Felietony

Moralny kompas dla Polaków. Czego uczy nas „Irydion” Zygmunta Krasińskiego?

Jaki jest dziś prawdziwy wybór dla Polski? Można go sformułować tak: katolicyzm versus odrzucenie katolicyzmu. Przy czym nie pokrywa się on z wyborem: prawica versus lewica.

Cennym wkładem Jarosława Marka Rymkiewicza w polską kulturę są mosty między romantyzmem a współczesnością. Zmarły 3 lutego 2022 roku poeta, eseista, tłumacz zachęcał czy wręcz prowokował czytelników do stawiania pytań o aktualność dzieł narodowych wieszczów.

W kanonie tych utworów jest „Irydion” Zygmunta Krasińskiego (niebawem, 19 lutego będziemy obchodzić 210. rocznicę jego urodzin). Ów napisany w 1835 roku dramat to spore wyzwanie dla dzisiejszego odbiorcy. Można się nawet zastanawiać nad tym, czy tragedia Krasińskiego nie jest teraz już tylko muzealnym rupieciem.

Akcja sztuki rozgrywa się w III stuleciu po narodzeniu Chrystusa w Cesarstwie Rzymskim. Główny wątek jednak się odnosi do dylematów przed jakimi stawali Polacy podczas powstania listopadowego (Juliusz Słowacki twierdził, że „Irydion” jest o „zwaleniu się Petersburga”).

Tytułowy bohater – Grek, powodowany resentymentami wobec Cesarstwa Rzymskiego, chce to państwo unicestwić. Do swojego spisku zamierza wciągnąć… samego cesarza – Heliogabala. Żoną tego zdegenerowanego i zdeprawowanego władcy ma zostać siostra Irydiona – Elsinoe. Brat ją skłania do tego, żeby poświęciła dla politycznej sprawy swoją kobiecą godność.

Irydion ma ambicję zjednoczyć wszystkich wrogów Rzymu. Dlatego zwraca się o wsparcie do grupy szczególnie przez władzę prześladowanej, czyli chrześcijan. Wśród nich jest zapatrzona w niego Kornelia, którą uwodzi – po to, żeby przekonać ją do swoich racji. W efekcie w jej oczach rebelia Irydiona urasta do rangi wydarzenia mesjańskiego (paruzji), choć przecież niczym takim nie jest.

Bunt okazuje się w istocie działaniem z inspiracji sił demonicznych. Człowiekiem, który prowadzi Irydiona na manowce, jest starzec Masynissa. To on podpowiada mu, co ma robić. Irydion zaś traktuje go jako najwyższy autorytet. Tyle że w osobie Masynissy uobecnia się Szatan. A temu przecież zależy na zgubie ludzi i kompromitacji chrześcijaństwa.

Antychryst nie będzie podobny do Hitlera czy Stalina. To raczej ktoś w typie George’a Sorosa

Filip Memches: Warto przypominać słowa Benedykta XVI: „Kusiciel nie jest do tego stopnia nachalny, żeby nam wprost zaproponował adorowanie diabła”.

zobacz więcej
W inscenizacji „Irydiona” w reżyserii Jana Englerta z roku 1981 Masynissę zagrał Jan Świderski. Aktor został ucharakteryzowany tak, że w tym spektaklu fizycznie przypomina do pewnego stopnia Antychrysta z XVI-wiecznego obrazu Luki Signorellego w katedrze w Orvieto.

Skądinąd warto się przyjrzeć temu freskowi. I co widzimy? Antychryst podobny jest do Chrystusa. A ta jego cecha ma kluczowe znaczenie. To właśnie dzięki niej udaje mu się podawać za Mesjasza i oszukiwać ludzi.

Dziś sytuacja Polaków jest zgoła inna niż w czasach, w których Krasiński pisał „Irydiona”. Rzeczywistość zaborów i zrywy przeciw obcym władzom mogą się jawić jako bajka o żelaznym wilku. Natomiast na tle zawirowań w stosunkach międzynarodowych i zmian cywilizacyjnych toczy się w Polsce walka o rząd dusz. Polacy są stawiani wobec wyboru: progresywny Zachód versus konserwatywny Wschód. Ale ten wybór jest fałszywy. Oznacza on bowiem szantaż.

Wariant prozachodni to przyjęcie ideologicznej agendy, którą narzucają lewicowo-liberalne elity Unii Europejskiej. Faworyzują one rozmaite mniejszości – kulturowe, obyczajowe, religijne – w opozycji do porządku regulowanego przez tradycyjne normy moralne i społeczne. A z chrześcijaństwa chcą uczynić projekt ideologiczny, który wychodziłby naprzeciw postulatom wysuwanym przez zwolenników ekologizmu, feministki, organizacje LGBT, orędowników multikulti (tak jak Irydion chciał politycznie wykorzystać wiarę wyznawców Chrystusa – żeby obrócić Cesarstwo Rzymskie w zgliszcza).

W Polsce miliony osób owego trendu z Zachodu nie akceptują. Nie po drodze im ze środowiskami, dla których emancypacyjne roszczenia grup mniejszościowych są polityczną wyrocznią.
Tyle że kiedy konserwatywna część społeczeństwa polskiego artykułuje swoje stanowisko, padają pod jej adresem oskarżenia o to, że ustawia się przeciw Zachodowi i tym samym przyjmuje wariant prowschodni, czyli sprzyja Rosji. A przecież to ciężki zarzut. Przeciętny Polak bowiem uważa – słusznie – że bycie pachołkiem Kremla jest straszliwą zbrodnią.

Szantaż zatem polega na wyrobieniu w Polakach przeświadczenia, że skoro nie ma innego Zachodu niż ten progresywny, to dla zachodniego progresizmu jedyną konserwatywną alternatywę stanowi Rosja, czyli opcja, która nie jest żadnym wyjściem. I koło się zamyka.

Swoją drogą, mimo że moskiewski polityczny establishment krytykując Zachód używa prawicowej retoryki (jak choćby nazywanie Europy „Gejropą”), to wcale nie oznacza, że Rosja jest oazą konserwatyzmu i chrześcijańskiej duchowości.

W tym kontekście warto przytoczyć opinie Krasińskiego. A był on przecież konserwatystą, choć nieoczywistym, ponieważ dostrzegał słabości dawnego, feudalnego świata i pojmował motywacje rewolucjonistów (czego dowiódł choćby w „Nie-boskiej komedii”).

Krasiński wobec Rosji nie żywił żadnych złudzeń. Wyrażał się o niej bardzo, a może nawet nazbyt, surowo.
Afisz z Nowego Teatru Polskiego w Warszawie ze stycznia 1913 roku zapowiadający premierę sztuki „Irydion” Zygmunta Krasińskiego w reżyserii Arnolda Szyfmana. Fot. PAP/Reprodukcja Jakub Grelowski Maciej Musiał
W jego rozprawie „O stanowisku Polski z Bożych i ludzkich względów” czytamy: „Otóż w dziejach ruskich matką bierną zachowawczość bizantyńska – ojcem zapładniającym jej łono napad tatarski – a synem spłodzonym, rosnącym, na olbrzyma wyrosłym, rząd moskiewski. Sprzeczne też obojga rodziców znamiona sprzęgł i zlał razem w harmonią potworności. Wyrachowany jak starzec, widzimiśny jak dziecko, namiętnie srogi i chłodno podstępny, układny, chytry przed potężnymi, mściwy, nieubłagany dla słabszych, gwałtownik a kłamca, zdrajca obcym, swoim ujarzmiciel”.

Według Krasińskiego, Rosja w spotkaniu z Europą (w tym z jej progresywnymi tendencjami) wydaje zepsute owoce: „Skoro wolność poniżyła się gdzie do gwałtu, [rząd moskiewski] nie ją, ale gwałt jej sztucznie urządzony pokochiwał. Rewolucyjny czy monarchiczny ucisk, byleby ucisk, natychmiast uwielbiał i przywłaszczał sobie. Tak z pruska wojsko nastroił – tak policyjny terroryzm, dotykający w jednej chwili obywateli wszystkich, z francuska. Gdziekolwiek śladu stóp szatana dojrzał w Europie, tam się pochylał, rozważał, szanował i zdejmował miarę na własne stąpania”.

Rzecz jasna w słowach wieszcza daje o sobie znać licentia poetica. Są w nich i alegorie, i hiperbole. Niemniej mamy tu do czynienia ze świadectwem kogoś, kto poznał Rosję (jego ojciec, Wincenty był prominentnym urzędnikiem caratu, znanym z okazywania lojalności zaborcy, co negatywnie przekładało się na relacje z synem).

Aż się prosi jednak, żeby myśl Krasińskiego uzupełnić fragmentem „Pieśni od ziemi naszej” Cypriana Kamila Norwida . Oto dwie strofy tego wiersza, które trafnie obrazują problem, przed którym stawali Polacy niegdyś i stają dziś:

Jak pokonać demony

W wojnie kultur prawo do miłości jest orężem obozu, który chce nadać nowe znaczenia takim pojęciom, jak małżeństwo i rodzina.

zobacz więcej
Od wschodu mądrość kłamstwa i ciemnota,
Karności harap lub samotrzask z złota,
Trąd, jad i brud.

Na zachód kłamstwo wiedzy i błyskotność,
Formalizm prawdy, wnętrzna bezistotność,
A pycha pych!


Jaki jest więc teraz prawdziwy wybór dla Polaków? To taki, który zdaje się sugerować Krasiński w „Irydionie”. Można go sformułować: katolicyzm versus odrzucenie katolicyzmu. Przy czym nie pokrywa się on z wyborem: prawica versus lewica. Katolicyzm jako pałka ideologiczna czy światopoglądowa zamienia krzyż w pogański totem.

Niemniej związek Polski z Kościołem daje jej podmiotowość – i to w stosunkach zarówno z Zachodem, jak i Wschodem. Masowe odwrócenie się Polaków od katolicyzmu skutkowałoby utratą przez nich moralnego kompasu, który w przeszłości nieraz pomagał im się orientować, gdy musieli stawiać czoła przeciwnościom (jak choćby w okresie PRL).

Trzeba zatem przypomnieć, że początki państwowości polskiej nie przypadkiem łączą się z chrztem ziem polskich. Świadomość tego stanu rzeczy jest zaś szczególnie istotna dziś – kiedy Kościół nad Wisłą przechodzi kryzys.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


W piątek 11 lutego 2022 roku o godz. 20.15 na antenie TVP Historia w cyklu Teatr Historii wyemitowany zostanie „Irydion” Zygmunta Krasińskiego w reżyserii Jana Englerta (produkcja z roku 1981). Emisję spektaklu poprzedzi o godz. 20 rozmowa Mikołaja Mirowskiego z Piotrem Zarembą.
Zdjęcie główne: Teatr Telewizji, „Irydion” w reżyserii Jana Englerta, rok 1981. Na zdjęciu: Jan Frycz i Jerzy Zelnik. Fot. TVP/ M. Stankiewicz
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Pan Herbert
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Geny
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
ONZ: mission impossible
Jakie znaczenie miała wizyta sekretarza generalnego Antonia Guterresa w Kijowie?
Felietony Poprzednie wydanie
Nikt nie chce być „ruską onucą”
Czy nazizm był odpowiedzią na komunizm?
Felietony Poprzednie wydanie
Przyjdą silni ludzie...
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.