Cywilizacja

Małpia ospa i małpi rozum

Czy będą nakładane kwarantanny? Czy zaczniemy się ponownie szczepić na ospę prawdziwą, bo w świecie zachodnim wyrosły już niemal dwa pokolenia wrażliwe na ortopoxwirusy? Czy i w jaki sposób trafić z działaniami hamującymi rozprzestrzenianie się ognisk epidemicznych do środowiska MSM, a jednocześnie z małpiej ospy nie zrobić medialnie kolejnej „gejowskiej dżumy”? W Polsce potwierdzono pierwszy przypadek zakażenia wirusem odpowiadającym za tę chorobę.

Przez internet przetacza się kolejny shit-storm, którego by nie było, gdyby na tematy związane z wirusami wypowiadali się wyłącznie specjaliści. W ramach tejże nowej burzy piszą komentarze osoby nie rozpoznające, na jaką ospę były szczepione, ani nie rozumiejące, że ospa wietrzna ma taki związek z ospą prawdziwą, jak krzesło w salonie z krzesłem elektrycznym. Jacyś „spece” od wirusów, czołgów, haubic, a nawet naziemnej kontroli lotów jednocześnie, którzy wyją: „dość straszenia plandemią”, „kolejny świrus”, albo jeszcze ciekawiej – „to dotyczy tylko gejów i dobrze im tak!”. Znów szaleją ignorancja, dezinformacja i sianie paniki.

Rozumnie zatem jest tak: ospa małpia jest w przeciwieństwie do ospy wietrznej, ale podobnie do ospy prawdziwej, wywoływana przez wirusa z grupy orthopoxvirusów. To wirusy z materiałem genetycznym w postaci DNA, duże, mają po ok. 250 genów, a nie kilkanaście, jak np. koronawirus. I to jest dobra wiadomość, gdyż klasyczna szczepionka przeciw ospie prawdziwej stworzona na bazie wirusa ospy krowianki – którą wymyślił pod koniec XVIII wieku Edward Jenner i masowo nią nas szczepiono jeszcze do lat 80. XX wieku – jest w 85 proc. skuteczna przeciw ospie małpiej.
Zdjęcie z 1971 r. pokazuje zmiany skórne spowodowane ospą małpią na ramieniu i nodze dziecka w Bondua, w Liberii. Ta choroba zakaźna wywołuje też u ludzi gorączkę, bóle mięśni i dreszcze. Fot. CDC/Getty Images
Po drugie ospa małpia nie jest żadną nową chorobą, jak nie przymierzając COVID-19. Wirusa zidentyfikowano w Danii w małpach laboratoryjnych sprowadzonych z Afryki w roku 1959. Jednak nazwa jest myląca, gdyż głównymi roznosicielami wirusa są gryzonie. Pierwsze ludzkie przypadki tej choroby odnotowano w dzisiejszej Demokratycznej Republice Konga w 1970 roku. Na Czarnym Lądzie ta choroba jest endemiczna zarówno w Afryce Środkowej, gdzie jest bardziej śmiertelna, jak i Afryce Zachodniej, gdzie występuje łagodniejszy wariant wirusa. Rocznie odnotowuje się tamże ok. 2 tys. przypadków tej choroby (wysokoobjawowych, śmiertelność wynosi wtedy od 1 do 10 procent w zależności od wariantu wirusa, gdy przy ospie prawdziwej – 30 do 85 proc.). A mówimy o niedożywionej i cierpiącej masowo na inne choroby, w tym AIDS, populacji afrykańskiej.

Pierwsza pozaafrykańska epidemia małpiej ospy miała miejsce niemal 20 lat temu, była rozsiana po środkowo-zachodnich Stanach Zjednoczonych i dotyczyła… 47 zakażonych. Pechowo mieli oni bardzo bliski kontakt z osobami, które miały nieszczęście nabyć w pewnym sklepie zoologicznym sympatyczne, acz zakażone wirusem gryzonie – szczury pochodzące bodajże z Gabonu. Nikt nie umarł, epidemia była wywołana przez zachodnioafrykański wariant wirusa.

Z tego względu od 2019 roku istnieje szczepionka opracowana przeciw tej chorobie, zarejestrowana w USA, Unii Europejskiej i Kanadzie. Zapobiega chorobie nawet jeśli zostanie zastosowana do 4 dni po narażeniu osoby na infekcję wirusem; może być również stosowana do ochrony kontaktów podejrzanych lub potwierdzonych przypadków ospy małpiej. Bo jak można się dowiedzieć, gdy człowiek zajrzy na dowolnego „Pudelka”, majętni ludzie lubią sobie zrobić wakacje w Zanzibarze czy innym egzotycznym miejscu pełnym chorób zwanych tropikalnymi. Są również leki przeciw małpiej ospie, pod nazwą tecovirimat i brincidofovir. Nie są jednak powszechnie dostępne.

Przenoszona drogą płciową

Obecna epidemia jednak – i tu przechodzimy do wieści złych, ale nie przerażających, więc nie powinny wzbudzać paniki – szybko się rozprzestrzenia między ludźmi, co normalnie do tej pory nigdy nie miało miejsca, nawet w Afryce. Bo to klasyczna zoonoza, czyli „przeskakuje” ze zwierzęcia na człowieka, ale między ludźmi już niechętnie. A tu niespodziewanie w kilka tygodni mamy liczby przypadków łącznie przewyższające wszystkie pozaafrykańskie razem wzięte od 1970 roku. I choć znamy tzw. index case, czyli wiemy dokładnie, u kogo pierwszego chorobę zdiagnozowano – był to pewien Brytyjczyk, który powrócił z Nigerii 4 maja, a dwa dni później już był chory i zdiagnozowany – ciężko nam w świetle danych przyjąć, że istotnie wyłącznie od niego zaczęła się cała ta epidemia, nawet wyłącznie w Wielkiej Brytanii.

Wirus we Wrocławiu. Przywlókł go chory oficer wracający z Azji

Skala zagrożenia spowodowała, że miasto zostało otoczone kordonem sanitarnym.

zobacz więcej
Ponieważ okres bezobjawowej inkubacji tej choroby może być dość długi (5 do 21 dni od infekcji), a jednocześnie w Wielkiej Brytanii mamy sporo przypadków, których się nie da sprowadzić do kontaktu z tym pierwszym, sytuacja jest dla epidemiologów dość zagadkowa. Po prostu nie da się wykluczyć niezauważonych przez służby medyczne wcześniejszych introdukcji choroby na teren Zjednoczonego Królestwa, zwłaszcza aglomeracji londyńskiej. Co tu jednak dopiero mówić o innych krajach, gdzie wirus już właśnie zawitał…

27 maja mieliśmy ponad 200 potwierdzonych przypadków i kolejne w trakcie diagnostyki. Ta diagnostyka jest zarówno tradycyjna [1], jak i molekularna, polegająca na rt-PCR [2]. Sekwencjonowanie całego wirusowego genomu to jest w tym przypadku dość spory wyczyn i na szybko się go byle gdzie zrobić nie da. Przypadki małpiej ospy poza Wielką Brytanią (tu ustalono dotąd 70) potwierdzono m.in.: 84 w Hiszpanii, 58 w Portugalii, 25 w Kanadzie, 11 w USA oraz po jednym do kilku w Włoszech, Holandii, Niemczech, Francji, Belgii, Danii, Finlandii, Szwecji, Czechach, Austrii, Słowenii, Kanadzie, Australii, Argentynie, Izraelu i Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Jak możemy przeczytać w komentarzach odredakcyjnych czasopism naukowych, typu „Science” czy „Nature”, tak nagłe pojawienie się nieproporcjonalnie licznych przypadków małpiej ospy w 13 krajach na czterech kontynentach z oczywistych względów (i nie związanych z żadną paniką, tylko z normalną codzienną pracą) zwróciło uwagę specjalistów monitorujących zdrowie publiczne i choroby zakaźne w różnych powołanych do tego instytucjach międzynarodowych. Jak WHO, Center for Disease Control czy europejski odpowiednik tej amerykańskiej instytucji.

Nikt też nie kryje, że naukowcy martwią się rozprzestrzenianiem się choroby wśród mężczyzn uprawiających seks z mężczyznami (MSM), którzy, zwłaszcza ze względu na sytuację ogniska epidemicznego w Hiszpanii, stanowią w tym momencie nieproporcjonalnie dużą liczbę przypadków. Wirus małpiej ospy zazwyczaj rozprzestrzenia się poprzez bliski kontakt i drogą kropelkową (ślina), ale wydaje się, że do obecnej epidemii dochodzi również drogą płciową. A to jak dotąd zasugerowano tylko raz w Afryce i wcale nie jest oczywiste, że wirus jest przenoszony wraz z nasieniem.

Rzadkie czy tropikalne choroby zakaźne stwarzają też ten problem, że ich diagnostyka molekularna nie jest szeroko dostępna, a diagnostyka „na oko lekarza” jest bardzo trudna. Choroba jest tak rzadka, że mało który lekarz na Zachodzie kiedykolwiek widział jej przypadek. Zaczyna się jak grypa, przy czym węzły chłonne są powiększone, a zmiany skórne początkowo przypominają te od ospy wietrznej czy kiły. Rzecz sama zaś dotąd nie wymagał specjalnego leczenia – „sama mija” w warunkach naszej medycyny i standardu życia po dwóch-trzech tygodniach od wystąpienia objawów. Aczkolwiek ta śmiertelność dotychczas obserwowana w Afryce oznacza m.in. i to, że choroba może być powikłana, zostawić blizny czy nawet oślepić.
Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) najnowsza epidemia małpiej ospy (ang. monkeypox) rozprzestrzenia się w dużym stopniu drogą płciową, choć wirus nie należy do chorób przenoszonych tą drogą. Wnika do organizmu przez uszkodzoną skórę, drogi oddechowe, oczy, nos i usta. Fot. Illustration by Pavlo Gonchar/SOPA Images/LightRocket via Getty Images
Wybuch epidemii to niepokojący powrót wirusów ospy na dawną pozycję w centrum światowej uwagi. Już zapomnieliśmy o tym zagrożeniu. Nie baliśmy się go od czasu, gdy WHO ogłosiła, że ospa prawdziwa została globalnie zwalczona w 1980 roku. Czy teraz będą nakładane kwarantanny na szerokie kręgi zagrożonych kontaktem z chorym? Czy zaczniemy się ponownie szczepić najstarszą szczepionką świata, bo w świecie zachodnim wyrosły już niemal dwa pokolenia, które ze względu na zawieszenie owej profilaktyki są zasadniczo wrażliwe na wszelkie ortopoxwirusy? Czy i w jaki sposób trafić z działaniami hamującymi rozprzestrzenianie się ognisk epidemicznych do środowiska MSM, a jednocześnie z małpiej ospy nie zrobić medialnie kolejnej „gejowskiej dżumy”?

W niszy po kuzynce

To są wszystko pytania, na które trzeba niebawem odpowiedzieć. Zwłaszcza, że zasoby dostępnych tu i teraz szczepionek nie są wielkie i z pewnością nie byłyby wystarczające, aby zaszczepić natychmiast całą populację, choćby i tą zachodnią dotąd nieszczepioną przeciw ospie prawdziwej. Ale już służby medyczne – zwłaszcza mające kontakt z wirusem – owszem, być może by się dało.

Odpowiedzi na te trudne pytania nie będą jednak pochodzić z internetu od pani Zosi i pana Zdziśka, którzy znają się nad wszystkim, tylko od specjalistów od wirusów ospy. Znów – są tacy na świecie i współpracują ze sobą. Polski Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego - Państwowy Zakład Higieny, zgodnie ze słowami rzecznika resortu zdrowia Wojciecha Andrusiewicza, współpracuje w materii diagnostyki z niemieckim Instytutem Roberta Kocha. Jak twierdzą na łamach czasopism naukowych specjaliści, epidemie tego typu „na ogół same wygasają”, ponieważ wiele zarażonych osób nigdy nie zaraża nikogo innego. Obecna epidemia małpiej ospy jest jednak szeroko geograficznie rozlana, nie da się wykluczyć jej rozprzestrzeniania z kilku niezależnych źródeł (czyli index case np. z Portugalii nie ma nic wspólnego z tym z Wielkiej Brytanii), zaś liczba przypadków w jednostce czasu wydaje się zaskakująco wysoka, jak na warunki nieafrykańskie. Chociaż „naprawdę rzadka i niezwykła”, epidemia ta prawdopodobnie nie stanie się poważnym zagrożeniem dla ogólnej populacji i raczej nie rozwinie się tak, jak na przykład COVID-19.

Stawia jednak kolejne pytania o konieczność utrzymywania szczepienia populacji przeciw ospie prawdziwej mimo eradykacji tej choroby, bo natura jak widać nie znosi próżni. A już z pewnością czas przemyśleć przywrócenie tej szczepionki do kalendarza dla podróżujących do Afryki lub objęcia ich obowiązkowym szczepieniem przeciw małpiej ospie.

Lęk przed „szczypawką”

Paradoks: im szczepionki skuteczniejsze i bezpieczniejsze, tym mniej ludzi chce się szczepić.

zobacz więcej
Gdy liczba przypadków ospy prawdziwej gwałtownie spadła na początku lat 70. XX wieku, kolejne kraje Zachodu zaczęły wycofywać tę szczepionkę z kalendarza, ponieważ jej ryzyko przewyższało potencjalne korzyści. Szczepionka zawierała osłabionego w laboratorium wirusa ospy zwanego krowianką, który replikuje się wewnątrz biorcy i czasami powoduje poważne skutki uboczne, zabijając jedną na milion zaszczepionych osób. Kampania szczepień WHO zakończyła się w 1977 roku, w zeszłym roku zaś wystąpił naturalny przypadek ospy prawdziwej, ale do rozprzestrzenienia choroby nie doszło. Tu na marginesie trzeba wyjaśnić, że wspomniana wyżej szczepionka przeciwko ospie małpiej wykorzystuje niereplikującą się formę krowianki, specjalnie zaprojektowaną, aby wywoływać mniej skutków ubocznych. Jest to jedyna szczepionka wyraźnie zatwierdzona dla małpiej ospy.

Nie da się jednak wykluczyć, że skoro dziś mamy ogromne populacje niezaszczepionych przeciw ospie prawdziwej, to jej znacznie mniej zjadliwy kuzyn „wejdzie w niszę” opuszczoną przez kuzynkę 40 lat temu. To może być naturalna kolej rzeczy. Zatem trzeba obserwować bacznie sytuację i reagować adekwatnie. Po to są służby epidemiologiczne, aby małpią ospą zajmowali się wyłącznie specjaliści, a nie jednostki z tendencjami do prezentowania tzw. małpiego rozumu.

– Magdalena Kawalec-Segond

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Przypisy:

[1] Diagnostyka tradycyjna odbywa się na drodze hodowli wirusa w chorioallantois — unaczynionej błonie biologicznej występującej w jajach kurzych, co niestety długo trwa i mało się nadaje do rutynowego działania. W specjalnych laboratoriach mikroskopii elektronowej chorób zakaźnych można również obejrzeć cząsteczki wirusa w materiale klinicznym. Istnieje też diagnostyka serologiczna, czyli są specyficzne przeciwciała wykrywające te wirusy.

wróć

[2] PCR, czyli reakcja łańcuchowa polimerazy (z ang. Polymeraze Chain Reaction) to metoda służąca do powielania fragmentów DNA. Badanie to znalazło zastosowanie w diagnostyce wielu chorób, np. pozwala wykazać obecności DNA wirusów czy bakterii w ustroju. Natomiast rt-PCR to badanie w czasie rzeczywistym (dodane litery od ang. real-time PCR) i pozwala np. na określenie dokładnej liczby kopii stosownego DNA w badanym materiale biologicznym.

wróć

Źródło:

https://www.science.org/content/article/monkeypox-outbreak-questions-intensify-cases-soar

ODWIEDŹ I POLUB NAS
Zdjęcie główne: Wykrycie wirusa ospy małpiej w Indonezji w 2019 roku. Pracownik służby zdrowia na międzynarodowym lotnisku Soekarno-Hatta w Tangerang koło Dżakarty stoi przed monitorami pokazującymi informacje o chorobie. Fot. Anton Raharjo/Anadolu Agency/Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Déjà vu. Czy „błąd matriksa” może sugerować psychopatologię?
Może być rodzajem „środka uspokajającego” w sytuacjach przeciwności: skoro kiedyś się udało, teraz też się uda.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Grupa Wagnera – armia kucharza Putina
Na Ukrainie najemnicy zyskali znaczenie niespotykane w historii wojen prowadzonych przez Moskwę.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Polska chętnie daje wizy i pracę cudzoziemcom z całego świata
Tylko w ubiegłym roku przyjęliśmy pół miliona imigrantów zarobkowych.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Morderczy lek. Sto razy silniejszy od morfiny
Powoduje apatię lub euforię, zawroty głowy, zaburzenia pamięci, lęki nocne i spowolnienie akcji serca.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Demokracja nie chroni przed przemocą
Dlaczego kupcy nie mieliby zabijać swoich konkurentów, jeżeli zapewni im to zyski?