Historia

Władza dostała szału, esbecy zablokowali wieś

Służba Bezpieczeństwa prowadziła jego nieustanną obserwację. Zorganizowano rozbudowaną sieć agentury, werbując tajnych współpracowników z najbliższego otoczenia ks. Sadłowskiego. Część z nich wywodziła się także spośród osób najbardziej mu zaufanych, w tym kapłanów z sąsiednich parafii. Na liście donosicieli było co najmniej trzydzieści pseudonimów i nazwisk – wynika z informacji IPN.

Legendą stał się już za życia, ale w jego przypadku takie zdanie to frazes. Miał zaledwie trzydzieści parę lat, kiedy zaczęto nim straszyć milicjantów, ubeków i działaczy partyjnych różnych szczebli. A przecież w mazowieckiej wsi Zbrosza Duża chciał tylko wybudować kościół.

I wybudował: kościół, plebanię, zaplecze, cmentarz, założył gazetę parafialną, i to niejedną, założył też radio, klub sportowy, grupy muzyczne, drukował na powielaczu książki religijne, materiały warsztatowe dla narzeczonych i ministrantów, opracowania historyczne i patriotyczne. Wokół budowy kościoła tak zjednoczył rolników, że poprowadził ich do zwycięstwa w podstawowych sprawach bytowych takich jak ubezpieczenia czy prawo własności, ale też powołał – nie czekając na żadne zarządzenia i nie pytając nikogo o zgodę – uniwersytet ludowy, czasopismo dla rolników i Komitet Samoobrony Chłopskiej Ziemi Grójeckiej. Niezła to wyliczanka, a i tak nie oddaje nawet połowy inicjatyw księdza Czesława Sadłowskiego.

– To zupełnie niebywała postać – podkreśla prof. Jan Żaryn, historyk dziejów Kościoła w PRL. – I przykład tego, jak wynikający z wiary kapłana opór wobec władzy dawał siłę społeczności lokalnej i ją budował.

Pierwszy kościół

Zaczęło się w roku 1967 od kościoła, którego brak nowy wikary zauważył, chodząc po kolędzie w rozległej parafii w Jasieńcu pod Grójcem, wśród sadów jabłoni. Ks. Sadłowski był młody, szybki i zapewne spragniony duszpasterskiego działania, bo miał już 29 lat, a dopiero zaczynał, tuż po święceniach kapłańskich, które ten chłopak z ziemi łomżyńskiej otrzymał w warszawskiej archikatedrze.

Do seminarium duchownego trafił z opóźnieniem wynikającym z peerelowskich szykan: rodzice mieli 15 hektarów ziemi, więc nie będzie matury dla syna kułaka. Dla takiej młodzieży są szkoły zawodowe. W ten sposób Czesio, najstarszy z pięciorga dzieci, choć zdolny i pracowity, wylądował w zawodówce w Olecku, gdzie uczył się na zduna; podobno żartował potem, budując kościół, że umiejętności jak znalazł. Dopiero w 1958 roku udało mu się wstąpić do Niższego Seminarium Duchownego w Warszawie, które pozwalało chłopakom się uczyć i zrobić maturę. Tej jednak nie uznawał system państwowy w przypadku studiów wymagających …matury, czyli Wyższego Seminarium Duchownego. Toteż jako kleryk musiał jeszcze raz przejść przez egzamin dojrzałości.

Jego studia przypadły na czas skandalicznych akcji komunistycznej władzy przeciwko Kościołowi w Polsce: po Liście Biskupów Polskich do Niemieckich z grudnia 1965 władza dostała „wzmożenia” i wciąż urządzała ekscesy. Cały następny rok 1966 upłynął na walce władzy z katolikami, którzy świętowali 1000-lecie Chrztu Polski zagłuszane przez komunę. W takiej atmosferze dojrzewali wtedy klerycy.
Prymas Stefan Wyszyński w czasie uroczystości z okazji Tysiąclecia Chrztu Polski w Lubaczowie w 1966 roku. Fot. NAC
Tak ukształtowany ks. Sadłowski – z wojennym dzieciństwem, z którego wyniósł obraz księdza walczącego o dobro swojego ludu i za to zamordowanego – jedzie na swoją pierwsza parafię w Jasieńcu. I nie tylko widzi, że oddalona o 9 km od kościoła Zbrosza Duża nie ma żadnej kaplicy – a drogi są kiepskie, zaś dojazdy utrudnione – ale że nie pozostaje bierna.

Młody ksiądz notuje 24 marca 1969 roku: „Od roku 1958 na terenie wsi Zbrosza Duża jest aktualna sprawa obiektu sakralnego. W związku z tą sytuacją mieszkańcy Zbroszy Dużej i okolic zakupili stodołę na ten cel, z której materiał został zarekwirowany przez Władze Państwowe i gnije. W takich okolicznościach zostały na Zbroszy Dużej utworzone dwa punkty katechetyczne: jeden u pani Strojkowej, drugi w letniej kuchni, w pomieszczeniu inwentarskim u pani Wójcikowej. Punkty katechetyczne zostały utworzone ze względu na dużą ilość dzieci i ciągle zmieniający się plan zajęć w Szkole Podstawowej w Zbroszy Dużej” (pisownia oryginalna – przyp. red.).

Prymas szedł na piechotę

– Niezwykle odważna postawa i determinacja, by doprowadzić do budowy kościoła wbrew wszystkim siłom totalitarnego państwa – ocenia prof. Jan Żaryn, zaznaczając, że „mobilizacja społeczności, która zawierzyła swemu kapłanowi” pięknie brzmi, kiedy się o tym mówi pięć minut. – Ale tutaj mówimy o latach wzajemnego zaufania i współpracy, o latach mobilizacji – podkreśla.

Powstają prowizoryczne kaplice. Ale milicja nie próżnuje – zwożą ją do Zbroszy Dużej całymi dziesiątkami – i likwiduje kolejno wznoszone kaplice i punkt katechetyczny w dawnej stodole, nęka księdza nieustannymi wezwaniami na kolegia ds. wykroczeń, nakłada kary finansowe na księdza i na parafian, którzy zapraszają go do domu i sprawują tam nabożeństwo, składa skargi do władz kościelnych.

Rok 1966 – wojna tysiąclecia z milenium

Władze PRL wszędzie starały się konkurować z Kościołem.

zobacz więcej
Na stronie internetowej parafii czytamy: „W maju 1969 roku ks. Cz. Sadłowski w odwołaniu od orzeczenia Kolegium Karno- Administracyjnego w Grójcu z dnia 5 maja 1969 roku pisze: »Twierdzenie, że modlitwa i odprawianie Mszy świętych stanowi szkodliwość społeczną jest sprzeczne z tysiącletnią tradycją i historią Narodu Polskiego«”.

O sprawie mówi Radio Wolna Europa. W tym samym dniu władze kościelne dają księdzu dekret na sprawowanie posług duszpasterskich w Zbroszy Dużej. Ale miesiąc później jest kolejne najście milicji.

Mieszkańcy piszą skargę do Kurii Metropolitalnej w Warszawie: „Do Kurii Biskupiej w Warszawie. Donosimy, że o godzinie 06:00 rano 04 lipca 1969 roku wzięto Najświętszy Sakrament i wszystkie rzeczy liturgiczne, jakie znajdowały się w Kaplicy, wyświęconej przez Prymasa Polski Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Dużej Zbroszy. Kaplica była otoczona Milicją Ob. i Urzędnikami w liczbie ponad 50 ludzi oraz obstawiona samochodami Milicji Ob. wszystkie drogi prowadzące do Dużej Zbroszy. Wstrzymali ludność dążąco do Kaplicy. Kaplice w Dużej Zbroszy rozbijali, gruzy wywozili samochodamy i zamurowywały na swój sposób, zamienili na magazyn sprzętu rolniczego. A ks. Sadłowskiego Czesława zabrano i wywieziono samochodem” (podaję za stroną internetową parafii).

W 1970 księdzu grozi więzienie, a w 1972 wybucha kolejny skandal: milicja likwidując po raz kolejny kaplicę, bez żadnej troski wrzuca monstrancję z Najświętszym Sakramentem – czyli bezcześci Najświętszy Sakrament – na pakę samochodu i wywozi do kościoła w Jasieńcu.

Wzburzony prymas Wyszyński mówi o tym w Wielki Czwartek (30 marca) w archikatedrze św. Jana, a władza państwowa staje na głowie, aby odwołał zapowiedziany na 9 kwietnia do odczytania we wszystkich kościołach komunikat w tej sprawie. Prymas nie odwołał, o czym pisze Ewa K. Czaczkowska w swojej wielkiej biografii „Kardynał Wyszyński”.
Kościół w Zbroszy Dużej prymas Wyszyński poświęcił w 1974 roku. Fot. Autorstwa L.zurawski - Praca własna, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=5805387
Budowa jednak postępuje, ksiądz Sadłowski wie, że ma poparcie prymasa. „Jest ksiądz takim kapłanem, na którego mogę powołać się i wobec nierobów, i wobec gorszycieli w sutannach. Jesteś mi potrzebny” – pisał prymas Wyszyński po spotkaniu z ks. Sadłowskim w 1974 roku, kiedy omawiali zbliżającą się konsekrację kościoła. Zdanie to z niepublikowanych jeszcze prymasowskich zapisków „Pro Memoria” przytoczył prof. Jan Żaryn.

Kardynał Wyszyński sam poświęcił kaplicę w 1969 roku, a potem konsekrował gotowy kościół w 1974 roku. Na tę uroczystość zjechało się blisko dziesięć tysięcy ludzi! Drogi były tak zablokowane przez SB, że prymas musiał iść na piechotę. Ilu musiało być agentów SB, przebranych milicjantów i innych funkcjonariuszy, nie wiadomo, ale władza dostała szału.

Kościół, co ważne, został zbudowany według projektu Stanisława Marzyńskiego, architekta niezwykle oddanego sprawie budowy kościołów, bliskiego współpracownika prymasa Wyszyńskiego, co też świadczy o jego osobistym zaangażowaniu w te sprawę.

Budowa, finalnie, była legalna i miała odpowiednie zezwolenia – a mimo to jeszcze w styczniu 1980 r. na wykładzie dla lektorów PZPR w Warszawie, Aleksander Merker, długoletni dyrektor Urzędu ds. Wyznań, ściśle współpracujący z MSW poruszał sprawę budowy i powstania parafii. Cytuję za autorem ze strony internetowej parafii: „Przemówienie tow. Merkera brzmiało uspokajająco: z Kościołem katolickim mamy (my komuniści) spokój, awanturują się tylko bardzo nieliczni, ale w sumie jest to margines drobny, mało znaczący. Podskakuje bp Ignacy Tokarczuk z Przemyśla, bo buduje bez zgody władz PRL kościoły i kaplice. Drugi to ksiądz proboszcz ze Zbroszy Dużej koło Grójca, też wybudował bez zgody kościół. Ktoś napisał, że Kościół katolicki powinien być ceniony za dwie rzeczy bezspornie za stałe przekazywanie społeczeństwu wzorców moralnego postępowania i za piękne budowle kościelne. Energiczny ksiądz ze Zbroszy Dużej zadbał i o jedno, i o drugie, na pewno nie znając powyższej wypowiedzi” .

Zambrowski walił w kaloryfery: do modlitwy. Michnik i Kuroń zawsze byli na mszy

Mówiłem kazania tak, by córka Jaruzelskiego nie mogła wyjść obrażona z kościoła – mówi ks. Jan Sikorski.

zobacz więcej
W parafii aż furczało

Budowa i konsekracja kościoła oraz erygowanie parafii dodały takich skrzydeł parafianom i ich proboszczowi, że dopiero teraz władza zobaczyła, z kim ma do czynienia. Życie społeczne w parafii kwitło i nawet więcej: owocowało, jeśli tak metaforycznie można nazwać oddziaływanie parafii w Zbroszy Dużej na inne środowiska i innych ludzi w Polsce. A mowa o czasach przedsolidarnościowych, a nawet przedkorowskich, czyli o wczesnych latach 70. XX wieku.

W parafii już furczy powielacz, już organizowane są wykłady i spotkania, już ksiądz ściąga wszelkie nowinki techniczne, aby służyły pomocą w zajęciach dydaktycznych. Ma własny projektor i uprawnienia do wyświetlania filmów – zwłaszcza krajoznawczych, religijnych – które dostaje także z ambasad, do których zwrócił się w tej sprawie.

Oczywiście, nachodzą go milicja i inni funkcjonariusze, ale ksiądz zdążył się już przyzwyczaić.

Kiedy w 1976 roku przeciwko drastycznym podwyżkom cen zaprotestowali robotnicy w Radomiu i w Ursusie, kiedy zostali brutalnie pobici, kiedy zawiązał się KOR, Zbrosza zmobilizowała wszystkie siły.
Spotkanie w Radomiu z działaczami NSZZ Soliadrność. Przemawia doradca prawny związku mec. Władysław Siła-Nowicki. Obok m.in. stoi Lech Walęsa. Siedzi (pierwsza z prawej) Anna Walentynowicz. Za nią stoi ks. Sadłowski. Fot. PAP/Maciej Musiał
Dr Grzegorz Łeszczyński pisał w „Biuletynie IPN”: „ W 1976 r., po fali protestów robotniczych w Radomiu i Ursusie, ks. Sadłowski publicznie – z kościelnej ambony – piętnował organizatorów i metody represji wobec uczestników tych zajść. Niebawem uruchomił własny powielacz, na którym rozpoczął odbijanie trafiających do niego dokumentów Komitetu Obrony Robotników. W 1977 r. był inicjatorem wysłania do Sejmu petycji w obronie aresztowanych członków KOR i przetrzymywanych jeszcze w więzieniach robotników Radomia, podpisanej przez ponad tysiąc osób z okolic Zbroszy. Wobec wprowadzonej w 1978 r. niekorzystnej dla rolników ustawy emerytalnej, 9 września tego roku powstał w Zbroszy – jako drugi w Polsce (po komitecie lubelskim, z którym zresztą już w akcie założycielskim zobowiązano się nawiązać kontakt i współpracę) – Komitet Samoobrony Chłopskiej Ziemi Grójeckiej. Przy jego tworzeniu pomagali działacze Komitetu Samoobrony Społecznej KOR (m.in. Wiesław Kęcik), patronem jednak i głównym organizatorem pozostał ks. Sadłowski”.

W całej Polsce powoli powstają Komitety Samoobrony Chłopskiej, w Zbroszy jest to KSC Ziemi Grójeckiej, który przetrwa aż do czasu powołania Solidarności Rolników Indywidualnych, będąc w gruncie rzeczy jego zalążkiem. W wiele spraw włączają się działacze z Warszawy, w tym znane małżeństwo Marzena i Wiesław Kęcikowie oraz aktor Maciej Rayzacher: są kurierami, organizatorami, przewożą i przechowują.

W ośrodku internowania wystawił „Dziady”

Konradem był Bronisław Komorowski, Duchem – Tadeusz Mazowiecki. W przedstawieniu uczestniczyli strażnicy.

zobacz więcej
W 1979 roku Komitety Samoobrony Chłopskiej Ziemi Lubelskiej, Ziemi Grójeckiej, Rzeszowskiej, Tymczasowy Komitet Niezależnego Związku Zawodowego Rolników, Podlaski Komitet Samoobrony Ludzi Wierzących w porozumieniu z innymi niezależnymi ośrodkami chłopskimi powołują Uniwersytet Ludowy w Zbroszy Dużej. Wiesław Kęcik wydaje – oczywiście, u księdza Sadłowskiego – niezależne pismo chłopskie „Placówka” , wychodzą też inne tytuły, nawet gazetka młodzieżowa.

W Ludowym Uniwersytecie, któremu potem ks. Sadłowski nada imię Prymasa Wyszyńskiego, przewidziane są między innymi historia ruchu ludowego i Batalionów Chłopskich, prawo administracyjne, ekonomia, zagadnienia oświaty i wychowania, kwestie etnologiczne i etnograficzne. Jako główne dziedziny wykładów ks. Sadłowski podaje: socjologię, ekonomię, teologię, historię, wiedzę o mediach.

Znowu mówi o tym Radio Wolna Europa i władza ponownie jest w szoku – i żąda odwołania księdza ze Zbroszy.

Ksiądz Sadłowski będzie potem opowiadał Mirosławie Woźniak, która pisze o nim pracę magisterską, że „przed planowanymi na 2-4 marca 1979 r. wykładami w Zbroszy siły bezpieczeństwa zastosowały szczelną blokadę wsi, uniemożliwiając prelegentom dotarcie na miejsce. Obstawiali dworce, przystanki, już nawet w Warszawie”. Według informacji tajnego współpracownika SB z 11 wykładowców na miejsce dotarł tylko jeden – ksiądz Jan Zieja został przesłuchany, ale ze względu na jego podeszły wiek władze nie zdecydowały się inne kroki. W kwietniu, żeby wywieźć Jacka Kuronia i Marzenę Kęcik ze Zbroszy, naszykowano wóz z jabłkami, miedzy którymi ukryto wykładowców.

Sprawa „Dobrodziej”

„Bezpieka oczywiście nadal rozbudowywała sieć agenturalną w najbliższym otoczeniu kapłana, tym razem w ramach sprawy »Dobrodziej«, realizowanej w latach 1978–1985. W okresie działalności zbroszańskiego komitetu przy kościele znajdowała się biblioteka wydawnictw drugiego obiegu (dziś biblioteka parafialna), punkt kolportażu oraz powielania tekstów wykładów, a także trudno dostępnej i zabronionej literatury politycznej oraz literatury religijnej przeznaczonej dla Kościoła w Czechosłowacji i ZSRS” – pisze Mirosława Woźniak w znakomitej pracy magisterskiej „Życie religijne, społeczne i polityczne w parafii Zbrosza Duża powiatu grójeckiego w latach 1974 – 2010”, obronionej w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego w 2011 roku; promotorem jest prof. Romuald Turkowski, za co należą mu się słowa uznania.
Rok 2018. Ks. Czesław Sadłowski (z lewej) podczas obchodów 40-lecia powstania Komitetu Samoobrony Chłopskiej Ziemi Grójeckiej w Zbroszy Dużej. W głębi ks. Jan Sikorski. Fot. PAP/Przemysław Piątkowski
„Służba Bezpieczeństwa prowadziła nieustanną obserwację kapłana i osób mu pomagających. Zorganizowano rozbudowaną sieć agentury, werbując tajnych współpracowników z najbliższego otoczenia ks. Sadłowskiego. Część z nich wywodziła się także spośród osób najbardziej mu zaufanych, w tym kapłanów z sąsiednich parafii. Wielu z nich wykazywało negatywne nastawienie do jego działań i osoby. Lista donosicieli obejmuje przynajmniej trzydzieści pseudonimów i nazwisk” – pisze dr Łeszczyński.

Na stronie internetowej parafii zaprezentowane są niektóre dokumenty IPN jako przykład działań SB. Jest też rozmowa z księdzem, w której odpowiada on na najważniejsze w tej sprawie pytania: „Gdyby przyszedł do księdza skruszony »tajny współpracownik«, wybaczyłby mu ksiądz?”. I ksiądz Czesław mówi: „Tak się już zdarzało. Jesteśmy posłani jak owce między wilki. Jeżeli moja praca ma przynosić owoce, nie mogę ludzi dzielić, ale muszę budować mosty między ludźmi. Czasem spotykam tych ludzi, czasami się odwracają ode mnie, udają, że mnie nie znają (…) Ci ludzie sami powinni przemyśleć swoje życie i szukać pojednania z dawnymi przeciwnikami. Ja osobiście nie zwracałem się do IPN-u o swoją teczkę. Moją zasadą jest wierzyć ludziom”.


Po niemal 50 latach od tamtych wydarzeń ks. Sadłowski, wciąż szczupły i żwawy, emerytowany proboszcz parafii św. Jana Chrzciciela został uhonorowany przez Fundację „Solidarna Wieś” doroczną Nagrodą im. bp. Romana Andrzejewskiego, przyznaną po raz osiemnasty. Została ona wręczona przez kardynała Kazimierza Nycza w czwartek, 24 lutego. W laudacji prof. Jan Żaryn mówił o kolejnym wyzwaniu w życiu księdza Sadłowskiego, jakim była zaprezentowana w IPN dokumentacja dotycząca księdza: w Zbiorze Jawnym znajduje się 9000 kart wypełnionych przez funkcjonariuszy SB oraz 123 osoby z jego najbliższego otoczenia pełniące rolę TW, czyli tajnych współpracowników.

– Zadawałem sobie pytanie , czy potrafiłbym być proboszczem dla wszystkich w tej parafii – mówił z kolei kardynał Kazimierz Nycz, wręczając nagrodę i wspominając swoją wizytację w Zbroszy, kiedy już było wiadomo o aktach IPN . – To wielki egzamin z przebaczenia, który ksiądz prałat Sadłowski zdawał i zdaje nadal, na wzór prymasa Wyszyńskiego – zaznaczył.

W swoim uzasadnieniu Kapituła Nagrody napisała, że honoruje księdza „za długoletnią , konsekwentną i heroiczną walkę z komunistycznym totalitaryzmem, o prawa ludzi wierzących, rolników mazowieckiej wsi, do wolnego wyznawania swojej wiary”. I dalej: „Ksiądz wznoszący świątynię trwał przy wyznawanych wartościach i odniósł zwycięstwo, pomimo szykan, represji, kar i więzienia”.

Dodajmy: zwycięstwo podwójne. Był wtedy – w młodości – niebywale dzielnym człowiekiem, odważnym i nieustępliwym, choć zapewne nie brakowało mu świadomości, że nie wszyscy są jego przyjaciółmi, że nie wszyscy księża rozumieją jego postawę i zapał, a niektórzy wręcz się z niego śmieją. Oraz że na każdym kroku pojawiają się donosiciele, współpracownicy SB, także wśród braci kapłanów.

Ksiądz Czesław Sadłowski wciąż mieszka w Zbroszy Dużej. Czy mógł być zaskoczony, kiedy dostał swoje dokumenty z IPN-u? – Przecież o wielu sprawach mógł wiedzieć od dawna, bo ludzie przychodzili do niego do konfesjonału, a on słuchał spowiedzi i spotykał się w tej tajemnicy z ludźmi, którzy być może na niego donosili – komentuje bez emocji młody ksiądz obdarzony łaską późnego urodzenia, czyli wolny od konfrontacji z dokumentami IPN. – Wciąż jest tam kapłanem, wciąż spowiada i w tajemnicy sakramentu pokuty spotyka się może także z tymi, którzy działali na jego szkodę i wyrządzili krzywdę innym parafianom.

Ks. Sadłowski wciąż mówi: „moją zasadą jest wierzyć ludziom”. I to jest jego wielkie podwójne zwycięstwo.

– Barbara Sułek-Kowalska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Wszystkie odcinki cyklu „Księża wolności” dostępne na VOD.TVP.PL
Zdjęcie główne: 14.12.1980. I Ogólnopolski Zjazd NSZZ Rolników Solidarność Wiejska w Auli Dużej w gmachu Głównym Politechniki Warszawskiej. Na zdjęciu: proboszcz parafii św. Jana Chrzciciela w Zbroszy Dużej ksiądz Czesław Sadłowski (w środku). Fot. PAP/Leszek Łożyński
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Ucieczka w skarpetkach. Niebezpieczna rodzina Romaszewskich
Zbigniew: „Tracę oddech. Już myślę czy się nie poddać”.
Historia Poprzednie wydanie
Kryzys naftowy. Jak wykorzystać odcięcie dostaw ropy
Zachód zmądrzał po szkodzie.
Historia Poprzednie wydanie
Ziemia obiecana czy przeklęta? II wojna i polscy emigranci w USA
Czasem amerykański sen okazywał się amerykańskim koszmarem...
Historia wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Ostatnia romantyczna wojna. Bitwa o Falklandy
Osiemdziesięciu zwiadowców SAS prowadziło rozpoznanie w 4-osobowych grupach.
Historia wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Bunt w Workucie. Rynsztokiem płynęła krew więźniów
„Te obozy nie są bardziej ludzkie niż Majdanek i Oświęcim. Mordowano nas, szczuto psami, morzono głodem...”