Cywilizacja

Nie dał się nabrać na pierestrojkę, nie uwierzył Rosji

Po katastrofie smoleńskiej w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Alain Besançon zarzucił polskim politykom uległość względem Kremla – wyrażał wręcz zdumienie, że wzięli oni za szczerość łzy Władimira Putina ronione nad wrakiem tupolewa.

Wśród francuskiej klasy politycznej występują dwie skłonności, które z polskiej perspektywy są niewątpliwie przywarami. To antyamerykanizm i rusofilia. Dają one o sobie znać, co najmniej od czasów Charles'a de Gaulle’a. Gdy w latach 1959-1969 ów mąż stanu był prezydentem Francji, wyprowadził ją ze struktur wojskowych NATO i zarazem dążył do jej zbliżenia z ZSRR.

To dziedzictwo de Gaulle’a ma się świetnie nad Sekwaną niezależnie od opcji politycznej, o czym choćby świadczą poglądy uczestników tegorocznego wyścigu do Pałacu Elizejskiego (wystarczy porównać nacjonalistkę Marine Le Pen z socjalistą Jeanem-Lukiem Mélenchonem).

Afery, kryzysy, skandale. Pięć lat w Pałacu Elizejskim

Emmanuel Macron dostarczał pożywki tabloidom w większym stopniu niż którykolwiek jego poprzednik.

zobacz więcej
Dlatego warto docenić działalność tych opiniotwórczych Francuzów, którzy antyamerykanizmem i rusofilią nie są obciążeni. Do tego grona zaś należy historyk profesor Alain Besançon. 25 kwietnia 2022 roku obchodzi on swoje 90. urodziny.

Dziś w Polsce Besançon jest znany raczej w wąskich kręgach osób zainteresowanych dziejami Rosji, lecz w latach 80. jego książki i teksty (między innymi „Anatomia widma” czy „Krótki kurs sowietologii”) krążyły w drugim obiegu. W tym sensie można powiedzieć, że jako cieszący się prestiżem ekspert w zakresie wiedzy o ZSRR trochę robił on za mentora solidarnościowej inteligencji.

Konflikt ze środowiskiem „Gazety Wyborczej”

U progu III Rzeczypospolitej jego analizy stały się jednak kłopotliwe dla Polaków, którzy z antykomunistycznego podziemia przeszli na salony władzy. Besançonowi obce były, rzucane jeszcze u kresu PRL, slogany o „socjalizmie z ludzką twarzą”. Francuski historyk nie entuzjazmował się pierestrojką (nie doznał „gorbazmu”). To, co się działo wtedy w Europie Środkowej, uważał za reżyserowany przez aparatczyków partii komunistycznych spektakl, który miał im umożliwić przejście suchą nogą do nowej rzeczywistości.

Trzeba wspomnieć o ostrej wymianie zdań, jaka się wywiązała między Besançonem a Adamem Michnikiem w roku 1990. Wówczas Francuz w wywiadzie udzielonym „Tygodnikowi Solidarność” surowo ocenił polską transformację ustrojową. Przede wszystkim zaatakował układ okrągłostołowy jako siłę hamującą demontaż realnego socjalizmu i uniezależnienie się Polski od Związku Sowieckiego. Mówił o „sojuszu solidarnościowo-komunistycznym” jako „podwójnej monopartii”. Wskazywał, że pod koniec lat 80. polscy dysydenci – a wśród nich wymienił też Michnika – dali się nabrać Michaiłowi Gorbaczowowi i Wojciechowi Jaruzelskiemu, którzy straszyli, że jeśli komuniści w krajach bloku wschodniego całkowicie utracą rządy, to zapanuje chaos, który grozi kataklizmem.

Redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” opublikował na jej łamach ostrą ripostę pod wymownym tytułem: „Przegrałeś, Alain”, triumfalnie wychwalając efekty porozumienia z PZPR. Besançon nie pozostał Michnikowi dłużny. W czasopiśmie „Orientacja na Prawo” napiętnował jego ustępstwa wobec ekipy Jaruzelskiego.

To, komu w tym sporze historia przyznała rację, pokazała choćby kilkanaście lat później afera Rywina. Pod koniec 2002 roku Polacy dowiedzieli się o tym, że SLD-owska „grupa trzymająca władzę” chciała skorumpować spółkę Agora, żeby wspólnie z nią objąć pełną kontrolę nad mediami w Polsce. Tak budowano – jak to błyskotliwie ujął w roku 2003 w dwumiesięczniku „Arcana” Cezary Michalski, publicysta wtedy jeszcze sympatyzujący z prawicą – „państwo jednej partii i jednej gazety”. A zatem można wysnuć wniosek, że w roku 1990 słuszność była po stronie Besançona.
W 2007 roku profesor Alain Besançon został uhonorowany Krzyżem Komandorskim Orderu Zasługi RP. Fot. PAP/Jacek Bednarczyk
Establishmentowi III RP francuski historyk narażał się i później. Można przywołać to, jak w roku 2010 po katastrofie smoleńskiej krytycznie komentował on zachowania polskich władz wobec Rosji. W rozmowie z „Rzeczpospolitą” zarzucił polskim politykom uległość względem Kremla – wyrażał wręcz zdumienie, że wzięli oni za szczerość łzy Władimira Putina ronione nad wrakiem tupolewa. Jego zdaniem, postawa tych ludzi mogła doprowadzić do tego, że Polska przestałaby na arenie międzynarodowej być adwokatem takich państw, jak Ukraina czy Gruzja.

I w tej sprawie również – w dodatku bardzo szybko – się okazało, że Besançon miał rację. Wystarczyła choćby konferencja Tatiany Anodiny na początku 2011 roku w Moskwie. Przewodnicząca Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego – instytucji badającej wypadki lotnicze na obszarze 10 (początkowo 12) byłych republik sowieckich – winą za katastrofę usiłowała w poniżający sposób obarczyć polskich pilotów. Ponadto Ukrainie czy Gruzji nie pomagało to, jak w latach 2008-2010 rządzący Polską politycy umizgiwali się do Kremla, upatrując w Putinie tego, kogo określali między innymi mianem „naszego człowieka w Moskwie”.

Bez złudzeń

Jeśli Besançon nie poddał się – cechującemu wielu jego rodaków – antyamerykanizmowi, to dlatego, że pozbył się złudzeń wobec Rosji. A można przyjąć, że kiedyś je żywił, ponieważ w młodości nawet przez krótki czas należał do Francuskiej Partii Komunistycznej – ugrupowania podporządkowanego towarzyszom z Moskwy. Ale już w wieku 24 lat zdał sobie sprawę z oszustwa, którego padł ofiarą (przełomem było zapoznanie się z referatem Nikity Chruszczowa o zbrodniach stalinizmu). I zajął się badaniem systemu sowieckiego. Gdy zaś dostrzegał zagrożenie dla Zachodu ze strony ZSRR, obecność wojsk amerykańskich w Europie musiała mu się jawić jako oczywista konieczność.

Przy czym negatywne uwagi Besançona dotyczące Rosji nie odnoszą się tylko do epoki sowieckiej. Na jego celowniku znajdują się wszystkie okresy dziejów tego kraju, który postrzega on jako cywilizacyjnie obcy Europie twór.

Natomiast w stosunku Besançona do USA można się doszukiwać czegoś więcej niż geopolityki. W kwestiach społeczno-ekonomicznych opcję francuskiego historyka da się scharakteryzować jako „anglosaski” liberalizm, będący ideologicznym podłożem globalizacji, której główną strażniczką długo była Ameryka.

Z pism Besançona wyziera nie tylko odrzucenie modelu sowieckiego, ale także kontestacja rozmaitych koncepcji „trzeciej drogi”, w tym doktryny społecznej Kościoła katolickiego. Jest to o tyle frapujące, że historyk jest zdeklarowanym katolikiem i to raczej tradycyjnym – głęboko przejętym wyzwaniami, przed jakimi stanął Kościół po Soborze Watykańskim II.

Kremlowskie gierki z Watykanem

Krytyka, z jaką wobec świętego Jana Pawła II występował pisarz Józef Mackiewicz, może być zaskoczeniem.

zobacz więcej
W przeświadczeniu Besançona kapitalizm to nie konstrukt ideologiczny, lecz naturalny porządek, dla którego alternatywami są wyłącznie rozmaite groźne mrzonki.

Tyle że zajmując akurat takie stanowisko, historyk się pomylił. Światowy kryzys finansowy w latach 2007-2009 ujawnił słabości liberalnych rozwiązań w gospodarce. Dowiódł on, że pozbawianie państw funkcji regulacyjnych może prowadzić na manowce. W konstatacji, że taki jest stan rzeczy, i że trzeba się zastanawiać nad jego korektą, nie ma nic z myślenia utopijnego.

Następcy ikonoklastów

Nasuwa się pytanie, czy dziś – trzy dekady od krachu Związku Sowieckiego – warto wracać do książek i tekstów Besançona. Odpowiedź brzmi: tak, ponieważ poruszają one tematy, które wykraczają poza sowietologię. Tak jest choćby z zainteresowaniami historyka dotyczącymi wzajemnego oddziaływania prądów religijnych, sztuki i polityki od starożytności po współczesność.

Na przykład według Besançona, tacy XX-wieczni awangardowi malarze, jak Wassily Kandinsky czy Kazimierz Malewicz zrywając z figuratywnym przedstawianiem rzeczywistości, chcąc nie chcąc okazali się dalekimi spadkobiercami ikonoklastów (obrazoburców). Ci stanowili wpływowy w VIII i IX stuleciu w Bizancjum ruch religijny, który powołując się na Stary Testament, uznał kult ikon za bałwochwalstwo i zażądał zakazu tworzenia wizerunków.

Diagnozę Besançona w odniesieniu do bolączek cywilizacji europejskiej można streścić następująco: najbardziej przewrotne propozycje religijne, filozoficzne, polityczne, kulturowe to te, które kuszą, by w imię szczytnych idei dążyć do ulepszania natury bądź z nią walczyć (na jedno wychodzi). Tymczasem wcielenie Boga w człowieka stanowi ich zaprzeczenie. Ziemska pielgrzymka Jezusa Chrystusa nie była wznoszeniem się nad naturą, lecz przyjęciem udziału w niej, włącznie z pójściem na Golgotę. Tak więc ikony są na gruncie chrześcijaństwa (zwłaszcza zachodniego) ważnymi znakami Bożej obecności w świecie.

Podsumowując, gdy abstrakcja góruje nad konkretem – robi się niebezpiecznie. Mogą o tym choćby świadczyć sytuacje, w których dla polityków teoria staje się ważniejsza od człowieka. A jeśli mamy z nimi do czynienia w XXI wieku, to nie dotyczą one już realnego socjalizmu, bo ten jest przecież przeszłością.

Pewne zjawiska w dziejach świata się powtarzają. Stąd biorą się następcy ikonoklastów. Może się wydawać, że żaden to problem, jeśli swoim wizjom dają oni upust na płótnach. Szkopuł w tym, że kulturę, politykę, religię łączą żywe relacje. A ich skutkiem bywa ferment intelektualny owocujący zgorszonymi naturą marzycielami, którzy chcą człowieka obdarzyć rolą demiurga.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Rok 1989. W ramach pierestrojki sowieccy żołnierze przygotowują czołgi T-72 do wycofania z terenu dawnego NRD i powrótu do ZSRR. Fot. Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jak działa Amnesty International?
Dlaczego obrońcy praw człowieka zaatakowali Ukrainę?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Gdy dusił, jedna z córek krzyczała: Tato, nie!
Żonę znaleziono w płytkim grobie, w wyniku pośmiertnego porodu poza jej ciałem leżał syn Nico.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Po prostu opoka. O. Jacek Salij
Ilu ludzi uchronił od nienawiści i ilu powstrzymał od chęci wymierzania zemsty?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Sport lokalny czy globalny
Spory: ręką czy nogą trwały długo, aż w końcu powstały odrębne przepisy dla rugby i piłki nożnej.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Słyszą, jak gdacze kura. Polacy pokochali wieś
Tylko w ubiegłym roku aż 50 tys. Polaków zdecydowało się na wyprowadzkę z dużych miast.