Historia

Wybrać wolność MiGiem

Początek lat pięćdziesiątych w PRL. Najtrudniejszy czas okresu stalinowskiego. Młodzi polscy piloci uczyli się od Rosjan latać na beczkowatych odrzutowcach typu MiG 15. Niektórzy później usiłowali uciec swymi samolotami na Zachód. Za każdym razem był to wielki wstrząs dla nich samych, dla ich kolegów i zwierzchników, dla rodzin – i oczywiście dla władz.

O udanych ucieczkach można było usłyszeć w Radiu Wolna Europa od tych, którym się udało. Ich koledzy mówili o tym niechętnie, zresztą – jeśli ktoś z nimi rozmawiał, to przesłuchujący ich oficerowie Informacji Wojskowej.

Lot w śnieżycy

Był 5 marca 1953 r. Nikt jeszcze nie wiedział, że późnym wieczorem tego dnia umrze Józef Stalin, sekretarz generalny Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego i premier, a tak naprawdę – władca ZSRR. Życie toczyło się normalnie, także w Polsce. – Wystartowaliśmy parą – opowiada pułkownik Jan Jąkała, wówczas podporucznik. – Obraliśmy kurs nad Puszczę Kampinoską i potem w kierunku Kutna. On był celem, ja go miałem atakować. Niestety, obniżyła się podstawa chmur. Wszedłem w chmury, gdy on skręcał. Straciłem go z oczu. W rejonie Łowicza wpadłem w potworną śnieżycę. Leciałem przy braku widoczności ziemi, a nie miałem doświadczenia latania w chmurach. Punt zwrotny zaplanowany był nad Łodzią; obniżyłem lot, ale miałem świadomość, że poniżej 300 metrów nie mogę schodzić, bo istniało niebezpieczeństwo zawadzenia o coś, na przykład o komin…

Młody pilot usilnie starał się odnaleźć najbliższe lotnisko.

– Mimo śniegu udało mi się je wreszcie zobaczyć – mówi. – Wykonałem podejście do lądowania na pasie, za pierwszym razem się nie udało i musiałem odejść na drugi krąg. W końcu zdecydowałem się lądować. Wypuściłem klapy, hamulce aerodynamiczne i udało się bezpiecznie wylądować – śmieje się.

Tymczasem niemal równolegle doszło do wydarzenia, które wstrząsnęło całym polskim lotnictwem wojskowym.

– Tego samego dnia kolega ze Słupska, podporucznik Franciszek Jarecki, poleciał ze Słupska z prowadzącym Józefem Caputą. Gdy był nad Kołobrzegiem zmienił kurs i poleciał nad Bornholm – wspomina płk Jąkała.

Ucieczka na Bornholm miała natychmiastowe konsekwencje dla Jana Jąkały. – Uznano, że byłem w zmowie z Jareckim i przeszkodziła mi śnieżyca – opowiada. – Zostałem zawieszony i trafiłem do aresztu. Codziennie pisałem swój życiorys. Niestety, kpt. Robak, szef kadr 5 Dywizji Lotnictwa Myśliwskiego wykrył, że miałem rodzinę zagranicą. To mnie pogrążyło…

Ucieczka na Bornholm

Decyzja Jareckiego była szokiem dla jego kolegów. – Był przodownikiem wyszkolenia, pisano o nim w gazetkach ściennych. Wielu sądziło, że jest faworyzowany, wręcz mu zazdrościło – opowiada Jan Jąkała. – A tymczasem zdecydował się polecieć na Bornholm…

Cała ucieczka trwała kilkanaście minut. Jak sam opowiadał, m.in. w Radiu Wolna Europa, podczas lotu było duże zachmurzenie. Wykorzystał to i odłączył się od prowadzącego. Odrzucił obciążające jego samolot zbiorniki paliwa i zniżył się na małą wysokość.

– Uciec było względnie łatwo. Leciał na wysokości stu metrów z prędkością 800-900 kilometrów na godzinę. Radary były jeszcze niedoskonałe, więc nikt go nie wykrył – wskazuje płk. Jąkała.

Początkowo przypuszczano, że Jarecki się rozbił. Jednak odnaleziono odrzucone zbiorniki paliwa. Wysłano za nim za nim osiem radzieckich MIG-ów patrolujących Bałtyk. Ale z było już za późno.

– Jarecki opowiadał, że Rosjanie go ganiali, co nie mogło być prawdą – nikt go nie przechwycił nad Polską, a nad Bornholmem tym bardziej – twierdzi Jan Jąkała.
MiGi-15 startujące z polskiego lotniska w latach 50. Takim samolotem uciekł z PRL do Danii ppor. Franciszek Jarecki w marcu 1953. Fot. aviation-images.com / Mary Evan / Mary Evans Picture Librar / Forum
Pilot myślał, że na Bornholmie jest lotnisko wojskowe, ale w największym mieście wyspy, Rønne, znajdowało się tylko niewielkie, cywilne, a na dodatek ogrodzone parkanem z drutu. – Poderwałem szybko samolot, dodałem trochę obrotów, przeskoczyłem przez parkan. Zrobiłem to tak, że oddalałem drążek i brałem na siebie, żeby go zniżyć, żeby tylko siąść na samym skraju lotniska, bo ono strasznie małe było – mówił potem w Radiu Wolna Europa.

Opowiadał, że nie miał mapy, więc kurs na Bornholm opracował na podstawie propagandowego rysunku w „Sztandarze Młodych”. Już po wylądowaniu musiał – nie znając języka – wytłumaczyć Duńczykom, kim jest. Pomogły słowa „komunizm kaput” i „azyl”.

Dla NATO możliwość dokładnego zbadania MiGa 15 była bardzo ważna. Już 6 marca na Bornholmie zjawili się eksperci amerykańscy i brytyjscy. Maszynę wysłano do duńskiej bazy lotniczej Værløse, gdzie ją całkowicie rozebrano, a potem złożono. Ostatecznie 19 marca oddano samolot Polsce, wysyłając statkiem pod nadzorem polskiego oficera.

Jarecki poprosił o azyl Wielką Brytanię. Pojechał do Monachium, gdzie wystąpił w Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa – długi wywiad przeprowadził z nim Jan Nowak-Jeziorański. W Londynie od gen. Władysława Andersa otrzymał Krzyż Zasługi z Mieczami (wojskowa wersja Krzyża Zasługi). ODWIEDŹ I POLUB NAS Następnie wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie prezydent Dwight Eisenhower nadał mu amerykańskie obywatelstwo (żeby nastąpiło to szybciej, usynowił go jeden z kongresmenów polskiego pochodzenia) i przyznał nagrodę wysokości 50 tys. dolarów (na dzisiejsze pieniądze to pół miliona USD). W PRL Franciszka Jareckiego skazano zaocznie na śmierć; do Polski przybył dopiero w 2005 r. Zmarł 24 października 2010. Ucieczka miała fatalne następstwa dla jego rodziny – matka była brutalnie przesłuchiwana i została dotkliwie pobita; na dwa lata trafiła do więzienia.

Decyzja generała Turkiela

Lecący w parze z uciekinierem por. Caputa trafił do aresztu i był przesłuchiwany, podobnie jak Józef Jąkała. Ostatecznie wrócił do wojska, dosłużył się nawet stopnia pułkownika – zmarł w 2019 r. A co stało się z ówczesnym podporucznikiem Jąkałą?

– Po trzech tygodniach pobytu w areszcie wezwał mnie na rozmowę generał broni Iwan Turkiel (Ukrainiec, generał pułkownik lotnictwa Armii Radzieckiej oddelegowany do Wojska Polskiego na stanowisko dowódcy Wojsk Lotniczych – red.). Jego gabinet mieścił się na ul. Żwirki i Wigury w Warszawie. Wprowadził mnie szef kadr. Turkiel polecił mu, żeby wyszedł – i spytał, czy ja też chciałem polecieć na Bornholm. Odpowiedziałem, że nie. – Wierzę ci – odpowiedział po rosyjsku. I mogłem wrócić do jednostki – mówi płk Jąkała.

Opowiada o tym, jak wyglądało polskie lotnictwo w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia – i później. – Najpierw szkolili nas frontowi piloci, Rosjanie, którzy latali na samolotach typu Jak 3 i Jak 9 – mówi. – To były proste chłopy bez wykształcenia, ale na lataniu się znali. Jeden z Rosjan, wyższy stopniem, pułkownik, nazywany był „Kitajcem”, bo latał podczas wojny koreańskiej jako „chiński ochotnik” – mówi. – Pierwszym samolotem, na którym uczyliśmy się pilotażu, był UT-2. Potem przyszedł czas na Jaka-9 i wreszcie na odrzutowe MiG 15…

W drugiej połowie lat pięćdziesiątych doszło do wielkiej zmiany. Rosyjscy piloci wrócili do ZSRR, a do lotnictwa przyszli, czy też może raczej wrócili, „Anglicy”, czyli polscy piloci którzy walczyli w bitwie o Anglię.

LOT, czyli Linie Okęcie-Tempelhof

Uciekali samolotami własnej konstrukcji, porywali rejsowe maszyny LOT-u, które pilotowali lub grozili lotnikom bombami. Tak Polacy z „socjalistycznego dobrobytu” desperacko uciekali na „zgniły Zachód”.

zobacz więcej
– Stefan Witorzeńć, który przed wojną był instruktorem pilotażu, a w bitwie o Anglię był nawet dowódcą 2 Polskiego Skrzydła Myśliwskiego. Człowiek kulturalny, inteligentny, był dla nas autorytetem – opowiada Jan Jąkała. – Tadzio Góra, przed wojną w szybownictwie, też latał w Anglii. Do wojska, podobnie jak Witorzeńć, wrócił w 1957 roku…

No i słynny polski as, Stanisław Skalski. – W roku 1970 trafiłem do Aeroklubu i zostałem podwładnym Skalskiego – mówi płk. Jąkała. – To naprawdę było przeżycie.

Warto przy okazji zauważyć, że gen. Iwan Turkiel w 1956 r. wrócił do ZSRR, gdzie potem został zastępcą dowódcy Sił Powietrznych. Zastąpił do gen. Jan Frey-Bielecki. Paradoksalnie, był przedwojennym, polskim komunistą, a po wojnie pracował m.in. w organach bezpieczeństwa – ale to właśnie on przywracał do służby polskich oficerów przybyłych z Wielkiej Brytanii. A potem, podobno pod naciskiem Sowietów, został zwolniony ze stanowiska.

Dramatyczne następstwa ucieczek

Podczas swej służby Jan Jąkała słyszał o wielu ucieczkach polskich pilotów na Zachód. – Dwóch kolegów dostało po dwanaście lat więzienia, gdy uciekł Jaźwiński… – mówi.

Podporucznik Zdzisław Jaźwiński poleciał na Bornholm, podobnie jak wcześniej Jarecki. Jednak lotniska nie znalazł i ostatecznie spróbował lądować na polu koło Rønne. Samolot się rozbił, ale Jaźwiński przeżył. Podobnie jak jego poprzednik trafił do USA i tak samo otrzymał Krzyż Zasługi z Mieczami od gen. Andersa.

Jego dowódca por. Zdzisław Skrzydłowski dowiedział się o tym wieczorem. Wkrótce został aresztowany wraz z por. Kazimierzem Ławniczakiem i ppor. Franciszkiem Sosnowskim. Właśnie ci dwaj zostali skazani na długoletnie więzienie, gdy Skrzydłowski dostał wyrok czterech lat za kratami. Rodziców Jaźwińskiego skazano na dwa lata obozu pracy, m.in. za udzielenie synowi „pomocy czynnej i poparcia moralnego”.

– A w 1963 do Berlina uciekł Ryszard Obacz. Poleciał samolotem typu Bies i wylądował na lotnisku Tempelhof – opowiada Jan Jąkała. – A miał z czym uciekać, bo faktycznie zajmował się systemem obrony lotniczej Warszawy.

TS-8 Bies to samolot szkolno-treningowy. O ile odrzutowy MiG 15 mógł osiągnąć prędkość ponad tysiąca kilometrów na godzinę, to ten śmigłowy samolot zaledwie 310 km/godz. Major Obacz miał wylądować na szosie pod Goleniowem koło Szczecina, ale lecąc 50 metrów nad ziemią skierował się do Berlina Zachodniego. Z początku nie mógł wylądować, bo pasy startowe były zajęte, a na trawie pasły się barany. Ostatecznie jednak zdołał usiąść na ziemi, a powitali go Amerykanie – komendant lotniska oraz agent CIA.

Major ukrył na pokładzie swoją żonę i dwóch synów w wieku pięciu i dziewięciu lat. Ostatecznie, tak jak inni uciekinierzy, trafił do USA.
27 września 1956 na trawie obok remontowanego pasa lotniska Rønne na wyspie Bornholm wylądował MiGiem-15bis bezpiecznie "na brzuchu" (ze wciągniętym podwoziem) kolejny wojskowy uciekinier z PRL, podporucznik Zygmunt Gościniak z 26 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego w Zegrzu Pomorskim. Pilot poprosił o azyl. Fot. Keystone Pictures USA/ZUMAPRESS Keystone Press / Alamy / Alamy / Forum
W okresie 1944 – 1989 z Wojska Polskiego uciekło do państw Zachodnich 52 oficerów, 5 chorążych i 4 podchorążych ze szkoły lotniczej w Dęblinie. Nie wszystkie ucieczki zakończyły się sukcesem. W 1951 r. za próbę uprowadzenia samolotu rozstrzelany został podoficer dęblińskiej Oficerskiej Szkoły Lotnictwa, a w sierpniu następnego roku instruktor pilotażu z tej szkoły ppor. Edward Pytko. Po starcie z lotniska w Izbicku, Pytko śmigłowym myśliwcem Jak 9 doleciał do Austrii. Z braku paliwa musiał jednak wylądować w Wiener Neustadt, a była to rosyjska strefa okupacyjna. Gdyby leciał jeszcze dwie minuty dłużej, dotarłby do strefy amerykańskiej. Odstawiono go do Polski, a tam Sąd Wojsk Lotniczych skazał go na karę śmierci.

Uciekali piloci wojskowi, podobnych wyczynów usiłowali też dokonywać cywile. Sytuacja w PRL się zmieniała, ale liczba chcących „wybrać wolność” – tak to wówczas nazywano – nie malała. Choć nigdy nie było łatwo.

– Piotr Kościński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Samolot szkolno-treningowy TS-8 Bies, należący do fundacji Zabytki Polskiego Nieba podczas pokazów lotniczych Mazury Airshow 2016 w Giżycku. Taką maszyną uciekł z Polski mjr Ryszard Obacz z rodziną w 1963 roku. Fot.PAP/Tomasz Waszczuk
Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
Kryzys naftowy. Jak wykorzystać odcięcie dostaw ropy
Zachód zmądrzał po szkodzie.
Historia Poprzednie wydanie
Ziemia obiecana czy przeklęta? II wojna i polscy emigranci w USA
Czasem amerykański sen okazywał się amerykańskim koszmarem...
Historia wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Ostatnia romantyczna wojna. Bitwa o Falklandy
Osiemdziesięciu zwiadowców SAS prowadziło rozpoznanie w 4-osobowych grupach.
Historia wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Bunt w Workucie. Rynsztokiem płynęła krew więźniów
„Te obozy nie są bardziej ludzkie niż Majdanek i Oświęcim. Mordowano nas, szczuto psami, morzono głodem...”
Historia wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Zagłodzić zbuntowany naród
Przez trzy lata Jan Zumbach walczył w biafrańskich „siłach powietrznych”, które budował od zera.