Cywilizacja

Francja nad przepaścią. Macron obraża obywateli, wojsko mówi o zamachu stanu, elity lubują się w seksualnych dewiacjach

Kwietniowe wybory zdecydują o tym, czy kraj nad Loarą będzie istnieć w dotychczasowym kształcie. Aż 70 procent obywateli twierdzi, że państwo się rozpada, a 49 procent poparłoby przejęcie władzy przez armię.

Ze zrozumieniem i opisaniem tego, co dzieje się we Francji jest ten sam kłopot co z przetłumaczeniem na polski czasownika „emmerder”. Takiego właśnie słowa użył w wywiadzie dla dziennika „Le Parisien” prezydent Francji, który stwierdził, że dla niego niezaszczepieni nie są obywatelami i on chce ich, czy też życie im „emmerder”.

W relacjach w Polsce pisano, iż Emmanuel Macron chce tym nieszczepionym utrudnić życie, wkurzyć ich. Tymczasem „emmerder” pochodzi od rzeczownika „merde”, czyli gówno i równie dobrze można powiedzieć, że Macron ludziom tej gorszej kategorii, których – jak deklaruje – nie uznaje za obywateli, chce życie „obgównić”, „usrać”, a gdyby to przełożyć na angielski to należałoby użyć słowa „fuck”.

No i tu jest właśnie problem, bo każde z tych tłumaczeń, o różnej skali ekspresji i wulgarności można uznać za właściwe. Każdego z tych przekładów można bronić i udowadniać, że najlepiej oddaje to, co Macron miał na myśli, mówiąc o swych niezaszczepionych obywatelach.

Podobnie jest ze zrozumieniem tego, czym jest dziś Francja i z jej opisem. Jedni powiedzą, że to kwitnąca republikańska demokracja, która przeżywa trudne chwile, inni zaś, że pogrążone w chaosie i konfliktach państwo, a jeszcze inni, że to kraina na skraju wojny domowej z do cna zepsutymi i zdegenerowanymi instytucjami, rozerwanymi więzami społecznymi, upadającą kulturą, w której władze ogłaszają, że sylwestrowa noc upłynęła wyjątkowo spokojnie, bo spłonęło tylko 800 samochodów, zamiast 1200-1500 jak zazwyczaj.

Nie ma jednak wątpliwości, że słowa prezydenta o tym, kto jest obywatelem, a kto nie, są skandaliczne, i tak zostały odebrane przez Francuzów. Protestuje nawet ostoja władzy – policja, od ponad 3 lat brutalnie pacyfikująca protesty, w tym demonstracje „żółtych kamizelek”, które niemal co weekend przetaczają się przez Francję. O ile w zwyczajowych już sobotnich czy niedzielnych manifestacjach i rozruchach na ulice wychodziło ok. 20 tysięcy ludzi, o tyle za przyczyną wypowiedzi Macrona udało się ich wyprowadzić ponad 100 tysięcy.

Nadchodzą wybory

Na wiecach w kilku miastach do protestujących z ekranów przemawiali politycy, w tym filozof i publicysta Eric Zemmour, który pod koniec zeszłego roku ogłosił, że będzie ubiegał się o prezydenturę i Marion Marechal ze Zjednoczenia Narodowego, występująca w imieniu swej ciotki Marine Le Pen, która także chce zamieszkać w Pałacu Elizejskim. Poniekąd była to polityczna impreza rodzinna, bowiem Zemmoura popiera pokłócony z córką Marine założyciel Frontu Narodowego Jean Marie le Pen.
Protest "żółtych kamizelek" w Paryżu w marcu 2020. Fot. Estelle Ruiz/NurPhoto via Getty Images
To już ewidentnie kampania wyborcza przed kwietniowymi wyborami. Obydwoje wymienieni powyżej bardzo poważni kandydaci, mający po kilkanaście procent poparcia, chcą pozyskać wielki elektorat protestów. Oprócz wspomnianej dwójki mocną pozycję ma jeszcze Valérie Pécresse, pani prezydent najpotężniejszego regionu Francji Ile de France, która wyszła z partii Republikanów i założyła własne ugrupowanie Soyons Libres (Bądźmy Wolni), ale wygrała prawybory wśród Republikanów i także ich reprezentuje. Najprawdopodobniej z kimś tej trójki zmierzy się w II turze prezydent Macron, który z 25 procentami jest na sondażowym prowadzeniu, ale wszyscy mają świadomość, że to fatalny wynik.

Słowa Macrona miały jeszcze inny szybki, bezpośredni skutek – sparaliżowały działania Zgromadzenia Narodowego, niższej izby parlamentu, które już niemal miało przegłosowane przepisy o wprowadzeniu przepustek szczepionkowych. Do tej pory były tzw. covidowe – uznawano też negatywny wynik testu czy zaświadczenie o ozdrowieniu. Teraz jedyny dokumentem pozwalającym na korzystanie z praw miałoby być zaświadczenie potwierdzające przyjęcie odpowiedniej liczby szczepień.

Oburzeni komentarzem o nieszczepionych, którzy nie są obywatelami, deputowani zastosowali obstrukcję parlamentarną i prezydenckie ugrupowanie La République en Marche (LREM) mimo większości w Zgromadzeniu nie zdołało przegłosować nowej ustawy. Ta miała być jeszcze bardziej restrykcyjna niż wprowadzone w sierpniu przepustki covidowe. Wtedy na manifestacjach sprzeciwu gromadziło się nawet 300 tysięcy osób.
Wyrywanie korzeni

Cała kadencja Emmanuela Macrona przebiega pod znakiem wielkich protestów społecznych, jest niemal nieustanną kampanią „wojenną”. Trwa ona nieprzerwanie od jesieni 2018 roku, kiedy decyzja prezydenta o drastycznej podwyżce ekopodatku na paliwa wykreowała ruch „żółtych kamizelek”. Setki tysięcy ludzi wyszły wtedy na ulice, drogi, autostrady i Francja zostały sparaliżowane.

Potem co tydzień w różnych formach demonstracje przetaczały się przez francuskie miasta, to słabnąc z powodu pandemii, to się nasilając. Bilans jest tragiczny – 10 osób zginęło, ponad tysiąc zostało rannych. Do tego zniszczone całe kwartały miast i tysiące biznesów, tysiące spalonych samochodów, samobójstwa policjantów, paraliż wymiaru sprawiedliwości, masowe protesty różnych grup zawodowych jak lekarze, prawnicy, rozerwane więzy społeczne i państwowe, czego symbolem są walki policji ze strażakami na ulicach miast.

Niemal wszystko w tych wydarzeniach jest symboliczne. Nowy ekopodatek został potraktowany jako wyraz arogancji władzy, jej oderwania się od obywateli. Francuzi nie mają wątpliwości, że nie chodzi o walkę z globalnym ociepleniem (wszak we Francji 70 procent energii jest z atomu), tylko o rozpaczliwą próbę ratowania finansów państwa. Z punktu widzenia norm unijnych Francja z zadłużeniem dochodzącym do 120 procent PKB jest niemal bankrutem. Pandemia zniosła jednak wszelkie gospodarcze obostrzenia i teraz już cała strefa euro łącznie z Niemcami nie spełnia unijnych wymogów. Francja może się więc ukryć wśród krajów takich jak Grecja, Hiszpania, Włochy, Portugalia, Cypr, Belgia, gdzie dług państwa przekracza poziom PKB.

Kim jest Francuz, który broni Polaków?

– Od dwudziestu lat przyjmujemy ustawy, które tworzą oficjalną wersję francuskiej historii, a teraz dajemy lekcję Polsce? – pytał retorycznie Éric Zemmour.

zobacz więcej
Kolejnym rządom wydaje się więc, że naprawę finansów państwa można odkładać w nieskończoność. To jednak tylko złudzenie i znów stają nam przed oczyma obrazy symboliczne, choć prawdziwe – palących się kościołów Francji. Najwspanialsze katedry płoną, bo są własnością państwa, a ono nie ma pieniędzy na ich utrzymanie, remonty, instalacje, więc niszczeją, walą się i byle iskra sprawia, że trawi je ogień.

Ale to jest i tak ocena dość optymistyczna. Pesymistyczna jest taka, że to także zgliszcza wojny kulturowej, którą toczy ze sobą Francja, i którą przegrywa. Za jej sprawą zrywa ze swą przeszłością, gubi ją, niszczy swe dziedzictwo, wyrywa korzenie, z których wyrosła.

Szyderstwem jest to, że państwową własność świątyń ostatecznie usankcjonowała przeprowadzona w 1905 roku przez socjalistę Aristide'a Brianda, późniejszego premiera i ministra, ustawa o rozdziale państwa i Kościoła.

Pożar katedry Notre Dame w Paryżu wyglądał jak akt samospalenia się Francji. Jak jej samobójstwo, które opisuje Eric Zemmour w wydanej jeszcze przed pożogą książce „Le Suicide français”. Francuzi są zeświecczeni do cna, ale w tę kwietniową noc 2019 roku, gdy świątynia płonęła, zgromadziło się przed nią tysiące ludzi, by modlić się o ratunek dla niej, a także opłakiwać Francję.

Transseksualiści w Pałacu

Sceny zbiorowej żałoby, rozpaczy powtórzyły się, gdy we wrześniu 2021, przy dźwiękach muzyki Ennio Morricone z filmu „Zawodowiec”, z placu Inwalidów odprowadzano trumnę z ciałem Jeana Paula Belmondo. Płynęły łzy. Francja opłakiwała odejście nie tylko wielkiego Cartoucha, Kochanego Łobuza, ale też samą siebie, swą przeszłą chwałę – gloire, radość i pęd życia – elan vital, przeszły wdzięk i słodycz – charme et douceur. To, co niegdyś sobą uosabiała i czego wcieleniem był właśnie zmarły gwiazdor.

Wyraźnie poruszona była Brigitte Macron, która jest z pokolenia muszącego jeszcze pamiętać wielkość swej ojczyzny. Dla młodszego od niej o 24 lata męża – Emmanuela Macrona – pogrzeb ukochanego aktora Francji wydawał się być kolejną, zwykłą ceremonią, w której z racji obowiązków musi uczestniczyć. Tłumy zgromadzone na ulicach Paryża, na placu Inwalidów, przed kościołem Saint Germain-des-Pres, w obronie którego w czasie rewolucji zginęło ponad 20 duchownych, płakały także dlatego, że do grobu składano francuskość.

Jej niezłomnym strażnikiem jawi się urodzony w Algierii Żyd Eric Zemmour. To nie jest tylko kreacja na potrzeby kampanii prezydenckiej. Zemmour od lat pisze o francuskiej cywilizacji, o duchu kraju nad Sekwaną, Loarą, Rodanem. Francja to Jacques Brell, choć przecież Belgiem był, Włoch Yves Montand, Ormianin Charles Aznavour, Włoszka z Egiptu Dalida, Greczynka Nana Mouskuri, Ormianka z Bułgarii Sylvie Vartan, amerykański Żyd Joe Dassin, bo oni uprawiali znaną całemu światu sztukę zwaną francuską piosenką.
Uroczystości pogrzebowa Jeana Paula Belmonda w paryskim kościele Saint-Germain-des-Prés 10 września 2021. Fot. GONZALO FUENTES / Reuters / Forum
Francuskość jest ideą, wizją, stylem życia, pewnym porządkiem piękna i wartości, a nie przynależnością terytorialną czy rasową. I znów symbole: na święto muzyki Emmanuel Macron do Pałacu Elizejskiego zaprosił raperów transwestytów, transseksualistów i to z nimi pierwsza para Francji się obściskiwała i fotografowała. Obecność półnagich, tęczowych hiphopowców w miejscu, gdzie prezydenci przyjmowali Mireille Mathieu czy Gilberta Becaud to też część owego „zastąpienia” (replacement), które Zemmour także opisuje.

Generałowie apelują

Na wielką skalę to całe dzielnice i miasta, w których mieszkają już niemal wyłącznie muzułmańscy imigranci. Ot, jak choćby Saint Denis na przedmieściach Paryża, z jego bazyliką, w której przez 1400 lat chowano królów i królowe Francji, a gdzie dziś żyje 300-500 tysięcy nielegalnych przybyszy z północnej i subsaharyjskiej Afryki. Nikt nie wie, ilu dokładnie.

Problem imigracji jest już tak wielki, że zaczynają o nim mówić nawet ludzie establishmentu jak Michel Barnier, były minister spraw zagranicznych, członek Komisji Europejskiej i główny negocjator brexitu, który także widział się w Pałacu Elizejskim, ale przegrał prawybory z Valérie Pécresse. Ten polityk chce zawiesić na najbliższe lata wszelką imigrację do Francji.

Coraz więcej obywateli ma przekonanie, że kwietniowe wybory nie dotyczą tego, kto władzę będzie sprawował, ale czy ich Francja, z tym, co ją niegdyś konstytuowało, będzie w ogóle istnieć. To brzmi jak wielka przesada, wręcz niewyobrażalnie, ale aż 70 procent Francuzów twierdzi, że ich kraj się rozpada, a 49 procent poparłoby przejęcie władzy przez wojskowych, czyli de facto zamach stanu, by zaprowadzić porządek i bezpieczeństwo na ulicach. Takie były wyniki badań opinii publicznej przeprowadzonych przez Harris Interactive w reakcji na opublikowane wiosną dwa listy żołnierzy wzywających do ratowania Francji. „Chodzi o przetrwanie naszego kraju” – wołali dramatycznie autorzy listów.

Pierwszy apel (pogróżkę? ostrzeżenie?) wysłało 20 generałów w stanie spoczynku, setki oficerów, około tysiąca czynnych wojskowych. Pod kolejnym listem podpisało się 36 tysięcy żołnierzy pozostających w służbie. Władze odniosły się z oburzeniem, a minister obrony Florence Parly zapowiedziała wyciągnięcie konsekwencji.

Nad Sekwaną zawrzało, bo wojskowi pisali wprost o wojnie domowej, o możliwym zamachu stanu. Oskarżyli władze o bezczynność, dopuszczenie do chaosu i anarchii, o doprowadzenie Francji na skraj upadku. Pisali o lewicy, która w pogardzie ma tradycje, historię, wartości, na których zbudowana została Francja, lewicy, która wznieca wojnę rasową, by doprowadzić do wielkich podziałów w społeczeństwie: „Dziś niektórzy mówią o rasizmie, teoriach dekolonizacji, ale używając tych terminów, ci nienawistni i fanatyczni ludzie chcą wojny rasowej. Gardzą naszym krajem, jego tradycjami, jego kulturą i pozbawiając go przeszłości i historii, chcą zobaczyć, jak się rozpada”.

Paryż wrze. Bunt przeciwko elitom

Prezydent twierdzi, że to Marine Le Pen ponosi odpowiedzialność za przemoc, bo zwołała ludzi w okolice Pól Elizejskich. Sęk w tym, że „żółte kamizelki” z jej partią nie mają wiele wspólnego.

zobacz więcej
Wojskowi pisali o islamistach, o przedmieściach opanowanych przez bandy, miejscach, w których praktycznie państwo francuskie nie istnieje. Na koniec ostrzegali przed wojną domową i wezwali prezydenta, deputowanych, ministrów do działania i obrony Francji. Ostrzegli, że jeśli nic nie zostanie zrobione, to sprawę weźmie w swe ręce armia ,„aktywni towarzysze broni”, którzy podejmą misję „ratowania wartości cywilizacyjnych i rodaków”. „Nie ma czasu do stracenia. Inaczej wkrótce wojna domowa położy kres temu chaosowi. Zabici, za których śmierć będziecie odpowiadać, będą liczeni w tysiącach”.

O ile pierwszy list chciano potraktować jako wybryk bandy frustratów, o tyle po kolejnym nie dało się już sprawy lekceważyć. Po wstrząsających wynikach sondażowych, gdy okazało się, ze Francuzi gotowi są poprzeć zamach stanu, groźby wobec wojskowych zniknęły, ale nie zniknęły przecież powody, dla których list napisali. Konflikty, napięcia społeczne nie tylko nie ustały, ale nasiliły się choćby w związku z pandemią.

Psychopata nie musi być dewiantem

Do tego doszły kolejne upokarzające dla szczycących się swą siłą militarną i wojskową technologią Francuzów zdarzenia, jak choćby odrzucenie przez Australię kontraktu na budowę dla niej okrętów podwodnych. Zamówienie warte 52 miliardy euro przejęli Brytyjczycy. Równolegle podpisane zostało australijsko-brytyjsko-amerykańskie porozumienia AUKUS o wymianie technologii wojskowych dla obrony regionu Pacyfiku, gdzie Francja choćby z powodu leżących tam swych departamentów i terytoriów zamorskich ma wielkie interesy.

Żeby było śmieszniej, a upokorzenie dla Paryża pełne, tego samego dnia, gdy ogłaszano podpisanie porozumienia, Unia Europejska pochwaliła się własną strategią dotyczącą jej rozszerzających się interesów i stosunków w regionie Indo-Pacyfiku – coś, na co nalegała Francja. Wystąpienie w tej sprawie Josepha Borella, Wysokiego Przedstawiciela Unii ds. Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa, określono jako gruchanie gołąbka otoczonego przez jastrzębie.

Emmanuel Macron nie jest w stanie w piątym roku swej prezydentury pochwalić się żadnym sukcesem. Jego „panowanie” to pasmo nieustannych klęsk. Włoski profesor psychiatrii Adriano Segatori twierdzi, że francuski prezydent to psychopata, a decydujący wpływ na rozwój jego osobowości miały jego relacje jako chłopca z nauczycielką Brigitte Auzière, która potem przyjęła jego nazwisko i została pierwszą damą Francji. – Psychologiczny rozwój dziecka, którym z pewnością można nazwać 15-latka, został nagle i brutalnie zatrzymany poprzez uwiedzenie przez nauczycielkę – mówił profesor.
Prezydent Emmanuel Macron z żoną Brigitte w sierpniu 2019 roku w Paryżu przed Pałacem Elizejskim. Fot. Antoine Gyori /Corbis via Getty Images)
– Zostały przekroczone granice, robimy to, co chcemy. Oczywiście to mogło się stać tylko w tzw. wyższych sferach, bo gdyby taka sytuacja miała miejsce w klasie pracującej, której notabene Emmanuel Macron nienawidzi i którą zwalcza, to zostałby wzięty pod piekę przez odpowiednie instytucje... Po przekroczeniu granic tabu w Emmanuelu Macronie wykształciło się poczucie wszechmocy, które zmieniło się w narcyzm. Kontakty młodego chłopaka z Brigitte rozwijają u niego niepohamowane ambicje bycia podziwianym. Znajdujemy się przed trzema paradygmatami definiującymi osobowość Emmanuela Macrona: myśl, że nie istnieją ograniczenia, zwielokrotnione u dorosłej osoby poczucie omnipotencji i pokrywający niepewność narcyzm.

– Psychopata nie musi być dewiantem – kontynuował wywód profesor. – Jeżeli jest dobrze zorganizowany, wychowany, wykształcony i kulturalny może osiągnąć wielkie sukcesy np. w polityce. Osobowość psychopatyczną Emmanuel Macron ujawnia się nie tylko w sukcesach, ale też w zachowaniach histerycznych, gdy nie osiąga tego, czego chce. Charakteryzuje się też dużą dozą teatralności. Osoba psychopatyczna nie ma skrupułów ani wyrzutów sumienia, np. kiedy mówi o bezzębnej biedocie czy poniża innych.

I znów jest jak ze słowem „emmerde”, którego użył Macron. W jego zachowaniach jest coś z męża stanu, ale też osobnika opisywanego przez włoskiego psychiatrę. Który bowiem przywódca państwa w taki sposób mówiłby o własnych obywatelach?

Pedofilskie wątki

Związek z Brigitte może dla jednych być szaloną miłością, a dla innych patologią, dewiacją, która jest tak bardzo obecna wśród francuskich elit. Oto najbliższy doradca Macronów, ich przyjaciel, profesor prawa konstytucyjnego, wykładowca prestiżowej uczelni, wychowawca polityków, syn ministra, Olivier Duhamel, oskarżony jest o gwałcenie własnego pasierba. Ojciec ofiary to Bernard Kouchner, działacz komunistyczny i polityk Partii Socjalistycznej, współzałożyciel organizacji „Lekarze bez Granic”, przez wiele lat minister, w tym spraw zagranicznych o wszystkim wiedział.

Podobnie związana z Duhamelem matka chłopca, Evelyne Pisier, komunistyczna działaczka, ale z bajecznie bogatej rodziny, rządzącej francuskimi Indochinami i kolaborującej z Vichy i III Rzeszą, kochanka Fidela Castro. Siostra ofiary Camille Kouchner w swej książce „La Familia Grande” opowiada, iż tzw. cały Paryż wiedział o postępkach Duhamela, bywał u niego na przyjęciach, podczas których nadzy dorośli nic sobie nie robiąc z obecności dzieci, zabawiali się.

Najpierw pedofilia, potem kazirodztwo

Koniec zasłaniania się „zgodą dziecka” na seks z dorosłym? Francja półtora roku po aferze Matzneffa.

zobacz więcej
W komitecie wyborczym Macrona był Daniel Cohn-Bendit, lider studenckiej rewolty z 1968 roku, działacz Zielonych i europoseł. Ten już w 1975 roku w swej książce „Wielki bazar” pisał o swych „przygodach” seksualnych z dziećmi, w tym 5-letnimi dziewczynkami. Chełpił się tym w wywiadach telewizyjnych. Wszyscy o wszystkim wiedzieli, ale nie przeszkodziło to, by jeszcze w 2016 roku dostał nagrodę Parlamentu Europejskiego.

Podobnych przykładów ze świata elit są już dziesiątki, a Francja właśnie trawi pedofilskie wątki z życiorysu idola francuskiej lewicy, prawdziwego guru, spod którego wyszły zastępy polityków, dziennikarzy, pisarzy – filozofa Paula Michela Foucaulta.

To wszystko świat Macrona, który go otacza, a on w nim jest. Jaki ma wpływ na niego? Każdy może snuć własne domysły, Prezydent nie ogłosił jeszcze startu w wyborach, w których wcale nie jest faworytem.

Pokonać go w II turze mogłaby Valérie Pécresse, która też jest z politycznego establishmentu, tyle że najpierw musi przejść eliminacje. A w tych szanse mają antsystemowcy tacy jak Eric Zemmour i Marine Le Pen. Im jednak trudno będzie w starciu sam na sam z Macronem, bo elity otoczą ich sanitarnym kordonem, odetną od mediów, finansów, zrobią to, co we Francji jest stosowane od lat i zagwarantują sobie, by nic się nie zmieniło.

– Dariusz Matuszak

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Wicehrabia Philippe de Villiers, prawicowy polityk francuski, w przeszłości deputowany do Zgromadzenia Narodowego i do Europarlantu oraz przewodniczący rady generalnej departamentu Wandea, "koronuje" Erica Zemmoura na kandydata w wyborach prezydenckich 2022 roku. Fot. Alexis Sciard / Zuma Prasa / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Nasze ulubione piosenki są „gimnastyką mózgu”
Muzyka dała początek… fizyce. Pomaga nawet w matematyce.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Kobieta bez twarzy. Nie chciała być rozpoznana nawet po śmierci
Czy była szpiegiem? Albo należała do gangu i miała status świadka koronnego?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Pożyteczni idioci Putina
Deklaracje polityków i myślicieli związanych z zachodnią lewicą dotyczące rosyjskiej napaści na Ukrainę mogą zaskakiwać.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Wolność od rosyjskiego gazu
Niebawem Polska uzyska dostęp do złóż izraelskich i egipskich.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Identyczne bliźnięta nieidentyczne
Są od siebie genetycznie różne. Czy tylko jedno może mieć skłonność np. do raka?