Cywilizacja

Pożyteczni idioci Putina. Pacyfizm w służbie rosyjskiego imperializmu

W Polsce też istnieje ruch deklaratywnie pacyfistyczny i antywojenny, jednocześnie w ostatnim czasie pośrednio grający do jednej bramki z Putinem. Jest zdecydowanie słabszy liczebnie i politycznie niż na Zachodzie, ale funkcjonuje i nawet czasem organizuje demonstracje.

Wydawałoby się, że pacyfizm nie powinien służyć wojnie i sprzyjać agresorom. Jednak postawa części środowisk deklaratywnie antywojennych i sceptycznych wobec NATO pokazuje, że za frazesem pacyfistycznym może stać mniej lub bardziej świadomie wysługiwanie się zbrodniarzom.

Gwiazdy lewicy winią NATO

„Narracja części zachodniej lewicy na temat Ukrainy niebezpiecznie zbliża się do tego, co mówi Putin i jego sprzymierzeńcy” – to nie są słowa osoby o poglądach prawicowych, lecz redaktora lewicowego pisma „Kontakt” Stanisława Krawczyka, który w taki sposób rozpoczyna swój tekst „Antyimperializm idiotów”. Jeśli człowiek związany z lewicą stawia taką tezę, to można sądzić, iż znajduje się w niej więcej niż jedno ziarno prawdy.

Rzeczywiście deklaracje wielu polityków i myślicieli związanych z zachodnią lewicą dotyczące rosyjskiej napaści na Ukrainę mogą zaskakiwać. Zazwyczaj skorzy do krytyki amerykańskiego imperializmu i domagający się świata bez wojen, teraz nie tyle nabierają wody w usta w sprawie rosyjskich zbrodni, ile pośrednio usprawiedliwiają Władimira Putina. Ich działania czasem wręcz sugerują sprzyjanie Rosji.

Anarchosyndykalistyczny i deklaratywnie antywojenny filozof Noam Chomsky wskazywał, że prezydent Rosji już wielokrotnie wyrażał obawy o bezpieczeństwo swojego kraju z powodu rzekomej interwencji NATO. Grecki socjalistyczny ekonomista Janis Warufakis stwierdził, że musimy zrobić wszystko, by powstrzymać eskalację konfliktu przez NATO. Amerykańska lewicowa pisarka Naomi Klein udostępnia na Twitterze wpisy sugerujące, że rosyjska agresja jest skutkiem „ekspansji NATO na wschodzie”.    

Kongresmenka z Partii Demokratycznej, Alexandria Ocasio-Cortez, kojarzona z lewicowym skrzydłem ugrupowania sygnowanym nazwiskiem socjalisty Berniego Sandersa, jako jedna z niewielu zagłosowała przeciwko konfiskatom majątków rosyjskich oligarchów i przekazaniu pieniędzy na pomoc Ukrainie. Nie bez znaczenia pozostaje tu fakt, że amerykańska polityk wywodzi się z organizacji Democratic Socialists of America, która głosi, że odpowiedzialność za wojnę ponosi amerykański imperializm i NATO. Ciekawić w tym kontekście może też to, że słynie ona z publicznego domagania się opodatkowania najbogatszych obywateli Stanów Zjednoczonych, ale dla rosyjskich krezusów robi wyjątek. Zarówno więc jej pacyfizm jest bardzo wybiórczy, jak i poglądy społeczno-gospodarcze.

Choć zdecydowana większość kongresmenów poparła ustawę, to oprócz demokratki siedmioro było przeciw, w tym kilku prorosyjskich kongresmenów z Partii Republikańskiej.
Lewicowe skrzydło Demokratów Alexandria Ocasio-Cortez i Bernie Sanders (z prawej) w czasie demonstracji przeciwko zwolnieniom w Amazonie. Fot. Andrew Lichtenstein/Corbis via Getty Images
Bo też i prawica w wielu miejscach na świecie nie jest wolna od takiej retoryki. Używał jej niedawno na przykład węgierski przywódca Viktor Orbán, jednak w jego przypadku miało to na celu zamaskowanie cynizmu i tego, iż Węgry nie chcą zrywać silnych powiązań gospodarczych z Rosją. To w żaden sposób go nie usprawiedliwia, ale jego pobudki dalekie są od pacyfistycznych.

Niektórym prawicowcom krytycznym wobec Zachodu złudnie wydaje się, że Rosja jest swego rodzaju „wrogiem mojego wroga”, a więc przyjacielem. Tymczasem wielu lewicowych pacyfistów karkołomnie próbuje łączyć swój pacyfizm z usprawiedliwianiem działań Rosji, zarazem będąc przekonanymi, iż ich antywojenne przekonania są spójne i konsekwentne. Chcą być etycznie nieskazitelni, a stoją po kolana w moralnym bagnie.

Okrakiem na barykadzie

Oczywiście nie chodzi o to, żeby całkowicie odrzucać pacyfizm lub głosić ex cathedra, że za argumentami krytyków polityki USA na Bliskim Wschodzie nie stoją żadne racje moralne. Pożądane jest, aby na świecie było jak najmniej wojen i ich ofiar. Czym innym jest jednak apel o pokój na świecie w czasach względnego pokoju, adresowany do wszystkich mocarstw, a zupełnie czym innym sprzeciw wobec militaryzmu skierowany do strony atakowanej, gdy przeciwko niej została już wszczęta wojna. Albo do sojusznika strony atakowanej. Taki pacyfizm to de facto nieudolnie zakamuflowana przemoc i wysługiwanie się zewnętrznemu agresorowi. W zasadzie na miano pacyfizmu nawet nie zasługuje. Nie wszyscy to jednak rozumieją.

Siatka agentów wpływu Putina w Europie

Jak lobbyści Kremla sterowali zachodnią polityką.

zobacz więcej
W Polsce też istnieje ruch deklaratywnie pacyfistyczny i antywojenny, jednocześnie w ostatnim czasie pośrednio grający do jednej bramki z Putinem. Jest zdecydowanie słabszy liczebnie i politycznie niż na Zachodzie, ale funkcjonuje i nawet czasem organizuje demonstracje.

Jedna z nich, w okresie Wielkanocy, odbyła się w Warszawie. Od początku wojny w stolicy zorganizowano wiele demonstracji przeciwko wojnie w Ukrainie, które nie budzą wątpliwości, jeśli chodzi o postulaty i intencje, ale w tym wypadku było inaczej. Bo gdy się przyjrzeć wznoszonym tam hasłom, a także temu, co piszą w mediach społecznościowych postacie związane z tym środowiskiem, można dojść do wniosku, że ich celem jest ułatwienie zadania Putinowi.

To może szokować, tym bardziej, że przecież mówimy o osobach mieszkających w Polsce, a nie w odległych Stanach Zjednoczonych, a więc bezpośrednio zagrożonych potencjalnym atakiem zbrojnym Rosji.

Oprócz skądinąd słusznych postulatów o zakończeniu wojny, na transparentach nie brakowało haseł, co najmniej osobliwych, o zaprzestaniu militaryzacji Polski, zakończeniu wyścigu zbrojeń i sprzeciwie wobec NATO.         ODWIEDŹ I POLUB NAS     W podobnym tonie pisano na lewicującym prorosyjskim portalu strajk.eu w artykule „Wojna polsko-ruska pod flagą czerwoną”, gdzie z pobudek rzekomo pacyfistycznych przestrzegano przed „dalszą eskalacją konfliktu (w domyśle przez zachód i Polskę – przyp. red.), galopującym wyścigiem zbrojeń, militaryzacją życia codziennego i przekazywaniu większych części PKB na wojsko”. Autor alternatywę wobec militaryzacji związanej z zagrożeniem ze strony Rosji widzi w „budowaniu międzynarodowego ruchu antywojennego”. Nie przede wszystkim w Rosji, która wojnę wywołała, ale na całym świecie.

Nie trzeba być geopolitykiem i specjalistą od wojskowości, by rozumieć, że w obecnej sytuacji zrealizowanie tych postulatów wiązałoby się z narażaniem Polaków i Ukraińców na śmierć pod ruskim butem bądź w najlepszym wypadku całkowite uzależnienie od kremlowskiej dyktatury.

Ale polscy „pacyfiści” na tym nie poprzestają. Politolog i aktywista antywojenny Filip Ilkowski, znany z organizowania pikiet przeciwko wojnie w Afganistanie i Iraku, jak również przemawiający na tej demonstracji, na swoim profilu facebookowym wyrażał przekonanie, że nie tylko militaryzm broniącego się jest zły, ale też nakładanie sankcji na Rosję, ponieważ uderza w zwykłych obywateli.

Jak w takim razie polski „pacyfista” wyobraża sobie zatrzymanie zbrodniczych praktyk Putina, skoro zarówno strzelanie do agresora, jak i obłożenie go sankcjami jest niedopuszczalne? Poza ogólnikowymi apelami o pokój na świecie i budowaniu międzynarodowego ruchu antywojennego – dwóch rzeczach, które Putin ma w głębokim poważaniu – pacyfiści nie udzielają odpowiedzi na te pytania. I nie wiadomo, czy w ogóle zaprzątają sobie tymi kwestiami głowę.
Rok 2016. W czasie szczytu NATO w Warszawie członkowie Inicjatywy „Stop wojnie” zortganizowali protest pod hasłem: „Pieniądze dla głodnych, nie na czołgi”. Fot. PAP/Bartłomiej Zborowski
A nawet jeśli próbują szukać na nie odpowiedzi, to trudno je traktować poważnie. Bo co według nich trzeba teraz zrobić, by uniknąć dalszych ofiar? To przecież proste – nie prowokować Putina, nie wysyłać wojsk na Ukrainę, wycofać się z ekspansji i dokonać rozbrojenia. Ilkowski w jednym ze swoich wpisów w mediach społecznościowych nie ukrywa, że podpisanie przez prezydenta Andrzeja Dudę ustawy o zwiększeniu środków na wojsko o 3 procent PKB uważa za decyzję szkodliwą. W tym samym komentarzu naiwnie sądzi, że możliwa jest demilitaryzacja wszystkich mocarstw, i to właśnie ma stanowić alternatywę wobec przeznaczania większych pieniędzy z budżetów państw na obronność. Piękna wizja, ale obawiam się, że Putin by z tym poglądem polemizował.

Najczęściej używanym narzędziem tego fałszywego pacyfizmu jest symetryzm. W tej optyce Rosja ponosi jakąś część winy za wywołanie napaści, ale Polska wraz z NATO jest winna w równym stopniu, bo Ukrainę nakłoniła do wojny i rozszerzała swoją ekspansję na wschodzie Europy. Piewcom tej teorii przez gardło nie przechodzi, że Ukraina to nie Irak, więc jedyną odpowiedzialność za zbrodnie w Buczy, Irpieniu czy za ostrzeliwanie Kijowa ponoszą rosyjscy agresorzy.

Pacyfiści nie potrafią mówić o zbrodniczym charakterze działań na Ukrainie bez wspominania o interwencjach NATO w Jugosławii czy wojnach USA prowadzonych na Bliskim Wschodzie.

Nie chcemy się bronić

Nie wiadomo, czy Rosja nie finansuje niektórych ruchów antywojennych na Zachodzie. Niemniej jednak trudno sądzić, iż wszyscy głoszący takie głupstwa są kupieni. To raczej efekt ślepej uliczki pacyfizmu i nieumiejętności patrzenia na rzeczywistość szerzej niż tylko w kontekście wiecznego obwiniania NATO.

Czy takie myślenie może w naszym kraju zdobyć poklask? Na szczęście to mało prawdopodobne. Poza politycznymi dziwolągami pokroju Janusza Korwin-Mikkego, zdecydowana większość klasy politycznej jest zgodna w ocenie tego, kto ponosi winę za zbrodnie w Ukrainie i że Polska nie może stać bezczynnie w obliczu tej napaści. I to nawet pomimo tego, iż jeszcze dekadę temu liberałowie ze środowiska „Gazety Wyborczej” walczyli z rusofobią i chcieli budować przyjaźń z Rosją, a dziś to polskiej prawicy próbują imputować sympatię do Putina. Nawet na polskiej lewicy taka postawa jest obecnie w mniejszości, czego dowodem są liczne wypowiedzi prominentnych postaci z tego nurtu oraz komentarze w większości lewicowych periodyków, choćby tego, który ukazał się w piśmie „Kontakt”. Tu widać wyraźną różnicę między „towarzyszami” z lewicy zachodniej.

Fox News nie rozumie polskich obaw przed Rosją. Prawicowa amerykańska telewizja popiera Putina

Inflacja jest postrzegana jako problem nr 1 przez ponad połowę mieszkańców USA. Wojna na Ukrainie jest czymś odległym.

zobacz więcej
Ze względu na nasze współczesne i historyczne relacje z Rosją, wymuszoną podległość w okresie PRL-u oraz realne zagrożenie rozszerzenia frontu na obszar polskiego terytorium, także polskie społeczeństwo wyraża zdecydowane postawy antyrosyjskie i proukraińskie. I to nie tylko teraz, ale już od wielu lat.

Nie bez przyczyny Antywojenny Protest Wielkanocny, a tak naprawdę wiernopoddańczy wobec Rosji, przyciągnął zaledwie kilkadziesiąt osób – i to w stolicy.

Niestety taka retoryka może zyskiwać na popularności na zachodzie Europy oraz w innych częściach świata. Szczególnie w krajach, które nie były doświadczone jarzmem ruskiego sowietyzmu. Trzeba też wprost przyznać, że z punktu widzenia mieszkańca Amsterdamu czy Paryża może być ona ideologicznie bardziej atrakcyjna niż jawne popieranie wojny i rosyjskich zbrodni, co czasem robi putinowska agentura i rosyjscy trolle.

W Polsce niszowa prorosyjska partia Zmiana, która kilka lat temu złożyła doniesienie do prokuratury w sprawie obrażania Putina, nigdy poza swoją niszę nie wyjdzie, ale ich ideologiczni pobratymcy na Zachodzie mogą mieć większą siłę rażenia.

Michael Martens, publicysta „Frankfurter Allgemeine Zeitung” niedawno napisał, że zachodnioniemiecki pacyfizm skapitulował przed złem. Była to reakcja na słowa piosenki niemieckiego pacyfisty i zwolennika demontażu broni atomowej w Europie Konstantina Weckera, które brzmią tak: „gdy nasi bracia przychodzą z bombami i bronią, to chcemy ich przytulić, to nie chcemy się bronić”. Jak podaje portal salon24.pl, Martens ocenił ją jako bardzo cyniczną w obliczu trwającej obecnie wojny, a zarazem będącą „jednym z wielu przykładów zachodnioniemieckiego pacyfizmu, który bezwarunkowo skapitulował przed złem”.

Tym bardziej, że w Niemczech nie był to jednorazowy wybryk. Wecker był jednym z wielu sygnatariuszy listu ludzi nauki, mediów i kultury do kanclerza Olafa Scholza, w którym domagali się oni „wstrzymania dostaw broni do Ukrainy i zaprzestania dalszego oporu militarnego”.

Niestety innym przykładem takiej postawy są też słowa flirtującego z zachodnią lewicą papieża Franciszka, który powołując się na pacyfizm, stwierdził, iż wszyscy jesteśmy winni temu, co się dzieje teraz w Ukrainie, a wojna to skutek „szczekania NATO pod drzwiami Rosji”.

Czas więc zdać sobie sprawę, że fałszywy pacyfizm może służyć również imperialistom i zbrodniarzom, więc w takiej postaci jest bardzo niebezpieczny i należy stawiać mu opór. Tym bardziej, że – jak słusznie zauważył wspomniany przeze mnie niemiecki dziennikarz – skoro Hitlera nie pokonały pacyfistyczne marsze, to i Putina nie pokona się przytulaniem.

– Bartosz Oszczepalski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Flashmob w Rzymie przeciwko wojnie na Ukrainie zorganizowany przez wspólnotę Sant'Egidio. Fot. Remo Casilli/Avalon /PAP
Zobacz więcej
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Między Chrystusem a Antychrystem
Europa rozwinęła kulturę, która wyklucza Boga. Czy moralność zanika, a Zachód się kończy?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Putin wojnę zaczął. Kto ją skończy?
Kremlowskie frakcje toczą cichą walkę o przejęcie władzy po śmierci prezydenta.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Zając też człowiek
Czasem zawodnik nie chce dobiec do mety. Rzecz niby absurdalna, lecz w realu logiczna.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Kopenhaskie morderstwa. Kto zabił Stinę i Anette?
Ktoś musi wiedzieć….
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Odkrycie XX wieku, które jest obciachem. Kiedy plastik zniknie?
Powoduje częstsze choroby Hashimoto, nowotwory, niepłodność, otyłość i m.in. cukrzycę typu II.