Cywilizacja

Patrz uważnie: teraz zabije byka. Zobaczysz, czy ci się spodoba

Po serii kroków, w której byk powinien tańczyć tak jak matador mu zagra, ten wyciąga szpadę. Widzowie doceniają tych, którzy jednym celnym pchnięciem zadają zwierzęciu śmierć.

Wagonik metra madryckiej linii numer 5 toczy się jednostajnie. Jest upalne majowe popołudnie 2022 roku. Pasażerowie w większości wpatrzeni w ekrany smartfonów, z obojętnością przysłuchują się płynącym z megafonu komunikatom zapowiadającym następną stację i przypominającym o konieczności założenia maseczki. Tuż przed przystankiem Las Ventas przy drzwiach robi się tłoczno. Z siedzeń wstają kolejne osoby. Jedne z lornetkami w dłoniach, inne z niewielkimi poduszkami – pasiastymi, w hiszpańskich barwach albo burymi, obszytymi czerwono-żółtą tasiemką. Pozwolą umościć się wygodnie na kamiennych stopniach madryckiej areny walk byków, czyli właśnie Las Ventas.

Wychodząc z tunelu metra, wpadam na gwarny plac. Wokół monumentalnej madryckiej areny w stylu neomudéjar – największej w Hiszpanii (mieści 23 tys. 798 widzów) i trzeciej na świecie po tej w stolicy Meksyku i w wenezuelskiej Walencji – zbierają się grupki aficionados , czyli miłośników, fanów tauromachii – sztuki korridy. Krążą wokół areny, obsiadają pomniki słynnych torreadorów, dyskutując, zaglądają na rozstawione stoiska z napojami, prażonymi migdałami. W tłumie krążą koniki. – Wejściówki na dzisiaj, wejściówki. W cieniu i na słońcu – recytują, zaczepiając przechodniów.         ODWIEDŹ I POLUB NAS       W maju w Madrycie hucznie obchodzi się święto patrona miasta św. Izydora Oracza. Z tej okazji na stołecznej arenie Las Ventas codziennie przez niemal miesiąc odbywają się walki byków. W 29 zaplanowanych wydarzeniach będzie walczyć, i zginie, blisko 180 zwierząt. Ostatnie podczas tegorocznych obchodów ku czci Izydora zmierzą się z torreadorami w niedzielę 5 czerwca 2022.

– Dzisiaj na afiszu są bardzo znane nazwiska, więc bilety się dawno wyprzedały. Na jutro też już nic nie ma, ale na weekend powinnaś jeszcze dostać wejściówki – radzi starszy pan, który wraz z żoną usadowił się na jednej z ławeczek ustawionych przy arenie. Dziwi go pytanie o to, jak często oglądają walki byków. – Teraz codziennie, mamy karnet – odpowiada. Kiedy wybija 18.00 i arena otwiera drzwi dla widzów, para rusza do swojego sektora.

Jeszcze przez godzinę z tarasów areny Las Ventas, wychodzących na otaczający ją plac, dobiega gwar. Punktualnie o 19.00 hałas przenosi się do środka monumentalnej budowli. Na zewnątrz słychać już tylko warkot samochodów pędzących wielopasmową ulicą Alcalá.

Z babci na wnuka

– Jeśli chcesz wiedzieć, czym jest korrida, to lepiej zobacz ją teraz. Przyjdzie dzień kiedy jej zakażą – mówią Hiszpanie. Zarówno ci, którzy oglądają zmagania torreadorów z bykami, jak i tacy, którzy od nich stronią.

Prognozy te są bardziej niż prawdopodobne, bo od lat ruchy przeciwników tauromachii rosną w siłę. I to nie tylko w Hiszpanii, ale i w innych krajach, w których organizuje się walki byków.

W stolicy Meksyku w ubiegłym tygodniu sędzia wydał tymczasowy zakaz organizowania korridy na największej arenie świata mieszczącej ponad 40 tys. widzów. To efekt pozwu organizacji Justicia Justa. Organizatorzy musieli odwołać zaplanowane wydarzenia aż do czasu ostatecznego rozstrzygnięcia sprawy.

W Hiszpanii liczne organizacje obrońców zwierząt nie ustają w walce o zakaz organizacji korrid. Sondaże pokazują na przewagę zwolenników zakazu. Popiera go nieco ponad połowa badanych. Z danych hiszpańskiego Ministerstwa Kultury i Sportu wynika jednak, że choć w latach 2018-19 tylko 8 proc. Hiszpanów wzięło udział w imprezie z walkami byków, to zainteresowanie tauromachią wciąż deklaruje 25 proc. społeczeństwa, czyli około 11 mln osób.
Przed areną, na której odbędzie się spektakl, zbierają się fani obsiadają pomniki słynnych torreadorów. Fot. Agnieszka Niewińska
– Siebie nie nazwałbym aficionado – wyjaśnia mi Elías Casado Manso, mój przewodnik po świecie tauromachii. – Na walki byków wybieram się kilka razy do roku, kiedy w Madrycie jest feria i występuje torreador, którego lubię oglądać albo podczas święta San Miguel w moim rodzinnym miasteczku Guadarrama. Są jednak tacy, którzy wykupują sezonowe karnety na walki, śledzą wyniki, najnowsze doniesienia, mają swoich faworytów i niemal fanatycznie im kibicują. To są prawdziwi aficionados – opowiada Elías, kiedy czekamy na poniedziałkową novilladę z pikadorami.

Novillada to jedno z czterech rodzajów wydarzeń. Do walki z 3-4 letnimi bykami ważącymi maksymalnie 540 kg stają młodzi torreadorzy, a w jednej z tercji towarzyszy im para pikadorów na koniach, którzy poskramiają byka ostrą lancą. Inne rodzaje walk z bykami to novillada bez pikadorów (2-3 letnie byki), rejonada, gdy torreador walczy, jadąc konno oraz najbardziej popularna korrida. Biorący w niej udział torreadorzy są bardziej doświadczeni, etap novillad mają za sobą i na arenie konfrontują się z 4-6 letnimi zwierzętami ważącymi co najmniej 460 kg.

Elías tłumaczy, że gdy zasiada na arenie jako widz, nie obawia się ani o byka, któremu człowiek zadaje ciosy, ani o torreadora igrającego z życiem. – To jest coś, co znam od dzieciństwa, coś, z czym dorastałem – mówi. I wyszukuje w telefonie czarno-białe zdjęcie sprzed kilku dekad – starsza pani w chustce zawiązanej pod brodą i z gromadką dzieci. – To moja babcia, która zabrała mnie, moje siostry, brata i kuzyna na walki byków w naszym mieście. Ten najmniejszy to ja – wskazuje Elías. Wygląda najwyżej na 3 lata. Dzieci są odświętnie ubrane. Białe bluzki, kraciaste spódniczki lub spodnie. – Dzisiaj Guadarrama liczy 17 tys. mieszkańców, ale dekady temu, kiedy było nas 4-5 tys., a w mieście organizowano walki z bykami, wszyscy się na nie wybierali. Spotykały się rodziny i sąsiedzi, zabierane były dzieci – wspomina Elías.

Selfie z mszą. Pielgrzymowanie zamieniło się w turystykę

Oznaczony pielgrzymimi muszlami automat oferuje nie tylko plastry, ładowarki czy baterie, ale i środki antykoncepcyjne oraz całą gamę gadżetów erotycznych z dmuchaną lalką włącznie.

zobacz więcej
Kiedy przemierzamy ulice oddalonej o niespełna 50 km od Madrytu Guadarramy, Elías pokazuje metalowe elementy zainstalowane w asfalcie. To specjalne zaczepy, które ułatwiają montaż barierek ochronnych, kiedy w miasteczku organizuje się gonitwy z bykami. Takie jak te, z których słynie Pampeluna. W Guadarramie nie jest trudno trafić na młodzieńców biorących udział w gonitwach albo w konkursach recortes , podczas których naprzeciw byka stają z gołymi rękami, próbując przede wszystkim uniknąć spotkania z jego rogami.

– Co sprawia, że bywam na walkach byków? Atmosfera. Sama zobaczysz. W Madrycie jest wyjątkowa. Kiedy na arenie naprzeciw byka staje matador, orkiestra przestaje grać, na widowni zapada cisza.

Powitanie matadora

Zanim dla widzów otworzą się drzwi Las Ventas tłoczno robi się w barach znajdujących się w uliczkach przylegających do areny. Lokal Los Timbales popularny wśród widzów korridy ozdobiony jest kafelkami z malunkami byków i poskramiających ich matadorów, pamiątkami po Manuelu Rodríguezie „Manolete” – torreadorze wszechczasów, który zginął w 1947 r. w efekcie ran odniesionych na arenie w Linares. Tuż przed korridami trudno znaleźć wolny stolik, a nawet miejsce stojące przy barze.

Tłum gęstnieje także przed drzwiami areny przeznaczonymi dla torreadorów i ich zespołów (cuadrillas ). Zwykle podczas jednej korridy występuje po kolei trzech matadorów, czyli tych, którzy szpadą pozbawiają byka życia. Każdemu towarzyszy dwóch pikadorów i trójka banderilleros wbijających bykowi w okolice łopatek pary banderillos. To ozdobione kije zakończone ostrymi harpunami.

Ci, którzy będą mierzyć się z rogatymi zwierzętami zwykle podjeżdżają pod arenę busami z przyciemnianymi szybami. W galowych strojach przeciskają się przez tłum żądny zdjęć i autografów. – Powodzenia maestro! – słychać okrzyki. Tak tytułuje się matadorów. Łatwo ich rozpoznać. Wśród zespołu, który razem z nim wyjdzie na arenę wyróżniają się strojem ze złotymi, pobłyskującymi elementami. Im bardziej znani matadorzy są na afiszu, tym większy tłum czeka na nich przed areną.
Andrés Roca Rey idol nie tylko nastolatków. Fot. Agnieszka Niewińska
W dniu, kiedy bilety zostały wyprzedane do ostatniego miejsca, w Las Ventas ma się pojawić młody Peruwiańczyk Andrés Roca Rey słynący z podejmowania ryzyka, bliskich konfrontacji ze zwierzęciem i efektownych uników z muletą. Tłum napiera na busa Roki Reya, ledwo daje mu go opuścić. Każdy chce mieć z nim zdjęcie. Nastolatek przyszedł z miniaturową kapotą matadora ze sklepu pamiątkarskiego. Przeciska się w tłumie, by jego idol złożył na niej swój autograf. Ledwo, w asyście policji, Roca Rey przekracza próg areny, w tłumie już słychać okrzyki. – Jedzie Manzanares!

Za pochodzącym z Alicante José Marim Manzanaresem stoi legenda ojca – torreadora znanego również jako José Mari Manzanares. Manzanares syn od lat odnosi sukcesy na arenach Hiszpanii i poza nią.

Ultrasi z sektora 7

Przed godz. 19 widzowie, którzy krążą po placu albo czekają na cuadrillas , ciągną do wejścia na arenę. Starsi panowie w kraciastych koszulach, kapeluszach, kaszkiecikach. Młodzieńcy w spodniach rurkach, mokasynach i luźnych pastelowych koszulach. Nie brakuje pań. Jedne ubrane na sportowo, inne szykownie w długich sukniach, kapeluszach, butach na obcasie, z wachlarzami w dłoniach.

Arena podzielona jest na sektory zacienione i nasłonecznione. Las Ventas zainaugurowana w latach 30. XX wieku została pomyślana tak, by dzięki dużej liczbie miejsc na widowni można było obniżyć ceny wejściówek. Choć dziś najdroższe bilety (miejsca w cieniu i najbliżej areny) oscylują wokół 200 euro, to najtańsze można dostać już za nieco ponad 8 euro.

Celebryci, ludzie ze świecznika, z najgrubszymi portfelami zwykli zajmować najlepsze miejsca w sektorze 9 i 10. W sektorze 7 zasiada za to najbardziej krytyczna widownia, która potrafi pokrzykiwać, gwizdać na torreadora, pikadorów, całe cuadrillas , rzucać niewybredne komentarze, które odbijają się echem na arenie. „Ultrasi z sektora 7” – nazwał ich dziennik internetowy „El Español”. Najbardziej znana postać z siódemki to Faustino Herranz, znany jako „El Rosco”. Od blisko pięciu dekad wykupuje abonament w 7 sektorze – rząd 12 miejsce 38. A za sąsiadkę ma m.in. profesor historii Yolandę Fernández, która od 1988 r. opłaca miejsce w siódmym sektorze.

Kościół Agnieszki Holland i zszargane tabu

Ekologizm to już nie tylko ideologia, lecz i quasi-religia. Przejaw takiego stanu rzeczy możemy znaleźć w twórczości reżyser „Pokotu”.

zobacz więcej
– Poduszka, poduszka na kamień! – zawodzą pracownicy areny, którzy wypożyczenie poduszek oferują widzom. Ci pędzą na swoje miejsca, łapiąc w biegu książeczki z programem wieczoru – krótkimi życiorysami toreadorów, nazwiskami towarzyszących im osób, imionami byków, z którymi się zmierzą. W sąsiadujących rzędach panowie odpalają cygara. Ojciec, który na walkę byków przyszedł z kilkulatkiem, co wcale nie jest rzadkością, próbuje wygodnie usadzić go na kamiennych stopniach.

Punktualnie o 19.00 przewodniczący wydarzeniu (presidente) daje znak do rozpoczęcia widowiska. Bohaterowie wieczoru razem wychodzą na arenę.

Każdy z trzech matadorów musi zmierzyć się z dwoma bykami. Kiedy rogata bestia wybiega na arenę, członkowie cuadrilla przywołują byka za pomocą ciężkiej różowo-żółtej kapoty (capote). W tym czasie matador obserwuje, jak zachowuje się zwierzę.

Widowisko dzieli się na tercje. W pierwszej byka drażnią pikadorzy na koniu. Druga to tercja banderillas, gdzie banderilleros wbijają w grzbiet byka ozdobione kolorową bibułą harpuny. Kiedy rozpościerają ręce z banderillas wyglądają jak ptaki zbierające się do odlotu. Tym przykuwają uwagę byka, który na nich naciera. Banderillero robi unik, a jednocześnie wbija harpuny w byczy kark. Jeśli zrobi to z gracją i bezbłędnie, umieści oba harpuny, może liczyć na aplauz zgromadzonych. Trzecia tercja to popis matadora. Teatralnym gestem zdejmuje nakrycie głowy, rzucając je na piasek. Do byka podchodzi z czerwoną muletą. – Bardziej ceni się, kiedy matador muletę trzyma w lewej ręce, bo uchodzi to za trudniejsze. Byk, podążając za matadorem, nie powinien dotknąć mulety – wyjaśnia na gorąco Elías.

Po serii kroków, w której byk powinien tańczyć tak jak matador mu zagra, ten wyciąga szpadę. Widzowie doceniają tych, którzy jednym celnym pchnięciem potrafią zakończyć walkę.

Publika poniedziałkowej novillady reaguje żywo. Nie brakuje momentów grozy. 22-letni matador z Murcji zostaje poturbowany przez byka. Ale się podnosi. – Patrz uważanie, teraz zabije byka. Zobaczysz, czy ci się spodoba – zachęca kilkuletniego syna siedzący przede mną ojciec.

Matador celnie wymierza szpadą cios. Byk pada na piasek. Publika wiwatuje, na arenie powiewają białe chusteczki. To znak dla przewodniczącego, że widzowie domagają się nagrody dla matadora, a tą podczas walk byków są nią uszy zwierzęcia – jedno lub dwoje. Ogon to rzadka nagroda, osiągalna dla najlepszych. Za dwoje uszu fani matadora mogą go wynieść na rękach przez drzwi areny.
Dziś presidente jest niewzruszony, zaprzęg mułów zabiera martwego zwierza, po którego mięso zgłoszą się restauratorzy. Publika gwiżdże, buczy, krzyczy do przewodniczącego, by się wynosił z areny. – Zapomniał, że to novillada? Jak mógł nie dać chłopakowi ucha? – denerwuje się ojciec kilkulatka. I zachęca syna, by też głośno wygrażał przewodniczącemu korridzie.

Matador zachęcany przez tłum robi rundę honorową. Maszeruje wokół areny, przyjmując rzucane w jego stronę kwiaty, odrzucając czapki i kapelusze. – Niekiedy zdarza się, że publiczność zamiast kwiatów podaruje koguta – objaśnia Elías.

Kiedy na arenę wychodzi kolejny matador, emocje wciąż buzują. W końcu publika się ucisza. Wtedy odzywa się ktoś z sektora 7. – Presidente jest głupi! – niesie się po arenie, a widzowie na nowo gwiżdżą i buczą.

Presidente w końcu rehabilituje się w oczach publiczności. Pochodzącemu z Toledo Álvaro Alarcónowi podczas walki z pierwszym bykiem, przyznaje jedno ucho. Gdy Alarcón zabija drugie zwierzę, przy aplauzie publiczności presidente wywiesza jedną białą chustkę oznaczającą przyznanie jednego ucha. Widzowie na tym nie poprzestają. – Na-stęp-ne, na-stęp-ne! – krzyczą. I dopinają swego. Matador dostaję parę odciętych uszu. Tłum szaleje, a na piasek wychodzą kolejne osoby chętne, by wynieść Alarcóna na rękach.

Podczas novillady przed matadorem na madryckim placu Las Ventas nieczęsto otwierają się wielkie drzwi.

Fetowanie torreadorów trwa także po zakończeniu zmagań na arenie. Piętnasty wieczór ferii San Isidro na Las Ventas to triumf 25-letniego Meksykańczyka Leo Valdeza, który zdobył jedno ucho. Po zakończonej corridzie czeka na niego rzesza fanów. – Niech żyje Leo, niech żyje Meksyk – skanduje grupka młodych kobiet.

Miejmy ludzki stosunek do zwierząt. Nie traktujmy psa jak człowieka

Według animalistów, człowiek przyszłości winien stworzyć ze zwierzętami swoistą wspólnotę obywatelską.

zobacz więcej
Manuel Escribano, 38-latek z andaluzyjskiej Gereny ledwo może przecisnąć się do czekającego na niego busa. Tego wieczora porwał publiczność, czekając na byka na kolanach z kapotą w rękach i efektownie wbijając banderillas. Widzowie żądali dla niego ucha, ale presidente nie spełnił ich oczekiwań, za co odpłacili mu gwizdami i buczeniem. Escribano miał swoją rundę honorową i gorące przywitanie poza areną.

Strach przed porażką, strach przed bykiem

Wielu torreadorów ma status celebrytów. Piszą o nich plotkarskie media, śledzą ich paparazzi pracujący dla kolorowych magazynów. Młode pokolenie pogromców byków chętnie udziela się w mediach społecznościowych. Roca Rey jest aktywny na Instagramie. Zamieszcza tam nie tylko kolejne zdjęcia ze starć na arenie czy wizyt u specjalizującego się w kostiumach torreadorów krawca. Publikuje wystylizowane zdjęcia z rodzinnych spotkań, podróży, plażowania. W wywiadach dość nieśmiało odpowiada ciekawskim dziennikarzom na pytania o zarobki czy sprawy sercowe.

W rozmowie dla radiostacji Onda Cero przyznał, że w pamięci został mu niejeden byk, z którym się konfrontował. – Strach torreadora to silne uczucie. Odczuwasz strach przed porażką i strach przed bykiem. Bo byk może cię nie tylko zranić. Byk zabija – mówił Roca Rey.

I niejednego już zabił. W 2017 r. na arenie we Francji zginął 37-letni Iván Fandiño. Potknął się o kapotę. Efekt był tragiczny. Byk przebił mu płuco i żołądek. Medycy z areny zdecydowali o natychmiastowym przewiezieniu rannego do szpitala. Ale gdy tam dotarł, lekarze mogli już tylko wystawić akt zgonu. W 2016 r. na arenie w Teruel zginął Víctor Barrio. Miał 29 lat. W starciu z bykiem doznał perforacji klatki piersiowej. W 2011 r. cudem z życiem uszedł Juan José Padilla. Byk rogiem ugodził go w czaszkę. Padilla stracił oko. Na arenę wrócił pięć miesięcy później – z czarną przepaską, przez co nazywany jest Piratem.

Choć dziś areny byków mają wyposażone sale operacyjne (Las Ventas ma aż dwie) i dyżurnych chirurgów, to i tak starcie z bykiem jest śmiertelnie niebezpieczną grą.

Spektakl coraz bardziej zakazany

Tradycję walk z bykami jedni wywodzą z czasów rzymskich, inni datują jej początki nawet na epokę brązu. We współczesnej Hiszpanii jest ponad tysiąc hodowli walecznych byków (toro bravo). Na ich potrzeby przeznacza się tereny o powierzchni pół miliona hektarów. Wyhodowanie pięcioletniego toro bravo, to dla hodowcy koszt 4,5-5 tys. euro.
Elías Casado Manso, nie uważa się za aficionado, Fot. Agnieszka Niewińska
Czy XXI wiek będzie ostatnim, w którym torreadorzy stają do walki ze zwierzętami? – Tak podejrzewam – mówi Elías. – Być może zakazane zostanie „tylko" zabijanie byków na arenie, ale to i tak oznaczałoby koniec dla tauromachii. Taka korrida przestanie być atrakcyjna, bo każdy będzie mógł to robić – ocenia.

Już istnieją korridy bez zabijania zwierząt, ale one nie są cenione przez zagorzałych fanów tauromachii. We Francji np. organizowana jest korrida kamargijska – bykowi przyczepia się wstążki, kwiatki, a śmiałkowie w określonym czasie muszą je zerwać. W hiszpańskich miasteczkach organizowane są tzw. recortes: uczestnicy, nawet ci z ulicy, mogą wejść na arenę by skonfrontować się z bykiem. Chodzi o to, by zwierzę ich nie ubodło. Cenione są szczególnie widowiskowe uniki. Do uczestnictwa w recortes ochotnicy nie potrzebują żadnego szkolenia, nie trzeba wiedzieć gdzie, jak ani kiedy wbić szpadę. To zabawa dla wszystkich. A profesjonalny torreador uczy się sztuki zabijania byka i ma z tego zrobić artystyczny spektakl.

W Madrycie tuż przed rozpoczęciem tegorocznej fiesty na cześć św. Izydora, przed pałacem Ciebeles protestowało kilkudziesięciu aktywistów organizacji AnimaNaturalis oraz międzynarodowej koalicji antytaurinistycznej CAS, domagając się zakazu organizowania corrid. Protestujący zwracali uwagę, że to, co fani korridy uznają za rozrywkę, jest maltretowaniem zwierząt, niepotrzebnym sprawianiem im cierpienia. – Madryt jest synonimem różnorodności i to celebrujemy podczas świąt. Korrida to fenomen niszczący społeczeństwo i w większości budzi obrzydzenie – komentował Jaime Posada, koordynator AnimaNaturalis w Madrycie. Protestujący domagali się natychmiastowego zaprzestania subwencjonowania walk byków i niewpuszczania na te widowiska dzieci.
Zakaz walk byków obowiązuje od 1991 r. na Wyspach Kanaryjskich, ale tam nigdy nie było silnej tradycji organizowania tych starć. W Katalonii zakaz przegłosowano w 2010 r. I choć został cofnięty w 2016 r. przez Trybunał Konstytucyjny, to walk byków i tak się już nie organizuje. Na Balearach czy w Galicji mimo braku formalnego zakazu korrid też właściwie już nie ma. W asturyjskim Gijón socjalistyczna burmistrz Ana González nie przedłużyła ubiegłym roku licencji na organizowanie walk byków na arenie El Bibio. – To nie jest zakaz, ja niczego nie zabraniam. Mówię tylko, że będziemy wykorzystywać arenę do innych celów – stwierdziła González.

Międzynarodowa koalicja antytaurinistyczna CAS przekonuje kolejne hiszpańskie gminy do tego, by zadeklarowały się jako przeciwne walkom byków i nie organizowały tego typu spektakli. Na liście CAS jest już grubo ponad 100 takich samorządów.

O zakazie rozmawiam z Andreą. W jej żyłach płynie hiszpańska krew, ale wychowała się w Argentynie. Do kraju matki wróciła blisko 20 lat temu. – Byłam na korridzie na zaproszenie znajomych, kiedy dostałam w prezencie wejściówki. Cóż, rozumiem, że to się może podobać – ta atmosfera, tradycja z tym związana. Nie mam złudzeń, zwierzę cierpi zupełnie bez sensu. Ale patrzę na to też z drugiej strony. Czy byki hodowane na wolnym powietrzu nie mają lepszego życia niż te z masowych hodowli? Czy krowy mleczne zamknięte przez całe życie w oborze nie cierpią bardziej? My, ludzie, jesteśmy po prostu hipokrytami.

Agnieszka Niewińska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Torreador Manuel Escribano z trofeum - uszami byka - po wygranej walce na arenie w Sewilli, w październiku 2021 roku. Fot. Eduardo Briones/Europa Press via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Między Chrystusem a Antychrystem
Europa rozwinęła kulturę, która wyklucza Boga. Czy moralność zanika, a Zachód się kończy?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Putin wojnę zaczął. Kto ją skończy?
Kremlowskie frakcje toczą cichą walkę o przejęcie władzy po śmierci prezydenta.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Zając też człowiek
Czasem zawodnik nie chce dobiec do mety. Rzecz niby absurdalna, lecz w realu logiczna.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Kopenhaskie morderstwa. Kto zabił Stinę i Anette?
Ktoś musi wiedzieć….
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Odkrycie XX wieku, które jest obciachem. Kiedy plastik zniknie?
Powoduje częstsze choroby Hashimoto, nowotwory, niepłodność, otyłość i m.in. cukrzycę typu II.