Cywilizacja

Dmitrij Miedwiediew – liberalny nacjonalista, czyli rosyjski „człowiek bez właściwości”

Jego poglądy są kostiumem zależnym od zadań w aktualnej polityce Rosji. Jeśli będzie trzeba, to stanie się zajadłym wrogiem Polski, a jeśli wiać będzie wiatr historii z odmiennego kierunku, zostanie naszym najgorętszym przyjacielem.

Były prezydent i premier Rosji, a obecnie zastępca szefa Rady Bezpieczeństwa pokazał swą drugą twarz. O ile wcześniej Dmitrij Miedwiediew uchodził za liberała, zwolennika modernizacji Rosji, to teraz jego wystąpienia, regularnie publikowane w sieciach społecznościowych, pisane są w duchu wojowniczym, przesiąknięte twardym nacjonalizmem i budowane w oparciu o tezę, w myśl której „tej wojny nie możemy przegrać”. Warto przytoczyć kilka próbek jego retoryki.

Uważaj, co piszesz, zostawiasz cyfrowy ślad…

Na początku kwietnia zapowiedział, że „Rosja nie będzie dostarczać wrogom żywności”. Jak napisał, artykuły spożywcze to „cicha broń”, z której Moskwa z pewnością skorzysta, zaopatrując państwa przyjazne, przyjmując zapłatę w rublach, odmawiając handlu z tymi, których postrzega w kategorii wrogów. W sytuacji, gdy ceny pszenicy na światowych rynkach wzrosły w ciągu ostatniego roku o 62 %, osiągając historyczne maksima, a ONZ-owski program żywnościowy musiał o połowę zmniejszyć racje żywnościowe wydzielane najuboższym w państwach III świata w ramach pomocy humanitarnej, tego rodzaju deklaracje mają swój ciężar.

O tym, że mamy do czynienia z działaniem celowym i zaplanowanym świadczą też słowa Władimira Putina, że kryzys żywnościowy będący następstwem wojny wywoła kolejną falę emigracji z krajów Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej do Europy. W połączeniu z kryzysem energetycznym, będzie to kolejny element presji na państwa członkowskie Unii Europejskiej, aby wyłamywały się z antyrosyjskich sankcji.

Żyd w służbie „faszystów”. Jak Miedwiediew pogardza Zełenskim

Zdaniem byłego prezydenta Rosji, Zachód traktuje Ukrainę gorzej niż Związek Sowiecki swoich satelitów z Układu Warszawskiego.

zobacz więcej
A zatem Rosja, w świetle deklaracji Miedwiediewa, rozpoczyna z Zachodem wojnę totalną, w której wszystkie chwyty są dozwolone, a celem jest zniszczenie gospodarki i tkanki społecznej „wszystkich, którzy nie z nami”.

W rozmowie z Agencją RIA Novosti Miedwiediew przypomniał, że Rosja ma największy na świecie potencjał nuklearny i postawienie w stan gotowości jej sił strategicznych „ostudziło gorące głowy w Polsce i innych państwach satelickich Stanów Zjednoczonych”, w których pojawiały się głosy o potrzebie zaangażowania w konflikt z Moskwą.

Groził przy tym nie tylko rządom, ale również zwykłym obywatelom, mówiąc: „Każdy z nas ma cyfrowy ślad. Każdy, kto pisze różne paskudne rzeczy o Rosji, o działaniach naszego kraju, o poszczególnych obywatelach, powinien się nad tym zastanowić. Wszystko to na zawsze pozostanie w pamięci ludzi”.

Żyd do denazyfikacji

Ta przemiana polityka „liberalnego”, jak był postrzegany Miedwiediew, w „wielkorusa” nie jest zresztą efektem ostatnich tygodni i wojny na Ukrainie. Przed jej wybuchem, w październiku ubiegłego roku, opublikował on w dzienniku ekonomicznym „Kommiersant” bardzo antyukraiński i agresywny, nawet jak na rosyjskie standardy, artykuł. Porównał w nim politykę Wołodymyra Zełenskiego do postepowania hipotetycznego „Żyda służącego w SS”. Nawiązał tym do pochodzenia ukraińskiego prezydenta i nadal silnych w Rosji antysemickich resentymentów, a także powtórzył najbardziej prymitywną rosyjską narrację, jakoby ukraińska elita to ludzie inspirujący się ideami i polityką Adolfa Hitlera.

Polityka amerykańska wobec Ukrainy, w jego opinii, jest „gorszą od postepowania ZSRR” wobec państw bloku sowieckiego. A jej celem jest przekształcenie sojuszników w „anty-Rosję”, zinstrumentalizowany i sztuczny twór, którego zadaniem jest zniszczenie Federacji Rosyjskiej.

Opinie te, które jesienią ubiegłego roku można było traktować w kategoriach radykalnej retoryki wątpliwej jakości, w świetle wojny prowadzonej przez Rosję na Ukrainie nabierają zupełnie innego wydźwięku. Tym bardziej, że obecnie, po 6 tygodniach wojny i nieudanej próbie zdobycia ukraińskiej stolicy, były rosyjski prezydent podtrzymuje żądania denazyfikacji władzy w Kijowie i przekształcenia Ukrainy siłą w państwo przyjazne Moskwie.
Władimir Putin w rozmowie z premierem Michaiłem Miszustinem, obok, nieco z tyłu, wiceszef Rady Bezpieczeństwa Dmitrij Miedwiediew podczas ceremonii złożenia wieńca przed Grobem Nieznanego Żołnierza na Kremlu w Dzień Ojczyzny (obchodzony w dzień Armii Czerwonej), 23 lutego 2020 r. Fot. Mikhail Svetlov/Getty Images
Nasz kraj też jest wciąż obecny w narracji Dmitrija Miedwiediewa. „Polska propaganda jest najbardziej zajadłym, wulgarnym i krzykliwym krytykiem Rosji. Wspólnota imbecyli politycznych” – napisał pod koniec marca w krótkim artykule, który umieścił na swej platformie w komunikatorze Telegram – rosyjskiej sieci społecznościowej. Polityka Warszawy wobec Moskwy, w ujęciu byłego rosyjskiego premiera, charakteryzuje się nie tylko „głupotą” i krótkowzrocznością, ale jest również świadectwem „bólów fantomowych” po dawno utraconym imperium I Rzeczpospolitej.

Polska jest rządzona, w opinii Miedwiediewa, przez elitę, która dopuściła do przekształcenia swego kraju w kolonię Stanów Zjednoczonych. W jego opiniach na nasz temat pobrzmiewają podobne tony, co w przypadku Ukrainy. Polacy nie chcą konfliktu z Rosją, ale są rządzeni przez elity, które nie dorosły do swojej roli i działają, obiektywnie rzecz biorąc, na szkodę własnego narodu.

Liberałów już nie ma

Co się stało z Dmitrijem Miedwiediewem? Jakie czynniki spowodowały jego przemianę, a może raczej ujawnienie prawdziwego oblicza tego rosyjskiego polityka, które do tej pory było przysłaniane liberalnym image?

Zacznijmy poszukiwanie odpowiedzi od kwestii istotniejszej, a mianowicie, co stało się w Rosji po wybuchu wojny z Ukrainą? Wszystkie przeprowadzone w ostatnich daniach badania opinii publicznej wskazują na skokowy wzrost poparcia społecznego dla wojny, Putina, władz Rosji. Najbardziej wiarygodne sondaże Centrum Levady pokazują wzrost poparcia dla Putina (o 12 punktów %), premiera Miszustina (o 11), Jednej Rosji – partii władzy czy uchodzącego za jastrzębia Wiaczesława Wołodina, spikera rosyjskiej Dumy Państwowej i samego parlamentu (o 12).

Obraz ten, jednoczącego się „wokół flagi” i władz społeczeństwa rosyjskiego, uzupełnia jednoznaczne, na poziomie 81 %, poparcie dla „operacji” na Ukrainie. Wojna ta zresztą postrzegana jest w kategoriach obrony przed rzekomym zagrożeniem ze strony NATO. Protesty uliczne osłabły nie tylko z powodu drakońskich kar i brutalnych interwencji, również i dlatego, że Rosjanie w swej masie uważają, iż są okrążeni przez wrogów, prowadzą wojnę, której kraj nie może przegrać.

Była „faszystowska Polska,”, jest „nazistowska Ukraina”. Kremlowska szkoła propagandy

To metody proste, wręcz prymitywne – ale zapewne skuteczne wobec części mieszkańców Rosji.

zobacz więcej
Z podobnymi trendami mamy do czynienia wśród rosyjskich elit. O ile na początku konfliktu dało się słyszeć publiczne wystąpienia byłych polityków w rodzaju Arkadija Dworkowicza, wicepremiera w rządzie Miedwiediewa, czy wpływowych oligarchów, takich jak Oleg Dieripaska, wzywających do opamiętania i szybkiego zakończenia walk, to obecnie takich głosów już nie słychać.

Jak napisała Farida Rustamowa, niezależna rosyjska dziennikarka, która na podstawie rozmów z przedstawicielami rosyjskiej władzy i elity biznesowej sporządziła zbiorowy portret rządzących Rosją po miesiącu trwania wojny, dziś już nie ma podziałów na liberałów i zwolenników twardej linii. Stare podziały, frakcyjne afiliacje i sympatie zanikły. Wszyscy, w obliczu skali antyrosyjskich sankcji mają świadomość, że wojna na długie lata, może nawet dziesięciolecia zmienia położenie Rosji.

Nie ma już opcji prozachodniej, jest jedynie myślenie, aby wojnę wygrać i na nowo pozycjonować się w płynnym obecnie obozie władzy. W takiej sytuacji publicystyka Dmitrija Miedwiediewa ma utrwalić jego pozycję na Kremlu. W związku z ewolucją nastrojów w Rosji, zarówno wśród elit jak i zwykłych obywateli, jest ona coraz bardziej nacjonalistyczna i radykalna, tym bardziej, że popularność byłego premiera nie rośnie.

Nie tylko Putin, Miszustin i Wołodin mogą mówić o wzroście popularności. Nawet gubernatorzy, którzy w Rosji spełniają rolę zderzaków i mają skupiać na sobie niezadowolenie rodaków, w ciągu miesiąca zyskali 7 pkt. %. Jedynie Dmitrij Miedwiediew, jak był nielubianym politykiem, tak i takim pozostał, a jego pozycja w oczach opinii publicznej nie uległa zmianie.

W roli Żyrinowskiego

To rodzi frustrację byłego prezydenta, który w ostatnich dwóch latach, po tym jak przestał być premierem, przeżył niejedną gorzką chwilę. Sama dymisja była dla niego zaskoczeniem, a wywyższenie bezbarwnego biurokraty, jakim jest Michaił Miszustin, bolesnym ciosem. Co prawda dostał nową funkcję, zastępcy szefa Rady Bezpieczeństwa, lecz codziennymi pracami tego najważniejszego dziś w Rosji organu władzy kieruje jej sekretarz i silny człowiek, jakim jest Nikołaj Patruszew. Nominacja ta została więc odczytana w Rosji jako typowe wyautowanie – eksponowana, choć bez znaczenia posada dla byłych, a obecnie nieprzydatnych polityków.
Wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Dmitrij Miedwiediew w Dniu Zwycięstwa podczas parady wojskowej na Placu Czerwonym z okazji 75. rocznicy wygranej w II wojnie światowej, 24 czerwca 2020 r. w Moskwie. Fot, Ramil Sitdikov - Host Photo Agency via Getty Images
Wczesnym latem ubiegłego roku, w przeddzień wyborów do Dumy Państwowej Miedwiediew, nadal pełniący funkcję przewodniczącego Jednej Rosji, musiał przełknąć kolejną gorzką pigułkę. Jak informowało wówczas BBC, powołując się na źródła na Kremlu, chciał on otwierać listę wyborczą Jednej Rosji, jednak został zablokowany ze względu na to, że jest politykiem bardzo niepopularnym, o jednym z najwyższych „antyratingów”. Władimir Putin postawił wówczas na Sergieja Szojgu, umieszczając urzędującego ministra obrony na czele listy krajowej. Miedwiediew w ogóle nie znalazł się w tym gronie, co odebrane zostało jako lekceważenie i poniżenie byłego premiera, tym bardziej, że Władimir Władimirowicz nie otwierał, jak w poprzednich latach, listy wyborczej partii władzy.

Andriej Kolesnikow, ekspert moskiewskiego Centrum Carnegie jest zdania, że Dmitrijowi Miedwiediewowi pozostała w związku z tym jedynie wyznaczona przez kremlowskich technologów władzy rola drugiego Władimira Żyrinowskiego – liberalno-demokratycznego radykała, polityka łączącego rynkową frazeologię z twardym nacjonalizmem, a nawet wielkoruskim szowinizmem, który zachorował kilka tygodni temu i zmarł. Kreml, po wybuchu protestów społecznych w Chabarowsku, po aresztowaniu gubernatora Sergieja Furgala, który wywodził się z formacji Żyrinowskiego, nie chciał ryzykować, że w zbliżających się trudnych czasach ktoś posługujący się nacjonalistycznymi hasłami przechwyci kontrolę nad rosnącą grupą wyborców. Postawiono w związku z tym na Miediwediewa.

Ten bowiem nie tylko „nie był zagospodarowany” i nie miał już wiele do stracenia, ale również pozytywnie zapisał się w pamięci Rosjan po tym, jak w 2018 roku, będąc jeszcze premierem rządu, postawił Aleksandrowi Łukaszence ultimatum, uzależniając kontynuowanie wsparcia Rosji dla Mińska od postępu w programie integracji gospodarek obydwy państw. Rozpoczął wówczas proces, który przechodząc różne fazy, znalazł swój finał jesienią tego roku, kiedy premierzy obu krajów Raman Hałouczenka i Michaił Miszustin parafowali wszystkie „karty drogowe” integracji, ożywiając tym samym nadzieję Moskwy na połknięcie sąsiedniej „bratniej” Białorusi.

Dmitrij Miedwiediew być może jest rosyjskim liberałem, co nie wyklucza zresztą wielkoruskiego szowinizmu, z pewnością jest jednak elementem systemu, członkiem obozu władzy. Człowiekiem, który całą swą karierę życiową zbudował na tym, że w czasie, kiedy wchodził w skład zespołu doradców mera Petersburga Anatolija Sobczaka, zaprzyjaźnił się z Władimirem Putinem, będącym również członkiem tego gremium. Jego liberalizm, podobnie jak obecny nacjonalizm, są jedynie kostiumem, garniturem ubieranym w związku z aktualnymi zadaniami polityki Rosji. Jeśli będzie trzeba, to stanie się zajadłym wrogiem Polski, a jeśli wiać będzie wiatr historii z odmiennego kierunku, zostanie naszym najgorętszym przyjacielem.

– Marek Budzisz

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Dmitrij Miedwiediew, jeszcze jako prezydent, podczas szczytu UE-Rosja 18 listopada 2009 r. w Sztokholmie w Szwecji. Mówiono bezpieczeństwie energetycznym i nowym pakcie współpracy. Fot. Konstantin Zavrazhin/Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wolność od rosyjskiego gazu
Niebawem Polska uzyska dostęp do złóż izraelskich i egipskich.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Identyczne bliźnięta nieidentyczne
Są od siebie genetycznie różne. Czy tylko jedno może mieć skłonność np. do raka?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy alpinizm jest etyczny? Korona Himalajów to igrzyska śmierci?
30 lat temu zginęła Wanda Rutkiewicz.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Pięć milionów widzów. Pierwsza liga rosyjskiego show biznesu
W połowie lat 90. Zełenski marzył, by zostać gwiazdą estrady.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Co możemy dać Putinowi, żeby przestał prowadzić tę wojnę?
Czy Rosja zaproponowała Orbánowi przekazanie mu Rusi Zakarpackiej, tak jak wcześniej oferowała Tuskowi Lwów?