Kultura

Tamara Łempicka: podróż rajskiego ptaka

W połowie lat 30. pojawiają się u niej nowe tony. Artystka przypomina sobie o polskiej tradycji. W 1933 r. maluje portret „La Polonaise” – dziewczyny w stroju ludowym z modlitewnikiem w ręku. Zaczyna też malować wizerunki Madonny. Dwa lata później powstaje poruszający obraz „Matka przełożona”, który według opowiadanej przez nią legendy przedstawia przeoryszę zakonu, do którego ponoć chciała wstąpić Łempicka.

Czy nam się to podoba, czy nie Tamara Łempicka w opinii świata jest najsłynniejszą polską malarką XX wieku. Fetowana przez nas Maria Skłodowska-Curie uważana jest przez wielu za Francuzkę, za to dbająca nieporównanie mniej o swój kraj czołowa malarka art déco niemal we wszystkich źródłach przedstawiana jest jako malarka polska. Ale dopiero teraz, ponad 30 lat po upadku komunizmu, doczekaliśmy się w Polsce dużej wystawy prezentującej życie i pracę tej malarskiej sawantki: „Tamara Łempicka – kobieta w podróży”.

Muzeum Narodowe w Lublinie razem z prywatnym muzeum Villa La Fleur z podwarszawskiego Konstancina wykonały ogromną pracę, aby ściągnąć ze świata do kraju dzieła artystki rozsiane po muzeach i prywatnych kolekcjach. „Wystawa pomyślana jest jako pokazanie twórczości artystki w starannie zaaranżowanej scenografii – przedmiotów, strojów i kontekstu epoki” – napisała w katalogu ekspozycji Katarzyna Mieczkowska, dyrektor lubelskiej placówki. To dzięki prawnuczce malarki, Marisie de Lempickiej możemy oglądać memorabilia stanowiące pamiątki rodzinne.

Akurat z Lublinem Tamara Łempicka nigdy nie była związana, ale to w tym mieście właśnie zorganizowano pierwszą wystawę jej dzieł po II wojnie. Podobnie jak jedyny w Polsce pomnik artystka ma w Kielcach, choć i z tym miastem nigdy nie była związana. Jeśli w ogóle jakieś miejsce obdarzała estymą, to była to Warszawa – zawsze podawała ją jako miejsce swego urodzenia i odwiedziła parę razy w okresie międzywojennym. I tak naprawdę to był to jedyny moment, gdy ekspozycja jej dzieł w stolicy Polski była możliwa.

Potem była wojna, a w epoce PRL artystka była zbyt wyzywająco burżuazyjna, by przyciągnąć uwagę decydentów od kultury. W polskich muzeach, oprócz jednego obrazu „Znurzenie” (w Muzeum Narodowym w Warszawie), w ogóle nie było jej prac. Pewną rolę w tym zakłopotanym milczeniu, jakie panowało wokół Łempickiej, odegrał zapewne prowokacyjny erotyzm jej kobiecych i męskich aktów, którego w PRL nie tolerowano.

A dlaczego nie doczekała się wystawy po 1990 roku? Problem polegał na tym, że prace Łempickiej były już wtedy produktami z najwyższej kolekcjonerskiej półki i niełatwo je było sprowadzić do kraju. Te zaniedbania nadrabiane są dopiero dziś.

Autorzy lubelskiej wystawy wybrali najbardziej naturalny sposób na przedstawienie jej obrazów: postanowili opowiedzieć o życiu Tamary Łepmickiej w epoce, w której ta malarska skandalistka odnosiła swe największe sukcesy.

Na wysokiej stopie

Łempicka była mistrzynią w kreowaniu swojego image i w reżyserowaniu własnego życia jak ekscytującego spektaklu. Urodziła się w 1898 roku, choć lubiła się odmładzać – jako datę urodzin często podawała 1902 rok. To była zresztą stała praktyka dbających o swój wizerunek kobiet w epoce, gdy akty urodzenia ginęły w rewolucjach i wojnach. Niektórzy badacze podejrzewają jednak, że mogła nie urodzić się w Warszawie, lecz w Moskwie.
Tamara Łempicka mistrzyni autokreacji. Fot. Getty Images
Jej rodowe nazwisko brzmiało Maria Gurwik-Górska. Była córką znanego prawnika Borysa Gurwik-Górskiego, który pochodził z bogatej moskiewskiej rodziny żydowskiej i jego żony Malwiny z domu Dekler. Ród Deklerów także miał żydowskie korzenie, ale był już od przynajmniej dwóch pokoleń zasymilowany i jego członkowie uważali się za Polaków.

Gdy Tamara miała kilka lat, jej ojciec porzucił rodzinę. Matka artystki wróciła z nią z Moskwy do Warszawy i oddała na wychowanie swojej mamie, Klementynie Dekler. I to zapewne wychowanie przez babkę pomogło Tamarze utożsamić się z Polską.

Salon Deklerów był miejscem spotkania warszawskich elit. Koncertował tu Ignacy Paderewski i Artur Rubnstein. Babka Deklerowa była zamożna i stać ją było na podróże do Włoch. Z racji swych zainteresowań historią sztuki pokazywała wnuczce skarby malarstwa i rzeźby Florencji, Rzymu i Wenecji. Arcydzieła włoskiego renesansu przefiltrowane przez wyobraźnię młodej dziewczyny będą miały wpływ na obrazy artystki, która do końca życia zachowa szacunek wobec klasycyzmu i manieryzmu włoskich mistrzów.

Tamara za mąż wyszła bardzo młodo, bo w wieku 18 lat. W Petersburgu jej serce zdobył młody, robiący karierę prawnik polskiego pochodzenia Tadeusz Łempicki.

Kto nie pomstuje na koronawirusa? Najpewniejsza inwestycja na czas kryzysu

Zaraza pomaga artystom sztuk wizualnych, ongiś zwanych pięknymi.

zobacz więcej
Zamożny, syty i bezpieczny świat runął wraz z wybuchem rewolucji bolszewickiej. Łempickim zajęła się bolszewicka Czeka, a Tamara poznała brutalną twarz totalitaryzmu. Przeszła przez piekło walki o zwolnienie swojego męża z więzienia, a następnie o uzyskanie zgody na wyjazd za granicę dla nich dwojga i ich córeczki Marii Krystyny.

Łempicka po latach będzie opowiadała, że aby uzyskać zgodę bolszewików na wyjazd męża i córki, musiała oddać się ambasadorowi Danii w Moskwie. Ale historycy podejrzewają, że mogła to być efektowna opowieść z pikantnym szczegółem, którą wymyśliła później. O wiele bardziej prawdopodobna jest wersja, że zwolnienie męża i wyjazd rodziny Łempickich z Petersburga do Paryża via Sztokholm były wynikiem starań Aleksandra Lednickiego – wpływowego wówczas prawnika i reprezentanta Rady Regencyjnej w Moskwie.

Jak wielu uciekinierów z Rosji Łempiccy udali się do Paryża. Co ciekawe, Łempicki nie zrobił nic, aby mogli wyjechać do Warszawy. Wybór stolicy Francji jako miejsca osiedlenia był, jak się zdaje, wyborem Tamary, która podjęła decyzję, że zostanie malarką, a stolica Francji była uważana za centrum światowej sztuki nowoczesnej. W Paryżu przebywała już jej siostra Adrianna, która poczyniła wiele znajomości w kręgach paryskiej bohemy. Nota bene siostra była jedną z pierwszych kobiet, które w Paryżu zdobyły dyplom architekta.

Podejrzewa się, że jeszcze w okresie petersburskim i warszawskim Tamara pobierała lekcje rysunku. To ułatwiło jej terminowanie w pracowni kubistycznego malarza André Lhote’a.

W 1922 roku Łempicka była już gotowa do wystawienia swoich pierwszych prac, a trudno nie powiązać przyjęcia jej obrazów na słynny malarski Salon d’Automne z faktem, że w komisji dopuszczającej obrazy na wystawę zasiadała jej siostra Adrianna.

Carpe diem

Mawia się, że są ludzie, którzy potrafią się znaleźć w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie, i z odpowiednią ofertą. Taką osobą była właśnie Tamara Łempicka.
Początek lat 20. XX wieku to burzliwy okres. Elity odreagowują traumę krwawej I wojny światowej. Jednych fascynuje komunizm jako obietnica lepszej przyszłości dla wszystkich, inni szansę widzą we wzorach, które oferuje Mussolini. Część tych, którzy przetrwali – jeśli tylko było ich na to stać – rzuca się w wir hałaśliwej zabawy. Synonimami nowoczesności są lotnicy, automobiliści czy kandydaci na twardych przywódców.

Tamara szybko uczy się, jak dobierać znajomości, dzięki którym może iść w górę. Trafnie odczytuje, że o tym, czy ktoś jest uważany za wybitnego malarza, decyduje opinia salonowych bywalców. Trzeba więc wykreować modę na swoje nazwisko, a obraz podpisany tym nazwiskiem będzie zyskiwał na wartości. Wszystko dzięki potędze mody i opinii elit.

Na lubelskiej wystawie najwięcej spojrzeń przyciąga grafika, która stanowi jej artystyczne credo i która uczyniła ją naprawdę sławną. „Autoportret, w zielonym bugatti” znalazł się na okładce magazynu „Die Dame” z lipca 1929 roku. Niemieckie pismo przeznaczone dla bogatych, wyzwolonych kobiet chętnie widziało nawiązania do lotnictwa i automobilizmu jako symboli nowej epoki. Okładki do magazynu projektowała inna sawantka tamtej epoki – Janina Dłuska, malarka, projektantka i dekoratorka.

Tamary nikt nie musi specjalnie przekonywać, że wybór wizerunku zdecydowanej na wszystko, wyemancypowanej chłopczycy to strzał w dziesiątkę. Awangardę ma we krwi. Już brat jej matki, Zygmunt Dekler wydawał w Warszawie w 1911 roku pismo „Lotnik i Automobilista”. W jednym z pierwszych numerów periodyku można było zobaczyć reklamę szkoły jazdy w Warszawie z wizerunkiem damy samodzielnie prowadzącej sportowy wóz.

Fiona MacCarthy, historyk sztuki pisze: „Jeśli jest jakiś wizerunek, który symbolizuje art déco to jest to autoportret Tamary Łempickiej w zielonym Bugatti”. Obraz jest tak porywający, że zachęca wiele bogatych dam z paryskiej socjety do tego, by zamawiać u Łempickiej swoje portrety.

Portret niepoprawny politycznie

A jak by dziś tytułowano „Murzynkę”? „Ciemnoskóra” i niewłaściwie ubrana kobieta?

zobacz więcej
Na obrazach zgromadzonych na lubelskiej wystawie można analizować nowatorstwo jej stylu, który zadecydował o jej szybkiej popularności. Była to synteza tradycyjnej techniki portretowej z grafizacją typową dla reklam i sztuki ówczesnych plakatów z ich jasnymi, krzykliwymi kolorami. Łempicka preferowała oświetlenie swoich modeli w sposób typowy dla fotografii artystycznej i wizualności futurystów. Gdy pytano ją o ulubionego malarza, nie podawała jednak nazwisk artystów żyjących w jej epoce, ale odpowiadała krótko: Carpaccio. Ten wenecki malarz z przełomu XV i XVI wieku był jej idolem.

Tamara Łempicka zachwycała współczesnych swoją umiejętnością ujmowania w malarskiej formie piękna ludzkiego ciała. Jak pisze w katalogu wystawy Katarzyna Nowakowska-Sito: „Ta konserwatywna modernistka wielbiła sztukę dawną, w tym przede wszystkim włoskich manierystów. Dzieliła z nimi ulubiony motyw niemal wypełniający kadr stojącej lub spoczywającej figury. Portretowani przyjmowali często na obrazach Tamary ulubioną przez manierystów pozę o przeciwstawnych osiach ciała, zwaną figura serpentinata zdając się zsuwać z gracją po przekątnej płótna”.

Germain Bazin, wieloletni kustosz Luwru, który opracowywał dzieła Łempickiej pisał: „Jej cel był taki sam jak manierystów florenckich i mediolańskich – poświęcić wszystko dla efektu piękna ludzkiego ciała”. A gdy widzowie oglądali te bardzo często rozebrane portrety, dodatkowym elementem szumu środowiskowego były plotki o tym, z którymi to postaciami z obrazów Łempicka zawierała męskie lub damskie romanse.

Jej córka Maria Krystyna, nazywana Kizette, która bywała mimowolnym świadkiem rozlicznych podbojów erotycznych matki, brutalnie nazwała jej zdolność do uwodzenia: „instynkt zabójcy”. I tak pół Europy ekscytowało się wizytą Łempickiej w rezydencji faszyzującego włoskiego poety Gabriele D’Annunzia. Rozważaniom, czy została kolejnym erotycznym trofeum włoskiego skandalisty, nie było końca. A Łempicka podgrzewała atmosferę, wypowiadając się dla gazet i wyznając, że: „towarzystwo poety daje mnóstwo ciekawych wrażeń, jak zresztą i całe jego otoczenie”.

Tadeusz Łempicki, który dostał pracę w jednym z najlepszych paryskich banków, w końcu stracił zainteresowanie rolą rogacza i wrócił do Warszawy, gdzie zdobył rękę córki właściciela największej polskiej fabryki farmaceutycznej. Jego portret znajdujący się na wystawie, jest pożegnaniem malarki z mężczyzną, który nie sprostał jej apetytom na życie.
Artystyczne pożegnanie z pierwszym mężem: „Niedokończony mężczyzna”. Fot. MARIO GUZMAN/ EPA /PAP.
Na kolejnego męża Łempicka wybiera bogatego barona Raoula von Kuffnera, który ma zapewnić jej zarówno luksusowe życie, jak i swobodę artystyczną. To wtedy jej kariera się rozpędza. Tamara kręci specjalny film reklamowy, zaprasza dziennikarzy do swojej pracowni, budowuje sobie nowoczesne atelier. Naśladuje pierwszych paryskich dyktatorów mody, na przykładzie których doskonali swój pijar.

Na wystawie dobrze widać różnice pomiędzy obrazami z lat 20., które są pochwałą witalizmu, nowoczesności a pracami z lat 30. Początkowo Łempicka uwielbia wizerunki kobiet młodych, ale już w pełni rozkwitu. Świat wydaje się nie mieć granic, życie czerpie się pełnymi garściami, a świat należy do tych, którzy nie wahają się przed niczym. Na jej obrazach występują więc tenisistki, mistrzynie narciarstwa czy baronowe w bryczesach i butach do konnej jazdy; kobiety wyglądające niekiedy jak bezwzględne bestie, które stratują każdego, kto stanie na ich drodze życiowej. Są świadome swego erotyzmu i wiedzą, jak z niego korzystać.

W połowie lat 30. u Łempickiej pojawiają się nowe tony. Artystka przypomina sobie o polskiej tradycji. W 1933 r. maluje portret „La Polonaise” – dziewczyny w stroju ludowym z modlitewnikiem w ręku. Zaczyna też malować wizerunki Madonny. Dwa lata później powstaje poruszający obraz „Matka przełożona”, który według opowiadanej przez nią legendy przedstawia przeoryszę zakonu, do którego ponoć chciała wstąpić Łempicka. Oczywiście malarka na zakonną ascezę się nie zdecydowała, ale cała opowieść doskonale pasowała jej do dramatyzmu, w jaki opakowywała swoje życie.         ODWIEDŹ I POLUB NAS     Choć z drugiej strony tego dramatyzmu nie musiała specjalnie wymyślać. Jej wnuczka wspominała, że babka opowiadała o głodzie w bolszewickim Petersburgu i ludziach wyrywających sobie mięso z padłych koni. Łempicka zaznała też gorzkiego losu uciekiniera, który trafił na paryski bruk. Na wystawie każdy chyba przystanie przy obrazie „Uchodźcy” z 1931 r. Jest to utrzymany w ciemnych barwach obraz matki przytulającej syna na jakimś etapie ucieczki po zniszczeniu dawnego życia. Zarówno matka jak i syn posępnie patrzą w dal, żałując tego, co było wcześniej i myśląc z trwogą o przyszłości.

Ucieczka za ocean
Kto wie, czy poruszającą scenę z amerykańskiego filmu „Kabaret”, gdy śpiewak z Hitlerjugend porywa bywalców niemieckiego Bierhausu siłą swej pieśni, nie zainspirowały wspomnienia Łempickiej. W 1938 roku Tamara wraz mężem baronem odwiedziła jeden z kurortów w Austrii. Na własne oczy zobaczyli, jak przemarsz oddziału Hitlerjugend, który śpiewa nazistowskie pieśni, w ułamku sekundy zamienia przyglądających się tej paradzie kuracjuszy w ogarnięty nazistowskim szałem złowrogi tłum. Jak wspominała Łempicka to doświadczenie skłoniło ją, by namówić męża do sprzedania swoich dóbr na Węgrzech.

Z uzyskanymi pieniędzmi już w lutym 1939 roku wyjeżdżają za ocean. Instynkt uciekinierki spod władzy bolszewików nie zawiódł Łempickiej. Wojna rzeczywiście wybuchła, a ona ze swymi żydowskimi korzeniami trafiłaby zapewne z Paryża do jednego obozów śmierci III Rzeszy.

W Ameryce na miejsce swej pracowni portretów wybiera Hollywood. Zdobywa zamówienia, ale nie jest już tak wielką gwiazdą jak w Paryżu. Zmienia styl malowania. Idzie w kierunku hiperrealizmu, ale na tym polu nie ma już tak wielkich sukcesów jak przed wojną. Musi zmierzyć się z faktem, że jej styl wyszedł mody.

Rosnące rozżalenie z powodu przygasania sławy rekompensuje sobie licznymi podróżami. W końcu zamieszkała w Meksyku, gdzie w 1980 roku umarła. Swoje prochy kazała rozsypać z helikoptera nad zboczami meksykańskiego wulkanu Popocatepetl.

Już w 1973 roku na fali mody retro zostaje na nowo odkryta. W latach 80. i 90. XX wieku oraz oraz na początku tego wieku mają miejsce duże monograficzne wystawy ku jej czci we Włoszech, Francji, a potem w 2004 roku w Royal Academy of Art w Londynie. W 2018 roku jej obraz „Muzykantka” zostaje sprzedany na aukcji w Nowym Jorku za ponad 9 mln dolarów. Rok później obraz „Różowa tunika” idzie za 13,3 mln dolarów, a w 2020 „Portret Marjorie Ferry” zmienia właściciela za ponad 21 mln dolarów. Kolekcje dzieł Łempickiej kupuje piosenkarka Madonna, która wykorzystała dzieła artystki w swoim słynnym teledysku „Vogue”.

Dla polskiego odbiorcy oznaczało to tyle, że obrazy Łempickiej niezwykle trudno było sprowadzić do Polski. Tym większa chwała dla organizatorów lubelskiej wystawy, którym udało się pożyczyć ok. 40 prac z muzeów francuskich i kolekcji prywatnych. Nie wiadomo, kiedy kolejny raz będzie można je zobaczyć.

Ale wystawa sprzyja też refleksji nad okresem międzywojennym. Tym specyficznym czasem, kiedy hasło nowoczesności z jednej strony podchwycił obóz komunistyczny, a z drugiej strony ekscytował się nim świat luksusowego hedonizmu. Jeśli szukać w tym drugim obozie symbolicznej władczyni to bez wątpienia była nią urodzona w Warszawie Tamara Łempicka.

– Piotr Semka

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Wystawa „Tamara Łempicka-kobieta w podróży” czynna będzie w Muzeum Narodowym w Lublinie do 14 sierpnia 2022. Od 14 września 2022 roku oglądać będzie ją można w Villi La Fleur w Konstancinie pod Warszawą.
Zdjęcie główne: „Autoportret w zielonym bugatti” Tamary Łempickiej z 1929 można zobaczyć na lubelskiej wystawie. Fot. PAP/Bartłomiej Wójtowicz
Zobacz więcej
Kultura wydanie 29.04.2022 – 6.05.2022
Widzowie wciąż cenią bareizmy. Ależ Bareja by się zdziwił
Kazimierz Kutz spostponował twórczość dotychczasowego przyjaciela podczas spotkania przedstawicieli kinematografii z towarzyszami z PZPR.
Kultura wydanie 22.04.2022 – 29.04.2022
Wenecja w kwietniu 2022. Rozmowa z lutnikiem o poranku
Cóż może być milszego?
Kultura wydanie 22.04.2022 – 29.04.2022
Akademia Pana Andrzeja. Człowieka ze „złotym uchem”
Miał rękę do przebojów: „Żółte kalendarze”, „Szparka sekretarka”, „Franek Kimono” czy „Wy nie wiecie, a ja wiem”…
Kultura wydanie 15.04.2022 – 22.04.2022
Czy diabłami muszą być koniecznie faceci?
Cudowności przyciągające nawet w czasach Netflixa.
Kultura wydanie 15.04.2022 – 22.04.2022
Krasnoludek Obijacz
To był sen bajkowy. Na lekcji rosyjskiego wstał i zaczął walczyć ze smokiem…