Felietony

Dlaczego właściwie pomagamy Ukraińcom?

Skąd się biorą pomówienia, że nie jesteśmy społeczeństwem, które pomaga z głębokiej, przemyślanej i zracjonalizowanej chęci i woli, w oparciu o przekonania religijne czy tak zwane humanistyczne?

Wojna na Ukrainie trwa i wygląda na to, że zagnieżdża się tam na dobre, jakkolwiek strasznie by to brzmiało. Zapewne dlatego na twitterach i w innych wpisach w mediach społecznościowych, ale także w rodzinnych i towarzyskich rozmowach, pojawiają się rozważania, dlaczego właściwie Polacy tak intensywnie, tak sprawnie, tak skutecznie i tak systemowo pomagają Ukraińcom. Zarówno tym, których wojna wypędziła z ich domów i z ich kraju, jak i tym, którzy tam na Ukrainie pozostali.

I często są to rozważania co najmniej nieroztropne. Prowokacje intelektualne typu: „pomagają, bo tak nienawidzą Ruskich” są tyleż bezmyślne, ile nieuprawnione. Ale, niestety, pojawiają się i będą obecne w przestrzeni publicznej.

Ten typ myślenia – a w najlepszym razie prowokacji intelektualnej, o ile zdarza się wśród konserwatywnej publiczności – zakłada, że nie ma w nas dobra, nie ma otwartości na drugiego człowieka, nie ma chrześcijańskiej otwartości na bliźniego, nie ma miłości bliźniego. Bez obawy o zarzut powtarzania się wyliczam te przymioty, ponieważ każdy z nich oznacza nieco inny zakres oddziaływania i i inny zakres uczuć, nie tych wyprowadzonych z poziomu emocji, ale z poziomu rozumu: jestem chrześcijaninem, więc pomagam. Jestem człowiekiem, więc pomagam. Jestem, więc myślę – dlatego pomagam.

Ćwiczy oko, prostuje sylwetkę, dyscyplinuje ducha. Sezon na strzelanie

W Polsce przybywa strzelnic i strzelców.

zobacz więcej
Jakim prawem ktoś – ktokolwiek, nie tylko ideowy przeciwnik – próbuje więc nam wmawiać, że pomagamy, bo w ten sposób umacniamy się w swojej niechęci wobec Rosji, neutralizujmy strach przed nią, budujemy wobec niej opór? Nie dajmy się na to nabrać, bo to naprawdę pułapka. Bo niby co ma z takiego sposobu myślenia wynikać? Że Polaków nie stać na szlachetne, wzniosłe czyny? Że nie niosą pomocy pokrzywdzonym, wypędzonym, skrwawionym, prześladowanym? Że nie są dostatecznie chrześcijanami?

Przecież nie trzeba wojny na Ukrainie, żeby zobaczyć, jak Polacy odpowiadają na apele o pomoc: wystarczy kataklizm na antypodach, żeby otwierały się nasze portfele i na konto Caritas Polska spływały datki. Taka na przykład akcja „Rodzina Rodzinie” na rzecz potrzebujących rodzin w Syrii trwa nieprzerwanie od 2016 roku. Kilkadziesiąt tysięcy polskich rodzin wciąż systematycznie dokonuje comiesięcznych wpłat poprzez Caritas Polska na rzecz pomocy konkretnym rodzinom w Syrii.

Nie muszę zresztą uciekać się do danych z Caritas, bo sama znam takie rodziny, które na dodatek otrzymują informacje o rozmiarach pomocy świadczonej z ich udziałem. A to tylko drobny przykład, bo nie mam zamiaru przedstawiać tutaj bilansu działań pomocowych, ale kto chce wiedzieć, ten wie lub się dowiaduje – jeśli sam pomaga, to się nie chwali.

Oczywiście, jak się chce przyczepić łatkę, to dziura się znajdzie: zawsze można powiedzieć, że łatwiej wpłacić kilkaset złotych (łatwiej? to wpłać sam, narzekaczu!) niż otworzyć dom i zaprosić potrzebującego. Ale przecież teraz właśnie otworzyły się domy dla uciekinierów z Ukrainy, którzy zostali do nich zaproszeni. I co? Też niedobrze?

No, chyba niedobrze, skoro malkontenci – bo nie chcę mówić, że prowokatorzy – narzekają, że to nie jest pomoc „dla” – ale pomoc „przeciw”. No, ludzie!!! Czy rzeczywiście tak trudno przyznać, że chrześcijaństwo z jego zestawem zadań i cnót jest realnie obecne w naszym życiu?
        ODWIEDŹ I POLUB NAS      

Nie jest celem mojego felietonu promocja polskich zalet i szlachetnego polskiego charakteru pozbawionego wad, bo taki model nie istnieje. Nie, celem jest zwrócenie uwagi na sprawiedliwy obraz tego, co jako wspólnota narodowa potrafiliśmy i potrafimy zrobić dla innych, dla bliźniego.

Już w XIX wieku, kiedy władze carskie zakazały zgromadzeń zakonnych – które także niosły systemową pomoc charytatywną – pojawili się na „rozebranych” ziemiach polskich działacze, świeccy i duchowni, którzy potrafili się o tę zorganizowaną pomoc dla potrzebujących zatroszczyć. Niejaki Honorat Koźmiński (1829-1916) na przykład, ksiądz katolicki i zakonnik kapucyn, już w 1855 roku wraz z Angelą Truszkowską zakłada zgromadzenie sióstr felicjanek, którego celem była działalność charytatywna – zgromadzenie działa do dziś i na pewno niejeden z wielkich krytyków „polskiego charakteru” korzystał z jego pomocy, kiedy chciał umieścić chorą i pozbawioną świadomości starszą osobę w przyzwoitym domu opieki.

Ten sam o. Honorat Koźmiński w latach 1872‒1898 założył 14 żeńskich zgromadzeń zakonnych skrytych – a kandydatek nie brakuje – których zadaniem jest między innymi działalność charytatywna, bo także i uświęcenie osobiste, i akcja apostolska w rodzinach, fabrykach, szpitalach itd.
Rok 2012. Zakład sióstr felicjanek dla chronicznie chorych kobiet. Na zdjęciu: 112-letnia pensjonariuszka Apolonia Lisowska z siostrą Anettą. Fot. Rafał Guz/FOTORZEPA / Forum
W zaborze pruskim niejaki Edmund Bojanowski (1814-1871), ziemianin, najpierw zakładał ochronki dla wiejskich dzieci, żeby mogły doświadczyć opieki i edukacji, a potem Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Najświętszej Marii Panny, które prowadziło pracę edukacyjną i charytatywną we wszystkich trzech zaborach – i działa do dzisiaj.

W czasie I wojny światowej Polacy, przede wszystkim kobiety, żony i matki, zorganizowane w niezliczonych Kołach Pomocy i innych parafialnych strukturach prowadziły nieustające działania pomocowe, chociaż nikt nie miał komfortowej sytuacji, panował głód, szerzyły się choroby, nędza.

I wracjąc do naszych czasów. Od dwóch miesięcy w Radiu WNET codziennie w różnych audycjach pokazywani są ludzie, którzy pomagają Ukrainie i jej obywatelom – i konkrety tej pomocy. Minęły dwa miesiące i nie brakuje tematów, a przecież nie jest to jedyne radio, które relacjonuje takie akcje. I nie po to, by się chwalić, ale by szerzyć dobro, zachęcać innych, inspirować, wspierać, budować.

Skąd więc biorą się pomówienia, że nie jesteśmy społeczeństwem, które pomaga z głębokiej, przemyślanej i zracjonalizowanej, w oparciu o przekonania religijne czy tak zwane humanistyczne, chęci i woli?

Dana Bash, dziennikarka CNN w wywiadzie przeprowadzonym 7 kwietnia pyta prezydenta RP: „chciałabym zapytać pana o kwestię antysemityzmu na przestrzeni dziejów w Polsce. Jak można to odnieść do tego, co obecnie Polacy robią dla Ukraińców?. Polska ma bardzo bolesne wspomnienia z okresu drugiej wojny światowej, w pana ojczyźnie wcześniej zdarzały się pogromy przeciwko Żydom, istniały tu obozy koncentracyjne podczas drugiej wojny światowej, Żydzi byli wydalani z kraju w roku 1968. Czy uważa pan, że to, co pokazują teraz Polacy, to ogromne serce wobec Ukraińców, jest pewną próbą naprawienia tych krzywd?”

Jestem pełna uznania, że prezydent nie poszedł na lep tych – naprawdę nędznych – wyskoków i spokojnie wyjaśnił dziennikarce, jak niedouczonemu dziecku, co i jak było i jest: że obozy koncentracyjne i obozy śmierci były dziełem niemieckich okupantów, że rok 1968 to sprawa rządzącej dyktatorsko narzuconej przez sowiecki system komunistycznej partii, a pogromy były organizowane przez carskich agentów i ich naśladowców. Przerabiamy te żałosne dziennikarskie wyskoki od dawna, ale teraz sytuacja jest zbyt poważna, by wzruszać ramionami nad niewiedzą, zamierzoną złośliwością czy planowaną manipulacją.

To miał być krótki felieton, a nie systematyczny przegląd pomocowych akcji, działań, wydarzeń, koncertów, zbiórek i spotkań. Dlatego nie przedstawiam tu liczb, list i nazwisk. Sapienti sat, jak mówią starożytni – i Polacy w zdecydowanej większości też to wiedzą. Nie chodzi też o poprawę samopoczucia, bo w tej sprawie każdy sam musi sobie odpowiedzieć. Chodzi o coś znacznie większego i ważniejszego – o ratowanie człowieka. I o dobro wspólne – dwóch narodów.

– Barbara Sułek-Kowalska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Marzec 2022. Centralny Punkt Zbiórki darów dla uchodźców z Ukrainy na terenie Międzynarodowych Targów Poznanskich. Punkt działa dzięki współpracy Caritas Poznan, Fundacji InSpire, Grupy MTP, ZHR,ZHP oraz Miasta Poznań. Fot. Marek Lapis / Forum
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Upadek imperium
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Mundial
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Były najpewniejsze z pewnych, dziś są głęboko niedoceniane
Gdzie najlepiej ukryć żydowskie dziecko?
Felietony Najnowsze wydanie
Hejt na Sienkiewicza. Progresiści na tropie polskiego rasizmu
Publicysta „Gazety Wyborczej” jako dowód w sprawie wskazuje.... „W pustyni i w puszczy”.
Felietony Poprzednie wydanie
Kult futbolistów. Polska drużyna pojechała do Kataru jak na wojnę
Petrodolary czynią cuda.