Felietony

Gdzie leży płaszczenica? Wielkanoc z Ukraińcami

Kiedy w polskich rodzinach rzymskokatolickich świętowano na całego, u grekokatolików wciąż trwał post – a poszczą o wiele bardziej rygorystycznie. – Zaprosiliśmy na śniadanie wielkanocne nasze Ukrainki, ale one ledwo co jadły, skubnęły sałatki, troszkę jajek, ale żadnych szynek czy kiełbasek – martwiła się Marta, która przygarnęła ukraińską rodzinę.

Radosna liturgia Wielkiej Soboty w kościele ojców jezuitów dobiegła końca: chór śpiewał, dzieci biegały, ludzie składali sobie życzenia. Do naszej grupki podeszła nieśmiało uśmiechnięta brunetka, przedstawiła się jako Ukrainka z Tarnopola, powiedziała że wszystko jej się bardzo podobało, ale… ona chciałaby ucałować płaszczenicę . Gdzie ją znajdzie?

– Uff, takiego pytania tośmy nie przewidzieli – zwierza się ojciec rodziny, zwyczajny, jak mówi, katolik, zaangażowany zresztą w pomoc dla Ukrainy, ale od tego przecież nie przybywa wiedzy o obrzędach w ukraińskich kościołach. – Żeby nie wyjść na niedouka – mówi – nie poleciałem od razu do księdza, tylko wspólnie z tą panią poszukaliśmy w telefonie, co to takiego ta „płaszczenica”. Okazało się, że to „całun”, którym Pan Jezus jest przykryty w grobie. I dopiero wtedy mogłem jej wyjaśnić, ze u nas w Kościele nie całuje się całunu, tylko idzie się w procesji z Najświętszym Sakramentem.

Kto tu jest katolikiem?

Ta pani, co może nie dla wszystkich jest oczywiste, jest taką samą katoliczką jak wierni zebrani na Triduum Paschalnym w jezuickim kościele, ale wierną obrządku grekokatolickiego (przy okazji: grekokatolik, ale: greckokatolicki; tylko taka forma jest poprawna i w dodatku pisana łącznie). Wśród przybyszów z Ukrainy mamy właśnie grekokatolików, rzymskich katolików i wiernych należących do jednej z dwóch cerkwi prawosławnych: podległych patriarchatowi moskiewskiemu i tych podległych patriarchatowi ukraińskiemu.

Nie czas i miejsce teraz na rozważanie różnic i zawiłości, także politycznych, bo ważniejsza jest Wielkanoc, czyli Zmartwychwstanie Pańskie, które wszyscy ci wierni – chrześcijanie – obchodzą. Podobnie jak chrześcijanie z kościołów protestanckich, ale tych na Ukrainie i wśród uchodźców jest mniejszość, poza tym na pewno szybko poradzili sobie ze znalezieniem „swoich” świątyń tu w Polsce.

A Wielkanoc z powodu wojny na Ukrainie i związanych z nią tysiącem spraw wielkich i małych, nadeszła w tym roku nieoczekiwanie szybko. Tak szybko, ze chyba nie do końca zdążyliśmy się merytorycznie przygotować na tę nową sytuację, choć społecznie raczej zdaliśmy egzamin. Już daty są wyzwaniem: kiedy u nas była już Wielkanoc, to u grekokatolików i u prawosławnych dopiero Niedziela Palmowa. Z tego tez wynikają konsekwencje dla życia towarzyskiego i obyczajowego, ale o tym za chwilę.

Najpierw bowiem refleksja historyczna, która można usłyszeć tu i ówdzie, w telewizji i w wśród rodzinnych rozmów: że może wreszcie, po latach ponad osiemdziesięciu, na wielkie święta wielkich religii ludów zamieszkujących Rzeczpospolitą mamy bogactwo różnorodności. Bo i Żydzi w tym roku mieli święto Pesach w tym samym niemal terminie, co katolicy obrządku łacińskiego, czyli rzymscy; także żydowscy uchodźcy z Ukrainy.
Grekokatolicy podczas triduum paschalnego adorują płaszczenicę - całun z wizerunkiem umęczonego Jezusa, który w tradycji wschodniej symbolizuje Grób Pański. Na zdjęciu greckokatolicki Sobór św. Jana Chrzciciela w Przemyślu w Wielką Sobotę 19 kwietnia 2014 roku. Fot. Łukasz Solski / Forum
Zapewne przed wojną nikt nie mówił „grekokatolicy”, powszechne było określenie „unici”, ale ważne jest co innego: wzajemny szacunek dla swoich obrządków, wzajemna ciekawość i – choć trudno mówić tak w czasie wojny, a to ona jest powodem dla którego się tak licznie spotkaliśmy na jednej ziemi – wzajemna radość, że „oni” też świętują. Czy ta wzajemność na pewno zawsze się realizowała? Na pewno nie, ale zawsze była – i jest – pouczająca i inspirująca dla wszystkich, którzy chcą w świętach zobaczyć coś więcej niż święconkę, mazurki i żurek.

Duszpasterstwo dla Ukraińców

Wracajmy więc do realiów. Rada Stała Konferencji Episkopatu Polski , której nadzwyczajne zebranie w związku z sytuacją na Ukrainie, odbyło się już 25 lutego apelowała od razu nie tylko o „otwarcie dla sióstr i braci z Ukrainy domów, hosteli, domów diecezjalnych, parafialnych, rekolekcyjnych i wszelkich miejsc, gdzie może być świadczona pomoc ludziom potrzebującym”.

Podjęto tez od razu decyzje dotyczące życia religijnego uchodźców, również w oparciu o struktury działające do tej pory – bo pracujący w Polsce od lat Ukraińcy mieli tu swoje duszpasterstwa i nowe parafie, niezależne od tych tradycyjnych, w okolicach Przemyśla czy Białego Boru ( gdzie od czasu komunistycznych przesiedleń żyło duże skupisko grekokatolików).

Na co dzień nie zastanawiamy się nad tym, ale Kościół katolicki w Polsce składa się obecnie z 45 diecezji, w tym trzech Kościoła bizantyńsko-ukraińskiego, czyli greckokatolickiego właśnie. Te trzy diecezje to eparchia (diecezja) wrocławsko-koszalińska, olsztyńsko-gdańska i przemysko-warszawska, ta ostatnia ma rangę metropolii czyli prowincji kościelnej.

Kościół greckokatolicki w Polsce liczy 55 tys. wiernych, 126 parafii i 85 duchownych. Już 27 lutego we wszystkich cerkwiach tego Kościoła odczytany został list jego biskupów. „To, co dzieje się dziś w Ukrainie, powinno być dla nas, chrześcijan, wyzwaniem i mobilizacją do jeszcze większego zaangażowania się w modlitwę o przywrócenie pokoju w ogarniętej wojną Ukrainie. Powinniśmy także, w miarę swoich możliwości, wspierać Ukrainę w jej materialnych potrzebach i wspierać tych, którzy przed wojną będą uciekać z Ukrainy” – napisali abp Eugeniusz Popowicz, metropolita przemysko-warszawski, bp Włodzimierz Juszczak, biskup wrocławsko-koszaliński i bp Arkadiusz Trochanowski biskup olsztyńsko-gdański.

Na terenie samej tylko archidiecezji warszawskiej – jak podawała od razu w marcu KAI – działa dobrze zorganizowane duszpasterstwo dla Ukraińców, których społeczność na terenie archidiecezji liczy ok. 200 tys. osób – msze i nabożeństwa w rycie wschodnim i po ukraińsku odprawiane są w 6 świątyniach, z czego w trzech zostały utworzone odrębne parafie personalne dla ukraińskich grekokatolików.

Gdzie się wyspowiadać?

Liturgie greckokatolickie sprawowane są w parafiach rzymsko-katolickich w Warszawie na ul. Domaniewskiej, na Bielanach, w Chyliczkach oraz w Grójcu i Ożarowie. Na Domaniewskiej są także odprawiane msze po ukraińsku w rycie łacińskim – bo niektórzy Ukraińcy są katolikami rzymskimi, czyli łacińskimi. Przy kościele Męczenników Polskich na Grochowie od trzech lat działa parafia greckokatolicka, w wolnostojącej kaplicy udostępnionej przez „rzymokatolików”, jak w skrócie mówi znajoma z tej parafii. A przecież działania podjęto w każdej diecezji.
W nowej sytuacji potrzebne były nowe działania: już 8 marca grekokatolicy uzyskali od polskich biskupów rzymskokatolickich w różnych polskich diecezjach możność sprawowania liturgii grekokatolickiej w kościołach rzymskokatolickich, gdzie istniała taka potrzeba. „Wcześniej jednak duchowni grekokatoliccy rezygnowali z tych miejsc z uwagi na nikłe zainteresowanie ze strony samych wiernych grekokatolickich. Dzisiaj sytuacja się odwróciła i możemy wracać do poprzedniej praktyki. Ponadto beż żadnych przeszkód, tam gdzie nie ma duszpasterstwa greckokatolickiego, mogą uczestniczyć oni we mszach św. i przyjmować sakramenty w kościołach rzymsko-katolickich” – mówił wtedy w wypowiedzi dla KAI abp Stanisław Gądecki.

Rada Prawna i Rada ds. Ekumenizmu Konferencji Episkopatu Polski przygotowały pro memoria dotyczące posług religijnych udzielanych wiernym z Kościołów i Wspólnot kościelnych niemających pełnej wspólnoty z Kościołem katolickim. „W dokumencie tym zostały przypomniane podstawowe zasady postępowania duszpasterzy katolickich (niezależnie od obrządku) w odniesieniu do ochrzczonych niekatolików, którzy proszą o udzielenie sakramentów świętych, sakramentaliów lub odprawienie pogrzebu” – czytamy na stronach episkopatu – a „w celu komplementarnego ujęcia kwestii sprawowania sakramentów i sakramentaliów wobec przybywających do Polski uchodźców, przypominamy również pro memoria dotyczące relacji duszpasterskich Kościoła łacińskiego z katolikami Kościołów wschodnich, z dnia 4 października 2018 roku” .

– Do kogo mamy się zwrócić, aby nasz proboszcz wpuścił do naszego kościoła „ich” księdza – pytali działacze parafialni z miejscowości, w których uchodźców było tylu, ze niemożliwym byłoby ich wożenie do odległych kościołów-cerkwi greckokatolickich. – Gdzie „nasze Ukrainki”, rzymskie katoliczki, mogą się wyspowiadać po ukraińsku? – pytań nie brakowało, odpowiedzi nie od razu były oczywiste. Bo wszystko , a zwłaszcza obieg dokumentów, potrzebuje czasu. Do parafii, które z taką siłą i sercem przyjmowały coraz to nowe grupy uchodźców te dokumenty, a raczej zawarte w nich wskazówki, nie spływały w takim tempie, aby nie było pytań i napięć.

Jak u siebie w domu

Naciskany przez dziennikarzy na jednym ze spotkań pewien biskup mówił o owych wytycznych dotyczących posług religijnych jako o oczywistych, tymczasem „na dole” proboszczowie nie zawsze o nich wiedzieli, bo i kiedy mieli zaglądać do internetu, skoro podejmowali wciąż nowe wyzwania związane z napływem uchodźców. Ale wszystko się jakoś ułożyło, jak to zawsze ze świętami bywa. Z tym, że kiedy w polskich rodzinach rzymskokatolickich świętowano na całego, u grekokatolików wciąż trwał post – a poszczą o wiele bardziej rygorystycznie.

– Zaprosiliśmy na śniadanie wielkanocne nasze Ukrainki, dwie młode mamy z dzieciaczkami i ich babcię, ale one ledwo co jadły, skubnęły sałatki, troszkę jajek, ale żadnych szynek czy kiełbasek – martwi się Marta, która do mieszkania po babci przygarnęła ukraińską rodzinę – dużo rozmawialiśmy i one nawet mówiły, ze u nich jest właśnie Niedziela Palmowa.
Gdy rzymscy katolicy 17 kwietnia 2022 świętowali Wielkanoc, w kalendarzu prawosławnych i grekokatolików wypadała Palmowa Niedziela. Na zdjęciu ociekinierzy z Ukrainy podczas prawosławnej mszy w Parafii Zaśnięcia Przenajświętszej Bogurodzicy w Krakowie. Fot. Omar Marques/Getty Images
„Polacy, którzy od kilku tygodni goszczą uchodźców o innym wyznaniu będą przeżywać to, co już od wielu lat przeżywają małżeństwa mieszane wyznaniowo czy rodziny, do których należą osoby o różnej przynależności wyznaniowej. Otóż będą w tym roku obchodzić dwa Wielkie Czwartki, Wielkie Piątki, dwie Wielkie Soboty i Niedziele Zmartwychwstania. Nie ma w tym jednak żadnego problemu, ponieważ istota Misterium Paschalnego jest ta sama. Wszyscy bowiem przeżywamy doniosłość Wielkiego Piątku, ciszę Wielkiej Soboty oraz zwycięstwo Niedzieli Zmartwychwstania. Natomiast różnice kalendarzowe i pewne różnice liturgiczne są na drugim miejscu – zauważenie ich i uszanowanie z pewnością pozwoli nam lepiej się poznać" – tłumaczył ks. dr hab. Sławomir Pawłowski SAC na stronie KUL .

Wielkanoc sprawiła, ze inicjatywy poszły dalej. Greckokatolicki biskup olsztyńsko-gdański Arkadiusz Trochanowski mówił KAI: „w Święta Zmartwychwstania Pańskiego 24 kwietnia planujemy sprawować liturgię także tam, gdzie nie ma naszych świątyń, ale są większe skupiska uchodźców”. Nie ukrywał, że wiele osób z Ukrainy jest zaskoczonych, że w Polsce są cerkwie greckokatolickie i że nabożeństwa są odprawiane w języku ukraińskim.

– W Wielki Czwartek wspominamy Wieczerzę Pańską, obmywamy nogi na pamiątkę gestu Jezusa, w Wielki Piątek mamy Drogę Krzyżową i adorujemy Mękę Pańską z tą różnicą, że zamiast figury w grobie mamy rodzaj płótna – całunu z wizerunkiem Jezusa, które nazywa się płaszczenica – wyjaśniał na łamach KAI ks. Igor Małysz proboszcz wspólnoty grekokatolickiej w Kielcach i Radomiu z Radomia – Płaszczenica jest także niesiona w procesjach. Dla wielu płaszczenica jest najważniejszym symbolem Wielkanocy – podkreślał.

– W liturgii – mówił jeszcze bp Trochanowski – uczestniczą zarówno grekokatolicy, jak i prawosławni, którzy przychodzą na nasze nabożeństwa dlatego, że utożsamiają się z tym, co ukraińskie. Odprawiamy w tym języku całość liturgii wraz z czytaniami i homilią. Jest im to bardzo bliskie, czują potrzebę, by być w cerkwi ukraińskiej. Tu się odnajdują, tu czują się jak u siebie w domu – podkreślił.

Cyryl odbiera resztki optymizmu

I to jest dopiero wyzwanie – wierni prawosławni. „W zdecydowanej większości obecni uchodźcy są wiernymi prawosławnymi. Wskazane jest, aby spieszenie z pomocą humanitarną i wszelkie działania integracyjne były czynione we współpracy z obecnymi w Polsce duchownymi i wiernymi struktur Kościoła prawosławnego. Należy unikać zachowań, które dawałyby pretekst do podejrzeń o prozelityzm. Pomocą w duszpasterskim kontakcie służy dokument opublikowany 9 marca 2022 pro memoria Rady Prawnej i Rady ds. Ekumenizmu KEP dotyczące posług religijnych udzielanych wiernym z Kościołów i Wspólnot kościelnych niemających pełnej jedności z Kościołem katolickim” – czytamy na stronach Konferencji Episkopatu Polski.

– Jeśli chodzi o udzielanie prawosławnym Komunii św. w kościołach katolickich to jest to niemożliwe, gdyż prawosławie traktuje ten gest jako akt apostazji – powiedział KAI abp Stanisław Gądecki, pytany jak należy w tym zakresie traktować tych uchodźców przybyłych z Ukrainy, którzy należą do Kościoła prawosławnego. Przewodniczący KEP wspominał też m.in. o udostępnianiu przez Kościół katolicki świątyń na potrzeby grekokatolików i prawosławnych, również tych należących do Kościoła Prawosławnego Ukrainy. Mówił również, że spotyka się to z dużym sprzeciwem Kościoła Prawosławnego w Polsce, który nie uznaje odrębności Kościoła Prawosławnego Ukrainy.
Wiernym prawosławnym jest dodatkowo znacznie trudniej, zwłaszcza tym którzy związani są z cerkwią rosyjską, bo duchowy przywódca tej cerkwi, patriarcha moskiewski Cyryl, robi wszystko, aby odebrać im resztki optymizmu. Ale to już jest temat na zupełnie inny artykuł. Na razie więc odkładamy wszelkie dyskusje i spory , bo trwa wielki święty Czas Zmartwychwstania, trwa całe osiem dni, oktawę, o czym tak łatwo zapominamy ograniczając „święta” do wielkanocnego śniadania. Tymczasem, dzięki oktawie, spotykamy się wszyscy w tym pięknym czasie – katolicy rzymscy i greccy oraz wierni prawosławni

– Istota Misterium Paschalnego dla chrześcijan, łacińskich katolików, grekokatolików czy prawosławnych, jest dokładnie taka sama. Wszyscy przeżywamy doniosłość Wielkiego Piątku, ciszę Wielkiej Soboty i zwycięstwo Niedzieli Zmartwychwstania – zwraca uwagę ks. dr hab. Sławomir Pawłowski SAC (KAI) . Jak podkreśla, obecność w Polsce tysięcy uchodźców z Ukrainy jest szansą na lepsze wzajemne poznanie się i budowanie trwałych więzi.

A za wzorem żydowskiej wieczerzy paschalnej, którą przecież wspominamy w Wielki Czwartek, kiedy spożywał ją Jezus Chrystus, możemy wszyscy naszym gościom z Ukrainy życzyć, parafrazując nieco wieńczący sederową – rozpoczynającą Święto Paschy – wieczerzę słynny toast: – Do następnego roku w Kijowie!

– Barbara Sułek Kowalska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Święcenie pokarmów w prawosławnym Soborze Przemienienia Pańskiego w Lublinie 1 maja 2021. Fot. PAP/Wojtek Jargiło
Zobacz więcej
Felietony Poprzednie wydanie
Czy Polska i Ukraina powinny być jednym państwem?
Nie ma powodu, aby dziś uruchamiać integrację naszych krajów.
Felietony Poprzednie wydanie
Doupiage
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Red button
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Bestseller numer jeden
To jest zarzewie „cywilizacji miłosierdzia” – orędzie na dzisiejsze czasy.
Felietony wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Zieloni nieoczekiwanie stali się sumieniem Niemiec
To oni mają poglądy zbieżne z polską racją stanu.