Felietony

Putin i polscy liberałowie lansują to samo kłamstwo

Choć większość społeczeństwa rosyjskiego nie kupuje zachodnich nowinek obyczajowych, to zarazem z rezerwą odnosi się do wymagań moralnych stawianych przez prawosławie.

Jeśli nie jesteście z nami, to trzymacie z Władimirem Putinem – mniej więcej taki niezwerbalizowany komunikat krąży od długiego czasu w dyskusjach, które toczą się w Polsce. Szczególnie jest on używany jako oręż od 24 lutego 2022 roku.

Wojna Rosji przeciw Ukrainie zaczęła być wykorzystywana nad Wisłą jako koronny argument w debatach na temat polskich spraw. Przeciw komu? Przeciw prawicy. Jej antagoniści z lewicowych i liberalnych „baniek” wysuwają wobec niej dwa zasadnicze oskarżenia: że przeciwstawia ona narodową suwerenność lojalności wobec Unii Europejskiej, i że forsuje kulturowy konserwatyzm. Z tego wnioskują, że prawicy polskiej po drodze jest z Kremlem. Dlaczego? A choćby dlatego, że to z Moskwy dobywają się krytyczne wobec zachodnich progresistów głosy, że Rosja idzie swoją ścieżką i nie będzie uprawiać polityki pod dyktando Zachodu.

Oczywiście takie oskarżenia wobec prawicy nie wynikają z rozpoznania rzeczywistości. Chodzi tu przede wszystkim o dyskredytację środowisk, pod adresem których są kierowane. Tymczasem diabeł tkwi w szczegółach. Są przecież takie pola, na których Rosja może się jawić lewicy i liberałom jako państwo wzorowo spełniające ich oczekiwania. Chodzi na przykład o łatwy dostęp do aborcji i rozwodów.

Niemniej warto się zastanowić nad tym, jaki charakter i jakie podłoże ma wrogość, która obecnie dzieli Polskę i Rosję.

Kiedy jakieś państwo dokonuje brutalnej napaści na inne, sytuacja wydaje się zero-jedynkowa. Ludzie z cywilizacyjnego kręgu, w którym szanuje się prawo narodów do bezpiecznego i dostatniego bytowania, będą kibicować nie agresorowi, lecz ofierze.

Wśród tych osób szczególną, bo opiniotwórczą, kategorię stanowią uczestnicy życia publicznego, szermujący ideami i wartościami. Występują oni w roli moralistów. Delektują się poczuciem, że stoją po stronie dobra. Konflikty polityczne sprowadzają do rangi sporów, w których rozstrzygane powinny być kwestie aksjologiczne. Dotyczy to również spraw międzynarodowych.

I tak właśnie jest dziś. Rosja, tak jak w epoce zimnej wojny Związek Sowiecki, okazuje się imperium zła. Nie można stać po stronie dobra i jednocześnie życzyć Kremlowi politycznego sukcesu. Putin to przecież dyktator porównywany do Adolfa Hitlera. Stał się ikoną zła, jak przywódcy państw totalitarnych.

Nic zatem dziwnego, że opinia publiczna Zachodu, wbrew części zachodnich polityków – tym, którzy się stroją się w szaty pragmatyków – traktuje wojnę Rosji przeciw Ukrainie w kategoriach moralnych. Śledząc doniesienia ze Wschodu trudno intepretować tę konfrontację inaczej. A tak zwani realiści, którzy przyjmują zgoła odmienną perspektywę – w ich oczach wojna Rosji przeciw Ukrainie to gra interesów – narażają się na zarzut cynizmu. Czy bowiem można abstrahować od dobra i zła, gdy najeźdźcy mordują masowo bezbronnych cywilów?

Pozostaje jednak pewna nieoczywistość. Ujawnia się ona między innymi w dyskusjach na temat tego, czy mamy dziś do czynienia ze starciem światopoglądowym – takim, jakim była zimna wojna.

ZSRR dysponował na Zachodzie sojusznikami. Były nimi partie komunistyczne. Ale oferta Związku Sowieckiego skierowana była nie tylko do nich, lecz do szerokiego spektrum lewicy. Twardy antykomunizm pozostawał zaś domeną prawicy. Szczególnie ten stan rzeczy dał o sobie znać w latach 80.

Obnażanie sowieckiego totalitaryzmu biło w lewicę i ZSRR. Przekaz, jaki ludziom Zachodu serwowały takie książki, jak „Archipelag Gułag” Aleksandra Sołżenicyna, mogły ich skłaniać do wniosku, że wszelkie obietnice egalitarnego, pozbawionego napięć, społeczeństwa, są odklejone od rzeczywistości, a próby realizacji mrzonek kończą się obozami koncentracyjnymi. Jeśli zatem Związek Sowiecki uchodził za imperium zła, to Stanom Zjednoczonym przypadła rola imperium dobra.
ZSRR jest państwem socjalistycznym robotników i chłopów – głosił propagandowy sowiecki plakat z roku 1945. Fot. Universal History Archive/Getty Images
Tyle że lewica na Zachodzie różniła się od sowieckich komunistów. Nie potrzebowała totalitarnych metod, żeby przepychać swoje – dużo bardziej umiarkowane względem systemu sowieckiego – rozwiązania. Świadczy o tym model „państwa opiekuńczego” wprowadzany przez socjaldemokratów po ich dojściu do władzy drogą wyborów parlamentarnych w różnych krajach europejskich. Można też wskazać miękkie przejmowanie rozmaitych instytucji, które stało się udziałem weteranów młodzieżowej rebelii roku 1968, dążących do kulturowej reedukacji społeczeństw zachodnich.

Trzeba w ogóle odnotować, że jeśli chodzi o nastawienie do Związku Sowieckiego radykalna część lewicy na Zachodzie nie była jednolita. Weźmy choćby Francję. Tamtejszą partię komunistyczną łączył z sowieckim establishmentem sojusz. Rusofilia była w tym przypadku ewidentna. Ale z kolei goszyści (ludzie tacy, jak Daniel Cohn-Bendit), którzy z pozycji anarchistycznych kontestowali wszelkie struktury społeczne uważane przez nich za autorytarne (jak rodzina), potępiali reżim sowiecki (między innymi za zbrojne interwencje na Węgrzech w roku 1956 i w Czechosłowacji w 1968).

Rzecz w tym, że tożsamość polityczna ZSRR różniła się w sposób istotny od politycznej tożsamości lewicy na Zachodzie, choć oficjalne zaklęcia padające z ust sowieckich dygnitarzy i zachodnich aktywistów bywały podobne. Mimo że komunizm sowiecki odwoływał się do marksizmu i innych progresywnych nurtów myśli zachodniej, to jednak był zjawiskiem rdzennie rosyjskim. Dlatego pod postacią bolszewizmu ewoluował. Wpierw był leninowski plan światowej rewolucji, a z upływem czasu nastał stalinowski projekt „budowy socjalizmu w jednym państwie”, co jednak bynajmniej nie oznaczało rezygnacji z ekspansywności. ODWIEDŹ I POLUB NAS ZSRR stopniowo ograniczał ideologiczny świecki mesjanizm na rzecz polityki wielkomocarstwowej. Okazywał się „czerwonym caratem” (by użyć określenia historyka Jana Kucharzewskiego). Przywódcy Związku Sowieckiego – mimo epizodów układania się z Zachodem – więcej mieli z dążących do podboju świata wodzów wschodnich barbarzyńskich plemion, niż z zapatrzonych w zachodnich intelektualistów kapłanów rozumu. O ile początkowo ideologię komunistyczną traktowali jako doktrynę wskazującą cel, do którego zmierzali, o tyle później stawała się ona dla nich coraz bardziej tylko środkiem legitymizującym ich dyktatorskie rządy i wielkomocarstwowe ambicje.

Zimna wojna nie była więc starciem aksjologicznym i światopoglądowym wedle schematu: reprezentująca dobro prawica (Zachód) kontra reprezentująca zło lewica (ZSRR). Choć w latach 80. dla ówczesnych zachodnich konserwatystów zachwyconych twardym kursem Ronalda Reagana i Margaret Thatcher wobec nie tylko Związku Sowieckiego, ale i rozmaitych zachodnich ruchów lewicowych, taki szablon mógł być w sam raz. Służyłby bowiem zawstydzaniu lewicy na Zachodzie – i to także tych jej segmentów, które były antysowieckie – dorabiając jej en bloc gębę sojusznika Kremla.

Czym więc była zimna wojna? Starciem o charakterze geopolitycznym i podłożu cywilizacyjnym. Przede wszystkim źródłem agresywności ZSRR nie była ideologia komunistyczna (będąca przecież projektem zachodnim), lecz odrębność Rosji od Zachodu czy wręcz jej obcość względem niego.

Cień Aleksandra Newskiego

Czy prezydent Rosji jest wyznawcą ideologii eurazjanizmu?

zobacz więcej
Tę wielowiekową rosyjską osobność już w międzywojniu przenikliwie analizował historyk Feliks Koneczny. Pisał on o przynależności Rosjan do cywilizacji turańskiej. Uważał, że jest ona spadkiem po mongolskim podboju ziem ruskich. Twierdził, że cechuje ją dryl wojskowy, a etyka, prawo i religia w ramach niej nie mają znaczenia.

Znamienne, że to, co z punktu widzenia Konecznego, czyli Polaka i katolika, było wrogie i obce, na gruncie eurazjanizmu – doktryny rosyjskich myślicieli afirmujących odrębność Rosji od Zachodu – jawi się jako przyjazne i swojskie.

W tej chwili sytuacja jest podobna do tej, która była w epoce zimnej wojny. Tyle że role się odwróciły. W Rosji komunizm został zastąpiony osobliwą wersją konserwatyzmu. Tym, czym w okresie Związku Sowieckiego był bolszewizm, tym dziś jest zjawisko określane mianem „raszyzmu”. Patriotycznej retoryce elit politycznych towarzyszy zblatowanie tronu z ołtarzem. Państwo rosyjskie ma na swoim koncie działania podejmowane w ubiegłej dekadzie na przekór zachodnim progresistom. To uderzenie między innymi w organizacje pozarządowe, które są finansowane z zagranicy, a także w ruchy LGBT oraz performerów dopuszczających się bluźnierczych aktów wobec prawosławia (głośny przykład to uwięzienie w kolonii karnej członkiń grupy Pussy Riot za profanację soboru Chrystusa Zbawiciela w Moskwie w 2012 roku).

Tyle że – tak jak w okresie ZSRR – nie mamy do czynienia z doktryną wskazującą cel, lecz wyłącznie ze środkiem legitymizującym działania Kremla. Chodzi o odróżnienie się na użytek propagandowy od Zachodu. Skoro zaś w krajach zachodnich rząd dusz przejęli spadkobiercy goszyzmu, którzy wychwalają między innymi feminizm, genderyzm, ekologizm, to Rosja pozycjonuje się na kontrze jako strażniczka tradycyjnych cnót.

Należy jednak zauważyć, że choć większość społeczeństwa rosyjskiego nie kupuje zachodnich nowinek obyczajowych, to zarazem z rezerwą odnosi się do wymagań moralnych stawianych przez prawosławie (vide: traktowanie aborcji jak zwykłego zabiegu medycznego). I to jest miarodajne dla Putina oraz jego towarzyszy. Jeśli bowiem czymś się oni kierują, to populizmem uzupełnionym autorytaryzmem.

Tymczasem w Polsce lewica oraz liberałowie wciąż odnoszą się do konserwatywnej narracji Kremla serio. I nie ma znaczenia, czy wynika to z tego, że się mylą czy że manipulują. Tak czy inaczej chodzi im o to, żeby zawstydzać prawicę komunikatem: skoro w różnych kwestiach zajmujecie stanowisko konserwatywne, to jesteście jak Putin, a więc macie coś wspólnego ze zbrodniami wojsk rosyjskich na Ukrainie.

Rzecz jasna taki szantaż ma wywołać w polskim życiu publicznym złudzenie, że dziś nie ma innych opcji niż zachodni progresizm i prokremlowski konserwatyzm. Konsekwencją tego jest opinia, że skoro światopogląd konserwatywny w jakimś zakresie został przez politykę Putina skompromitowany, to ludzie prawicy powinni zrewidować swoje przekonania. Pojawia się ona nie tylko w lewicowych i liberalnych mediach. Wygłaszana jest nawet w kręgu publicystów, odwołującego się do dawnego polskiego republikanizmu, thinkzine’u Nowa Konfederacja, co zakrawa na uleganie szantażystom.

Ale właśnie Putinowi oraz jego towarzyszom w to graj. Tyle że lewicy i liberałom w Polsce również. Tym samym obie strony barykady paradoksalnie coś łączy. Tym czymś jest lansowane przez nie kłamstwo, że mamy do czynienia z polaryzacją: konserwatywna Rosja kontra progresywny Zachód.

A jaka jest prawda? Rosja nie stanowi dla Polski zagrożenia o charakterze ideologicznym – między innymi dlatego, że nie stawia sobie za cele podbojów ideologicznych. Zresztą – w odróżnieniu od zachodnich kulturträgerów – nie ma czym Polaków kusić. I jeśli nawet propagandyści Kremla powołują się na „antyfaszyzm” i mówią o „denazyfikacji” Ukrainy – skądinąd nawiązując tym samym do języka zarówno stalinizmu, jak i zachodniej lewicy – to wiadomo, że jest to pusta retoryka, która ma usprawiedliwić zbrodnie wojsk rosyjskich.

Natomiast Rosja stwarza dla Polski oraz innych państw europejskich niebezpieczeństwo jako wroga siła geopolityczna i odrębna od Zachodu czy też obca względem niego cywilizacja.

Skoro zaś tak, to konserwatyzmu i progresizmu – pojęć kluczowych w politycznych i światopoglądowych debatach wewnątrz Zachodu – nie powinno się do tego mieszać.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Feliks Koneczny
Zdjęcie główne: Sobór Wasyla Błogosławionego oraz kremlowska Baszta Spasska przy moskiewskim Placu Czerwonym. Fot. Vlad Karkov/SOPA Images/LightRocket via Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Pan Herbert
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Geny
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
ONZ: mission impossible
Jakie znaczenie miała wizyta sekretarza generalnego Antonia Guterresa w Kijowie?
Felietony Poprzednie wydanie
Nikt nie chce być „ruską onucą”
Czy nazizm był odpowiedzią na komunizm?
Felietony Poprzednie wydanie
Przyjdą silni ludzie...
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.