Rozmowy

Wszystkie podboje są krwawe. Taka jest logika ekspansji

Hiszpanie podbili Azteków, ale 200 lat wcześniej Aztekowie podbijali ludy z Doliny Meksyku. Oni także mordowali. Historia ludzkości to historia podbojów. Dlaczego akurat podbój Ameryki jest tak negatywnie wyróżniany spośród innych podbojów? – pyta María Elvira Roca Barea, autorka bestselleru „Imperiofobia i czarna legenda”.

TYGODNIK TVP: Hispanofobia, a właściwie czarna legenda o złych Hiszpanach, o której można przeczytać w pani bestsellerze, ma się podobno całkiem dobrze. Czy mieszkańcy północnej Europy rzeczywiście wciąż patrzą na Hiszpanów z góry?

MARÍA ELVIRA ROCA BAREA
: Czarna legenda to zestaw argumentów, które pozwalają usprawiedliwić moralną niższość Południa i one wciąż są w użyciu, także w Unii Europejskiej. Od czasu do czasu nadal np. słyszymy, że mieszkańcy Południa są leniwi, niegodni zaufania, po prostu mają mnóstwo wad. Kiedy w Brukseli trwały targi dotyczące funduszy na wyjście z pandemii znów usłyszeliśmy z ust holenderskiego ministra (finansów, Wopke Hoekstry- przyp. red.), że kraje z południa Europy trwonią pieniądze zamiast oszczędzać na czarną godzinę. Podobnie zresztą obrażano Południe przy okazji kryzysu finansowego w 2008 roku, kiedy przeciwstawiano pracowitą Północ skorumpowanym, nie płacącym swoich długów i leniwym mieszkańcom europejskiego Południa. Oczywiście to podejście nie dotyczy wyłącznie Hiszpanii, ale Hiszpania, a przy okazji katolicyzm, obrywa szczególnie, ze względu na swoją imperialną przeszłość.

To jak według pani powstała czarna legenda dotycząca Hiszpanii?

Samo to sformułowanie odnoszące się do manipulacji na temat inkwizycji, konkwisty i hiszpańskiego antysemityzmu, rozpowszechnił już Julian Juderias, na początku XX wieku, choć sporadycznie używano go także wcześniej. To specyficzna, hiszpańska odmiana szerszego zjawiska, którym jest zła sława imperiów, podsycana przez słabsze organizmy polityczne, wyrastająca z niemocy, braku możliwości konkurowania z hegemonem. Taką właśnie kampanię propagandową zorganizowano przeciwko prowadzącemu zamorską ekspansję imperium hiszpańskiemu. Czarna legenda jest więc szczególnym przypadkiem imperiofobii. Przestudiowałam historię wielu zachodnich imperiów i doszłam do wniosku, że ten mechanizm zawsze się powtarza. Polityczni konkurenci przedstawiają imperium jako siłę niszczącą, przytłaczającą, a sami, jak w walce Dawida z Goliatem, kreują się na dobrych i szlachetnych.

Kto stał za antyhiszpańską propagandą?

Negatywny wizerunek katolickiej Hiszpanii był niezbędnym mitem założycielskim wielu narodów i religii w Europie, m.in. Holandii. Na propagandowej walce z hiszpańskim imperium zyskiwały także anglikanizm i luteranizm. Zestawiano więc – skutecznie – zacofaną, fanatyczną, ojczyznę Inkwizycji z dobrymi, uczciwymi protestantami. Działał w dodatku mechanizm polegający na tym, że piętnowane z jakiegoś powodu grupy, narody, oskarżane o moralną niższość, akceptują zazwyczaj część tych zarzutów i przestają się bronić. Stąd taka trwałość tego mitu. Nawet dziś nie da się ot tak zmienić postrzegania Hiszpanii, bo nie da się zmienić czegoś, co stało się częścią oficjalnej historii Europy. Elementów czarnej legendy uczy się przecież w szkołach, np. w Wielkiej Brytanii.
Rycina Lucasa Cranacha Starszego: porównanie protestantyzmu i katolicyzmu. Fot. Staatliche Museen, Berlin/ web gallery of art
Jak wyglądała ta kampania?

To jest oczywiście zagadnienie bardzo złożone. Do dziś nie ma badań, dzięki którym można by zmierzyć zasięg tej kampanii. W każdym razie skorzystano z pojawienia się druku, który stał się narzędziem propagandy. Zorientowano się, że druk zwielokrotnia i wzmacnia siłę oddziaływania obrazu. Z protestanckich drukarni, które stały się kreatorami opinii publicznej, wychodziły tysiące pamfletów, powielających obrazy tworzone przez wielkich artystów takich jak Lucas Cranach Starszy.

Na jednym z jego obrazów widzimy np. z jednej strony uporządkowany, pogodny i czysty świat protestantyzmu, a po drugiej tłustych mnichów i biskupów o zdeformowanych twarzach, świat zgnilizny i korupcji. Takie obrazy można było zobaczyć na ulicach i placach XVI-wiecznych miast. Nierzadko pamflety włączano do egzemplarzy Biblii, która w ten sposób też stawała się narzędziem propagandy. Pamfletowe kampanie trwały nawet dziesiątki lat. W ten sposób powstał wizerunek Hiszpanii, który pokutuje do dziś i który został zaakceptowany przez światową, ale i hiszpańską opinię publiczną. Dlatego minister pochodzący z Północy może bezkarnie powtarzać obraźliwe bzdury na nasz temat i żaden hiszpański polityk nie reaguje.

To jak w takim razie przed czarną legendą ustrzegła się Portugalia? Handel afrykańskimi niewolnikami doskonale nadawał się do wykorzystania w celach propagandowych.

Słońce Peru świeci w Polsce, pożar gasi Matka Boska, a mężczyzna ma trzy twarze

Staliśmy się pośmiewiskiem Europy mniej więcej w tym samym czasie. Hiszpański hidalgo i polski szlachcic dogadaliby się nawet na trzeźwo. A Polak i mieszkaniec zamorskich kolonii Hiszpanii?

zobacz więcej
Imperium Portugalczyków nigdy nie było w stanie zagrozić innym europejskim potęgom. Nigdy nie stali się dostatecznie wpływowi w Europie, tymczasem Hiszpanie kontrolowali w pewnym momencie całą politykę europejską. Za czasów Karola V mieli nawet projekt zjednoczenia Europy, ale jego realizację brutalnie uniemożliwili Francuzi i Anglicy, wielcy twórcy czarnej legendy.

Trudno sobie wyobrazić, że tak potężne imperium hiszpańskie, nie próbowało neutralizować skierowanej przeciwko sobie kampanii…

Oczywiści, bywało, że czarna legenda była kontestowana, pojawiały się jakieś nieliczne książki, ale najczęściej – i mam tu na myśli ostatnie kilkaset lat – jeśli nie przymykano na ten problem oczu, to chowano głowę w piasek i starano się mówić o nim jak najmniej. Dlatego poważne badania nad czarną legendą, prowadzono dopiero po II wojnie światowej i zajęli się tym historycy zagraniczni.

A co w tym czasie robił hiszpański Kościół? Propaganda była wymierzona także, a może przede wszystkim, w katolicyzm.

Nie reagował. Myślę, że hierarchii zabrakło umiejętności przewidzenia konsekwencji tej kampanii. Skutki rozpowszechniania czarnej legendy zaczęto zauważać długo po rozpadzie imperium (imperium hiszpańskie rozpadło się na pocz. XIX w. - przyp. red). Inna sprawa, że imperium obejmowało gigantyczny obszar. Przez większość jego trwania do Hiszpanii należało ponad 20 mln m2. Mieszkańcy interioru, a więc także księża i biskupi, nie przywiązywali więc wagi do tego, co działo się poza nimi, w dalekiej Europie. Dla nich to były rzeczy mało istotne, odległe. Życie wewnątrz imperium oferowało mnóstwo wyjątkowych możliwości, na największym wówczas wspólnym rynku na świecie. Na dodatek, Kościół sam produkował czarną legendę. Tak dziś negatywna ocena konkwisty jest m.in oparta na dziele zakonnika Bartolome de las Casas („Krótka relacja o wyniszczaniu Indian” – przyp. red.) Hiszpanie dość łatwo przyzwyczaili się więc do argumentacji siewców czarnej legendy.

Kościół w Hiszpanii nie reagował na czarną legendę nawet wtedy, kiedy zaczęła się reformacja?

Kościół zawsze konkurował z władzą królewską o wpływy, także w Ameryce. Nie działał w imię lojalności wobec korony, czy państwa. Królowi trudno było wpływać politycznie na Kościół. Nacjonalizacja religii to jedna z wielkich przewag protestantyzmu, oczywiście osiągnięta dopiero wtedy, gdy ustały wojny religijne i ustaliły się granice poszczególnych krajów protestanckich. Religia stała się tam częścią polityki państwa, narzędziem w ręku władzy politycznej. Tymczasem, w krajach katolickich utrzymywał się ten trudny polityczny dualizm, wpływy państwa ścierały się z wpływami Kościoła, a to sprawiło, że kraje katolickie były w porównaniu z protestanckimi słabsze.
Fragment obrazu pędzla Van Loo „Rodzina Filipa V”. Filip V był pierwszym hiszpańskim monarchą z dynastii Burbonów. Obraz znajduje się w madryckim Muzeum Prado. Fot. Wikimedia
A co robiły przez cały ten czas hiszpańskie elity?

Od wieków mamy problem z poczuciem własnej wartości. Przyczyn tego stanu rzeczy należy szukać w XVIII wieku, kiedy w Hiszpanii zaczynają się rządy Burbonów. Od tamtego momentu hiszpańscy intelektualiści przestają opisywać własną historię, bo piszą ją Francuzi.

Ale co ma wspólnego francuska dynastia rządząca na Półwyspie Iberyjskim z kampanią protestantów?

Hispanofobia była po prostu częścią polityki zagranicznej Burbonów. Przecież Ludwik XIV, w trakcie swojego ponad 70-letniego panowania, wszystkie swoje wojny toczył przeciwko Habsurgom (panującym w XVI i początkach XVII w. w Hiszpanii – przyp. red.) Jego wielkim osiągnięciem było umieszczenie wnuka, Filipa V, na hiszpańskim tronie. Większość hiszpańskich intelektualistów, zaakceptowała więc czarną legendę, bo gdyby ją kwestionowała, oznaczałoby to poparcie dla Habsurgów. Nasze elity przejęły więc hispanofobię od Francuzów i od tego momentu już nigdy jej nie kwestionują. Za czasów Burbonów hiszpańska historiografia już nie istnieje.

Pewnie w takim razie nie ma się co dziwić, że Hiszpanie wykupują dziś kolejne (już 38) nakłady pani książki. Jak to możliwe, że traktat historyczny tak dobrze się sprzedaje?

Starałam się napisać książkę, która byłaby zrozumiała dla osób wykształconych, ale niekoniecznie specjalizujących się w historii. W Hiszpanii wielu historyków posługuje się zbyt hermetycznym językiem i dlatego ich książki docierają jedynie do kolegów profesorów. Tymczasem, na świecie pisze się o historii jednocześnie w sposób naukowy i popularny, tak jak np. prof. Peter Frankopan z Uniwersytetu w Oksfordzie. Jego „Nowa historia świata” jest świetna z akademickiego punktu widzenia, a równocześnie zrozumiała dla zwykłego czytelnika bez doktoratu. Trochę niespodziewanie dla mnie samej, ale „Imperiofobia” spełnia w Hiszpanii właśnie taką rolę.

Wojna za Chrystusa Króla

Byli uzbrojeni w pałki i kije. Wystąpili przeciwko prześladującym katolików władzom.

zobacz więcej
Jednym z tematów antyhiszpańskiej kampanii była inkwizycja. Dziś już wiemy, że miała niewiele wspólnego ze stworzonym w XVI jej wizerunkiem…

Inkwizycja oczywiście istniała, ale nie można przykładać dzisiejszej miary, do tego, co działo się w XVI wieku. Tolerancja religijna pojawiła się na dobre w Europie w XIX wieku, a w czasach rozkręcania antyhiszpańskiej propagandy nietolerancja religijna panowała zarówno w krajach katolickich jak i protestanckich.

Wciąż można usłyszeć, że inkwizycja doprowadziła do śmierci setek tysięcy ludzi…

Inkwizycja w rzeczywistości nie była tak okrutna jak wynika z jej złej sławy. Nie była monstrum terroryzującym społeczeństwo, przychodzącym nocą po swoje ofiary, które zaraz potem znikały. W porównaniu np. z procesami prowadzonymi przez sądy cywilne była znacznie mniej restrykcyjna. Od połowy XVI wieku do początku XVIII, inkwizycja wydała 1300 wyroków śmierci, a nie wszystkie miały związek z religią, najczęściej karano przestępstwa pospolite. W procesach inkwizycji uczestniczyli sędziowie, adwokaci, obrońcy, a nawet jej własny wynalazek – lekarze sądowi – podczas gdy w innych częściach Europy zamiast sądu miały miejsce zwykłe lincze. Przypomnę, że w ciągu 20 lat Kalwin spalił za herezję 500 osób. Moim zdaniem inkwizycja w ciągu całej swej historii nie pochłonęła więcej ofiar niż noc św. Bartłomieja. Niestety nowe badania na ten temat nie zneutralizowały czarnej legendy. Inkwizycja nadal ma złą prasę, a ludzie wciąż oglądają filmy i czytają książki, które przedstawiają ją w fałszywym świetle.

Konkwista też ma bardzo złą sławę. Trudno chyba zaprzeczyć, że podbój Ameryki był krwawy …

Wszystkie podboje są krwawe. Taka jest logika ekspansji. Wiemy już jednak z całą pewnością, że kilkadziesiąt lat po dotarciu konkwistadorów do Meksyku, liczba ludności Nowej Hiszpanii zaczęła rosnąć, powstawały miasta, a to świadczy o stabilizacji sytuacji i to jest miara sukcesu. To była sytuacja bez precedensu od czasów rzymskich podbojów. Przecież Nowa Hiszpania stała się o wiele bogatsza od samej Hiszpanii, a w XVIII wieku nawet ważniejsza od siedziby imperium. Stolica kulturalna i gospodarcza monarchii znajdowała się wtedy de facto w Meksyku.
Odwrót Hernána Cortésa z Tenochtitlan. Obraz znajduje się w kolekcji Ambasady brytyjskiej. Fot. Hernán Cortés
Najpierw musiały jednak zginąć tysiące Indian. Jak liczne były ofiary podboju?

Nikt tego nie wie, bo czy wiadomo, ilu mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego zginęło w wyniku podboju dokonanego przez Rzymian? Podbój to podbój. Hiszpanie podbili Azteków, ale 200 lat wcześniej Aztekowie podbijali ludy zastane w Dolinie Meksyku. Oni także mordowali. Historia ludzkości to historia podbojów. Dlaczego akurat podbój Ameryki jest tak negatywnie wyróżniany spośród innych podbojów? Dlaczego wciąż dokonuje się moralnej oceny podboju Ameryki, a nie mówi się o Australii, Kanadzie czy Ameryce Północnej. Zapomina się też o masakrach w Kongo z czasów Leopolda II.

W ocenie konkwisty trudno jednak pominąć przymusową chrystianizację…

Zmuszenie władcy Inków do chrztu i uduszenie go garotą nie jest powodem do chwały dla Hiszpanów, przyznaję, ale jeśli oceniamy konkwistę pod względem moralnym, to przyłóżmy tę samą miarę do wszystkich podbojów, zamiast mówić tylko o tej, pomijając inne. Czy podboje dokonywane przez Azteków przed przybyciem Corteza nie zasługują na ocenę moralną? Chodzi więc o to, aby oceniać wszystkich równą miarą i nie robić wyjątku akurat dla imperium hiszpańskiego. Anglosasi przybywają na Północ, zajmują tereny praktycznie od Atlantyku po Pacyfik i to nie jest konkwista, która nie zasługuje na ocenę moralną?

Bogowie uwielbiali ludzką krew i dym z palonych serc. Czaszki ofiar obierano ze skóry i mięśni, a czerepy nawlekano na żerdź

Najpierw kapłan ostrym jak brzytwa nożem z obsydianu rozcinał klatkę piersiową i wyjmował bijące wciąż serce. To uśmiercało ofiarę. Rytuał jednak trwał dalej.

zobacz więcej
A co zyskali rdzenni mieszkańcy Ameryki dzięki pojawieniu się konkwistadorów, bo że ponieśli wielkie ofiary, nie da się zaprzeczyć?

Posłużę się przykładem innego imperium. Inwazja Rzymian na Półwysep Iberyjski wydaje się nam dziś horrorem, ale wystarczy się chwilę zastanowić, żeby dojść do wniosku, że przed Rzymianami było tu tylko mnóstwo różnych ludów pozostających ze sobą w wiecznej wojnie, bez najmniejszej szansy na stabilizację i rozwój handlu. A kilkadziesiąt lat później? Pojawiły się akwedukty, drogi, handel, zaczęła rosnąć liczba ludności. Istnieją analizy ekonomicznie, które mówią, że do XVIII wieku Europa nie zdołała odzyskać poziomu gospodarczego z czasów rzymskich. Czy w takim razie mamy powody traktować imperia jedynie jako źródło koszmarów, czy także dostrzegać, że imperia stawiały gigantyczne kroki w procesie ewolucji gospodarczej, globalizacji i integracji populacji. Z pewnością trzeba te kwestie analizować z podejściem mniej obciążonym uprzedzeniami.

Hiszpanie mogliby konkurować jedynie z Rzymianami?

Hiszpania w XVI, XVII i XVIII wieku to wręcz modelowy przykład imperium, które powstaje w wyniku ekspansji, po której następuje konsolidacja. Imperium hiszpańskie było ostatnim wielkim imperium na południu Europy. Zarówno Hiszpania, jak i Portugalia znajdowały się bardzo daleko od szlaków, którymi przebiegał handel przyprawami, a do których dostęp utrudniało zdobycie Konstantynopola przez imperium osmańskie. Dlatego u początków tej ekspansji był handel, próba znalezienia nowej drogi do Indii. Z biegiem czasu, w wyniku ekspansji powstaje wielkie imperium hiszpańskie, a warto pamiętać, że nie wszystkie ekspansje przeradzają się w trwałe imperia, czego dowodem jest historia Napoleona. Jego ekspansja nie doprowadziła do konsolidacji i trwała bardzo krótko.

Po trzech wiekach implodowało także imperium Hiszpanów.

I zniknęło w XIX wieku, ale powstały wtedy nowe kraje, takie jak Meksyk czy Argentyna, a także...Hiszpania, państwo narodowe. To nie ta sama Hiszpania, która rozpoczęła ekspansję na Atlantyku, a później Pacyfiku. Problem polega na tym, że w XXI wieku większość ludzi nie odróżnia tych dwóch rzeczywistości. Politycy też nie potrafią się tego nauczyć.
W 2019 roku prezydent Meksyku Manuel Obrador zażądał od Hiszpanii przeprosin za konkwistę. Fot. Pedro Martin Gonzalez Castillo / Getty Images
Prezydent Meksyku nie ma więc racji, domagając się przeprosin za konkwistę?

To wezwanie Manuela Obradora do przeprosin to jakiś absurd. Przecież dzisiejsi Hiszpanie mieszkający na Półwyspie Iberyjskim w większości nawet nie byli w Ameryce, niczego nie podbijali, ani oni, ani ich dziadkowie. To nie są ci sami ludzie, którzy dopłynęli do Ameryki 500 lat temu. W mojej rodzinie byłam pierwszą osobą, która postawiła stopę w Ameryce. Prezydent Obrador nie rozumie, że imperium nie istnieje od 200 lat, a spadkobiercami konkwistadorów są Meksykanie. Dlaczego więc domaga się przeprosin od nas? Czy żyjemy w tym samym królestwie, które podbiło Amerykę? Przecież zmienialiśmy się przez te kilkaset lat. To czarna legenda jest oparta na fałszywym założeniu, że Hiszpania to rzeczywistość, która z biegiem czasu nie ewoluuje, że jest taka jak za czasów Filipa II, że jest uodporniona na upływ czasu.

Tamci Hiszpanie popełnili jednak także błędy, których skutki trwają w Ameryce do dziś.

Imperium, które podbiło Amerykę, m.in. tereny dzisiejszego Meksyku, nie istnieje od 200 lat. To jest jakiś wielkie urojenie, że dzisiejsza Hiszpania powinna się bić w piersi. Imperium się skończyło i nie można wiecznie kontynuować retoryki o młodych państwach amerykańskich i obarczać wszystkich dookoła winą, za to co się tam dzieje. Przecież te rzekomo dopiero co powstałe państwa są starsze niż dzisiejsze państwo niemieckie czy włoskie!

Prezydent Meksyku jednak się upiera. O błędach popełnionych w czasie konkwisty mówił też papież Franciszek.

Powiem tak. Nowy ambasador Meksyku w Chinach, kiedy obejmował ambasadę, wymienił wśród swoich priorytetów pracę nad uświadomieniem współczesnym Chińczykom znaczenia handlu, prowadzonego przez Nową Hiszpanię z Chinami. Czy robiłby to, gdyby odrzucał wszystko to, co stało się w Meksyku po przybyciu Cortesa? Meksyk ma za sobą trzy wieki istnienia wicekrólestwa, które nie było niepowodzeniem, wręcz przeciwnie. Dlatego nie można ograniczać się do opowiadania o mordach popełnionych przez Hiszpanów, bo jak później chwalić się wielką historią handlu na Pacyfiku?

A jak poprawić poczucie własnej wartości Hiszpanów?

Szczerze mówiąc nie mam pojęcia. Ta czarna legenda ciągnie się za całym światem hispanojęzycznym. Zniekształconej historii uczy się w szkołach, a to napędza mechanizm samoodrzucenia i konfliktów wewnętrznych. A na odrzuceniu nie da się zbudować państwa, także w Ameryce. W Meksyku nie da się też go zbudować za pomocą aztekizacji. Azteków było niewielu, wystarczy spojrzeć na mapę i porównać zasięg państwa Azteków i teren dzisiejszego Meksyku. Oprócz Azteków żyło tam mnóstwo innych ludów ze sobą walczących. Dlatego państwo meksykańskie zostało zbudowane na tradycji hiszpańskiego wicekrólestwa ze stolicą w Meksyku, które pozostawiło po sobie wspólny język, alfabet i kulturę.

  A co z Hiszpanami?

Odkłamanie historii to nie jest zadanie, z którym może sobie poradzić jedna książka, bez względu na wydawniczy sukces, którym się cieszy. Mamy bowiem do czynienia z inercją trwającą kilkaset lat wciąż na nowo wskrzeszaną, czego ostatnim przykładem jest wezwanie prezydenta Meksyku. Nie da się zwalczyć tych historycznych deformacji bez udziału wielu państw, ich wspólnej polityki, a na to nie można liczyć.

Może siła internetu przyspieszy ten proces?

Pani w to wierzy? Kiedy już dojdzie do skolonizowania dziecięcych oczu obrazami okrutnej hiszpańskiej konkwisty – hiszpańskiej, bo w podboju Ameryki Północnej jak głosi anglosaska narracja uczestniczyli zawsze „settlers”, nigdy „conquerors” – a to się odbywa już w szkole podstawowej, nie da się już tego odwrócić.

– rozmawiała Anna Gwozdowska
Fot. Mat. prasowe
María Elvira Roca Barea, z wykształcenia filolog, specjalistka w dziedzinie literatury średniowiecznej, pracowała w Narodowej Radzie ds. Badań Naukowych i wykładała na Uniwersytecie Harvarda. Obecnie jest nauczycielką w liceum. Opublikowała kilka książek i artykułów w czasopismach specjalistycznych. Jest autorką bestselleru „Imperiofobia i czarna legenda” (po hiszp. „Imperiofobia y leyenda negra”) wydanym przez wydawnictwo Siruela w 2016 roku.

Hiszpanie nie chcą dłużej przepraszać


Z okazji ubiegłorocznych obchodów 200. rocznicy niepodległości Meksyku papież Franciszek wezwał meksykańskie duchowieństwo do przyjrzenia się przeszłości i rozpoznania „bardzo bolesnych błędów” popełnionych przez Kościół w czasie konkwisty. Hiszpańscy politycy zareagowali na jego słowa krytycznie. Podobnie dwa lata wcześniej komentowano w Madrycie list prezydenta Meksyku, w którym domagał się oficjalnych przeprosin za zdobycie Tenochtitlan.

To nie przypadek. Od kilku lat, na Półwyspie Iberyjskim trwa debata na temat odziedziczonej po czasach imperium czarnej legendy, przypisującej Hiszpanom religijny fanatyzm, zacofanie i bezwzględne okrucieństwo. Wygląda jednak na to, że pokutująca w Europie hispanofobia, która za sprawą zarażonych kompleksem niższości hiszpańskich elit zakorzeniła się także w samej Hiszpanii, powoli przestaje działać.

Na ubiegłoroczne wezwanie papieża do bicia się w piersi za grzechy Kościoła z czasów konkwistadorów, zareagowała m.in. Isabel Díaz Ayuso, prezydent Madrytu z centro-prawicowej Partii Ludowej.  Wyraziła zdziwienie, że może tak myśleć „katolik mówiący po hiszpańsku”, podczas gdy to jej rodacy zaszczepili na kontynencie amerykańskim religię wolności, cywilizację i język. W podobnym tonie wypowiadali się też inni politycy.

Co ciekawe, z przeprosinami za zdobycie przez Hernána Cortésa Tenochtitlan (w ub. roku minęła 500. rocznica tego wydarzenia) nie pospieszyli również rządzący obecnie Hiszpanią socjaliści. W tej sprawie hiszpańscy politycy wydają się być zresztą dość zgodni.

Liberalne media biją więc na alarm i ostrzegają, że zmieniający się stosunek do konkwisty, daleki od dotychczasowego samobiczowania, jest efektem pojawienia się na hiszpańskiej scenie politycznej skrajnej prawicy – partii VOX. Wedle tych głosów, zarówno Partia Ludowa jak i centrowe Ciudadanos, w pogoni za głosami wyborców starają się dostosować do nacjonalistycznego przekazu płynącego z VOX.

W przedrukowanym kilka miesięcy temu przez „Gazetę Wyborczą” artykule Nicholasa Caseya pada nawet pytanie o to, ile nacjonalizmu potrzebują hiszpańscy konserwatyści, żeby podnieść swoje notowania.

W dystansowaniu się od pedagogiki wstydu rzeczywiście jest sporo politycznej kalkulacji, ale hiszpańscy politycy i tak są spóźnieni. Na długo przed nimi nastroje panujące wśród zwykłych Hiszpanów bezbłędnie odczytała Elvira Roca Barea, specjalistka w dziedzinie literatury średniowiecznej i autorka hiszpańskiego bestselleru „Imperiofobia i czarna legenda” (po hiszp. „Imperiofobia y leyenda negra”).

Od swojego pierwszego wydania w 2016 roku, „Imperiofobia” miała już 38 wznowień i wywołała gorącą dyskusję, która trwa właściwie do dziś.

Roca Barea przypomniała bowiem, że krążący od XVI wieku po Europie, zawarty w czarnej legendzie mit zacofanej, katolickiej Hiszpanii, jest wciąż żywy. Bo choć stworzony przez protestantów i podtrzymywany przez wieki przez Anglosasów i Francuzów, został przejęty przez rodzimych ojkofobów, którzy nigdy go nie kwestionowali i do dziś utrwalają. To dlatego w Hiszpanii nadal pokutuje przekonanie, że wszystkie nieszczęścia, które spotkały ten kraj są karą za jego krwawą historię: ludobójczą kolonizację Ameryki, wypędzenie Żydów i potomków muzułmanów oraz stworzenie inkwizycji.

Czarna legenda jest też wciąż popularna w krajach Północy, które przed wiekami podgrzewały w Europie hispanofobię, a dziś wciąż jeszcze traktują Hiszpanów jak ograniczonego Manuela z kultowego brytyjskiego serialu „Hotel Zacisze”.„Imperiofobia” okazała się więc terapią, której Hiszpanie od dawna potrzebowali.

Przed Roca Bareą, punktowaniem antyhiszpańskich uprzedzeń zajmował się też zmarły w 2020 roku Joseph Pérez, Francuz o hiszpańskich korzeniach. W książce „Czarna legenda” z 2009 roku przekonywał, że hiszpański imperializm nie budzi już strachu, nie ma więc powodu, aby nie podziwiać i nie przypominać także hiszpańskich sukcesów.
Rekonstruktor w stroju konkwistadora i w charakterystycznym hełmie w czasie dorocznej imprezy odbywającej się w lipcu w Santa Fe w Nowym Meksyku. Fot. Robert Alexander/Getty Images
Bijąca w Hiszpanii rekordy sprzedaży „Imperiofobia” zdaje się potwierdzać jego słowa. Hiszpanie nie chcą się już wstydzić i czekają na odkłamanie własnej historii.

Politycy starają się nadążyć za nastrojami społecznymi i pewnie dlatego nic nie stanęło na przeszkodzie, by za czasów socjalistycznego rządu zaprosić Roca Bareę do zorganizowanej przez ambasadę Hiszpanii w Wiedniu dyskusji pt. „500 lat fake-newsów. Propaganda kontra imperium: kiedyś i dziś.” Także centrowa partia Ciudadanos stara się być na czasie i zaproponowała wprowadzenie do szkół lekcji odkłamujących czarną legendę, z wykorzystaniem książki Roca Barei.

Ku zgrozie krytyków „Imperiofobii” zarzucających książce katolicki nacjonalizm i wybielanie imperium, Roca Barea została także zgłoszona do prestiżowej nagrody Księżnej Asturii. Jej kandydaturę poparli byli premierzy z dwóch stron sceny politycznej: Felipe González i José María Aznar. Nagrody nie otrzymała, ale popularność „Imperiofobii” i jej kolejnych książek leczących narodowe kompleksy nie słabnie.

Z drugiej strony, sukces Roca Barei wyraźnie drażni część klasy politycznej. Według hiszpańskich mediów, współrządzące Hiszpanią skrajnie lewicowe Podemos próbowało nawet zablokować powstanie dokumentu na podstawie „Imperiofobii”, który produkowała hiszpańska telewizja publiczna RTVE. Roca Bareę zaatakował także lewicowy dziennik „El País”, wytykając jej warsztatowe, choć – z punktu widzenia całości dzieła – raczej błahe błędy. W jej obronie stanęli znani artyści i dziennikarze, którzy wystosowali w tej sprawie list otwarty opublikowany na łamach dziennika El Mundo.

Jeśli jednak wierzyć politykom spoza Hiszpanii, czarnej legendy broni już chyba tylko hiszpańska skrajna lewica. Moderatorem wspomnianej debaty na temat antyhiszpańskiej propagandy, został bowiem Hermann Tertsch, publicysta i eurodeputowany prawicowej partii VOX. Felix von Grünberg, historyk i polityk niemieckiej SPD napisał ze zdziwieniem na Twitterze, że nie rozumie, jak ambasada socjaldemokratycznego rządu mogła pozwolić na zaproszenie polityka skrajnej prawicy.

Rozprawieniu się z czarną legendą zdają się nawet sprzyjać nastroje za oceanem. Jak podał w ub. roku dziennik „El País”, według ankiety SIMO México, 55 proc. mieszkańców Meksyku uważa, że przeprosiny za konkwistę, o które wielokrotnie apelował prezydent Andrés Manuel López Obrador, są już niepotrzebne.

– Anna Gwozdowska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Obchody 500. rocznicy podboju imperium Azteków na głównym placu stolicy Mexico City, sierpień 2021. Fot. Cristian Leyva/NurPhoto via Getty Images
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Za Holokaust w Polsce odpowiadają wyłącznie Niemcy. I nikt inny
Wildstein: Nie można wykorzystywać wojennej tragedii do uderzania w polską tożsamość.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Nie każdy człowiek ma sumienie
Niefrasobliwość i moda na pobłażanie przestępcom stępiają naszą wrażliwość.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Co myśli AI? Na pewno dobrze udaje ludzi
Jej kod działa jak ludzki mózg. Zdaniem programisty Googla jego chat-bot „odczuwa”.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Celebryta II RP, osobisty wróg Lenina
Porównywany do Jacka Londona pisarz, był zakazany w PRL.
Rozmowy wydanie 29.07.2022 – 5.08.2022
Komik, który znienawidził ludzi. Miał „lenia” w nazwisku
Dzięki szpitalnej rehabilitacji nauczył się wypowiadać jedno słowo: „wyp......aj”.