Felietony

Czy kultura rosyjska jest toksyczna? Czy z powodu agresji Putina na Ukrainę powinna zostać wykluczona?

Modest Musorgski, Piotr Czajkowski, Dymitr Szostakowicz, Igor Strawiński, Siergiej Rachmaninow i Aleksander Skriabin… Dla melomanów to jak litania do wszystkich świętych.

Wydawać by się mogło, że sankcje to ekonomia. Niedługo po napaści Rosji na Ukrainę okazało się, że także kultura. Rosjanie zaczęli być systematycznie rugowani z teatrów i sal koncertowych, na Zachodzie nie gra się i nie wystawia rosyjskich kompozytorów i autorów. Najgłośniejszy przejaw bojkotu rosyjskiej kultury miał miejsce w mediolańskiej La Scali, gdzie publiczność wygwizdała światowej sławy dyrygenta Walerego Giergijewa. Artysta prowadził spektakl „Damy Pikowej” Piotra Czajkowskiego, ale nie poprowadzi następnych.

Władze miasta i dyrekcja opery zażądały od dyrygenta potępienia agresji rosyjskiej na Ukrainie, co Giergijew zbył milczeniem, a to oznacza koniec współpracy ze sławnym teatrem operowym. Giergijew nie będzie też dyrygował w Monachium ani w Carnegie Hall w Nowym Jorku.

W 2013 roku poparł Władimira Putina w jego kampanii wyborczej, a rok później aneksję Krymu. Wdzięczny Putin przywrócił dla niego stalinowski tytuł Bohatera Pracy, tym razem Federacji Rosyjskiej. Walery Giergijew jest powszechnie uznawany za przyjaciela prezydenta Rosji, czego się nie wypiera i jego kariera na Zachodzie nie jest może skończona, ale na pewno przerwana do końca wojny na Ukrainie. A były czasy, kiedy po każdym włączeniu telewizji Mezzo, tygodniami oglądało się właśnie Giergijewa.

W podobnej sytuacji znalazła się znakomita sopranistka Anna Netrebko. Nie jest wprawdzie tak silnie kojarzona z Putinem jak Giergijew, ale wsparła finansowo teatr operowy w Doniecku już po powstaniu „republiki” i robiła sobie zdjęcia z miejscowymi władzami i na tle „republikańskiej” flagi. Nie jest jasne, czy planowane występy Netrebko w nowojorskiej Metropolitan Opera dojdą do skutku.

Od artystów rosyjskich wymaga się jasnego potępienia Rosji, a wpis sopranistki na jej Instagramie był wymijający. Sęk w tym, że zarówno w przypadku Giergijewa, jak i Netrebko oraz w wielu innych przypadkach popieranie działań rosyjskich władz do czasu wojny na Ukrainie nikomu nie przeszkadzało.

Ministerstwo Kultury i inne instytucje organizujące życie kulturalne na Ukrainie oraz wielu artystów ukraińskich wystosowali apel do instytucji kultury na świecie, w którym czytamy: „My, ukraińscy artyści i działacze kultury, wysoko cenimy pozycję niektórych rosyjskich artystów, którzy otwarcie potępili rosyjską agresję i działania militarne przeciwko Ukrainie. Sztuka zawsze była na czele wartości humanistycznych. Głęboko wierzymy, że kultura nie może być podporządkowana politycznej propagandzie, zamiast tego powinna służyć wyłącznie rozwijaniu krytycznego myślenia i promowaniu dialogu. Federacja Rosyjska jest państwem zbójeckim. Kultura rosyjska jest toksyczna! Nie bądź wspólnikiem!"

Ludzie kultury Ukrainy żądają wykluczenia kultury rosyjskiej zewsząd – literatura (targi książki i nagrody), film (normalne seanse i festiwale), teatr (występy gościnne i festiwale), malarstwo, rzeźba i inne przejawy sztuk plastycznych, muzyka w tym teatr operowy (występy Rosjan, spektakle, wykonania muzyki rosyjskiej i festiwale).Domagają się też, aby wydarzenia kulturalne w Rosji nie były relacjonowane na Zachodzie.
"Kiedy na całym świecie odwołuje się Czajkowskiego, nasza miłość do muzyki Chopina trwa" - donoszą bannery w Moskwie. Kampania "Nie można odwołać kultury" ma być odpowiedzią na działania państw zachodnich, które zakazały koncertów rosyjskich artystów w związku z agresją Putina na Ukrainie. Fot. Wiaczesław Prokofiew / TASS / Forum
Choć żądanie bezwzględnego bojkotu dotyczy artystów rosyjskich, którzy „otwarcie wspierają reżim Putina”, to praktyka wykazała, że brak otwartego poparcia nie wystarczy – trzeba się odciąć, przynajmniej w mediach społecznościowych.

W niedzielę, 27 marca okazało się, że wyraźny głos sprzeciwu też może nie wystarczyć. Prezydent Niemiec zorganizował koncert solidarności z Ukrainą z muzyką rosyjską i polską. Zaproszony nań ambasador Ukrainy w Niemczech, Andrij Melnyk, uznał fakt zaproszenia i samą imprezę za afront. Napisał na Twitterze:

„Mój dobry Boże, dlaczego prezydentowi federalnemu tak trudno jest zdać sobie sprawę, że tak długo, jak rosyjskie bomby spadają na miasta i dzień i noc mordowane są tysiące cywilów, my Ukraińcy nie jesteśmy w nastroju na „wielką rosyjską kulturę. Basta".

Jeden z wykonawców, Jewgienij Kissin, obywatel brytyjski, już dwa dni po wybuchu wojny na Ukrainie zamieścił w sieci nagranie, w którym stanowczo ją potępia i nie znajduje żadnych usprawiedliwień, przypomniał trybunały w Norymberdze i w Hadze dla zbrodniarzy wojennych.

Jak widać w bojkocie nie chodzi o rosyjskich artystów, którzy otwarcie popierają Putina, jak napisano w apelu. Chodzi o Rosjan, o wszystkich artystów żyjących i klasyków, choćby nawet swój kraj potępiali za rozpętanie wojny.

Wracając do ukraińskiego apelu postulującego bojkot – czołowe sceny i sale koncertowe świata oraz biura festiwalowe bojkotują sztukę i artystów rosyjskich, czy w związku z apelem, czy z własnej inicjatywy, to bez znaczenia. Apel poparło oficjalnie polskie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, ale u nas też powstało wiele inicjatyw bojkotu spontanicznie i bez zachęty urzędowej.

Dyrektorzy teatrów, sal koncertowych i innych placówek kulturalnych na Pomorzu, od Szczecina po Gdańsk, napisali: „W obliczu wojny i ogromnej tragedii, z jaką spotyka się naród ukraiński jako dyrektorzy pomorskich instytucji artystycznych, nie widzimy możliwości współpracy z rosyjskimi i białoruskimi instytucjami i artystami, którzy są bezpośrednio i pośrednio powiązani z reżimem Putina i rosyjskim kapitałem lub są przez nie finansowane oraz stanowczo nie potępiają barbarzyńskiej napaści Federacji Rosyjskiej na niepodległą Ukrainę”.

Filharmonia Szczecińska zastąpiła Piotra Czajkowskiego Antoninem Dvořákiem, a wiadomo już, że planowane wykonania „Symfonii Psalmów" Igora Strawińskiego, XIII Symfonii „Babi Jar" Dymitra Szostakowicza, III Symfonii i III Koncertu fortepianowego Siergieja Rachmaninowa oraz Koncertu fortepianowego fis-moll Aleksandra Skriabina na Wielkanocnym Festiwalu Ludwiga van Beethovena 3 kwietnia 22 także zastąpi coś innego. Nie wystąpi tam także dwoje instrumentalistów rosyjskich, w tym Ewa Geworgian, laureatka ostatniego Konkursu Chopinowskiego, z pochodzenia Ormianka.

Teatr Wielki – Opera Narodowa odwołał premierę „Borysa Godunowa” Modesta Musorgskiego w reżyserii Mariusza Trelińskiego, planowaną na 8 kwietnia 22. Odwołano także wszystkie następne spektakle do końca sezonu.

Parada gwiazd. Kto popiera Putina, a kto Ukrainę?

Usprawiedliwiają wojnę, milczą ze strachu albo uciekają z Rosji. Jak się zachowują celebryci?

zobacz więcej
„Godunowa” odwołano w Polsce, nie w Japonii. Ta sama inscenizacja w koprodukcji z Japończykami jest wpisana w program (ogłoszony 1 marca) opery w Tokio na listopad 2022. W Japonii być może liczą na to, że wojna się do listopada skończy, i lepiej by było. W inscenizacji warszawskiej i tokijskiej Trelińskiego główne partie mieli śpiewać Rosjanie, ci sami na obu scenach. Partie poboczne w Polsce Polacy, w Japonii Japończycy.

W partii tytułowej w Warszawie miał wystąpić, a w Tokio wystąpi, Jewgienij Nikitin, śpiewak, którego usunięto nie tak dawno temu z festiwalu w Bayreuth za wytatuowaną na piersi swastykę. Artysta tłumaczył to błędami młodości – był solistą zespołu hardrockowego. Dwaj inni wykonawcy rosyjscy na swoich profilach na Facebooku przedstawiają w sprawie wojny na Ukrainie stanowisko propagandy kremlowskiej. Choć trudno sobie wyobrazić, że w inscenizacji „Godunowa” jako „Godunowa”, a nie co innego pod mylącym tytułem, śpiewak może ze sceny zaprezentować zawartość swojego Facebooka.

Japonia daleko, a w naszej strefie kulturowej tacy śpiewacy nie wystąpią, chociaż błędy młodości i wielkoruski imperializm w głowach nie przeszkadzały do 24 lutego, poza Bayreuth, oczywiście, ale tam boją się wszelkich skojarzeń z nazizmem z wiadomych powodów.

Modest Musorgski, Piotr Czajkowski, Dymitr Szostakowicz, Igor Strawiński, Siergiej Rachmaninow i Aleksander Skriabin. Dla melomanów to jak litania do wszystkich świętych. Jest coś takiego, jak kanon kultury europejskiej ukształtowany głównie w XIX wieku, którego nie można sobie wyobrazić bez nazwisk rosyjskich. Nie tylko w muzyce, przede wszystkim w literaturze, choć pisarze klasycy wydają się bezpieczni – nikt przecież nie będzie z bibliotek wyciągał Lwa Tołstoja na kwarantannę do końca wojny.

Co do teatru, filmu, literatury współczesnej to te dziedziny sztuki mogą wspierać, mniej lub bardziej wprost, wielkorosyjski imperializm. Od figur stylistycznych, jakie ma do dyspozycji każdy pisarz, do bezpośredniej propagandy słowem i obrazem. Ale muzyka?

Muzyka służyła Kościołowi i władcom w czasach baroku i wcześniej, ale istota tej służby jest bardzo umowna. Georg Friedrich Haendel sławił swymi kompozycjami Jakuba II, a Jean-Baptiste Lully – króla Ludwika XIV. Czy na pewno? Spróbujmy zmienić adresatów, a nawet tytuły dzieł. Inne też będą pasowały.

Platon lekceważył muzykę, nie nadawała się według niego – i słusznie – do funkcji wychowawczych, organizacyjnych i poznawczych, a tylko to go w „Państwie” interesowało.

Święty Augustyn łudził się co do teologicznych głębi odpowiedniej muzyki. Umowa co do programowości muzyki, że jest czymś narracyjnie poza dźwiękami i przekazuje coś poza estetycznym oddziaływaniem na emocje obowiązywała w romantyzmie. Tonacja dur wyrażała bohaterski patos, tonacja mol refleksyjny liryzm. Rytmiczne dźwięki basowe to uderzenia młotów, a wysokie śpiew słowików. Tylko żeby muzyka opowiadała jakąś opowieść - brutalniej mówiąc - propagandę, to musi być wokół niej kontekst programowy przekazany środkami literackimi. Od nazw w języku niemuzycznym coś staje się „Dla Elizy”, „Pstrągiem”, sonatą „Księżycową” czy symfonią „Patetyczną”, albo „Leningradzką”.
Nazwy literackie i przypisywana umownie pozamuzyczna treść utworom romantycznym były adekwatne do emocji i wrażeń, jakie niósł sam utwór, a jako coś w rodzaju treści zamówienia – inspirowały kompozytorów. Ale wraz z przełomem wieków i później wszystko się komplikuje i nie można Skriabinem próbować chwalić Putina, a Strawińskim imperializmu rosyjskiego, nawet nie wiadomo, jak dbając o kontekst wyrażony słowem. W tej świeżo objawionej wersji cancel culture chodzić musi o wywłaszczenie z dumy posiadania wielkich artystów. Według organizatorów bojkotu balet jest jak rakiety. Jak w piosence Jacka Kaczmarskiego „Spotkanie w porcie”, gdzie pijany sowiecki marynarz powtarza ciągle marynarzowi amerykańskiemu:

A ja na to Kreml w niebo śle rakiety
Bez wysiłku wielkich rzek zawraca bieg
Żal mi ciebie lecz niestety
Również trudny kunszt baletu
Posiadł on najlepiej na planecie tej.


Oni może myślą, że balet jest jak rakiety, ale dlaczego my tak myślimy? Igor Strawiński uważał, że „kompozytorzy układają nuty. To wszystko. Jak, i w jakiej formie, rzeczy tego świata odbijają się w ich muzyce, nie im o tym orzekać.”

I jeszcze jedno. Wszelkie analogie są zwodnicze, nieraz prostackie i często stosowane nieuczciwie, ale analogii czasowej – jak należy mniemać – cancel culture rosyjskiej z systemami totalitarnymi niełatwo się pozbyć. Odpędzana wraca uporczywie. W ZSRR także pewnych utworów i kompozytorów nie grano. W III Rzeszy nie grano Feliksa Mendelsohna, bo był Żydem, we współczesnej Europie nie gra się Czajkowskiego, bo był Rosjaninem.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Do tematu agresji Rosji na Ukrainę będą w najbliższym tygodniu nawiązywać między innymi następujące programy:
- 1, 4 i 6 kwietnia o godz. 18.30 w TVP Kultura „Informacje Kulturalne”;
- 2 kwietnia o godz. 18.25 w TVP Kultura „Co dalej?” – „Kościół wobec wojny na Ukrainie”;
- 3 kwietnia o godz. 11.10 w TVP Kultura „Trzeci Punkt Widzenia” – zagadnienia: wizyta prezydenta USA Joe Bidena w Polsce oraz społeczeństwa liberalne wobec zagrożeń wojennych;
- 5 kwietnia o godz. 18.30 w TVP Kultura „Co dalej?” – „Czy dzisiejszy kryzys jest szansą na odrodzenie moralne Zachodu?”;
- 7 kwietnia o godz. 18.25 w TVP Kultura „Co dalej?” – „Czy jest możliwy świat bez Rosji?”;
- 7 kwietnia o godz. 23.10 w TVP Historia „Rozróby u Kuby” poświęcone literaturze ukraińskiej.
Zdjęcie główne: "Jezioro Łabędzie" Piotra Czajkowskiego w wykonaniu Królewskiej Opery Szwedzkiej w 2008 roku. Fot. Wikimedia/ Alexander Kenney / Kungliga Operan/ CC BY 3.
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Tymczasowość to norma w tym zawodzie
Tu nie ma, że tatuś załatwi. Nic nie znaczą układy partyjne czy koneksje towarzyskie.
Felietony Najnowsze wydanie
Co znaczy „Z”
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Zdobycie Mariupola
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
To ukraiński patriotyzm i tradycja uwierają Kreml
Skrzydła są atrybutem świętego Michała Archanioła, patrona Kijowa, którego Sowieci rugowali z przestrzeni publicznej.
Felietony Najnowsze wydanie
Druga śmierć Zygielbojma
Mówił o sobie: „ja nie jestem Żydem z Polski, ja jestem polskim Żydem”.