Cywilizacja

Walkę tygrysów najlepiej obserwować ze wzgórza. Chiny wobec wojny Rosji z Ukrainą

Czy Pekin popiera Moskwę w rozpętanej przez nią wojnie? Czy powstanie chińsko-rosyjski sojusz, który będzie miał na celu unicestwienie Zachodu? Czy Chiny skorzystają z okazji, by dokonać inwazji na Tajwan?

Prezydent Chin Xi Jinping był bodaj jedynym na świecie przywódcą, mogącym skutecznie odwieść Władimira Putina od zamiaru napaści na Ukrainę w czasie ich ostatniego spotkania w Pekinie 4 lutego 2022. Ale tego nie zrobił. Czy Putin uprzedził Xi o planowanej agresji? W czwartek 3 marca taką informację podał „New York Times”, powołując się na źródła wywiadowcze. Chińscy oficjele mieli prosić rosyjskich, aby akcję militarną odłożyli na czas po Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie, czyli po 20 lutego 2022.

Dlaczego Moskwa poinformowała Pekin o swoich planach? Bo angażując się na Ukrainie, nieuchronnie musiała przerzucić część wojsk i sprzętu z Syberii, a przez to ryzykownie odsłonić się przed Chinami na swych wschodnich granicach.

Niewykluczone, że chiński prezydent mógł nawet poniekąd zachęcić Putina do działania, choćby poprzez niewyrażanie głośnego sprzeciwu. Z punktu widzenia Chin bowiem bezpośrednie uwikłanie się Rosji w pełnoskalową wojnę z dala od strefy chińskich interesów i wpływów (Daleki Wschód, Azja Środkowa i Azja Południowo-Wschodnia) to sytuacja wręcz wymarzona. Nie trzeba być Pytią, by przewidzieć, że taka wojna, bez względu na rezultat, może tylko Rosję – pod każdym względem (militarnym, gospodarczym, finansowym, międzynarodowym, itd.) – osłabić, a przez to jeszcze bardziej skazać ją na rolę petenta w Pekinie, jeśli wręcz nie chińskiego wasala.

Co więcej, również Zachód będzie miał teraz na długo zajęcie z powodu Rosji, przez co automatycznie wzrośnie atrakcyjność Chin jako partnera stabilnego, rozsądnego i przewidywalnego. Stara chińska maksyma nie na darmo mówi, że walkę dwóch tygrysów najlepiej obserwować ze wzgórza zamiast w niej uczestniczyć. A czas pracuje na korzyść Chin.


Wygląda na to, że Xi z wyrachowaniem nie powstrzymał Putina, ale Chiny są bardzo dalekie od udzielania Rosji realnego poparcia w jej wojnie z Ukrainą. Wsparcie ma charakter propagandowy i „formalny” – formę deklaracji o „rozumieniu rosyjskich obaw”, czy o „potrzebie stawiania zagrożeniom wynikającym z ekspansji NATO w Europie i paktu AUKUS (porozumienie między Australią, Wielką Brytanią i Stanami Zjednoczonymi w zakresie wymiany technologii obronnych) w rejonie Pacyfiku”.

Ale te deklaracje są równoważone przez Pekin apelami o poszanowanie suwerenności i terytorialnej integralności Ukrainy oraz o rozwiązanie konfliktu metodami dyplomatycznymi. Pamiętajmy też, że Chiny nie uznały aneksji Krymu i suwerenności Donbasu. Teraz ponoć chińscy dyplomaci są „prywatnie” już po prostu wstrząśnięci brutalnością poczynań Rosjan na Ukrainie, zaś do prezydenta Xi zaczynają spływać petycje od intelektualistów i uczonych, by wyperswadował Rosji kontynuowanie agresji.

Gaz, ropa, węgiel, drewno

Niektórzy uważają, że dzięki Chinom Putin zdoła zneutralizować skutki potężnych zachodnich sankcji. Nawet jeśli, to raczej w niewielkim stopniu. Najczęściej twierdzi się, że Rosja przekieruje teraz eksport ropy i gazu do Chiny, aby dalej na nim zarabiać krocie. Jednak połowa chińskiego importu ropy pochodzi z Arabii Saudyjskiej, a największymi dostawcami skroplonego gazu LNG są Australia, Katar i Malezja.
Prezydent Rosji Władimir Putin z roboczą wizytą w Chinach 4 lutego 2022 roku. Rozmawiał w Pekinie ze swoim chińskim odpowiednikiem Xi Jinpingiem. Fot. Alexei Druzhinin\TASS via Getty Images
Rosja jest wprawdzie największym dostawcą gazu naturalnego do Państwa Środka (dostarcza go z Jakucji za pomocą gazociągu Siła Syberii), ale są to inne złoża niż te zaopatrujące Europę, a kolejny gazociąg, z Sachalinu, ma być uruchomiony dopiero za trzy lata i z dnia na dzień Putin żadnych większych dostaw ropy czy gazu do Chin po prostu nie może przekierować.

Zresztą Pekin na pewno wyciągnie wnioski z lekcji, którą właśnie odbiera uzależniona od rosyjskich dostaw Europa i „za Chiny” nie pozwoli sobie na jakieś poważniejsze uzależnienie się od paliwowych kaprysów Kremla. Może być tylko odwrotnie – to Rosja będzie musiała stawać na głowie, czyli oferować najniższe ceny, żeby Chiny łaskawie coś od niej kupiły, i to raczej ze względów politycznych, a nie gospodarczych.

Same negocjacje w sprawie budowy drugiej nitki gazociągu Siła Syberii Pekin przeciągał przez osiem lat. Podobnie będzie z węglem, drewnem, pszenicą czy uzbrojeniem. Bo choć dla Rosji Chiny są największym partnerem handlowym, to dla Chin Rosja jest dopiero dalekim piętnastym, a np. chińskie zapotrzebowanie na ropę Rosja pokrywa zaledwie w siedmiu procentach.

Owszem, obłożona sankcjami Rosja może teraz zacząć kupować jeszcze więcej chińskich towarów, ale do tego potrzebne są pieniądze. Tymczasem chińscy producenci nie chcą sprzedawać Rosji za nic nie warte ruble. Do tej pory udział transakcji między Chinami a Rosją w rublach i tak stanowił tylko 8 proc. Z kolei tuż po rosyjskiej napaści na Ukrainę największe chińskie banki wstrzymały gwarantowanie zakupu rosyjskich towarów akredytywami wystawianymi w dolarach i nic nie wskazuje na to, by chciały w jakiś zauważalny sposób omijać nałożone na Rosję zachodnie restrykcje finansowe.

Zresztą, nie chcąc ryzykować utratą dostępu do globalnego systemu rozliczeń walutowych, chińskie banki już dostosowały się do amerykańskich sankcji nałożonych na zaprzyjaźnione z Pekinem Iran i Koreę Północną. I teraz też z pewnością nie zaryzykują. Chińskie państwowe banki zapewne okresowo zwiększą skalę oferowanych Rosji kredytów (w latach 2000-2017 ich wartość sięgnęła 151 mld dol.), jednak lwia część tych kredytów jest zabezpieczona przyszłymi wpływami z eksportu ropy, z czym Moskwa teraz może mieć spore kłopoty.

Innymi słowy, Chiny mogą doraźnie wspomagać rosyjską gospodarkę z powodów politycznych, ale z pewnością nie zrekompensują Rosji kolosalnych strat, które będą rezultatem jej międzynarodowej izolacji. Nie dając się bezpośrednio wciągnąć w konflikt między Rosją i Zachodem, Pekin będzie starał się zmaksymalizować płynące z tego dla niego zyski, a zarazem minimalizować ewentualne straty dla gospodarki i bezpieczeństwa.

Rosja napada, Chiny konkurują

Ukraiński Zielony Klin, czyli sporne z Rosją ziemie nad… Oceanem Spokojnym

Po przejęciu kontroli, Moskwa zarzuciła Ukraińcom „próbę oderwania Dalekiego Wschodu od ZSRS”.

zobacz więcej
Warto przyjrzeć się bliżej zasadniczym różnicom między Rosją a Chinami, różnicom, które stają się coraz większe. Rosja już jest, a teraz tym bardziej będzie, państwem bandyckim (ang. rogue state), które tylko dzięki potencjałowi militarnemu i surowcowemu, a dokładniej tylko atomowemu i paliwowemu, chciałaby groźbami, szantażem i militarnymi interwencjami obalić dotychczasowy światowy ład. Dziś taka strategia nie ma żadnych szans na powodzenie – oczywiście zakładając, że Putin kompletnie nie oszalał, i jednak nie użyje broni nuklearnej.

Chiny natomiast to państwo partnerskie (ang. peer state), które chce kształtować światowy ład poprzez konkurencję, z przekonaniem, że będzie w tym ładzie dominować i dyktować warunki. Dlatego Rosja i Chiny to nie tylko dwa zupełnie odmienne wyzwania dla świata, ale także wzajemnie dla siebie. Chiny mogą więc nawet popchnąć Rosję do jakiejś odległej wojny, ale Rosji taka sztuka nigdy nie uda się z Chinami.

Więcej niż pewne jest to, że Chiny nie wybiorą się z Rosją na krucjatę przeciwko Zachodowi, i im dłużej będzie trwała wojna na Ukrainie, tym bardziej będą dystansować się od rosyjskiej agresji, mając nadzieję na zaoferowanie gałązki oliwnej Europie, by ta z kolei nie wspierała zbyt aktywnie Waszyngtonu, z którym Pekin prowadzi globalną rywalizację.

To Rosja napada na sąsiednie państwa, anektuje podbite terytoria, wspiera prorosyjskich watażków, morduje swoich przeciwników w kraju i za granicą, ingeruje w zagraniczne wybory, uprawia szantaż paliwowy i aktywnie działa na rzecz osłabienia i skłócenia Zachodu, mając za nic demokratyczne instytucje. Chiny natomiast działają metodami bardziej wyrafinowanymi – głównie poprzez handel, inwestycje, kredyty, pakiety pomocowe. Mało kto wie np., że Pekin jest dziś największym finansowym sponsorem misji pokojowych ONZ. Dzięki temu wszystkiemu Chiny przez świat Zachodu są raczej postrzegane jako długofalowe wyzwanie, a nie bezpośrednie i obecne zagrożenie.

Z Rosją jest dokładnie odwrotnie. Wobec Moskwy niezbędna jest więc taktyka odstraszania i powstrzymywania, głównie w sferze militarnej. W przypadku Chin, które (prawie) nikomu nie grożą, przynajmniej na razie na nikogo nie napadają i nigdzie nie interweniują, nie ma to większego sensu.

Ze swymi zaledwie 280 głowicami nuklearnymi Chiny wyraźnie dają światu do zrozumienia, że stawiają wyłącznie na samoobronę. Putin ma takich głowic aż 6490, choć potencjał gospodarczy Rosji jest niemal piętnastokrotnie mniejszy niż Chin. Gdyby nie te głowice, Moskwa nie mogłaby konkurować z Pekinem nawet militarnie. Dziś rosyjski budżet wojskowy to 61 miliardów dolarów, a chiński 252 miliardów dolarów. Chiny mają dwa razy więcej żołnierzy niż Rosja, a rezerwistów czterokrotnie więcej. Samolotów bojowych już niemal dwukrotnie więcej, podobnie jak fregat, niszczycieli, okrętów podwodnych i lotniskowców.
Oficerowie i żołnierze szeregowi prowadzą szkolenie w południowo-zachodniej części prowincji Guizhou w Chinach, 22 lutego 2022 r. Fot. Costfoto/Future Publishing via Getty Images
Zachodnie prognozy mówią, że do roku 2040 potencjał militarny Chin będzie pięciokrotnie większy od rosyjskiego, a niektóre, że nawet dziewięciokrotnie. Rosja na pewno bardzo chciałaby mieć takiego sojusznika, ale czy z wzajemnością?

Odciągnąć uwagę USA od Pacyfiku

Mimo propagandowych fanfar żadna chińsko-rosyjska przyjaźń nie istnieje, a co najwyżej doraźne małżeństwo z rozsądku. Obecne pokolenie chińskich przywódców dorastało bowiem w czasach, gdy ZSRR był jeszcze największym wrogiem Chin i świetnie pamięta, że to Rosja do niedawna zawsze występowała wobec nich w roli agresora. Począwszy od oderwania Chinom tzw. Mongolii Zewnętrznej i przekształcenia jej w sowieckiego satelitę, przez wspieranie antychińskiej rebelii we Wschodnim Turkiestanie, inwazję na Xinjiang w 1934 r. czy okupację Mandżurii po II wojnie światowej.

Na tym tle, czyli chińskich pretensji terytorialnych do miliona kilometrów kwadratowych na Syberii, o mało nie doszło w 1969 r. do rosyjsko-chińskiej wojny nuklearnej nad Amurem. Mało kto pamięta, że w 1979 r., gdy Chiny zaatakowały Wietnam, by powstrzymać sponsorowaną przez Moskwę wietnamską interwencję w Kambodży, Pekin zerwał chińsko-sowiecki traktat o przyjaźni z 1950 r., zagroził Moskwie pełnoskalową wojną i nawet prewencyjnie ewakuował ponad 300 tys. osób z pogranicza z ZSRR.

Nie wspominając już o tym, że to Rosjanie, na złość Chinom, dostarczyli technologie nuklearne Korei Północnej. Więc gdy Państwo Środka wkraczało do świata geopolityki, to Wielki Sternik Mao Zedong zaprosił do Pekinu nie Leonida Breżniewa, ale Richarda Nixona, a jedynym krajem, który odwiedził architekt chińskich reform gospodarczych i otwarcia na świat Deng Xiaoping były Stany Zjednoczone.

Fakty są zatem takie, że nieobliczalna Rosja jako państwo coraz bardziej skonfliktowane z resztą świata, nawet dla Chin nie może być na dłuższą metę wiarygodnym partnerem. I żadna tania ropa czy gaz tego nie zmienią, bo Chiny mogą de facto się bez nich obejść. Nawet doraźna przewaga Rosji nad Chinami w ilości głowic nuklearnych nie jest kwestią niemożności Chin do ich wyprodukowania tylko ich świadomego wyboru.

Rosja bowiem potrzebuje ogromnego arsenału nuklearnego, by maskować ogromne słabości w innych dziedzinach, Chiny zaś utrzymują tylko minimum nuklearnego odstraszania, ponieważ są w stanie skutecznie budować innymi środkami swą potęgę. Środki te, przede wszystkim gospodarcze, naturalnie kierują Chiny na partnerstwo nie z Rosją, lecz stabilnym i przewidywalnym Zachodem, jako rynkiem zbytu i źródłem technologii zarazem.

Popatrzmy - jeszcze w roku 2000 Chiny były największym rynkiem eksportowym dla zaledwie trzech państw, a największym importerem dla zaledwie dwóch. Teraz są już największym eksporterem na rynki 16 państw, a importerem dla ponad pięćdziesięciu (USA zaledwie dla dwudziestu). Do tego Chiny oferują kredyty na warunkach znacznie łagodniejszych, niż udostępniane przez Zachód, a temu mało które państwo potrafi się oprzeć.

Obóz wiecznej naiwności. Amerykańska lewica chce zbliżenia z Chinami

Modernizacja chińskiej armii jest ściśle podporządkowana jasnemu celowi: zdobyciu Tajwanu.

zobacz więcej
Bardzo ważne jest przy tym, że o ile Rosja wspiera rożne lewicowe czy prawicowe ekstremizmy, by siać zamęt w nieprzychylnych jej państwach i w miarę możliwości instalować w nich przychylne sobie reżimy, o tyle Chiny nie uzależniają współpracy gospodarczej od politycznej barwy takiego czy innego partnera. Jako państwo gospodarczo słabe i skorumpowane Rosja woli współpracować z podobnymi jej, słabymi i skorumpowanymi partnerami. Zupełnie odwrotnie niż Chiny, preferujące partnerów obliczalnych i nastawionych na długofalowe perspektywy.

Chiny, które założyły sobie, że do roku 2049 będą największą potęgą gospodarczą świata, są więc ostatnie, którym zależałoby na rujnowaniu obecnego globalnego porządku. A obecne zbliżenie z Rosją jest im doraźnie potrzebne jedynie do możliwie jak najdłuższego odciągania uwagi USA od Pacyfiku, gdzie prędzej czy później rywalizacja chińsko-amerykańska wejdzie w fazę ostrej konfrontacji, choć niekoniecznie militarnej.

Kwestia „jednych Chin”

Tu nieuchronnie dochodzimy do kwestii Tajwanu. Wszyscy komentatorzy są zgodni, że Chiny bacznie obserwują konflikt na Ukrainie pod kątem reakcji Zachodu i międzynarodowych organizacji. I na razie nie powinny to być dla Pekinu obserwacje napawające optymizmem. Nie trzeba chyba wyjaśniać, dlaczego.

Dziś żaden liczący się kraj na świecie nie uznaje Tajwanu jako suwerennego państwa, powszechnie deklarowane jest uznawanie „jednych Chin”. Czytaj: kwestia Tajwanu to wewnętrzna sprawa Chińczyków. Tajwan nie należy ani do ONZ, ani do żadnych militarnych sojuszy.

Jego potencjał, w porównaniu z Chinami kontynentalnymi, jest pod każdym względem niewielki. Do tego wartość chińsko-tajwańskiego handlu w 2020 r. sięgnęła 166 miliardów dolarów, a łączna wartość tajwańskich inwestycji w Chinach osiągnęła do maja ubiegłego roku 193 miliardów dolarów. 95 proc. populacji Tajwanu to Chińczycy, a 15 proc. to Chińczycy przybyli z kontynentu.

W 1683 r. wyspa, która wcześniej została skolonizowana przez Holendrów, przeszła pod władanie chińskiej dynastii Qing, a od 1895 do 1945 była kolonią japońską. W 1949 r. zainstalował się na niej, wraz z ok. dwoma milionami uchodźców, wypędzony przez komunistów z kontynentu nacjonalistyczny rząd Republiki Chińskiej Czang Kaj-szeka.
Tajwański Festiwal Lampionów w dzielnicy Pingxi w Nowym Tajpej, 15 lutego 2022 r. Azjaci na Tajwanie, w Hongkongu i Chinach kontynentalnych, zgodnie z kalendarzem księżycowym, wypuszczają w niebo światła z życzeniami bezpieczeństwa, stabilności, zdrowia i pomyślności. Fot. Ceng Shou Yi/NurPhoto via Getty Images
Aż do 1987 r. obowiązywał na Tajwanie stan wojenny, pozwalający bronić się wyspie przed komunistyczną infiltracją. Chiny Ludowe na początku lat 80. XX wieku zaproponowały doktrynę „jeden kraj, dwa systemy”, zgodnie z którą po ewentualnym zjednoczeniu, Tajwan miałby zachować swój system polityczny, prawny, militarny, ekonomiczny i finansowy, włączając w to umowy kulturalne i handlowe z państwami trzecimi, a także miałby zagwarantowane „pewne prawa” w dziedzinie stosunków międzynarodowych. To właśnie w oparciu o tę formułę Wielka Brytania zwróciła Chinom Hongkong, a Portugalia Makau.

Przykład Hongkongu okazał się jednak mało zachęcający. Najnowsze sondaże pokazują, że niezwłocznego zjednoczenia z Chinami chciałoby zaledwie 1,4 proc. populacji Tajwanu. Aż 80 proc. Tajwańczyków chce zachowania status quo, a 6 proc. oczekuje natychmiastowej „niepodległości”.

W takiej sytuacji dyplomatycznej, handlowej Chiny mogą długo i cierpliwie czekać aż sytuacja dojrzeje do jakiegoś definitywnego uregulowania kwestii „zbuntowanej prowincji”. Gdyby zresztą chodziło o sam Tajwan, to nie byłby on żadnym wyzwaniem militarnym dla Chin, wystarczyłaby szczelna morska i powietrzna blokada wyspy, bez oddawania jednego strzału. Problem leży gdzie indziej – czy Stany Zjednoczone i ewentualnie Japonia, Australia oraz inni sojusznicy USA w tym regionie byliby gotowi bronić wyspy, a przynajmniej tak dopiec Chinom sankcjami, żeby Tajwanowi odpuściły?

Warto bowiem zdać sobie sprawę, że malutki Tajwan jest dla USA czy Japonii znacznie ważniejszym partnerem niż tak duży kraj jak Ukraina. Ze względu na niewielką powierzchnię byłby o wiele łatwiejszy do obrony (jest 17-krotnie mniejszy od Ukrainy).

Jak zakończyć konflikt

W październiku 2021 prezydent USA Joe Biden powiedział, że w przypadku chińskiego ataku na Tajwan Stany Zjednoczone „będą go broniły, bo są do tego zobowiązane”. Chodzi tu o tzw. Taiwan Relations Act, przyjęty przez Kongres USA w 1979 r, w którym nie ma wprawdzie żadnych gwarancji amerykańskiej interwencji w przypadku chińskiej napaści na wyspę, ale mówi się w nim, że „Stany Zjednoczone zapewnią Tajwanowi takie uzbrojenie i wsparcie, jakie mogą być konieczne, aby umożliwić Tajwanowi utrzymanie wystarczających zdolności samoobrony”.

Chińska wojna o półprzewodniki. Waży się los światowej gospodarki

Tajwan to rozrusznik cyfrowej cywilizacji. A ryzyko inwazji Pekinu na Tajpej wzrosło do poziomu, którego dotąd nie notowano.

zobacz więcej
Tuż po tej wypowiedzi Bidena rzecznik Białego Domu tłumaczył jednak, że nie oznacza ona żadnej zmiany w dotychczasowej polityce „strategicznej dwuznaczności”, która celowo nie precyzuje, co właściwie zrobiłyby Stany Zjednoczone, gdyby Tajwan został zaatakowany przez Chiny. Oficjalnie przecież, nawiązując stosunki z ChRL, Ameryka uznała istnienie tylko jednych chińskich władz, tych w Pekinie. Na razie Waszyngton systematycznie więc zniechęca Tajwan do pomysłu „ogłoszenia niepodległości”.

Doradzający teraz Bidenowi były sekretarz stanu, 99-letni Henry Kissinger, który w latach 70. XX wieku de facto doprowadził do nawiązania stosunków dyplomatycznych z Pekinem, w wywiadzie udzielonym 27 lutego 2022 stacji CNN powiedział: „Nie spodziewam się chińskiego ataku na Tajwan w ciągu, powiedzmy, najbliższych dziesięciu lat, bo na tyle mogę przewidywać”.

I podkreślił, że sytuacja w kwestii Tajwanu w zasadzie nie zmieniła się znacząco od czasu, gdy prezydent Nixon pojechał do Pekinu w 1972 r.: „Uważam, że ostateczne połączenie Tajwanu i Chin, ostateczne stworzenie jednych Chin, jest i pozostanie celem chińskiej polityki dla każdego chińskiego rządu, ponieważ Tajwan jest uważany za historyczną część Chin, która została siłą zabrana przez Japonię. Taka właśnie była sytuacja, w jakiej znaleźliśmy się z Nixonem, kiedy po raz pierwszy nawiązaliśmy kontakt z Chinami”.

Kissinger przypomniał, że w 1972 r. Chiny były krajem biednym, słabym i bardzo asertywnym. „Teraz jest to dość bogaty, dość silny i wciąż dość asertywny kraj. Ale naszym wyzwaniem wtedy i teraz jest znalezienie relacji, w której będziemy mogli konkurować, nie doprowadzając sytuacji do holokaustu. A to jest duże wyzwanie dla obu liderów. Teraz każdy chce być wobec Chin jastrzębiem. Tymczasem wyzwaniem w każdym konflikcie nie jest to, jak go zaczynasz, ale czy wiesz, jak go zakończyć”.

– Krzysztof Darewicz

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Do tematu agresji Rosji na Ukrainę będą w najbliższym tygodniu nawiązywać następujące programy:
- 4 marca o godz. 21 w TVP Historia, TVP Kultura, TVP Kultura 2, TVP Polonia, „Co dalej?” – wydanie specjalne „Wojna okiem cywila. Między prawdą a dezinformacją”;
- 5 marca o godz. 18.25 w TVP Kultura „Co dalej?” – „Kim są sojusznicy Putina?”;
- 6 marca o godz. 11.35 w TVP Kultura „Trzeci Punkt Widzenia” – zagadnienia: sylwetka Wołodymyra Zełenskiego, aspiracje ukraińskie związane z wstąpieniem do NATO i UE, zmiana polityki niemieckiej wobec Ukrainy;
- 8 marca o godz. 18.30 w TVP Kultura „Co dalej?” – „O ile Putin chce cofnąć zegar historii?”;
- 10 marca o godz. 18.30 w TVP Kultura „Co dalej?” – „Biden versus Putin”;
- 10 marca o godz. 22.25 w TVP Historia „W powiększeniu” o Henryku Józewskim, polityku okresu międzywojennego, działającym na rzecz porozumienia polsko-ukraińskiego przeciw ZSRR;
- 10 marca o godz. 23.15 w TVP Historia „Rozróby u Kuby” o aktualnej sytuacji geopolitycznej.
Zdjęcie główne: Stara chińska maksyma mówi, że walkę dwóch tygrysów najlepiej obserwować ze wzgórza zamiast w niej uczestniczyć. Na zdjęciu chiński patrol w górach na granicy Kaszgaru, prowincja Sinciang, 24 stycznia 2022 r. Fot. Costfoto/Future Publishing via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jak działa Amnesty International?
Dlaczego obrońcy praw człowieka zaatakowali Ukrainę?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Gdy dusił, jedna z córek krzyczała: Tato, nie!
Żonę znaleziono w płytkim grobie, w wyniku pośmiertnego porodu poza jej ciałem leżał syn Nico.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Po prostu opoka. O. Jacek Salij
Ilu ludzi uchronił od nienawiści i ilu powstrzymał od chęci wymierzania zemsty?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Sport lokalny czy globalny
Spory: ręką czy nogą trwały długo, aż w końcu powstały odrębne przepisy dla rugby i piłki nożnej.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Słyszą, jak gdacze kura. Polacy pokochali wieś
Tylko w ubiegłym roku aż 50 tys. Polaków zdecydowało się na wyprowadzkę z dużych miast.