Kultura

Aston Martin o słowiańskim sercu. Bond w aucie z silnikiem zaprojektowanym przez Polaka

W filmach o agencie 007, zarówno tych z lat 60. z Seanem Connerym i najnowszych z Danielem Craigiem, występował samochód, którego współtwórcą był inżynier pochodzący z Krakowa.

W każdy poniedziałek stycznia 2022 roku TVP Kultura przypomina kolejne filmy o Jamesie Bondzie. 17 stycznia o godz. 20:00 „Operacja Piorun” (1965), tydzień później „W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości” (1969).

Christopher Marinello to szef międzynarodowej agencji poszukiwań skradzionych dzieł sztuki. W swoim portfolio może się już pochwalić odzyskaniem obiektów o łącznej wartości pół miliarda dolarów. Płótna Henri Matisse’a, Edgara Degasa, rzeźby Auguste’a Rodina, które znikały z muzeów i prywatnych kolekcji, niezliczone obrazy szabrowane przez Niemców z krajów okupowanych w czasie II wojny światowej.

Obecnie pracuje nad zagadką, której pomyślne rozwikłanie może przebić cały dotychczasowy dorobek firmy Art Recovery International. Nie tylko finansowo, ale pod względem medialnego rozgłosu. Marinello wpadł bowiem na trop zrabowanego dzieła sztuki… motoryzacyjnej, które przeszło do historii kultury w stopniu nie mniejszym niż obrazy impresjonistów i mistrzów holenderskich. Poszukiwanym drogocennym zabytkiem jest Aston Martin z jednego z pierwszych filmów serii o Jamesie Bondzie.

Auto, które dokładnie 25 lat temu zniknęło z magazynów lotniska na Florydzie, należało do kolekcji Anthony’ego Pugliesego. Amerykanin włoskiego pochodzenia dorobił się na rynku nieruchomości i miał osobliwe hobby: kolekcjonowanie najważniejszych artefaktów z historii kina. Obok pejcza Harrisona Forda z „Indiany Jonesa”, kostiumu Christophera Reeve’a z „Supermana”, czy laski Charliego Chaplina chlubą kolekcji był Aston Martin model DB5. Auto o numerze podwozia DP/216/1 wykorzystywano na planie filmu „Goldfinger” (1964).

Po zgłoszeniu kradzieży zamożny kolekcjoner od początku był podejrzewany o celowe upłynnienie wozu w celu wyłudzenia odszkodowania. Ubezpieczyciel wyznaczył nagrodę 100 tys. dolarów. Auto zostało kupione przez Pugliesego w latach 80. za 275 tys., a w roku 1997, tuż przed zaginięciem było ubezpieczone na 4 mln dolarów. Dziś „zagubiony” egzemplarz wyceniany jest na 25 milionów. Nie ma się co dziwić, to coś więcej niż samochód.

Konstruktor stulecia

Każdy z filmów z Jamesem Bondem cieszył się popularnością nad Wisłą. Również i ostatnie, choć nieśmiertelny jest spór: kto był najlepszym odtwórcą roli: Sean Connery, Roger Moore, Pierce Brosnan czy Daniel Craig? Ale jest też inny dość istotny wątek dla polskich fanów filmów. To silnik, który znajduje się pod maską auta-symbolu Jamesa Bonda. Wspomniany zaginiony DB5 jak i inne Aston Martiny były wyposażone bowiem w jednostkę napędową, której konstruktorem był Polak, Tadeusz Marek.

Nie ma się co oszukiwać, nasz naród miał oczywiście genialnych naukowców, utalentowanych pisarzy, odkrywców i noblistów. Motoryzacja to jednak wstydliwy element polskiej historii. Dorobek PRL to auta na licencjach (fiaty) albo radzieckie kopie (warszawy), autorskie wynalazki (syreny, polonezy) kręcą nostalgicznie łezkę w oku, ale nie przetrwały próby czasu.
Przedwojenny konstruktor pierwszego polskiego samochodu CWS Tadeusz Tański zderzył się z kryzysem i sanacyjną machiną (pisaliśmy o nim w Tygodniku TVP).

W tej sytuacji mało znany w kraju Tadeusz Marek może być uznawany za samochodowego konstruktora 100-lecia. Rywalizować może chyba tylko z Leonem Kuźmickim, budującym na Wyspach w latach 50. motocykle. Poza Markiem żaden inny nasz rodak nie zdobył na świecie aż takiej renomy w branży samochodowej.

Wygrał rajd Polski

– Od lat staramy się opowiadać o Polakach bardziej znanych za granicą niż w kraju i postać Tadeusza Marka jest jedną z ważniejszych – mówi Jerzy Lemański z Narodowego Muzeum Techniki. – Brytyjczycy wiedzą, kto konstruował jedne z najlepszych silników samochodowych w latach 50. i 60. XX wieku, w tym ten wykorzystywany w znanej serii filmów o Jamesie Bondzie, a w Polsce to postać nadal mało znana. Może gdyby nie przedwojenna biografia Marka, byłoby inaczej. Poza tym w PRL filmy z Bondem były objęte cenzurą, zatem mało kto wiedział, kim jest agent i jakimi samochodami jeździ.

Urodzony w 1908 roku w Krakowie Marek pochodził ze znanej w tamtym czasie rodziny. Ojciec Zygmunt był jednym z najważniejszych polityków przedwojennego PPS, wicemarszałkiem Sejmu II RP, kandydatem na prezydenta w wyborach roku 1926.
Tadeusz od dziecka miał wyjątkowy zmysł techniczny, w wieku 14 lat wyremontował auto z demobilu, marzył o studiach w Technische Hohschule w berlińskim Charlottenburgu. Gdy już je ukończył, najpierw zatrudnił się w warszawskich Państwowych Zakładach Inżynierii, gdzie współtworzył wojskowy motocykl CWS M111 (słynny Sokół 1000). Tuż przed wojną zmienił pracę, był jednym z głównych inżynierów warszawskiej fabryki Lilpop, Rau i Loewenstein (produkowała m.in. lokomotywy i samochody).

Poza tym, że był piekielnie uzdolniony technicznie, to jeszcze miał smykałkę do jazdy rajdowej. W 1939 roku wygrał Chevroletem Master Sedan XII Rajd Polski, brał udział także w przedwojennych rajdach Monte Carlo.

We wrześniu 1939, jak wielu polskich uciekinierów, znalazł się w Rumunii, ale – jak wspominał brytyjski dziennikarz motoryzacyjny Stephen Archer, który osobiście poznał Marka – wrócił do okupowanej Polski. Tam bezskutecznie szukał swojej dziewczyny, chcąc wraz z nią wydostać się z kraju.

Następnie otrzymał od rządu emigracyjnego wyjątkowe zadanie. Miał przetransportować do Paryża 20 samochodów naszego korpusu dyplomatycznego. I to mu się udało.

Major z U.N.R.R.A.

Gdy Francja upadła, znalazł się w Wielkiej Brytanii. Otrzymał przydział do pracy w zakładach zbrojeniowych Rolls-Royce’a, gdzie poza silnikami do słynnych Spitfire’ów opracowywano także jednostki napędowe alianckich czołgów. Już jako Tadek Marek pracował nad konstrukcją silnika dla Centuriona.

Warszawa była piękna, Syrena kultowa, Fiat rekordowy. Jaki będzie „elektryk”? Historia polskiej motoryzacji

Warszawa była piękna, Syrena kultowa, Fiat rekordowy. Jaki będzie „elektryk”?

zobacz więcej
Broń pancerna aliantów miała trafić na front pod koniec wojny. Jednak poza sześcioma prototypami wysłanymi do Belgii tuż przed zajęciem Niemiec przez aliantów czołg nie zadebiutował na polach walki. Maszyna, którą współtworzył Polak, i jej dalsze wersje, stała się natomiast jedną z najczęściej pojawiających się w konfliktach zbrojnych po roku 1945, od wojny koreańskiej przez wojnę sześciodniową aż do operacji „Pustynna Burza”.

Po II wojnie światowej Marek w randze majora zgłosił się do pracy w U.N.R.R.A., organizacji, która dostarczała pomoc humanitarną do zniszczonych krajów Europy. Do Polski nie miał po co wracać, więc po zakończeniu misji zrobił wszystko, by znaleźć pracę w brytyjskiej motoryzacji. Tak trafił do firmy Aston Martin Lagonda.

Lata wojny i zamówień zbrojeniowych były dla brytyjskiego przemysłu motoryzacyjnego jak zastrzyk wysokooktanowego paliwa. Po wojnie, gdy firmę przejął słynny David Brown (to od niego pochodzą inicjały DB na modelach) Aston Martin wyspecjalizował się w autach o agresywnym profilu sportowym.

Silniki do nich od roku 1954 do 1965 projektował Polak, tworząc – jak się później okazało – najbardziej udane jednostki napędowe w historii koncernu w tym 6-cylindrowy, rzędowy, o pojemności 3,7 litra i mocy 240 KM. Aston Martin był wtedy na fali i to ten motor znalazł się w najlepszych modelach DB4, DB5, DB6 i DBS.

Miał auto lepsze od 007

Gdy powstała seria o Bondzie, twórcy filmu wpadli na pomysł, aby zaprosić firmę do lokowania produktu, a do tego wyposażyć auto w gadżety pozwalające agentowi wychodzić cało z największych opresji. Przygotowywał je Q – fikcyjna postać inżyniera brytyjskiego wywiadu. Dodatkowe wyposażenie samochodów Bonda, którym niszczy wrogów, stało się powtarzalnym elementem scenariusza. Działanie akcesoriów wykraczało poza granice wyobraźni widzów, choćby wtedy, gdy Bond dysponował wyświetlaczem prezentującym na kokpicie sygnał radaru.

Aston Martin DB5 stawał się z filmu na film nieodzownym towarzyszem bohatera, a wspomniany model autem najczęściej pojawiającym się w serii. Oglądamy go w aż dziewięciu z 25 wszystkich produkcji w ciągu 70 lat.
3.7-litrowy 6-cylindrowy silnik samochodu Aston Martin DB4 zaprojektowany przez Tadeusza Marka. Fot. Wikimedia/ Stephen Foskett (Wikipedia User: sfoskett) - 2006 Bay State Antique Automobile Club show, CC BY-SA 3.0
– Możemy spierać się, co jest większym symbolem Bonda: wstrząśnięte, a nie zmieszane Martini czy Aston Martin – mówi ekspert filmowy TVP Kultura Łukasz Adamski. – Ja będę twierdził, że jednak kultowe auto. Tak było w starszych odcinkach serii z Seanem Connerym, ale ewidentnie przyspieszyło w pięciu ostatnich odcinkach z Danielem Craigiem. Warto zauważyć, iż pomimo rozmiękczenia wizerunku, traktowania z przymrużeniem oka maczyzmu Bonda i zmianą nastawienia do kobiet na bardziej feministyczne, Aston Martin pozostał. Legendarny model DB5 pojawił się w aż czterech z pięciu najnowszych filmów.

Faktycznie, wspomniany DB5 stał się znakiem rozpoznawczym 007 podobnie jak koktajl Martini i dobrze skrojony smoking. Kolejny silnik autorstwa Marka napędzał model V8 Vantage (auto wykorzystane w filmach „Zabójczy widok” w roku 1985 i „W obliczu śmierci” w 1987). – 5,3-litrowy silnik skonstruowany przez Marka i wykorzystywany w samochodzie V8 Vantage miał aż 600 koni mechanicznych i przyspieszał do 100 km/h w mniej niż 4 sekundy – dodaje Jerzy Lemański, przypominając, że lekkie aluminiowe silniki Marka były największym rywalem Ferrari, a samochód z nazwiskiem Polaka miał okazję rywalizować w 24-godzinnym wyścigu Le Mans.

Marek, który szykiem, elegancją oraz niestety zamiłowaniem do papierosów nie ustępował Bondowi, jeździł po angielskich drogach turkusowym Aston Martinem DB4. To w nim dokonywał licznych samodzielnych modyfikacji wprowadzanych następnie do aut seryjnych. Ten samochód sprzedał brytyjskiemu kolekcjonerowi i w 1969 roku przeniósł się na emeryturę do Włoch, gdzie mieszkał aż do śmierci w roku 1982. Jak zdradza Jerzy Lemański, właśnie w słonecznej Italii bawił się w kolejne modyfikacje swojego kolejnego Aston Martina DB5 i na emeryturze stworzył… silnik o mocy większej niż auto Bonda.

Herezja, czyli Bond na prąd?

Nie wiadomo, czy kultowy samochód z benzynowym silnikiem 3,7 litra nie zostanie odstawiony do lamusa w kolejnym, 26. już filmie z Bondem. Tym bardziej, że na typowo męskie kino trwa nagonka feministyczna, afirmacyjna i ekologiczna. Debatuje się, czy następcą Daniela Craiga powinna być kobieta lub w ostateczności aktor nie będący białym Anglosasem.

Nazywam się Bond, James Bond. Jestem żywym trupem

Agent 007 przeżył 130 zamachów, a w jego stronę oddano 4622 strzały. Powalił go dopiero COVID-19.

zobacz więcej
Aston Martin zwęszył trend i zapowiada wypuszczenie na rynek modelu elektrycznego, choć dla fanów drapiącego trzewia brzmienia silnika to czysta herezja. Tylko że każda herezja prędzej czy później znajdzie swoich wyznawców, zwłaszcza w czasach intensywnego PR, który próbuje przekonać nabywców, iż auto elektryczne o wielkiej mocy jest ponoć bardziej przyjazne środowisku. – Pytanie, czy Bond skończy się, gdy wsiądzie do elektryka jest mocno prowokacyjne – śmieje się z takich dociekań Łukasz Adamski. – Z mojego punktu widzenia to nie ma znaczenia, gdyż Aston Martin to… Aston Martin, marka sama w sobie, piękny i szybki samochód – dodaje, zdradzając przy okazji, że rozmawiał z Barbarą Broccoli, producentką serii o Bondzie. Barbara, która przejęła produkcję po swoim dziadku, legendarnym twórcy filmów o agencie 007 Albercie R. Broccolim, zapewnia, że 007 w kolejnym filmie na pewno nie będzie kobietą.

A co z zaginionym modelem DP/216/1?

Wszystko wskazuje na to, że jest w prywatnej kolekcji gdzieś na Bliskim Wschodzie. „Motoryzacyjny harem” liczy ponoć blisko 4 tysiące aut zabytkowych, a jego właściciel nie zdawał sobie sprawy, że nabył trefne auto.

Nieoficjalnie wiadomo, że Aston Martin z „Goldfingera” ma pewien charakterystyczny szczegół, który został potwierdzony Marinellemu przez anonimowego informatora. Czy to jakaś modyfikacja silnika, czy element nadwozia lub kokpitu, to oczywiście pozostaje tajemnicą operacji. Wszystko wskazuje jednak, że to ten sam samochód, który 68 lat temu prowadził Sean Connery. Jeden z najpiękniejszych samochodów w historii, który pod maską skrywa silnik stworzony przez Polaka.

– Cezary Korycki

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Sean Connery jako James Bond na planie filmu "Goldfinger" w 1964 roku z samochodem Aston Martin DB5. Fot. Gettyimages/ Bettmann
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Kurz na telefonie… Wyciskał żółć jak cytrynę
Jest dla wielu guru. Jego losy mogłyby służyć za kanwę dla filmu o „artyście przeklętym”.
Kultura Najnowsze wydanie
Jego twarz miała w sobie ból, smutek, melancholię…
Był przewodnikiem prowadzącym nas słowem po narodowym piekle.
Kultura Najnowsze wydanie
Muzyczna wojenka zastępcza
Czy piosenka ukraińska była najlepsza niezależnie od okoliczności?
Kultura Poprzednie wydanie
Tamara Łempicka: podróż rajskiego ptaka
Była zbyt wyzywająco burżuazyjna, by w PRL przyciągnąć uwagę decydentów od kultury.
Kultura wydanie 29.04.2022 – 6.05.2022
Widzowie wciąż cenią bareizmy. Ależ Bareja by się zdziwił
Kazimierz Kutz spostponował twórczość dotychczasowego przyjaciela podczas spotkania przedstawicieli kinematografii z towarzyszami z PZPR.