Felietony

W godzinie próby

Totalitaryzm wcale nie musi opierać się na przemocy fizycznej. Jest jak hydra, która wciąż ma nowe głowy. Jego współczesna odmiana stosuje przede wszystkim przemoc mentalną.

Profesor Anna Pawełczyńska, która jest autorką powyższych słów, miałaby właśnie teraz, 20 kwietnia, sto lat. Dożyła słusznego wieku lat 92, w sławnym Instytucie Filozofii i Socjologii PAN pięknie świętowała dziewięćdziesiątkę. Nieco wcześniej, ale już jako sędziwa dama, zdobyła Nagrodę Literacką im. Józefa Mackiewicza za rodzinną opowieść „Koniec kresowego świata”, do końca życia pracowała pisząc i udzielając ważnych wywiadów.

Ale nie dlatego warto ją przypomnieć w stulecie urodzin, że była wybitną intelektualistką, ciekawą rozmówczynią, duszą towarzystwa i opoką przyjaciół. Trzeba ją przypomnieć, bo zostawiła wciąż ważne dla naszej tożsamości książki, jak „Głowy hydry” i „Wartości a przemoc” oraz właśnie „O istocie narodowej tożsamości” i „Ścieżkami nadziei” – książki, które powinien znać każdy, kto zabiera głos w publicznych sprawach.

Dobro zdecydowanie odcinała od zła, a prawdę od fałszu – i tego uczyła. I zostawiła jasne, wyraziste i konkretne przesłanie: „Nie zgadzam się na zło, które mnie otacza. Nie zgadzam się na świat, w którym silny pogardza słabością i bezkarnie pożera słabszego. W którym handlarze bronią mają szanse rządzić całym światem i prowokować wojny, dzięki którym rośnie ich bogactwo i władza. W którym fałszerze historii deformują prawdę, a płatni najemnicy słowa niewolą naszą świadomość. W którym zbrodniarze i zdrajcy w dostojnych pozach wspinają się na cokoły pomników. W którym przestępcy wymierzają sprawiedliwość orzekając o karze i winie niewinnych, a do przewodzenia narodom niepotrzebne są serca i głowy” („Głowy Hydry”, Warszawa 2004).
Sesja Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie w gmachu Urzędu Rady Ministrów w grudniu 1993 roku. Przewodnicząca Rady Nadzorczej Fundacji Anna Pawełczyńska i przedstawiciel rządu Republiki Federalnej Niemiec Friedrich Vogel. Fot. PAP/Adam Urbanek
Tego się nie robi

Urodziła się w 1922 roku w podwarszawskim Pruszkowie, w inteligenckiej rodzinie z ziemiańską kresową przeszłością, którą pod koniec życia wydobyła z archiwów i z rozmachem opisała. Jeśli powtarzam tę datę, to po to, by podkreślić, że Anna Pawełczyńska była dzieckiem wolnej, niepodległej, rozwijającej się ojczyzny i do końca życia to podkreślała.

Była niesłychanie dumna z Polski, z którą rosła i dojrzewała i do końca życia o tym opowiadała. „W moim gimnazjum im. Tomasza Zana w Pruszkowie każdy nauczyciel, bez względu na to, czego uczył, pokazywał, jak należy się zachowywać w określonych sytuacjach. Znał przy tym w niezbędnym do wypełniania tej funkcji zakresie historię Polski i literaturę polską. Wartości były uzewnętrznione, praktykowane. Mówiło się: «Tego się nie robi», a na pytanie: «Dlaczego?», była tylko jedna odpowiedź: «Bo się nie robi!». To było także wychowywanie poprzez dawanie przykładu, wzorów postępowania” – mówiła w lutym 2014 roku, kiedy z Markiem Krukowskim prowadziliśmy z nią wywiad dla tygodnika „Idziemy”, jeden z jej ostatnich.

Nie miała wątpliwości, że szkoła i dom z czasów tamtej wspanialej, wymarzonej Polski przygotowały jej pokolenie na to wszystko, co przyszło im przeżyć i z czym się zmierzyć, stawić czoła i ocalić nadzieję. „Odwołam się teraz do mojego doświadczenia – mówiła nam w 2014 roku – straszne czasy niemieckiej okupacji i pobytu w obozie koncentracyjnym były czasem niezawodnego i bezwzględnego podziału na dobro i zło. Każdy człowiek wychowany w takim środowisku, jak moje, odruchowo reagował na to, co było złe. Myśmy nie tylko bronili Polski przed utratą niepodległości, ale także naszego świata wobec ataku antywartości. Określone postawy i zachowania moralne były automatyczne, odruchowe. Wynikało to, oczywiście, z wychowania, które moje pokolenie otrzymywało w rodzinie, szkole, parafii, harcerstwie czy w organizacji «Sokoła». Dawało ono taką pewność, jak należy postępować, że właściwie dyskusji o wartościach nie trzeba było toczyć”.

Wiedziała, o czym mówi, bo doświadczenie obozu koncentracyjnego było jej własnym doświadczeniem. Maturę zdała już w konspiracyjnym liceum, podjęła tez studia na tajnym uniwersytecie. Do KL Auschwitz trafiła w maju 1943 roku po dziewięciu miesiącach więzienia na Pawiaku, aresztowana 15 sierpnia 1942 za udział w konspiracji, ale nie tej najważniejszej – ZWZ AK, gdzie była łączniczką szefa Okręgu Obroża, zarazem swego przyszywanego wuja – tylko za kolportaż prasy. Drobna, delikatna Hania do października 1944 jest więźniem KL Auschwitz, potem znajdzie się w obozie Flössenburg, aby w kwietniu 1945 roku dzielnie uciec z obozowej kolumny śmierci.

Bauman. Jak komunistyczny aparatczyk i oficer KBW został myślicielem

Lekceważenie jego przeszłości może świadczyć o tym, że w Europie nie podjęto refleksji nad diabolicznością doktryny, która namieszała w umysłach wielu wybitnych i zarazem wpływowych osób.

zobacz więcej
W czerwcu 1945 wraca do domu i rozpoczyna studia, na których wkrótce znajdzie się w kręgu profesora Stanisława Ossowskiego i jego żony Marii, uczonych o najwyższych kwalifikacjach moralnych i intelektualnych. Jej współpracownikiem i przyjacielem w kole „ossowszczyków” będzie Jan Strzelecki, zamordowany przez „nieznanych sprawców” w 1988 roku. Wzajemne wsparcie i przyjaźń były w tamtym czasie największym oparciem, bo ukończenie studiów socjologicznych w latach wściekłego stalinizmu było raczej niebezpieczne niż perspektywiczne.

W roku 1952 na profesorów takich jak Stanisław i Maria Ossowscy przypuszczony został prawdziwy atak, a jego najbardziej agresywne ramię – Anna Pawełczyńska we wspomnieniach nazywa je zetempowską „bojówką” – tworzyli Henryk Holland, Roman Zimand, Leszek Kołakjowski, Stefan Morawski, nieco później Zygmunt Bauman i Jerzy Wiatr („Dary losu”, Wydawnictwo LTW Łomianki 2013). Pod koniec życia profesor Pawełczyńska wciąż była przekonana, że skutki tamtego „wyeliminowania ludzi myślących i odpowiedzialnych za naukę na rzecz reprezentantów naukowego socjalizmu i wszelkich wersji ideologicznego kłamstwa trwają do dziś” („Dary losu”).

Wobec totalitarnej przemocy

Po trzydziestu latach od zakończenia wojny straszliwe przeżycia więzienne i obozowe, „przepracowane” przez lata studiów, badań i nowych doświadczeń życiowych, zaowocują głośną – światowej sławy – wstrząsającą książką „Wartości a przemoc”. Można powiedzieć – podkreślał niemiecki wydawca książki – że Anna Pawełczyńska „uczyniła z tego okresu swojego życia przedmiot badań naukowych”.

Inspiracją była współpraca z krakowskim środowiskiem tworzącym „Przegląd Lekarsko-Oświęcimski”, w którym wiodącą rolę odgrywał prof. Antoni Kępiński, wybitny psychiatra i promotor badań nad skutkami pobytu w obozach koncentracyjnych (dziś głęboko niesłusznie odłożonych na półkę, choć powinny być sztandarowym projektem wobec różnego rodzaju i różnej jakości badań obozowych, łagrowych i „holokaustowych”, głównie amerykańskich). Drugim liderem był dr Stanisław Kłodziński, także były więzień KL Auschwitz, z którym – jak się wtedy okazało – łączyła Annę Pawełczyńską „nieuświadomiona” znajomość z czasów wojny, bo dr Kłodziński był w obozowej konspiracji odbiorcą przygotowywanych przez więźniarki na Pawiaku raportów o wywożonych przez Niemców dzieciach i kobietach.
Anna Pawełczyńska z Nagrodą Literacka im. Józefa Mackiewicza. Warszawa, 11 listopada 2004. Fot. Jakub Ostałowski / Forum
Anna Pawełczyńska była socjologiem na „sto procent”, socjologiem kultury, choć pociągały ją także inne obszary życia – i badań. W pracy doktorskiej (1962) zajęła się przestępczością nieletnich, habilitowała się (1966) na podstawie rozprawy „Dynamika przemian kulturowych na wsi”. Po 1956 roku przy Klubie Krzywego Koła założyła sekcję diagnostyki społecznej, która w 1958 roku umożliwiła powołanie Ośrodka Badan Opinii Publicznej przy Polskim Radiu, a Pawełczyńska została jego dyrektorem.

„Ośrodek Badania Opinii Publicznej był w tzw. demoludach, czyli w strefie sowieckiej, pierwszą i na długo jedyną tego rodzaju instytucją z prawdziwego zdarzenia” – mówiła Teresa Bochwic w 2017 roku na konferencji w Lublinie poświęconej prof. Annie Pawełczyńskiej. Zaznaczyła, iż „jasne było, że bez członkostwa w PZPR dyrektorem OBOP Pawełczyńska nie mogłaby zostać”. Rzeczywiście, w roku 1958, na fali tak zwanej odnowy, Anna Pawełczyńska zapisała się do partii – „dała się na to wziąć”, jak komentował jej zaufany przyjaciel mec. Jan Olszewski w rozmowie z Teresą Bochwic – ale w 1964 roku, wobec nacisków na OBOP, wystąpiła z PZPR. Doświadczenia diagnostyki społecznej przydały się, kiedy w latach osiemdziesiątych pani profesor wraz z kilkorgiem przyjaciół przygotowywała dla papieża Jana Pawła II raporty o stanie Polski, głęboko ukrywane przed jakąkolwiek możliwością dekonspiracji.

Głowy hydry

W 2004 roku profesor Anna Pawełczyńska, już od wielu lat emerytka – choć bardzo aktywna, bo w latach 1992-96 przewodziła Radzie Nadzorczej Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie – publikuje głośną książkę „Głowy hydry”, ze znaczącym podtytułem: „o przewrotności współczesnego zła”. Pisze we wstępie, że pierwszy szkic do tej książki przygotowała już w 1988 roku, potem było kilka tekstów na przestrzeni kilkunastu lat, ale „długo nie znajdowałam stosownej koncepcji całości”. Kilka lat przed katastrofą smoleńską, przed rosyjską agresją na Krymie – nie mówiąc o obecnie trwającej wojnie! – pani profesor pisze, że „książka jest przestrogą. Stanowi zachętę do refleksji nad przyczynami i formami przemocy, której ofiarą padają całe narody. Jej inspiratorzy i wykonawcy pozostają bezkarni, gdyż są zbiorowi, nie mają twarzy. Są też chronieni przez potężne grupy interesu, które dysponują odpowiednimi środkami, aby ustalać zarówno normy moralne, jak i normy prawne”.

Szatańskie oblicze wojny

Abp Gądecki: Do agresji na Ukrainę doszło 100 lat od powstania bezbożnego imperium sowieckiego.

zobacz więcej
Dla tych, którzy nie znają tej pozycji, jest to książka do natychmiastowej lektury, choćby z powodu rozdziału o „Korzeniach zła”, a w nim – podrozdziału o „procesie niewolenia świadomości”, z omówieniem strategii dezinformacji, jej metod i funkcji. Ale jednak najważniejsze są w niej rozważania o fundamentalnym znaczeniu dobra i zła, o relatywizmie w sferze moralności, który „przyczynia się do destrukcji osoby ludzkiej. Odbierając jej kręgosłup moralny, czyni z niej bezkształtną galaretę, której – dzięki sprawnej manipulacji – można nadać każdą dowolną formę i pokierować jej działaniem. Zmienić można również charakter więzi społecznych. Dezorganizując te więzi między ludźmi, które bazują na trwałych wartościach moralnych, otwiera się drogę i sankcjonuje wszelkie formy przemocy. Stanowi to podstawę, na której kształtują się różne gatunki totalitaryzmów” („Głowy hydry”, Wydawnictwo Test, Lublin 2004).

A jednak – co zdumiewające – Anna Pawełczyńska ukazując „drogi i bezdroża ludzkiej myśli”, pozostaje nie tyle optymistką, ile pozostawia sobie – i nam – nadzieję. Zmarła w roku 2014, nie doczekała więc powrotu do władzy formacji podejmującej walkę o naszą tożsamość i jej materialne zabezpieczenie. Wtedy, w 2004 roku, pisała, że „obserwujemy w Polsce proces zachwiania zaufania do wszelkich haseł społecznych i politycznych. Ulega im jeszcze coraz węższa warstwa czytelników prasy codziennej, którzy zakupem wybranej gazety i wiarą w czytane w niej słowo manifestują wybór swoich idoli politycznych i głoszonych przez nich komentarzy”.

Ale w 2014 roku, w naszym wywiadzie, nadzieję dawały jej „małe grupy społeczne i małe środowiska, zdolne do właściwego rozpoznania rzeczywistości i życia w porządku uczuciowym, dającym siłę do przeciwstawiania się antywartościom. Te grupy – mówiła nam – powinny nie tylko kształtować wartości, ale także tworzyć działające na zasadzie solidarności i wzajemnej pomocy małe systemy obrony, dające oparcie w trudnych sytuacjach”. Uważała, że „grupy wspólnotowe powinny też przygotowywać się do tego, że jak przyjdzie jakieś wielkie wyzwanie, na przykład na miarę «Solidarności», to one się spontanicznie skrzykną między sobą, żeby na to wyzwanie odpowiedzieć. One mają być tą dojrzałą umysłowo i uczuciowo oraz dysponującą niezbędnym zasobem wiedzy warstwą narodu, która weźmie odpowiedzialność za losy Polski w godzinie próby”.

„A nikt nie wie, jaka to będzie próba i kiedy nastąpi” – pisała w 1994 w posłowiu do pierwszego po latach wydania „Wartości i przemoc”. Nie odważę się rozwinąć tej myśli i ubrać ją w konkrety. Uproszczeniem byłoby też stwierdzenie, że wystarczy rozejrzeć się wokół. Powtórzę więc tylko apel, aby – w stulecie urodzin prof. Anny Pawełczyńskiej – sięgnąć po jej książki, bo nie zestarzały się ani trochę. A może nawet są jeszcze bardziej aktualne.

– Barbara Sułek-Kowalska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Flagi ukraińska i polska na szybie samochodu przy Centrum Pomocy Humanitarnej w Przemyślu, kwiecień 2022. Trwa inwazja Rosji na Ukrainę. Fot. PAP/Darek Delmanowicz
Zobacz więcej
Felietony Poprzednie wydanie
Czy Polska i Ukraina powinny być jednym państwem?
Nie ma powodu, aby dziś uruchamiać integrację naszych krajów.
Felietony Poprzednie wydanie
Doupiage
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Red button
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Bestseller numer jeden
To jest zarzewie „cywilizacji miłosierdzia” – orędzie na dzisiejsze czasy.
Felietony wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Zieloni nieoczekiwanie stali się sumieniem Niemiec
To oni mają poglądy zbieżne z polską racją stanu.