Felietony

Polak, który chciał być Ukraińcem

Jego wybór nie mógł spotkać się z aprobatą Polaków, którzy poczytywali to za akt zdrady. Był też w konflikcie z nacjonalistami ukraińskimi.

Był samotnikiem i w jakimś sensie ekscentrykiem, który – marząc na początku XX wieku o niepodległej Ukrainie – poniósł porażkę. O kogo chodzi? O Wacława Lipińskiego, historyka, socjologa, polityka – pochodzącego z Wołynia polskiego szlachcica, który postanowił zostać… Ukraińcem.

Postać tę przybliżają dwie książki. Jedna z nich to monografia „My szlachta ukraińska” (2006) Bogdana Gancarza, historyka, dziennikarza, redaktora dwumiesięcznika „Arcana” oraz krakowskiej edycji „Gościa Niedzielnego”. Drugą książką jest powieść „Zapomnienie” (2016, polski przekład – 2019) ukraińskiej pisarki Tani Malarczuk.

Choć obie pozycje nie są nowościami, to warto je odnotować. Bieżące wydarzenia na Ukrainie nasuwają bowiem pytania o aktualność myśli Lipińskiego.

Jego życie przypadło na burzliwą i przełomową epokę. Urodził się w roku 1882. Był świadkiem rozkładu starego świata: krachu wielkich monarchii, które dzieliły między sobą obszar dzisiejszego państwa ukraińskiego.

Pierwsza wojna światowa przyniosła kres władzy Habsburgów i Romanowów. Wiele zamieszkujących ich imperia narodów aspirowało do niepodległości i suwerenności. Polakom się udało swój cel osiągnąć i odrodzona Rzeczpospolita stała się faktem. Tymczasem Ukraińcom poszło dużo gorzej.

Przez pewien okres – w latach 1918-1920 – próbowali się oni politycznie upodmiotowić. Wpierw została powołana Ukraińska Republika Ludowa (URL). Wspierały ją państwa centralne. Potem jej miejsce zajął utworzony pod patronatem Niemiec, wzorowany na ustroju monarchicznym, Hetmanat. Jego przywódcą został były adiutant generalny cara Mikołaja II, potomek ukraińskich hetmanów Pawło Skoropadski. Gdy państwa centralne w wojnie skapitulowały, URL wróciła, lecz musiała stawić czoła nowym wyzwaniom.

Ukraińcy usiłowali uzyskać państwowość dla siebie zawiązując sojusz z Polską (układ Józefa Piłsudskiego z przewodniczącym Dyrektoriatu URL Symonem Petlurą) przeciw Rosji – zarówno białej, jak i czerwonej. Ostatecznie jednak nic z tego nie wyszło. W tej sprawie bolszewicy okazali się silniejsi instalując w Kijowie Ukraińską Socjalistyczną Republikę Radziecką.

Wacław Lipiński był absolwentem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Już będąc studentem angażował się w działania na rzecz niepodległości Ukrainy. Później jako konserwatysta oraz monarchista opowiedział się za Hetmanatem. I właśnie to państwo mianowało go swoim ambasadorem w Wiedniu. Po upadku Hetmanatu swoją misję kontynuował na rzecz URL. Ze stanowiska zrezygnował w czerwcu 1919 roku. Ale pozostał na emigracji i nadal krzewił ukraińskie idee niepodległościowe. Resztę życia spędził głównie w Austrii, gdzie zmarł w roku 1931. Swoje teksty pisał po polsku i po ukraińsku.
Wiaczesław Łypinśki (Wacław Lipiński) w 1914 roku jako oficer armii rosyjskiej. Fot. Wikimedia
Wybór przez Lipińskiego tożsamości ukraińskiej nie mógł spotkać się z aprobatą Polaków, którzy poczytywali to za akt zdrady. Pod zaborami toczyła się przecież walka o być albo nie być polskości. Lipiński posłuchu nie znalazł też u żony – jego małżeństwo się rozpadło. Do ukraińskości nie przekonał również córki. Jakie zatem było rozumowanie Wacława, który zmienił swoje imię na Wiaczesław?

Tania Malarczuk rekonstruuje (bądź cytuje) słowa Lipińskiego wypowiedziane w Krakowie w roku 1903: „Jestem ukraińskim Polakiem. Polskim jest mój język, wiara zaś – katolicka. Ani języka, ani wiary nie wyrzekam się i wyrzec nie zamierzam. A przecież czuję się w obowiązku z chwilą powstania narodu ukraińskiego stanąć po jego stronie. Nie są to romantyczne mrzonki, jak sądzi wielu, lecz kwestia logiki i celowości politycznej”.

Czym się więc kierował Lipiński? Był to sformułowany przez niego program „terytorializmu”. Koncepcja ta zakładała, że tożsamość człowieka definiuje ziemia, z którą jest on związany, a nie jego przynależność etniczna. Lipiński żywił zatem przekonanie, że polskie rody szlacheckie na Ukrainie to tak naprawdę szlachta ukraińska, a z ludem ukraińskim łączy je wspólne terytorium.

Takie poglądy antagonizowały myśliciela nie tylko z Polakami, ale też z nacjonalistami ukraińskimi. Jego głównym oponentem był czołowy ich guru Dmytro Doncow. Lipiński jako orędownik chrześcijańskiego uniwersalizmu odrzucał absolutyzację etnicznych partykularyzmów. ODWIEDŹ I POLUB NAS Z jednej strony myśliciel z Wołynia był pozbawiony nostalgicznych sentymentów wobec feudalnej przeszłości, z drugiej jednak – krytycznie się odnosił do przemian modernizacyjnych. W ich wyniku społeczeństwa stanowe, którymi rządziły kosmopolityczne warstwy arystokratyczne, przekształciły się w narody. Nadchodziła era demokracji masowej.

Tymczasem Lipiński występował przeciw etnicznemu ujednolicaniu Ukraińców. Nacjonalizm ukraiński bowiem wykluczał ze społeczeństwa ukraińskiego takich, jak on, czyli kulturowych Polaków zakorzenionych na Ukrainie.

Ciekawa była polemika Lipińskiego z Romanem Dmowskim. Główny teoretyk polskiego nacjonalizmu w „Myślach nowoczesnego Polaka” (1903) stawiał Ukraińcom następujące warunki: „Jeżeli Rusini mają zostać Polakami, to trzeba ich polonizować; jeżeli zaś mają zostać samoistnym, zdolnym do życia i walki narodem ruskim, trzeba im kazać zdobywać drogą ciężkich wysiłków to, co chcą mieć, kazać się hartować w ogniu walki”.

Jak czytamy w książce Bogdana Gancarza, takie propozycje budziły w Lipińskim poważne obawy. Według niego, gdyby zadanie „hartowania” Ukraińców miałoby być realizowane, to musiałaby się tego podjąć ukraińska szlachta, czyli kulturowi Polacy. A to by skazywało ją na antagonistyczne stosunki z ludem ukraińskim, ponieważ zamiast solidaryzować się z nim, okazywałaby mu powodowane nacjonalizmem poczucie wyższości.

Zabić księdza. Kościół zawadza rewolucjonistom

Człowiek, który przewidział, że w XX wieku wrogość do chrześcijaństwa przyjmie tak nienawistne formy, jakich dotąd świat nie widział.

zobacz więcej
W okresie międzywojennym w Polsce dorobek Lipińskiego cieszył się uznaniem filozofa Mariana Zdziechowskiego (pisaliśmy o nim w Tygodniku TVP w tekście „Zabić księdza. Kościół zawadza rewolucjonistom”). W eseju „Pierwiastek zachowawczy w idei ukraińskiej” z roku 1937 komentował on konserwatywno-monarchistyczne idee myśliciela z Wołynia. Ten zaś był zwolennikiem modelu społeczeństwa hierarchicznego, „klasokracji”, którą na Ukrainie legitymizowałaby tradycja hetmańska mająca swoje źródła w kozackim powstaniu Bohdana Chmielnickiego. Lipiński nie patrzył na ów zryw jak na krwawą rebelię motłochu. Upatrywał w wydarzeniach z XVII stulecia państwotwórczego ruchu szlachty ukraińskiej.

Zdziechowski streszczał przekaz Lipińskiego następująco: „Którędy ma prowadzić droga do tej »klasokratycznej«, hetmańskiej Ukrainy? Nie słyszano dotychczas, aby jakieś państwo powstawało z buntu warstw niższych; one potrafią rozwalić państwo, ale państwa nie stworzą; stworzyć je może tylko aktywna mniejszość, w której się żarzy rycerski duch przodków, czyli szlachta i ci, co przez czyny swoje szlachtą się stają”.

Po pierwszej wojnie światowej jednak się okazało, że na Ukrainie nie można było tego osiągnąć. W roku 1926 w „Listach do rolników” Lipiński stawiając ówczesnej sytuacji brutalną diagnozę, dawał upust swojej goryczy. Stwierdzał, że jego ojczyznę „podzieliły między sobą dwa królestwa tego samego diabła”. Kreślił wizję, w której „na Zachodzie przeważyła (…) zwycięska demokracja i wraz z tym nastąpiło panowanie złota i chamstwa”, a „na Wschodzie zdobyła władzę koczownicza, łupieska i niszczycielska horda”.

Konserwatyzm i monarchizm Lipińskiego mogą się dziś jawić jako zjawiska anachroniczne. A jednak postać myśliciela zafrapowała Tanię Malarczuk, czyli przedstawicielkę zanurzonego w kulturze postmodernizmu młodego pokolenia literatury ukraińskiej. Przy czym pisarka poczyniła w „Zapomnieniu” – zresztą uhonorowanym tytułem Książki Roku BBC Ukraine 2016 – pewien zabieg, o którym warto wspomnieć: zgłębiając biografię Lipińskiego, zajęła się sama sobą, wplatając do utworu wątki autobiograficzne. Momentami w trakcie lektury utworu to eksploatowanie przez nią swoich osobistych spraw może się nawet wydać narcystyczne i pretensjonalne.

„Zapomnienie” jest jednak przede wszystkim powieścią o Lipińskim. I pod tym względem to pasjonująca książka. Przypuszczalnie Lipiński zaintrygował młodą pisarkę tym, że był przez całe swoje życie outsiderem, czyli kimś, kogo współczesna kultura fetyszyzująca wybujały indywidualizm hołubi.
Bogdan Gancarz „My, szlachta ukraińska… Zarys życia i działalności Wacława Lipińskiego 1882-1914”, Wydawnictwo Arcana, Kraków 2006. Tania Malarczuk „Zapomnienie”, przełożył Marcin Gaczkowski, Warstwy, Wrocław 2019
Myśliciel zmagał się nie tylko z przeciwnościami politycznymi, ale i z chorobami. W „Zapomnieniu” jest fragment, w którym w roku 1910 działacz ukraińskiego ruchu niepodległościowego Jewhen Czykałenko podczas pogrzebu innego aktywisty na rzecz niepodległości Ukrainy Wasyla Domanyckiego mówi: „Gruźlica i rosyjskie samodzierżawie to nasi najwięksi wrogowie, wspierający się nawzajem, jak tylko mogą”. Słowa te można byłoby poniekąd odnieść również do Lipińskiego.

Obecnie historia częściowo przyznaje myślicielowi z Wołynia rację. Gdyby polityka państwa ukraińskiego opierała się na neobanderowskim etnocentryzmie, to rosyjskojęzyczni Ukraińcy dziś stawiający opór rosyjskim najeźdźcom, mogliby nie być zmotywowani do obrony ojczyzny. Byliby bowiem wykluczeni przez nacjonalistów ze społeczeństwa ukraińskiego.

Ale jest jeszcze jeden istotny aspekt myśli Lipińskiego, na który 85 lat temu zwrócił uwagę Marian Zdziechowski. Ukraina potrzebuje warstwy „w której się żarzy rycerski duch przodków”. I bynajmniej nie jest nią teraz żadna z tych grup, które optują za „panowaniem złota i chamstwa”.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Bogdan Gancarz „My, szlachta ukraińska… Zarys życia i działalności Wacława Lipińskiego 1882-1914”, Wydawnictwo Arcana, Kraków 2006
• Tania Malarczuk „Zapomnienie”, przełożył Marcin Gaczkowski, Warstwy, Wrocław 2019
• Marian Zdziechowski „Widmo przyszłości”, Biblioteka Frondy, Warszawa 1999
Zdjęcie główne: Uczestnicy zjazdu założycielskiego emigracyjnego Ukraińskiego Związku Włościan-Państwowców 4-8 czerwca 1922 r. Od lewej: siedzą Iwan Łeontowycz, hetman Pawło Skoropadski, Wiaczesław Łypinśki i Łudwig Sidłećki; stoją: Mychajło Tymofiiw, Mykoła Koczubej, Adam Montrezor, Andrij Bilopolski, Mychajło Sawur-Cyprijanowycz, Ihor Łosski, Wołodymyr Załozecki, Serhij Szemet, Ołeksandr Skoropys-Jołtuchowski. Fot. Wikimedia
Zobacz więcej
Felietony Poprzednie wydanie
Czy Polska i Ukraina powinny być jednym państwem?
Nie ma powodu, aby dziś uruchamiać integrację naszych krajów.
Felietony Poprzednie wydanie
Doupiage
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Red button
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Bestseller numer jeden
To jest zarzewie „cywilizacji miłosierdzia” – orędzie na dzisiejsze czasy.
Felietony wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Zieloni nieoczekiwanie stali się sumieniem Niemiec
To oni mają poglądy zbieżne z polską racją stanu.