Historia

Kanibalizm pozostał tematem sensacyjnych plotek o dzieciach przerabianych na kiełbasę. Jedzenie i ideologia w PRL

Na początku roku 1981 „Przyjaciółka” opublikowała alarmistyczny wywiad z ekspertkami z Instytutu Matki i Dziecka, które roztaczały wizje „zagrożenia biologicznego narodu” i ostrzegały, że „niedożywienie dzieci może mieć nieodwracalne skutki dla ich zdrowia”, a prawidłowy rozwój pociech zależy od dostatecznego spożycia niedostępnego wówczas na rynku mięsa. O głodzie sensu stricto doświadczanym w socjalistycznym państwie dążącym do dobrobytu nie wypadało pisać wprost. Co najwyżej wspominało się o nim w sposób zakamuflowany.

Dzięki uprzejmości Państwowego Instytutu Wydawniczego publikujemy fragment książki Moniki Milewskiej „Ślepa kuchnia. Jedzenie i ideologia w PRL”.

I

„Głód i stałe niedojadanie szerokich mas to nieodłączne cechy kapitalizmu” – taki cytat z radzieckiej książki kucharskiej przywołany został ironicznie w liście robotników do popularnej w latach 50. audycji radiowej „Fala 49”. W Polsce Ludowej władze za wszelką cenę (i nie bez pewnych faktycznych podstaw) starały się skojarzyć zjawisko głodu z okresem wyklinanej sanacji. Celebrowano więc kolejne rocznice „marszu głodnych”, który przeszedł ulicami Sanoka w 1930 roku. W swoim poemacie „Słowo o Stalinie” Władysław Broniewski pisał o mrocznych czasach przedwojennych: „Tam – bezrobocie, strajki, głód”. Rzeczywiste problemy związane z okresem wielkiego kryzysu, który w Polsce przypadł na lata 1929 – 1935, ekstrapolowano na całą, nieokreśloną przeszłość klasy robotniczej. Obraz głodujących niegdyś robotników miał pozostać niezmącony w głowach budowniczych nowego, szczęśliwego ustroju. Jak w 1950 roku zanotowała w „Dziennikach” Maria Dąbrowska, w Państwowym Instytucie Wydawniczym wykreślono jej znajomemu pisarzowi scenę, w której murarz, jeszcze za czasów austriackich, kupił sobie szynkę na Wielkanoc. Dawne czasy musiały być malowane na tyle ciemną paletą barw, by na ich tle mogła jaśnieć niezbyt różowa przecież teraźniejszość.

II

Polska Ludowa nie doświadczyła na szczęście takich klęsk, jakie za czasów komunizmu stały się udziałem Chin, gdzie – jak wykazał Frank Dikötter – w latach 1958 – 1962 w wyniku głodu spowodowanego obłędnymi założeniami Wielkiego Skoku zmarło co najmniej 45 milionów osób, albo Ukrainy, gdzie liczbę ofiar Hołodomoru szacuje się na miliony. Poza światem więzień i obozów pracy władze komunistyczne w Polsce nie posługiwały się w swoich politycznych poczynaniach głodem, jak czynił to w odniesieniu do krajów słowiańskich Hitler albo Stalin, który świadomie uczynił z głodu okrutne narzędzie w walce o kolektywizację i całkowitą dominację polityczną na Ukrainie. Tak o tym pisał baczny obserwator tych czasów, niemiecki dyplomata Gustav Hilger:

Mieliśmy wrażenie, że władze z rozmysłem powstrzymywały się od pomagania cierpiącej ludności, poza tą zrzeszoną w kołchozach, żeby pokazać opornym chłopom, że śmierć głodowa to jedyna alternatywa dla kolektywizacji.
Warszawa, 1 maja 1978 roku. Tego dnia Edward Gierek, wówczas I sekretarz KC PZPR, powiedział: „Polska jest dziś krajem nowoczesnym, silnym, liczącym się w wielkiej rodzinie narodów, otoczonym powszechnym szacunkiem. Odsunęliśmy w głęboką niepamięć lata niewoli, poniewierki i głodu”. Fot. PAP/CAF/MATUSZEWSKI
Historia PRL-u nie była tak dramatyczna, a kanibalizm pozostał jedynie tematem sensacyjnych plotek o dzieciach przerabianych na kiełbasę. Jednak lęk przed głodem w powojennej Polsce powracał często, a niedożywienie było realnym problemem społecznym aż do końca istnienia systemu.

W pierwszych latach powojennych trudności aprowizacyjne można było powiązać ze skutkami działań militarnych i ogólnoeuropejskim kryzysem. Dlatego w „Przekroju” mogły bez przeszkód pojawiać się takie oto obrazki satyryczne:

Do Marii Antoniny zwraca się służący:
– Wasza Królewska Mość! Lud się buntuje, bo nie mają chleba!
– Czemuż więc nie jedzą ciastek?
– Ależ królowo, przecież dzisiaj jest dzień bezciastkowy!


W lipcu 1945 roku do przybyłych na tzw. Ziemie Odzyskane apelowano w ulotkach obrazowym językiem: „Do pracy, do żniw – pokonać widmo głód!”. Z każdym rokiem jednak trudniej było zrzucać winę na sanację i okupanta. W 1949 roku, gdy Polska Kronika Filmowa chwaliła się, że Polska jest trzecim krajem w Europie, który zniósł reglamentację żywności, i demonstrowała obfitość wypieków w związku ze zniesieniem dni bezciastkowych, na jednym z wrocławskich sklepów pojawił się napis następującej treści:

Mleka nie ma, masła nie ma, mięsa nie ma, mąki nie ma, trzeba literę „m” wykreślić z alfabetu, bo dla jednego Minca szkoda jej trzymać.

Lęk przed głodem miał swoje odbicie w obiegających wówczas kraj pogłoskach. W 1949 roku w województwie olsztyńskim pojawiła się plotka, że na Śląsku „panuje głód – kobiety rzucają się pod samochody w celu uniknięcia śmierci głodowej”, a wysyłane tam ziemniaki są natychmiast rozchwytywane. W 1951 roku członkowie jednej ze spółdzielni produkcyjnych na Dolnym Śląsku byli zbulwersowani informacją, jakoby w Szczecinie miało dojść do starć „z powodu braku chleba”; krążyła też wśród nich pogłoska, że „Głos Robotniczy” zamieścił wiadomość „o śmierci kilku starszych ludzi z głodu”.
Łódź, 27 lipca 1981 roku. Obwieszone transparentami autobusy czekają na wyjazd na Plac Niepodległości w Łodzi przed rozpoczęciem akcji protestacyjnej Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego (MKZ) Ziemi Łódzkiej. Kolumna autobusów Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego (MPK) przejechała na znak protestu przeciwko niedostatecznemu zaopatrzeniu społeczeństwa w żywność. Fot. PAP/CAF/Zbigniew Nowak
Skalę rzeczywistego głodu panującego na początku lat 50., gdy na skutek przestawienia całej gospodarki na przyspieszoną industrializację doszło do załamania rynku żywnościowego, pokazuje wstrząsający list, który w sierpniu 1951 roku do audycji „Fala 49” wysłała pewna mieszkanka Radomia:

Kochana Falo. Długo się namyślałam zanim napisałam ten list, ale już jestem tak zrezygnowana, że jest mi wszystko jedno, nawet mogę się dostać do więzienia, to przynajmniej dostanę jeść i nie będę z głodu przymierać, choć mam męża i czworo dzieci. Mieszkam w Radomiu. Sklepów jest pełno, tylko do sklepów żadnych towarów nie dostawiają. Powiedz Falo co mamy jeść, bo ja nie wiem, choć jestem gospodynią domową od lat 25. To znaczy, że znam czasy przedwojenne, okupację i obecne. I nigdy takiej biedy nie miałam, jak mam obecnie. […] Od dwóch tygodni w sklepach spółdzielni nie można dostać kawałka słoniny, kawałka mięsa, kawałka wędliny. Ale nie myśl Falo, że ludzie tak rozkupują, o nie. Po prostu dlatego, że do sklepów w ogóle żadnego towaru nie przywożą. Jak tu pracować w tak ciężkich warunkach głodowych, kiedy rodzina moja wcale nie ma już sił i chęci iść do pracy. […] Człowiekowi kiszki z głodu się skręcają po kartoflach z solą i ogórkach bez octu, bo towar wędruje piorun wie gdzie. […] Więc co mam robić, czy się powiesić, czy ukraść co i iść do więzienia, czy mam czekać na powolną śmierć głodową?

Kobieta, na dowód, że jej odczucia nie były jednostkowe, zacytowała dwie zwrotki sparafrazowanych piosenek, które „ludzie już z głodu tworzą”:

Na lewo sklep, na prawo sklep
A ja w ogonku stoję
Tu nie ma nic, tam nie ma nic,
A dzieci głodne moje


oraz

Jeszcze Polska nie zginęła
I zginąć nie musi
Jak nas Niemcy nie wybiły
To nas głód wydusi.


Liczne źródła z tego okresu mówią o ludziach słaniających się z głodu na ulicach polskich miast. Co do panujących w kraju nastrojów nie pozostawiał złudzeń kursujący ówcześnie dowcip, wedle którego nie było żadnej różnicy między drogą do Morskiego Oka i drogą do komunizmu, „bo jedna i druga prowadzi przez Głodówkę”.

Mała stabilizacja odsunęła widmo głodu, a pierwsze lata gierkowskiego życia na kredyt dawały pozory zażegnania wszelkich problemów i możliwości nieskrępowanej konsumpcji. W pochodzącej z roku 1971 książce kucharskiej „Dobra kuchnia” mogliśmy przeczytać:

W naszym kraju – w związku z dobrze rozwiniętym rolnictwem i przemysłem rolno-spożywczym – zjawisko głodu ilościowego nie występuje. Obserwuje się natomiast różne objawy niedoboru niektórych składników odżywczych, wskutek nieprzestrzegania podstawowych zasad współczesnej nauki o żywieniu człowieka.

„Podobno są jatki, gdzie z ludzi robią kiełbasy”. Mięso w czasach PRL

Skazano za nie na śmierć. Było powodem strajków w 1970, 1976 i lipcu 1980 roku.

zobacz więcej
Wina za niedożywienie obywateli w żadnym razie nie leżała po stronie państwa, winne były nie dość uświadomione lub lekceważące naukowe zasady żywienia jednostki. Dobre samopoczucie władzy nie zniknęło nawet w obliczu pogłębiającego się kryzysu. 1 maja 1978 roku Edward Gierek mówił z dumą:

Polska jest dziś krajem nowoczesnym, silnym, liczącym się w wielkiej rodzinie narodów, otoczonym powszechnym szacunkiem. Odsunęliśmy w głęboką niepamięć lata niewoli, poniewierki i głodu.

III

Głód rychło powrócił. Najpierw w formie retorycznej, jako jeden z tematów słynnych napisów na murach Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 roku. Białe litery na szarym tynku dawały jednoznaczny przekaz:

Głodny stoczniowiec nie będzie pracował.

Pod Partii przewodem rząd morzy nas głodem.

Nie ma mięsa, masła, jajek,
zginęła słonina.
Trzeba będzie z głodu
żreć dzieła Lenina.


Głód dawał prawo do buntu i oznaczał delegitymizację dotychczasowego systemu, który nie spełnił swoich najbardziej elementarnych obietnic. Na murach strajkującej Stoczni winny został wskazany po imieniu: były nimi rząd i partia, które świadomie głodziły naród. Autorzy napisów nie zawahali się też zszargać świętości komunizmu, pism Lenina, które były na rynku ostatnim dostępnym – bo najbardziej ciężkostrawnym – produktem.

Na początku lat 80. braki żywności były już tak dotkliwe, że specjaliści z Instytutu Żywienia i Żywności musieli uspokajać nastroje społeczne, tłumacząc, że w kraju występują niedobory rynkowe, nie ma zaś mowy o klęsce głodu. Na początku roku 1981 „Przyjaciółka” opublikowała jednak alarmistyczny wywiad z ekspertkami z Instytutu Matki i Dziecka, które roztaczały wizje „zagrożenia biologicznego narodu” i ostrzegały, że „niedożywienie dzieci może mieć nieodwracalne skutki dla ich zdrowia”, a prawidłowy rozwój pociech zależy od dostatecznego spożycia niedostępnego wówczas na rynku mięsa. O głodzie sensu stricto doświadczanym w socjalistycznym państwie dążącym do dobrobytu nie wypadało pisać wprost. Co najwyżej wspominało się o nim w sposób zakamuflowany. „Zielony Sztandar” w 1982 roku zachęcał swoich czytelników:

W obecnej trudnej sytuacji żywnościowej warto sięgnąć do dobrych tradycji żywieniowych dawnej wsi. Od czasu, gdy tak trudno o cokolwiek do chleba, nawet o masło, smalec czy dżem, wróciliśmy do gotowanych śniadań. Najbardziej lubianą potrawą na śniadanie jest żur ze śmietaną oraz ziemniaki omaszczone skwarkami.

„Dobre tradycje” wsi to zwyczaje żywieniowe pochodzące z czasów przedwojennej nędzy i głodu, które socjalizm miał na zawsze odesłać w przeszłość.
Monika Milewska „Ślepa kuchnia. Jedzenie i ideologia w PRL”, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2021
Prasa pisała o głodzie najchętniej w kontekście globalnym, w odniesieniu do krajów Trzeciego Świata, a zwłaszcza Bangladeszu, który – przynajmniej od lat 70. – był synonimem nędzy. Rozważania nad problemami żywnościowymi krajów rozwijających się można było snuć bez obaw, choć i tu odpowiednie organa wykazywały należytą czujność. W aktach IPN-u, w zespole archiwalnym pochodzącym z Departamentu III Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, zachował się list otwarty skierowany do Ministerstwa Rolnictwa, podpisany przez członków sekty Stolica Boża i Barankowa Apostołów w Duchu i Prawdzie, Alfa i Omega, Początek i Koniec. Był to założony w 1939 roku przez Bernarda Wilka niewielki związek wyznaniowy, łączący zasady pierwotnego chrystianizmu, „niebieskiego”, utopijnego komunizmu i pacyfizmu. Organizacja była tolerowana przez władze, od których otrzymała nawet za symboliczną opłatą duże gospodarstwo rolne w Niwnicy pod Nysą, które stało się siedzibą i zapleczem gospodarczym tego maleńkiego Kościoła. Stolica Boża i Barankowa wzywała do powołania wspólnego, ogólnoświatowego państwa i maszerowała w pochodach pierwszomajowych pod transparentem: „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się! – Jedna owczarnia i jeden pasterz”. ODWIEDŹ I POLUB NAS W liście wspólnoty, skierowanym do „osobistości świata politycznego, naukowego i dziennikarskiego” – a przekierowanym do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych – czytamy:

Musimy sobie jasno zdać sprawę, że prawdziwa pomoc dla ludzi ginących z głodu, jak również rozwiązanie problemów nadrzędnych dla ludzkości, a więc i problemu żywnościowego, stanie się możliwe wówczas, gdy wszyscy wodzowie państw na całym świecie pojednają się, gdy uznają w sobie nawzajem braci, a sami staną się ojcami dla swoich narodów.

Autorzy listu zapewniają też, że głód, epidemie i wszelkie nieszczęścia znikną, gdy człowiek przestanie walczyć przeciwko naturze. Jako przykład takich zaślepionych działań naukowców przytaczają rozważaną przez klimatologów koncepcję „rozbicia lodów Arktyki w celu zapobieżenia ochłodzeniu klimatu ziemskiego. Uczeni ci wyrazili obawy, że owe zmiany klimatyczne – związane ze zwiększaniem się powierzchni zaśnieżenia na półkuli północnej mogą spowodować kryzys w rolnictwie strefy umiarkowanej, co zagroziłoby głodem całej ludzkości”. Cztery lata później „nadmierne zaśnieżenie” podczas polskiej „zimy stulecia” rzeczywiście pogłębiło kryzys żywnościowy.

– Monika Milewska

Tytuł pochodzi od redakcji Tygodnika TVP


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Fot. autorki – Anna Jakubowska – archiwum własne, CC BY-SA 4.0, Commons Wikimedia
Zdjęcie główne: Szczecin, 31 lipca 1981 roku. Marsz głodowy kobiet protestujących przeciwko brakom w zaopatrzeniu w żywność i drastycznie ciężkim warunkom życia. Fot. PAP/CAF/Zbigniew Jodkowski
Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
Kryzys naftowy. Jak wykorzystać odcięcie dostaw ropy
Zachód zmądrzał po szkodzie.
Historia Poprzednie wydanie
Ziemia obiecana czy przeklęta? II wojna i polscy emigranci w USA
Czasem amerykański sen okazywał się amerykańskim koszmarem...
Historia wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Ostatnia romantyczna wojna. Bitwa o Falklandy
Osiemdziesięciu zwiadowców SAS prowadziło rozpoznanie w 4-osobowych grupach.
Historia wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Bunt w Workucie. Rynsztokiem płynęła krew więźniów
„Te obozy nie są bardziej ludzkie niż Majdanek i Oświęcim. Mordowano nas, szczuto psami, morzono głodem...”
Historia wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Zagłodzić zbuntowany naród
Przez trzy lata Jan Zumbach walczył w biafrańskich „siłach powietrznych”, które budował od zera.