Historia

Slalomem pomiędzy „prawdą czasu”, a „prawdą ekranu”

Powstaniec warszawski, żołnierz armii Andersa. Karierę zaczynał od katalogowania paleolitycznych tłuków pięściowych. Z czasem został jednym z najpopularniejszych dziennikarzy TVP. Jego karierze zagroził reportaż o Szewińskiej z antysemicką kampanią w tle. Ale przetrwał, został współtwórcą telewizyjnego Turnieju Miast i Studia 2. Odszedł po wprowadzeniu stanu wojennego.

Skoro się powiedziało „a” trzeba powiedzieć „b”. Niedawno w Tygodniku TVP omawialiśmy sylwetkę Jana Suzina, a w czasach początków telewizji bezprzymiotnikowej – jeszcze nie publicznej, bo była jedyna – drugą najpopularniejszą twarzą ekranu był Eugeniusz Pach. Obaj panowie pojawiali się w miejscach ramówki, gdzie teraz są w TVP reklamy i zapowiadali kolejne pozycje programu. Byli po radiowemu nazywani spikerami, choć nie tylko było ich słychać – w „radiu z lufcikiem” (określenie Stefana Wiecheckiego, „Wiecha”) było ich także widać.

Starsi widzowie zapewne pamiętają, jak walczyły w nich emocje: Pach, czy Suzin? Nie rozstrzygając tego sporu, można powiedzieć, że pierwsze miejsce w pamięci telewidzów zajmuje Suzin. Po prostu widywali go dłużej. Jan Suzin pracował jako spiker telewizyjny do 1996 roku, a Eugeniusz Pach skończył ze spikerowaniem w końcu lat siedemdziesiątych. Pach zajął się później reportażem telewizyjnym, publicystyką, był zastępcą redaktora naczelnego Studia 2 i jednym z pomysłodawców Turnieju Miast.

Jak na czasy, w których przypadł start Eugeniusza Pacha do telewizyjnej kariery, to kandydat na spikera miał nie najlepszy życiorys. Jako piętnastolatek wziął udział w Powstaniu Warszawskim, 2 sierpnia 1944 roku dołączył ochotniczo do batalionu „Kiliński”. Odznaczony Krzyżem Walecznych, poważnie ranny uciekł z obozu jenieckiego i przedostał się do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie w kwietniu 1945 roku. W emigracyjnym wojsku uczył się w gimnazjum, do kraju wrócił w roku 1948.

Skończył archeologię na Uniwersytecie Warszawskim i w pierwszej pracy po studiach zajmował się katalogowaniem paleolitycznych tłuków pięściowych, co nie zaspokajało jego ambicji, ani nie wyczerpywało możliwości. Już jako student występował w chórkach kabaretowego teatru STS (Studenckiego Teatru Satyryków).

Gdy Eugeniusz Pach i Jan Suzin, wśród dwóch tysięcy innych, zgłosili się na konkurs mający wyłonić nowych spikerów nad nieświadomym tego jeszcze Bolesławem Bierutem zachodziło czerwone słoneczko, no i – przede wszystkim – Stalin już nie żył. Rok później można już było chwalić bohaterstwo Powstańców Warszawskich pod warunkiem, że jednocześnie ostro krytykowało się ich dowództwo i jego mocodawców, czyli rząd w Londynie, ale armia Andersa w papierach nie przestawała budzić czujności władz.

Pierwszą zapowiedź na antenie w wykonaniu Eugeniusza Pacha widzowie usłyszeli w grudniu 1955 roku, cztery dni po debiucie Jana Suzina. Precyzując pojęcie; „widzowie” powiedzieć należy, że w Polsce, to znaczy w Warszawie – dalej sygnał się nie rozchodził – było 500 telewizorów. W pionierskich czasach debiutu Pacha program nadawano trzy razy w tygodniu po około trzy godziny, a przy ulicy Woronicza 17 pasły się krowy.

Prawie do końca lat siedemdziesiątych materiały filmowe kręcono na taśmie światłoczułej, którą przed zmontowaniem i wyświetleniem widzom należało wywołać, co uniemożliwiało telewizji szybką reakcję na rzeczywistość. Wozu transmisyjnego telewizja zaczęła używać od 1957 roku. Ale: „Zajeżdżał taki wielki autokar pod jakąś instytucję, wyciągano z niego kilometry kabli, reflektory i kamery i długo to wszystko ustawiano (…). Wreszcie wręczano mikrofon sprawozdawcy, który o określonej godzinie przeprowadzał kilka banalnych rozmów z kilkoma nieciekawymi osobami.” (Jan Suzin, we wspomnieniowej książce „Nieźle się zapowiadało”).
Z taką techniką miał też do czynienia Eugeniusz Pach, gdy nie wystarczał mu spikerski stolik. Uznawany jest za prekursora reportażu właśnie „z wozu”. Relacji na żywo wymaga przede wszystkim sport – tutaj trudno sobie wyobrazić inne podejście jeżeli mają być zachowane towarzyszące sportowi emocje kibiców. Kamera widziała najwyżej na 300 metrów, a kamer w początkach, na przykład, Wyścigu Pokoju nie było wiele. Sprawozdawcy – w tym Pach – musząc coś mówić, zanim w polu widzenia kamery pokażą się kolarze, posługiwali się lornetkami. Wtedy dokładniej sytuację na trasie opisywało radio, które używało helikoptera.

Komentatorem pierwszych w historii telewizji w Polsce igrzysk olimpijskich w Rzymie w 1960 roku był Eugeniusz Pach. Czy zaważyło doświadczenie zawodowe radiowca Bohdana Tomaszewskiego, czy przyzwyczajenia odbiorców, wspomnienia mówią, że ludzie oglądali telewizyjny przekaz z wyciszonym dźwiękiem i włączonym radiem, gdzie komentował ten ostatni. Do niedawna sport na żywo to było radio, a obaj sprawozdawcy oglądali to samo na monitorach.

Eugeniusz Pach sam był sportowcem, nie tylko sprawozdawcą, czy komentatorem. Wygrywał rajdy samochodowe w klasie do 1300 ccm i bywał pilotem najsławniejszego polskiego kierowcy rajdowego, Sobiesława Zasady. I to właśnie sport zagroził jego karierze.

Na igrzyskach olimpijskich w Meksyku 1968 roku polska reprezentacja wystąpiła poniżej oczekiwań. Spekulacje, komentarze i pomówienia wzbudziła w kraju sztafeta 4 razy 400 metrów kobiet, kiedy to sprinterka Irena Kirszenstein-Szewińska zgubiła pałeczkę. Już w wiosce olimpijskiej spekulowano, że zrobiła to celowo, bo wypadnięcie drużyny z eliminacji dawało jej więcej czasu na treningi w biegach i skoku w dal, konkurencjach indywidualnych. Pomijając fakt, że sportowiec, który na bieżni zachowuje się tak by przegrać, jest wykluczony psychologicznie, to w tych plotkach był jeszcze jeden aspekt, polityczny.

Jesień 1968 roku to było tuż po wydarzeniach marcowych i Polacy żydowskiego pochodzenia właśnie pakowali walizki. Kiedy reprezentacja lekkoatletyczna powróciła do kraju z Olimpiady było już po szczycie kampanii antysemickiej w wykonaniu samego Władysława Gomułki i powtarzających za nim pomniejszych działaczy, oraz w prasie, radiu i telewizji. Wiece potępienia syjonistów musiał organizować każdy większy zakład pracy.

I kiedy Eugeniusz Pach nakręcił w styczniu 1969 roku reportaż o tytule „Porażka idola” można było pomyśleć, że jest to próba wznowienia tego, co się niedawno działo w kraju i w programach telewizyjnych. Trzy koleżanki Kirszenstein– Szewińskiej (lekkoatletka pierwsze medale zdobywała pod panieńskim nazwiskiem, od 1967 roku występowała pod podwójnym, a pod koniec kariery jako Szewińska) mówiły redaktorowi jak samolubna jest Irena, że traktuje je jak orszak towarzyszący gwieździe oraz że dawała do zrozumienia, iż sztafeta zabiera jej czas na treningi do konkurencji indywidualnych.

Redaktor udzielił także głosu Szewińskiej, żeby stało się zadość standardom, ale w tle było podtrzymanie plotki, że mogła działać celowo. Pani Irena przywiozła dwa medale, więc wszystko się jakby zgadzało – samolubna gwiazda. W dalszym tle kiwał się na mównicy Sali Kongresowej towarzysz Wiesław.

Ktoś na samej górze doszedł do wniosku, że atak z podtekstem „marcowym” na uwielbianą lekkoatletkę nie zdobędzie żadnego rezonansu społecznego i nie należy iść tą drogą, a sport był bardzo ważny w propagandzie PZPR i Eugeniusz Pach został zawieszony w czynnościach reportera przez prezesa Radiokomitetu, Włodzimierza Sokorskiego.

„Ulubiony spiker milionów Polaków”, który w PRL ośmielił się przemilczeć wizytę Chruszczowa

Był jednym z niewielu prezenterów, którzy w stanie wojennym nie występowali w mundurze.

zobacz więcej
Trudno dziś ustalić jak długo trwało zawieszenie i czy widzowie zdołali je zauważyć. Eugeniusz Pach został na pewno zapamiętany przez wielu jako jeden z prowadzących Turniej Miast, w latach siedemdziesiątych Bank Miast, program mający w sobie też coś sportowego. Małe miasta miały rywalizować w różnych konkurencjach i było to nadawane na żywo. Zaczęło się w 1965 roku i w różnym rytmie trwało do późnych lat osiemdziesiątych. Jak się pisze, Pach był jednym z pomysłodawców cyklu, choć Wikipedia mówi, że był to format zakupiony od Europejskiej Unii Nadawców.

Format to ramy ogólne i na pewno polscy scenarzyści i realizatorzy mogli dodać sporo od siebie. Na przykład, tylko w Szkocji rzuca się kłodą na odległość, a tylko w Polsce można wymyślić pakowanie ogórków do słojów na czas. Przeciąganie liny jest znane wszędzie i u nas też było na pewno w pierwszym programie z cyklu, gdzie rywalizowały Ciechanów i Pułtusk, o czym zaświadcza dostępny w internecie odcinek Polskiej Kroniki Filmowej. Sam redaktor Pach jest w kronice pokazany pomiędzy dwiema czyściutkimi świniami. W konkursie piękności rywalizowały także konie i krowy, a wypożyczony z radia Bohdan Tomaszewski pilnował zasad wspomnianego przeciągania liny.

W Ciechanowie i Pułtusku były orkiestry strażackie i tance ludowe, co się powtórzyło w innych programach. Odpowiedzi na pytania, jak w teleturnieju, gdzie czas jest mierzony wytrzymałością kolegi z drużyny, który trzyma nad głową sztangę. Było układanie fryzur na czas i – tu już dreszczyk emocji – golenie na czas brzytwą. W następnych programach rywalizowali także różni rzemieślnicy – kowale, kominiarze, garncarze i obowiązkowo, chóry. Straż pożarna rozwijała węże na czas i precyzyjnie celowała w coś strumieniem wody. Ładowano także do ciężarówek olbrzymie byki. Gdy rywalizowali muzycy amatorzy, to mogli być ocenieni ze studia przez zawodowych recenzentów, jak na przykład Jerzego Waldorfa.

W latach siedemdziesiątych musiało na prowincji powiać wielkim światem i pomiędzy oberki i kujawiaki wkroczyły modelki „Telimeny”. Wszystko nabiera rozmachu, a i nagrody dla zwycięskich i pokonanych miast stają się cenniejsze. Zwiększyła się ilość prowadzących – właściwie prawie wszyscy znani wtedy z ekranu się udzielali. I jak to za Gierka, małe zaczęło udawać większe, a potędze gospodarczej bardziej pasowały slalomy traktorów, niż wyścigi w workach. Wcześniej, w przaśnych czasach Gomułki, w takim worku mogli się znaleźć nawet miejscowi notable, co poprzez tymczasowe, chwilowe, karnawałowe z ducha, odwracanie hierarchii zacieśniało więzi rządzonych z rządzącymi.

Czasy turniejów bardziej reżyserowanych i z rozmachem tak wspomina Stefan Truszczyński na portalu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich:

„Raz tylko moim zdaniem Pan «Gienio» się nie popisał. Było to w czasie konkursu między Mławą a Lidzbarkiem. Byłem odpowiedzialny za Mławę i miasteczko tuż przed zakończeniem programu prowadziło punktowo, ale redaktor Pach uznał, iż trzeba dopieścić tak zwane Ziemie Odzyskane, czyli Warmię (...) Szef podał w ostatniej minucie wynik, Lidzbark wygrał z Mławą, a ja zostałem sam osłupiały na podeście z mikrofonem w ręku wśród dwudziestotysięcznej rzeszy mieszkańców Mławy. Zamarli z zaskoczenia, a potem rozpoczął się straszny wrzask i protest.”

W tamtych czasach, nie tylko widzowie, ale i dziennikarze telewizyjni musieli doświadczyć jak telewizja jeździ slalomem pomiędzy „prawdą czasu”, a „prawdą ekranu” i się w różnym stopniu przyłączyć albo odejść.

Turniej Miast (Bank Miast) oglądali wszyscy, choć wtedy wszystko oglądali wszyscy, bo telewizja państwowa nie miała konkurencji i dzisiaj żaden dziennikarz, czy prezenter nie ma takiej władzy nad zbiorową wyobraźnia, jak ówcześni z placu Wareckiego, później Powstańców i z ulicy Woronicza.
Kultowi spikerzy dawnej TVP Edyta Wojtczak i Eugeniusz Pach już na emeryturze, w 2001 roku. Fot. Studio69 / Studio69 / Forum
Eugeniusz Pach zajmował poczesne miejsce wśród władców zbiorowych emocji, co – oprócz dowartościowania lokalnych społeczności – wykazał w relacji z bicia rekordu szybkości przez polskiego fiata 125p w 1973 roku. Tu już dowartościował nas wszystkich. Pomysł imprezy był autorstwa jego i jego przyjaciela, Sobiesława Zasady. Fiat, wprawdzie licencyjny, ale produkt z podwarszawskiego Żerania miał pobić rekord na dystansie 25 tysięcy kilometrów, 25 tysięcy mil i 50 tysięcy kilometrów, i pobił.

Polak potrafi, jak głosiła propaganda sukcesu. Wprawdzie ostatnio taki rekord pobił samochód marki Simca Aronde dwadzieścia lat wcześniej i nie bardzo było wiadomo, czy częste są próby bicia takich rekordów na Zachodzie i jaki to może mieć wpływ na sprzedaż żerańskiego pojazdu, ale były sportowe emocje i zwycięstwo. W PRL po samochody były wieloletnie kolejki, talony i wszelka reglamentacja i każda wyprodukowana ilość sprzedała by się natychmiast, bez żadnych rekordów. Może chodziło o zdobycie rynku Kuby albo Bułgarii.

Na poniemieckiej autostradzie pod Wrocławiem w polu widzenia kamery widać z daleka mały punkt, zbliża się, to samochód, przejeżdża, widzimy go bokiem, oddala się stając się z powrotem małym punktem. I tak przez ładne kilka dni. Nudno. Do atrakcji należą wymiany kierowców co cztery godziny. Oczywiście, telewizja pokazuje tylko wejścia o różnych porach, ma przecież inne audycje do wyemitowania, ale jednak nudno. Ci, co pamiętają, mówią, że oglądało się to z przejęciem dzięki komentarzowi Eugeniusza Pacha.

Wprowadzenie stanu wojennego, 13 grudnia 1981 roku, zastało Eugeniusza Pacha na stanowisku zastępcy redaktora naczelnego Studia 2. To też oglądali wszyscy, ale akurat z przyjemnością, do czego redaktor na pewno się przyczynił. Pach nie poddał się weryfikacji, nie wpuszczony do pracy przez wojsko, jak początkowo każdy, o nic się nie starał, odszedł po 26 latach pracy. Emerytury doczekał pracując w przedsiębiorstwach przyjaciela zza kółka, Sobiesława Zasady. Zmarł w 2016 roku w wieku 86 lat.

Wspominający Pacha podkreślają, że miał znakomitą dykcję, ale to była banalna norma w czasach, gdy zaczynał pracę.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Współtwórcy Studia 2, popularnego programu Telewizji Polskiej emitowanego w latach 1974-83. W środku Eugeniusz Pach, z lewej Edward Mikołajczyk, z prawej Mariusz Walter. Zdjęcie z 1975 roku. Fot. TVP/M. Stankiewicz
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Prawdziwe okoliczności pierwszego rozbioru Polski
Spożyjemy hostię: Polskę – pisał król Prus. Manifest zaborców zaczynał się: „W imię Trójcy Przenajświętszej!”
Historia Najnowsze wydanie
Radio dla Warszawy
Stołeczna rozgłośnia była spóźniona o ponad 10 lat w stosunku do innych stacji regionalnych otwartych w Polsce.
Historia Najnowsze wydanie
Żydówka, święta Kościoła katolickiego, patronka Europy
Prosiła, by dołączyć do swej siostry w bydlęcym wagonie. Zginęła w Auschwitz.
Historia Poprzednie wydanie
Polska oaza nauk w carskiej Rosji. Liceum Krzemienieckie
Tylko się uczyć: w ogrodzie 12 tysięcy gatunków roślin, podręczniki z Londynu, instrumenta fizykalne z Paryża – wszystko opłacone zbożem Wołynia.
Historia Poprzednie wydanie
W obozie nie było dobrego człowieka
Podobno ktoś rozpoznał ją na sali sądowej podczas procesu jednego ze zbrodniarzy wojennych. Przyszła się mu przysłuchiwać.