Kultura

Wenecja w kwietniu 2022. Rozmowa z lutnikiem o poranku

Kuratorzy dobrze wykorzystali skomplikowane, historyczne wnętrze, korytarze, sale, bibliotekę, nawet wirydarz dawnego klasztoru na wyspie nieopodal Wenecji. Chcieli pokazać twórców, ich warsztat, dzieła, a także dać możliwość odwiedzającym na osobiste spotkanie z rzemieślnikami.

Wenecja w kwietniu. Błękit nieba, turkus laguny. Kościoły, pałace, domy mieszkalne oświetlone różowym światłem poranka, fiołkowym o zmierzchu. Sporo ludzi, choć nie tyle, co w pełnym sezonie. W pobliżu placu św. Marka wycieczki licealistów, rodziny z dziećmi, zakochani. Przed jedną ze starych kawiarni kwartet muzyczny usadowiony na małej estradzie umila czas klientom sączącym wino i pozuje do zdjęć turystom.

Kilka ulic, mostków dalej, rząd knajpek nad spokojnym kanałem. Na stolikach aperitify, wino, kawa, przekąski, nad nimi – ożywione dyskusje w kilku językach. Przy nieomal każdym krześle papierowa torba z napisem Homo Faber. Na szyjach dobrze bawiących się ludzi w przeróżnym wieku – identyfikatory z tym samym napisem. Dziennikarze, przedstawiciele organizatorów, twórcy…

Wystawa Homo Faber ma krótką historię. Zaplanowana jako wydarzenie odbywające się co dwa lata, po sukcesie pierwszej edycji, dwa razy przekładano kolejną. Oczywiście wpływ na to miała pandemia. Wreszcie można ją oglądać i jest to sukces zarówno artystyczny, organizacyjny, jak i finansowy. Jak dobrze, że ta cenna inicjatywa nie została pogrzebana przez niesprzyjające okoliczności.

W starym klasztorze

Organizatorem Homo Faber jest Michelangelo Foundation, międzynarodowa instytucja non-profit, która stawia sobie za cel popularyzację i ochronę dorobku mistrzów rzemiosła i stara się powiązać tradycje ich sztuki, przekazywanej od wieków z pokolenia na pokolenia, ze światem współczesnej kreacji (designu). W dobie cyfryzacji, coraz większego udziału sztucznej inteligencji (AI) w procesach produkcji, Fundacja podkreśla wartość pracy ludzkich rąk.

Miejsca na ekspozycje Homo Faber udzieliła Fundacja Cini, która od 1951 r. działa na rzecz kultury w dawnym klasztorze na wyspie San Giorgio Maggiore. Klasztor od czasów okupacji Wenecji przez Napoleona pełnił funkcje wojskowe. Zajmowały go później kolejno garnizony: austriackie i włoskie. Wyspa żyła więc swoim życiem, oddzielona nie tylko wodą od „właściwej” Wenecji, ale też swoją funkcją.

Po II wojnie światowej wojsko opuściło wyspę, a władze Wenecji przekazały ją Fundacji Cini, która podjęła się misji rewaloryzacji całego kompleksu i nadania mu kontekstu historycznego i kulturalnego. Obecnie wyspa, jej dobrze utrzymane budynki, ogrody, stanowią ramę dla licznych wydarzeń kulturalnych. W dawnym klasztorze mieści się m.in. biblioteka zawierająca 15 tysięcy woluminów oraz archiwum ze zbiorami dotyczącym muzyki, teatru i sztuki.

Pomysłodawcy Homo Faber, kuratorzy odpowiedzialni za poszczególne części ekspozycji, dobrze wykorzystali skomplikowane, historyczne wnętrze, korytarze, sale, bibliotekę, nawet wirydarz. Chcieli pokazać twórców, ich warsztat, dzieła, a także dać możliwość odwiedzającym na osobiste spotkanie z rzemieślnikami. A cóż może być milszego, jak rozmowa z lutnikiem o poranku?

15 światów

Na Homo Faber 2022 składa się 15 osobnych ekspozycji, przygotowanych przez 22 kuratorów. Pokazane są prace 400 projektantów i rzemieślników z 43 krajów. Przedstawiono 12 japońskich starych mistrzów rzemiosła mających w swoim kraju status „Żyjących narodowych skarbów”.
W ramach Homo Faber prezentowanych jest 850 obiektów. Na wykonanie każdego artyści potrzebowali wielu godzin, dni, czasem tygodni lub miesięcy. Można więc powiedzieć, że wystawa oddaje hołd nie tylko ludzkiej kreatywności, zręczności, wiedzy, ale też uporowi, determinacji i wytrwałości.

„Przekształcenie tykwy w lampę może mi zająć nawet pół roku” – deklaruje twórca ażurowych misternych dziel sztuki, Przemek Krawczyński, uczestnik wystawy. Jak można przeczytać w biografii artysty, najpierw robienie lamp tego typu było jego hobby, 10 lat temu zajął się tym z pełnym zaangażowaniem. Dziś jego dzieła znajdują się w domach koneserów na całym świecie.

W ekspozycji poświęconej pracom z papieru rzuca się w oczy trójwymiarowy zielono-turkusowy panel ścienny, dzieło Anny Kruhelskiej. Architekt z wykształcenia z 15-letnim stażem w projektowaniu budynków i rezydencji w Europie i Azji, potrzebowała możliwości pełniejszej wypowiedzi artystycznej. Tworzywem, który ją w tej materii zadowolił był papier. Pokazany na Homo Faber relief składa się z 600 kawałków papieru tak sklejonych, że tworzą – przy każdym ruchu widza – powierzchnię o zmieniającej się formie. Migocą jak woda w lagunie, którą zresztą przypominają kolorem. Jak mówi artystka, ważna dla niej jest „gra światłem i cieniem, kontrastem”.

Wystawa „Magnae Chartae” (kurator: Michele De Lucchi) poświęcona dziełom z papieru, podkreśla niezwykłą plastyczność tego tworzywa oraz zamiłowanie współczesnych artystów do pracy z jego materią. Papier, delikatny, podatny na zniszczenie, znakomicie potrafi podszyć się pod inne materiały. Witające na początku wystawy suknie, które wydają się być uszyte z materiału, są dziełami z papieru (Isabelle de Borchgrave). Zachwycająca jest kreacja inspirowana Albertyną, postacią stworzoną przez Marcela Prousta w cyklu „W poszukiwaniu utraconego czasu”. Koronkowe zdawałoby się prace, to wycinanki z papieru, czasem nakładane jedna na druga, tworzą przestrzenne rzeźby. Na tle pomysłowych projektów, fruwające u sufitu żurawie-origami to działa klasyczne (Charles Kaisan), podobnie jak papierowe parasolki (dzieło Matsudy Wagasa).

Ekspozycja prac z porcelany „Porcelain Virtuosity” (kuratorzy: David Caméo i Frédéric Bodet) w XVII wiecznej klasztornej bibliotece nadaje niezwykłą dekorację dla dokonań współczesnych artystów projektujących porcelanę. Mają oni dogłębną świadomość tradycji i grają nią, czasem bardzo śmiało, próbując nawiązać dialog z widzami. Z wielkim powodzeniem. W nobliwej, ciemnej bibliotece w gablotach wystawiono m.in.: dwugłowe psy, rzeźby z porcelany udające destrukty, których części połączono drutem, potrzaskane wazy chińskie włożone do naśladujących ich tradycyjne formy szklanych kloszy (Bouke de Vries). Figury z porcelany miśnieńskiej utrzymane w klimacie lubieżnej Wenecji XVIII wieku (Chris Antemann).

Ekspozycje wieńczy wielka forma przestrzenna przypominająca podwodne znalezisko. Dzban? Muszla? Fragment rafy koralowej? Rzeźba wysokości 2 metrów, na która składa się 60 tysięcy malutkich amfor, dzbanków, butelek, wykonanych (jakże by inaczej) z porcelany (Gregoire Scalabre). I – żeby nie tracić z oczu tradycji – XIX-wieczna ciemno kobaltowa waza, ze złotymi ornamentami pochodząca z manufaktury z Sèvres. Jej twórcy sprzed 200 lat nawiązali do swoich poprzedników doby renesansu, którzy inspirowali się antykiem.

Lutnika traktował jak malarza. Filmy robił o tym, czego nie mógł zobaczyć

Mieszkał na granicy Paryża i w domu miał stale zapach… lasu.

zobacz więcej
Nie sposób opisać galerię po galerii, dzieło po dziele. Wystawa Homo Faber wiedzie jednocześnie w setki miejsc i geograficznych, i historycznych. Nadaje współczesności kontekst tradycji. Pokazuje, jak bardzo człowiek – artysta w swoich poszukiwaniach czerpie z przeszłości. Jak jest z nią nierozerwalnie związany, nawet jeśli jego sztuka jest ironicznym komentarzem do historii, wariacją, żartem, a zaprzeczeniem.

Żyjące skarby

Pomysłodawcy Homo Faber podkreślają wartość pracy dłońmi, kreatywność manualną, czerpiącą z odwiecznych ludzkich potrzeb i odruchów. Chcą dbać, by nitki tradycyjnych zawodów, technologii nie były zerwane. Podkreślają, jak ważne jest, by starzy rzemieślnicy przekazywali swoją wiedzą młodym ludziom, nie tylko po to, by ci odtwarzali ich prace, lecz by projektując i wytwarzając dzieła sztuki, mogli odnosić się do swoich poprzedników.

Głęboko przemyślane było umieszczenie wystawy „12 stones” w Sali, w której króluje poczerniały obraz Tycjana. Ten tuzin kamieni to właśnie starzy japońscy rzemieślnicy, zajmujący się takimi technikami jak m.in.: metalurgia, wikliniarstwo, ceramika, szycie, wrabianie pudełek. Wyświetlane są na monitorach zapisy działań starych mistrzów. Rzemieślnik coś miesza, wlewa w formę, potem dokłada drewna do prymitywnego paleniska. Na końcu widzimy wspaniały efekt tych zdawałoby się skromnych zabiegów. Tych samych od tysiącleci.

Tycjan, którego dzieło nieomal rozsadza tę salę, też był starym mistrzem. Malował do późnej starości, a jego twórczość z czasem ewoluowała, ale nie traciła na artyzmie.

Nurt myślenia o potrzebie ludzkiej kreatywności wzbogacającej się dzięki kontaktowi z innymi twórcami, zdaje się mieć szczególne znaczenie w czasie, kiedy podczas niedawnej izolacji wiele więzi zostało zerwanych, a cyfryzacja zdobywała kolejne pola. Maszyny, sztuczna inteligencja mogą za nas zrobić wszystko szybciej, czyściej, dokładniej i powielić wyroby w milionach egzemplarzy. Jednak to człowiek musi zaprogramować wzór, który maszyna wykona. Może też sam wykonać dzieło – niezwykłe, unikalne.

– Beata Modrzejewska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Wystawa “Homo Faber”, 10.04-1.05.22, Wenecja, wyspa San Giorgio Maggiore, homofaber.com
Zdjęcie główne: Wystawa “Homo Faber”, 10.04-1.05.22, Wenecja, wyspa San Giorgio Maggiore, homofaber.com. Fot. Archiwum prywatne Beaty Modrzejewskiej i Grzegorza Sieczkowskiego
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Disney. LGBT+ dla dzieci i młodzieży
Amerykański komentator twierdzi, że firmą zarządzają seksualni degeneraci.
Kultura Najnowsze wydanie
Kurtyna, co przesłania niesłychane tajemnice! Cyrk odmieniony
Woltyżerowie, kuglarze, linoskoczkowie rozpalają wyobraźnię widzów, przełamując wszelkie bariery…
Kultura Poprzednie wydanie
Partyjny reżyser, którego filmy latami leżały na „półkach”
Nawet jak był po linii i na bazie to wypadało to jakoś niewyraźnie.
Kultura Poprzednie wydanie
Serial dziwniejszy niż wszystkie inne
Mitologia ósmej dekady XX w. i moda na gadżety noszące „ejtisowy” znak firmowy.
Kultura Poprzednie wydanie
Kończy 80 lat i żyje. Choć już po wydaniu „Abbey Road”...
Czy McCartney naprawdę nie umarł?