Historia

Atmosfera nagonki, oskarżeń i dyskryminacji oficerskiej oraz towarzyskiej. Co się stało z generałami Powstania Warszawskiego?

Adiutant kpt. Jankowski wspominał: „Przejeżdżaliśmy przez zbombardowany Berlin. Miasto robiło wrażenie wymarłego. Ulice bezludne, zawalone gruzem. Tylko środkiem jezdni przetrasowane wąskie przejazdy. Zawieziono nas do wspaniałej willi – jak nam powiedziano – siedziby sztabu Himmlera, który chciał ponoć widzieć generała »Bora«. Czekaliśmy przez cały dzień w ogrodzie.”

Byli rówieśnikami, oficerami II Rzeczpospolitej i dowódcami w konspiracji akowskiej. W niewoli, po upadku Powstania Warszawskiego, przestali się do siebie odzywać. Co było przyczyną?

Generał Tadeusz Komorowski „Bór” uznawany był za dowodzącego Powstaniem Warszawskim, ale walcząca Warszawa miała innego dowódcę, generała Antoniego Chruściela „Montera”.

„Bór” Komorowski pisząc we wspomnieniach o miesiącach spędzonych w niewoli, bardzo starannie unikał wymieniania nazwiska i pseudonimu dowódcy powstania. Uczynił to tylko raz.

Podczas wyjścia z Warszawy, po przekroczeniu barykady przy Politechnice w południowym Śródmieściu wraz z wydzieloną grupą pięciu generałów, pięciu oficerów do zleceń, pięciu ordynansów i adiutanta „wsiedliśmy – napisał – do czekających na nas samochodów. Po raz ostatni pozdrowiłem stojące na baczność oddziały Armii Krajowej.

Samochody ruszyły pośpiesznie z miejsca. W czołowym wozie jechałem sam jeden w asyście dwóch niemieckich oficerów żandarmerii. W pół godziny zajechaliśmy na dworzec kolejowy w Ożarowie. Czekał tam na nas generał von dem Bach z kilku oficerami swego sztabu.

Gdy niedługo potem nadjechał generał Chruściel, który wyszedł był z oddziałami Śródmieścia-Północ przez inną niż my barykadę – pociąg natychmiast odjechał”.

Nie dodał, że bez generała Chuściela pociąg nie odjechałby, gdyż taki był rozkaz generała Ericha von dem Bacha, który polecił poszukać i sprowadzić na dworzec w Ożarowie dowódcę powstania.

Ostatnia defilada

Generał „Monter” chciał wyjść ze swoimi żołnierzami z północnego Śródmieścia. W kinie Palladium przy ul. Złotej 4 października odbyła się ostatnia odprawa powstańców osłaniających generała i jego sztab.

Ze wspomnień gońca „Pogoni” Filipowicza: „Na sali garstka dziewczyn i chłopaków, może 40 osób – tyle tylko pozostało ze 150-osobowej Kompanii Osłony Kwatery Głównej. Ostatnie awanse i odznaczenia, większość pośmiertnych. Kpt. „Kosa” [Ludwik Witkowski] wyjaśnia sens walki o miasto, podaje liczbę uczestników walk, zabitych, rannych, uzbrojenie, to samo o stronie niemieckiej. „Mila” [Maria Woźniak] wypłaca żołd powstańczy (chyba 1700 zł i ileś tam dolarów)”. Nazajutrz oddziały północnego Śródmieścia wyruszyły do niewoli.
Upadek Powstania Warszawskiego. Generałowie „Bór” Komorowski i „Monter” Antoni Chruściel udają się na rozmowy z dowództwem niemieckim na plac Politechniki w Warszawie. Fot. Reprodukcja: Marek Skorupski / Forum
Z zapisu w prowadzonym dzienniku przez kpr. „Sowę” Adama S. Prau Tarnawskiego ze Zgrupowania majora „Bartkiewicza” (po zakończeniu wojny na emigracji w Ameryce Południowej, gdzie mieszkał, pracował i zmarł): „Maszerujemy z bronią, niestety bez amunicji i granatów, które zdaliśmy ubiegłej nocy na pl. Napoleona. Na Złotej połączyliśmy się z całym naszym pułkiem (36 pp). Przez całą Złotą i Żelazną, żegnani przez ludność płaczem, przez innych smutnym spojrzeniem lub zachętą na przyszłość, docieramy do pozycji npla na pl. Starynkiewicza. Tam podziwiamy gmach Poczty Dworcowej, tak bohatersko bronionej przez naszych. Gmach ten tak posiekany był kulami i pociskami, że nie chciało się wierzyć, by wytrwali w nim do końca bohaterowie ze Zgrupowania »Chrobry II«.

Gdy dochodziliśmy do pl. Narutowicza zobaczyliśmy na tle pogorzelisk wysmukłą postać w mundurze generalskim w otoczeniu oficerów. Poznajemy…

Gen. Monter, nasz dowódca i ojciec nasz w czasie walk w Warszawie. Na jego widok prężą się postacie, pada komenda oficerów i wśród zdumionych Niemców u stóp kościoła św. Jakuba defilujemy przed Wodzem, spoglądającym na nas z dumą a zarazem tkliwością”.

W oczach pojawiły mu się łzy… 1 sierpnia pułkownika Chruściela „Montera”

Czy uświadomił sobie, że decyzja o wybuchu powstania podjęta została tylko na podstawie przekazanych mu meldunków o sowieckich czołgach na przedpolach Pragi?

zobacz więcej
Inny obraz gen. „Montera” pozostawił kapitan „Agaton” Stanisław Jankowski, adiutant generała „Bora”. Wspominał tamtą chwilę, gdy czekali na dworcu kolejowym w Ożarowie: „Głupio mi było na widok generała »Montera« i towarzyszącego mu kapitana [Zdzisława Rubach-Połubińskigo »Admirała«], ubranych w niby polskie mundury, z polskimi dystynkcjami, uszyte ze zdobycznego, jadowicie zielonego sukna mundurowego żandarmerii. Wsiedliśmy – pociąg ruszył natychmiast”.

Oprócz generałów „Bora”, „Montera”, „Grzegorza” Tadeusza Pełczyńskiego, szefa sztabu KG AK, „Łaszcza” Albina Skroczyńskiego, dowódcy Obszaru Warszawskiego AK, „Pruta” Kazimierza Sawickiego, dowódcy Obszaru Południe AK i Tadeusza Kossakowskiego, w gronie oficerów byli płk dypl. Kazimierz Iranek-Osmecki „Makary”, „Heller”, ppłk Tadeusz Zdanowicz, wspomniani już kapitanowie Jankowski i Rubach -Połubiński, por. Ludwik Hermel, podporucznicy Zenon Chorzewski (lekarz) i Jan Wojtowicz.

Pięciu ordynansów wymienionych przez gen. „Bora” to kpr pchor. Janusz Małecki, kpr pchor. Zygmunt Skrobański, kpr pchor. Czesław Wegner, kpr Janusz Makarewicz, kpr Piotr Woyzbun i st. strz. Leon Putowski. Dwaj ostatni byli w czasie okupacji w oddziale AK kpt. Jankowskiego, który przekonał gen. „Bora” do wzięcia ich ze sobą w charakterze ordynansów.

Wspólny pokój

Pierwszy postój po wyjeździe z Ożarowa był na stacji kolejowej w Sochaczewie. Generał „Bór” z pułkownikiem Irankiem Osmeckim „Makarym”, „Hellerem” przewiezieni zostali do kwatery dowódcy 9. Armii, generała Smilo von Lüttwitza. Ten poinformował ich, że są jeńcami Wehrmachtu i będą traktowani zgodnie z postanowieniami Konwencji Genewskiej. Po czym zostali odwiezieni do pociągu.

Kolejny postój w miejscowości Krunglanken, obecnie Kruklanki w pobliżu Giżycka. Zakwaterowano ich w obozie Waffen SS, w drewnianych domkach. 9 października zostali przewiezieni pociągiem do Berlina.

Adiutant kpt. Jankowski wspominał: „Przejeżdżaliśmy przez zbombardowany Berlin. Miasto robiło wrażenie wymarłego. Ulice bezludne, zawalone gruzem. Tylko środkiem jezdni przetrasowane wąskie przejazdy. Zawieziono nas do wspaniałej willi – jak nam powiedziano – siedziby sztabu Himmlera, który chciał ponoć widzieć generała »Bora«. Czekaliśmy przez cały dzień w ogrodzie. Do spotkania nie doszło. Pod wieczór odwieziono nas na nocleg do koszar SS. Tam zastał nas alarm lotniczy”. Przeczekali nalot na korytarzu.

Następnego dnia przewieziono ich do Norymbergii, do obozu Langwasser Oflag 73. Umieszczeni zostali w baraku otoczonym ogrodzeniem z drutów o wysokości 3 metrów, odizolowani od innych jeńców.
Pod koniec wojny Berlin był już mocno zniszczony. Fot. Henrik Gaard/ullstein bild via Getty Images
Umieszczono ich w dwuosobowych pokojach. Razem generałowie Komorowski i Pełczyński (poddany został operacji ropiejącej rany przez lekarza chirurga Jugosłowianina, więźnia z sąsiedniego Stalagu XII D) oraz Chruściel ze Skroczyńskim, który wychodził z pokoju rano i wracał wieczorem, kładąc się do łóżka, nie zamieniwszy z dowódcą powstania ani jednego słowa. Już w czasie powstania, mimo że ich kwatery znajdowały się niedaleko siebie w centrum Śródmieścia, kontakty między nimi były sporadyczne.

Kpt Jankowski dzielił pokój z płk. Irankiem-Osmeckim. Tuż przed kapitulacją po długiej rozmowie pułkownik namówił go, żeby wyszedł do niewoli jako adiutant generała Komorowskiego, gdyż w trudnych okolicznościach obozowych może być mu przydatny.

Stanisław Jankowski wspominał po latach: „Nie sprawdziła się ta moja gotowość. Lepiej zresztą, że generał jej nie potrzybował. Dystans służbowy, nuda obozowego życia na niby nie sprzyjały nawiązaniu bliższych z nim kontaktów. Niełatwa dla mnie była konfrontacja wyidealizowanego wizerunku Komendanta AK, następcy legendarnego »Grota« [Stefana Roweckiego], ze zmęczonym, nieśmiałym, uprzejmym i koleżeńskim człowiekiem, z którym stałem wspólnie w kolejce pod prysznic w obozowej łaźni.

Pobyt w Langwasser, wspólny pokój i niejedna noc przegadana do rana pozwoliły mi natomiast na nawiązanie serdecznych stosunków z pułkownikiem Kazimierzem Irankiem-Osmeckim, moim ostatnim szefem w konspiracji i utrwaliły przyjaźń na resztę życia. Z pozostałymi generałami AK, z którymi spędziłem w Langwasser cztery miesiące, mój kontakt ograniczał się do wymiany skąpych informacji i zdawkowych uprzejmości. Myślę, że im było wówczas jeszcze ciężej niż mnie, bo więcej mieli za sobą i przed sobą przegranych spraw i zawiedzionych nadziei”.

Nie było własowców, „Legion Wołyński” wkroczył we wrześniu. Mity i fakty o Powstaniu Warszawskim

„Straszna noc – ciepła, letnia i w ciszy krzyki zarzynanych ludzi, charkot konających. Nic nie można było zrobić. Najwyżej modlić się, żeby nie poszli dalej…”

zobacz więcej
Zamczysko na skale

5 lutego 1945 roku po silną eskortą przewieziono ich z Langwasser do jenieckiego obozu w Colditz , Oflag IV C w Saksonii. Mieścił się w zamku królów saskich.

Stanisław Jankowski wspominał: „Zamczysko na wysokiej skale nad rzeczką, zniszczone podczas wojen husyckich, odbudowane przez Augusta Mocnego na przełomie XVII i XVIII wieku. Z jednym wejściem przez niegdyś zwodzony most i dębowe wrota pod zamkową wieżą. Otoczone zasiekami z drutu kolczastego, oświetlone w nocy rzęsiście reflektorami ze wszystkich stron, mimo obowiązującego zaciemnienia. W roku 1940 byli tu więzieni Polacy, między innymi generał Tadeusz Piskor i admirał Józef Unrug”.

W 1945 roku był obozem dla jeńców-prominentów, m.in. więzieni tam byli siostrzeniec brytyjskiej królowej, bratanek króla Jerzego VI, dwóch krewnych premiera Winstona Churchilla, syn ambasadora USA w Londynie i syn marszałka Douglasa Haiga.

Brytyjscy jeńcy zaopiekowali się Polakami, zaopatrując ich w ubrania i bieliznę. Dzięki starannie ukrytemu odbiornikowi radiowemu na bieżąco słuchali wiadomości ze świata.

Generał Komorowski wspominał: „To tutaj spotkał nas cios już nie z rąk nieprzyjaciela, ale od tych, których uważaliśmy za najwierniejszych przyjaciół. Tym ciosem był zawary układ w Jałcie, którego warunki podali nam koledzy, słuchając BBC. Nasi alianccy towarzysze byli wyraźnie zakłopotani tym niespodziewanym obrotem rzeczy w stosunku do przyszłości Polski. Większość, spotykając się z nami nie mogła ukryć wstydu, a niejeden zapytywał, czy zechcemy podać mu rękę po tym, co zaszło”.

W Colditz generał Chruściel, umieszczony w osobnym pokoju, odseparował się całkowicie od otoczenia. Por. Ludwik Hermel, w powstaniu „Kazimierz Boruń”, adiutant gen. Albina Skroczyńskiego „Łaszcza”, wspominał po latach w artykule w miesięczniku „Więź”, że generał Chruściel w niewoli wyjątkowo głęboko przeżywał dramat dowódcy przegranego powstania.
Spotkanie generała „Bora” Komorowskieg z SS-Obergrupenführerem Erichem von dem Bachem-Zelewskim w Ożarowie Mazowieckim, 4 października 1944. Fot. Wikimedia
Któregoś dnia por. Hermel przez kilka godzin rozmawiał z gen. Chruścielem. Tak streścił przebieg rozmowy: „…mówił mi, że jest synem chłopa polskiego, że umiłował gorąco tę ziemię, kraj swoich ojców. (…) Jest świadom tego, że w kraju wystąpią wkrótce warunki sprzyjające przemianom. Ale dramatem jego życia jest to, że on, niestety, nie może brać w tym udziału. Zdawał sobie sprawę, że jako dowódca Powstania był także za nie odpowiedzialny i mimo, że pragnął znaleźć się w kraju jak najprędzej, nie będzie to dla niego łatwe. Obawiał się, że będzie źle zrozumiany, że zanim przedstawi swoje racje, zostanie negatywnie osądzony przez opinię społeczną”.

Zakładnicy

W drugim tygodniu kwietnia wojska amerykańskie szybko zajmowały Saksonię. Stanisław Jankowski wspominał: „W nocy z 13 na 14 kwietnia kazano nam się spakować w ciągu pół godziny, załadowano nas z grupą prominents do dwu autobusów. Ktoś nam zdążył w ostatniej chwili przekazać usłyszany właśnie komunikat o śmierci prezydenta Roosevelta.

Wywieźli nas z obozu. Nazajutrz, 15 kwietnia, obóz w Colditz został wyzwolony przez armię amerykańską. Nie było wątpliwości – byliśmy zakładnikami”.

Przewiezieni zostali do twierdzy Koenigstein nad Łabą, a stamtąd do obozu jeńców holenderskich w Tittmoning pod Salzburgiem. Po ucieczce kilku jeńców brytyjskich, reszta ulokowana została w cywilnym obozie w Laufen. Po kilkunastu godzinach wywiezieni zostali do obozu w Markt Pongau. Tam uratował ich szwajcarski minister Peter Anton Feldscher i SS-Gruppenführer i generał policji Gottlob Berger, który nie wykonał rozkazu Hitlera, żeby rozstrzelać więźniów.

Wigilia w niewoli

Ulice Warszawy opustoszały, jedynie widownie teatrzyków były zapełnione. W Masce grano „Gwiazdkę gwiazd”.

zobacz więcej
Generał Komorowski wspominał, że Berger przyszedł do jego celi i powiedział: „Panie generale »Bór«, znajduje się pan w wielkim niebezpieczeństwie. Stalin wyznaczył milionową nagrodę za pańską głowę. W szeregach niemieckich zaczyna się szerzyć komunizm – komunizm znacznie groźniejszy niż w roku 1918. Na każdym kroku grozi panu niebezpieczeństwo ze strony agentów sowieckich. W tych warunkach nie mogąc brać odpowiedzialności za pana bezpieczeństwo, zdecydowałem się oddać pana i pańskich towarzyszy pod opiekę władz szwajcarskich”.

W samochodach ze znakami Czerwonego Krzyża dojechali do posterunku 103 dywizji piechoty amerykańskiej, a stamtąd do siedziby sztabu tej dywizji w Innsbrucku. Zostali skierowaniu do obozu w Murnau, skąd po paru dniach generałowie Komorowski, Pełczyński i Chruściel z towarzyszącym im kapitanem Jankowskim odlecieli samolotem do Paryża. A stamtąd do Londynu.

Nie pasujemy do emigracji

Generał Chruściel nie mogąc znieść stworzonej wokół niego atmosfery nagonki, oskarżeń, zarzutów i dyskryminacji oficerskiej oraz towarzyskiej w Londynie, wyjechał po kilku latach do Stanów Zjednoczonych Ameryki z żoną i dwiema córkami. Zamieszkał w Waszyngtonie, gdzie podjął pracę jako tłumacz w kancelarii adwokackiej.

W ostatnim liście generała Chruściela, przechowywanym w jego teczce personalnej w Studium Polski Podziemnej w Londynie, jest odpowiedź na prośbę generała Pełczyńskiego, by jako były dowódca Okręgu Warszawskiego AK przekazał relację m. in. o dostawach broni i pomocy Żydom w getcie warszawskim. Odpisał: „Pracuję w biurze, praca ciężka i trwa 8 godzin dziennie, zapłata marna. Nie mam możności nawet więcej czasu poświęcić na szukanie owych książek. (…) Po pracy czuję się zmęczonym i niechętnym do pisania”.
Antoni Chruściel „Monter” ( w środku, w furażerce) w sierpniu 1944. Fot. Wikimedia
Nie przestawał jednak myśleć o powrocie do Polski i poza środowiskiem londyńskim szukał kontaktu z krajem. W marcu 1957 roku napisał list do Stanisława Jankowskiego, byłego adiutanta generała Komorowskiego. Zaadresował go do warszawskiej redakcji tygodnika „7 Dni w Polsce”, w którym znalazł i przeczytał artykuł Jankowskiego o projekcie budowy pomnika Bohaterów Warszawy. Redakcja przekazała list autorowi artykułu. I tak były adiutant dowódcy AK nawiązał korespondencyjny kontakt z byłym dowódcą powstania.

W drugiej połowie lat 80. XX wieku byłem w bliskim kontakcie ze Stanisławem Jankowskim. Gościłem w jego mieszkaniu, poznałem żonę, łączniczkę z powstania „Krystynę” (w trzecim wydaniu swoich wspomnień z 1988 r. wpisał mi dedykację – „Panu Maciejowi Kledzikowi z uznaniem dla Jego twórczości – Jankowski cichociemny – »Agaton«, 14.02.1989”). Podczas jednego ze spotkań pokazał mi list od generała Chruściela, w którym generał przedstawił swój projekt pomnika Bohaterów Warszawy w postaci odlanego z betonu kopca.

Wnętrze wypełniłyby panoramy przedstawiające sceny z powstań 1830-1831, 1905, obrony z 1939 roku i z 1944. Z zewnątrz ozdabiałyby go rzeźby powstańców i obrońców. Zaproponował posadowienie go u zbiegu ulic Marszałkowskiej i Królewskiej, na skraju Ogrodu Saskiego. Doskonale znał to miejsce skutecznie bronione przez 63 dni, wizytował je wielokrotnie podczas Powstania.

W liście pojawiło się pytanie, czy gdyby wrócił do Warszawy, mógłby w niej zamieszkać i podjąć pracę przy jej odbudowie. Tego Stanisław Jankowski nie mógł mu ani obiecać, ani zagwarantować, ale namawiał generała do powrotu. W korespondencji wyczuwało się tęsknotę generała za krajem i osamotnienie wyrażone w jednym zdaniu: „…nie pasujemy do emigracji, a możemy to stwierdzić po wielu latach wygnańczego życia”.

Generał Chruściel zmarł w Waszyngtonie 30 listopada 1960 roku. W 2004 roku jego prochy zostały przewiezione do Warszawy i pochowane w kwaterze powstańczej na Wojskowym Cmentarzu Powązkowskim.

Dziesięć lat wcześniej wróciły do Warszawy prochy generała Komorowskiego i spoczęły w kwaterze Komendy Głównej AK na Wojskowych Powązkach. Po śmierci spoczywają niedaleko od siebie.

•••


26 kwietnia tego roku w Warszawie zmarła córka gen. „Montera” Jadwiga Chruściel „ Kozaczek”. Jako 16-letnia łączniczka towarzyszyła ojcu w inspekcjach na terenie Śródmieścia walczącej Warszawy. Była w obozie jenieckim, potem w Londynie. W 1956 roku wyjechała z ojcem i siostrą do USA. Kilka lat temu wróciła do Polski.

– Maciej Kledzik

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Kto wywołał Powstanie Warszawskie?
Zdjęcie główne: Powstańcy idą do niewoli. 5 października 1944 ulica Nowowiejska w Warszawie. Fot. Wikimedia
Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
Kryzys naftowy. Jak wykorzystać odcięcie dostaw ropy
Zachód zmądrzał po szkodzie.
Historia Poprzednie wydanie
Ziemia obiecana czy przeklęta? II wojna i polscy emigranci w USA
Czasem amerykański sen okazywał się amerykańskim koszmarem...
Historia wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Ostatnia romantyczna wojna. Bitwa o Falklandy
Osiemdziesięciu zwiadowców SAS prowadziło rozpoznanie w 4-osobowych grupach.
Historia wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Bunt w Workucie. Rynsztokiem płynęła krew więźniów
„Te obozy nie są bardziej ludzkie niż Majdanek i Oświęcim. Mordowano nas, szczuto psami, morzono głodem...”
Historia wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Zagłodzić zbuntowany naród
Przez trzy lata Jan Zumbach walczył w biafrańskich „siłach powietrznych”, które budował od zera.