Rozmowy

Muzyka jest jak piłka nożna – fajnie jest kibicować, ale jeszcze fajniej samemu pokopać

Wciąż zżymam się, gdy osoby publiczne mówią, że słoń im na ucho nadepnął, albo nie znają się na muzyce. W pewnych krajach w Europie to byłoby kompromitujące. Co ciekawe, te same osoby publicznie nie powiedzą, że nie czytają książek czy nie oglądają filmów. A przecież na muzyce nie trzeba się znać, trzeba jej po prostu słuchać – mówi Daniel Cichy, redaktor naczelny Polskiego Wydawnictwa Muzycznego.


W podziałek 2 maja odbędzie się finał ogólnopolskiego konkursu Młody Muzyk Roku 2022, promującego najzdolniejszych uczniów średnich szkół muzycznych. Koncert finałowy z Filharmonii Narodowej w Warszawie o godz. 20 transmitowany będzie na żywo na antenie TVP Kultura i przez kanał streamingowy TVP Kultura 2. Zwycięzca będzie reprezentował Polskę na prestiżowym Konkursie Eurowizji dla Młodych Muzyków w Montpellier.

ODWIEDŹ I POLUB NAS
TYGODNIK TVP: Czy Polska młodymi artystami stoi?

DANIEL CICHY:
Możemy się pochwalić dużym zasobem znakomitych artystów, którzy zdobywają serca nie tylko rodzimych, ale również zagranicznych melomanów. A przecież te najgorętsze dziś nazwiska jeszcze kilka lat temu były definiowane jako artyści młodzi, dobrze zapowiadający się, byli utalentowanymi uczniami i zdolnymi studentami. Skoro więc są osoby, które w niedalekiej przeszłości kończyły edukację muzyczną i dzisiaj są rozchwytywanymi gwiazdami muzyki klasycznej, to możemy powiedzieć, że przyszłość rysuje się nie najgorzej.

Jak przez ostatnich pięć, dziesięć, ale pewnie też kilkadziesiąt lat zmieniał się proces kształcenia artystów? Na co kładło się nacisk dawniej, a na co teraz? I czy w procesie edukacyjnym widać jakieś szczególne zmiany?

Kształcenie artystów to proces wieloletni, o wiele dłuższy niż ten, jaki przechodzą chociażby lekarze. Często ci, których spotykamy na estradach filharmonicznych, w orkiestrach i chórach, na scenach operowych i baletowych, zaczynali edukację muzyczną – formalną i nieformalną – jeszcze w wieku przedszkolnym. Po tym etapie wczesnego umuzykalniania dziecko kierowane jest do szkoły muzycznej pierwszego, drugiego stopnia, co już daje nam 12 lat nauki. Następnie pojawiają się studia, które trwają kolejnych pięć lat. W klasycznym modelu mamy więc do czynienia z cyklem 17 lat zawodowej muzycznej edukacji, która wiąże się z ciężką pracą, wieloma wyrzeczeniami i determinacją – ona w tych młodych istotach musi istnieć i najczęściej wynika z potrzeby serca, aby stawiać na sztukę jako najistotniejszy element zawodowego życia.
Jedna z pięciorga finalistów konkursu Młody Muzyk Roku 2022 – Milena Pioruńska, skrzypce (Poznańska Ogólnokształcąca Szkoła Muzyczna II st. im. M. Karłowicza w Poznaniu). Fot. Natasza Młudzik TVP
Poza tym proces rozwoju artystycznego nigdy się nie kończy. Oczywiście możemy to powiedzieć o wielu profesjach, ale w przypadku muzyków dochodzi dodatkowy element nieustannej publicznej weryfikacji. Co wieczór, gdy artysta występuje na scenie, słuchacze sprawdzają czy się rozwija, czy wciąż ma pasję w sobie, czy dalej potrafi zaczarować publiczność. Wiąże się to z ogromną presją konieczności ciągłego bycia dobrym, a wręcz jeszcze lepszym od samego siebie poprzedniego wieczora. Jedni radzą sobie z tym lepiej, inni gorzej, ale nie można o tym pozaartystycznym warunku funkcjonowania w tym zawodzie zapomnieć.

Wracając do mojego pytania, co w takim razie się zmieniło w tym edukacyjnym podejściu do młodych artystów?

Z pewnością nie zmieniła się jedna kwestia – młody artysta jest konstytuowany przez relację mistrz-uczeń. O ile w innych profesjach ta personalna konstelacja nie jest tak istotna, mamy do czynienia wręcz z edukacyjną zbiorowością, w fachu artystycznym obecność pomocnych, życzliwych osób, które pozwolą tę twórczą energię sprofilować, jest kluczowa.

A co się zmieniło? Względem ostatnich kilkudziesięciu lat na pewno uległy modyfikacji warunki i możliwości, które młodzi ludzie mają, aby poszukiwać mistrzów i inspiracji. Co do zasady dziś nie ma problemu z tym, by młody artysta studiował w Warszawie lub w Nowym Jorku, wybrał nauczyciela, który wykłada w Akademii Muzycznej w Katowicach albo Amsterdamie, mógł wyjechać na stypendium do Berlina, czy Paryża. Zawsze istotą zawodu artysty była nomadyczność, ale obecnie świat stoi otworem, jak chyba nigdy wcześniej.

Laikom młody artysta kojarzy się głównie z Konkursem Chopinowskim i tym, że siedzi przy fortepianie i gra. Czy dziś ci młodzi artyści sięgają częściej po inne instrumenty? Czy w ich muzycznych zainteresowaniach obecne są pewne mody, trendy?

Dwoma bazowymi instrumentami, od których się zaczyna zazwyczaj edukację muzyczną, są fortepian i skrzypce. W pewnym momencie jednak pojawia się refleksja samego dziecka, rodzica czy nauczyciela, że może warto spróbować czegoś innego. Wtedy często ci młodzi adepci sztuki muzycznej wybierają instrumenty dęte, perkusję, zmieniają skrzypce na altówkę, czy kontrabas. Dziś możemy zauważyć w Polsce modę na naukę gry na harfie, kontrabasie czy klawesynie. Jako wydawnictwo reagujemy na te potrzeby, przygotowując odpowiednie publikacje.
Finalista konkursu Młody Muzyk Roku 2022 Józef Wajdzik, akordeon (Zespół Szkół Muzycznych w Poznaniu). Fot. Natasza Młudzik TVP
Czym te mody są inspirowane, jak chociażby ta na kontrabas?

Kontrabas pojawia się bardzo często w składach grających muzykę rozrywkową. W jazzie czy tangu instrument ten kusi i dumnie się prezentuje. Podobnie jest z saksofonem. Chętnych do nauki gry na tym instrumencie jest bardzo wielu, a występowanie na estradach muzyki rozrywkowej czy w słynnych klubach jazzowych to marzenie niejednego młodego muzyka. Kilkanaście lat temu zauważalny był wzrost zainteresowania tym instrumentem na fali popularności Kenny G, czy Candy Dulfer. Z kolei kiedy Marcin Wyrostek wygrał popularny telewizyjny show grając na akordeonie, wielu młodych ludzi zaczęło interesować się właśnie tym instrumentem. Wciąż oczywiście młodzi ludzie wybierają gitarę, choć dzieje się to bardziej w edukacji nieformalnej.

Czy moda na rodzaj muzyki, styl też panuje? Obecni młodzi artyści zapewne interesują się czymś innym, niż ich poprzednicy sprzed lat. A może nadal w duszy im gra głównie muzyka klasyczna?

Na pewno tendencje repertuarowe się zmieniają, zwłaszcza, że w Polsce model szkolnictwa artystycznego przez wiele dziesięcioleci był pod tym względem mocno ograniczony i skupiony głównie wokół muzyki klasycznej. To była taka tradycyjna szkoła od Jana Sebastiana Bacha do Fryderyka Chopina, nie grało się zbyt wiele muzyki XX wieku. Bardziej otwarci pedagodzy wprowadzali twórczość awangardową drugiej połowy ostatniego stulecia. Co więcej, jeśli ktoś był bardziej zorientowany na jazz czy muzykę rozrywkową, to w tak zdefiniowanym estetycznie systemie często nie mógł znaleźć swojego miejsca. Stąd te słynne historie o wyrzucaniu ze szkoły muzycznej za granie jazzu.

Dzisiaj jest zdecydowanie inaczej. Jazz i improwizacja w wielu szkołach jest naturalnym elementem edukacji, a big bandy wpisały się w ofertę zajęć zespołowych. Dzieciaki są też coraz bardziej asertywne w artykułowaniu swoich potrzeb estetycznych. Nauczyciele poszukują muzyki rozrywkowej opracowanej w sposób profesjonalny, bo dzieciaki tego oczekują. Lubimy przecież piosenki, które znamy, a jest to repertuar osłuchany i im bliski.

Jeśli zaś chodzi o samą muzykę klasyczną, to pojawia się większa wiedza na temat technik wykonawczych muzyki dawnej. To wątek również podejmowany w niektórych szkołach. Zatem rozszerzamy repertuar i pogłębiamy świadomość jego wykonywania.
Uczestniczka finału konkursu Małgorzata Cieszko, obój (Zespół Państwowych Szkół Muzycznych im. St. Moniuszki w Bielsku-Białej). Fot. Natasza Młudzik TVP
Jak dostrzega się takie młode talenty? Trzeba mieć niezłe ucho, żeby zauważyć, że to dziecko rokuje i warto rozwijać jego umiejętności.

W Polsce mamy dosyć dobry system formalnego szkolnictwa muzycznego. Szkół pierwszego i drugiego stopnia, państwowych, samorządowych, prywatnych jest w naszym kraju kilkaset. To pozwala na wnikliwą analizę pojawiających się talentów, wyłuskiwanie tych najlepszych, które można dopieszczać. Służą temu także przesłuchania, konkursy. Z drugiej strony to system, który ze względu na tę zawodową orientację, swoiste współzawodnictwo a nie li tylko rolę umuzykalniającą, budzi w niektórych kręgach kontrowersje. W różnych krajach wygląda to rozmaicie. Sądzę, że nasze rozwiązanie, mimo że nie jest wolne od wad, pozwala jednak na odkrywanie prawdziwych talentów, choć nie zawsze dzieci mają 100 procentowe szczęście, by trafić na wyczuloną i profesjonalną postać, która na ich talencie się pozna.

W jakich krajach ten system funkcjonuje najlepiej?

To trudne pytanie, bo w różnych krajach kładzie się nacisk na różne aspekty edukacji muzycznej. Jak już wspomniałem, u nas dobrze rozwinięty jest system zawodowego szkolnictwa muzycznego, natomiast edukacja muzyczna w powszechnych szkołach – podstawówkach, liceach – jest na katastrofalnym poziomie.

Przykładowo: kraje skandynawskie kładą mocny akcent na umuzykalnianie. To zazwyczaj zajęcia muzyczne, wprowadzające w świat dźwięków, ale także skoncentrowane na praktycznym muzykowaniu. O tyle jest to istotne, że jak potwierdzają badania naukowe, dzieci muzycznie kształcone mają szersze kompetencje społeczne, szybciej się rozwijają, skuteczniej uczą się na przykład języków obcych – po prostu są lepszymi ludźmi, lepszym społeczeństwem, lepszym narodem. Żałuję, że w Polsce ta świadomość się wciąż nie przebija i kłopot z powszechną edukacją muzyczną jest ogromny.

Zawsze podaję w takich dyskusjach przykład Japonii. Jedna z organizacji, z którą współpracujemy, zrzesza 14 tysięcy nauczycieli gry na fortepianie. To są niewyobrażalne liczby. A dodać trzeba, że nie ma tam systemu szkół muzycznych, jak w Polsce, ale to obszar nauczania prywatnego, w dzielnicach metropolii, w miasteczkach.

Zatem ze względu na te różnice w podejściu do edukacji muzycznej trudno powiedzieć, gdzie ten system działa najlepiej. Ale na pewno warto prowadzić go dwutorowo: z jednej strony umuzykalniać na masową wręcz skalę, z drugiej kształcić zawodowo.
Finalista Paweł Libront, klarnet (Państwowy Zespół Szkół Muzycznych im. A. Rubinsteina w Bydgoszczy). Fot. Natasza Młudzik TVP
O kulejącej edukacji muzycznej w szkołach powszechnych mówi się dosyć często. Muzyka w szkole kojarzy się głównie z graniem kolęd na flecie, albo czytaniem życiorysów sławnych muzyków.

Z jednej strony to problem systemu, priorytetów edukacyjnych, z drugiej kadr, które uczą w szkołach powszechnych. Pani, która przeszła kilkugodzinny kurs edukacji muzycznej, niekoniecznie ma profesjonalne przygotowanie do prowadzenia takich zajęć. Co ciekawe, infrastrukturę kształcenia kadry mamy w Polsce całkiem niezłą, istnieją akademie muzyczne, instytuty muzykologii, wydziały edukacji muzycznej na uniwersytetach. Jest więc sporo osób, które z pasją mogłyby wprowadzać dzieci w świat dźwięków, zarażać bakcylem gry na takim, czy innym instrumencie, nie w stopniu zawodowym, ale podstawowym, wystarczającym do domowego muzykowania.

Wciąż zżymam się, gdy osoby publiczne mówią, że słoń im na ucho nadepnął, albo nie znają się na muzyce. W pewnych krajach w Europie takie słowa byłyby kompromitujące. Co ciekawe, te same osoby publicznie nie powiedzą, że nie czytają książek czy nie oglądają filmów. A przecież na muzyce nie trzeba się znać, trzeba jej po prostu słuchać. Brak edukacji muzycznej wpływa na publiczność, która powinna wypełniać te wszystkie piękne sale koncertowe, które mamy na naprawdę wysokim poziomie.

Czy talent muzyczny można „wypracować”? W sporcie często mówi się, że 10 procent sukcesu to talent, a 90 to ciężka praca. Jak to jest w przypadku muzyków?

Myślę, że jest podobnie, bo bycie muzykiem to ciężka fizyczna praca. Siedzenie przy fortepianie czy granie na skrzypcach przez kilka godzin dziennie to duży wysiłek. A oprócz tego, podobnie jak w sporcie, konieczne jest budowanie konstrukcji psychicznej. Analogii jest więcej, jedni mają większą łatwość zapamiętywania nut, inni predyspozycje fizyczne do osiągania celów technicznych w grze na danym instrumencie. Na przykład wyczucie rytmu będzie nieco istotniejsze w przypadku perkusisty, rozwój mięśni przepony u dęciaka czy śpiewaka, z kolei słyszalność niuansów wysokości dźwięków będzie u skrzypka wyższa niż u pianisty. Różne predyspozycje pozwalają być wybitnym na danym instrumencie.
Uczestnik finału konkursu Młody Muzyk Roku 2022 Krzysztof Wierciński, fortepian (Ogólnokształcąca Szkoła Muzyczna II st. im. Z. Brzewskiego w Zespole Państwowych Szkół Muzycznych nr 1 w Warszawie). Fot. Natasza Młudzik TVP
Czy możemy wymienić kilkoro cudownych dzieci, które przez ostatnie lata zachwyciły swoją grą, ale też i pracą nad sobą, nad swoimi wykonaniami?

Rywalizacje muzyczne, takie jak pianistyczny Konkurs Chopinowski czy skrzypcowy Konkurs Wieniawskiego, pozwalają wzmocnić młode talenty, choć udział w takich turniejach jest związany z ogromną presją. Dawniej udało się to Krystianowi Zimermanowi czy Kai Danczowskiej, w ostatnich latach pianistom Rafałowi Blechaczowi, Szymonowi Nehringowi, skrzypaczce Agacie Szymczewskiej czy śpiewakowi Jakubowi Józefowi Orlińskiemu. Te osoby nie tylko nie spoczęły na laurach, ale z rozwagą kształtują swoją artystyczną drogę, wciąż się rozwijając i pogłębiając muzyczne interpretacje. Ale tu potrzeba obecności osób odpowiedzialnych, które chronić będą młodego człowieka nie tylko przed oczekiwaniami publiczności i agentów, ale również przed jego własnymi ambicjami, pozwolą zachować balans między eksploatacją talentu a zwykłym życiem.

Zerkał pan może na listę finalistów konkursu Młody Muzyk Roku 2022, który współorganizuje TVP Kultura?

To bardzo mocna, dobra piątka. A osobiście cieszę się, że w finale znalazła się utalentowana oboistka Małgorzata Cieszko, uczennica ze szkoły muzycznej w Bielsku-Białej, którą kończyłem. Nie będzie łatwo wybrać tego najlepszego, bo każdy z nich gra na innym instrumencie i w pewnym sensie nie są porównywalni. Niezależnie od wyniku wierzę jednak, że udział w tym konkursie będzie dla nich wielką przygodą.

Wszyscy liczymy też na to, że miłość do muzyki, którą ci młodzi artyści okazują, zachęci innych do tego, by muzyce przyjrzeć się z bliska. Zresztą popularność telewizyjnych show muzycznych, w których uczestnicy grają, śpiewają, tańczą pokazuje, że jest w nas obecny głód muzyki, a widzowie chcą w tym uczestniczyć. Warto więc dać ludziom od pierwszych lat życia narzędzia, które pozwolą nie tylko słuchać i oglądać, ale też osobiście doświadczyć świata muzyki. To trochę jak z piłką nożną – fajnie jest kibicować przed telewizorem czy na stadionie, ale jeszcze fajniej jest samemu wejść na murawę i czasem, amatorsko piłkę pokopać.

– rozmawiała Marta Kawczyńska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Dr Daniel Cichy – muzykolog, publicysta muzyczny, menadżer kultury i wydawca. Studiował muzykologię na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie i Ruprecht-Karls-Universität w Heidelbergu. Przez wiele lat związany z Instytutem Muzyki Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie oraz Instytutem Muzykologii UJ. Jest laureatem Ray E. & Ruth A. Robinson Musicology Award, stypendystą Deutscher Musikrat i Ernst-von-Siemens-Musikstiftung, tygodnika „Polityka” i Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. Oprócz działalności naukowej, Daniel Cichy udzielał się jako krytyk i publicysta muzyczny. Współpracował z „Tygodnikiem Powszechnym”, „Ruchem Muzycznym”, Programem Drugim Polskiego Radia oraz Radiem Kraków; publikował eseje i teksty krytyczne w prasie polskiej („Glissando”, „Didaskalia”, „Teatr”) i zagranicznej („Neue Musikzeitung”, „MusikTexte”, „Neue Zeitschrift für Musik”). W styczniu 2013 roku został redaktorem naczelnym Polskiego Wydawnictwa Muzycznego, a od stycznia 2017 roku zajmuje stanowisko dyrektora i redaktora naczelnego tej oficyny. Odpowiada m.in. za realizację projektu „100 na 100. Muzyczne dekady wolności”, największego muzycznego projektu w kraju, przygotowywanego w ramach obchodów 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Jest współautorem założeń programu „Dziedzictwo Muzyki Polskiej”, którego celem jest upowszechnianie muzyki polskiej XIX wieku, a także licznych przedsięwzięć wydawniczych, fonograficznych, edukacyjnych, artystycznych i promocyjnych. Od 2020 roku jest członkiem Rady Polskiej Izby Książki. W maju 2021 roku objął stanowisko redaktora naczelnego „Ruchu Muzycznego”.

Młody Muzyk Roku 2022 jest ogólnopolskim konkursem organizowanym co dwa lata, który ma na celu promocję najlepszych młodych muzyków grających na instrumentach klasycznych. Promuje najzdolniejszych uczniów średnich szkół muzycznych i ma na celu zachęcenie młodych ludzi do doskonalenia umiejętności gry na instrumentach.

Pekin to miasto Chopina?

Szkoda, że Warszawa nie skorzystała z przykładu Salzburga. Tam Mozart jest na każdym rogu.

zobacz więcej
Organizatorami konkursu są Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego we współpracy z TVP Kultura oraz Narodowym Instytutem Muzyki i Tańca.

W finale konkursu Młody Muzyk Roku 2022 zaprezentują się:

1. Milena Pioruńska, skrzypce (Poznańska Ogólnokształcąca Szkoła Muzyczna II st. im. M. Karłowicza w Poznaniu)

2. Józef Wajdzik, akordeon (Zespół Szkół Muzycznych w Poznaniu)

3. Małgorzata Cieszko, obój (Zespół Państwowych Szkół Muzycznych im. St. Moniuszki w Bielsku-Białej)

4. Paweł Libront, klarnet (Państwowy Zespół Szkół Muzycznych im. A. Rubinsteina w Bydgoszczy)

5. Krzysztof Wierciński, fortepian (Ogólnokształcąca Szkoła Muzyczna II st. im. Z. Brzewskiego w Zespole Państwowych Szkół Muzycznych nr 1 w Warszawie).

Na finał Młodego Muzyka Roku 2022 zapraszamy w poniedziałek, 2 maja, o godz. 20:00 do TVP Kultura i kanału streamingowego TVP Kultura 2. Zmagania artystów uświetni występ zwycięzcy poprzedniej edycji konkursu - Jana Pieniążka.

Pięcioro instrumentalistów, których usłyszymy podczas gali finałowej, wyłonionych zostało przez komisję konkursową w półfinałach, kiedy to każdy z uczestników zaprezentował krótki program na instrument solo lub z towarzyszeniem fortepianu. Na scenie Filharmonii Narodowej finaliści zmierzą się ze sobą w utworach z towarzyszeniem orkiestry symfonicznej.

Zwycięzca konkursu Młody Muzyk Roku będzie reprezentować Polskę na jubileuszowym 20. Konkursie Eurowizji dla Młodych Muzyków w Montpellier we Francji w lipcu 2022 roku.
wróć
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Za Holokaust w Polsce odpowiadają wyłącznie Niemcy. I nikt inny
Wildstein: Nie można wykorzystywać wojennej tragedii do uderzania w polską tożsamość.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Nie każdy człowiek ma sumienie
Niefrasobliwość i moda na pobłażanie przestępcom stępiają naszą wrażliwość.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Co myśli AI? Na pewno dobrze udaje ludzi
Jej kod działa jak ludzki mózg. Zdaniem programisty Googla jego chat-bot „odczuwa”.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Celebryta II RP, osobisty wróg Lenina
Porównywany do Jacka Londona pisarz, był zakazany w PRL.
Rozmowy wydanie 29.07.2022 – 5.08.2022
Komik, który znienawidził ludzi. Miał „lenia” w nazwisku
Dzięki szpitalnej rehabilitacji nauczył się wypowiadać jedno słowo: „wyp......aj”.