Cywilizacja

Światowy sport żyje z pieniędzy agresorów, zamordystów i satrapów. Takich jak Rosja, Chiny, Katar czy Arabia Saudyjska

Ani mundial, ani igrzyska olimpijskie nie zwracają się finansowo. Prawie wszyscy przekraczają planowane budżety i to znacznie. W demokracjach trzeba się z tego tłumaczyć, w państwach autorytarnych już nie.

Wojenna agresja Putina na Ukrainę wstrząsnęła światem. Skutki objęły wiele obszarów życia, w tym także sport. W takich sytuacjach należy się zachować co najmniej przyzwoicie. Polacy pokazują, co to znaczy. Niestety FIFA, UEFA i MKOl. mają z tym problem. Jak się wydaje moralnie wątpliwy.

Jednak globalne korporacje sportu nie mają, wbrew pozorom, problemów z moralnością. Wysocy przedstawiciele dokładnie wiedzą, co jest dobrem, a co złem. Dobro jest wtedy, gdy są pieniądze. Zło, kiedy kasa się urywa. Obecnie znaleźli się w tym drugim położeniu.

Na początku udawali, że nic się nie dzieje. Przecież wojna to sprawa polityczna, a sport nie ma przecież nic wspólnego z polityką. Jednak szybko zostali sprowadzeni na ziemię. Nie wątpię, że przez presję polityków. Niesmak opinii publicznej raczej ich nie rusza.

Rosyjską agresją przejęli się deklaratywnie, wydając stosowne oświadczenia. Zaraz potem zaczęli kombinować, co zrobić, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Najbardziej przejęci okazali się prominenci futbolu. Sankcje na Rosję to dla nich klęska..

Kawaler rosyjskiego Orderu Przyjaźni Gianni Infantino, służbowo prezydent FIFA o milutkiej ksywce „Piesek Putina”, niewątpliwie przeżywa traumę. Fotek z carem nie skasuje z internetu. Wdzięczności za wyróżnienie nie zatuszuje Photoshopem. Nie odwoła już swojego wyznania, że przyjaźń FIFA z Rosją trwać będzie wiecznie.

Podobno Władimir Putin nie lubi futbolu, ale lubi, jak świat go chwali, bo wtedy czuje się wielki. Ma do tego specjalne narzędzie o nazwie Gazprom, które pompuje ego dyktatora jako wielkiego dobroczyńcy najpopularniejszej dyscypliny na ziemi.

Wszyscy, i od dawna, wiedzą, że Rosja kupiła futbol, ten europejski i ten globalny, za pieniądze Gazpromu, o czym zdecydował Putin, więc to on faktycznie stał się właścicielem piłki nożnej z wyjątkiem części, którą przejęli szejkowie, zresztą idący za jego przykładem.

Pokaz ruskiej krzepy

Pieniądze Gazpromu nie są prywatnymi pieniędzmi Putina. Firma należy do państwa, ale państwo to Putin, więc ścieżka decyzyjna jest krótka, jak to w państwie reżymowym. Żadna decyzja nie wymaga uzasadnienia, ale ono istnieje i zawiera się w jednym słowie, oczywiście angielskim, żeby było światowo – sportwashing.

Sportwashing to rodzaj reklamy, której intencją jest wykazanie wyższości jednego produktu nad drugim. W tym przypadku – wyższości Wielkiej Rusi nad resztą, zatem reklama sprowadza się do propagandy, a jej uderzenie i zasiąg są potężne, ponieważ pieniądze są potężne.

Państwowy pokaz ruskiej krzepy, zdaniem Gazpromu i wodza nie ma, a jakże, nic wspólnego z polityką, gdyż mieć nie powinien, co uparcie deklaruje pan na Kremlu oraz jego gazowi akolici, być może będący na gazie, bo narracja jest od czapy.

Oczkiem w głowie sponsora był i pozostaje futbol. Szczodrość Gazpromu jest niebywała. Toteż luminarze futbolu pokochali sponsora od pierwszego wyłożenia kasy. Brali wszyscy, którym dawał, bez wyjątku. Nikt się nie obrażał na pieniądze od satrapy.
Prezydent Rosji Władimir Putin odznacza prezesa FiFA Gianniego Infantino Orderem Przyjaźni podczas ceremonii na Kremlu w roku 2019. Fot. EVGENIA NOVOZHENINA / Reuters / Forum
Logo firmy pojawiało się stopniowo na piłkarskich boiskach podczas mniejszych, a potem coraz bardziej prestiżowych imprez. Przez 16 lat Gazprom wspierał Schalke 04 Gelsenkirchen. Przez 12 lat Cerveną Zvezdę Belgrad, także Zenit Petersburg itd., itp.

Szybko nastał czas na wielką grę. Puchar i Superpuchar UEFA, Liga Mistrzów podniosły rangę Rosji do statusu ambasadora futbolu i sportu, bo sportwashing podbijał kolejne dyscypliny i widowiska, na których Gazprom nie oszczędzał.

Dla Putina sport był trampoliną wizerunkową. Im dłużej rządził, tym gorzej postrzegał go świat demokratyczny. Żaden dyktator długo nie wytrzyma w butach demokraty. Inwestowanie w sport pomagało mu podtrzymać iluzję, niestety zbyt długo.

I niestety z pomocą Zachodu. Zostawmy powiązania gospodarcze, skupmy się na sporcie. Putin ustanowił parę rekordów wszech czasów w finansowaniu światowych imprez, z czego dwa są wybitnie spektakularne z uwagi na rangę wydarzeń.

Na mundial w Rosji państwo wydało 14 miliardów dolarów, a na Zimowe Igrzyska olimpijskie w Soczi aż 50 miliardów. Za takie pieniądze można sobie kupić opinię najbardziej szczodrego sponsora sportu oraz markę władcy imperium.

Megalomania napędza Putina, nie ma takiej ceny, której nie byłby gotów zapłacić, żeby przejść do historii jako Władimir Wielki, co ilustruje choćby ludobójstwo na Ukrainie. Mały KGB-ista, podrzędny urzędnik cierpi niewątpliwe na nieuleczalny kompleks niższości, który przykrywa butą, arogancją i władczymi pozami.

Państwowe miliardy i przelana krew to jego psychoterapia. Borys alkoholik popełnił koszmarny błąd, promując swego następcę. Kompleksy małych ludzi bywają zabójcze, ale są tacy, którzy potrafią to wykorzystać. W tym szeregu stanęli ochoczo bossowie sportu.

Coraz trudniej znaleźć frajera...

Funkcjonariusze FIFA, UEFA, MKOl. przez lata nie mogli się nachwalić dobrodzieja. Zwłaszcza, że potrafił grać w ich drużynie. Kiedy Sepp Blatter, poprzednik Infantino, został oskarżony o korupcję, Putin oświadczył, że nie zasługuje on na więzienie, lecz na Pokojową Nagrodę Nobla.

FIFA stanęła murem za Rosją obwinianą o państwowy doping, który długo tuszował Lamine Diack, szef światowej federacji lekkoatletycznej za jedyne 2 miliony dolarów łapówki. Zresztą w tematach korupcyjnych Putin i sportowi przyjaciele świetnie się dogadywali.

Gdy pierwszy raz w historii na kongresie FIFA wybrano jednocześnie dwóch gospodarzy mistrzostw świata, Rosję i Katar, od razu wypłynęły informacje o ustawce. Oba kraje zaprzeczały jakimkolwiek działaniom korupcyjnym, ale na próżno.

Jack Werner z Trynidadu przyznał, że otrzymał 5 mln dolarów łapówki, transferowanej przez firmy słupy, za głos na Rosję. Rafael Salguero z Gwatemali przyznał się do miliona. Ponad połowę głosujących, włącznie z Blatterem, oskarżano o „nieprawidłowości”.

Siatka agentów wpływu Putina w Europie

Jak lobbyści Kremla sterowali zachodnią polityką.

zobacz więcej
Ani mundial, ani igrzyska olimpijskie nie zwracają się finansowo. Prawie wszyscy przekraczają planowane budżety i to znacznie. W demokracjach trzeba się z tego tłumaczyć, w takich państwach jak Rosja, Chiny, Katar czy Arabia Saudyjska już nie.

W systemach autokratycznych praktycznie nie ma problemu z pieniędzmi wydawanymi na działania wizerunkowe z wkładką sportową. Jedni to robią, żeby podkreślić i utrwalić swą mocarstwowość. Inni dlatego, żeby w ogóle zaistnieć na mapie świata.

O Katarze czy Bahrajnie świat dowiedział się poprzez sport. To działa od czasu podziału Niemiec na dwa państwa. Komuniści z NRD zrozumieli ten mechanizm najszybciej. Zachód mógł się z nimi nie liczyć, ale ze sportem ich produkcji musiał.

W latach 70. XX wieku sport był inny niż obecnie pod wieloma względami. Proces komercjalizacji zaledwie pączkował. Kalendarze imprez międzynarodowych nie były tak przeładowane. W ogólnym bilansie sport był tańszy niż jest dzisiaj.

Odkąd stał się globalnym biznesem, to pieniądze, a nie zasady, stały się najważniejsze. Kto ma kasę, ten rządzi w sporcie mniej lub bardziej bezpośrednio. Autokraci mają niemal nieograniczone zasoby finansowe, toteż sport obficie z tego korzysta.

Tym chętniej im bardziej kurczy się rynek prestiżowych, a zatem najbardziej kosztownych widowisk. Widać to jak na dłoni w ruchu olimpijskim. Coraz trudniej jest znaleźć „frajera”, który chce organizować igrzyska. Demokraci się bronią, dyktatorzy przeciwnie.

Tortury, więzienia, egzekucje. I co?

FIFA, UEFA, MKOl. należą do cywilizacji opartej na demokratycznych wartościach, podstawowych prawach człowieka, na pokojowym współistnieniu. Jednak ustawiają się w kolejce do zamordystów, satrapów, agresorów, a nawet do promotorów terroryzmu niestety.

Kasa ma być, nieważenie, kto płaci. Tak to działa. A to się nazywa hipokryzja. Organizacja Human Rights Watch w najnowszym raporcie ogłosiła stan katastrofy w zakresie praw człowieka w Chinach. Skrajnym przykładem jest los Ujurgów.

Ponad milion osób należących do mniejszości muzułmańskiej zamknięto w tzw. „obozach reedukacyjnych”, gdzie są torturowani. Zarazem są to poligony doświadczalne, na których sprawdza się nowe technologie jako instrument represji.

Pekin stworzył najbardziej wnikliwy system inwigilacji, jaki kiedykolwiek istniał. Przeciwnicy reżymu poddawani są przymusowej indoktrynacji. Jakakolwiek krytyka jest niemożliwa z powodu drakońskiej cenzury. I co?

Chiny dostają od MKOl. nie jedno, a dwa igrzyska olimpijskie. Letnie w 2008 roku oraz zimowe 2022. Ale na tym nie koniec. W 2015 od międzynarodowej federacji lekkoatletycznej Pekin otrzymał też mistrzostwa świata.

W Katarze od 1868 roku rządzi dynastia rodu Al Sani. Aktualnym emirem jest Tamim ibn Hamad Al Sani. Państwo to księstwo z rządem i premierem, Radą Doradczą, ale bez parlamentu i partii politycznych. Ma jedne z najbogatszych zasobów gazu ziemnego, ale i ropę.
Szejk Tamim ibn Hamad Al Sani, emir Kataru (w środku) z prezesem FIFA Giannim Infantinim (z prawej) w czasie finałowego meczu Pucharu Narodów Arabskich w Katarze w 2021 roku. Fot. Tnani Badreddine ATPImages/Getty Images
Władze politycznie lawirują. Katar popierał Irak w wojnie iracko-irańskiej, ale potępił agresję Iraku na Kuwejt z uwagi na Amerykanów. W 2017 roku część państw arabskich zerwała stosunki dyplomatyczne z Katarem z powodu wspierania przez to państwo terroryzmu. I co?

Katar zorganizował mistrzostwa świata w piłce ręcznej mężczyzn, mistrzostwa świata w kolarstwie szosowym, a od FIFA dostał mundial, dzięki owocnej „współpracy” oraz „braterskiej” pomocy udzielonej przez Rosję Putina.

Z kolei Arabia Saudyjska to monarchia absolutna. Formalnie jest królestwem, które nie ma konstytucji, chociaż król pełni funkcję premiera. Salman ibn Abd al-Aziz Al Su'ud mocno trzyma lejce władzy. Freedom Hause zaliczyła Arabię do państw systematycznie łamiących prawa człowieka.

W 2016 roku przeprowadzono w tym kraju masową egzekucję, zabito 47 osób. Zdecydowana większość obywateli wyznaje sunnizm, odmianę islamu. Wolność religijna nie istnieje. Wyznawcy innej wiary karani są chłostą, obcinaniem kończyn albo egzekucją. I co?

Dynamiczny rozwój globalnego sponsoringu, poczynając od futbolu przez boks, szachy, wrestling, jeździectwo, Formuła 1, Rajd Dakar, Formuła E, snooker, golf, tenis, jest wszędzie, i wszędzie tych sponsorów widać. Rzecz jasna najbardziej zaistnieli w futbolu.

W 2021 roku doszło do historycznej transakcji. Saudyjczycy wykupili Newcastle United, a na czele klubu stanął książę Muhammad ibn Salman. Postać ciekawa, która pozostaje w cieniu, ale w koronie królestwa jest brylantem sportowego marketingu.

Sponsorowanie piłki nożnej doradził mu serdeczny przyjaciel, Władimir Władymirowicz Putin, a nawet wprowadził go w środowisko. Dzisiaj Infantino, Putin i on to prawie trzech przyjaciół z boiska.

Po prostu żenada

W powyższym kontekście obecne pląsy największych i najbogatszych federacji międzynarodowego sportu są wręcz żałosne. Zbrojna agresja na Ukrainę potwierdziła, że król jest nagi. Gdy tam już spadały bomby, oni kombinowali, jak rozegrać baraże. Po prostu żenada.

Kiedy dostali kopa w d..., niewątpliwie od swych politycznych promotorów, zaczęli wymyślać sankcje na rosyjski sport i sportowców. Ale bez brawury, raczej na pół gwizdka. MKOl. ogłosił, że tak być nie może, gdyż złamany został olimpijski mir.

Nic o mordach na dzieciach i kobietach. Nic o zrujnowanych miastach i osiedlach. Nic o zbrodniach Putina na ludności cywilnej. Tak bardziej delikatnie i kulturalnie, żeby przypadkiem nie zabolało.

Infantino fika na rzęsach, żeby nie wkurzyć ani nie urazić dobrodzieja. Chłopisko stanęło przed klasycznym dylematem - jak zjeść ciasto i mieć ciastko? Idzie mu nietęgo, żongluje terminami. Jest w panice, bo na końcu tunelu może zgasnąć świetlisty baner z napisem Gazprom.

Niektórzy rosyjscy sportowcy użalają się nad sobą, twierdząc, że nie są niczemu winni, więc dlaczego mają być karani? Władek Komar, świętej pamięci, miałby na to gotową odpowiedź. „Najkrótsza droga do rozumu prowadzi przez tyłek”.

Brudne pieniądze, chciwe karzełki o lepkich rękach i rodzinne interesy korupcyjne. Sekrety olimpijskiej idei

Koszt jednego medalu zdobytego przez Polaka na igrzyskach w Rio de Janeiro to 36 milionów złotych.

zobacz więcej
Na Ukrainę nie napadli Mongołowie, tylko Rosjanie. Rosyjscy sportowcy są obywatelami kraju agresora, który dopuszcza się zbrodni ludobójstwa. Są nie tylko mieszkańcami imperium zła. Są jego idolami, firmówkami wizerunku dyktatury. Trzeba dorosnąć dzieciaki!

Paradoksalnie zachowania ważnych działaczy sportowych, potwierdzają kultową zasadę olimpijską, że sport nie ma nic wspólnego z polityką i mieć nie powinien. Tyle że w sposób zdeformowany i nieakceptowalny.

Nic to wojna w Ukrainie, nic to prześladowanie Ujgurów, co tam terroryzm Katarczyków czy egzekucje innowierców w Arabii Saudyjskiej. Najważniejsze, żeby kasa się zgadzała. Nasza chata z kraja, a jedyny konkret to zysk. Myśmy są przecież apolityczni!

No, w mordę jeża, nie tak miało być! Sport miał być przykładem czystej gry. Pokoju i przyjaźni między narodami. Szlachetną inspiracją osobistego rozwoju w dążeniu do doskonałości. Szkołą charakterów, źródłem wartości i zasad. Jednak ludzie to spieprzyli.

Nie chce mi się gadać o bzdetach w rodzaju, z kim zagramy w barażach albo co z siatkarskim mundialem? Wojna to nie czas na gry i zabawy. Nie przejdzie demagogia w stylu – pokażmy Putinowi, że dobro zwycięża, więc żyjmy sobie normalnie.

Dziś nic nie jest normalne i nie będzie, dopóki na Kremlu siedzi oprawca. Teraz nie ma nic ważniejszego od zatrzymania wojny, która może podpalić świat. Polecam to uwadze dygnitarzy od sportu, którzy tak chętnie kolaborowali z Putinem.

Ogarnijcie się chłopaki! Raczej skupcie się na tym, jak odciąć źródło zła. Przestańcie kombinować, co zrobić, żeby nie odcięto was od kasy. Bo jak się nie uda to pierwsze, to drugie nie będzie mieć znaczenia. Wszyscy żyjemy na jednej planecie.

Jednak nie da się wszystkiego zwalić na globalizację. Ona oczywiście ma swoje pozytywne i negatywne strony. Pozytywem jest choćby to, że w każdym kraju na Ziemi wiadomo, gdzie szukać hamburgera albo w jakim sektorze Lidla można znaleźć dżinsy.

Negatywem jest to, co miało być pozytywem, mianowicie globalna uniformizacja. Gdy pęka jedno ogniwo, sypie się cały łańcuch. I tak jest teraz z wojną Putina na Ukrainie i ze sportem. Dopływ rosyjskiej gotówki może zostać przerwany. A to oznacza katastrofę dla sportu.

Nie dlatego, że tak musiało być. Tylko przez chciwość, wygodnictwo i zakłamanie korporacji, które sportem zarządzają. A w praktyce przez wyprzedaż trudnych do spełnienia ideałów za łatwe pieniądze. Obawiam się, że to się nie zmieni.

Nawet po szczęśliwym zakończeniu wojennej tragedii, nie znikną z tej planety dyktatorzy, którzy będą dysponować fortunami. Zawsze znajdzie się taki, który krzyknie – daję! Po drugiej stronie usłyszy – bierzemy! Oby w sporcie było ich jak najmniej.

– Marek Jóźwik

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Władimir Putin z niepełnosoprawnym pływakiem Andriejem Graniczką podczas spotkania z tokijskimi medalistami igrzysk paraolimpijskich we wrześniu 2020 Fot. Valery Melnikov/ / TASS / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jak działa Amnesty International?
Dlaczego obrońcy praw człowieka zaatakowali Ukrainę?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Gdy dusił, jedna z córek krzyczała: Tato, nie!
Żonę znaleziono w płytkim grobie, w wyniku pośmiertnego porodu poza jej ciałem leżał syn Nico.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Po prostu opoka. O. Jacek Salij
Ilu ludzi uchronił od nienawiści i ilu powstrzymał od chęci wymierzania zemsty?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Sport lokalny czy globalny
Spory: ręką czy nogą trwały długo, aż w końcu powstały odrębne przepisy dla rugby i piłki nożnej.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Słyszą, jak gdacze kura. Polacy pokochali wieś
Tylko w ubiegłym roku aż 50 tys. Polaków zdecydowało się na wyprowadzkę z dużych miast.