Cywilizacja

Pośmiertne życie najeźdźcy. Jak Rosja czci swoich poległych

Niektórzy zostaną uwiecznieni na tablicach pamiątkowych albo nawet na pomnikach w rodzinnych miejscowościach. Innym w ich dawnych szkołach dedykuje się Ławki Bohatera z portretem zabitego i epitafium na jego cześć.

O śmierci kapitana gwardii Aleksieja Anufriewa mieszkańców Uriupińska w obwodzie wołgogradzkim i resztę ludzkości powiadomiła Natalia Karamyszewa, sekretarz wykonawcza lokalnego oddziału putinowskiej partii Jedinaja Rosija i przy okazji dawna nauczycielka zabitego żołnierza. To już drugi były uczeń, którego pożegnała. Karamyszewa wspomina Aloszę jako jednego z najlepszych absolwentów szkoły, zwycięzcę w zawodach sportowych, lidera i wielkiego przyjaciela.

Wszytko to spisała Angelina Korobko, która na lokalnym portalu internetowym „Kriwoje Zierkało” redaguje nekrologii i epigramy o tych, którzy najechali Ukrainę, i na Ukrainie zginęli. Przy okazji Korobko nadmieniła, że dzień wcześniej, 12 maja we wsi Wierchnyj Bałykłej pochowano młodszego sierżanta, dowódcę sekcji rozpoznania artyleryjskiego Michaiła Puriasjewa, zaś 11 maja we Frołowie pogrzebano 19-letniego zwiadowcę Michaiła Efremowa.

Tak więc Angelina Korobko pożegnania pisze, a polskie służby wywiadowcze, miejmy nadzieję, to uważnie czytają. Tysiące nekrologów, notek biograficznych, epitafiów, epigramów publikowanych od zachodnich rubieży imperium po Sachalin, to też kopalnia wiedzy dla socjologów, antropologów, politologów, wszelkiej maści badaczy Rosji i jej patologii.

Dużo ładunków 200

Jak kraj długi i szeroki skrybi tacy jak Korobko pochylają się nad klawiaturą, by prowadzić kroniki śmierci. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że towarzyszka dziennikarka Angelina nie ma aż tak dużo pracy jak nekrożurnaliści z innych miejsc. Obwód wołgogradzki, jak na standardy putinowskiej Rosji, jest dość bogaty, co oznacza, że nie panuje w nim dojmująca nędza, więc nie ma aż tak wielu chętnych, by służyć reżimowi jako mięso armatnie. Próżno szukać zabitych z Moskwy (chyba, że chodzi o słynny krążownik, dumę Putina, na dnie), Petersburga, rzadko zdarzają się z dużych miast i rejonów, gdzie odkryto naftę albo gaz, więc da się jako tako żyć.

Co innego taki Dagestan, Północna Osetia, Kraj Ałtajski, Buriacja, Chakasja, Tuwa czy wioski całego imperium. To stamtąd płyną poborowi czy żołnierze kontraktowi i ich krew. Dla mieszkańców tych regionów Rosji służba w wojsku jawi się często jako jedyna możliwość wyrwania się z nędzy. A reżim potrafi kusić, więc podpisują kontrakty, a potem giną na Ukrainie.

Tak to szyderczo skomentował na Telegramie, najpopularniejszym w Rosji medium społecznościowym, jeden z internautów:

„Bracia Rosjanie. Wiele osób pyta, dlaczego jest tak dużo ładunków 200 (tak w wojskowej nomenklaturze określa się cynkowe trumny ze zwłokami żołnierzy) z Buriacji i Dagestanu. Otóż dlatego, że nasze władze chronią elity z Moskwy, Petersburga i innych wielkich miast. To serce Rosji, trzeba je chronić dla podtrzymania gospodarki, kultury i morale. Myślę, że to słuszne. To bardzo mądra decyzja Władimira Władimirowicza Putina, która przyczynia się nawet do poprawy poziomu życia ludności. Nasz prezydent znów wszystkich ograł”.

Wpis zdobiony rosyjskimi flagami kończy zawołanie „Z nami Bóg”, co bez wątpienia jest nawiązaniem do niemieckiego „Gott mit uns”.

Wrócił bez nóg

Wzmianki z dużych miast pojawiają się najczęściej przy okazji wielkich pogrzebów, ot wtedy, gdy jakaś jednostka np. z Riazania (gdzie jest wyższa Szkoła Dowodzenia Wojsk Powietrznodesantowych) czy Kazania została wycięta. Wieńce na świeżych grobach aż wylewają się na cmentarne aleje. Tak jak w Czelabińsku, gdy jednego dnia, 23 kwietnia na jednym cmentarzu chowano 7 zabitych z gwardyjskiej jednostki sił specjalnych.
Albo w czasie takich uroczystości jak 6 maja w dzień św. Jerzego Zwycięskiego, patrona rosyjskich sił zbrojnych w Saratowie, gdzie w Parku (nomen omen) Zwycięstwa na Sokolej Górze gubernator Walerij Radajew (kilka dni później on i kilku innych gubernatorów podało się do dymisji) odczytał nazwiska 44 mieszkańców obwodu zabitych w czasie najazdu na Ukrainę.

Być może wymiar strat, jakie ponosi Rosja, oddaje przechwycona i opublikowana przez kijowskie służby rozmowa telefoniczna, w której zapłakana Rosjanka opowiada, że z jakiejś jednostki (nie ma szczegółów) wysłano na Ukrainę 1500 żołnierzy, a wróciło 30. Wśród nich jest mąż jej kumy Aliny, ojciec trójki dzieci. Wrócił, ale bez obu nóg. Jest więc jak w starej austriackiej piosence żołnierskiej „W Ołomuńcu na Fiszplacu”: „wiał przed nami k… wróg, teraz złote mam medale, ale nie mam k... nóg.”.

Nauczyciele wspominają

Dlaczego to akurat nauczycielka oficjalnie poinformowała o śmierci kaprala Anufriewa? Szkołę zdaje się łączyć z armią perwersyjna, mroczna więź. To w szkołach odbywa się wiele uroczystości pogrzebowych. W salach gimnastycznych, na korytarzach wystawiane są trumny ze zwłokami zabitych na Ukrainie, a warty przy nich pełnią uczniowie – chłopcy w białych koszulach, dziewczynki w fartuszkach i z wielkimi białymi kokardami w warkoczach. Czasami zaś członkowie młodzieżowej organizacji Junarmia. To taki putinowski odpowiednik Hitlerjugend.

Nauczyciele na wyprzódki snują dla mediów wspomnienia o tym, jakim to zabity był wspaniałym uczniem i uczynnym kolegą. – Aleksander uczył się w naszej szkole od pierwszej do piątej klasy… Jesteśmy dumni, że taki uczeń chodził do naszej szkoły i dziękujemy rodzinie za wychowanie tak wspaniałego syna i wnuka – mówi portalowi Czita.ru Aleksiej Kozyriew, dyrektor Szkoły Podstawowej Kokui, wspominając 20-letniego Aleksandra Fiodorowa.

„Staś uczył się bardzo dobrze. Był pilny, dociekliwy, pracowity. Nigdy nie naruszał dyscypliny. Od dzieciństwa marzył o zostaniu wojskowym, więc nigdy nie okazał słabości ani w szkole, ani w sporcie, ani w pracy” – napisała o swoim absolwencie, podchorążym Stanisławie Kazancewie jego szkoła w Juledurze.

Tatiana Sladkowa nauczycielka o 19-letnim Daniło Pestrikowie: – Traktował nauczycieli z szacunkiem i przyjaźnił się z kolegami z klasy. Z każdym porozmawiał. Nie zawsze mu szło z nauką, ale starał się. Zawsze odrabiał lekcje

Większość wspominków o zabitych pochodzi od nauczycieli, kolegów z klasy, podwórka, babć, dziadków, wujków. Rozmowne są też wdowy.

– Sam z siebie byłby dumny, że zginął – tak uważa wdowa Olga Szumakowa, która portalowi 74.RU mówi o swym zabitym na Ukrainie mężu Władysławie. Kto wie, może zmartwychwstały szeregowiec Szumakow chętnie dałby się zabić drugi raz. – Był takim patriotą, że jako dzwonek w telefonie ustawił sobie hymn Rosji. Ciągle myślał o prezydencie. Gdy w domu toczyły się jakieś spory polityczne, to nikomu nie wolno było źle mówić o Putinie – wspomina wdowa.

Na pogrzebie szeregowca w posiółku Trimazowskoje w Obwodzie Czelabińskim zjawili się nawet przedstawiciele miejscowej fermy drobiu Czebarkulskaja Ptica, w której całe życie przepracowali dziadkowie Władysława. Jak poinformował dyrektor Pyrsikow, już trzech krewnych pracowników fermy zginęło na Ukrainie.

Swietłana wpada w panikę

Cena pokoju. Co możemy dać Putinowi, żeby przestał prowadzić tę wojnę?

Czy Rosja zaproponowała Orbánowi przekazanie mu Rusi Zakarpackiej, tak jak wcześniej oferowała Tuskowi Lwów?

zobacz więcej
Wspomnienia rodziców pojawiają się rzadko, tak jakby ich niemal nie było. Są, ale pewnie oni nie mają sił mówić. Alena Jakowlewa dowiedziała się o śmierci syna, gdy zadzwoniono do niej z jego jednostki, by przyjechała na badanie DNA. Chodziło o zidentyfikowanie szczątków Nikity. Matka opowiada portalowi 74.RU, że był wielkim miłośnikiem motoryzacji i zbierał modele samochodów, więc przyniosła je na pogrzeb. Przed wyjazdem z jednostką 22-letni kapral kupił sobie 14-letnią Ładę, ale zdążył się nią przejechać tylko cztery razy.

W podobny sposób jak Alena Jakowlewa o śmierci swego syna dowiedziała się mieszkanka Żeleznogorska Elena Minkina. Komisarz wojskowy miasta zwrócił się do niej o dostarczenie materiału genetycznego Aleksandra. Co kobieta zaniosła do biura w garnizonie – włos ze szczotki do włosów, szczoteczkę do zębów, jakąś część garderoby syna? – tego nie wiemy. Wiemy, że modliła się przez trzy dni, czekając na wyniki badania DNA – tak donosi portal NGS24, ale okazało się, że to, co znaleziono w spalonym pod Irpieniem wozie, było jednak szczątkami jej syna.

Ale są też inne sposoby powiadamiania rodzin o ewentualnej śmierci ich bliskich. Od czegóż są nowoczesna komunikacja i portale społecznościowe? Swietłana B. (portal Meduza nie podaje danych) może dowiedzieć się, co ewentualnie stało się z jej synem Aleksiejem, śledząc na WhatsApp konto brygady, w której służy. Administrator konta, prawdopodobnie wojskowy z tej jednostki, codziennie publikuje komunikaty: „Dzień minął bez zmian”. Albo: „Brak negatywnych informacji”. Ale też takie: „Są negatywne informacje”. Wtedy Swietłana wpada w panikę.

Poległ wierny przysiędze

Jak wynika z pośmiertnych notek, wielu Rosjan nie miało praktycznie wyszkolenia wojskowego. Szeregowiec Roman Akimow z syberyjskiej wioski Szapkino miał 18 lat, gdy 17 marca 2022 zginął pod Izumiem. O jego śmierci rodzina dowiedziała się dopiero 10 kwietnia. Pochowany został pięć dni później w tej samej wiosce, w której się urodził i chodził do szkoły. Do wojska trafił pół roku po ukończeniu szkoły, od razu podpisał kontrakt, a 3 miesiące później był już na Ukrainie.

Podobna jest historia 20-letniego Nikity Maliawina z Niaziepietrowska w Obwodzie Czelabińskim. Po skończeniu szkoły zawodowej dostał powołanie do wojska, od razu podpisał kontrakt, a trzy miesiące później wylądował na wojnie. Jego rodzice musieli jechać aż 2 tysiące kilometrów do Rostowa, aby na podstawie DNA można było zidentyfikować jego szczątki.

Spisane już do końca życiorysy tysięcy takich jak Maliawin czy Akimow są praktycznie takie same. Zabity szeregowiec, kapral, marynarz chodził do szkoły podstawowej i gimnazjum w: Ujskoje, Kokuj, Trojski Posad, Asza, Wierchnyje Kigi. Potem do średniej – najczęściej zawodowej w Ujskoje, Koszkar, Kokuj, albo Wiuchinie, Kopiejsku, Derbiszewie, gdzie kształcił się na elektryka, spawacza, operatora, maszyn rolniczych, montera sieci elektrociepłowniczej, cukiernika.

Dostał powołanie, dał się namówić na podpisanie kontraktu, pojechał na Ukrainę chronić ojczyznę przed nacjonalizmem, wyzwalać ludność od faszystów, demilitaryzować, denazyfikować. A teraz nie żyje. Został po nim grób i wzmianka na portalach, że poległ: wierny przysiędze, osłaniając ciałem towarzyszy, wyprowadzając rannego kolegę, angażując się w wymianę ognia z nazistami, dzięki czemu ocalił swój oddział, do końca pod ostrzałem moździerza wykonując powierzone zadanie, wyzwalając Donbas, broniąc Donbasu.
W ławce z nieboszczykiem

Po niektórych zostanie jednak więcej niż wspomnienie na portalach i w mediach społecznościowych. Wróćmy do szkoły i jej dozgonnego związku z armią. Coraz więcej zabitych na Ukrainie dosłużyło się specjalnej szkolnej „Ławki Bohatera”.



Ten trwający od kilku lat projekt czasami dotyczy żyjących, ale głównie upamiętnia poległych w czasie II wojny światowej i w wojnach kolejnych, w tym najeźdźczych i ludobójczych, jak w Afganistanie czy Czeczeni. Teraz przyszła kolej na tych, co dla reżimu dali się zabić na Ukrainie.

Taka Ławka Bohatera to właściwie nagrobna płyta, tyle że drewniana i w szkolnej klasie. Na blacie ławki jest portret zabitego i epitafium na jego cześć. W gimnazjum w Tichorecku w Kraju Krasnodarsku są już dwie takie grobowe deski. Jedna dla 21-letniego Dmitrija Gotowca, który dwa razy 9 maja, w Dniu Zwycięstwa defilował na Placu Czerwonym. Do trzeciej parady brakło 5 dni – 4 maja zginął na Ukrainie. Druga jest poświęcona artylerzyście porucznikowi Maksymowi Swietlence, który też paradował przed Putinem, ale tylko raz.

Siedzenie w takiej ławce z nieboszczykiem to zaszczyt. Dostępują go najlepsi uczniowie. Przekaz jest mniej więcej taki: Wowa, Alosza i ty Pietucha, ucz się pilnie, a jak skończysz 17 lat, to podpisz kontrakt z armią. Po 3 miesiącach wyślą cię, byś najechał jakiś kraj, grabił i zabijał, a ty daj się żywcem spalić w czołgu, to w sali gimnastycznej naszej szkoły wystawimy trumnę z twoimi szczątkami, a potem do klasy wstawimy ławkę, piękną jak twa płyta nagrobna. Jak akurat zapasy trumien zostaną wyczerpane, to to, co z ciebie zostało włożymy do skrzynki z nieoheblowanych dech. Takiej w jakiej transportuje się broń czy maszyny. Na cmentarz powieziemy cię dostawczakiem. Za zwycięstwo. Starajcie się Wowa, Alosza i ty Pietucha, a już niedługo nie tylko prymusi, ale nawet średniacy gimnazjum w Trichorecku będą zasiadali i uczyli się w Ławkach Bohatera.
Fot. printscreen/ vk.com
Jeszcze większego zaszczytu dostąpił Andriej Kriukow. Poświęcone mu epitafium i „trumienny konterfekt” podziwiać będą mogli nie tylko uczniowie i nauczyciele, ale wszyscy mieszkańcy osady Ważgort w Republice Komi. Tablica ku jego pamięci zawiśnie na fasadzie szkoły podstawowej.

Ale co tam Kriukow. Artem Nowikow będzie miał pomnik. Władze rejonowe obiecały, że postawią monument w jego rodzinnej wsi Ujskoje w Obwodzie Czelabińskim. O dokładnej lokalizacji jeszcze nie zdecydowano. Niewykluczone, że cokół z figurą kaprala stanie w tak godnym miejscu jak skrzyżowanie ulic Lenina i Marksa. Czytelnicy Tygodnika TVP mogą sami ocenić, czy miejsce się nadaje i od krzyżówki Lenina z Marksem rozpocząć zwiedzanie Ujskoje.

Być może jest jakiś głęboki sens w koncepcie, by wszystko, co nędzne, przegniłe, rozpadające się, wiecznie ufajdane nazywać imieniem Lenina, Marksa, Dzierżyńskiego czy Rewolucji Październikowej. ODWIEDŹ I POLUB NAS Można też obejrzeć Sindor w Republice Komi. Władze Rejonu Kniaźpogotskiego, że obiecały, że we wsi stanie pomnik kaprala Ilii Pitsina.

Pogrzeb w Domu Kultury

Ujskoje i Sindor wyglądają podobnie jak wszystkie te wioski, miasteczka, które w tekście wymieniamy. Można wpisać nazwę w Google i pozwiedzać. Czy młodzi ludzie uciekają z nich, bo są tak dojmująco nędzne, nie dające żadnej nadziei, czy też te miejsca są właśnie tak koszmarne, bo ich młodzi mieszkańcy wolą najeżdżać i rabować inne kraje niż zrobić coś u siebie? Rosji co roku ubywa 350 tysięcy mieszkańców, a teraz płynie z niej jeszcze młoda krew.

Po szkołach drugim najpopularniejszym miejscem uroczystości pogrzebowych są domy kultury. W takim przybytku przy ulicy Czapajewa w miasteczku Szachunia wystawiono trumnę ze zwłokami sierżanta Mikołaja Grosberga.

Tu dygresja: Rosja dowiedziała się, że takie miasto istnieje w 2019 roku, za sprawą dziennikarki Iriny Sławiny z lokalnego pisma Koza.Press. Ta dzielna kobieta została skazana na rekordową wówczas grzywnę 70 tysięcy rubli z właśnie wprowadzonego przepisu o okazywaniu braku szacunku władzom.

Rusizm, czyli nazizm połączony z komunizmem. Czyste zło

Moskiewskie rojenia. Co Rosja powinna zrobić z Ukrainą.

zobacz więcej
Powołany przez sąd biegły Timur Radbil, doktor nauk filologicznych, członek Wyższej Komisji Atestacyjnej, akademik Rosyjskiej Akademii Nauk Przyrodniczych, profesor Wydziału Prawa Uniwersytetu w Niżnym Nowogrodzie stwierdził, że użyty przez Sławinę „nowotwór językowy niesie ze sobą jednoznaczne skojarzenia obsceniczne, przez co wyraża brak szacunku dla władz i społeczeństwa”. Chodziło o to, że gdy władze Szachuni na jednym z budynków zawiesiły tablicę na cześć Stalina, Sławina zaproponowała zmianę nazwy miasta na Szachujnia.

Okupant z telefonem

Bywają bogate i ornamentowane życiorysy niektórych najeźdźców. Możemy je poznać głównie dzięki ukraińskim służbom. Rosjanie uwielbiają prężyć i puszyć się mediach społecznościowych, nie mają poczucia dyskrecji, więc nagrywają siebie, swoje rodziny i jak ekshibicjoniści pokazują światu.

Dzięki takim nagraniom powstał film „Okupant. Wojna i pokój w telefonie rosyjskiego oficera”. Cały został zmontowany z filmików znalezionych w telefonie pochodzącego z Murmańska 24-letniego porucznika Jurija Szalajewa. On pomnika ani tablicy, ani nawet Ławki Bohatera nie będzie miał. Dostał się bowiem do niewoli i teraz, dzięki temu, co nagrał, cały świat może podziwiać kremlowskiego kadeta, członka elity oficerskiego korpusu imperium, absolwenta najbardziej elitarnej uczelni wojskowej Rosji – Wyższej Szkoły Dowodzenie w pełnej krasie.

Przedwojenne nagrania to zapis sytuacji rodzinnych, wycieczek, ale głównie pijackich delirycznych libacji, podczas których półnadzy albo w ubrani w podkoszulki młodzi oficerowie chlają, coś bełkoczą i śpiewają. Niewątpliwie ukraińskie służby wybrały z telefonu to, co najbardziej upadlające, upokarzające, ale to sam porucznik Szalajew, kremlowski kadet, zdecydował, że alkoholowe seanse czy widok jego kompletnie urżniętego i zaszczanego wuja, warte są uwiecznienia.

W 1985 roku Sting w piosence „Rosjanie” z albumu „The Dream of Blue Turtles” śpiewał naiwnie i rzewnie: „mam nadzieję, że Rosjanie też kochają swoje dzieci”. Może i kochają, ale nie na tyle, by nie pozwalać, aby te ich kochane dzieci, jak już podrosną, zabijały dzieci innych ludzi albo dawały się same zabić w służbie sowieckiego, putinowskiego czy jakiegokolwiek innego reżimu, który ich pod butem trzyma.

– Dariusz Matuszak

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Ciała rosyjskich żołnierzy, którzy zginęli w miejscowościach na północ od Charkowa, przenoszone przez Ukraińców do wagonu chłodniczego 14 maja 2022 r. Fot. Ivan Chernichkin/Zaborona/Global Images Ukraine via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Między Chrystusem a Antychrystem
Europa rozwinęła kulturę, która wyklucza Boga. Czy moralność zanika, a Zachód się kończy?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Putin wojnę zaczął. Kto ją skończy?
Kremlowskie frakcje toczą cichą walkę o przejęcie władzy po śmierci prezydenta.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Zając też człowiek
Czasem zawodnik nie chce dobiec do mety. Rzecz niby absurdalna, lecz w realu logiczna.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Kopenhaskie morderstwa. Kto zabił Stinę i Anette?
Ktoś musi wiedzieć….
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Odkrycie XX wieku, które jest obciachem. Kiedy plastik zniknie?
Powoduje częstsze choroby Hashimoto, nowotwory, niepłodność, otyłość i m.in. cukrzycę typu II.