Cywilizacja

W ludziach obudziły się radzieckie instynkty, radziecki duch. Podwórko Putina

„Chciałbym poinformować”, powiedział Putin podczas bankietu, „że grupa tajnych agentów FSB oddelegowana do zadań przy rządzie federalnym z powodzeniem wykonała pierwszy zestaw zadań”.

Fragmenty książki „Putin. Człowiek bez twarzy” w przekładzie Julii Szajkowskiej i Magdy Witkowskiej drukujemy dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka.

Władimir Putin objął urząd prezydenta Rosji 7 maja 2000 roku. Gwoli ścisłości należałoby dodać, że była to pierwsza tego typu ceremonia w historii kraju, bo Jelcyn został wybrany na pierwszą kadencję, gdy Rosja wchodziła jeszcze w skład Związku Radzieckiego.

Putin miał więc okazję zdecydować o przebiegu uroczystości. Zgodnie z jego życzeniem ceremonia, którą pierwotnie zaplanowano w modernistycznym Pałacu Zjazdów, gdzie zbierała się na kongresy partia komunistyczna i gdzie organizowali konferencje przedstawiciele administracji Jelcyna, została przeniesiona do historycznego Wielkiego Pałacu Kremlowskiego, niegdysiejszej rezydencji carów.

Putin przemaszerował korytarzem po długim czerwonym dywanie, wymachując przy tym lewą ręką i trzymając prawą dziwnie nieruchomo, lekko ugiętą w łokciu. Rosyjscy telewidzowie mieli się szybko przyzwyczaić do tego charakterystycznego chodu; jeden z amerykańskich obserwatorów wysunął nawet przypuszczenie, że Putin mógł doznać urazu przy porodzie albo udaru jeszcze w łonie matki.

Mnie się wydaje, że ten sposób poruszania się nie ma w sobie niczego tajemniczego. To po prostu krok typowy dla osoby, która wszystkie swoje działania publiczne podejmuje mechanicznie, z niechęcią, i której każdy ruch epatuje skrajną czujnością i równie skrajną agresją. (…)

Nasz Andropow

Na ceremonię inauguracyjną zaproszono pięciuset gości, a wśród nich nadzwyczaj duże grono ludzi w mundurach. Wśród przybyłych szczególną uwagę zwracał Władimir Kriuczkow, były szef KGB i jeden z organizatorów zamachu w 1991 roku.

Relacjonujący uroczystość reporter określił go jako „starego człowieka niskiej postury, który stał z trudem i podniósł się z krzesła tylko raz, gdy grano hymn państwowy”.

Kriuczkow był ośrodkiem zainteresowania, ponieważ siedział z dala od pozostałych gości i raczej nie można było powiedzieć, że zalicza się do współczesnej rosyjskiej elity politycznej. Niemniej jednak nikt nie zgłosił publicznego sprzeciwu wobec udziału w tej ceremonii człowieka, który do tłumienia rosyjskiej demokracji usiłował użyć armii.

Kriuczkow spędził siedemnaście miesięcy w więzieniu; amnestionowano go decyzją parlamentu w 1994 roku.

W większości relacji prasowych z inauguracji po prostu zignorowano jego obecność; dziennik „Kommiersant” wspomniał o tym zaledwie w dwudziestym z trzydziestu czterech akapitów artykułu. Gdyby dziennikarze wykazali się większą dalekowzrocznością, zapewne poświęciliby wydarzeniu zdecydowanie więcej uwagi, ponieważ tamtego dnia Rosja świętowała nie tylko zmianę przywódcy, ale również zmianę reżimu. I Kriuczkow przybył, aby ten nowy reżim powitać.
7 maja 2000. Inauguracja nowego prezydenta Rosji Władimira Putina na Kremlu. Obok ustępujący prezydent Borys Jelcyn. Fot. Newsmakers/Getty Images
Zaledwie kilka miesięcy wcześniej, 18 grudnia 1999 roku – na dwa tygodnie przed przejęciem obowiązków prezydenta – Putin przemawiał podczas bankietu z okazji rocznicy utworzenia radzieckiej tajnej milicji. Była to mroczna środowiskowa uroczystość, która w nadchodzących latach miała dopiero zyskać na znaczeniu (na ulicach zaczną się pojawiać gratulacyjne transparenty, a media będą relacjonować obchody).

„Chciałbym poinformować”, powiedział Putin podczas bankietu, „że grupa tajnych agentów FSB oddelegowana do zadań przy rządzie federalnym z powodzeniem wykonała pierwszy zestaw zadań”. Zgromadzone na sali szefostwo służb specjalnych zaniosło się śmiechem.

Putin bagatelizował potem to stwierdzenie, mówiąc, że był to żart. Niemniej jednak jeszcze tego samego dnia odsłonił odnowioną tablicę pamiątkową umieszczoną na ścianie budynku FSB, przypominającą całemu światu o tym, że to właśnie w tym miejscu pracował Jurij Andropow, jedyny szef tajnej milicji, który zajmował stanowisko sekretarza generalnego partii komunistycznej.

Zmiana reżimu

Ponieważ można było odnieść wrażenie, że kampania wyborcza Putina i sam Putin funkcjonują jakby niezależnie od siebie, między grudniem a dniem inauguracji prezydent podjął kilka innych działań publicznych. Na premiera wybrał sobie człowieka, którego imponująca sylwetka, gromki bas, hollywoodzka aparycja i białozębny uśmiech maskowały brak politycznych ambicji. Można było odnieść wrażenie, że Michaił Kasjanow urodził się biurokratą. Przeszedł kolejne szczeble radzieckich urzędów państwowych, bez problemu odnajdywał się w pracy ministerialnej w rządach Jelcyna, a tuż przed nominacją został ministrem finansów.

Siedem godzin, które wstrząsnęły Rosją. Czyli jak Putin zostaje dożywotnim „przywódcą narodu”

Zapowiedział radykalne zmiany w konstytucji. Poważne ograniczenie kompetencji prezydenta oznacza, że to stanowisko już go nie interesuje.

zobacz więcej
„Zadzwonił do mnie 2 stycznia, zaledwie trzy dni po ogłoszeniu przez Jelcyna rezygnacji ze stanowiska”, powiedział mi Kasjanow. „Przedstawił warunki objęcia przeze mnie teki. Stwierdził: «Dopóki nie będziesz wścibiał nosa na moje podwórko, będziemy się dogadywać»”.

Kasjanowa, któremu język ulicy w żadnym razie nie był obcy, zaskoczyła nie tyle sama myśl, ile sposób jej przekazania. Konstytucja przyznaje premierowi szeroką władzę nad służbami mundurowymi, tymczasem Putin dał kandydatowi na swojego pierwszego ministra do zrozumienia, że jeśli chce objąć urząd, musi się tej władzy zrzec. Kasjanow zgodził się bez wahania, prosząc w zamian o zgodę na realizację planu reform gospodarczych. Targu dobito i Putin powołał go na stanowisko pierwszego wicepremiera, obiecując mu jednocześnie tekę premiera zaraz po objęciu urzędu prezydenta. W praktyce to Kasjanow kierował pracami rządu.

Putin skupił się na przygotowywaniu tego, co nazywał „swoim podwórkiem”. W pierwszym dekrecie wydanym po przejęciu obowiązków prezydenta przyznał immunitet Borysowi Jelcynowi.

Drugi dekret zawierał nową rosyjską doktrynę wojskową. Odrzucał starą politykę nieużywania broni atomowej do działań zaczepnych, podkreślając prawo do wykorzystania jej, „jeżeli wszelkie inne środki rozwiązania konfliktu zostaną wyczerpane lub uznane za nieskuteczne”. Wkrótce na mocy kolejnego dekretu przywrócono obowiązkowe szkolenia rezerwistów (czyli wszystkich Rosjan płci męskiej zdolnych do służby wojskowej), które wcześniej zarzucono – ku wielkiej radości rosyjskich żon i matek – po wycofaniu radzieckich wojsk z Afganistanu. Dwa spośród sześciu paragrafów tego dekretu objęto klauzulą tajności, z czego można było wnioskować, że dotyczą kwestii ewentualnego kierowania rezerwistów do Czeczenii.

Kilka dni później Putin wydał zarządzenie, na mocy którego czterdziestu ministrów rządu oraz innych urzędników uzyskało prawo klasyfikowania informacji jako tajnych. Ta decyzja stanowiła wyraźne naruszenie konstytucji. Putin wprowadził ponownie szkolenie wojskowe do szkół ponadpodstawowych, zarówno publicznych, jak i prywatnych. Z nauczania przedmiotu obejmującego rozkładanie, czyszczenie i składanie kałasznikowów zrezygnowano w okresie pieriestrojki. Podsumowując, sześć z jedenastu dekretów wydanych przez Putina w ciągu pierwszych dwóch miesięcy sprawowania władzy prezydenckiej dotyczyło kwestii wojskowości.
Pierwsze posiedzenie zreformowanej przez Putina Rady Federacji w październiku 2000 roku. Fot. Reuters Photographer / Reuters / Forum
Dwudziestego siódmego stycznia Kasjanow ogłosił podniesienie wydatków na obronność o 50 procent, mimo że jego kraj nie był w stanie wypełniać swoich międzynarodowych zobowiązań finansowych, a większość mieszkańców z dnia na dzień pogrążała się w ubóstwie.

Gdyby ktokolwiek w Rosji lub poza nią pochylił się przez chwilę nad tym wszystkim, stałoby się dla niego jasne, jaki reżim ukształtował się w ciągu zaledwie kilku tygodni tymczasowego sprawowania przez Putina najwyższego urzędu w państwie. Kraj był zbyt pochłonięty nadchodzącym wyborem wyobrażonego prezydenta, a świat zachodni miał dopiero za kilka lat zwątpić w słuszność tej elekcji.

Trzynastego maja 2000 roku, na sześć dni przed oficjalną inauguracją kadencji prezydenckiej, Putin podpisał swój pierwszy dekret i przedłożył propozycję pakietu ustaw, które wszystkie miały na celu – jak to ujął – „wzmocnienie osi władzy”. Stały się one początkiem głębokiej restrukturyzacji porządku federalnej Rosji. Inaczej rzecz ujmując, zapoczątkowały demontaż istniejących w kraju demokratycznych struktur.

Jeden z tych aktów prawnych umożliwiał zastąpienie wybranych członków wyższej izby parlamentu mianowanymi: po dwóch z każdego z osiemdziesięciu dziewięciu regionów Rosji; jednego nominowałby gubernator, drugiego zaś władza ustawodawcza.

Krew na ulicach Moskwy… Władza gotowa jest wsadzać opozycjonistów do więzień na lata

Czy obóz Putina „trenuje” zarządzanie w realiach stanu wojennego?

zobacz więcej
Inna ustawa pozwalała usuwać z urzędu gubernatorów powoływanych w drodze wyboru, gdyby zaistniało choćby podejrzenie nieprawidłowości (decyzja sądu nie była potrzebna). Na mocy dekretu prezydent delegował swoich przedstawicieli do siedmiu dużych okręgów, z których każdy obejmował kilkanaście regionów zarządzanych przez obieralnych przedstawicieli władzy ustawodawczej i gubernatora. Mianowani przez prezydenta wysłannicy mieli nadzorować ich pracę.

Już to przerabialiśmy

Putin usiłował się w ten sposób uporać z bardzo realnym problemem. W 1998 roku, gdy Rosja straciła zdolność obsługi zadłużenia zagranicznego i pogrążyła się w głębokim kryzysie ekonomicznym, Moskwa zapewniła regionom szeroką autonomię w zakresie zarządzania lokalnym budżetem, wyznaczania stawek podatkowych i pobierania podatków oraz prowadzenia polityki gospodarczej. Z tych i innych powodów Federacja Rosyjska stała się strukturą tak słabo powiązaną, że w przypadku dalszego rozluźnienia nie można by już, przynajmniej teoretycznie, mówić o istnieniu jednego państwa.

Ponieważ stanowiło to realny problem, liberalni politycy rosyjscy, którzy jeszcze wtedy wierzyli, że Putin jest jednym z nich, nie krytykowali tego rozwiązania, chociaż stało ono w jawnej sprzeczności z duchem, a być może nawet i z literą konstytucji z 1993 roku.

Wśród siedmiu namiestników Putina znalazło się tylko dwóch cywilów, z czego jeden najprawdopodobniej pracował kiedyś jako tajny agent KGB (Leonid Draczewski, pracował w rosyjskich placówkach dyplomatycznych w Hiszpanii i w Polsce) . Wysłannikami zostało dwóch oficerów KGB z Leningradu (Wiktor Czerkiesow i Georgij Połtawczenko), jeden generał milicji (Piotr Łatyszew) oraz dwóch generałów armii, którzy dowodzili oddziałami w Czeczenii (Wiktor Kazancew i Konstantin Pulikowski). Teraz więc nadzór nad pracą gubernatorów, wyłanianych w wyborach powszechnych, sprawowali mundurowi. Mało tego, rząd federalny mógł usunąć ze stanowiska gubernialne władze z byle powodu.
Rok 1999. Jeszcze prezeydent Borys Jelcyn z Borysem Bieriezowskim. Fot. SHONE/Gamma-Rapho via Getty Images
Odosobniony sprzeciw wobec nowych rozwiązań prawnych zgłaszał Borys Bieriezowski, a ściślej rzecz biorąc, mój stary znajomy Aleks Goldfarb, przebywający na emigracji niegdysiejszy dysydent, który jeszcze rok wcześniej gotów był ulec urokowi Putina. To on napisał błyskotliwą krytykę prezydenckiego dekretu i projektów ustaw, która została opublikowana pod nazwiskiem Bieriezowskiego w „Kommiersancie”:

„Chcę podkreślić, że za najważniejszy owoc prezydentury Jelcyna należy uznać zmianę mentalności milionów ludzi: ci, którzy byli kiedyś niewolnikami w pełni zależnymi od woli swoich szefów lub państw, stali się wolnymi ludźmi, decydującymi o własnym losie. W społeczeństwie demokratycznym prawa istnieją po to, aby chronić wolność jednostki. (…) Proponowane ustawy spowodują ograniczenie niezależności i wolności obywatelskich dziesiątek tysięcy rosyjskich polityków wysokiego szczebla, ponieważ zmuszą ich do podporządkowania się jednej osobie i postępowania zgodnie z jej wolą. Już to przerabialiśmy!”. Nikt nie zwrócił na ten głos uwagi.

Natomiast ustawy gładko przeszły przez parlament. Powołanie prezydenckich przedstawicieli przyjęto bez protestów. Zaraz potem stało się dokładnie to, co przewidywał w swoim liście Bieriezowski, przy czym zachodzące zmiany daleko wykraczały poza ramy prawne ustanowione przez Putina. Coś się zmieniło, nagle i zauważalnie, jak gdyby dźwięki nowego starego radziecko-rosyjskiego hymnu narodowego zwiastowały wszystkim nastanie nowej ery. W całym kraju w ludziach obudziły się na nowo radzieckie instynkty, w jednej chwili wstąpił w nich radziecki duch.

Śmierć Litwinienki

Na dzień czy dwa przed zapadnięciem w śpiączkę Litwinienko podyktował oświadczenie, które miało zostać opublikowane w przypadku jego śmierci. Spisał je Aleks Goldfarb. Rozpoczynało się od trzech akapitów z podziękowaniami dla lekarzy, Wielkiej Brytanii i Mariny [żony] , dalej zaś znajdowały się słowa:

Rosyjska jednostka specjalna nr 29155. Otrucia, eksplozje i zamachy?

Dziś znamy wiele nazwisk i wizerunków jej agentów. Znamy nawet jej dowódcę.

zobacz więcej
„Leżę tu i czuję wyraźnie obecność anioła śmierci. Nadal istnieje szansa, że zdołam mu się wymknąć, ale obawiam się, że moje nogi nie są tak szybkie jak kiedyś. Chyba nadszedł już czas, żeby skierować kilka słów do człowieka, który ponosi odpowiedzialność za to, w jakim stanie się obecnie znajduję. Być może zdoła Pan mnie uciszyć, ale za tę ciszę będzie musiał Pan zapłacić. Udowodnił Pan już, że jest dokładnie tak bezwzględnym barbarzyńcą, jakim przedstawiają Pana Pańscy najbardziej surowi krytycy. Zademonstrował Pan, że nie ma żadnego poszanowania dla ludzkiego życia, wolności ani innych cywilizacyjnych wartości . Pokazał Pan, że nie zasługuje na swoje stanowisko i że nie zasługuje na zaufanie cywilizowanych ludzi. Być może zdoła Pan zamknąć usta jednemu człowiekowi, ale głosy protestu z całego świata będą pobrzmiewać Panu, Panie Putin, do końca Pańskich dni. Niech Bóg Panu wybaczy to, co Pan zrobił, nie tylko mnie, ale mojej ukochanej Rosji i jej narodowi” .

Na kilka godzin przed śmiercią Litwinienki lekarzom w końcu udało się zidentyfikować truciznę. Okazał się nią polon, wysoce radioaktywna substancja, która w przyrodzie występuje w bardzo niewielkich ilościach, ale którą można wyprodukować. Policja poinformowała o tym krewnych i bliskich Litwinienki krótko po jego zgonie.

Zamordowanie Aleksandra Litwinienki było bez wątpienia dziełem rosyjskiego rządu i zostało zatwierdzone na samej górze. Polon-210, który został wykorzystany do tego celu, wytwarzany jest wyłącznie w Rosji, jego produkcja i eksport są ściśle kontrolowane przez federalne organy odpowiedzialne za nadzór nad energią jądrową, a pozyskanie potrzebnej ilości wymaga interwencji na samej górze, i to już na wczesnym etapie procesu produkcji.
Wdowa po Aleksandrze Litwinience, Marina ogłasza powstanie fundacji imienia zamordowanego męża. Fot. Stefan Rousseau - PA Images/PA Images via Getty Images
Zgoda na takie działanie musiała zostać wydana w gabinecie samego prezydenta. Innymi słowy, rozkaz zabicia wyszedł od Władimira Putina. (…)

Pomyłka Obamy

Pod koniec marca 2014 roku prezydent Barack Obama spotkał się w Brukseli z pozostałymi przywódcami krajów NATO, by omówić sprawę Rosji i Ukrainy. Wtedy też wygłosił jedną ze swoich jasnych, przekonujących mów. „Nie mamy tu do czynienia z kolejną zimną wojną” – stwierdził. „Ostatecznie Rosja, w odróżnieniu od Związku Radzieckiego, nie stoi na czele bloku innych państw, nie przewodzi żadnej ogólnoświatowej ideologii”.

Prezydent Obama nie mógł się bardziej mylić. Przeoczył transformację Putina z biurokraty, któremu przypadkiem powierzono władzę nad ogromnym krajem, w ogarniętego megalomanią dyktatora przekonanego o potrzebie niesienia misji cywilizacyjnej, z którym najwyraźniej sympatyzowali mieszkańcy jego kraju.

Transformacja ta zaszła nagle i niespodziewanie – ludzie odpowiedzialni za prowadzenie polityki zagranicznej w Stanach Zjednoczonych, przywykli do wspólnych obrad i dysput, dopiero co nauczyli się dostrzegać w Putinie autokratę, a pogląd ten stał się już nieaktualny. Ważniejsze jednak w tej chwili było to, że Putin wywrócił do góry nogami cały porządek świata zaprowadzony po drugiej wojnie światowej, uważając przy tym, że został natchniony i ma pełne prawo dokonywać kolejnych aktów agresji.

Po raz pierwszy chyba to amerykański prezydent tkwił ciągle w przeszłości, opisywał stan świata – i postawę Putina – sprzed kilku lat, może nawet sprzed kilku miesięcy.

Ale w tym czasie Putin odkrył już nową ideologię i zaczął wprowadzać ją w życie. Tym razem to rosyjski prezydent wybiegał wzrokiem naprzód i widział wojnę totalną prowadzoną przeciwko Zachodowi i wyznawanym tam wartościom.

Zanim zachodni politycy zrozumieją w pełni wagę tej przemiany i związane z nią niebezpieczeństwo, Putin odniesie niejedną wiktorię, a ofiarami jego działań padnie wielu ludzi. Jednak ostatecznie największą cenę zapłaci Rosja – kraj, w którym krótki i delikatny flirt z koncepcjami postępu i demokracji, do jakiego doszło w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, będzie postrzegany jako anomalia – jeśli w ogóle ktoś będzie o nim pamiętać – i który znów zaczyna budować swoją przyszłość na fundamencie walki z Zachodem i stara się oddzielić od reszty świata.

– Masha Gessen

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Tytuł i śródtytuły od redakcji. Zdjęcie autorki Ernesto Distefano/Getty Images
Książkę Mashy Gessen wydał dom wydawniczy Prószyński i S-ka
O książce

W wydanej przez wydawnictwo Prószyński Media książce „Putin. Człowiek bez twarzy” wystąpią wszyscy, których moskiewski dyktator zdołał już usunąć ze swej drogi czy nawet z tego świata: nie żyją deputowana do Dumy Galina Starowojtowa, dziennikarka Anna Politkowska, Aleksander Litwinienko, nie żyją dzieci ze szkoły w Biesłanie i widzowie moskiewskiego teatru, gdzie tak usuwano terrorystów, że zginęła większość zakładników. Uciszony został Michaił Chodorkowski, nie mają szans na działanie nieliczni opozycjoniści.

Działania Putina, w wyniku których jedni ginęli, a inni uciekali za granice, prowadzone były niejako na oczach całego świata, ale jego rozmówcy z pierwszych stron gazet zachowywali się tak jakby nic się nie stało. Jakby nie było wojny Czeczenii, ataku na Gruzję, zajęcia Doniecka z Ługańskiem, aneksji Krymu.

„Nigdy nie zdołałam odkryć, kto zlecił zabójstwo Starowojtowej (dwaj skazani po latach mężczyźni byli tylko wynajętymi bandytami), nie udało mi się też dowiedzieć, dlaczego wydano na nią wyrok. Zrozumiałam natomiast, że przez całą dekadę, gdy ja i moi rówieśnicy budowaliśmy swoje życie w nowym państwie, równolegle do naszego świata powstawał inny, w którym udoskonalano i utrwalano struktury znane z czasów Związku Radzieckiego. W tym samym czasie stworzono system rządów, który za wszelką cenę starał się usunąć swoich wrogów – zamknięty, paranoidalny twór, pragnący władzy absolutnej lub zniszczenia tego, czego nie może kontrolować” – pisze Masha Gessen, która od 2014 roku mieszka w USA.

Dziennikarska karierę zaczynała w Rosji wolnej od totalitaryzmu – jak się jej wydawało.

„Dla mnie – w chwili rozpadu Związku Radzieckiego miałam lat dwadzieścia cztery – i moich rówieśników lata dziewięćdziesiąte były czasem rozwoju oraz budowania tego, co uznawaliśmy za podwaliny nowego systemu. Mimo że przestępczość w kraju osiągnęła wówczas niespotykany poziom, my nie czuliśmy się zagrożeni. Zdarzało się nam obserwować działania półświatka, czasami nawet je opisywać, ale zawsze z bezpiecznej odległości, bez przeświadczenia, że mogą one w jakikolwiek sposób wpłynąć na nasze życie. Poza tym byłam przekonana, że wszystko zmierza ku lepszemu”.

I nagle okazało się, że to nieprawda. Rok po roku, krok po kroku, autorka analizuje dekrety, postanowienia i działania Władimira Putina. I pokazuje to, co świat też mógł zobaczyć. Ale nie chciał.

– Barbara Sułek-Kowalska



Do tematu agresji Rosji na Ukrainę będą w najbliższym tygodniu nawiązywać między innymi następujące programy:
- 18, 21 i 23 marca o godz. 18.30 w TVP Kultura „Informacje Kulturalne”;
- 19 marca o godz. 18.25 w TVP Kultura „Co dalej?” – „Czy przyszłość Białorusi rozstrzygnie się na Ukrainie?”;
- 20 marca o godz. 11.10 w TVP Kultura „Trzeci Punkt Widzenia” – zagadnienia: protest w Europie wobec artystów popierających Władimira Putina, europejscy politycy pracujący dla Rosjan, wsparcie militarne dla walczącej Ukrainy;
- 22 marca o godz. 18.30 w TVP Kultura „Co dalej?” – „Wierny Bogu czy Putinowi?”;
- 24 marca o godz. 18.30 w TVP Kultura „Co dalej?” – „Czy Zachód jest winny wojny na Ukrainie?”.
- 24 marca o godz. 23.25 w TVP Historia „Rozróby u Kuby” poświęcone rywalizacji amerykańsko-chińskiej w kontekście bieżącej sytuacji geopolitycznej;
Ponadto zapraszamy na symfoniczny koncert charytatywny „Solidarni z Ukrainą”, 20 marca o godz. 19 w TVP Kultura
Zdjęcie główne: 8 maja 2000. Władimir Putin przybył do Kurska z pierwszą oficjalną wizytą jako prezydent Federacji Rosyjskiej. Fot. Antoine GYORI/Sygma via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jak działa Amnesty International?
Dlaczego obrońcy praw człowieka zaatakowali Ukrainę?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Gdy dusił, jedna z córek krzyczała: Tato, nie!
Żonę znaleziono w płytkim grobie, w wyniku pośmiertnego porodu poza jej ciałem leżał syn Nico.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Po prostu opoka. O. Jacek Salij
Ilu ludzi uchronił od nienawiści i ilu powstrzymał od chęci wymierzania zemsty?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Sport lokalny czy globalny
Spory: ręką czy nogą trwały długo, aż w końcu powstały odrębne przepisy dla rugby i piłki nożnej.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Słyszą, jak gdacze kura. Polacy pokochali wieś
Tylko w ubiegłym roku aż 50 tys. Polaków zdecydowało się na wyprowadzkę z dużych miast.