Kultura

Uwielbiana portrecistka dzieci. W PRL jej obrazy powielano masowo, nie pytając o zgodę

Popularność zdobyła na niepopularności, jak przewrotnie twierdziła. Jej obrazy porównywano do dzieł Stanisława Wyspiańskiego, a prace krążyły po rynku jako pocztówki – była autorką słynnej „Dziewczynki z gołębiem”. Mimo to Danuta Muszyńska-Zamorska twierdziła, że to nie malarstwo jako takie, a rysunek jest jej pasją. – Dla mnie kreska jest najważniejsza – mówiła artystka. Zmarła w styczniu 2022.

Znana była również jako Dania M., bo tak podpisywała się na swoich pracach. Urodziła się w 1931 roku w Środzie Wielkopolskiej i tam się wychowywała. Talent odziedziczyła po ojcu, który – jak wspominała – pięknie rysował, choć był samoukiem. – Opowiadając mi bajki, rysował postacie z tych bajek – mówiła w wywiadzie dla „Gazety Pomorskiej”.

Jej talent dostrzegła już nauczycielka w szkole podstawowej. – Pani Bogucka pochwaliła moją pracę, byłam bardzo dumna. Ten rysunek przedstawiał moją mamę w pluszowym berecie – opowiadała. Lata szkolne artystki przypadły niestety na czas II wojny światowej, dopiero po niej przyszedł więc czas na profesjonalną naukę rysowania. Wtedy Muszyńska trafiła do Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Poznaniu, a potem przeniosła się do PWSP w Łodzi. Powodem był profil uczelni – jak mówiła, w Poznaniu kładziono nacisk na architekturę, za to w Łodzi na tkactwo.

I taką zrobiła specjalizację – na Wydziale Włókienniczym uzyskała dyplom artysty plastyka z zakresu tkactwa dekoracyjnego. Przyznawała jednak, że choć projektowała i tworzyła gobeliny oraz tkaniny dekoracyjne, a także witraże, to najbardziej kochała rysunek i jemu pozostała wierna do końca życia.

Szkice na małych kartonikach

Zresztą, gdy Muszyńska skończyła studia i tak nie mogła znaleźć pracy w swoim zawodzie. Zaczęła uczyć plastyki w szkole podstawowej. Dziennikarzowi „Gazety Łódzkiej” opowiadała, jak poprosiła kierowniczkę szkoły, by skierowała ją do pracy z młodszymi klasami. – Od zawsze uwielbiałam dzieci. Będąc dzieckiem nie potrafiłam sama cieszyć się jakąś zabawką. Bawiłam się w mamę otoczoną dziećmi – zwierzyła się.
3 kwietnia 2009 roku artystka obchodziła 50-lecie pracy artystycznej, połączone z wystawą jej prac „Złoty jubileusz”, zorganizowane przez Łódzki Dom Kultury. Fot. PAP/Grzegorz Michałowski
Właśnie w młodszej klasie, w której uczyła rysunku i prac ręcznych, spotkała swoje pierwsze modelki. – Zrobiłam szkice na małych kartonikach, które później, kiedy już w szkole nie pracowałam, wykorzystałam – wspominała. Tych szkiców zebrała się cała teczka.

Muszyńska w międzyczasie zatrudniła się w zakładzie zajmującym się tkactwem odzieżowym. Artyści pracujący w przemyśle mogli wyjeżdżać na plenery. Bywał na nich zawsze ktoś z Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych z Łodzi. Na jednym z nich miała ze sobą wspomnianą teczkę z rysunkami twarzy dzieci. Jedną z prac zatytułowaną „Ewa” pokazała prof. Lechowi Kunce.

– Powiedział mi wtedy: „Ma pani predyspozycje do portretu. Niech pani da to na konkurs rysunku” – opowiadała Muszyńska w rozmowie z “Niedzielą”. I tak zrobiła: – Zdobyłam w konkursie drugie miejsce. To były lata 60., taki rysunek jak mój był niemodny. A okazało się, że się podoba. Uwierzyłam w siebie. Była jedna wystawa, druga, kolejna – przekroczyło to moje wyobrażenie.

Tak zaczęła się jej popularność jako malarki akwarel i obrazów olejnych, których motywem przewodnim były portrety dzieci i sceny macierzyństwa. Pierwsza jej wystawę zorganizowano w 1968 roku, w kolejnych dwóch dziesięcioleciach obrazy artystki prezentowane były w Polsce i za granicą w ramach cyklu nazwanego „Dzieci świata”. Otrzymała za nie wiele nagród.

Pytana, kogo przeważnie malowała, odpowiadała, że były to i prawdziwe osoby, i wytwory jej wyobraźni. – Najlepsze powstawały z mojego zauroczenia. Pamiętam konkretne sytuacje, choć to rzeczy, które działy się wiele lat temu – mówiła. Jedną z takich prac było „Dziecko i śmierć”, która przedstawia przerażone dziecko pod wodą, kurczowo trzymające się wodorostów i otoczone ramionami kobiety. To było jedno z osobistych doświadczeń Dani M. – Kiedyś się topiłam – wyznała.

„Zaryzykowałam bycie sobą”

Prac w cyklu „Dzieci Świata” powstało tysiące i dotykały różnych, także trudnych czy wręcz traumatycznych sytuacji. Była wśród nich seria obrazów przedstawiających dzieci w obozach koncentracyjnych, „Bezdomni” z cygańskim chłopcem trzymającym małą dziewczynkę oraz „Gabrynia” z kulami i łezką w oku.

Portret niepoprawny politycznie

A jak by dziś tytułowano „Murzynkę”? „Ciemnoskóra” i niewłaściwie ubrana kobieta?

zobacz więcej
– Zaryzykowała bycie sobą – odpowiedziała Muszyńska pytana o swój sukces. – Nigdy nie pociągała mnie awangarda, pozostawałam pod urokiem mistrzów secesji i malarstwa ekspresjonistów Młodej Polski – tłumaczyła.

Nie bez powodu więc w jej pracach doszukiwano się podobieństw do twórczości Wyspiańskiego. – Byłam ostentacyjnie inna i myślę, że ta właśnie inność sprawiła, że zostałam szybko dostrzeżona. Publiczność zaakceptowała i polubiła moje malarstwo – mówiła.

Polubiła tak bardzo, że rysunki dzieci pojawiły się na rynku w formie pocztówek. Muszyńska miała wystawę w EMPiK-u w Łodzi i to jego dyrektor zasugerował, że obrazy można wydać właśnie na kartkach pocztowych. Artystka nie potrafiła powiedzieć, ile reprodukcji pojawiło się w ten sposób w obiegu, a współpracę z Krajową Agencją Wydawniczą, która podjęła się tego zadania, uważała za niefortunną.

– Jako świeżo upieczona absolwentka nie miałam żadnego doświadczenia prawnego, podpisywałam umowy, które nie były dopowiedziane. Oni z jednego obrazu wydawali niesamowite liczby pocztówek. Nie byłam powiadamiana, że wznawiają druk, a można było od razu odróżnić inne kolory nowej serii. Dostawałam minimalne wynagrodzenie. Mogłam sobie kupić za to sukienkę, jakiś drobiazg do domu – opowiadała dziennikarzowi „Gazety Łódzkiej”.

A to nie wszystko: – Któregoś dnia weszłam do Centralu, a tam były talerze z Ćmielowa czy Chodzieży z moimi obrazkami. Piszę do fabryki pytając, kto dał im pozwolenie. Odpowiadają, że Krajowa Agencja Wydawnicza sprzedała te obrazki. Innym razem miałam wystawę w Empiku w Lublinie, po wernisażu podbiegają do mnie dzieci i panie po autografy i mają pocztówki dźwiękowe z reprodukcjami moich obrazów. Pytam: a to skąd? Krajowa Agencja Wydawnicza wydała.

Gobelin dla Jana Pawła II

Jednym z obrazów Muszyńskiej, które przeszły do historii – a przydały się też do przeniesienia na pocztówki – jest „Dziewczynka z gołębiem”. Praca, ale wykonana w formie gobelinu, wręczona została w prezencie św. Janowi Pawłowi II podczas jego pierwszej pielgrzymki papieskiej do ojczyzny w 1979 roku. To też było dla autorki ogromnym zaskoczeniem.


– Byłam z mężem w Kanadzie, gdzie miałam wystawy dla Polonii. Znajomi siostrzenicy męża zaprosili nas do Nowego Jorku. Na pożegnanie poprosiłam gospodarzy, by wybrali sobie jedną z prac. Wybrali „Dziewczynkę z gołąbkiem” – opowiadała „Gazecie Pomorskiej”. Gdy wróciła do kraju, zobaczyła w telewizji, jak Edward Gierek wita papieża Polaka, a za ich plecami wisi ów gobelin z „Dziewczynką…”. Z racji tego, że oryginalnego obrazu olejnego nie było w kraju, fabryka dywanów w Kowarach utkała go na zlecenie Urzędu Rady Ministrów wykorzystując… właśnie pocztówkę.

Ciekawostką jest, że Ojciec Święty otrzymał dopiero trzeci gobelin z pracą artystki. Pierwszy, z „Dziewczynką…”, trafił na ręce Piotra Jaroszewicza, a drugi – tym razem na podstawie obrazu „Jacek i gołębie” – podarowano Kurtowi Waldheimowi, sekretarzowi generalnemu Organizacji Narodów Zjednoczonych, któremu w 1979 r. przyznano Order Uśmiechu za działalność na rzecz dzieci i wkład w umiędzynarodowienie tegoż wyróżnienia.

Pocztówki cieszyły się ogromną popularnością. Były często kolekcjonowane, głównie przez dziewczynki. We Wrocławiu powstał fanklub artystki, a po latach kolejny, który funkcjonuje do dziś w mediach społecznościowych.
Muszyńska nie miała swoich dzieci. Ostatnie lata życia spędzili wraz z mężem Jerzym Zamorskim – który choć z wykształcenia był chemikiem, został menadżerem swojej żony – w Domu Artystów Weteranów w Skolimowie.

Pani Danuta za swoje prace i działalność charytatywną na rzecz dzieci również została odznaczona Orderem Uśmiechu. Uhonorowano ją także Złotym Krzyżem Zasługi, srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, odznaką Za Zasługi dla Miasta Łodzi. Była również Damą Zakonu Rycerskiego Świętego Jerzego Męczennika.

– Mam dobre geny. Mama zmarła, gdy miała sto jeden lat. Do końca „politykowała” – dowcipkowała na temat swojego wieku.

Przyznawała, że choć ma te same schorzenia, co skrzypkowie – zwyrodnienie dłoni i kręgów szyjnych – to wciąż kusi ją malowanie. – Ręka już nie ta, co kiedyś. Jeśli się skuszę, to namaluję jakąś kobietę o niezwykłej osobowości. Bardzo mnie takie kobiety fascynują – mówiła.

Zmarła 2 stycznia 2022 roku w wieku 90 lat.

– Anna Bartosińska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Jednym z obrazów Danuty Muszyńskiej-Zamorskiej, które przeszły do historii – a przydały się też do przeniesienia na pocztówki – jest „Dziewczynka z gołębiem” (na zdjęciu). Praca, ale wykonana w formie gobelinu, wręczona została w prezencie św. Janowi Pawłowi II podczas jego pierwszej pielgrzymki papieskiej do ojczyzny w 1979 roku. Fot. PAP/Grzegorz Michałowski
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Tamara Łempicka: podróż rajskiego ptaka
Była zbyt wyzywająco burżuazyjna, by w PRL przyciągnąć uwagę decydentów od kultury.
Kultura wydanie 29.04.2022 – 6.05.2022
Widzowie wciąż cenią bareizmy. Ależ Bareja by się zdziwił
Kazimierz Kutz spostponował twórczość dotychczasowego przyjaciela podczas spotkania przedstawicieli kinematografii z towarzyszami z PZPR.
Kultura wydanie 22.04.2022 – 29.04.2022
Wenecja w kwietniu 2022. Rozmowa z lutnikiem o poranku
Cóż może być milszego?
Kultura wydanie 22.04.2022 – 29.04.2022
Akademia Pana Andrzeja. Człowieka ze „złotym uchem”
Miał rękę do przebojów: „Żółte kalendarze”, „Szparka sekretarka”, „Franek Kimono” czy „Wy nie wiecie, a ja wiem”…
Kultura wydanie 15.04.2022 – 22.04.2022
Czy diabłami muszą być koniecznie faceci?
Cudowności przyciągające nawet w czasach Netflixa.