Cywilizacja

Mały kraj, wielki sport. Słoweński fenomen

Na 2 miliony Słoweńców przypada mniej więcej tyle sportowych gwiazd, co na 80 milionów Niemców. Ktoś to wyliczył i nawet gdyby się trochę pomylił, to proporcje masy do klasy są widoczne na arenach. Choć ten ktoś mógł też zbyt skromnie oszacować Słowenię.

Tak czy inaczej z tego małego kraju wywodzi się wielu wielkich sportowców. Na pytanie, jak to możliwe nie ma prostej ani jednoznacznej odpowiedzi. Ani liczna populacja, bo takiej nie ma, ani państwowy system sportu nie są źródłem tego sukcesu. Zatem co nim jest?

Austriacka dyscyplina, bałkański temperament

Zanim do tego dojdziemy, warto przypomnieć niektóre zasady, uznawane obecnie na świecie za fundamentalne czynniki wzrostu sportowego i porównać ze Słowenią. Na początek choćby odpowiednio duże i stabilne finansowanie.

Słowenia nie ma narodowego programu sportu. Związki sportowe muszą same zdobywać pieniądze. Kluby sportowe mają ogromne kłopoty z pozyskaniem sponsorów. Tylko piłkarze mogą być spokojni, chociaż nie są dyscypliną wizerunkową.

System szkolenia to kolejne ważne ogniwo łańcucha wyczynowego. Podstawą jest sport młodzieżowy, ściśle skorelowany ze sportem seniorów. W Słowenii łańcuch wyczynowy jest jednak często przerywany, jak twierdzą tamtejsi eksperci.

Praca trenerów z młodymi zawodnikami przebiega modelowo, o czym świadczą sukcesy nastolatków na różnych arenach. Osiem medali w piłce ręcznej, pięć medali w koszykówce, medale alpejczyków, tyle że nie ma to potem przełożenia na wyniki seniorów.

Selekcja do konkretnych dyscyplin jest właściwa. Identyfikacja talentów – właściwa. Szlifowanie sportowych diamentów także. Jednak po przejściu do sektora zawodowego impet słabnie, a kariery się załamują. Dlaczego? Ważnym powodem są pieniądze.

Trenerzy otrzymują znacznie lepsze premie za osiągnięcia juniorów niż seniorów. Nie wszyscy chcą się wiązać na lata za mniejsze zarobki lecz większą odpowiedzialność. Podobno sytuacja zmienia się na lepsze, co jednak musi potrwać.

I jeszcze jedna teoria budowania sportowej marki, która przyjęła się na świecie, ale Słoweńców nie obowiązuje. Chodzi o specjalizacje narodowe w konkretnych dyscyplinach, a nawet konkurencjach, co ułatwia procedury organizacyjne i sportowe.

Jamajka postawiła na biegi sprinterskie. Etiopia i Kenia na biegi długie. Skandynawia na sporty zimowe. Kazachstan na podnoszenie ciężarów itd., itp. Słowenię trudno przypisać do jednego obszaru wyczynowego, choć swego czasu bywała ustawiana w szeregu.

Należała wtedy do Jugosławii, gdzie panowała powszechna opinia, że Słoweńcy nadają się wyłącznie do sportów zimowych, a wszyscy inni do zespołowych. Dziś wiadomo, że była to prognoza i pochopna, i niemądra.

Słoweńcy zostali mistrzami Europy w koszykówce. A wcześniej siatkarze i szczypiorniści też zdobywali mistrzowskie medale. Pomaga im w tym austriacka dyscyplina oraz bałkański temperament. Tak przynajmniej sami twierdzą.

Krótka kołdra finansowa

To zgrabne powiedzonko jednak nie wyjaśnia słoweńskiego fenomenu – mały kraj, wielki sport. Nie tłumaczy go także wysokie usportowienie społeczeństwa. Ponad 60 procent dorosłych obywateli deklaruje regularne uprawianie jakieś formy sportu.

Rzesze dzieciaków, które rwą się na boiska, również nie stanowią wykładni sukcesów. Według badan Active Healthy Kids Global Alliance słoweńskie dzieci są najbardziej aktywne fizycznie na świecie. Ale to się mechanicznie nie przekłada na wybitne wyniki.
Reprezentacja Słoweni zwyciężyła w konkursie drużynowym lotów narciarskich na skoczni w Planicy 26 marca 2022. Na zdjęciu: Žiga Jelar, Peter Prevc, Timi Zajc i Anže Lanišek. Fot. Jurij Kodrun/Getty Images
Ani dorośli, ani dzieciaki nie stają się mistrzami różnych dyscyplin z powodu dobrego klimatu dla sportu czy dobrych chęci. To nie jest takie proste nigdzie na tej planecie, nawet w Słowenii. Talent potrzebuje określonych warunków rozwoju, a z tym jest problem.

Zdolna i aktywna młodzież to tylko potencjał. A mówiąc kolokwialnie – dobry materiał do wyczynowej obróbki, która wymaga czasu, wymaga staranności, współczesnych metod treningowych, w tym kosztownych technologii, zatem warunków specjalnych.

Dwa z nich są konieczne, a trzeci jest niezbędnym dopełnieniem. Ten pierwszy to sensowne szkolenie, ten drugi to odpowiednie fundusze. Indywidualne uzdolnienia, twardy charakter czy samodyscyplina to oczywistości, z którymi w tym przypadku nie ma kłopotów.

Obecny poziom światowego sportu jest tak wyśrubowany, a konkurencja tak ostra, że półśrodki lub improwizacja nie działają. W Słowenii pracuje wielu dobrych trenerów, lecz kołdra finansowa tamtejszego sportu jest krótka.

Skoro warunek numer dwa, czyli odpowiednie fundusze, jest niewystarczający, to warunek trzeci, jakim jest spokojna głowa, co pozwala na pełne skupienie na sporcie, nie może być spełniony. Toteż słoweńskie gwizdy szukają własnych dróg.

I znajdują takie drogi, ponieważ nie tylko liczą się na świecie, ale w niektórych dyscyplinach robią globalną furorę. Te drogi prowadzą za granicę, przynajmniej w pewnych przypadkach. W kolarstwie jest o to łatwiej niż w innych dyscyplinach.

Poczucie tymczasowości

Międzynarodowe grupy zawodowe są poniekąd naturalnym miejscem pracy dla wielu cyklistów. Tak dla liderów jak i pomocników. Ten sport, wbrew pozorom, nie jest dyscypliną indywidualną. Na wynik pracuje drużyna, więc dla każdego znajdzie się zajęcie.

Słoweńcy mają aktualnie dwie kolarskie gwiazdy: Tadeja Pogačara i Primoža Rogliča . Obaj startują w zagranicznych zespołach. Ten pierwszy w drużynie należącej do Emiratów, a drugi – w grupie holenderskiej.

Pogačar ma 23 lata i dwa wygrane wyścigi Tour de France. Roglič jest o 10 lat starszy, najpierw uprawiał skoki narciarskie, a na rower wyścigowy wsiadł dopiero w wieku 24 lat. Do tej pory zdążył zwyciężyć aż trzykrotnie we Vuelta a España.

Obaj są piekielnie uzdolnieni. Obaj są zabezpieczeni finansowo i sportowo. W grupach kolarskich jest z kim trenować, jest się od kogo uczyć taktyki, można polegać na serwisie medycznym i odnowy biologicznej. I obaj są też Słoweńcami.

Czy wszystko to razem pomaga rozszyfrować fenomen słoweńskiego sportu? Niekoniecznie, a na pewno nie da się tego skleić w jakąś twardą i wspólną regułę. Słoweński sport wymyka się sztywnym zasadom. Gwiazdy peletonu są na to dobrym przykładem.

Rogličowi nikt nie pomagał w kolarskiej karierze. Sam sobie znalazł nową dyscyplinę, samodzielnie się jej uczył. Po ośmiu latach doszedł do poziomu, który dał mu miejsce w drużynie zawodowej, zapewnił byt, zagwarantował bazę sportowego rozwoju.

Pogačar wypłynął jako młody zdolny w wyścigach krajowych. Rodzimi dziennikarze go chwalili i to by było na tyle. Dopiero decyzja o wyprowadzce do Zjednoczonych Emiratów Arabskich nadała tempo jego karierze.

Słoweńskie media właśnie na tych przykładach tonują samozadowolenie władz, które próbują sobie przypisać sportowe sukcesy. Bo wysoki poziom wychowania fizycznego w szkołach, za co odpowiada państwo, nie ma z tym nic wspólnego. To nie działa automatycznie.

Panie i panowie na ringu, stadionie i torze. A co z transseksualistami?

Organizm mężczyzny, bez względu na to kim się on czuje, i jakie wybrał sobie imię, będzie produkował określone dawki testosteronu.

zobacz więcej
Według obowiązujących standardów najbardziej poukładaną dyscypliną organizacyjnie i finansowo są skoki narciarskie. Na arenie międzynarodowej Słoweńcy zaistnieli odrębnie dopiero w 1990 roku. Wcześniej startowali w reprezentacji Jugosławii.

Primož Peterka, Robert Kranjec czy Peter Prevc to znane nazwiska w sportowym światku oraz w tej części świata, która interesuje się skokami. Akurat tę konkurencję wspiera państwo, co ma znaczenie dla utrzymania stabilnego poziomu.

Jednak stabilny poziom i przewidywalny rozwój to akurat te elementy, których, z małymi wyjątkami, brakuje w słoweńskim sporcie, jak twierdzi wielu słoweńskich dziennikarzy sportowych. Obecne sukcesy są i dla nich niespodzianką, gdyż nie były planowane.

Brak konsekwentnej strategii ma swój pozytywny i negatywny wymiar. Pozytywem są nieoczekiwane i miłe prezenty w postaci sukcesów w bardzo różnych dyscyplinach. Negatywem jest trudny do przewidzenia ciąg dalszy, zatem poczucie tymczasowości.

Szeroka paleta sportów

Źródła sukcesów są tak różne jak dyscypliny, w których Słoweńcy je odnoszą. Sportową legendą kraju jest Miroslav Cerar, który zdobył w gimnastyce 3 medale olimpijskie, w tym 2 złote. Był też trzykrotnym mistrzem świata.

Tyle że Carar startował w barwach Jugosławii. Nad jego karierą w pełnym zakresie czuwało państwo tak jak we wszystkich KDL-ach [państwach komunistycznych – red]. Jak w ZSRR, jak w NRD, jak w PRL i w całym bloku socjalizmu. Stabilizacja systemowa pomagała odnosić sukcesy.

W 1992 roku Słowenia została członkiem ONZ. W 2004 – członkiem NATO oraz Unii Europejskiej. W 2000 przyjęła walutę euro. Odbudowanie państwowości wiązało się z licznymi problemami, wśród których sport nie był oczywiście priorytetem.

Ludzie sportu musieli sobie radzić sami. Zresztą i w Polsce było podobnie tyle, że nieco wcześniej. Wtedy w Słowenii liczyła się zaradność usportowionego społeczeństwa oraz indywidualna determinacja zarówno rodzin jak i zawodników. Zaczęły się pojawiać gwiazdy.

Już w 2000 roku na igrzyskach w Sydney Słoweńcy wywalczyli dwa pierwsze złote medale olimpijskie: Iztok Čop w wioślarstwie i Rajmond Debevec w strzelectwie. Potem wypłynęli skoczkowie, następnie znakomita alpejka Ilka Štuhec, dwukrotna mistrzyni świata.

A dalej kolejna alpejka Tine Maze oraz Janj Garnbret, sześciokrotna mistrzyni świata we wspinacze sportowej. Tina Trstenjak mistrzyni świata i Europy w judo. Primož Kozmus mistrz olimpijski i mistrz świata w rzucie młotem.

Goran Dragić i Luka Dončić robią kariery w NBA. Do tego kolarze, skoczkowie, koszykarze, siatkarze, szczypiorniści. Ta lista jest długa, paleta sportów bardzo szeroka, dynamika wzrostu niespodziewana, trudno cokolwiek prognozować.

Słowenia idzie własną drogą

Równie trudno byłoby precyzyjnie określić, w ilu przypadkach za sukcesami stoją rodzice, przynajmniej w ważnej, początkowej fazie sportowych karier, a ilu mają tam Rogliców, którzy umieli zadbać o siebie.

Na tle tej słoweńskiej ścianki medalowej najsłabiej wypada futbol, otaczany szczególną troską państwa. Mają piłkarzy, którzy występują w dobrych, zagranicznych klubach jak choćby Jana Oblaka grającego w Atletico Madryt, lecz reprezentacja cienko przędzie.
Miroslav Cerar, Słoweniec występujący w reprezentacji Jugosławii, na igrzyskach olimpijskich w Tokio w 1964 roku zdobył złoty medal w gimnastyce. Fot. General / Rainbird / Forum
W ogólnym bilansie meczów porażki przeważają nad zwycięstwami 101 do 89. W ciągu dekady wymienili 5 selekcjonerów. Dziennikarze żartują, że jedynym Słoweńcem, który robi karierę w futbolu jest Aleksander Čeferin, obecny prezydent UEFA.

Rzecz jasna nie może być tak, żeby nie było żadnych rys na wizerunku słoweńskiego sportu. Tu i ówdzie zdarzają się pęknięcia i szczeliny, gdyż jak wiadomo live is brutal. W ostatniej dekadzie połowa słoweńskich kolarzy została zawieszona za doping.

Najnowsza afera związana jest ze związkiem narciarskim, skoczkami i byłym prezesem Primožem Ulagą, kiedyś znanym zawodnikiem. Ulaga stanął przed sądem pod zarzutem korupcji, zagrożonym karą do pięciu lat więzienia.

Będąc urzędujący prezesem związku, pomagał on skoczkom w pozyskaniu osobistych sponsorów lecz nie z uprzejmości tylko dla zysku. Ponoć domagał się prowizji od każdego kontraktu, czemu zaprzeczył na pierwszej rozprawie. Druga została przełożona.

Nawiasem mówiąc, ten system rozliczeń funkcjonował latami w różnych dyscyplinach jako norma środowiskowa. Dotyczył głównie trenerów, którzy pobierali prowizje od pieniędzy, jakie zarabiali zawodnicy. To działało na zasadzie ustnej umowy i działa do dzisiaj.

Ulaga stracił stanowisko, kiedy sprawa wyszła na jaw. Termin drugiej rozprawy nie jest jeszcze ustalony. Prokuratura się spieszy, bo czas upływa. Jeżeli sąd nie rozpatrzy zarzutów w tym roku, przestępstwo ulegnie przedawnianiu w 2023 i pozamiatane...

Doping czy nadużycia finansowe należą niestety do współczesnych klimatów globalnego szołbiznesu, jakim jest sport zawodowy. Słowenia idzie własną drogą, równolegle, lecz jakby trochę obok głównego nurtu i byłoby dobrze, gdyby tak zostało.

Ambicje, zaradność, talenty i wybitne osiągnięcia sportowców Słowenii na wielu arenach zaskakują dzisiaj świat. Dowodzą, że kraj małych rozmiarów może być wielki sportowym duchem. Tworzyć oryginalną jakość, własną optykę postrzegania sportu. Raczej warto o to dbać.

– Marek Jóźwik

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Słoweńcy na mecie wyścigiu Mediolan-San Remo 19 marca 2022. Matej Mohorič reprezentujący Bahrain Victorious (z prawej) zwycięzył, Primož Roglič z Jumbo-Visma (tyłem) zajął miejsce 17. Na 5. pozycji był Tadej Pogačar (UAE Emirates), na 9. Jan Tratnik (Bahrain Victorious). Fot. Tim de Waele/Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jak działa Amnesty International?
Dlaczego obrońcy praw człowieka zaatakowali Ukrainę?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Gdy dusił, jedna z córek krzyczała: Tato, nie!
Żonę znaleziono w płytkim grobie, w wyniku pośmiertnego porodu poza jej ciałem leżał syn Nico.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Po prostu opoka. O. Jacek Salij
Ilu ludzi uchronił od nienawiści i ilu powstrzymał od chęci wymierzania zemsty?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Sport lokalny czy globalny
Spory: ręką czy nogą trwały długo, aż w końcu powstały odrębne przepisy dla rugby i piłki nożnej.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Słyszą, jak gdacze kura. Polacy pokochali wieś
Tylko w ubiegłym roku aż 50 tys. Polaków zdecydowało się na wyprowadzkę z dużych miast.