawicki. 1 października 1976 r. wywiad ostatecznie zamknął sprawę kontaktu operacyjnego „Rauf ”, uznając, że przekazywane przez niego materiały nie miały większej wartości operacyjnej.

Po powrocie z Genewy, ale też po późniejszych doświadczeniach spotkań KBWE w Belgradzie, Madrycie i Wiedniu, Rotfeld stał się czołowym w PRL Specjalistą w zakresie zbiorowego bezpieczeństwa w Europie. Pod koniec lat 70. został kierownikiem w Zakładzie Bezpieczeństwa Europejskiego w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Publikował na ten temat dziesiątki tekstów i rozpraw naukowych, akcentując na każdym kroku rolę Sowietów w procesie „pokojowego odprężenia” między Wschodem i Zachodem oraz „ustanowienia w Europie systemu bezpieczeństwa zbiorowego”.

Księży Niedzielaka, Suchowolca i Zycha zabiły sowieckie służby? Hipoteza Jana Olszewskiego

Ostatnia rozmowa z byłym premierem.

zobacz więcej
Jego dorobek naukowy na ten temat winien się stać przedmiotem odrębnej analizy. Należy jednak wspomnieć pełną kłamstw rozprawkę „Podstawy bezpieczeństwa Polski a sojusz polsko-radziecki” przygotowaną z okazji 60. rocznicy rewolucji bolszewickiej. Czytamy w niej, że „od pierwszych dni swego istnienia rząd radziecki uznawał nieograniczone prawo narodu polskiego do swobodnego stanowienia o swoim losie”, zaś Lenin uznawał konsekwentnie, że „bezwarunkowe i bez zastrzeżeń uznanie niepodległego i suwerennego państwa polskiego jest podwaliną stosunków z Polską”. Jednak stanowisko Lenina zostało odrzucone, „okazało się wszak, że klasowe uprzedzenia i nienawiść do komunizmu w kołach rządzących Polską w okresie międzywojennym paraliżowały logikę i rozsądek polityczny. Z antykomunizmu wyrastały koncepcje »egzotycznych« sojuszy – wiążących bezpieczeństwo Polski z gwarancjami oraz pomocą Francji i Wielkiej Brytanii, które miały zastąpić naturalny sojusz z najbliższym sąsiadem. Na tym tle rodziły się koncepcje swoistej »równowagi«. Idei bezpieczeństwa przeciwstawiano koncepcje balansowania między Niemcami a Związkiem Radzieckim”. Rotfeld dowodził ponadto, że „Związek Radziecki wielokrotnie podkreślał swoje żywotne zainteresowanie istnieniem silnego i niezależnego państwa polskiego. W czasie drugiej wojny światowej odrodzenie Polski niepodległej i zapewnienie jej godnej pozycji w Europie traktowane było w polityce radzieckiej jako sprawa priorytetowa w budowaniu skutecznego systemu bezpieczeństwa ZSRR i innych narodów Europy”.

Tajemnica „Serba”

Na przełomie lat 70. i 80. Rotfeld stał się w PRL jednym z głównych ideologów sowieckiej koncepcji „ustanowienia w Europie systemu bezpieczeństwa zbiorowego” i strefy bezatomowej. Wyrazem tego było w 1975 r. powołanie Rotfelda na stanowisko sekretarza, a później wiceprzewodniczącego Polskiego Społecznego Komitetu Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie oraz udział w kolejnych rokowaniach pokojowych i spotkaniach międzynarodowych. Był wyróżniany odznaczeniami państwowymi (m.in. Złoty Krzyż Zasługi – 1975 r., Krzyż Kawalerski – 1983 r., Brązowy Medal „Za zasługi dla obronności kraju” – 1978 r., Medal 40-lecia PRL) oraz kształtował kadry Wydziału Zagranicznego KC PZPR i MSZ.

Szczecin, 10 czerwca 2005. Minister spraw zagranicznych Polski Adam Daniel Rotfeld (z prawej) oraz minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow (z lewej) podczas obrad Rady Państw Morza Bałtyckiego, 10 bm. w Szczecinie. Fot. PAP/Jerzy Undro
Pozycja, jaką Rotfeld zajmował w dyplomacji PRL, ponownie zwróciła na niego uwagę tajnych służb. Z dostępnych od niedawna materiałów wywiadu wiadomo, że w maju 1978 r. Rotfeld został zarejestrowany ponownie jako kontakt operacyjny Wydziału III (NATO i Watykan) Departamentu I MSW o pseudonimie „Serb” i prowadził go Marian Bulicz (nazwisko legalizacyjne: Chojnowski). Następnie „Serbem” opiekowali się kolejno Jan Nowicki i Zygmunt Cebula, zaś w listopadzie 1980 r. sprawę przejął Wydział II (Amerykański) Departamentu I MSW. Rotfeld miał kilku opiekunów z wywiadu: Janusza Zielińskiego (w tym samym czasie prowadził on też kontakt operacyjny ps. „Carex”, czyli Włodzimierza Cimoszewicza), Krzysztofa Smoleńskiego (nazwisko legalizacyjne: Jakubski) i Mirosława Hytryna (nazwisko legalizacyjne: Koszycki). Rotfeld był traktowany jako kontakt operacyjny „Serb” aż do 22 stycznia 1990 r., kiedy jego „akta sprawy czynnej” zniszczono w Departamencie I MSW. Rotfeld był najpewniej o wiele wartościowszym źródłem osobowym niż w latach wcześniejszych, o czym świadczą blisko 12-letni okres rejestracji agenturalnej, zachowany protokół zniszczenia jako „sprawy czynnej” ze stycznia 1990 r. i zawarta w nim informacja o sporządzanych przez „źródło” ocenach i analizach oraz informacje zawarte w korespondencji wewnętrznej Departamentu I MSW z końca lat 80., w której wymienia się „Serba” jako „eksperta ds. bezpieczeństwa europejskiego i rozbrojenia”, którego można wykorzystać „do opracowania ekspertyz w wyżej wspomnianej tematyce”.

Jednak być może kluczowym dokumentem w tej sprawie jest zachowane pismo MSZ do dyrektora Departamentu I MSW gen. Zdzisława Sarewicza z maja 1988 r., w którym po raz pierwszy jest mowa o planie uplasowania Rotfelda w Szwedzkim Instytucie Spraw Międzynarodowych „SIPRI” w Sztokholmie (którym interesowało się od lat KGB) w związku z zamiarem „zrównoważenia dotychczasowego prozachodniego profilu tej placówki”! Innymi słowy – Rotfeld wyjechał na placówkę do „SIPRI” jako agent Departamentu I MSW o pseudonimie „Serb” w 1989 r. z prawdopodobnym zadaniem dokonania w niej prosowieckiej wolty. Wrócił ze Sztokholmu dopiero w czerwcu 2002 r., by trzy lata później zostać szefem polskiej dyplomacji. W tym czasie tajne służby formalnie zniszczyły jego akta agenturalne, choć zachowany w IPN protokół zniszczenia akt „Serba” może być jedynie „legendą” do jeszcze lepszego zakonspirowania Rotfelda jako źródła wywiadu i ukrycia związanej z nim dokumentacji (po powstaniu IPN być może w zbiorze zastrzeżonym, chociażby w ukrytej w nim bazie systemu Elektronicznego Przetwarzania Informacji [EPI] wywiadowczej w postaci meldunków Departamentu I MSW zarchiwizowanych i utrwalonych w formie zapisu na taśmie przez pion ewidencji i archiwum – Wydział XVIII Departamentu I MSW).

Dlaczego rząd Olszewskiego nie przetrwał? Mętne interesy Wałęsy, chora struktura Sejmu, atmosfera histerii

Premier był prostolinijny. Zakładał, że prawda się obroni - uważa Piotr Semka.

zobacz więcej
Ryzyko

Choćby wstępna analiza przeszłości Rotfelda (również związanej z jego działalnością publiczną i naukową w PRL) pokazuje ogromne ryzyko dotyczące jego roli w dyplomacji i polityce wolnej Polski. Myślę tu nie tylko o kierowaniu w przeszłości MSZ, lecz także, chociażby o wciąż pełnionej funkcji współprzewodniczącego Polsko-Rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych. Jaki margines swobody negocjacyjnej z Rosjanami ma polityk przez długie lata broniący publicznie interesów Związku Sowieckiego i mający tyle do ukrycia w swoim życiorysie? Warto również zwrócić uwagę na rolę służb specjalnych III RP, które – jak stwierdza sam Rotfeld – utwierdzały go w przekonaniu, żeby nie przyznawał się do związków z tajnymi służbami PRL. Świadomie zatem zrezygnowały ze swojej funkcji kontrwywiadowczej. Rotfeld zaczął więc publicznie wypierać się własnej przeszłości, twierdząc wbrew oczywistym faktom: „Nie współpracowałem z SB, nigdy nie podpisałem żadnego zobowiązania!”. W obszernym wywiadzie udzielonym Teresie Torańskiej („Trzy rozmowy Teresy Torańskiej”) poszedł jeszcze dalej, mówiąc, iż ktoś mu kiedyś powiedział, że „gdyby to wszystko, co jest w pana teczce, było prawdą, stałby pan na piedestale jako bohater antykomunistyczny” [sic!], po czym skierował swoją niechęć na IPN: „Te kilometry teczek, proszę pani, zgromadzone w IPN-ie to szambo informacyjne. Kloaka, do której spływały wszystkie brudy. Jeżeli ktoś chciał kogoś zniszczyć, to opowiadał o nim niestworzone rzeczy, wręcz horrendalne. I esbecy skrzętnie je odnotowywali. A jeśli nawet ktoś mówił coś prawdziwego, to informacje te były przetwarzane przez esbeków pod określonym kątem – ich przydatności do szantażowania ludzi”. – Uważam, że mianowanie prof. Rotfelda do tej rady to poważny błąd, który będzie Andrzejowi Dudzie długo wypominany – powiedział niedawno Jerzy Jachowicz. Podzielam ten pogląd, myśląc jednak przede wszystkim o wspomnianym wcześniej ryzyku. Jednak z tego błędu staram się wyprowadzić pozytywny przekaz, uznając powołanie Rotfelda do Narodowej Rady Rozwoju za wyraźny sygnał do tego, by uchylić restrykcyjne – ale jedynie w spisanej formie ustawowej – przepisy lustracyjne, zakończyć z procedurą sądowego rozstrzygania o współpracy z komunistycznymi służbami i zlikwidować dotychczasową formułę Biura Lustracyjnego IPN. Państwo musi znaleźć skuteczniejsze narzędzia pozbywania się z urzędów ludzi z agenturalno-komunistyczną przeszłością. Czas zacząć o tym rozmawiać, zwłaszcza w trakcie dyskusji o nowym kształcie ustawy o IPN. Minęło już 26 lat od końca komunizmu, a Polska wciąż boryka się z problemem PRL-owskiej przeszłości, która niejednokrotnie okazała się wielkim ryzykiem dla naszego bezpieczeństwa.

– Sławomir Cenckiewicz

Autor jest historykiem, doktorem habilitowanym nauk humanistycznych, publicystą. Od roku 2016 sprawuje funkcję dyrektora Wojskowego Biura Historycznego imienia generała broni Kazimierza Sosnkowskiego. W latach 2016-2021 był członkiem Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej. Ma na swoim koncie liczne publikacje – wśród nich są między innymi książki: „Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” (wspólnie z Piotrem Gontarczykiem, 2008), „Anna Solidarność. Życie i działalność Anny Walentynowicz na tle epoki (1929–2010)” (2010), „Długie ramię Moskwy. Wywiad wojskowy Polski Ludowej 1943–1991” (2011), „Atomowy szpieg. Ryszard Kukliński i wojna wywiadów” (2014), „Geneza Ludowego wojska Polskiego 1943–1945” (2017)


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Tytuł i nagłówek – redakcja Tygodnika TVP

Fot. autora – PAP/ Marcin Obara
Zdjęcie główne: Warszawa, 5 stycznia 2005. Adam Daniel Rotfeld (w środku), dotychczasowy zastępca szefa polskiej dyplomacji Włodzimierza Cimoszewicza (z prawej) przyjął z rąk prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego (z lewej) nominację na szefa MSZ w Pałacu Prezydenckim w Warszawie. Fot. PAP / Jacek Turczyk
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Prawdziwe okoliczności pierwszego rozbioru Polski
Spożyjemy hostię: Polskę – pisał król Prus. Manifest zaborców zaczynał się: „W imię Trójcy Przenajświętszej!”
Historia Najnowsze wydanie
Radio dla Warszawy
Stołeczna rozgłośnia była spóźniona o ponad 10 lat w stosunku do innych stacji regionalnych otwartych w Polsce.
Historia Najnowsze wydanie
Żydówka, święta Kościoła katolickiego, patronka Europy
Prosiła, by dołączyć do swej siostry w bydlęcym wagonie. Zginęła w Auschwitz.
Historia Poprzednie wydanie
Polska oaza nauk w carskiej Rosji. Liceum Krzemienieckie
Tylko się uczyć: w ogrodzie 12 tysięcy gatunków roślin, podręczniki z Londynu, instrumenta fizykalne z Paryża – wszystko opłacone zbożem Wołynia.
Historia Poprzednie wydanie
W obozie nie było dobrego człowieka
Podobno ktoś rozpoznał ją na sali sądowej podczas procesu jednego ze zbrodniarzy wojennych. Przyszła się mu przysłuchiwać.