Felietony

„Nie patrz w górę”: satyra na głupców z każdej bańki

Obrywa się zachodniej popkulturze. W spadku po epoce hipisów usankcjonowała ona obyczajowo rozwiązłość seksualną, a wierność małżeńską uznała za przeżytek. Rzecz jasna reżyser nie uprawia purytańskiego moralizatorstwa. Wyśmiewa jednak hedonistyczne zachowania.

O tym filmie zrobiło się bardzo głośno pod koniec roku 2021 – głównie dlatego, że krążą o nim skrajnie różne opinie. Jedni się nim zachwycają, inni uważają za szmirę. I to już jest sukces tej produkcji – wywołuje dyskusje, a więc nie jest kwitowana obojętnym milczeniem. Mowa o „Nie patrz w górę” („Don't Look Up”) w reżyserii Adama McKaya.

Już sama imponująca aktorska obsada wystarczyłaby, żeby film wzbudził powszechne zainteresowanie. Są jednak ważniejsze powody, dla których warto odnieść się do tego dzieła.

Oglądając „Nie patrz w górę”, można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z kiczowatą opowieścią o zagrażającej Ziemi gigantycznej w skali Układu Słonecznego katastrofie. Protagonistami są uczeni chcący ocalić planetę. Ich postawie nadaje patos choćby ckliwe tło muzyczne. Średniemu i starszemu pokoleniu w Polsce może ono przywołać w pamięci filmy sowieckie.

I nie będzie to przypadkowe skojarzenie. Naukowcy z filmu McKaya mają w sobie coś z postaci stawianych przez oficjalną kulturę sowiecką za wzór. To osoby gardzące „burżuazyjnym” wygodnictwem. Dla nich dobro ludzkości więcej się liczy niż indywidualne korzyści.

Bogini klimatycznego szaleństwa

Gdyby to wszystko, co mówi szesnastoletnia Szwedka, powtarzał ktoś dorosły, nikt by nawet nie zwrócił uwagi.

zobacz więcej
A o co dokładnie chodzi? Oto studentka astronomii Kate Dibiasky (Jennifer Lawrence) i jej wykładowca doktor Randall Mindy (Leonardo DiCaprio) odkrywają, że w kierunku Ziemi zbliża się olbrzymia kometa, która stanowi dla ogółu mieszkańców globu śmiertelne niebezpieczeństwo. Postanawiają zatem zapobiec zagładzie miliardów ludzi. Próbują zmobilizować amerykańskie elity do działań oraz dotrzeć ze swoim przekazem, gdzie tylko się da. Tymczasem zderzają się z murem egoizmu i ignorancji. Władza, biznes, media mają inne priorytety.

Można się było spodziewać, że „Nie patrz w górę” będzie interpretowane jako jedna wielka aluzja do bieżących wydarzeń politycznych, i to taka, która jest ukłonem w stronę lewicy.

W Kate Dibiasky recenzenci dopatrują się ikony ekologizmu – młodej Szwedki Grety Thunberg. I jedną, i drugą cechuje nonkonformizm. Dają one publicznie mocno wyraz temu, jak bardzo przejmują się tym, co czeka planetę.

Z kolei filmowa prezydent USA Janie Orlean (Meryl Streep) jawi się jako Donald Trump w spódnicy. Lekceważy potężne niebezpieczeństwo dla Ziemi. A to pokrywa się z kreślonym przez lewicę wizerunkiem byłego gospodarza Białego Domu jako aroganckiego tępaka, który piastując swój urząd, nie pojmował powagi takich spraw jak globalne ocieplenie czy pandemia COVID-19, więc stał się symbolem „foliarstwa” i „płaskoziemstwa”.

Jest wreszcie demoniczny multimiliarder Peter Isherwell (Mark Rylance) dyktujący amerykańskim politykom, co mają robić. Przywodzi on na myśl najbogatszych ludzi świata, którzy są zarazem liderami Big Tech. Można tu wymienić Elona Muska, Marka Zuckerberga, Jeffa Bezosa. Personifikują oni potępianą przez lewicę chciwość.

Źródło: Netflix/YouTube

A jednak interpretacja produkcji McKaya jako kolejnego zaangażowanego lewicowego głosu w Hollywood, jest nieporozumieniem.

Weźmy niuanse polityczne. Może i Janie Orlean ma jakieś cechy Trumpa, lecz nie można pominąć faktu, iż jest ona kobietą. A więc należałoby się także zastanowić nad jej podobieństwem do którejś z przedstawicielek płci pięknej w polityce amerykańskiej. I osobą, która przychodzi na myśl, jest Hillary Clinton.

Ktoś może zaoponować, że niedoszła prezydent USA występowała przecież o redukcję emisji dwutlenku węgla, co było zgodne z żądaniami zwolenników ekologizmu. Tyle że zarazem należy ona do kręgów politycznych zblatowanych z amerykańską oligarchią – z ludźmi, którzy czerpią zyski z turbokapitalizmu, czyli ze zderegulowanej światowej gospodarki, i mają do kwestii ochrony środowiska naturalnego podejście biznesowe, a nie ideowe.

A jaka jest prezydent USA z „Nie patrz w górę”? Uczonych ostrzegających przed katastrofą Janie Orlean traktuje paternalistycznie i cynicznie. Niby wsłuchuje się w to, co mają oni do powiedzenia, ale gdy robi się jej z nimi nie po drodze – usiłuje ich skłócić, a jednego z nich wykorzystać.

Jeśli zaś chodzi o realny, a nie filmowy, stosunek Big Tech do polityki, to bynajmniej nie mamy tu do czynienia z opcją Trumpa. To znaczy, owszem, Musk czy Zuckerberg podejmowali z nim współpracę (gdy wybuchła afera Cambridge Analytica, ten drugi musiał nawet odpierać przed sądem oskarżenia o to, że jego firma – Facebook manipulowała przy wyborach prezydenckich w USA w roku 2016 na rzecz kandydata Republikanów). Tyle że i w tym przypadku także stały za tym względy biznesowe, a nie ideowe.

Brutalny gwałt na demokracji. Zuckerberg przeprasza

Portale społecznościowe wykorzystują intymne dane użytkowników, by wpływać na ich opinie i decyzje, także w wyborach. Powodem wcale nie są poglądy polityczne menedżerów, tylko chęć zysku.

zobacz więcej
Kiedy bowiem Trump jako prezydent Ameryki podjął decyzję o jej wyjściu z paryskiego porozumienia klimatycznego, i Musk, i Zuckerberg go za to skrytykowali.

Innym spornym polem okazała się polityka migracyjna administracji Trumpa. Zuckerberg wyraził sprzeciw wobec prezydenckiego dekretu ograniczającego wjazd do USA obywatelom części państw muzułmańskich.

Natomiast szczególnie wymownym gestem amerykańskiej oligarchii było to, co się stało po przegraniu w 2020 roku przez Trumpa wyborów. W 2021 roku Twitter, Facebook, Instagram zablokowały mu w swoich serwisach jego konta. Tym samym dokonały aktu cenzury wobec człowieka, który zdobył prezydenturę jako trybun konserwatywnego ludu, a podczas swojego urzędowania naraził się lewicy i liberałom.

Tak więc „Nie patrz w górę” to produkcja będąca szyderstwem z całego spektrum polityki amerykańskiej. Nie jest tak, że dostaje się Republikanom, a Demokraci są oszczędzeni.

Wykraczając zaś poza sprawy amerykańskie, egzaltacja Kate Dibiasky okazuje się równie błazeńska, jak połajanki Grety Thunberg. Jeśli więc coś jest kiczem, to nie film McKaya, lecz opowieści lewicowych aktywistów, którzy – z polskiej perspektywy – są przekonujący jak sowieccy pionierzy.

W „Nie patrz w górę” obrywa się zachodniej popkulturze. W spadku po epoce hipisów usankcjonowała ona obyczajowo rozwiązłość seksualną, a wierność małżeńską uznała za przeżytek. Rzecz jasna reżyser nie uprawia purytańskiego moralizatorstwa. Natomiast wyśmiewa hedonistyczne zachowania. Na przykład żenujący jest dialog Randalla Mindy’ego z kobietą, która go uwiodła – gwiazdą dziennikarstwa, Brie Evantee (Cate Blanchett). Zwierza się ona między innymi z tego, że spała z dwoma byłymi prezydentami USA.

Przy okazji McKay odsłania niszczące oddziaływanie serwisów społecznościowych i mediów. Pokazuje, jak czynią one z ludzi marionetki.

Reasumując, „Nie patrz w górę” to zjadliwa satyra na głupców z każdej światopoglądowej bańki. A to, że mnóstwo widzów tego nie wychwytuje wynika ze specyficznego poczucia humoru reżysera. Łączy go ono z takimi jego kolegami po fachu, jak Quentin Tarantino czy Paolo Sorrentino. Mistrzowska (auto)ironia zaś może wywieść w pole nawet bardzo inteligentnych odbiorców.

– Filip Memches

„Nie patrz w górę”, reżyseria – Adam McKay, USA 2021


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

09.01.2022
O filmie „Nie patrz w górę” w programie „Trzeci punkt widzenia” rozmawiali filozofowie: Marek Cichocki, Dariusz Gawin i Dariusz Karłowicz. Omawiali:
1. Biznesowe związki polityków François Fillona i Sebastiana Kurza. W grudniu były kanclerz Austrii ogłosił, że będzie pracował w Dolinie Krzemowej w prywatnej firmie. Wcześniej były premier Francji François Fillon zasiadł w zarządzie rosyjskiego koncernu naftowego. Co jest przyczyną takich postaw wielu europejskich polityków?
2. Stosunek Ukraińców do Polski i Polaków na podstawie badań kijowskiego centrum Nowa Europa.
3. Bijący rekordy popularności film „Nie patrz w górę”. Co o cywilizacji zachodniej mówi nam film Adama McKaya?


Zdjęcie główne: Kadr z filmu „Nie patrz w górę”. Fot. Materiały Netflix
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Polak, który chciał być Ukraińcem
Do ukraińskości nie przekonał ani córki, ani żony. Jego małżeństwo się rozpadło.
Felietony Najnowsze wydanie
Piaskun
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Przyszłość
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Watykańskie struktury przeżarte korupcją
Co zrobił Jan Paweł II, by ukrócić przestępstwa seksualne w Kościele?
Felietony Poprzednie wydanie
Tymczasowość to norma w tym zawodzie
Tu nie ma, że tatuś załatwi. Nic nie znaczą układy partyjne czy koneksje towarzyskie.