Felietony

Sprawiedliwe wojny i najlepsza cywilizacja, czyli rekonstrukcja rosyjskiej pamięci

Badacze Instytutu Genetyki Ogólnej Rosyjskiej Akademii Nauk odkryli wspólny kod genetyczny mieszkańców ZSRS – co „Prawda” cytowała w końcu 1992 roku jako dowód na naturalny charakter tej jedności, która poprzez rozpad Związku Sowieckiego została brutalnie naruszona.

Fragmenty książki prof. Andrzeja Nowaka „Polska i Rosja. Sąsiedztwo wolności i despotyzmu X–XXI w.” drukujemy dzięki uprzejmości wydawnictwa Biały Kruk.

Wizyta [Jana Pawła II – przyp. red.] w Kijowie, a przede wszystkim pełne radości spotkania we Lwowie – gdzie we Mszy św. w obrządku unickim wzięło udział blisko półtora miliona wiernych – pokazały światu oblicze Ukrainy nie biednej i rozdzieranej politycznymi konfliktami, ale pogodnej i uduchowionej. To było także wielkie umocnienie młodej ukraińskiej państwowości.

Tę Ukrainę i taką Polskę, jaką najpiękniej, najgodniej reprezentował Jan Paweł II, chce zniszczyć imperium Kremla. Dlaczego? Właściwie o tym jest cała książka, którą teraz kończę. Jednak u prowizorycznej mety (bo prawdziwego końca historii oczywiście nie ma) tego biegu przez skomplikowane, tragiczne dzieje, pozwolę sobie spojrzeć raz jeszcze na Rosję – dzisiejszą. Po to, byśmy zrozumieli, jak tworzy ona pod dyktando Putina swoistą syntezę imperialno-policyjnego dziedzictwa Iwana I (Kality), III i IV (Groźnego), Piotra I oraz Katarzyny II, Lenina i Stalina.

Eksperci szukają dowodów

Niejako oficjalną pieczęć na owej syntezie postawił sam prezydent Putin w zwięzłej formule swego dorocznego posłania, wygłoszonego 25 kwietnia 2005 roku, kiedy rozpad Związku Sowieckiego nazwał „największą katastrofą geopolityczną stulecia”.

Mało kto pamięta jeszcze słowa innego posłania, które przedstawione zostało 14 lat wcześniej jako „Słowo do Ludu”. To retoryczne posłanie przedstawione zostało w końcu lipca 1991 roku na łamach „Sowietskoj Rossiji”, służąc ideologicznym natchnieniem dokonanej miesiąc później próbie puczu w obronie Związku Sowieckiego. (…)

W obu przypadkach komunistyczna treść nie miała znaczenia. W obu przypadkach dominuje odwołanie do tego dziedzictwa, które tworzy Wielkie Państwo. To państwo, które stało się najpotężniejsze w czasach sowieckich, ale które połączone zostało wcześniej siłami „historii” – rosyjskiej historii – i „natury”.

Historia i natura, splecione razem w fundament wielkości i jedności państwa, któremu kształt najpełniejszy nadał Józef Stalin: to bardzo ważne przesłanki swoistej dydaktyki, do której odwoływali się ostatni obrońcy Związku Sowieckiego.

Te same elementy pojawiają się w konstrukcji ideowej reżimu Putina. Mają one swoje logiczne dopełnienie w jednym jeszcze punkcie. Skoro Wielkie Państwo spoiła historia i natura, rozbić mogły je tylko złowrogie siły zewnętrzne. O nich mówi wprost cytowane wyżej „Słowo do Ludu” (sowieckiego) z 1991 roku.

Można także przypomnieć pierwsze, programowe posłanie prezydenta Putina do Rady Federacji – z 2000 roku. Powtórzył w nim w istocie to, przed czym ostrzegali inspiratorzy puczu 1991 roku: „Rosja zderzyła się z wyzwaniem systemowym wobec suwerenności państwowej i terytorialnej integralności, stanęła twarzą w twarz z siłami dążącymi do geopolitycznej «pieriekrojki» świata”.

Co zagraża Rosji?

Złe siły są wciąż na zewnątrz i wciąż dążą do osłabienia państwa, geopolitycznego spadkobiercy ZSRS, do jego terytorialnego uszczuplenia, do pozbawienia go suwerenności i światowego znaczenia. Władimir Putin, zaczynając swą pierwszą kadencję na urzędzie prezydenta Federacji Rosyjskiej, dawał wyraźnie do zrozumienia, że dostrzega owe siły i zamierza się z nimi zmierzyć.(…)
Fragment obrazu Jana Matejki „Iwan Groźny” przedstawiający skazanego na śmierć bojara Michaiła Morozowa, prowadzonego na miejsce kaźni. Na czele orszaku idze car, caryca i metropolita moskiewski. Fot. Prisma/Universal Images Group via Getty Images
Przedstawiciele elity akademickiej niedawnych czasów sowieckich nie stracili swoich pozycji naukowych: członków Akademii Nauk, dyrektorów instytutów, kierowników katedr, profesorów uniwersytetów. Część z nich poszła w kierunku podpowiadanym przez nową władzę. Część pracowała dla celów czysto naukowych. Część jednak wykonywała pracę intelektualną polegającą na adaptacji starej ideologii sowieckiej do sytuacji, w jakiej znalazła się obecnie Federacja Rosyjska traktowana jak spadkobierca Związku Sowieckiego. Spadkobierca zobowiązany do walki o całość wielkiego spadku.

„Naukowe ekspertyzy” tworzone w tym duchu przynosiły szybko zdumiewające rezultaty. Badacze Instytutu Genetyki Ogólnej Rosyjskiej Akademii Nauk odkryli wspólny kod genetyczny mieszkańców ZSRS – co „Prawda” cytowała w końcu 1992 roku jako dowód na naturalny charakter tej jedności, która poprzez rozpad Związku Sowieckiego została brutalnie naruszona.

Z innej sfery badań, niektórzy rosyjscy geologowie wskazywali na dowód tej samej naturalności przestrzennych wymiarów Wielkiego Państwa fakt, że rosyjska (eurazjatycka) platforma geologiczna sięga po dawne zachodnie granice ZSRR.

Apologia Sołżenicyna

Elita rosyjskich socjologów z Akademii Nauk przedstawiła obszerne studium dotychczasowych reform i przemian kraju. Wieńczyły je „tezy o przyszłości”, które w większości swej wiązały się z charakterystyczną oceną przeszłości państwa.

Autorzy stwierdzali w tezie pierwszej, iż „Imperium- Związek (Sowiecki) nie był produktem naturalnej agresywności moskiewskich władców, ale rezultatem naturalno-historycznej, politycznej i ekonomicznej integracji interesów narodów, które dobrowolnie i świadomie połączyły swe wysiłki i poszukiwały obrony w jednej z najbardziej rozwiniętych w kategoriach tak materialnych, jak i kulturalnych cywilizacji na planecie – ruskiej rosyjskiej (russkoj rossijskoj) cywilizacji”.

Rządzą ludzie, których ręce są ubabrane po łokcie we krwi

U nas nie prowadzi się żadnej dyskusji o etyce nauki w służbie państwa – mówi rosyjski pisarz Siergiej Lebiediew.

zobacz więcej
Teza siódma i ostatnia wyrażała mesjanistyczne niemal przekonanie, że Rosja nie tylko zjednoczy ponownie narody „Imperium-Związku”, ale stworzy nowe „epicentrum [sic] światowego życia gospodarczego i duchowego”. (…)

„Czas pracuje dla Rosji i związku bratnich narodów”. Tymi słowami kończy się nie manifest publicystyczny jakiejś oryginalnej partii, ale blisko 400-stronicowy tom analiz wydany przez Instytut Studiów Społeczno-Politycznych Rosyjskiej Akademii Nauk. (…)

Aleksander Sołżenicyn, w swej programowej publikacji połowy lat 90. „Kwestii rosyjskiej w końcu XX wieku” – dał uderzające przykłady tego rodzaju apologii imperialnej Rosji. Ubrana w pozory naukowej argumentacji historycznej retoryka wielkiego pisarza służyła kilku tezom, które w niezliczonych wariantach powielały w tym samym czasie inne publikacje.

Wymieńmy tylko owe tezy. Po pierwsze: Instytucje i modele polityczne zaczerpnięte z Zachodu czy przez Zachód narzucane Rosji są dla niej szkodliwe. Naród rosyjski powstał przeciwko zachodnim interwentom i ocalił swą tożsamość – przypominał Sołżenicyn swoim czytelnikom. W tym samym, nota bene, momencie, kiedy Borys Jelcyn wprowadził na miejsce rocznicy rewolucji bolszewickiej nowe święto narodowe: rocznicę przepędzenia Polaków z Kremla.

Po drugie: kształt terytorialny państwa rosyjskiego został rozszerzony w sprawiedliwych wojnach o zjednoczenie dziedzictwa Rusi Kijowskiej. W tym sensie Sołżenicyn całkowicie usprawiedliwiał rozbiory Rzeczypospolitej dokonane przez Rosję przy udziale Prus i Austrii. W wizji Sołżenicyna nie ma żadnego miejsca na oddzielenie tych ziem – a więc całej Ukrainy i Białorusi – od rosyjskiej państwowości.

Po trzecie wreszcie: zbudowane przez Rosję ostatecznie w XIX wieku wielkie Imperium różniło się zasadniczo od wszystkich innych, w szczególności zachodnich imperiów. Było zbudowane w ten sposób, że dawało korzyści narodom przyłączonym do niego, a upośledzało rosyjskie centrum. Niektóre narody, jak buntowniczy Polacy, nie doceniali tego dobrodziejstwa, stwierdzał nie bez żalu Sołżenicyn, potwierdzając jeszcze jedną kliszę najprymitywniejszej carskiej propagandy. (…)

Kiedy doszło w 1999 roku do poszerzenia NATO o byłych satelitów ZSRR (Polskę, Węgry i Czechy, a w kolejce do paktu stały już kraje bałtyckie) i do użycia sił tego samego paktu do uderzenia militarnego na prawosławną, słowiańską Serbię, postrzeganą w Rosji powszechnie jako jej naturalny klient – umocniło się poczucie, że konflikt Rosji z Zachodem jest jak najbardziej realny i trzeba się z tą rzeczywistością w polityce rosyjskiej zmierzyć.

Rosja – „naturalny obrońca prawdy i sprawiedliwości” – miała znów wystąpić w tej roli na globalnej scenie, dochodząc zarazem do gotowości skutecznej obrony własnych interesów w swej (także „naturalnej”) strefie wpływów. To był moment, w którym Borys Jelcyn przekazywał władzę Władimirowi Putinowi.

Niczego się nie bójmy

Przyszedł czas konstruowania nowej pamięci historycznej. (…) Był 16 stycznia 2014 roku. „Kryzys ukraiński” wchodził już w decydującą fazę. Kontrolowana przez prezydenta Janukowycza Rada Najwyższa przyjęła tego dnia tzw. ustawy dyktatorskie, mające zasadniczo ukrócić wolność słowa i zgromadzeń. Ukraina miała wrócić do rosyjskiego świata (Russkij mir).
Rok 2007. Spotkanie prezydenta Władimira Putina z Aleksandrem Sołżenicynem, podczas którego laureat Nagrody Nobla odebrał wysokie odznaczenie państwowe. Fot. Klimentyev Mikhail / TASS / Forum
Ale na czym ten rosyjski świat ma polegać? Jaka jest jego istota – czy to właśnie tego rodzaju prawodawstwo, systematyczne, odgórne ograniczanie wolności?

Najskuteczniejszym narzędziem służącym odpowiedzi na to pytanie jest historia. Tak uznał sam Władimir Putin, który tego właśnie dnia, 16 stycznia 2014 roku, poświęcił ponad dwie godziny swego cennego czasu na spotkanie z przedstawicielami grupy opracowującej koncepcję „nowego edukacyjno-metodycznego kompleksu do historii ojczystej”. Mówiąc prościej: zwołał odprawę, na której omówiony został nowy, jednolity dla wszystkich uczniów w Rosji, wzór nauczania historii.

Spotykał się wielokrotnie w tej sprawie z kolejnymi dyrektorami Instytutu Historii Rosyjskiej Akademii Nauk, z „nadwornym dziejopisem” Kremla (już od czasów Gorbaczowa) Aleksandrem Oganowiczem Czubarianem i z „urzędnikami od historii” pomniejszej rangi. W końcu przyszedł czas na ostateczny porządek. Jeden podręcznik dla wszystkich klas – podzielony na odcinki chronologiczne, odpowiednio dla klas od 5 do 11, w których naucza się historii.

Na spotkanie mające przypieczętować ten wieloletni wysiłek zaproszonych zostało (poza gospodarzem Kremla oczywiście) 18 gości. Byli wśród nich ministrowie edukacji i nauki oraz kultury, rektorzy ważnych uniwersytetów, prezesi telewizji, a nawet osobisty kapelan prezydenta Putina, archimandryta klasztoru srietienskiego Tichon (Szewkunow).

Referentem prac grupy roboczej była druga osoba w państwie, przewodniczący Dumy i prezes odnowionego Rosyjskiego Towarzystwa Historycznego w jednej osobie, Siergiej Naryszkin. Podkreślił on, jak wielka była skala społecznych konsultacji przy opracowaniu nowej, jednolitej koncepcji dziejów Rosji – prawie taka, jak przy debacie nad stalinowską konstytucją z 1936 roku. „To oczywiście da odpór tym, którzy mówią, że nowy podręcznik będzie przypominał dawny «Krótki kurs Historii WKP(b)»”, zauważył przewodniczący Naryszkin. I tu nastąpiła charakterystyczna riposta prezydenta Putina: „A dlaczego «WKP(b)» [krótki kurs], powiedział pan szeptem? Boi się pan, czy też pan się boi, że ja się przestraszę?” (Wy sami boities’ ili boities’, czto my ispugajemsia?).

To uwaga kluczowa: nie bójmy się porównań z czasami stalinowskimi, niczego się nie bójmy!

Nad ofiarami z piórem w ręku stali ich kaci. Pisanie sowieckiej ikony

Gułag opisywany jest jako „szkoła nowego, szczęśliwszego społeczeństwa”

zobacz więcej
Po tej uwadze akademik Czubarian wyłożył istotę nowej syntezy dziejów: należy pokazać, jak Kraj „przezwyciężał trudne problemy”. Krótko mówiąc, obowiązkowa nauka dziejów Rosji ma opierać się na historii zagrożeń, które przychodzą w postaci kolejnych najazdów z zachodu – i na lekcji poświęcenia, dzięki któremu udało się owe zagrożenia „przezwyciężyć”.

„Trudny problem” rządów Stalina pozwala wytłumaczyć właśnie… potrzeba „przezwyciężenia” zagrożenia obcym najazdem w II wojnie. Akademik Czubarian nazwał zatem stalinizm w jego najbardziej zbrodniczym okresie lat 30. – modernizacyjną dyktaturą. (…)

Jest jednak jeszcze jeden problem – przyłączanie kolejnych krajów do Rosji/ZSRR. „W niektórych krajach [sąsiedzkich – przyp. red.] uważa się, że był to okres kolonialny”, ubolewa referent projektu nowego podręcznika (choć zapewnia, że Ukraińcy, Białorusini, Ormianie, Tadżycy oraz Kirgizi tak nie uważają). Ale podsuwa od razu właściwą odpowiedź na te niesłuszne oskarżenia: uczniowie rosyjscy dowiedzą się, jakie były konsekwencje przyłączenia do Rosji, a potem do ZSRS: jak wiele przyłączane narody zyskały dzięki temu.

Prezydent Putin podziękował za przedstawioną wizję. Wyraził jeszcze raz zdenerwowanie, że tak długo przez system certyfikowania podręczników dopuszczanych do szkół przechodziły „takie rzeczy, które są absolutnie niedopuszczalne”, takie jak „naplucie w twarz”. Najbardziej irytują Władimira Putina niejednoznaczne oceny dotyczące udziału ZSRS w II wojnie. Mając na myśli „niesłuszne” interpretacje paktu Ribbentrop-Mołotow, jakiekolwiek wzmianki o współpracy strategicznej Stalina z Hitlerem, o napaści na Polskę, zaborze republik nadbałtyckich, prezydent Rosji pomstował na „świadome zaniżanie roli sowieckiego narodu w walce z faszyzmem” i nazwał takie zjawiska w pięknym języku Józefa Stalina: eto prosto biezobrazije, eto prosto kakoj-to idieołogiczeskij musor (to po prostu łajdactwo, to jakiś ideologiczny śmietnik). „I od tego musimy się uwolnić” – to ostateczna konkluzja historycznej narady.

No i „uwalnianie” trwa – przez kolejne wojny, niestety już nie tylko na papierze, „historyczne”, ale także całkiem realne.

– Andrzej Nowak

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Tytuł i śródtytuły od redakcji
Publikacja wydana nakładem wydawnictwa Biały Kruk
O książce

Dlaczego państwa zachodnie od stuleci naiwnie wierzą w dobre intencje Moskwy i ulegają jej propagandzie? Dlaczego w dziejach Rosji jest tyle brutalności, przemocy i zacofania? Dlaczego Rosja wciąż napadała na sąsiadów?

Wybitny i chętnie czytany historyk, znawca Rosji, sowietolog, prof. Andrzej Nowak w swojej najnowszej książce „Polska i Rosja. Sąsiedztwo wolności i despotyzmu X–XXI w.”, wydanej nakładem wydawnictwa Biały Kruk, odsłania źródła rosyjskiej mentalności i agresywności, cofając się do czasów powstania państwa polskiego i Rusi Kijowskiej. Wówczas Moskwa była skrawkiem ziemi w dziczy.

Dopiero w XV w. zaczęto na dworze w Krakowie postrzegać Księstwo Moskiewskie jako pewne zagrożenie militarne. Kilka wieków wojen prowokowanych przez Moskwę przynosiło jej początkowo porażki, w tym straszną klęskę pod Kłuszynem (1610). Ale w drugiej połowie wieku XVIII caryca Katarzyna II, skądinąd rodowita Niemka, upokorzyła Rzeczpospolitą, instalując na polskim tronie swego kochanka, porywając polskich senatorów i wreszcie zarządzając rozbiory. Dla uzasadnienia wojen przeciwko Polsce carowie już wtedy zaczęli używać argumentów, które słyszymy również dziś – rzekoma obrona ludności prawosławnej i zjednoczenie wszystkich Rusinów – utożsamianych w kremlowskiej propagandzie z Rosjanami – pod jednym berłem.

Autor ukazuje przepaść cywilizacyjną dzielącą przez wieki zachodnioeuropejską Polskę i potatarską Rosję. Gdy dziesiątki tysięcy polskiej szlachty demokratycznie decydowało o losie swojej ojczyzny na sejmikach i sejmach, w Rosji nastał czas opriczniny, czyli brutalnego terroru i władzy ówczesnych służb specjalnych. Kiedy nad Wisłą powstawały tysiące książek i pism politycznych, w carskim imperium mało kto potrafił czytać i pisać, nie było szkół publicznych.

W „Polsce i Rosji” znajdziemy odpowiedzi na wiele pytań, które dzisiaj – w obliczu rosyjskiej agresji na Ukrainie – są obecne w domach, w szkołach i w mediach. Prof. Andrzej Nowak oparł swoją analizę także na nieznanych wcześniej dokumentach oraz badaniach, które przeprowadzał swego czasu w moskiewskich archiwach. Książka jest znakomicie ilustrowana, także reprodukcjami wielkiego polskiego malarstwa.

– Barbara Sułek-Kowalska
O ile Putin chce cofnąć zegar historii?, 08.03.2022
Zdjęcie główne: Moskwa, 9 maja 2010 r. Obchody 65. rocznica zakończenia II wojny światowej. Fot. Aleksiej Witwicki / Forum
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Pan Herbert
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Geny
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
ONZ: mission impossible
Jakie znaczenie miała wizyta sekretarza generalnego Antonia Guterresa w Kijowie?
Felietony Poprzednie wydanie
Nikt nie chce być „ruską onucą”
Czy nazizm był odpowiedzią na komunizm?
Felietony Poprzednie wydanie
Przyjdą silni ludzie...
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.