Cywilizacja

„Norymberga dla Putina”. Co może zrobić świat w obliczu zbrodni wojennych?

Każdy dzień przynosi informacje o kolejnych czynach wojsk rosyjskich, które są jak żywcem wzięte z kronik barbarzyństwa: rosyjski jeniec zeznał, że podczas szturmu Charkowa żołnierzom zezwolono na zabijanie ludności cywilnej, ukraińscy agenci celni zatrzymali na granicy z Mołdawią Rosjan wywożących antyki i obce waluty.

„Polecili wprowadzać Platejczyków pojedynczo i zadawali im jeszcze raz pytanie, czy podczas obecnej wojny wyświadczyli coś dobrego Lacedemończykom i ich sprzymierzeńcom. Otrzymawszy odpowiedź przeczącą, kazali ich wyprowadzać i bez wyjątku zabijać”.

Tukidydes (w klasycznym przekładzie Kazimierza Kumanieckiego) jako pierwszy z historyków pokazał, że perspektywa stosowania przemocy, której nie uzasadniają względy taktyczne, uciekania się do nieuzasadnionego okrucieństwa, zabijania jeńców, kobiet i dzieci jest na wojnie na wyciągnięcie ręki. Wygodnie jest określać takie czyny mianem „wojennego barbarzyństwa” – ale podczas wojny peloponeskiej (431 – 404 p.n. Chr.) dopuszczali się ich nie barbarzyńcy, lecz Hellenowie, rówieśnicy lub wręcz towarzysze broni Sokratesa.

Nocy kres

W „Wojnie peloponeskiej” czytamy o mordowaniu jeńców i zakładników, o torturach, masowych gwałtach, sprzedawaniu kobiet i dzieci w niewolę, łupieniu skarbców, paleniu świątyń i wymuszaniu okopu. Z czynów, które dziś zaliczane są do zbrodni wojennych ateński historyk nie wymienił bodaj tylko ostrzału szpitali (bo w jego czasach trudno było zarówno o artylerię, jak o szpitale, prócz tych kilku umieszczonych wokół świątyń Asklepiosa) oraz wcielania dzieci do służby we wrogiej armii – w Helladzie po prostu szybciej się doroślało.

„Mając znajomość z nocy kresem / Zasiadaj nad Tukidydesem” – napisał dwa lata po zakończeniu II wojny światowej Czesław Miłosz w „Traktacie moralnym”. Siadamy nad nim i dziś, widząc, jak niewiele różni podwładnych ministra Siergieja Szojgu od Lacedemończyków. Patrzymy na zbombardowanie szpitala położniczego w Mariupolu, ranne matki wynoszone z gruzów na drzwiach wyrwanych wybuchem. Ale i minowanie korytarzy humanitarnych, ostrzał dzielnic mieszkalnych Charkowa czy Kijowa.

Każdy dzień przynosi informacje o kolejnych czynach wojsk rosyjskich, które są jak żywcem wzięte z kronik barbarzyństwa: rosyjski jeniec zeznał, że podczas szturmu Charkowa żołnierzom zezwolono na zabijanie ludności cywilnej, ukraińscy agenci celni zatrzymali na granicy z Mołdawią Rosjan wywożących antyki i obce waluty. W sieci krążą informacje o dokonywanych na zajętych przez armię rosyjską ziemiach Ukrainy „zaczistkach”, stanowiących najpoważniejszy rosyjski wkład w dziedzinę terminologii wojskowej od czasów „katiuszy”.

W anglosaskich podręcznikach wojennych czasem przekładane są one jako „building (room-to-room) clearing operations", większość świata jednak zna je po prostu jako „zaczistki”. Doskonalone przez stronę rosyjską podczas drugiej wojny czeczeńskiej, od Alchan-Kały po Cocyn-Jurt, polegają po prostu na przeszukiwaniu całych miast mieszkanie-po-mieszkaniu i deportowaniu wszystkich mężczyzn powyżej 16 roku życia. Deportowaniu – na zawsze i w nieznane: cywile z Alchan-Kały dotąd nie zostali odnalezieni.
Pacjenci zbombardowanego szpitala dziecięcego w Mariupolu. Fot. UKRAINE MILITARY / Reuters / Forum
Co może zrobić świat w obliczu zbrodni wojennych? W przyszłości, być może – osądzić. Dziś – opisać i nie zapomnieć. Temu służyć ma powołane w Warszawie Centrum Dokumentacji Wojennych Zbrodni Rosyjskich imienia Rafała Lemkina (CDZR), popełnionych w czasie inwazji na terytorium Ukrainy od dnia 24 lutego 2022 roku.

Schodzi lawina świadectw

Centrum Dokumentacji powołane zostało przez Instytut Pileckiego – polską placówkę badawczą, utworzoną w listopadzie 2017 roku. Długa formuła powołującej Instytut ustawy sejmowej jako główny cel wymienia „upamiętnienie i uhonorowanie osób zasłużonych dla Narodu Polskiego w dziele pielęgnowania pamięci lub niesienia pomocy osobom narodowości polskiej lub obywatelom polskim innych narodowości będącym ofiarami zbrodni przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodni wojennych w latach 1917–1990”. Poręczna, chociaż nieprecyzyjna i nieformalna fraza, do której nieraz odwoływali się twórcy (ale i oponenci) instytutu, zamyka się w słowach „polskie Jad Waszem”.

Centrum Dokumentacji zostało powołane przez Instytut Pileckiego we współpracy z innymi placówkami badawczymi: analitycznym Ośrodkiem Studiów Wschodnich, Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia oraz Ośrodkiem Karta – organizacją społeczną założoną w podziemiu w czasach PRL, która wśród swoich pierwszych zadań postawiła sobie dokumentowanie nie tylko bieżących nadużyć prawa, lecz także sowieckich deportacji z lat II wojny światowej. To jednak Instytut Pileckiego, w obrębie którego działa Ośrodek Badań nad Totalitaryzmami, koordynować będzie prace nad gromadzeniem, weryfikacją i systematyzowaniem świadectw.

– Odwiedziliśmy już pierwszy ośrodek dla uchodźców na Mazowszu: rozmawialiśmy z pierwszymi świadkami agresji rosyjskiej, zebraliśmy pierwsze świadectwa, rozdaliśmy pierwsze ankiety z prośbą o ich wypełnienie – mówi „Tygodnikowi” dr Jerzy Rohoziński, odpowiedzialny za zorganizowanie Centrum.

Obecne sankcje nie zakończą wojny na Ukrainie. Wielki biznes i zachodnie elity nie chcą zerwać interesów z Rosją

Światowe koncerny wycofują się z Moskwy ze względów wizerunkowych i tylko czekają, by wrócić na ten 140-milionowy rynek.

zobacz więcej
Organizatorzy mają jednak świadomość, że prawdziwej lawiny świadectw mogą się dopiero spodziewać. – Na razie do Polski dotarli uchodźcy, którzy ruszyli w pierwszych dniach wojny. Kiedy w naszych granicach znajdą się osoby, które bezpośrednio doświadczyły ostrzału czy wejścia wojsk rosyjskich, informacji będzie nieporównanie więcej – podkreśla Jerzy Rohoziński.

W tej pracy niezbędna będzie pomoc wolontariuszy. Zgłosiło się ich już przeszło siedemdziesięciu, Centrum jednak potrzebuje kolejnych. – Nie możemy czekać z gromadzeniem relacji ofiar i świadków. Jako historycy czujemy się zobligowani do tego, żeby stworzyć repozytorium z historiami osób, które doświadczyły agresji rosyjskiej, aby te zbrodnie mogły być badane przez historyków i prawników, a w przyszłości osądzone na arenie międzynarodowej – stwierdziła prof. Magdalena Gawin, dyrektor Instytutu Pileckiego, w wypowiedzi dla PAP.

Jeśli ma to być rzeczywiście materiał dla historyków, prawników, a w przyszłości – prokuratury – musi spełniać standardy bezstronności i precyzji.

– Mamy nadzieję, że wspólnymi siłami uda nam się zebrać wszelkie dowody zbrodni popełnionej przez rosyjskiego agresora – mówi Rohoziński, ale natychmiast dodaje, że ochotnicy, obok standardowego „wolontariackiego” instruktażu, ubezpieczenia i podpisania umowy, będą musieli przejść specjalne szkolenie. Nie ma mowy o tym, by nadawać im czy narzucać kompetencje sędziów śledczych – chodzi jednak o umiejętność konfrontowania poszczególnych relacji, wyjaśnienia niejasności, wykorzystania tego, co organizator Centrum Dokumentacji określa jako „efekt kuli śnieżnej”: pozyskiwania coraz bardziej szczegółowego obrazu wydarzeń za sprawą kumulowania się setek świadectw – nawet nieprecyzyjnych, nawet cząstkowych.

Relacje z Telegramu

Konfrontowania ich nie tylko ze sobą nawzajem – lecz i ze wszelkimi dostępnymi publicznie informacjami, dotyczącymi działań wojennych. Jerzy Rohoziński podkreśla, że Centrum gromadzi dane medialne, nagrania, zdjęcia pojawiające się nie tylko w mediach i na serwerach agencji, lecz i na wielu platformach internetowych, w tym słynnego komunikatora Telegram czy niezależnej białoruskiej agencji Nexta.
Zabezpieczony przed wojennymi zniszczeniami pomnik twórcy potęgi Odessy, księcia de Richelieu. Fot.ALEXANDROS AVRAMIDIS / Reuters / Forum
Te źródła są tym bardziej istotne, że wśród celów, jakie postawiło sobie Centrum, znalazło się nie tylko dokumentowanie rosyjskiego wtargnięcia na Ukrainę, lecz również świadectw opozycji białoruskiej represjonowanej przez reżim Aleksandra Łukaszenki, relacji Tatarów krymskich oraz informacji i nagrań dokumentujących niszczenie wojskowej i cywilnej infrastruktury, obiektów zabytkowych, w tym z „listy UNESCO”.

Najcięższym zadaniem Centrum – lecz również niezbędnym – będzie stworzenie rejestru dzieci i osób nieletnich, które straciły życie w wyniku inwazji rosyjskiej na Ukrainę.

Taki kształt zadań tłumaczy, czemu głównym organizatorem Centrum Dokumentacji Wojennych Zbrodni Rosyjskich imienia Rafała Lemkina stał się Instytut Pileckiego. Pracownicy tamtejszego Ośrodka Badań nad Totalitaryzmami od kilku lat zajmują się materiałami i protokołami utworzonej w 1945 Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce (po 1949 z przyczyn politycznych przemianowanej na Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich). Tysiące powojennych świadectw obywateli polskich, gromadzonych w cyfrowej bazie „Zapisy Terroru”, tworzy wspomnianą przez Rohozińskiego „kulę śnieżną” o rozmiarach lodowca – pozwalając w 75 lat po wojnie na ustalanie dotąd nieznanych zbrodni, ofiar i sprawców.

Wojna epoki Tik-Toka. Zdjęcia, filmy, analizy, biały wywiad, szczegółowe dane o stratach. Oraz fake newsy i propaganda

Smartfony opowiadają o rosyjskiej agresji.

zobacz więcej
Kolejnym bezcennym doświadczeniem Instytutu jest kanał „Świadkowie Epoki” na YouTube, stworzony od podstaw przez Dział Filmowy. Tysiące odsłon na całym świecie świadczą o tym, jak bardzo wciąż potrzeba nam wsłuchiwać się w głos ofiar totalitarnych zbrodni. Patron, Rafał Lemkin – polski prawnik żydowskiego pochodzenia, twórca pojęcia „ludobójstwo”, badacz terroru hitlerowskiego i stalinowskiego – zobowiązuje.

Komu w przyszłości posłużyć jeszcze mogą relacje Centrum Dokumentacji Wojennych Zbrodni Rosyjskich? Na manifestacjach w miastach Polski, Wielkiej Brytanii czy Litwy skandowane jest nieraz hasło „Norymberga dla Putina”. Czy może stać się czymś więcej niż znakiem potępienia i bezsilności?

Od czasów Tukidydesa musiały minąć dwa tysiące lat, by cywilizacja zdobyła się na coś więcej niż rozróżnianie na wojnie zachowań rycerskich i „nierycerskich”. Pierwszą deklarację niestosowania na wojnie pewnych środków (co prawda, wówczas chodziło jedynie o korsarstwo i tranzyt zakazanych towarów) zawarto w Paryżu po przegranej przez Rosję wojnie krymskiej, w roku 1856. Kolejne deklaracje i konwencje (wśród nich najbardziej znana: genewska z 1864, późniejsza o 10 lat brukselska oraz dwie haskie – z 1899 i 1907) rozszerzały listę zakazanych czynów. Nie zakazywały ich jednak wprost, zobowiązywały jedynie państwa-sygnatariuszy do wprowadzenia tych zakazów do własnego ustawodawstwa.


Samo pojęcie „zbrodni wojennej” pojawiło się dopiero w Traktacie Wersalskim podpisanym na zakończenie I wojny światowej. W tym samym roku stworzono pierwszy katalog zbrodni wojennych, rozbudowany w 1925 między innymi o zakaz używania broni chemicznej i biologicznej. Przy naszej dzisiejszej wiedzy o tym, do czego doszło kilkanaście lat po roku 1925, sformułowania takie mogą zakrawać na cyniczny żart. W rzeczywistości jednak podobne decyzje i porozumienia międzynarodowe po pierwsze, podnosiły świadomość tego, co na wojnie niedopuszczalne.

Kompromisy i konwulsje

Po wtóre – w większości trafiały do ustawodawstwa poszczególnych krajów, co czyniło sytuację przestępców wojennych trudniejszą (dokonując zbrodni, łamią nie tylko abstrakcyjną „konwencję międzynarodową”, lecz prawo własnego kraju). Po trzecie – w tych przypadkach (nie tak licznych, jak byśmy chcieli), gdy dopuszczająca się zbrodni strona przegrała wojnę, jej przywódców można było postawić przed trybunałem, osądzić i skazać: już nie na mocy aktu zemsty czy decyzji politycznej, a wyroku, wydanego z poszanowaniem wszelkich zasad jurydycznych.

Taka była geneza Międzynarodowego Trybunału Wojskowego w Norymberdze. Oczywiście, jego powołanie, tryb funkcjonowania, zakres działania i skład były przedmiotem gry politycznej między skłóconymi już mocarstwami. Wielka Brytania i Francja początkowo były mu niechętne, przeważyło stanowisko USA i ZSRS, którego pozycja sprawiła jednak, że pod sąd nie oddano żadnych zbrodni dokonanych przez Moskwę na terenach okupowanych w latach 1939-1941 ani niegodnych czynów popełnionych wobec obywateli okupowanych państw.
Hermann Göring, jedna z najważniejszych postaci III Rzeszy przed trybunałem w Norymberdze. Fot. Getty Images
Dla Polaków najwymowniejszym przykładem „sprawiedliwości zwycięzców” pozostaje fakt, że w Norymberdze nie osądzono sprawców mordu w Katyniu. Zarazem warto przypomnieć, że – mimo propagandy sowieckiej, przypisującej zabójstwo 16 tysięcy polskich jeńców Niemcom – mord katyński nie znalazł się na liście zarzutów, postawionych przywódcom III Rzeszy. Tyle mógł zrobić Trybunał.

Kolejną instytucją międzynarodowej jurysdykcji stał się Międzynarodowy Trybunał Karny – pierwszy w historii stały sąd międzynarodowy powołany do sądzenia osób fizycznych oskarżanych o zbrodnie ludobójstwa, zbrodnie przeciw ludzkości i zbrodnie wojenne. „Trybunał Haski” przez lata kojarzony był przede wszystkim z wojną w byłej Jugosławii i jej sprawcami. Od tego czasu jednak prowadzono przed nim postępowania w sprawie zbrodni popełnionych m.in. w Demokratycznej Republice Konga, w Ugandzie i w Sudanie – i, mimo chwiejącego się ładu międzynarodowego, utrzymał on swoją pozycję.

Oczywiście, jak wszystkie tego rodzaju instytucje, MTK jest owocem kompromisu – i zarówno jego pozycja, jak finanse są pochodną sytuacji międzynarodowej. Aby ograniczyć ilość kwestii spornych, od początku wyjęto spod jego jurysdykcji zbrodnie terroryzmu – a i tak Chiny i Rosja odmówiły podpisania powołującego Trybunał Statutu Rzymskiego. Jest jednak ważną placówką – i już 2 marca jego Prokurator Generalny Karim Khan poinformował, że MTK rozpoczyna śledztwo w sprawie zbrodni wojennych, jakie mogły być popełnione na Ukrainie. Dokumentacje działań wojennych i zbrodni prowadzi też ukraińska Prokuratura Generalna.
– W tej chwili nie istnieje ryzyko „dublowania się” świadectw. Wręcz przeciwnie: chodzi o to, żeby zgromadzić ich jak najwięcej – podkreśla dr Jerzy Rohoziński.

Czy uda się je wykorzystać? Rządzona przez Putina Rosja rzuca dziś wyzwanie światu, izoluje się odeń nie tylko na płaszczyźnie gospodarczej, lecz i politycznej: 10 marca zapowiedziała wyjście z Rady Europy, można spodziewać się jej występowania czy ekspulsji z kolejnych organizacji międzynarodowych.

Ale ten stan rzeczy nie będzie trwał wiecznie – a Rosja, która nastąpi po Putinie, będzie chciała i musiała przerwać tę izolację. Można mieć nadzieję, że jednym z tego warunków będzie postawienie przez Trybunałem sprawców i mocodawców popełnianych na naszych oczach zbrodni wojennych.

– Instytut Pileckiego od chwili swego powstania zajmuje się badaniami nad totalitaryzmami. To, z czym mamy dziś do czynienia, to swego rodzaju „zrzucenie maski” przez totalitaryzm sowiecko-rosyjski – ale też, miejmy nadzieję, jego ostateczny koniec. Niezależnie od naszych emocji i solidarności z Ukrainą – czyny takie jak te, których dopuszcza się dziś armia rosyjska na Ukrainie, stanowiły od początku istnienia Instytutu i Ośrodka Badań nad Totalitaryzmami przedmiot ich refleksji naukowej. Także dlatego chcemy je dokumentować i badać. Mamy dziś do czynienia z przepoczwarzeniem się sowieckiego totalitaryzmu w eklektyczny imperializm rosyjski, który czerpie z koncepcji eurazjatyckich, panslawistycznych i innych źródeł. Ale też, miejmy nadzieję, z jego konwulsjami – podkreśla organizator Centrum Dokumentacyjnego, Jerzy Rohoziński.

– Wojciech Stanisławski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Osoby, które znają język ukraiński i chcą pomóc w dokumentowaniu świadectw, mogą wysyłać swoje zgłoszenia za pośrednictwem formularza zgłoszeniowego lub pod adres ukraina2022@instytutpileckiego.pl

Do tematu agresji Rosji na Ukrainę będą w najbliższym tygodniu nawiązywać następujące programy:
- 12 marca o godz. 18.20 w TVP Kultura „Co dalej?” – „Czy Ukraina jest ofiarą rasizmu?”;
- 13 marca o godz. 11.10 w TVP Kultura „Trzeci Punkt Widzenia” – zagadnienia: przebieg działań wojennych w Ukrainie, sankcje nałożone na Rosję, pomoc Polaków dla Ukraińców;
- 14 i 16 marca o godz. 18.30 w TVP Kultura „Informacje Kulturalne”;
- 15 marca o godz. 18.30 w TVP Kultura „Co dalej?” – „Artyści Putina. Władza i sztuka”;
- 17 marca o godz. 18.30 w TVP Kultura „Co dalej?” – „Czy Rosja jest państwem faszystowskim?”.
Zdjęcie główne: Ukraińscy uchodźcy wojenni na przejściu granicznym w Medyce. Fot. FABRIZIO BENSCH / Reuters / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wolność od rosyjskiego gazu
Niebawem Polska uzyska dostęp do złóż izraelskich i egipskich.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Identyczne bliźnięta nieidentyczne
Są od siebie genetycznie różne. Czy tylko jedno może mieć skłonność np. do raka?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy alpinizm jest etyczny? Korona Himalajów to igrzyska śmierci?
30 lat temu zginęła Wanda Rutkiewicz.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Pięć milionów widzów. Pierwsza liga rosyjskiego show biznesu
W połowie lat 90. Zełenski marzył, by zostać gwiazdą estrady.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Co możemy dać Putinowi, żeby przestał prowadzić tę wojnę?
Czy Rosja zaproponowała Orbánowi przekazanie mu Rusi Zakarpackiej, tak jak wcześniej oferowała Tuskowi Lwów?