Cywilizacja

Kobieta bez twarzy. Nie chciała być zidentyfikowana ani za życia, ani po śmierci

Nadpalony parasol, pierścionek, ubrania z wyciętymi metkami. I paszporty na fałszywe dane. Do dzisiaj nie wiadomo, kim była ofiara z Doliny Lodowej, a jej śmierć od ponad 50 lat uznawana jest za jedną z największych zagadek kryminalnych Norwegii.

Listopad roku 1970 był wyjątkowo zimny i deszczowy. Nawet jak na Bergen leżące u styku mórz Północnego i Norweskiego. Jedno z największych miast Norwegii, nazywane bramą fiordów, stara się o miejsce na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO, na którą trafi 9 lat później. Usadowione pomiędzy najdłuższymi fiordami Sognefjord i Hardangerfjord, uchodzi za jedno z najbardziej malowniczych miejsc norweskiego wybrzeża. Przytulne i kameralne cieszy się dużym powodzeniem wśród miłośników trekkingu.

Przyciągają ich nie tylko okoliczne wzgórza, ale i położona zaledwie kilka kilometrów od centrum miasta Dolina Lodowa (Isdalen). Owiana złą sławą, gdyż przez wiele lat wybierali ją samobójcy, w latach 70. staje się atrakcyjną trasą dla miłośników wędrówek. Większość pilnuje, by nie zbaczać z wytyczonych ścieżek, ale niezwykła roślinność porastająca polany położone poza szlakami kusi i przyciąga. Tak było też w niedzielę 29 listopada 1970 roku.

Podczas rodzinnego spaceru z tatą i młodszą siostrą, 12-letnia dziewczynka zbacza na chwilę ze szlaku na jedną z polan i widzi coś, czego nie powinna. Coś, co wygląda makabrycznie: na stosie kamieni leży spalone ciało kobiety. Po pierwszym szoku i krzyku, ojciec dziewczynki próbuje zawiadomić służby. Ale w 1970 roku nie ma jeszcze telefonów komórkowych. Przerażona rodzina wyrusza więc w drogę powrotną wąską żwirowaną ścieżką. Modląc się, by wśród wysokich świerków nie skrywał się morderca.

Gdy kilka godzin później dyżurny miejscowego komisariatu odbiera telefon, instynktownie czuje, że nie jest to zwykłe zgłoszenie. – Żeby jak najszybciej dotrzeć na miejsce wskazane w dolinie przez świadków, trzeba było najpierw wspinać się po niezwykle stromym zboczu – wspomina śledczy Carl Havor Aas, który w listopadzie 1970 roku był na początku służby w policji. – Pierwsze wrażenie po dotarciu na polanę – uderzający, słodko-mdły zapach palonego mięsa. Horror. Całość sprawiała na pierwszy rzut oka wrażenie, jakby kobieta potknęła się i przez przypadek upadła plecami w ognisko. Zastanawiająca była jednak pozycja jej ciała: ręce uniesione ponad tułów, w tzw. pozycji szermierczej, wskazującej, jakby celowo rzuciła się w ogień – dodaje Aas.
Isdalen, gdzie odkryto zwłoki tajemniczej kobiety. Fot. Reinhardheydt – Praca własna, Domena Publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=6631972
Wkrótce na miejscu pojawiają się technicy i śledczy z psami tropiącymi. Na trawie w pobliżu denatki zabezpieczają nadpalone przedmioty osobiste. Resztki ubrań, parasola, dwóch plastikowych butelek i pierścionka. Wkrótce okazuje się, że tylko pozornie są w nieładzie. Ubrania zostały równo odcięte na linii spalenia, usunięto z nich wszystkie metki, z butelek, parasola oraz pierścionka starannie wytarto wszelkie odciski. – To było szokujące, że sprawca zacierał ślady nie tylko po sobie, ale także po ofierze. Okazało się, że kobieta ma nawet spiłowano opuszki palców, co uniemożliwiło pobranie odcisków. Tak naprawdę możliwe było jedynie stwierdzenie płci – kontynuuje śledczy.

Po wielogodzinnych, wnikliwych analizach miejsca zbrodni nie udaje się znaleźć nic, co pomogłoby zidentyfikować zmarłą. Śledczy nadają więc sprawie numer 134/70, a denatkę nazywają „kobietą z Isdal”. Przez 52 lata powstanie ogromna liczba teorii, kim była, skąd pochodziła i w jaki sposób zginęła.

Zatarte ślady

Trzy dni po makabrycznym odkryciu w dolinie, w przechowalni bagażu na dworcu w Bergen policjanci namierzają dwie walizki. Jest niemal pewne, że należą do kobiety z Isdal. Na miejsce natychmiast zostaje wysłana grupa techników. Pracownicy przechowalni nie mogą wyjść ze zdumienia, dlaczego dwie niepozorne walizki są poddawane tak specjalnym zabiegom.

Śledczy z najwyższą ostrożnością zabierają jednak bagaż do ekspertyzy. Gdy laboratorium informuje, że na okularach słonecznych pozostał odcisk palca, są przekonani, że od rozwiązania sprawy dzieli ich już tylko krok. Szybko okazuje się jednak, że odcisku nie daje się zidentyfikować, a wszystkie rzeczy w walizce zostały bardzo skrupulatnie oczyszczone i pozbawione jakichkolwiek elementów mogących pomóc w identyfikacji. Nawet na szczoteczce do zębów i grzebieniu nie pozostał żaden ślad biologiczny. Podobnie jak na złożonych w walizkach perukach i kilku parach okularów udających korekcyjne.

Jedyne, co wzbudza zainteresowanie śledczych, to wizytówka włoskiego fotografa, notatnik oraz firmowa torba na zakupy. W notatniku kobieta schludnym pismem zanotowała ciąg pozornie niezwiązanych ze sobą liter i cyfr. Niemal od razu pojawia się teoria, że może to być szyfr, jakim posługiwali się tajni agenci...

Przesłuchany zostaje fotograf z wizytówki. Okazuje się, że zjadł z kobietą obiad w hotelu. Miała mu powiedzieć, że pochodzi z małej miejscowości w okolicach Johannesburga. Podobno nosiła perukę. Potem zbadana zostaje torba znaleziona w walizce. Okazuje się, że pochodzi z małego sklepiku w naftowym miasteczku Stavanger. Syn właściciela przypomina sobie pewną cudzoziemkę, która pojawiła się w sklepie jakieś trzy tygodnie wcześniej, pytając o kalosze. Podobno zdecydowała się na popularny wśród kobiet w latach 70. model Celebrity, w kolorze niebieskim. Szczątki takiego właśnie, w większości spalonego obuwia wraz z nylonowymi pończochami znaleziono przy ciele z Isdal.

Tajemnica morderstwa Czarnej Dalii

Czy zginęła z ręki lekarza, który miał nielegalną klinikę aborcyjną?

zobacz więcej
Dzięki rozmowie ze sklepikarzem ze Stavanger udaje się mniej więcej określić wygląd kobiety: około 30-40 lat, średniego wzrostu, ciemne włosy, brązowe oczy, okrągła twarz i kształtne nogi. Sklepikarz zapamiętał także, że dość słabo mówiła po angielsku i od czasu do czas zdarzało jej się wpleść słowo po niemiecku. Wokół siebie roztaczała zaś dziwny zapach. Jakiś czas później śledczy ustalą, że był to zapach... czosnku. W latach 70. mało znany w Norwegii.

Nie jest to wiele, ale dzięki wstępnemu rysopisowi śledczy mogą sprawdzić wszystkie hotele w miasteczku. Okazuje się, że podobna do kobiety z Isdal cudzoziemka zatrzymała się w St. Svithun w Stavanger. Recepcjonistka zapamiętała, że przedstawiła się jako Finella Lorck i powiedziała, że pochodzi z Belgii. Została w hotelu na kilka nocy. Ze Stavanger miała ruszyć do Bergen. Śledczy poszli tym tropem. Tylko, że w Bergen w żadnym hotelu nie zatrzymała się Finella Lorck...

Mijają kolejne tygodnie, a śledczym powoli wyczerpują się możliwości identyfikacji. Do dochodzenia włącza się policja z Oslo. Szefem specjalnie powołanego zespołu zostaje doświadczony detektyw Rolf Harry Jahrmann. Sprawdzane są wszystkie zgłoszenia o zaginięciach kobiet. Żadna z nich nie pasuje jednak do ofiary z Isdal.

ODWIEDŹ I POLUB NAS
Im więcej czasu upływa od odnalezienia ciała w dolinie, tym więcej hipotez się pojawia. Czy możliwe, że pozbawiona tożsamości kobieta była szpiegiem? A może należała do międzynarodowej organizacji przestępczej, zaś obecnie miała status świadka koronnego? Te tropy również prowadzą w ślepy zaułek. Jedno jest pewne: kobieta z Isdal nie chciała być zidentyfikowana. Czy to za życia, czy po śmierci.

Osiem paszportów, jedna cudzoziemka

Ostatnią deską ratunku wydają się zagraniczne formularze kontrolne. W owym czasie muszą je wypełniać wszyscy obcokrajowcy przekraczający granice Norwegii. Wymagane jest nie tylko imię i nazwisko, ale także numer i seria paszportu, adres pobytu w Norwegii oraz podpis. Dzięki notesowi z walizki i rachunku z hotelu, policja ma już domniemany charakter pisma kobiety z Isdal.

Sprawdzane są pisma wszystkich cudzoziemek, które w podobnym czasie rejestrowały się w hotelach na terenie całej Norwegii. Śledztwo prowadzi jednak do zaskakujących wniosków. Łudząco podobny charakter pisma miały bowiem cudzoziemki podróżujące po Norwegii i posługujące się co najmniej... siedmioma różnymi paszportami. Poza Finellą Lorck, w hotelach w Oslo, Trondheim, Bergen i Stavanger meldowały się także Claudia Tielt, Vera Jarle, Alexia Zarna-Merchez, Claudia Nielsen, Genevieve Lancier oraz Elisabeth Leenhouwfr. Ambasada belgijska wyklucza by którakolwiek z wyżej wymienionych obywatelek istniała naprawdę.

Jedynymi świadkami istnienia kobiety z Isdal są więc sklepikarz ze Stavanger i pracownicy hoteli, w których się zatrzymywała. W tym m.in. 21-letnia wówczas pracownica hotelu Neptun w Bergen. Dziewczyna zapamiętała, że cudzoziemka była niezwykle pewna siebie i nosiła odważne ubrania. Pojawiała się w restauracji z dumą i swobodą, jakiej brakowało wówczas samotnie podróżującym kobietom. – Nie wyglądała jednak na typ sportsmenki, która wkłada sportowe ciuchy i wyrusza na trekking po dolinie – mówiła pracownica Neptuna.

Z powodu braku jakiegokolwiek przełomu w śledztwie, policja prosi o pomoc służby mające dostęp do akt tajnych agentów. Udaje się też złamać domniemany kod z notatnika. Okazuje się on jednak nic nie wnoszącym zapisem podróży po Europie z wiosny i jesieni 1970 roku. Wkrótce w dochodzenie włącza się Interpol, a tożsamości z paszportów zostają rozesłane po ambasadach całego świata. I zewsząd nadchodzi ta sama odpowiedź: taka kobieta nie istnieje.

Tymczasem ekspertyzie poddawane są korony stomatologiczne, które udało się zabezpieczyć u denatki. Specjalistka od identyfikacji stomatologicznej z całą pewnością stwierdza, że takich materiałów nigdy nie używano na terenie Skandynawii. – Mają bardzo charakterystyczny wzór, wykonane zostały prawdopodobnie w Europie Wschodniej – mówi prof. Gisle Bang, która badała sprawę kobiety z Isdal do czasu swojej śmierci w 2011 roku. Nigdy nie udało jej się jednak ustalić pochodzenia koron.

Inny wniosek z przeprowadzonej w 1970 roku sekcji: denatka na kilka godzin przed śmiercią przyjmowała spore dawki Fenemalu, leku nasennego i uspokajającego, zawierającego pochodne kwasu barbiturowego. Część leku nie zdążyła się jeszcze rozpuścić. Wprawdzie sam Fenemal nie mógł doprowadzić do zgonu, jednak ilość, jaką ofiara połknęła, po raz kolejny sugerowałaby samobójstwo.

W tym czasie technicy ustalają także, że palenisko zostało zalane benzyną. Czy kobieta byłaby w stanie sama się podpalić? Zdaniem detektywa Oskara Hordnesa, prowadzącego śledztwo, było to prawdopodobne. Zwłaszcza, że w jego opinii kobieta z Isdal mogła cierpieć na manię prześladowczą. Miały to sugerować peruki, różne tożsamości, zacieranie śladów i ukrywanie się. Wszystko to sprawia, że tuż przed Bożym Narodzeniem śledztwo w sprawie śmierci kobiety z Isdal zostaje zamknięte, a na aktach sprawy pojawia się adnotacja: „samobójstwo”.

Tajemnica zabrana do grobu

Nie wszyscy śledczy zgadzają się jednak z takim finałem dochodzenia. Jednym z tych, którzy nie wierzą w wersję samobójstwa jest Knut Haavik, który za wszelką cenę próbuje przekonać przełożonych, że doszło do morderstwa. Wtóruje mu Harald Osland. – Mój ojciec nigdy nie chciał odłożyć tej sprawy na półkę – mówi jego syn Tore, który na bazie zachowanych dokumentów napisał książkę o sprawie Isdal.

Mimo zasianych wątpliwości przez kilku śledczych, 5 lutego 1971 roku kobieta z doliny zostaje pochowana. Na pogrzebie zorganizowanym zgodnie z katolickim obrzędem jest obecnych 16 funkcjonariuszy policji w Bergen. Zmarła zostaje pochowana w białej, cynkowej trumnie, odpornej na rozkład. Dzięki temu, jeśli kiedykolwiek uda się ustalić kim była i skąd pochodziła, będzie mogła wrócić do domu.
Cmentarz Møllendal, gdzie pochowano „kobietę z Isdal”. Fot. Reinhardheydt – Praca własna, Domena Publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=6287655
Pomimo pochówku część policjantów kontynuuje prywatne śledztwo. W 2016 roku zagadkowa śmierć kobiety z Isdal znów wraca na pierwsze strony gazet. A to za sprawą nowych technik kryminalistycznych, które pozwalają na ponowną analizę stomatologiczną. Specjaliści z Uniwersytetu w Bergen przeprowadzają analizę izotopową zębów kobiety z Isdal. Przyglądając się chemicznemu składowi mogą bowiem ustalić m.in. rodzaj wody, którą kobieta piła w czasie dorastania oraz składniki diety. Wyniki badań niemal na 100 proc. potwierdzają wersję, że kobieta pochodziła z Europy.

Po latach wznawiane zostają także badania tkanek. Jest to możliwe dzięki temu, że w Norwegii pobrane w czasie sekcji wycinki przechowywane są do odwołania. Także rozszerzony profil DNA na 99 proc. wykazuje, że denatka z doliny była pochodzenia europejskiego. Po tym wszystkim norweskie służby zlecają amerykańskiemu artyście Stephenowi Missalowi stworzenie kilku portretów kobiety z Isdal, a Interpol rozsyła za nią tzw. Black Notice – specjalny alert, wydawany w przypadku problemów z identyfikacją osób zmarłych.

Bez skutku. Nadal nikomu nie udaje się jej rozpoznać.

– Maria Radzik

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Źródła: https://www.nrk.no/dokumentar/xl/the-isdalen-mystery-1.13249066

https://www.nrk.no/tidslinje---gaten-i-isdalen-1.13180269

https://www.nrk.no/dokumentar/do-you-remember-this-woman_-1.13215629

https://fido.nrk.no/47d0a1ef82da44b91c3b3979058d7f5d282782ad9c285affb2506d295ecf8f4e/2017-interpol-isdalwoman-blacknotice.pdf

https://www.nrk.no/dokumentar/ber-190-land-om-hjelp-til-a-loyse-gata-1.13194567

https://www.nrk.no/dokumentar/chemical-analyses-of-the-isdal-woman-point-to-germany-and-france-1.13523415

https://www.nrk.no/dokumentar/dna-gjennombrudd-i-isdalssaken-1.13205757

https://www.nrk.no/dokumentar/xl/isdalskvinnen-eldre-enn-man-har-trodd-1.13822049

https://www.ba.no/drap/turgaer-motte-isdalskvinnen/s/1-41-1511766

https://www.bbc.co.uk/programmes/p0646dbd

https://www.bbc.co.uk/programmes/p060ms2h

https://www.bbc.com/news/stories-48736937

https://www.bbc.com/news/world-europe-39369429

https://www.pressandjournal.co.uk/fp/news/inverness/3523995/could-north-forensic-artists-facial-depiction-help-solve-50-year-old-mystery-surrounding-womans-death-in-norway/

Książki:

„The Isdal Woman- Operation Isotopsy: Death in Ice Valley” - Tore Osland. „Isdal Woman. Life and Death: Norway's Biggest Mystery” - Lauren Robinson. ZDJĘCIA: Często zmieniała hotele. Miała kilka zmyślonych tożsamości i spiłowane opuszki palców. Spalona twarz była nie do rozpoznania. Kobieta z Isdal nie chciała być zidentyfikowana. Fot. H. Armstrong Roberts/ClassicStock/Getty Images
Zdjęcie główne: Często zmieniała hotele. Miała kilka zmyślonych tożsamości i spiłowane opuszki palców. Spalona twarz była nie do rozpoznania. Kobieta z Isdal nie chciała być zidentyfikowana. Fot. H. Armstrong Roberts/ClassicStock/Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Między Chrystusem a Antychrystem
Europa rozwinęła kulturę, która wyklucza Boga. Czy moralność zanika, a Zachód się kończy?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Putin wojnę zaczął. Kto ją skończy?
Kremlowskie frakcje toczą cichą walkę o przejęcie władzy po śmierci prezydenta.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Zając też człowiek
Czasem zawodnik nie chce dobiec do mety. Rzecz niby absurdalna, lecz w realu logiczna.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Kopenhaskie morderstwa. Kto zabił Stinę i Anette?
Ktoś musi wiedzieć….
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Odkrycie XX wieku, które jest obciachem. Kiedy plastik zniknie?
Powoduje częstsze choroby Hashimoto, nowotwory, niepłodność, otyłość i m.in. cukrzycę typu II.