Historia

Prawosławny król Ukrainy. Koronowany przez katolickiego papieża

Zapomniana monarchia. Ale istniała, prawie przez tuzin lat. To też może być źródło godności. Przynajmniej dla 24 Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej im. Króla Daniela, walczącej pod Ługańskiem.

Jego królestwo miało płynne granice. Trudno też nazwać je w pełni suwerennym: Daniel I Romanowicz pozostawał formalnie jednym z wielu lenników Tatarów. Ale do czasu chrztu Jagiełły i unii krewskiej było najdalej położonym na wschód państwem europejskim, którego władca był namaszczony przez legata papieskiego i które uwzględniane były w wielkich projektach Zachodu: unii kościelnej, krucjat, rozbudowy sieci kościołów i klasztorów.

Początek państwu Daniela dały te same ambicje, co wszystkim bez mała Rurykowiczom, panującym w kilkudziesięciu księstwach, rozciągniętych od Morza Czarnego aż niemal po Białe. Zjednoczyć! Zjednoczyć Ruś z kijowskich czasów! Walki i podjazdy z czasów rozbicia dzielnicowego to naprawdę nic w porównaniu z ambicjami, skrytobójstwami i przewrotami, dokonującymi się w Suzdalu, Kijowie, Nowogrodzie i Haliczu.

A w takich rozgrywkach trzeba sięgać po wsparcie z zewnątrz, brać, jakich się da, sojuszników. I Ruś Wołyńsko-Halicka, którą Daniel rządził ze swojej rezydencji na kredowym wzgórzu w Chełmie, jest tak doskonale środkowoeuropejska, jak tylko mogło być państwo z epoki przednowożytnej, z czasów, gdy jeszcze nie docierały tu wpływy Francji, Habsburgów, Wysokiej Porty, nie mówiąc o Anglii, Moskwie i Rzeszy. Na północy – kunigasowie litewscy. Na zachodzie – rozdrobnione księstwa Korony Polskiej, jak nie Łęczyca, to Kraków lub Sandomierz. Na południu – Węgry.

I to między nimi trzeba było snuć drobną sieć czasowych sojuszów. Szukać wspólnych przeciwników – Jaćwingowie, Pieczyngowie, Tatarzy – lub brać udział w starciach jednych przeciw drugim. Czasem zdarzyła się jakaś naprawdę egzotyczna kombinacja: w 1253 roku Daniel poparł króla Węgier Belę w wojnie o sukcesję austriacką i ramię w ramię z Małopolanami, Węgrami i Piastami z Opola dotarł aż pod Opawę. Ale to była jego najdalsza eskapada na Zachód.

Wielka polityka wkroczyła w jego życie – niestety – na małych, żółtozębych konikach. Z Tatarami Daniel stykał się od czasu „bitwy całej Rusi” nad rzeką Kałką w 1223, kiedy to dostał strzałą w pierś. W 1240 musiał opuścić Kijów, w rok później – salwować się wręcz ucieczką na Węgry. W 1245 musiał uznać zwierzchność Złotej Ordy, a co gorsza – na północy opłacał się Mendogowi.
Daniel I Romanowicz / Daniel I Halicki. Fot. Wikimedia
Ale pozostawał poważnym graczem – bardzo poważnym, bo to przez jego ziemie (a przynajmniej – ziemie do niedawna jego, na których nadal miał wierne sługi i zamki, których szlaki znał) prowadziła droga nad Dniepr, na Krym, i dalej na Wschód. Benedykt Polak, o którym pisaliśmy w Tygodniku kilka tygodni temu, nie przypadkiem właśnie z Danielem spotykał się w Łęczycy i od niego czerpał know how o obyczajach Ordy. Od tego poselstwa zresztą rozpoczęła się korespondencja Daniela z kolejnymi papieżami, montującymi (czy nie bardziej na miejscu byłoby słowo: ścibolącymi) koalicję antytatarską.

Sporo listów zaginęło, nie wiemy, jak wyglądały negocjacje. Ale ich wynik był jednoznaczny: w listopadzie lub grudniu 1253 roku do Drohiczyna nad Bugiem – te bagna! Te nieprzebyte puszcze! Te śniegi! Ci wilcy! – dociera wysłannik, czyli legat papieski Opizo. I nakłada na Danielowe skronie koronę.

Sytuacja bez precedensu: katolicki papież koronuje władcę, który wyznaje prawosławie! Ale ortodoksja obu stron musiała ustąpić przed realiami politycznymi: jeśli ma ruszyć krucjata, na jej czele powinien stanąć król. Skoro król Ludwik Święty może prowadzić swoje zastępy na jednych pohańców – na innych, bardziej skośnookich, powinien prowadzić ich król Daniel Halicki. – Brać, ale nie kwitować! – podsumowałby działania króla Ukrainy inny polityk, czynny jakiś czas później w tych okolicach.

Nic z tej kombinacji nie wyszło. Daniel mógł być sługą dwóch panów, dopóki chańskim baskakiem (namiestnikiem) był słaby Kuremesa. Jego następca, Burundaj, najpierw zażyczył sobie od Daniela wsparcia podczas wyprawy na Litwę, a potem eskalował żądania. W 1262 zażądał konkretu: zburzenia murów Daniłowa, Krzemieńca, Łucka i Lwowa – Lwowa! Perły w koronie, założonego przez króla i nazwanego na cześć ukochanego syna!

I to mu nie wystarczyło, baskakowi przeklętemu: to samo żądanie powtórzył w przypadku Włodzimierza i Chełma. Daniel nie czekał oślepienia – po raz kolejny w swej karierze władcy ruszył na Węgry, szukać pomocy. A Burundaj pustoszył a pustoszył, z Chełma niedaleko już miał do Sandomierza. Zapamiętały ziemie polskie ten drugi najazd Tatarów…

Po co Putinowi Kijów? Bo tam się wszystko zaczęło. Wojna o korzenie

Rosyjski prezydent wraca do tradycji „zbierania ziem ruskich”.

zobacz więcej
I tyle było królowania, i korony. Zmarł Daniel w 1264, pochowany został w chełmskiej katedrze prawosławnej, która od tego czasu dwakroć płonęła, dwakroć zmieniała denominację (najpierw na unijną, potem na rzymską), a za Augusta Mocnego ostatecznie została rozebrana. Korona? Legenda mówi, że po przekuciu przypadła prawosławnym biskupom przemyskim, ale nie ma na to mocnych dowodów.

Dziedzictwo? Syn Lew Halicki (vel Daniłowicz) panował jeszcze w Chełmie, ale już jako książę, wdając się w kolejne awantury , których nie brakowało podczas jednoczenia ziem piastowskich: to zgłaszał nader wątle uzasadnione pretensje do tronu krakowskiego, to podskubywał Leszka Czarnego (co gorsza, w sojuszu z Tatarami), to antyszambrował z czeskim Wacławem II przeciw Łokietkowi… Niby pisał się „Rex Russiae, dux totius terrae Russiae, Galicie et Ladimirie” – ale czego to nie ma w tytulaturach…

Gdyby Iwaszkiewiczowi się chciało napisać sequel „Czerwonych tarcz”, powinien wziąć za głównego bohatera Króla Daniela I. Ta sama melancholia znad Utraty, promieniejąca na całe uniwersum powieściowe. W „Czerwonych tarczach” nikt nie dorastał marzeń Henryka Sandomierskiego: napatrzywszy się na nadreńskie twierdze i klasztory, skazany był na awantury z braćmi ogryzającymi kości, na wznoszenie mizernych warowni z kruszącego się kamienia, na śmierć w mżawce i błocie.

Czy nie podobny los Daniela? Król Ukrainy, Ludwikowi Świętemu równy, planujący krucjatę od Bugu po Boh – musi użerać się z litewskimi kunigasami, biegać przy strzemieniu pohańca, prosić o pomoc to Konrada Mazowieckiego, to Towtywiłła litewskiego, to Bolesława Wstydliwego, by skończyć niemal jako Daniel bez Ziemi, z grobem kopanym oskardami w chełmskiej kredzie.

Ale za to gdyby Amerykanie wzięli się za nakręcenie filmu o jego synu – zdobyłby dwa Oscary, miliard dolarów wpływów i utrzymywał się na topie przez sześć lat.

A wiecie, jaki miałby tytuł? „Król Lew”.

– Wojciech Stanisławski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Pomnik króla Daniela w Tarnopolu na Ukrainie. Fot. Oleksandra ButovaUkrinform / ddp images / Forum
Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
Kryzys naftowy. Jak wykorzystać odcięcie dostaw ropy
Zachód zmądrzał po szkodzie.
Historia Poprzednie wydanie
Ziemia obiecana czy przeklęta? II wojna i polscy emigranci w USA
Czasem amerykański sen okazywał się amerykańskim koszmarem...
Historia wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Ostatnia romantyczna wojna. Bitwa o Falklandy
Osiemdziesięciu zwiadowców SAS prowadziło rozpoznanie w 4-osobowych grupach.
Historia wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Bunt w Workucie. Rynsztokiem płynęła krew więźniów
„Te obozy nie są bardziej ludzkie niż Majdanek i Oświęcim. Mordowano nas, szczuto psami, morzono głodem...”
Historia wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Zagłodzić zbuntowany naród
Przez trzy lata Jan Zumbach walczył w biafrańskich „siłach powietrznych”, które budował od zera.