Felietony

Czy Ukraina powinna „bronić się siłą”?

Jan Paweł II nie popierał wojen, ale podpisał do druku Katechizm, w którym jest mowa o prawie do prowadzenia wojny sprawiedliwej. Po swoim wyborze, pragnąc oswoić tłum na placu św. Piotra powiedział: „Przybyłem tutaj z dalekiego kraju”. Po latach powiedzenie to okazuje się czystą kokieterią. Naprawdę „z dalekiego kraju” to jest papież Franciszek.

24 lutego wojska Federacji Rosyjskiej, niczym nie sprowokowane, przekroczyły granicę z Ukrainą. Ktoś napada, ktoś się broni i sympatia świata jest z tym, kto się broni. Oczywistym wydaje się, że napadnięty ma prawo do obrony swojego terytorium i obywateli. Jednak w ocenie Watykanu, a szczególnie Ojca Świętego, nic nie jest takie oczywiste, pomimo że Katechizm Kościoła Katolickiego przyznaje pod pewnymi warunkami napadniętemu prawo do obrony.

Papież Franciszek już w niedzielę, 27 lutego podczas tradycyjnej modlitwy na Anioł Pański na placu św. Piotra odniósł się do wojny na Ukrainie: „Kto prowadzi wojnę, zapomina o ludzkości. Nie rozpoczyna od człowieka, nie patrzy na konkretne życie osób, ale stawia ponad wszystkim partykularne interesy władzy. Oddaje się diabolicznej i perwersyjnej logice broni, która jest najbardziej odległa od Woli Bożej i dystansuje się od zwykłych ludzi, pragnących pokoju”.

Wierni słuchający papieża mogli odnieść wrażenie, że ten, „kto prowadzi wojnę”, to Rosja. Jednak szybko doszło do wirtualnego spotkania papieża z patriarchą Moskwy, Cyrylem I, gdzie jasność przekazu Ojca Świętego uległa – dla jednych – zaciemnieniu, dla innych – rozjaśnieniu. Media relacjonowały, że papież miał powiedzieć Cyrylowi między innymi: „Rachunek za wojnę płacą ludzie, są to żołnierze rosyjscy i ludzie, którzy są bombardowani i giną”

Następnie papież przedstawił teorię, wedle której odwieczna doktryna Kościoła miałaby się zmienić: „Jako pasterze mamy obowiązek być blisko i pomagać wszystkim ludziom, którzy cierpią z powodu wojny. Kiedyś, nawet w naszych Kościołach, mówiło się o świętej wojnie lub wojnie sprawiedliwej. Dziś nie możemy tak mówić. Rozwinęła się chrześcijańska świadomość znaczenia pokoju.”

Dodać trzeba, że hierarchia męczeństwa, którą otwierali rosyjscy żołnierze, a dalej szli nie nazwani cywile, została przez papieża poszerzona – nie wiadomo, czy na skutek krytycznych głosów, jakich nie brakowało w ocenie rozmowy z Cyrylem. 18 marca na Kongresie Papieskiej Fundacji Gravissime Educationis papież powiedział: „Mówimy o edukacji, a kiedy o niej myślimy, myślimy o dzieciach, młodzieży... Pomyślmy o tylu żołnierzach, którzy są wysyłani na front, bardzo młodych, rosyjskich żołnierzach, biedakach. Pomyślmy o tak wielu młodych ukraińskich żołnierzach, o mieszkańcach, o młodzieży, młodych kobietach, chłopcach, dziewczynkach... To dzieje się blisko nas.”

Tym razem, oprócz budzących nadal dużą sympatię papieża (biedacy) żołnierzy rosyjskich i cywilów, znaleźli się na liście żołnierze ukraińscy. Cywile w domyśle też są chyba ukraińscy, bo na terytorium Rosji bomby i pociski nie lecą.

Papież zwlekał z dodaniem żołnierzy ukraińskich do ofiar wojny bo, jak powiedział przy tej samej okazji: „Społeczność lub naród, który chce się bronić siłą, czyni to ze szkodą dla innych społeczności i narodów oraz staje się źródłem niesprawiedliwości, nierówności i przemocy. Droga zniszczenia jest łatwa, ale pozostawia wiele gruzu. Tylko miłość może ocalić rodzinę ludzką.”
" Wybierzmy pokój. Przestańmy prężyć muskuły, gdy ludzie cierpią. Proszę, nie przyzwyczajajmy się do wojny, włączmy się wszyscy w wołanie o pokój, z naszych balkonów i na ulicach! Niech rządzący państwami wsłuchają się w wołanie ludu o pokój" - apelował papież Franciszek w wielkanocnym orędziu. Fot. Franco Origlia/Getty Images
Nie ma już wojen sprawiedliwych i prawa do obrony. Broniący się stają się źródłem przemocy i nie sposób nie odnieść wrażenia, że przy konfesjonale łagodniejszą pokutę dostałby napastnik niż obrońca.

***

Wspomniane wypowiedzi papieża i inne potępiające wojnę jako taką, bez wskazywania agresora zrywają z wypracowaną przez wieki w Kościele doktryną wojny sprawiedliwej. Chrześcijanie początkowo jako pariasi w Cesarstwie Rzymskim starali się nie służyć w legionach i potępili wszelkie używanie siły, mając na uwadze ewangeliczne odpowiadanie miłością na agresję przez nadstawianie drugiego policzka. Przekaz ewangeliczny się nie zmienił, ale zasadniczo zmieniła się sytuacja chrześcijan w cesarstwie za panowania Konstantyna Wielkiego w IV wieku. Jako obywatele wyznający wiodącą religię uznali cesarstwo za własne państwo, którego – jak najbardziej – można bronić siłą.

W średniowieczu pilnie czytano Arystotelesa, który określił warunki wojny sprawiedliwej. A twierdził on, że wojna jest sprawiedliwa, jeżeli jej celem jest obrona państwa przed zniewoleniem swoich obywateli przez innych, rozciągnięcie panowania państwa na innych w interesie swoich obywateli oraz obrócenie w niewolę tych, których niewola powinna być udziałem, a więc barbarzyńców.

Poza pierwszą przyczyną, czyli obroną, reszta musiała budzić wątpliwości chrześcijan. Szczególnie prawo do niewolenia barbarzyńców, czyli tych pod różnymi względami gorszych od nas, nie mogło się ostać w świecie chrześcijańskim, który odszedł od niewolnictwa.

Dla Arystotelesa i jego następców w myśleniu o wojnie w czasach antycznych i chrześcijańskich było jasne, że celem wojny jest pokój. Oczywiste, że nawet rozpoczynający wojny chce pokoju po wojnie, tylko bardziej korzystnego dla siebie niż przed wojną. Szerokie pole do nadużyć tej koncepcji zawęził Cyceron, dla którego wojna sprawiedliwa może być prowadzona wyłącznie w celu odzyskania utraconych dóbr, zarówno materialnych, jak i niematerialnych, takich jak honor.

Wojna taka powinna być poprzedzona próbą porozumienia i wypowiedziana. Wojnę prowadzić należy honorowo, bez zbędnych okrucieństw, a danego słowa należy dotrzymywać nawet nieprzyjacielowi. Nie wszystkim nieprzyjaciołom – piratów na przykład można oszukać i nie zapłacić im umówionego okupu za uwolnienie, bo rozbójnik jest nieprzyjacielem ludzkości.

Po wybitnych poganach prawne i moralne refleksje nad wojną podjął św. Augustyn, którego autorytet moralny i intelektualny utrzymywał się długie wieki po jego śmierci, a cytowany jest do dzisiaj przez filozofów i teologów. Odszedł on od częstego już w jego czasach interpretowania pewnych fragmentów Ewangelii jako wykluczających wszelką przemoc.

W polemicznym dziele „Contra Faustum” pisał: „Żądza wyrządzania krzywdy okrucieństwo w wywieraniu zemsty, duch niespokojny i nie dający się ubłagać, dzikość w walce, żądza panowania i temu podobne przejawy słusznie są obwiniane na wojnie. I bardzo często, żeby te namiętności ukarać, kierując się poczuciem prawa, nawet dobrzy ludzie podejmują się prowadzenia wojen, przeciwstawiając się przemocy, czy to na rozkaz Boga, czy też jakiejś prawowitej władzy.”

A także w „Państwie Bożym”: „Gdy zwycięstwo odnoszą ci, co za słuszną sprawę walczyli, któż wątpić będzie, czy godzi się życzyć im zwycięstwa i czy wtedy się pożądany pokój osiąga? To są istotne dobra i to są niewątpliwe dary Boże.”

Szatańskie oblicze wojny

Abp Gądecki: Do agresji na Ukrainę doszło 100 lat od powstania bezbożnego imperium sowieckiego.

zobacz więcej
Wojna sprawiedliwa toczy się, gdy nie naprawiono poprzedzających ją nieprawości – ani dobrowolnie, ani w wyniku negocjacji i trzeba było sięgnąć po środki ostateczne. Bo – jak pisze w innym miejscu św. Augustyn: „ta sama Boska powaga, co zakazuje zabijania człowieka, zrobiła pewne wyjątki.”

Wojna sprawiedliwa to narzędzie boskiej sprawiedliwości i jest nią przede wszystkim obrona, a także wojna odwetowa pod warunkiem, że są prowadzone przez prawowitego władcę i unika się nieuzasadnionej przemocy i okrutnej zemsty.

Zgodnie z uniwersalizmem głoszonym przez św. Pawła w „Liście do Galatów” („Nie ma Żyda ani Greka … wszyscy jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie”) podmiotowość moralną mają nie tylko państwa chrześcijańskie i sprawiedliwe wojny mogą toczyć także państwa pogańskie.

Na św. Augustynie opierał się św. Tomasz z Akwinu, który w „Sumie teologicznej” wymienił warunki, które muszą być spełnione, aby wojna była sprawiedliwa. Św. Tomasz rozwinął także myśl wielu innych teologów i prawników, którzy ustalili, że wojna sprawiedliwa może być prowadzona jedynie przez osoby świeckie, dla naprawienia krzywd lub obrony państwa, jej celem ma być sprawiedliwy pokój, a nie zaspokojenie żądzy zemsty czy nienawiść i stać musi za nią autorytet Kościoła lub legalnego władcy.

Warunki Tomasza były trzy. Wojnę wypowiada władca, bo on jest odpowiedzialny za państwo poddane jego opiece. Wojna musi mieć słuszną przyczynę (causa iusta): „by mianowicie strona, przeciw której wojna ma być prowadzona, zasłużyła na to jakąś przewiną, zatem gdy tego wymaga dobro społeczności, a nawet dla dobra tych, z którymi prowadzi się wojnę.” I po trzecie, wojna musi być prowadzona w uczciwym zamiarze (intentio recta) osiągnięcia dobra lub uniknięcie zła i ostatecznie sprawiedliwy pokój. Podczas wojny powinno się zachowywać powściągliwość i nie uciekać się do zdrady.

W średniowieczu wypracowano doktrynę wojny sprawiedliwej, czyli czegoś pomiędzy realizmem a pacyfizmem. Realizm to przyznanie, że wojna zawsze towarzyszyć będzie historii i że wynika z chęci dominacji i zysków materialnych. Pacyfizm to ścisłe przestrzeganie szóstego przykazania, czyli nie zabijać nigdy nikogo w żadnych okolicznościach. Nawiasem mówiąc, szóste przykazanie: „Nie będziesz zabijał” powinno brzmieć „Nie będziesz mordował”, bo takie hebrajskie słowo zostało użyte, przekładane zazwyczaj na ogólniejsze „zabijał”, czyli, że zakaz dotyczy pozbawiania życia z niskich pobudek i intencji, a nie podczas sprawiedliwej wojny.

Kiedy Hiszpania zaczęła mieć kolonie, stanęła przed zagadnieniem prowadzenia wojen z tubylcami w Nowym Świecie. Szkoła prawnicza z Salamanki z Francisco de Vittorią i Francisco Suarezem wypracowała doktrynę opartą na zapomnianym już wtedy prawie narodów (ius gentium) będącą w sprzeczności z tym, co głosiła doktryna świętych wojen powstała wraz z wyprawami krzyżowymi.

W XI wieku papież ogłosił pierwszą krucjatę w reakcji na prześladowania chrześcijan w Ziemi Świętej i na odcięcie dostępu do niej pielgrzymom z Europy. Odwołując się do Starego Testamentu, uznano Ziemię Świętą za należną chrześcijanom (jak Kanaan Izraelitom), którzy powinni wytępić zajmujących ją Saracenów (jak Izraelici ludy Kanaanu). Co do innych pogan otaczających Christianitas, to należało ich nawracać, jeśli trzeba, mieczem na łono Kościoła, bo bez tego nie mogli być zbawieni. Skrajny pogląd związany z wojną świętą głosił, że niewierni nie mają prawa do własności swoich ziem i także bezprawne są ich organizacje państwowe.
Baron Gotfryd z Bouillon podczas bitwy z muzułmanami w trakcie I wyprawy krzyżowej. Fot. Fototeca Gilardi/Getty Images
Szkoła z Salamanki opierając się na św. Augustynie, podnosiła równość i podmiotowość zarówno chrześcijan, jak i pogan. Nie zaatakowane państwa chrześcijańskie nie powinny najeżdżać domen pogańskich. Głoszenie Dobrej Nowiny – jak najbardziej, ale bez przemocy, do której nie mogą nakłaniać papież ani cesarz, bo ich legalne imperium nie sięga państw pogańskich ani samych pogan. Bycie chrześcijaninem nie zakłada a priori słuszności i sprawiedliwości, a powód do wojen sprawiedliwych mogą mieć także poganie. Co więcej, powrót do pogaństwa świeżo ochrzczonych ani nawet bluźnierstwo nie uzasadnia chrześcijańskiej interwencji militarnej.

W schyłkowym średniowieczu, po czasach krucjat i innych świętych wojen, szkoła z Salamanki była rewolucyjna poprzez przypomnienie i znaczne rozwinięcie doktryny wojny sprawiedliwej. Podobnie jak nieco wcześniejsze poglądy Stanisława ze Skarbimierza i Pawła Włodkowica, którzy na soborze w Konstancji musieli odpierać argumenty teologów krzyżackich usprawiedliwiających swoje poczynania na północ i północny zachód od Królestwa Polskiego. Wywody polskich prawników były podobne do tych z Salamanki, ale, jako że ich traktaty zostały ogłoszone drukiem dopiero w XX wieku, bezwzględny zakaz nawracania mieczem i prawo do wojny sprawiedliwej dla pogan kojarzą się powszechnie z uczonymi Hiszpanami.

Od wieków Kościół nie pamięta o wojnach świętych, ale przyzwolenie na wojny sprawiedliwe znajduje się w obowiązującym dziś katolików Katechizmie Kościoła Katolickiego. Wprawdzie katolik powinien dążyć ze wszystkich sił do zachowania pokoju, ale: „Tak długo jednak jak będzie istniało niebezpieczeństwo wojny, a równocześnie brakować będzie międzynarodowej władzy posiadającej niezbędne kompetencje i wyposażonej w odpowiednią siłę... rządom nie można odmawiać prawa do koniecznej obrony, byle wyczerpały wpierw wszystkie środki pokojowych rokowań.”

Dorobek intelektualny nad teorią wojny sprawiedliwej został przywołany w jednocześnie zachodzących warunkach, kiedy katolik może walczyć:

„– aby szkoda wyrządzana przez napastnika narodowi lub wspólnocie narodów była długotrwała, poważna i niezaprzeczalna

– aby wszystkie pozostałe środki zmierzające do położenia jej kresu okazały się nierealne lub nieskuteczne;

– aby były uzasadnione warunki powodzenia;

– aby użycie broni nie pociągnęło za sobą jeszcze poważniejszego zła i zamętu niż zło, które należy usunąć. W ocenie tego warunku należy uwzględnić potęgę współczesnych środków niszczenia.”

Wojna za Chrystusa Króla

Byli uzbrojeni w pałki i kije. Wystąpili przeciwko prześladującym katolików władzom.

zobacz więcej
***

Papież Franciszek w encyklice „Fratelli Tutti” z października 2020 roku w jednym z przypisów, powołując się na św. Augustyna – na prymat, jaki dawał pokojowi – napisał wyraźnie: „Także św. Augustyn, który opracował ideę «wojny sprawiedliwej», której dzisiaj już nie popieramy, powiedział: «Największym tytułem do chwały jest właśnie unicestwienie wojny słowem, zamiast zabijania ludzi mieczem, i poprzez pokój, a nie wojnę, zabiegać o pokój lub jego utrzymanie».

Papież przyznaje w encyklice, że Katechizm przyzwala na wojnę pod określonymi warunkami, ale takie przyzwolenie może być nadużywane, a więc wobec mocy współczesnych środków niszczenia wojnę należy wykluczyć w ogóle.

Mało kto czyta encykliki, gdyby czytano, to nie dziwiłyby późniejsze wypowiedzi papieża, że właściwie obrona to taka sama przemoc, jak napaść i utopijnie pacyfistyczne: „Wszyscy jesteśmy winni” rzucone mniej więcej miesiąc po najeździe Rosji na Ukrainę.

Papież Jan Paweł II, który też nie popierał wojen, ale podpisał do druku Katechizm Kościoła Katolickiego, był wybrany na tron Piotrowy po prawie 500 latach zajmowania go kolejno przez Włochów. Poza tym był zza żelaznej kurtyny i pragnąc oswoić tłum na placu św. Piotra w dniu wyboru, powiedział: „Przybyłem tutaj z dalekiego kraju”. Po latach powiedzenie to okazuje się czystą kokieterią bez realnych podstaw. Naprawdę z dalekiego kraju to jest papież Franciszek.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Św. Augustyn, twórca teorii wojny sprawiedliwej. Opraz Philippe'a de Champaigne. Fot. Wikimedia
Zobacz więcej
Felietony Poprzednie wydanie
Czy Polska i Ukraina powinny być jednym państwem?
Nie ma powodu, aby dziś uruchamiać integrację naszych krajów.
Felietony Poprzednie wydanie
Doupiage
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Red button
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Bestseller numer jeden
To jest zarzewie „cywilizacji miłosierdzia” – orędzie na dzisiejsze czasy.
Felietony wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Zieloni nieoczekiwanie stali się sumieniem Niemiec
To oni mają poglądy zbieżne z polską racją stanu.