Cywilizacja

Czy Rosja jest wielka? Skurczyła się jak balon, w którym nikt nie podtrzymuje powietrza

Geograficzna wielkość tego państwa, bezkresność jego przestrzeni, stanie się przekleństwem. Cały ten ogromny kraj spajają bowiem samoloty i praktycznie jedna linia kolejowa do Władywostoku. Niemal wszystko co żyje na wschód od Uralu skupia się wokół tej nitki. Powyżej – na północy – jest pustka, niekończące się nic.

Tylko z pozoru pytanie zawarte w tytule jest niedorzeczne. Gdy patrzy się na mapę świata, widać, jak rozciągnięta z jednego krańca globu niemal po drugi, przytłacza swym ogromem i ciężarem resztę Ziemi. To efekt odwzorowania sfery (kuli ziemskiej) na powierzchni. Czysta geometria sprawia, że taka licząca 2,166 milionów km kwadratowych Grenlandia jawi się niemal tak duża jak Afryka. Na wielu mapach kresy Rosji pojawiają się nawet po lewej/zachodniej stronie – rubieże Czukotki przez Cieśninę Beringa niemal dotykają Ameryki – Alaski i zachodzą na półkulę zachodnią, jakby Rosja oplatała cały świat. Z amerykańskiej Małej Wyspy Diomedesa widać oddaloną o 3 km rosyjską Wyspę Ratmanowa. Tam można spojrzeć w „przyszłość” i „zobaczyć jutro” – pomiędzy wyspami leży bowiem linia zmiany daty. Rosja jest więc wielka, ogromna. Ale być może to tylko pozory wielkości, a tak naprawdę to wielka pustka i jedynie pojedyncze punkty w ogromnej nicości.
Gdyby mierzyć wielkość Rosji rozmiarami PKB, byłby to kraj niemały, może nawet dość spory. Ot coś jak Korea Południowa, ale mniejszy niż Włochy czy Benelux. 1,48 biliona dolarów produktu krajowego brutto (dane sprzed pandemii) nie robi na świecie większego wrażenia – to takie dwa Tajwany. Niektórzy eksperci, w czarnych, czyli bardzo optymistycznych scenariuszach, przewidują, że z powodu napaści na Ukrainę i toczonej tam wojny, gospodarka Rosji cofnie się do poziomu z 1995 roku. Czyli będzie mniejsza niż polska czy belgijska.

Niebo nad Moskwą

Rosja to kraj dojmującej, trwałej nędzy. 4 procent populacji, czyli 21 milionów ludzi żyje poniżej progu minimum socjalnego wynoszącego 165 dolarów, 35 milionów nie ma w mieszkaniu toalety, a 29 milionów dostępu do bieżącej wody. Każdy dzień działań wojennych kosztuje tę gospodarkę co najmniej miliard dolarów, a do tego utratę trudnych do odtworzenia zasobów. Sprzęt to jedna sprawa, ale skąd brać pilotów helikopterów w miejsce tych poległych śmiercią najeźdźcy, czy 100 tysięcy informatyków, którzy od początku wojny opuścili kraj?

Niektórzy wskazują, że Rosja sobie świetnie radzi, bo kurs rubla niemal wrócił do poziomu sprzed wojny. Jeśli jednak sankcje zadziałają, to żadne pieniądze, rezerwy zgromadzone na Funduszu Dobrobytu Narodowego, zapasy złota w skarbcach nie uruchomią fabryki Uralwagonzawod, która w teorii produkuje czołgi, a teraz właśnie nic, bo brakuje importowanych komponentów, więc wszystko w Niżnym Tagile zastygło. Diana Kaledina, prezes pracującej dla kompleksu wojskowego Bałtyckiej Kompani Przemysłowej, twierdzi, że Rosja nie wytwarza takich „mało atrakcyjnych rzeczy” jak łożyska, wrzeciona, śruby kulowe etc., w związku z czym nie jest w stanie samodzielnie prowadzić niemal żadnej produkcji.

Już niedługo staną też wszystkie linie lotnicze. Wielkie niebo nad Rosją stanie się puste. Płynąć po nim będą chmury, fruwać będą ptaki, ewentualnie od czasu do czasu przeleci jakaś rakieta. Należące do Aerofłotu tanie linie lotnicze Pobieda (czyli Zwycięstwo) zapowiedziały zredukowanie swej floty Boeingów o 40 procent. Te uziemione mają być rozbierane na części zamienne dla tych latających.

Rosja produkuje własne maszyny, ale i dla nich zabraknie pochodzących z zagranicy części. Jurij Łapin, szef linii lotniczych IrAero poinformował władze, że za 5-6 miesięcy niemożliwa będzie naprawa samolotów An-24, An-26. Rosja co prawda ukradła (skonfiskowała, w ramach odwetu za sankcje) 500 leasingowanych samolotów, ale maszyny te nie mogą opuścić terytorium Federacji i bez serwisu też staną się bezużyteczne.
Kolej Transsyberyjska nieopodal Irkucka w 1982 roku. Fot. Wolfgang Kaehler/LightRocket via Getty Images
Kamil Galiejew, analityk z amerykańskiego think tanku Wilson Center wskazuje, że zabraknąć może nawet zwykłych wagonów kolejowych, bo do ich produkcji i serwisu potrzebne są części, których Rosja sama nie wytwarza. Być może Francja, Niemcy i Holandia będą znów próbowały oszukać świat i potajemnie handlować ze zbrodniczym reżimem, być może Chiny podadzą kroplówkę, ale koszty tych zabiegów będą ogromne.

I tak geograficzna wielkość Rosji, bezkresność jej przestrzeni stanie się znów jej przekleństwem. Cały ten ogromny kraj spajają bowiem samoloty i praktycznie jedna linia kolejowa do Władywostoku. Niemal wszystko, co żyje na wschód od Uralu, skupia się wokół tej nitki. Powyżej – na północy – jest pustka, niekończące się nic.

Surowce i życie ludzi

Przez setki lat Rosja była krajem północy. Kiedy Henryk Sienkiewicz, ograniczany zakazami cenzury, nie mógł w „Potopie” pisać o najeździe Moskwy – to w walkach z nią sławę zdobywał młody chorąży orszański Andrzej Kmicic – pisał o potyczkach z tajemniczymi Hiperborejczykami, jak ludy północne nazywali starożytni historycy.

Jeszcze 350 lat temu większość poddanych Moskwy zamieszkiwało tereny subarktyczne. Wszystkie linie komunikacyjne łączące europejską część Rosji z Syberią przebiegały na północy. Wyprawy nowogrodzkie na Syberię odbywały się rzekami podbiegunowymi. Wokół nich kwitło osadnictwo, bo były nie tylko źródłem białka – ryb, ale też szlakami komunikacyjnymi, nawet zimą, gdy po lodzie poruszano się saniami.

Tak jest w dużej mierze do dziś. Skute lodem wielkie rzeki Syberii – Lena, Ob, Jenisej etc. to wielkie arterie. Pomiędzy rzekami leżały pasy ziemi, przez które na plecach – dosłownie – transportowano towary i łodzie. Ten ląd jak i sama czynność przenoszenia to wołoka. To pojęcie utrwalone jest do dziś w nazwach wielu miast – Wołogda, Wołokołamsk, Wysznij Wołoczok etc.

Na północy znajdywały się największe ośrodki miejskie ziem, które później ochrzczono jako Rosję – Psków, Nowogród Wielki. To z nimi handlował zachód, a towarami były futra i, jeszcze do XIV wieku, niewolnicy.

Pewne rzeczy nie zmieniły się w Rosji do dziś – do zaoferowania ma ona światu głównie surowiec i życie własnych ludzi. Kupcy hanzeatyccy nie chcieli kupować szytych futer. Brali to, co najprostsze i najtańsze – same skóry i ludzi jako żywy inwentarz. W kierunku północnym rozwijała się też ekspansja Moskwy. Najpierw przez opanowanie Nowogrodu, a potem Oką do Wołgi na Kazań, którego zdobycie otworzyło drogę na Ural i dalej na Syberię.

Nieco na południe od tego miasta do Wołgi wpływa Kama i nią płynąc w górę rzeki, dotrzeć można do dzisiejszego Permu, północnego Uralu i bram na Syberię. Być może to podbiciu chanatu kazańskiego i masakrze w samym mieście, której ówcześni Moskale dokonali w 1552 roku, Rosjanie zawdzięczają swe pogardliwe miano kacapów.

Tatarom obiecano życie, jeśli poddadzą Kazań (dziś stolicę Tatarstanu) bez walki. Złożyli więc broń, otworzyli bramy miasta, a Moskale – wojska Iwana IV Groźnego mając w pogardzie własne słowo, dokonali masakry. W językach tureckich „hassap” lub „kassap” oznacza hycla, oprawcę, rzeźnika. Inni zaś twierdzą, że mianem kacapów Rosjan obdarzyli Ukraińcy, szydząc z ich bród jak u capów – starych kozłów. W gwarze lwowskiej kacap to dureń.

Miasto – symbol

Ukraiński Zielony Klin, czyli sporne z Rosją ziemie nad… Oceanem Spokojnym

Po przejęciu kontroli, Moskwa zarzuciła Ukraińcom „próbę oderwania Dalekiego Wschodu od ZSRS”.

zobacz więcej
Drugim wydarzeniem, które pomogło Moskwie podbijać północ, była angielska wyprawa w poszukiwaniu szlaków morskich do Chin. W 1553 roku, a więc w rok po masakrze i wysiedleniu mieszkańców Kazania, z Anglii pod dowództwem Hugha Willoughby’ego wyruszyły na północ trzy statki, jednak sztorm u wybrzeży Norwegii rozerwał konwój. Po opłynięciu półwyspu Skandynawskiego „Bona Esperanca” dotarła w pobliże Nowej Ziemi, ale w drodze powrotnej statek utknął w lodach przy Półwyspie Kolskim. Nikomu z załogi, w tym Willoughby’emu nie udało się przetrwać zimy.

Podobny los spotkał marynarzy „Bona Confidentia”. Wyprawa zakończyła się szczęśliwie tylko dla dowodzonego przez Richarda Chancellora statku „Edward Bonaventura”. Uciekając przed zimą, okręt płynął na południe, wszedł na Morze Białe, aż dotarł na wybrzeże do osad Pomorców, w pobliże miejsca, które dziś jest portem w Archangielsku. Rybacy jakoś wyjaśnili Anglikom, że nie są w Chinach, tylko w państwie moskiewskim. Iwan Groźny zaprosił Chancellora do Moskwy, nadał mu przywilej wolnego handlowania i tak powstała pierwsza angielska spółka kolonialna – Kompania Moskiewska.

Tak zaczął się handel północnym szlakiem z Anglikami i Holendrami. Z towarami, które do tej pory transportowano jeziorami, rzeką Wołchow, bagnami Newy do Bałtyku, teraz można było płynąć przez otwarte morze. Z nakazu cara zaczęto budować port w Archangielsku, a arktyczna część Rosji miała północnymi rzekami dostęp do Syberii, i Morzem Białym do Europy. Moskwa dotarła aż nad Pacyfik i założyła swe pierwsze miasto nad tym oceanem Ochock, które stało się bazą dla będącego w służbie carów duńskiego podróżnika Vitusa Beringa. Z umarłego dziś Ochocka ruszono na wyspy Pacyfiku i Alaskę.

Północ wówczas kwitła, o czym świadczą choćby rejestry podatników. Największym miastem Syberii i jej stolicą był niemal zapomniany dziś Tobolsk. Prawdziwa metropolią była leżąca u stóp Uralu Wiatka. Dziś to Kirow – miasto symbol. W 1934 roku po śmierci komunistycznego działacza Siergieja Kirowa, który zginął w zamachu, zastrzelony prawdopodobnie na polecenie swego towarzysza Stalina, Wiatkę przemianowano na cześć tego bolszewika.

W 1993 roku już po upadku Związku Radzieckiego mieszkańcy Kirowa w referendum zdecydowali o zachowaniu komunistycznej nazwy. Mają co chcieli – Kirow jest dziś w Rosji symbolem nędzy, upadku gospodarczego, takim jak Detroit w USA. Podobny jest status Tobolska. A to wszystko przez to, w wielkim uproszczeniu, że Rosja odwróciła się od północy ku południu.

Oczywiście już wcześniej trwała ekspansja i na tamtym kierunku. Umożliwiło ją także zdobycie Kazania i szlak w dół Wołgi po Morze Kaspijskie. Potem podbój Ukrainy, zdobycie Krymu i Kaukazu, ale prawdziwy zwrot o 180 stopni ze wszystkimi konsekwencjami nastąpił dopiero na początku XX wieku. To Transsyberyjska Kolej miała odwrócić Rosję.

Pas wzdłuż torów

Przez cały XIX wiek kraj rozwijał się bardzo dynamicznie. Założone przez Brytyjczyków ośrodki przemysłowe w m.in. w Ługańsku czy Doniecku napędzały jego gospodarkę. W 1897 roku Rosja miała 125,6 miliona mieszkańców – prawie dwa razy więcej niż Stany Zjednoczone i ponad 22 miliony kilometrów powierzchni. W 1914 roku francuski ekonomista Edmond Thery przewidywał, że jeśli imperium utrzyma tempo rozwoju gospodarczego, to w 1948 roku stanie się największą potęgą ekonomiczną na świecie.
Panorama Tobolska w roku 1862. Fot. Rosyjska Biblioteka Państwowa w Moskwie/ Fine Art Images/Heritage Images via Getty Images
By scalać terytoria rozciągające się od Kalisza na zachodzie po Pacyfik (Alaska została już sprzedana), car Aleksander II w 1890 roku nakazał wytyczenie linii kolejowej z Moskwy do niewielkiego wówczas Władywostoku. Rok później, choć o przebiegu trasy jeszcze nie zdecydowano, budowę otwierał jego syn i następca tronu Mikołaj. Niektórzy chcieli skierować pociągi przez północ, przez już rozwinięte i bogate tereny, przede wszystkim Tobolsk. Inni przekonywali, że połączenie należy budować tak, by wykorzystać jeszcze słabo rozwinięte zasoby południowej Syberii.

Kupcy Tobolska, największego i najbogatszego miasta na Syberii oferowali ogromne łapówki, aby trasa przebiegała przez ich miasto, ale na próżno. Ostatecznie wybrano drugą – południową drogę. Wzdłuż linii kolejowej jak grzyby po deszczu wyrastały osady i miasta. Najlepszym przykładem skutków odwrócenia biegunów Rosji jest porównanie dwóch miast – Tobolska i Nowosybirska. To drugie jeszcze 140 lat temu nie istniało i powstało dopiero w 1893 roku jako obóz dla robotników kolejowych, gdy rozpoczynano budowę mostu na rzece Ob. Dziś Nowosybirsk jest trzecim co do wielkości miastem Rosji, stolicą Syberii i liczy 1,6 miliona mieszkańców.

W Tobolsku mieszka niecałe 100 tysięcy osób. Podobnie jest na Dalekim Wschodzie. Władywostok, który założono w 1860 roku, a 20 lat później otrzymał prawa miejskie, dziś ma prawie 700 tysięcy mieszkańców i wraz z Nachodką jest rosyjskim oknem na Pacyfik. 2 tysiące kilometrów na północ od Władywostoku leży Ochock – pierwsze rosyjskie miasto na Dalekim Wschodzie. Ma 2 tysiące mieszkańców.

Wróćmy więc do zasadniczego pytania: czy Rosja jest wielka i jak wielka? Czy może Rosja to tylko jej europejska część, pas wzdłuż Kolei Transsyberyjskiej, miasta na Uralu i te porozrzucane gdzieś w pustkach Syberii i na lodowych pustyniach Arktyki?

Rosja liczy dziś 17 milionów metrów kwadratowych powierzchni, czyli 5 milionów mniej niż w czasach „świetności” Imperium Rosyjskiego i ZSRR. Ma 143 miliony mieszkańców – ledwie 18 milionów więcej niż w 1897 roku. Wtedy Amerykanów było 76 milionów, a dziś jest 330 milionów.

Blisko 80 procent Rosjan mieszka w europejskiej części kraju. Obejmuje ona 4,2 miliona km kwadratowych i stanowi 25 procent powierzchni Rosji. Pozostałe 28 milionów żyje w kilku wielkich ośrodkach Syberii i Dalekiego Wschodu, bądź rozproszonych jest na 16,8 miliona km kwadratowych azjatyckiej części Rosji.

Cena wielkości

Przewidywana średnia długość życia rosyjskiego mężczyzny wynosi 60 lat, trawią go bowiem choroby i alkoholizm, więc demograficznie nic się nie poprawi. Na terenach rosyjskiej Azji jest więc pustka z nielicznymi wyspami rosyjskiej cywilizacji. Pomiędzy nimi niekończące się lasy, tundra, błota, lodowe pola. Na tych terenach odnajdywane są złoża ropy czy gazu, które pomagają wydobywać Francuzi, bo Rosjanie sami by nie potrafili. Świat pamięta o zbudowanym z Niemcami Nord Stream 2, a nie docenia francuskiej firmy Total eksploatującej wraz z Gazpromem i jego „przystawkami” kolejne pola naftowe i gazowe.

Oczywiście to nie budowa Kolei Transsyberyjskiej sprawiła, że Rosja całkowicie odwróciła się od północy, porzuciła ją, że te tereny stały się przeklęte, że stały się nieludzką ziemią. To komunistyczna rewolucja, zbrodnie komunistycznego reżimu przerwały rozwój Rosji. Ostatnim wielkim wysiłkiem na północy było wykorzystywanie przez Stalina i komunistycznych zbrodniarzy milionów niewolników.

Rosja okrążona: od Potoku Kubusia do Smażalni nad Zalewem

Któregoś dnia TASS doniesie o inwazji polskich geofizyków na konsulat Rosji na Spitzbergenie…

zobacz więcej
Odkąd te miliony ludzkich istnień nie mogą już służyć jako podkłady pod tory kolejowe czy deski szalunkowe, Związek Radziecki, a potem jego dziedziczka Rosja porzucili północ. Nie mają zasobów, sił, by czynić ją sobie poddaną, tak jak przed wiekami. Na północy jest więc wielkie nic. Rosja skurczyła się jak balon, w którym nikt nie podtrzymuje powietrza. Zapadła się od północy.

Jak wielka jest więc Rosja? Geograficznie przeogromna – ma niekończące się, zamarzające zimą mokradła, lodowe pustynie i nieprzebyte lasy. To kraj wielkich odległości. Być może jakimś pocieszeniem dla tych milionów jej mieszkańców, które nigdy łazienki i kranu z wodą w mieszkaniu czy swej norze nie miały, jest to, że ich kraj rozciąga się od zabranych Japonii Wysp Kurylskich, po gnijący na gruzach dawnego niemieckiego królestwa Kaliningrad.

Na pewno reżim wmawia tym milionom, że życie w nędzy, smrodzie i brudzie jest ceną wartą zapłacenia, by mieć jeszcze piędź błota na Kurylach, by zagarnąć jeszcze kawałek ziemi Gruzinom – jak Abchazja i Południowa Osetia, i utrzymywać takie bantustany jak Republika Naddniestrzańska, Ługańska, Czeczenia czy Inguszetia. Tam są zapasy mięsa armatniego na wypadek kolejnej napaści.

Demograficznie Rosja też jest duża, choć mniejsza niż Bangladesz, Nigeria, Indonezja czy Pakistan. Wciąż się jednak kurczy, bo alkoholicy nie chcą przestać umierać, a żołnierze posłani na rzeź na Ukrainę wciąż giną. Robią to w szybszym tempie niż Brytyjczycy czy Amerykanie w czasie II wojny światowej. Być może rosyjski reżim poprawi sobie statystyki, doliczając ludność podbitych terenów, tak jak zrobiono to w przypadku Krymu, Ługańska i Doniecka. Będzie jednak musiał je jeszcze utrzymać.

Sezon na Puszkina?

Gospodarczo Rosja to, ze względu na swą masę, wciąż pierwsza liga, ale z pozycją zdecydowanie w strefie spadkowej. Jeśli spełnią się czarne (a więc optymistyczne dla świata) prognozy, to będzie słabsza niż mniejsza od niej 55 razy Polska i słabsza niż 510 razy mniejsza od niej powierzchnią Belgia. Miliony kilometrów kwadratowych błota i lodu tego nie zmienią.

Być może Rosja jest wielka swą kulturą? To ostatnio chciała zasugerować rzecznik rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maria Zacharowa, gdy polski minister kultury wicepremier Piotr Gliński powiedział, że teraz „nie jest dobry sezon na Czechowa czy Puszkina”, że na czas wojny kultura rosyjska powinna zniknąć z przestrzeni publicznej, bo „to zbrodnie w Buczy, a nie balet rosyjski są prawdziwym obliczem Putina”. ODWIEDŹ I POLUB NAS Zacharowa zwróciła się więc wprost do Glińskiego mówiąc: „Kim ty jesteś, żeby coś takiego mówić? Kim jesteś? Kto ci dał takie prawo? Nie starczy ci miliarda lat, żeby się nauczyć tego przedmiotu, który chcesz zlikwidować. Nie jesteś sobie nawet w stanie wyobrazić jego granic”.

Jakby to wam, towarzyszko Zacharowa, wytłumaczyć. No cóż, nie wiadomo, czy wicepremier Gliński będzie żył miliard lat i czy zdąży, ale pewne jest, że Tołstoj, Dostojewski, Czechow czy Czajkowski już nie żyją. Temu ostatniemu to nawet dom w ukraińskiej Sumie sami Rosjanie niedawno rozwalili. Martwi są też członkowie Chóru Aleksandrowa, którzy zginęli w katastrofie samolotowej w 2016 roku, gdy lecieli do Syrii, by śpiewać dokonującym tam rzezi kacapom.
Za to żyją Putin, Szojgu i jakiś tam zapiewajło gotowy na paradę 9 maja, na której pokazane zostaną atrapy sprzętu wojskowego. I wciąż żyje Nikita Michałkow, niegdyś wybitny sowiecki reżyser, dziś symbol upadku i prostytuowania się rosyjskich artystów, bredzący coś o Ukraińcach i Amerykanach, którzy wypuszczają z laboratoriów zarażone ptaki, które latają, srają na Rosję i rozsiewają choroby. Żyją też stada celebrytów, którzy wychwalają wielkie rosyjskie dzieło: Wojna i Zbrodnia. Tutaj można zobaczyć ich lica: https://theylovewar.com/

– Dariusz Matuszak

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: "Rosja - nasz kraj. Putin - nasz prezydent". Polityczne slogany w Moskwie w marcu 2022. Fot REUTERS PHOTOGRAPHER / Reuters / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wolność od rosyjskiego gazu
Niebawem Polska uzyska dostęp do złóż izraelskich i egipskich.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Identyczne bliźnięta nieidentyczne
Są od siebie genetycznie różne. Czy tylko jedno może mieć skłonność np. do raka?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy alpinizm jest etyczny? Korona Himalajów to igrzyska śmierci?
30 lat temu zginęła Wanda Rutkiewicz.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Pięć milionów widzów. Pierwsza liga rosyjskiego show biznesu
W połowie lat 90. Zełenski marzył, by zostać gwiazdą estrady.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Co możemy dać Putinowi, żeby przestał prowadzić tę wojnę?
Czy Rosja zaproponowała Orbánowi przekazanie mu Rusi Zakarpackiej, tak jak wcześniej oferowała Tuskowi Lwów?