Historia

Najlepszy pretekst do wojny

Zachód dostał szansę, żeby niby uwierzyć, że to Polska rozpoczęła wojnę i poprzestać na zrzucaniu ulotek na terytorium Niemiec. W swoim interesie, to prawda, ale jednak Hitler zrobił swego rodzaju uprzejmość premierom Édouardowi Daladierowi i Neville'owi Chamberlainowi.

Każde państwo, które poczuje się imperium – szybciej, wolniej – musi się rozszerzać. Najwygodniej – w słusznym odwecie na niesprowokowany atak, co w długiej tradycji służy często bardziej na użytek wewnętrzny niż zewnętrzny. Robienie z siebie ofiary cudzej rzekomej agresji to bardzo dobry pretekst.

Armia Czerwona zanim zaatakowała Finlandię w wojnie zimowej 1939 roku, ostrzelała z armat własny posterunek. Świat się dowiedział, że to Finowie zaczęli, a ZSRR tylko reaguje – błyskawicznie, następnego dnia po incydencie.

W prawdziwych prowokacjach urządzanych przez państwa zbójeckie obywatele tych państw giną naprawdę, jak to miało miejsce w blokach mieszkalnych czterech rosyjskich miast, wysadzonych w 1999 roku przez tajne służby Rosji (300 ofiar śmiertelnych), aby usprawiedliwić drugą wojnę czeczeńską. Bloki mieli wysadzić czeczeńscy terroryści, których trzeba było ścigać „choćby się schowali w kiblu”, jak się wyraził nowy wtedy prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin, i armia rosyjska ruszyła na Czeczenię.

Szacowny, bo antyczny wykład imperializmu na piśmie można znaleźć u Kasjusza Diona. Grecki historyk opisywał w dwa stulecia później czasy Juliusza Cezara. Cezar miał od Senatu imperium (prawo podboju) na Galię, ale nie miał na Germanię. U Diona jest to nie dosłownie, tylko relata refero : Cezar na zarzut jednego z trybunów, iż niegrzecznie traktuje germańskiego wodza podczas jego wizyty w obozie rzymskim, miał odpowiedzieć, że liczy na to, iż ten, obrażony, go zaatakuje. Cezar mówił oficerom, że Rzymianie muszą ciągle zdobywać nowe tereny, bo „inaczej zabiorą nam to, co już mamy”. W myśl tej logiki legiony przeszły Ren nie doczekawszy się nawet ataku germańskiego.

Chęć agresora, by przedstawiać się jako ofiara, której przysługuje sprawiedliwy odwet jest więc tak stara jak wojny, choć zyskała na popularności po I wojnie światowej. Koszty Wielkiej Wojny sprawiły, że państwa agresywne nie decydowały się otwarcie i „uczciwie” kogoś napadać.

Zwycięzców nikt nie pyta

Atak III Rzeszy na Polskę w 1939 roku był w propagandzie niemieckiej tylko sprawiedliwą odpowiedzią na zaatakowanie przez Polaków niemieckiej radiostacji w Gliwicach, wtedy Gleiwitz. Prowokacja gliwicka staraniem nazistowskiej prasy i samego Hitlera stała się sławna choć nikt rozsądny w 1939 roku nie powinien wierzyć w atak „powstańców śląskich” na radiostację ani w podobne, mniej rozdmuchane, incydenty na polsko-niemieckiej granicy.
1 września wojska niemieckie wkroczyły do Polski. Fot. Pictorial Parade/Getty Images
Już kilka godzin po oburzającym napadzie, rzekomo polskim, na radiostację gliwicką Wehrmacht wkroczył do Polski z zachodu, północy i południa. To może wykonać armia szykująca się do ataku od dłuższego czasu i stojąca na pozycjach wyjściowych. Przy powszechnej przed II wojną światową obowiązkowej służbie wojskowej o niemożności tak szybkiej reakcji w obronie honoru ojczyzny wiedział każdy niemiecki mężczyzna, łącznie z ponad milionem tych w mundurach skoncentrowanych na granicy z Polską, także każdy mężczyzna w innych krajach, a zatem także jego żona i dzieci.

Pomimo to prowokacja gliwicka została zaplanowana i wykonana, realizując słowa Adolfa Hitlera wypowiedziane do najwyższych dowódców Wehrmachtu 22 sierpnia w Obersalzbergu: „Dam propagandowy pretekst do rozpętania wojny, obojętnie, czy wiarygodny. Zwycięzcy nikt później nie pyta, czy powiedział prawdę, czy też nie. Kiedy rozpoczyna się i prowadzi wojnę, nie chodzi o prawo, lecz o zwycięstwo.”

Niemcy zaplanowali coś niewiarygodnego, ale zarządzający propagandą III Rzeszy, Josef Goebels, uważał, że kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą. Czy to zadziałało, szczególnie w opinii publicznej Zachodu?

Nie taki był plan. Kłamstwo miało dać alibi rządom Anglii i Francji, które nie zamierzały się wywiązać z zobowiązań sojuszniczych wobec Polski, a wojny na dwa fronty III Rzesza bała się panicznie. Zachód dostał szansę, żeby niby uwierzyć w to, że to Polska rozpoczęła wojnę i poprzestać na zrzucaniu ulotek na terytorium Niemiec. W swoim interesie, to prawda, ale jednak Hitler zrobił swego rodzaju uprzejmość premierom Édouardowi Daladierowi i Neville'owi Chamberlainowi.

Niemcy napisali na mogile: „Tu leży polska mniejszość narodowa”. Zabili z zemsty pomorskich kolejarzy wraz z rodzinami

Sam Hitler decydował, jak opanować polskie mosty na Wiśle. Niemcy wysłali więc do Tczewa pociąg pancerny, piechotę i lotnictwo. Tu 1 września 1939 roku padły pierwsze strzały.

zobacz więcej
Generał Louis Faury, szef francuskiej misji wojskowej w Polsce, opisał później swoją rozmowę z najwyższymi dowódcami francuskimi 22 sierpnia 1939 roku:

„Poruszam następnie kwestię, która nie dawała mi spokoju… Jeśli Polska stanie się przedmiotem agresji, to jedynie ofensywa wojsk francuskich będzie w stanie zmusić Niemców do zelżenia ich duszącego uścisku. W jakim terminie rozpocznie się ta ofensywa? Milczenie. Następnie gen. Georges daje do zrozumienia, że armia francuska nie jest zdolna do podjęcia ofensywy i że nie ma możliwości określenia terminu, w którym będzie ona gotowa do działania na wielką skalę. Do tego czasu mogą wchodzić w rachubę jedynie defensywne lub ograniczone działania zaczepne. Gdy nie mogę ukryć mego rozczarowania, gen. Gamelin dorzuca po prostu tych kilka słów: »Trzeba aby Polska trwała«.”

Podobno każde kłamstwo ma krótkie nogi, to gliwickie miało karłowate. Sława propagandowej mocy sprawczej prowokacji gliwickiej utrzymywana jeszcze długo po wojnie świadczy o potędze propagandy III Rzeszy. Wydarzenia w Gliwicach były zdecydowanie „faktem prasowym”, a nie „faktem autentycznym” na długo zanim te pojęcia powstały.

Babcia umarła, a Gliwice milczą

31 sierpnia 1939 roku o godzinie 20.00 siedmiu esesmanów po cywilnemu, starających się mówić po polsku wtargnęło do wnętrza budynku radiostacji w Gleiwitz leżącej około 10 kilometrów od granicy z Polską. Obsługę sterroryzowali i zamknęli w piwnicy, po czym zorientowali się, że w radiostacji nie ma mikrofonu.

Zaatakowany budynek mieścił wyłącznie urządzenia nadawcze do retransmisji na cały Śląsk, w tym po polskiej stronie, programu z Breslau. Gliwice nadawały też programy lokalne i do tego celu było studio mikrofonowe, nawet z salą koncertową, położone w innych budynkach w odległości 4 kilometrów. Obie siedziby radiowe były połączone kablem.

Wyselekcjonowany oddział dywersyjny zajął nie ten budynek, co trzeba. We własnym kraju nie zdołali się dowiedzieć, gdzie jest studio, a gdzie tylko nadajnik. Co ciekawe, dowodzący operacją Sturmbannführer SS Alfred Helmut Naujocks nie został skierowany przez swego przełożonego, Reinhardta Heydricha, szefa Służby Bezpieczeństwa Rzeszy, do pożytecznej służby wartowniczej, a robił dalszą karierę w wywiadzie.
Miejsce prowokacji gliwickiej. Stąd nadano komunikat, w głębi – nadajnik Lorenz. Fot. Wikimedia
Radiostacja gliwicka dzięki 111 metrowej wieży antenowej była dobrze słyszalna w Europie, szczególnie wieczorem, i nie tylko w Berlinie słuchacze mieli usłyszeć komunikat zaczynający się od słów: „Tu radio Gliwice. Radiostacja jest w polskich rękach...”

Taki tekst usłyszano w promieniu zaledwie kilku kilometrów od Gliwic. Ludzie Naujocksa uruchomili mikrofon burzowy, jedyny w budynku nadajnika, służący do ostrzegania lokalnych słuchaczy, że w związku z nadchodzącymi burzami będzie przerwa w nadawaniu.

Najlepiej mówiący po polsku esesman jeszcze coś mówił, ale tego już nie słyszano nawet w promieniu nadawania mikrofonu burzowego. Może ktoś z załogi, uwolniony z piwnicy, żeby wydobyć z szafki z narzędziami jedyny w budynku mikrofon oparł się niezauważalnie o jakiś przycisk.

Po 30 minutach oddział rzekomych „powstańców śląskich” lub, jak pisali później niektórzy, „śląskich bandytów” oddalił się do hotelu. Zdemolowali nieco wnętrze i od Gestapo przyjęli „konserwę”. Pod drzwi budynku dostarczono im odurzonego zastrzykiem zwiotczającym Franciszka Honioka, którego zastrzelili i pozostawili na miejscu. Honiok był prawdziwym powstańcem śląskim i znany był w okolicy z propolskich sympatii. Jego zwłoki miały uwiarygodnić napad – radiowcy się bronili i zastrzelili jednego polskiego nacjonalistę, a reszta zbiegła, gdy pojawiła się policja.

Niemcy oniemieli, widząc obcych żołnierzy na terytorium III Rzeszy. Polski Blitzkrieg we wrześniu ‘39

Polacy przystąpili do akcji wypadowej na terytorium wroga już w nocy z 1 na 2 września 1939 r. Miał być to odwet za ostrzał artyleryjski Leszna przez Niemców.

zobacz więcej
Z powojennych zeznań policjantów, którzy rozpoczęli śledztwo zanim ich nie wyprosiło Gestapo, wynika, że oprócz Honioka były jeszcze dwie „konserwy”, czyli zwłoki w cywilnych ubraniach z polskimi dokumentami, najprawdopodobniej więźniów obozu w Sachsenhausen, dostarczonych na miejsce w stanie odurzenia po jakimś zastrzyku i później zastrzelonych.

Wszystko było tak dobrze przygotowane. Stosunkowo liczna ochrona budynku zastąpiona dwoma wtajemniczonymi policjantami, kabel telefoniczny odcięty wcześniej, a Reinhard Heydrich po nadaniu przez telefon hasła: „Babcia umarła” daremnie czekał w Berlinie na komunikat przy odbiorniku nastawionym na Gliwice.

„Fakt autentyczny”, choć sfingowany się nie wydarzył, nikt nic z Gliwic nie usłyszał – nadeszła pora na „fakty prasowe”.

Rozdmuchujemy to niebotycznie

Dwie godziny później niemiecka agencja prasowa Deutsches Nachrichtenbüro nadaje komunikat o napadzie na radiostację w Gliwicach polskiego oddziału ochotniczego złożonego z powstańców górnośląskich, którym jakoby udało się wtargnąć do studia nadawczego, sterroryzować jego pracowników i wyemitować komunikaty radiowe w językach polskim i niemieckim mówiące o tym, że miasto znalazło się w polskich rękach, a niebawem ten sam los spotka Gdańsk i Wrocław.

Komunikat za niemieckim państwowym radiem, co już było słyszane tam, gdzie powinno, podały rano, 1 września wszystkie niemieckie gazety, dodając sporo od siebie. Tego dnia minister propagandy, Joseph Goebels, zapisał w swoim dzienniku: „Polski atak na rozgłośnię w Gliwicach. Rozdmuchujemy to niebotycznie. Jesteśmy więc znowu w ataku. Tylko w walce człowiek czuje się dobrze”.

Kanclerz Rzeszy, Adolf Hitler mówi 1 września 1939 roku do posłów Reichstagu: „Dzisiaj w nocy Polska, w tym regularne siły zbrojne, po raz pierwszy otworzyła ogień na naszym terytorium. Od godziny 5.45 rano odpowiadamy ogniem!”. Pomylił się o godzinę, ale wspomniał też o sprowokowanych przez Polaków na granicy „21 incydentach podczas jednej, jedynej nocy” , w tym „trzech bardzo poważnych”. Ma na myśli Stodoły, Byczynę i Gliwice. „Dlatego będę rozmawiał z Polską tym samym językiem, jakiego już od miesięcy używa wobec nas Polska.”
Kilka godzin po Gliwicach była już wojna. Wrzesień 1939, warszawska ulica po niemieckim nalocie bombowym. Fot. Fox Photos/Getty Images
W Stodołach, dzisiaj dzielnicy Rybnika, Niemcy w polskich mundurach, mający rozkaz wznoszenia po polsku antyniemieckich okrzyków, zaatakowali niemiecki posterunek celny. W planie był natychmiastowy kontratak Grenschutzu i wzięcie polskich żołnierzy do niewoli.

O wziętych „polskich” jeńcach nic nie wiadomo, natomiast po potyczce w okolicy posterunku pozostało kilka zwłok w polskich mundurach – według żargonu SS „konserw”, czyli więźniów z Sachsenhausen. O tym poinformowano jedynie zdawkowo pewnie dlatego, że akcja zakończyła się po czwartej rano, 1 września 1939 roku.

Podobnie było w Byczynie koło Kluczborka, gdzie zaatakowana została samotnie stojąca leśniczówka po niemieckiej stronie granicy. Poranny numer z 1 września centralnego organu NSDAP „Völkischer Beobachter” donosił: „Jak dotychczas ustalono ponad wszelką wątpliwość, że została zaatakowana Byczyna w pobliżu Kluczborka. Inny atak – na Stodoły – jeszcze trwa”.

Podstępny atak jeszcze trwa, a już Wehrmacht jest – w odwecie – w Polsce. Z tak szybkiej reakcji państwa mógł być dumny każdy obywatel III Rzeszy. Kilka godzin po Gliwicach była już wojna i wydarzenie musiało zejść z czołówek.

Długoletnia pozycja prowokacji gliwickiej w historiografii jako wydarzenia-symbolu nie da się więc racjonalnie wytłumaczyć tym, co naprawdę stało się w Gliwicach 31 sierpnia 1939 roku o godzinie 20.

Czy to na użytek zewnętrzny, czy wewnętrzny prowokacje wydają się być bezsensowne i absurdalne. Wierzyli (i wierzą) w nie ci, co chcą wierzyć. Jak uczy przypadek prowokacji gliwickiej, samo wydarzenie może być operacyjną kompromitacją. Ważna jest reakcja mediów, a właściwie kreacja w mediach, bo to tam się „naprawdę” wszystko dzieje lub nie. A gdy jest silna wola polityczna, to prawdopodobna prowokacja nie jest konieczna.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Zdjęcie główne: Drewniany maszt nadawczy radiostacji gliwickiej został wzniesiony w latach 30. XX wieku. Fot. Robert Neumann / Forum
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Od Wańkowicza przez Najdera po Słaunikawą
W czasach PRL nie było większego wroga systemu niż Wolna Europa.
Historia Najnowsze wydanie
Bomby zamiast dzwonków
Kobiety udzielały Komunii św. Wszyscy przyjmowali Pana Jezusa na drogę, a może na śmierć jako wiatyk…
Historia Poprzednie wydanie
Prawdziwe okoliczności pierwszego rozbioru Polski
Spożyjemy hostię: Polskę – pisał król Prus. Manifest zaborców zaczynał się: „W imię Trójcy Przenajświętszej!”
Historia Poprzednie wydanie
Radio dla Warszawy
Stołeczna rozgłośnia była spóźniona o ponad 10 lat w stosunku do innych stacji regionalnych otwartych w Polsce.
Historia Poprzednie wydanie
Żydówka, święta Kościoła katolickiego, patronka Europy
Prosiła, by dołączyć do swej siostry w bydlęcym wagonie. Zginęła w Auschwitz.