Cywilizacja

Odwrotu już nie ma. Nowa wojenna rzeczywistość

My tu, w Przemyślu, harcerze i szkoły, wszystko robimy, żeby oni, z Ukrainy, mieli gdzie się schować, też paczki na drogę, a kto chce zostać, to będzie miał miejsce. Najbardziej żal nam małych dzieci. Jesteśmy tak blisko, wszystko widzimy – mówią dziewczyny. I na koniec: „harcerze przecież nigdy nie zawodzą”. No, nie zawodzą.

Jaki obraz można dostrzec zaraz na początku wojny, która toczy się w sąsiednim kraju, przyjeżdżając na granicę 48 godzin po inwazji Rosji na Ukrainę? Wkrótce przekonam się, że właśnie wówczas, jak na wywoływanych dawnej zdjęciach, wyłaniają się kontury, a potem cały zarys tego, co już za paręnaście godzin stanie się widoczne dla wszystkich.

Zdarzenia, ludzkie zachowania, przekazy medialne nie są jeszcze ani przeładowane szczegółami, ani nagromadzone w takim rozmiarze, jak teraz to widzimy. Przygraniczna, wojenna rzeczywistość dopiero zaczyna się kształtować. Ale odwrotu już nie ma.

Pierwsze i najważniejsze: Ukraińscy uchodźcy wojenni od samego początku rosyjskiej inwazji zyskują od nas pomoc. To ważne, że natychmiast: prywatnie od ludzi i zaraz, prawie też natychmiast, od polskiego państwa. Możemy się tym tylko szczycić. Kto podważa ten fakt, działa, być może nawet nie zdając sobie z tego sprawy, jak piąta kolumna.

Trzeci dzień wojny, Przemyśl

Przemyśl, a potem Medyka, kolejowe przejście graniczne, sobotnie przedpołudnie, 48 godzin po inwazji Rosji na Ukrainę.

Uchodźcy wojenni już przedostają się do naszego kraju, już jest ich sporo, ale to jeszcze nie ten tłum, który pojawi się kilkanaście godzin później.

Do Przemyśla na dworzec kolejowy, a potem na przejście graniczne w Medyce przyjeżdża w tym czasie kilka ważnych osób w państwie. Przylecieliśmy z nimi rano (troje dziennikarzy) z lotniska wojskowego w Warszawie, niewielkim samolotem Bryza. Oni przygotowują konkretną pomoc, my mamy to zobaczyć i podać dalej. Ale ten podział szybko się rozmywa i zaczyna się współdziałanie. To kolejna oczywistość.

W drodze pomiędzy Rzeszowem (gdzie lądujemy) a Przemyślem zatrzymujemy się na stacji benzynowej. Kto chciałby tu zatankować, to się przeliczył, nie wypłaci też pieniędzy, bo bankomat informuje, że jest chwilowo nieodstępny. Słyszymy, że im bliżej granicy, tym powszechniejsze to zjawisko, ludzie już kupują benzynę na zapas i oczywiście wypłacają gotówkę.

Jedziemy dalej w kierunku Przemyśla, na dworzec kolejowy, a nasz kierowca wspomina lata 80. ubiegłego wieku, gdy jako młody człowiek, chcąc utrzymać rodzinę jeździł handlować „za granicę”. Pamięta, jak mu na „ polsko-ukraińskiej, .. nie, no „polsko- rosyjskiej, .. znaczy „polsko-radzieckiej” granicy rozpruli drutami fotele „w polskim fiacie”. „Normalnie dziurawili drutami, szukali, co tam mam w fotelach poukrywane”. Różne rzeczy się woziło, a wracało ze złotem.

Do miasta dojeżdżamyw mocno przyspieszonym tempie. Samochodów przy dworcu pełno, korek, policja kieruje ruchem, nasz kierowca trąbi, rozluźnia się, ustępują, parkujemy, bo miejsce mamy przygotowane.

Na dworcu, tak pięknie odresturowanym, że nie można się napatrzeć, są już też pierwsi zagraniczni dziennikarze ze światowych stacji telewizyjnych i radiowych. I napływają uchodźcy z Ukrainy, w tym kilka osób czarnoskórych, ale większość to kobiety z dziećmi.

W pomieszczeniach dworcowych rozłożono łóżka polowe, niektóre są zajęte przez przybyszy, przygotowane napoje dla nich, każdy może się częstować. Ale tłumów jeszcze nie ma. Jeszcze jest spokojnie.
Dwa dni później na dworcu w Przemyślu kłębił się tłum uchodźców z Ukrainy. Fot. Kosc / AGENCJA WSCHOD / Forum
W części restauracyjnej wydzielony stolik, to tam ważne sprawy załatwiają politycy. Podchodzę do młodego chłopaka z opaską Caritasu, którego od pewnego czasu obserwuję, bo przedtem stał dłuższą chwile przy metropolicie przemyskim abp Adamie Szalu wraz z grupą księży, również obecnych na dworcu.

Pytam go, czy to znaczy że już teraz Caritas włącza się tu w pomoc, razem z Kościołem. (Teraz po tygodniu, wiemy, że to oczywiste, ale wtedy jeszcze nic nie było wiadomo na 100 proc.) Zrozumiałam, że studiuje tutaj i przyjechał pomagać, głównie studentom, w tłumaczeniu i szukaniu miejsc noclegowych. Pytam, czy jego rodzina też tu jest.

– Moja rodzina jest tysiąc kilometrów stąd, za Kijowem, właśnie się dowiedziałem, że są w schronach, że lecą na nich bomy, więcej nic nie wiem, bo przerwało połączenie. Ja dopiero od wczoraj tu jestem na stacji i chcę pomagać razem z polskim Kościołem.

Chcę, by wiedział, że Polacy są razem z Ukrainą, i że potępiamy Putina. I pomożemy Ukraińcom, żeby był tego pewien. Mówię mu to. Odpowiada: „tak, niech Polacy z nami będą”. Jest głośno, nie wszystko dobrze słychać, muszę iść dalej.

Powoli zapełnia się przejście, korytarz pomiędzy salą z kasami biletowymi a restauracją, w której jesteśmy. Tworzy się taka długoterminowa, stała poczekalnia, na części łózek polowych siedzą, czasem leżą ludzie z Ukrainy z dziećmi i inni uchodźcy. Są zdezorientowani, ale spokojni.

Polak, Ukrainiec dwa bratanki? Wiemy, co nas dzieli. A co nas łączy?

Dla wschodnich sąsiadów nasz kraj jest swoistą Ukrainą Plus.

zobacz więcej
Od wiceministra zdrowia Waldemara Kraski dowiaduję się, że Ukraińcy, uchodźcy wojenni, którzy przekroczyli naszą granicę, po inwazji militarnej Rosji, po 24 lutego – wszyscy od ręki, jak się tylko zgłoszą do lekarza, szpitala, ambulatorium, uzyskują bezpłatną pomoc medyczną. Chodzi o wszelkiego rodzaju sprawy zdrowotne, od poważnych, po lekkie.

I wiem, że to niezwykle istotna deklaracja.

– Czy chodzi o takie sprawy, jak przedłużenie recepty czy o pomoc specjalistyczną, pediatryczną, jest przecież wiele kobiet z dziećmi, czy też np. o pomoc ginekologiczno-położniczą – wszystko będzie bezpłatnie zapewniane – deklaruje minister.

Ważne jest więc, by taka informacja docierała do zainteresowanych. Jak to sprawnie zrobić? To musi być szeroko kolportowana informacja, tak, aby uchodźcy nie bali się pytać i prosić o pomoc w sprawach swojego zdrowia, kiedy przyjeżdżają do nas, ze swoimi dziećmi.

Medyka: harcerze nie zawodzą

Dowiedujemy się, że Polska przygotowała specjalistyczny, medyczny pociąg, którym będą przewożeni ranni do Szpitala Narodowego w Warszawie. Na razie transport wiezie pomoc humanitarną. Przed ruszeniem w drogę na Ukrainę, pociąg sanitarny zostanie załadowany na kolejowym przejściu granicznym w Medyce. Jedziemy więc. Na miejscu do rozładowania duża ciężarówka. Tworzy się „ciąg transmisyjny”, właściwie kilka ciągów. My też ruszamy z przerzucaniem puszek, konserw „gulasz angielski z Sokołowa”.

Zagaduję dziewczyny obok. To harcerki z 21. drużyny z Przemyśla, mówią, że tu są harcerze z różnych drużyn. – My tu, w Przemyślu, harcerze i szkoły, wszystko robimy, żeby oni, z Ukrainy, mieli gdzie się schować, też paczki na drogę, a kto chce zostać, to będzie miał miejsce. Najbardziej żal nam małych dzieci. Jesteśmy tak blisko, wszystko widzimy – mówią.

I na koniec: „harcerze przecież nigdy nie zawodzą”. No, nie zawodzą. A barszcz ukraiński po tym wysiłku dobrze smakuje.
Około 14.00 pociąg odjedzie z Medyki do Mościsk (obwód lwowski) na Ukrainę, ja zostaję, będę jeszcze obserwować ćwiczenia medyczne z wolontariuszami, ale koledzy dziennikarze pojadą dalej. To oni będą potem przekazywali pierwsze dramatyczne zdjęcia i reportaże z przejazdu pociągu specjalnego z mamami z dziećmi. I także ze swoich osobistych przeżyć.

Po tamtej stronie granicy

Patryk Osowski, dziennikarz portalu TVP.info napisał przejmujący reportaż o ludziach z pierwszego polskiego sanitarno-humanitarnego przewożącego setki ludzi z Ukrainy na polską stronę. I o wydarzeniach, które spotkały polską delegacje po drodze.

„Przed odjazdem pociągu w drogę powrotną do Polski z grupą dziennikarzy i polityków odwiedziliśmy pobliskie merostwo i szpital. Po drodze mijaliśmy niekończący się sznur aut. Głównie kobiety i dzieci stali w kilkudziesięciokilometrowej kolejce do przekroczenia granicy z Polską.”

Gdy wracali, eskortowała ich policja, ale i tak kilka razy byli zatrzymywani przez grupy obrony terytorialnej. Zagrodziła im też drogę grupa około 20 osób, głównie kobiet, które nie chciały ich dalej przepuścić. Rozmowy były „na ostro”, zarzucono im ucieczkę i wpychanie się bez kolejki. Nie wierzono, że jadą do pociągu, a nie na przejście graniczne.
„Funkcjonariuszka wyszła więc porozmawiać i wyjaśnić, że jesteśmy dziennikarzami. – Wysiadać! – krzyczały zebrane osoby. Otworzono drzwi auta i domagano się udowodnienia, że mamy legitymacje prasowe i polskie paszporty, a w bagażniku nie ma żadnych dużych walizek sugerujących ucieczkę z Ukrainy.”

Tam mężczyźni idą na front i nie ma pobłażania dla uciekinierów. Po długiej dyskusji zostali jednak przepuszczeni i wrócili do pociągu przewożącego pomoc humanitarną.


Ponieważ wtedy nie było konieczności sprowadzania do Polski rannych, przedstawiciele polskiego rządu podjęli decyzję, by w drogę powrotną (do Przemyśla, a dalej Warszawy) zabrać uchodźców. „Wycieńczone i przestraszone kobiety z dziećmi wsiadały do pociągu ze łzami w oczach. W sumie w wagonach zmieściło się ponad 600 osób” – relacjonował Patryk Osowski.

Paweł Ciecierski, fotoreporter z redakcji „Faktu”, opowiadał mi w rozmowie telefonicznej, już po powrocie do Warszawy, przejęty całą sytuacją, że polska delegacja polityczna i dziennikarze mieli zapewnione miejsca siedzące w tym pociągu. I wszyscy oddali je uciekinierom. Stali potem przez 12 godzin w korytarzu.

Pociąg przewiózł ponad 650 osób, choć miejsc było na mniej więcej 300. Dziś już lepiej wiemy, jak rosną potrzeby w przewożeniu uchodźców.

Putin dobrze przygotował najazd na Ukrainę. Zniszczył jej gospodarkę, zanim wszedł z wojskiem

Nie miejmy złudzeń. To dopiero początek. Jeśli Zachód pozostanie bierny, mniej lub bardziej jawna agresja czeka kraje bałtyckie. A może i Polskę.

zobacz więcej
Po co Putin rozpętał tę wojnę?

Ja zostając na kolejowym przejściu granicznym w Medyce i obserwując ćwiczenia wolontariuszy- harcerzy z ratownikami medycznymi, miałam okazję chwilę porozmawiać z panią, która wpuściła mnie do biura.

Nie tylko była bardzo miła i uprzejma, ale też znała chyba prawdziwą odpowiedź na pytanie, które już wtedy wszyscy w Polsce, i pewnie nie tylko u nas, sobie zadawali: po co Putin rozpętał tę wojnę?

– Dlaczego? Dla tego bogactwa, które tu codziennie widzimy, my na granicy kolejowej. Te wagony z węglem z kopalń i inne towary stamtąd, to wielkie pieniądze, on chce je mieć. Mało mu tego, co ma, jest chciwy. Wszystko inne to takie tam... gadanie. Teraz on z tego nie ma nic, a jak by zdobył Ukrainę i by wygrał – oby nie! – to by jego było.

– A ludzi bardzo żal?
– Przecież my tu z nimi od lat żyjemy, na co dzień, znamy się, to jakoś tak nawet jest wspólna ziemia. Jak słyszymy, że ludzi zaatakowali, nie o siebie się boimy, my się tu nie boimy, ale o nich, o tamtych naszych sąsiadów bardzo. Ale co tu teraz będzie się działo, tego nie wiemy.

Wracamy do Rzeszowa. Mamy świadomość bezpieczeństwa po polskiej stronie. Właśnie w tym momencie nadchodzi sms. Pisze przyjaciółka, ma wieści z Odessy. Czytam, co działo się tam w piątek, zaraz po inwazji rosyjskiej w tym mieście. „Chodzą przebrane za ukraińskich żołnierzy grupy ruskich i zmuszają np. matki z dziećmi do podpisywania deklaracji na ruskie obywatelstwo. Kobiety się boją. Są szmalcownicy, co naganiają ludzi. Jedna z kobiet, która zastraszona o dzieci podpisała taką deklarację, teraz płacze cały czas” [pisownia oryginalna].

To jeszcze inne, straszliwe oblicze tej agresji: nie wszyscy będą mogli schronić się w bezpiecznym kraju.

– Grażyna Raszkowska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Do tematu agresji Rosji na Ukrainę będą w najbliższym tygodniu nawiązywać następujące programy:
- 4 marca o godz. 21 w TVP Historia, TVP Kultura, TVP Kultura 2, TVP Polonia, „Co dalej?” – wydanie specjalne „Wojna okiem cywila. Między prawdą a dezinformacją”;
- 5 marca o godz. 18.25 w TVP Kultura „Co dalej?” – „Kim są sojusznicy Putina?”;
- 6 marca o godz. 11.35 w TVP Kultura „Trzeci Punkt Widzenia” – zagadnienia: sylwetka Wołodymyra Zełenskiego, aspiracje ukraińskie związane z wstąpieniem do NATO i UE, zmiana polityki niemieckiej wobec Ukrainy;
- 8 marca o godz. 18.30 w TVP Kultura „Co dalej?” – „O ile Putin chce cofnąć zegar historii?”;
- 10 marca o godz. 18.30 w TVP Kultura „Co dalej?” – „Biden versus Putin”;
- 10 marca o godz. 22.25 w TVP Historia „W powiększeniu” o Henryku Józewskim, polityku okresu międzywojennego, działającym na rzecz porozumienia polsko-ukraińskiego przeciw ZSRR;
- 10 marca o godz. 23.15 w TVP Historia „Rozróby u Kuby” o aktualnej sytuacji geopolitycznej.
Zdjęcie główne: Wolontariuszka Caritasu z ukraińskim dzieckiem w ramionach. Fot. Daniel Derajinski/ABACAPRESS.COM Dostawca: PAP/Abaca
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Déjà vu. Czy „błąd matriksa” może sugerować psychopatologię?
Może być rodzajem „środka uspokajającego” w sytuacjach przeciwności: skoro kiedyś się udało, teraz też się uda.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Grupa Wagnera – armia kucharza Putina
Na Ukrainie najemnicy zyskali znaczenie niespotykane w historii wojen prowadzonych przez Moskwę.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Polska chętnie daje wizy i pracę cudzoziemcom z całego świata
Tylko w ubiegłym roku przyjęliśmy pół miliona imigrantów zarobkowych.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Morderczy lek. Sto razy silniejszy od morfiny
Powoduje apatię lub euforię, zawroty głowy, zaburzenia pamięci, lęki nocne i spowolnienie akcji serca.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Demokracja nie chroni przed przemocą
Dlaczego kupcy nie mieliby zabijać swoich konkurentów, jeżeli zapewni im to zyski?