Cywilizacja

Siatka agentów wpływu Putina w Europie

Lista lobbystów na żołdzie Kremla jest bardzo długa. Byli zachodni politycy przez lata skutecznie wspierali polityczne i gospodarcze interesy Rosji.

Wiele lat temu niemieccy dziennikarze, którzy towarzyszyli wyprawie ówczesnego kanclerza RFN Gerharda Schrödera do Moskwy opowiadali mi – z pewnym niesmakiem – o tym, jak szef niemieckiego rządu zachwycał się siłą Putina. W drodze z lotniska zamknięto autostradę, którą poruszała się kolumna samochodów z niemieckim gościem. Schröder nie mógł wyjść z podziwu nad bizantyjskim rozmachem rosyjskich gospodarzy: „spójrzcie tylko” – miał mówić do dziennikarzy, wskazując na pustą szosę, po której w eskorcie policji gnali na Kreml – „jakaż to potęga, jakiż to szacunek dla władzy. Czy u nas w Niemczech coś podobnego byłoby w ogóle możliwe?” Oczywiście kiedyś w Niemczech było to możliwe, ale dziennikarze nie wytrącali już swojego kanclerza z błogiego nastroju.

Gerhard Schröder tak zachwycił się blichtrem roztaczanym przez Putina, że postanowił związać z Kremlem swoje życie. Gdy w 2005 roku stracił władzę na rzecz Angeli Merkel, skwapliwie przyjął złożoną mu przez Putina propozycję objęcia stanowiska szefa akcjonariuszy North European Gas Pipeline Company (NEGPC) – spółki będącej operatorem gazociągu Nord Stream bezpośrednio łączącego pod Bałtykiem Rosję z Niemcami.

Oczywiście nie mogło być mowy o żadnym przypadku. Schröder wraz z ówczesnym premierem Włoch Silvio Berlusconim był wielkim admiratorem koncepcji wysuniętej przez Putina i jego głównego doradcę ekonomicznego Igora Szuwałowa, w myśl której Rosja, dzięki dostawom gazu i innych surowców, brała na siebie odpowiedzialność za bezpieczeństwo energetyczne Europy, a Europa – w zamian – miała odwdzięczyć się Rosji przyjaźnią i lojalnością. W ten sposób Rosja i Europa miały zostać złączone gazowym przymierzem, w którym nie było miejsca dla Ameryki, NATO i innych sił uważanych przez Moskwę za wrogie. Wrogie czyli takie, które stawały na drodze ekspansjonistycznej polityce Rosji.

Nord Stream był kręgosłupem tego przymierza. Nie tylko stał się wstępem do energetycznego uzależnienia Europy od Rosji, ale – co równie ważne – zmniejszał tranzyt gazu przez Ukrainę, którą Moskwa uważała za nieodłączną część swojego imperium. Po pomarańczowej rewolucji 2004 roku, która wyniosła do władzy Wiktora Juszczenkę, Ukraina zaczęła się zbyt mocno – zdaniem Kremla – wybijać na niepodległość. Należało więc zmniejszyć jej znaczenie i wywrzeć na Kijów presję energetyczną. Nord Stream, który omijał Ukrainę, pozwalał Rosji zakręcić kurek z gazem dla Kijowa.
Prezydent Rosji Władimir Putin i były premier Włoch Silvio Berlusconi zwiedzają rezerwat (muzeum archeologiczne) Chersonezu Taurydzkiego na Krymie we wrześniu 2015. Fot. Mikhail Metzel / TASS / Forum
Wielu zachodnich polityków ze Schröderem i Berlusconim na czele chętnie przystało na taką strategię Putina. Ukraina niewiele ich obchodziła, za to sojusz z rosnącym w siłę rosyjskim führerem stawał się w ich oczach początkiem nowej rzeczywistości, w której oni i ich państwa mieli odgrywać wiodącą rolę.

Kamień obrazy, czara goryczy

Nie wszyscy jednak tak łatwo ulegali urokowi Putina, który wyraźnie – zwłaszcza na początku swojej kariery na Kremlu – odczuwał silny kompleks niższości wobec zachodnich polityków. W pierwszych latach swoich rządów próbował się zaprzyjaźnić z ówczesnym premierem Wielkiej Brytanii Tonym Blairem. Obaj wielokrotnie się odwiedzali, a Putin ze swoją pierwszą wizytą w roli prezydenta wybrał się do Londynu, gdzie nawet zniósł przytyki brytyjskich tabloidów, które prosiły rosyjskiego gościa, aby nie kradł z hotelu szlafroków.

Blairowi imponował, podobnie jak Schröder, bizantyjski styl sprawowania władzy przez Putina. Brytyjski premier nie krytykował Rosji za brutalną wojnę w Czeczenii i publicznie wychwalał Putina jako „demokratę”. Wzajemna sympatia wyparowała jednak wraz z amerykańską inwazją na Irak. Putin nie mógł zrozumieć, dlaczego Wielka Brytania poparła Amerykanów i wzięła udział w wojnie. Od tej pory relacje brytyjsko-rosyjskie były już tylko gorsze.

Putin chciał też zaprzyjaźnić się z rozpoczynającym swoją pierwszą kadencję w Białym Domu George Bushem Jr. Według rosyjskiego dziennikarza Michaiła Zygara, przed pierwszym spotkaniem Putin przygotował sobie dossier Busha, z którego dowiedział się m.in., że amerykański prezydent jest osobą religijną. Dlatego też podczas rozmowy pokazał Bushowi aluminiowy krzyżyk, rzekomo otrzymany od matki, która ocaliła go jakoby po pożarze ich rodzinnej daczy pod Petersburgiem. „To przekonało mnie, że cuda się zdarzają” – miał powiedzieć Putin, co wprawiło Busha w niekłamany zachwyt.

W tym czasie Putin miał nadzieję, że dzięki takim chwytom, zawiąże trwałą więź z zachodnimi politykami, która pozwoli mu potem skutecznie forsować własną politykę. Jednym z jego ówczesnych pomysłów było wstąpienie Rosji do NATO. W ten sposób – jak sądził Putin – uda się przejąć kontrolę nad tą organizacją, albo przynajmniej ją znacząco osłabić. Zdziwił się, gdy okazało się, że Rosja – ot tak, na polecenie Amerykanów – nie może być po prostu przyjęta do Sojuszu, że istnieje określona procedura, która wymaga jednomyślności członków. Uznał to za kamień obrazy, choć jego przyjaciel Silvio Berlusconi robił co mógł, aby podtrzymać szanse na wejście Rosji do NATO. W tym celu, m.in. z inicjatywy włoskiego premiera, powstała w 2002 roku wspólna rada Rosja-NATO.

Skąd na Zachodzie wzięli się rosyjscy oligarchowie? Złoty interes na złotych wizach

Władze brytyjskie z otwartymi ramionami przyjmowały bogatych Rosjan, a bardziej jeszcze ich pieniądze.

zobacz więcej
Kolejnym kamieniem obrazy była dla Putina wspomniana już interwencja w Iraku, której Amerykanie nie uzgodnili wcześniej z Moskwą, czego oczekiwał Putin. Czarę goryczy przelało poszerzenie NATO o państwa bałtyckie w 2004 roku oraz pomarańczowa rewolucja na Ukrainie. Putin uznał wtedy, że Ameryka nie traktuje go po partnersku i chce się go pozbyć, inicjując skierowane przeciwko niemu rozruchy. Kolejne wydarzenia, jak np. protesty na Placu Bołotnym w Moskwie w 2011 roku lub Majdan na Ukrainie dwa lata później, jedynie utwierdziły go w tym przekonaniu.

Zupełnie inną postawę wobec Putina przyjęli niektórzy politycy europejscy, tacy jak ówczesny prezydent Francji Jacques Chirac czy wspomniani Schröder i Berlusconi. Cała trójka potępiła amerykańską akcję w Iraku, czym wzbudziła zainteresowanie i sympatię Kremla. Narodził się wtedy układ, który przetrwał bez większych wstrząsów aż do tegorocznej inwazji Rosji na Ukrainę.

Schröder w kapciach

Z tej trójki najwiekszą gorliwością wyróżniał się Gerhard Schröder, który w układzie z Putinem zwietrzył szansę dla siebie i dla Niemiec. Jej głównym elementem miała stać się wspólna polityka energetyczna.

Schröder od samego początku pilotował projekt Nord Streamu i zanim stracił władzę, zdołał go dociągnąć do pomyślnego finału. Sekundowali mu inni politycy niemieccy, zwłaszcza z jego rodzimej socjaldemokratycznej SPD, szermującej hasłami budowy wspólnej Europy z Rosją a nie przeciw Rosji, oraz niemiecki biznes dostrzegający na wschodzie pole do wielkiej ekspansji i ogromnych zysków (choć statystyki każą wątpić, czy rzeczywiście były one tak wysokie).

Nieco gorzej powiodło się Berlusconiemu, który sam zakochany w luksusach władzy, również szybko znalazł wspólny język z Putinem. Obaj odwiedzali się prywatnie, Putin bywał na Sardynii, a Berlusconi nocował na Kremlu – co było przywilejem raczej niespotykanym jak na rosyjskie standardy. Ta zażyłość miała także charakter rodzinny, bo obie córki Putina – Maria i Katierina zaprzyjaźniły się z córką Berlusconiego – Barbarą.

Silvio Berlusconi podczas tych wizyt dobił targu z Putinem, dzięki któremu włoski koncern energetyczny ENI mógł kupować rosyjski gaz po obniżonej cenie. ENI został także dopuszczony do podziału łupów po zlikwidowanym Jukosie należącym do uwięzionego wówczas Michaiła Chodorkowskiego.
Francuski premier François Fillon (na zdjęciu podczas wizyty Władimira Putina w Paryżu w czerwcu 2011) po odejściu ze stanowiska trafił do rady dyrektorów koncernu petrochemicznego Sibur oraz do zarządu frmy Zarubieżnieft'. Fot. Sasha Mordovets/Getty Images
Naturalnym podsumowaniem tych interesów miała być budowa rurociągu tłoczącego gaz z Rosji przez Bałkany do Włoch i dalej do Francji. Jednak południowy bliźniak Nord Streamu nigdy nie powstał, przynajmniej w docelowym kształcie. Rosja po pomarańczowej rewolucji zaczęła szantażować Ukrainę odcięciem gazu, co spowodowało zmniejszenie dostaw dla Austrii i Węgier. W tej sytuacji entuzjazm dla nowej rury mocno opadł.

Putin, zresztą nie po raz ostatni, kompletnie pomylił się w ocenie sytuacji. Był przekonany, że winą za zakłócenia dostaw gazu do Europy obciąży Ukrainę, a to z kolei spowoduje, że Europa będzie bardziej naciskać na budowę alternatywnego rurociągu. Stało się jednak inaczej. Pomysł budowy południowego gazociągu z Rosji został odrzucony. Oficjalnie z powodu wysokich kosztów, ale nieoficjalnie także dlatego, że gazowa strategia Moskwy zaczęła budzić wątpliwości.

Fiasko starań Berlusconiego, który wkrótce po Schröderze również stracił władzę, nie oznaczało jednak, że Moskwa zamierza się poddawać. Przeciwnie, porażka została uznana za skutek niewystarczającej presji na Zachód i Kreml zaczął jeszcze bardziej intensywnie niż dotąd korumpować zachodnich polityków. Ich zadanie było proste – w zamian za bardzo dobrze płatne synekury w rosyjskich koncernach surowcowych i energetycznych mieli, korzystając ze swojej wysokiej pozycji i znajomości, lobbować we własnych krajach w interesie Kremla.

Przykładem dla innych stał się Schröder, który bez żadnych zahamowań, poszedł na służbę do Putina. Sam Władimir Putin lubił się innym politykom chwalić niemieckim socjaldemokratą, niczym atrakcyjnym gadżetem albo zwierzątkiem. Znane są opowieści, jak prezydent Rosji podczas szczytu Wspólnoty Niepodległych Państw, zapraszał szefów dawnych republik sowieckich do swojej winnicy, a tam – niby przypadkiem – pojawiał się były niemiecki kanclerz w kapciach i z butelką wina w ręku. Podobne inscenizacje ze Schröderem w roli głównej Putin miał organizować także dla gości Petersburskiego Forum Ekonomicznego.

Po pewnym czasie w ślady Gerharda Schrödera odważyli się pójść inni. Siatka agentów Putina zaczęła się stopniowo rozrastać i objęła wielu byłych polityków z najwyższego szczebla. Były premier Francji François Fillon trafił do rady dyrektorów koncernu petrochemicznego Sibur oraz do zarządu frmy Zarubieżnieft'. W naftowym biznesie działała też była szefowa austriackiej dyplomacji Karin Kneissl, która zasłynęła w 2018 roku zaproszeniem Putina na swój ślub. Prezentem ślubnym od władcy Kremla było stanowisko w koncernie Rosnieft'. Inny austriacki polityk, były kanclerz Wolfgang Schuessel, po odejściu z polityki trafił do Łukoila. W tym prywatnym rosyjskim koncernie naftowym pracowała także Tobi Gati, wcześniej wysokiej rangi urzędniczka Departamentu Stanu USA ds. wywiadu i badań politycznych.

Sojusznik Putina w samym sercu Bałkanów

Lider bośniackich Serbów częściej bywa na państwowych uroczystościach w Belgradzie niż w Sarajewie.

zobacz więcej
Wśród innych skorumpowanych polityków pracujących dla Rosji można było też odnaleźć dwójkę polityków z Wielkiej Brytanii – konserwatystę Gregory’ego Bakera, w przeszłości ministra energetyki w rządzie Davida Camerona oraz Joan MacNaughton – dawną współpracownicę Margaret Thatcher. Na liście płac Kremla figurował również eks-premier Finlandii Esko Tapani Aho pracujący dla rosyjskiego Sbierbanku oraz paru byłych urzędników wyższego szczebla z USA, Francji, Indii i Łotwy.

W 2005 roku Putin chciał przekupić byłego sekretarza energetyki USA Donalda Evansa, któremu miał złożyć ofertę objęcia stanowiska szefa rady dyrektorów Rosniefti. Ten polityk został wybrany nieprzypadkowo, był bowiem przyjacielem z lat szkolnych ówczesnego prezydenta USA George’a Busha Jr. i jego obecność w rosyjskiej międzynarodówce korupcyjnej mogłaby mieć duże znaczenie dla neutralizowania amerykańskiej polityki energetycznej. Jednak Evans po namyśle odrzucił tę propozycję. W tej sytuacji Kreml skupił się przede wszystkim na Europie.

Przejaw słabości

Tymczasem w Europie zapanował duch resetu. Ameryka pod wodzą nowego prezydenta Baracka Obamy postanowiła naprawić relacje z Rosją, zwłaszcza że na Kreml wprowadził się tymczasowo – uważany za bardziej liberalnego – Dmitrij Miedwiediew. Oczywiście zamiana miejsc na Kremlu była formalnością i wynikała z konstytucyjnego limitu dwóch kadencji prezydenckich. W 2008 roku Putin wyczerpał swój limit i musiał odczekać na powrót na Kreml kolejne cztery lata. Nadal jednak to on – tym razem jako premier – sprawował pełnię władzy.

W tym czasie stosunki Rosji z Zachodem, a zwłaszcza z Ameryką, były napięte. W 2005 roku, po rozszerzeniu NATO na państwa bałtyckie, Putin nazwał upadek ZSRR „największą katastrofą geopolityczną”, sygnalizując tym samym, że będzie chciał odwrócić jej skutki. Dwa lata później podczas Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium otwarcie zapowiedział, że w Europie tworzą się dwa przeciwstawne bloki: Rosja i NATO. Wreszcie w 2008 roku zaatakował Gruzję, przechodząc tym samym do bardziej konfrontacyjnej fazy swoich rządów.

Decyzja Obamy, aby w tym momencie naprawić napięte relacje została odczytana przez Putina jako przejaw słabości. Zwłaszcza, że w ślad za Obamą natychmiast poszli politycy zachodnioeuropejscy z Angelą Merkel na czele. Rozpoczął się krótki okres détente. Putin zdołał go dobrze wykorzystać, intensyfikując dotychczasową politykę energetyczną i surowcową, zapewniającą Rosji dziesiątki miliardów euro przeznaczane potem na zbrojenia. Europa, a zwłaszcza Angela Merkel, chciała jednak wierzyć, że z Rosją można się porozumieć, szczególnie że skupiona na Pacyfiku Ameryka nie przeciwstawiała się tym mrzonkom.

To właśnie wtedy zdecydowano o rozpoczęciu nowego projektu gazowego, jakim miał być Nord Stream 2. Druga nitka bałtyckiego gazociągu dawała na tyle dużą przepustowość, że odcięcie Ukrainy nie spowodowałoby już żadnych zakłóceń w dostawach gazu dla Europy. Inaczej mówiąc, o ile Nordstream stał się wstępem do podboju gazowego Europy, o tyle jego druga nitka miała być tego podboju zwieńczeniem. A zarazem wyrokiem śmierci dla Ukrainy.
Szefowa austriackiego MSZ Karin Kneissl zaprosiła prezydenta Rosji na swój ślub w Gamlitz w sierpniu 2018. W roku 2021 została powołana w skład rady dyrektorów rosyjskiego koncernu naftowego Rosnieft'. Fot. POOL / Reuters / Forum
Jedyne pytanie brzmiało, czy Niemcy zdecydują się wejść w taki interes. Zadanie przekonania Niemców powierzono Gerhardowi Schröderowi. Socjaldemokrata zasiadał już w fotelu prezesa rady nadzorczej konsorcjum Nord Stream AG, zarejestrowanej w Szwajcarii spółki należącej w połowie do rosyjskiego Gazpromu (51 proc.) oraz – w drugiej połowie (49 proc.) – do niemieckich koncernów E.ON i Wintershall (część BASF) a także posiadających mniejszy pakiet akcji francuskiego Engie oraz holenderskiego Nederlandse Gasunie. Obok Schrödera oraz przedstawicieli akcjonariuszy we władzach spółki znalazł się – jako szef zarządu – Matthias Warnig, dawny agent Stasi, ściągnięty do Nord Streamu AG ze stanowiska szefa rosyjskiego oddziału Dresdner Banku. Warnig znał się osobiście z Putinem od lat 90. ubiegłego wieku. Obaj czekiści poznali się w Petersburgu, gdzie Putin pełnił funkcje wicemera miasta, a Warnig zakładał filię niemieckiego banku. Ta – na poły agenturalna – rosyjsko-niemiecka ekipa rozpoczęła intensywny lobbing na rzecz dalszego uzależniania Europy od Moskwy.

Centrum rosyjskiej siatki

Ich starania okazały się skuteczne. Aby przekonać Niemców do budowy nowej nitki gazociągu, wspierano nową politykę klimatyczną, która zakładała odejście od paliw kopalnych oraz atomu na rzecz źródeł odnawialnych oraz – mało zaskakujący wyjątek – gazu. Zakładano też, że w przyszłości rosyjski gaz zostanie zastąpiony bardziej ekologicznym wodorem, naturalnie również dostarczanym z Rosji. Do ostatniego akordu tego samobójczego pędu doszło na początku tego roku, gdy Niemcy odłączyły od sieci połowę swoich elektrowni jądrowych.

Dopiero teraz, po inwazji Rosji na Ukrainę, wychodzą na jaw – traktowane wcześniej jako nieuzasadnione domysły – dowody finansowania przez Rosję różnych organizacji ekologicznych w Niemczech, których działalność służyła gazowym interesom Kremla. Przypomina to nieco dawną sowiecką politykę wspierania tzw. ruchów antywojennych na Zachodzie, które sprzeciwiały się obecności amerykańskiej broni jądrowej w Europie, wystawiając tym samym na szwank bezpieczeństwo państw NATO.

Lobbyści Schrödera równie prężnie działali też w środowisku biznesowym i politycznym. W tym celu stworzono wizję Niemiec jako wielkiego hubu energetycznego zasilającego, dzięki dostawom rosyjskiego gazu, całą Europę. Pierwotne plany były bardzo rozległe, zakładano bowiem że nitki gazociągów dotrą z Niemiec do Holandii i Belgii (z możliwością przedłużenia do Wielkiej Brytanii) oraz do Szwecji i Finlandii. Oczywiście istniały już połączenia z Europą Środkowo-Wschodnią, w tym z Polską, dokąd dostawy gazu miały odbywać się na zasadzie tzw. rewersu. Niemcy miały na tym nie tylko zarabiać, ale również – wspólnie z Rosją – dominować politycznie nad całym regionem. Bo kto ma energię, ten rządzi.

Fatalne zauroczenie, czyli dlaczego Niemcy pokochali Rosję

Rządząca Rosją dynastia germańskiego pochodzenia zbudowała imperium od Bałtyku po Ocean Spokojny, rozprawiła się ze Szwecją i państwem polsko-litewskim, znokautowała Turcję.

zobacz więcej
Gerhard Schröder nie działał sam. Jak informuje „Deutsche Welle” centrum rosyjskich wpływów mieściło się w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, gdzie znajdują się niemieckie końcówki gazociągów Nord Stream i Nord Stream 2. Premier Meklemburgii Manuela Schwesig z SPD utrzymuje bliskie kontakty z Matthiasem Warnigiem, a jej minister finansów Heiko Geue pisał przemówienia dla Schrödera. Na terenie landu organizowany jest corocznie „Rosyjski dzień”. Politycy z Meklemburgii zasiadają też w różnych instytucjach lobbystycznych takich jak finansowana przez Nord Stream Fundacja Ochrony Klimatu i Środowiska Meklemburgii-Pomorza Przedniego oraz Niemiecko-Rosyjskie Partnerstwo. Z kolei na czele spółki córki Nord Stream 2 „Gas for Europe” stał do niedawna Dieter Haller, kierownik referatu w urzędzie kanclerskim z czasów, gdy Schröder kierował niemieckim rządem. Do bliskiego kręgu współpracowników Schrödera należał również zmarły w 2020 roku były minister gospodarki RFN Wolfgang Clement, założyciel Instytutu Wschodniego Wismar zajmującego się prawem i gospodarką w Rosji.

„Schröder pełnił rolę centrum rosyjskiej siatki wpływu w Niemczech” – podsumowuje dziś komentator „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Jednak wiadomo było o tym wcześniej, tyle że poprzednio nikomu to nie przeszkadzało. Układ z Rosją wydawał się przecież bardzo atrakcyjny dla Berlina. Uważano, że zaspokoi on żarłoczność Kremla, a przy okazji pozwoli Niemcom narzucać w Europie własne reguły gry. Fatalne skutki takiego myślenia ujawniły się po aneksji Krymu przez Rosję w 2014 roku, gdy Niemcy wraz z Francją przejęły pałeczkę w negocjacjach mińskich, które miały zakończyć konflikt na Ukrainie. Nieobecność Amerykanów podczas tych rozmów (inna rzecz, że Obama nie był nimi zbyt zainteresowany) doprowadziła do wieloletniego pata oraz rozgrywania Berlina i Paryża przez Moskwę, co pośrednio przyczyniło się do wybuchu obecnej wojny na Ukrainie. Angela Merkel, podobnie jak jej francuscy partnerzy, nie zdołała przeciwstawić się Rosji. Nic dziwnego, skoro Niemcy były już mocno uzależnione od rosyjskich dostaw gazu i surowców. Korupcyjna polityka Putina zaczęła przynosić Moskwie owoce.

Ostatni etap

Politykę Niemiec wobec Rosji otwarcie skrytykował dopiero Donald Trump, który zarzucił Berlinowi, że z gazowych miliardów finansuje rosyjskie zbrojenia. Amerykanie nałożyli na budowę Nord Streamu 2 sankcje, które uniemożliwiły uruchomienie gazociągu i poważnie skomplikowały relacje amerykańsko-niemieckie.
Inną politykę przyjął Joe Biden, który w obliczu narastającego konfliktu z Chinami, liczył początkowo na jakieś porozumienie z Rosją. Amerykańskie sankcje zostały więc cofnięte, ale gazociąg – napełniony już gazem technicznym – nie ruszył z powodu problemów z certyfikacją. Wówczas zniecierpliwiony Putin wkroczył do akcji i nakazał ograniczyć dostawy gazu do Europy, aby wywołać w ten sposób kryzys na rynku. Jednak na Kremlu po raz kolejny źle oceniono sytuację. Gazociąg nie został uruchomiony, a niska wiarygodność Rosji jako partnera biznesowego zaczęła się stawać oczywista nawet dla największych zwolenników współpracy z Moskwą.

Ostatni etap tej gry nastąpił już po inwazji Rosji na Ukrainę. Gdy okazało się, że podbój Ukrainy nie nastąpi tak szybko, jak spodziewał się tego Putin, skonstruowany przez niego korupcyjny układ legł w gruzach. Dymisje zaczęły się sypać jedna po drugiej. Nikt – oprócz kompletnie zagubionego Schrödera, który w nagrodę za swoje „zasługi” otrzymał stanowisko szefa rady dyrektorów koncernu naftowego Rosnieft' – nie chciał mieć już nic wspólnego z fanatycznym dyktatorem z Kremla. Jednak nikt nie miał również wyrzutów sumienia, chodziło tylko o ratowanie własnej skóry, gdy zrobiło się zbyt gorąco.

Konsekwencje zażyłości z Moskwą okazały się tragiczne, a winowajcy rozbiegli się jak szczury.

– Konrad Kołodziejski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Autor jest doktorem nauk społecznych i publicystą.

Do tematu agresji Rosji na Ukrainę będą w najbliższym tygodniu nawiązywać między innymi następujące programy:
- 25, 28 i 30 marca o godz. 18.30 w TVP Kultura „Informacje Kulturalne”;
- 25 marca o godz. 20.20 w TVP Historia z cyklu Teatr Historii spektakl „Krótki kurs medialny” Roberta Bruttera i Tomasza Wiszniewskiego, poprzedzony rozmową Mikołaja Mirowskiego z reżyserem dokumentalistą Karolem Starnawskim;
- 26 marca o godz. 18.20 w TVP Kultura „Co dalej?” – „Czy Zachód jest winny wojny na Ukrainie?”;
- 27 marca o godz. 11.35 w TVP Kultura „Trzeci Punkt Widzenia” – zagadnienia: rozmowy Emmanuela Macrona z Władimirem Putinem, zbiorowa odpowiedzialność Rosjan za wojnę na Ukrainie, stosunek papieża Franciszka do wojny na Ukrainie;
- 31 marca o godz. 18.30 w TVP Kultura „Co dalej?” – „Czy Związek Sowiecki był anty-Rosją?”;
- 31 marca o godz. 23.25 w TVP Historia „Rozróby u Kuby” poświęcone literaturze ukraińskiej.
Zdjęcie główne: Ówczesny premier Rosji Władimir Putin wraz z przewodniczącym Komitetu Akcjonariuszy Nord Stream AG Gerhardem Schröderem podczas ceremonii uruchomienia gazociągu Nord Stream w Wyborgu w obwodzie leningradzkim w Rosji, 170 km na zachód od Petersburga, niedaleko granicy z Finlandią, 6 września 2011 roku. Fot. Sasha Mordovets/Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jak działa Amnesty International?
Dlaczego obrońcy praw człowieka zaatakowali Ukrainę?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Gdy dusił, jedna z córek krzyczała: Tato, nie!
Żonę znaleziono w płytkim grobie, w wyniku pośmiertnego porodu poza jej ciałem leżał syn Nico.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Po prostu opoka. O. Jacek Salij
Ilu ludzi uchronił od nienawiści i ilu powstrzymał od chęci wymierzania zemsty?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Sport lokalny czy globalny
Spory: ręką czy nogą trwały długo, aż w końcu powstały odrębne przepisy dla rugby i piłki nożnej.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Słyszą, jak gdacze kura. Polacy pokochali wieś
Tylko w ubiegłym roku aż 50 tys. Polaków zdecydowało się na wyprowadzkę z dużych miast.