Historia

Sto tysięcy procent przesady. Jego rozterka, wściekłość i przegrana są tak współczesne

Kajetan Koźmian przyszedł na świat ćwierć millenium temu, w noc sylwestrową 1771 roku – i tym bardziej uderzające jest, że jego rozterka, wściekłość i przegrana okazują się tak współczesne.

Relacji między Kajetanem Koźmianem a młodym Adamem Mickiewiczem nie sposób uznać za „zmagania na Parnasie” na miarę tych najsławniejszych, paryskich, między opromienionym geniuszem Mickiewiczem a młodym Juliuszem Słowackim. Nie przypominają też innych wielkich rywalizacji o rząd dusz, toczonych między samymi pisarzami, ale i między krytykami, czytelnikami, wielbicielami. Wielkie zapasy Zbigniewa Herberta z Czesławem Miłoszem, Jerzego Andrzejewskiego z Jarosławem Iwaszkiewiczem czy Władysława Reymonta ze Stefanem Żeromskim postrzegane są – tym bardziej, im więcej czasu upływa – jako „remis ze wskazaniem na”: literatura polska pomieści wszystkich.

W przypadku Koźmiana i Mickiewicza od początku był to spór pokoleniowy, spór o wizję świata i ładu, o poetykę, estetykę i etykę, a wydarzenia polityczne dodatkowo podnosiły atmosferę. Czy los Koźmiana nie jest trochę przestrogą dla konserwatysty, któremu dany jest wybór jedynie między wdaniem się w pyskówkę a dumnym poddaniem partii i odejściem w samotność?

Niczym Salieri wobec Mozarta

Koźmian od początku stracił dystans i może przez to właśnie przegrał. „Nie wiem, co tam [w sonetach – przyp. W.S.] mogłeś wynaleźć dobrego, wszystko bezecne, podłe, brudne, ciemne, wszystko może krymskie, tatarskie, tureckie, ale nie polskie. [...] Mickiewicz brudny, karczemny (…) [jego – W.S.] niesforny zapał rozdmuchały brudne litewskie pomywaczki” – pisze Koźmian do jenerała Franciszka Morawskiego w 1827. Ma wszystko: dom i rodzinę, pozycję i uznanie, nauczył się dokonywać trudnych wyborów. Dlaczego aż tak drażni go ten chłystek?
Tom Hulce jako Wolfgang Amadeusz Mozart i F. Murray Abraham jako nadworny kompozytor Antonio Salieri, na dworze cesarza Józefa II. Kadr z filmu „Amadeusz” Miloša Formana, opartego na sztuce Petera Shaffera. Fot. materiały prasowe
Ten spór, kto wie, czy nie kluczowy dla polskiego wieku XIX, a i późniejszych czasów, bardziej wpisywał się w inny schemat: przeciętności (médiocre, jak powiedziałby wielbiący Francuzów Koźmian) nienawistnej wobec geniuszu. Nie tyle zatem Miłosz i Herbert, co Mozart i Salieri. Człowiek uznany, ceniony, wybitny – ale też nie więcej ponad wybitny – ze zgrozą patrzy na młokosa, który przewraca stół, zmienia reguły gry, uwodzi panny i Cesarza, a wszystko to z błyskiem w oku, niemal od niechcenia, jakby nie dostrzegając istniejącej hierarchii albo, co gorsza, traktując ją bez wrogości, po prostu jako rzecz niebyłą i nieistotną, którą można obejść, wbiegając bez wysiłku na zawrotne wyżyny.

Ukazujący sprawy w takim porządku „Amadeusz” Miloša Formana był i pozostaje olśniewającym dziełem filmowym, choć biografiści chętnie wytykają mu nieścisłości, a historyk wzdycha nad bezmiarem anachronizmów, jakie ten film pomieścił. Ale w „porządku serca” rzecz jest prawdziwa, do tego stopnia, że aż marzyć się zaczyna o podobnym filmie, zatytułowanym „Adam”. Stolica Królestwa Kongresowego, rozbudowywana przez mądrego Franciszka Ksawerego Druckiego-Lubeckiego, stateczna, rozprażona upałami w lecie, śnieżna w zimie: wieczorami (lokaj objaśnia świece) szwoleżerowie w generalskich epoletach i surdutach radców stanu schodzą się u kasztelanowej K., wojewodziny P., szambelanowej R. Gra szpinet, pieni się szampan. Budżet domknięty, cesarz wciąż łaskawy. „Mężowie dojrzali i sędziwi, stojący u steru władzy, rozprawiali o odach i elegiach jakby o programach, zasady polityczne przenieśli w świat starożytnych muz, a kodeks Boala [Boileau] i La Harpa, wzory Wirgila i Horacego, miały stanowić podwalinę ustalonego porządku i zaporę przeciw nowym prądom i zamachom, w braku innej podstawy i innej tamy” – wspomina tamten czas XIX-wieczny krytyk.

I nagle zjawia się czarnowłosy młodzik – nawet nie osobiście, bo miota go gdzieś, od pensji w Kownie do zsyłki na Krym – zjawia się w postaci kilku tomików, niechlujnych, krzykliwych, gminnych i szał jakby wszystkich ogarnął, córki, żony, a i krytycy dostają wypieków. Cała konstrukcja, wzniesiona takim wysiłkiem, kosztem takich kompromisów, cały wielki ład powiedeński, którego zręby tworzyli po równo Klemens von Metternich i Wergiliusz, jenerał Wincenty Krasiński i Stanisław Staszic, prymas Jan Paweł Woronicz i Horacy – zaczyna trzeszczeć:

Bo czem jest młody Polak, powiem z żalem serca:
Małpa wszystkich narodów, z swojego szyderca,
Jeszcze mu mech młodzieńcze jagody osłania,
Już nie znosi zwierzchnika, już starszym przygania.
Nieuk, zarozumiały, głuchy na przestrogi,
Samochwalca i burda, gdy przypnie ostrogi;
Nieprzyjaciel pokoju, praw, władzy, porządku,
Jak śmierci nienawidzi prawdy i rozsądku.
Mickiewicz improwizuje po francusku w moskiewskim salonie księżnej Zinaidy Wołkońskiej, na obrazie Grigorija Miasojedowa. Fot. http://fotki.yandex.ru/users/nashenasledie2008/view/155435?page=21, Domena publiczna, Wikimedia Commons
Ten kontrast – zgred przeciw geniuszowi – jest w pełni zgodny ze schematami popkultury postromantycznej, dla której ego twórcy jest jedyną wartością. Młody Mickiewicz okazuje się prefiguracją kolejnych pokoleń „młodych barbarzyńców”, za nic mających wartości, hierarchie i kompromisy „starych”. Skamandryci i Żagaryści, pryszczaci i „pokolenie »Współczesności«”, KOR-owscy brodacze i Marcin Świetlicki, Ha!artowcy i Grzegorz Uzdański – każdy odnalazłby się w skórze młodego Mozarta/Mickiewicza, który z nieodpartym urokiem i szczyptą wzgardy wkracza w zastany, zgrzybiały świat.

Zbyt się zapalał przeciw młodzieży

Tak kontrastowe postawienie sprawy aż prowokuje do przekory. Mnożą się więc próby „rehabilitacji” Koźmiana, ukazujące go jako męża stanu nieledwie, a w każdym razie – człowieka wielu zasług i talentów, męża, ojca i senatora, którego bezczelny młodzik załatwił jedną frazą. Tą o „tysiącu wersów o sadzeniu grochu”, która pada w „Dziadach” i w sposób tak oczywisty odnosi się do „Ziemiaństwa”, tych „polskich »Georgik«”, które Koźmian komponował był od początku lat 20. XIX wieku, racząc czasem towarzystwo fragmentami.

To prawda, zasług miał Koźmian niemało, a przynajmniej – niemały dorobek, choć może nie wszystkie szczeble jego kariery były jednakowo spiżowe. Promowany („promulgowany”, powiedziałoby się w jego czasach) przez księcia Adama Czartoryskiego, zdążył zająć się sprawami publicznymi jeszcze podczas Insurekcji Kościuszkowskiej, sekretarzując Komisji Porządkowej w Lublinie. Czynny był w Księstwie Warszawskim, mnożąc zasługi jako administrator (referendarz), człowiek nauki (Towarzystwo Przyjaciół Nauk) i przede wszystkim poeta, autor licznych ód.

Czasem pod niezwykle rozbudowanemi tytułami („Oda czytana na posiedzeniu u... Kajetana Hebdowskiego, zastępcy ministra wojny i generała komenderującego w obydwóch Galicjach, w dzień uroczystości zawieszenia orłów francuskich w Lublinie... W Zamościu d. 4 sierpnia 1809 r.”), niemal zawsze jednak ściśle politycznych: jak nie „Oda na pożar Moskwy” (1812), to „Kantata na rocznicę koronacji Napoleona” (1810). I to pewnie mu pamiętano, cierpko, choć bez publicznych awantur, bo wszyscy szwoleżerowie, prócz Józefa Poniatowskiego w nurtach Elstery, jechali już po 1814 na jednym wózku: trzeba się pogodzić z Aleksandrem i budować Królestwo! To prawda, atrament jednak plami, i jeśli wczoraj chwaliło się pożar Moskwy, nie powinno się dziś przedkładać (na sejmie 1818 roku) „Raportu o stanie umysłów Polaków dla cesarza Aleksandra”.

Pisał nie zwykłym, lecz sympatycznym atramentem

Na pozór używał tej samej polszczyzny, którą posługiwali się jego krewni czy znajomi – w istocie poddawał ją dodatkowej obróbce.

zobacz więcej
Nie ody były jednak problemem Koźmiana, i nie kolejne zaszczyty: owszem, pochłaniało go dyrektorowanie administracji krajowej w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych – kiedy przez kilka miesięcy zastępował schorowanego gen. Tadeusza Mostowskiego w Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policji w 1828 roku szeptano, że marzy mu się ministerium po generale, a i senatorem Królestwa Polskiego został nie z wyboru, lecz z nominacji cesarskiej. Ale najgorsza była ta furia, to tropienie – nie metodami policyjnymi, chwała Bogu, lecz literackimi – wszystkich tych straszliwych w jego oczach inspiracyj, które popychały do złego romantyków: „Młódź, szczególniej akademicka, chwytając chciwie Niemców rezonowania filozoficzne i literackie i płody Szyllera, Schlegla, Goethego, p. Staël, a szczególniej Bajrona, admirując Shakespeara, zaczęła pogardzać sztuką, zasadami, prawidłami” – wzdycha w „Pamiętnikach”.

To zacietrzewienie. Przecież największe swoje dzieła – poemat o Stefanie Czarnieckim i „Ziemiaństwo” – pisał PRZECIW Mickiewiczowi. „Ziemiaństwem” bawił się po trosze, zaczął je pisać na serio już po ukazaniu się „Ballad i romansów”. A co więcej, okrutna ironia historii sprawiła, że gotowy już skład rozsypano w dniach Powstania Listopadowego i ostatecznie całość ukazała się drukiem we Wrocławiu w 1839. Pointa „Czarnieckiego” miała pogrzebać na zawsze Konrada Wallenroda:

W końcu więcej ci powiem dla skończenia sporu:
Nie chcę Polski nabytej ofiarą honoru!


Już nawet i życzliwi zwracali mu uwagę, że zbyt się angażuje. „W kilka dni – wspomina w „Pamiętnikach” – dowiedziałem się od Maksymiliana Fredry, iż książę [Adam Czartoryski] rzekł do niego: »Nie byłem dziś kontent z obiadu Koźmiana, zbyt się zapalał przeciw młodzieży«. Widząc się za kilka dni z księciem u Maksymiliana Fredry wznowiłem rozmowę, książę rzekł: »Jesteście nieprzyjaciółmi romantyzmu i upatrujecie w nim nawet polityczne widoki, drażnicie młodzież, pozwólcie im pisać choćby nie w starożytnych formach«. »Mniejsza, Mości Książę, o formy, tu chodzi o rozsądek i zrozumiałość« – zajął się [tj. zaczął się – przyp. W.S.] więc spór o romantyzm. Fredro był romantykiem, przyszedł księciu w pomoc, ja ustąpiłem”.
Epopeja narodowa „Pan Tadeusz” Adama Mickiewicza – wydana w dwóch tomach w 1834 roku w Paryżu przez Aleksandra Jełowickiego – oraz dzieło Kajetana Koźmiana, które romantyk w „Dziadach części III” określił: „tysiąc wierszy o sadzeniu grochu”. Poemat „Ziemiaństwo polskie” publikowany był we fragmentach w 1830, do wybuchu powstania listopadowego. Całość w zmienionej wersji wydano w 1839 u Zygmunta Schlettera we Wrocławiu. Zbiory Biblioteki Narodowej. Fot. Domena publiczna, Wikimedia Commons
A sam Mickiewicz – co gorsza – rycerski. Owszem, tych „tysiąc wierszy o sadzeniu grochu” to sztych morderczy – zwłaszcza, że przecież nie jest włożony w usta samego Koźmiana, lecz pojawia się jako ocena jednego ze „starych”, tych pociesznych, odrażających figur, z których składa się Salon Warszawski:

JENERAŁ
(do Oficera)
Ma racyję po części, bo nudne po trochu.
(pokazuje na Literata)
Opiewa tysiąc wierszy o sadzeniu grochu.

No owszem, odbił piłkę wspaniale. Ale jako przeciwwaga zdania „wszystko bezecne, podłe, brudne, ciemne, wszystko może krymskie, tatarskie, tureckie, ale nie polskie” – a referendarz i senator napisał takich zdań kilkadziesiąt – nie jest to chyba dużo, nawet, jeśli tysiąckrotnie przesadził?

Tysiąckrotnie – bo przecież w czterech pieśniach „Ziemiaństwa polskiego” groch pojawia się słownie raz:

Albo gryka, śnieżnemi woniejąca kwiaty,
Czyli pnący się z lipkiem gronem chmiel po tyce,
Lub w strąku grzechoczący groch pokrewny wyce…


Ale – czy nie „przesadził” i w drugim znaczeniu tego słowa, czyli nawiązując, podejmując ton, sięgając po kruchą sadzonkę? Czy w inwokacji do „Pana Tadeusza” – poematu, będącego, poza wszystkim innym, wielką pochwałą ziemiaństwa Rzeczypospolitej nie pada zdanie, znane każdemu absolwentowi podstawówki?

Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem,
Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem;
Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała…


Ta gryka – śnieżnymi woniejąca kwiaty w „Ziemiaństwie..”, jak śnieg biała w wydanym pięć lat wcześniej „Panu Tadeuszu” (1834) – to przecież podana niesłychanie dyskretnie, ponad zaborami i ponad cenzorami, z Paryża do podlubelskich Piotrowic, gdzie po przegranym powstaniu wycofał się na resztę długiego życia Koźmian – gałązka oliwna. Cóż z tego, że klasyk marzyłby o prawdziwej oliwce, a gryka to roślina z rodziny rdestowatych? Przyroda jest jedna. Literatura jest jedna. I jedno jest wybaczenie.
Gryka zwyczajna (Fagopyrum esculentum Moench) – roślina jednoroczna, w Polsce uprawiana jako jadalna, lecznicza, miododajna i paszowa. Rysunek z 1796 roku. Fot. Johann Georg Sturm (Painter: Jacob Sturm) - Figure from Deutschlands Flora in Abbildungen w http://www.biolib.de, Domena Publiczna, Wikimedia Commons
Jeśli z tego może płynąć jakaś nauka, dla wszystkich prawdziwych konserwatystów, wkurzonych na Wilhelma Sasnala, na Maję Kleczewską, na te wszystkie wystawy, prowokacje, na młodych barbarzyńców, którzy nic nie rozumieją, tylko czytają Szyllera: no owszem, jest to dość nieznośne, ale warto robić swoje. Pisać swoje. I trzymać dystans: bodaj na odległość źdźbła wyki.

– Wojciech Stanisławski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Koźmianologia jest dziedziną badań kwitnącą (śnieżnemi kwiaty) od blisko 150 lat, przy pisaniu tego tekstu najważniejsi okazali się dla mnie jednak trzej autorzy: przede wszystkim klasyk, czyli Ryszard Przybylski („Klasycyzm, czyli Prawdziwy koniec Królestwa Polskiego”, Warszawa, 1983) oraz dwaj bardzo zasłużeni filolodzy młodszego pokolenia: Piotr Żbikowski („Kajetan Koźmian. Szkic do portretu”, Rzeszów 1991) oraz Łukasz Zabielski i jego stanowczo zbyt mało znana praca „Meandry antyromantyczności. Kajetan Koźmian i romantycy polscy”, Kraków, 2015.

Geopolityka
Zdjęcie główne: Od lewej: Kajetan Koźmian – rycina z tygodnika ilustrowanego „Kłosy”, nr 609 z 1877 roku. Adam Mickiewicz – rycina Louisa Croutelle’a według rysunku Joachima Lelewela, z „Poezji” wydanych w Paryżu w 1828 roku. Obie ryciny w zbiorach Biblioteki Narodowej. Fot. Domena Publiczna, Wikimedia Commons
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Tylko tu nauczycielki obowiązywał celibat. Śląska autonomia
W niemieckiej części regionu nie miały zastosowania przepisy antyżydowskie III Rzeszy.
Historia Poprzednie wydanie
Prawosławny król. Koronowany przez katolickiego papieża
Gdyby Amerykanie nakręcili o tym film, zdobyłby dwa Oscary i miliard dolarów wpływów.
Historia Poprzednie wydanie
Atmosfera nagonki, oskarżeń i dyskryminacji. Co się stało z...
W niewoli generałowie „Bór” i „Monter” przestali się do siebie odzywać.
Historia Poprzednie wydanie
Kanibalizm pozostał tematem sensacyjnych plotek. Jedzenie i...
O głodzie wspominało się w PRL w sposób zakamuflowany.
Historia wydanie 29.04.2022 – 6.05.2022
Jak Solidarność przejęła od komunistów święto pracy
1 maja skandowano: „chodźcie z nami, dziś nie biją”.