Rozmowy

Olimpijska „soft power”. Dlaczego Europa nie bojkotuje igrzysk w Pekinie?

Igrzyska w Berlinie w roku 1936 wykreowały atrakcyjność i ciepły wizerunek III Rzeszy. Dziś podobny mechanizm stosują Chińczycy – twierdzi Mieszko Rajkiewicz, ekspert w dziedzinie polityzacji i globalizacji sportu.

TYGODNIK TVP: Prezydent Francji Emmanuel Macron wyśmiał bojkot dyplomatyczny igrzysk olimpijskich w Pekinie, Władimir Putin nazwał go „pomyłką”. Czy faktycznie można uznać to jedynie za pusty gest?

MIESZKO RAJKIEWICZ:
Sportowcy z USA, Kanady, Wielkiej Brytanii czy Australii i tak będą brali udział w olimpijskiej rywalizacji. Na trybunach nie pojawią się politycy tych krajów. Z jednej strony to mało znaczący gest, ale tak mówią jedynie krytycy. Deklaracja przywódców wymienionych państw nasila jednak dyskusję na temat zbliżających się igrzysk w Pekinie [odbędą się w dniach 4-20 lutego – przy. red.]. Coraz częściej nagłaśniana jest kwestia, że organizator najważniejszej imprezy sportowej nie respektuje praw człowieka i swobód obywatelskich.

Bojkot niektórych państw tzw. Sojuszu Pięciorga Oczu (m.in. USA, Australia czy Nowa Zelandia) ma też związek z narastającą rywalizacją geopolityczną na Pacyfiku. Co jednak ciekawe, do akcji dołączyła także Litwa mająca silne więzy polityczne z Tajwanem. Łotwa, która również wykonuje gesty politycznego zbliżenia z Tajwanem oficjalnie nie zapowiedziała bojkotu dyplomatycznego, ale już wiemy, że prezydent Łotwy do Chin nie poleci. Pamiętajmy, że Tajwan to państwo, któremu Chiny bezpośrednio zagrażają od lat. To napięcie nadal narasta.

Co znaczą gesty małych państw, gdy Unia Europejska raczej niezbyt przejmuje się obozami pracy niewolniczej w Chinach?

Unii Europejskiej po prostu nie stać na solidarny bojkot dyplomatyczny igrzysk olimpijskich w Pekinie i dołączenie do USA, Kanady, Australii, Wielkiej Brytanii i Japonii. Choć pojawiają się głosy, by instytucje unijne przyjęły wspólną postawę względem Chin, to jednomyślności państw unijnych nie będzie. Rachunek jest prosty: następne igrzyska organizowane będą w Paryżu w 2024 roku i Mediolanie w 2026. Francuzi i Włosi mogą się obawiać retorsji, do jakich zdolne są Chiny.

Bo Chiny jak żadne inne państwo są zdolne do odwetu?

Chińskie MSZ zdążyło już nazwać postawę Waszyngtonu „manipulacją polityczną” i złamaniem zasad politycznej neutralności sportu. Zapominamy o tym, jak konsekwentni i pamiętliwi są Chińczycy. Przekonała się o tym drużyna Houston Rockets, jedna z najbardziej znanych na świecie i rozpoznawalnych w Chinach drużyn amerykańskiej ligi koszykówki NBA [w latach 2002-2011 zawodnikiem zespołu był Yao Ming, chiński koszykarz, jeden z najwyższych w historii NBA – 229 cm, ośmiokrotny uczestnik meczu gwiazd ligi – przyp. red.].

Dwa lata temu jeden z dyrektorów Rockets napisał na Twitterze komentarz popierający protesty opozycji w Hongkongu. Reakcja była błyskawiczna, na kilka miesięcy wyłączono w Chinach możliwość oglądania meczów NBA. Szacuje się, że straty ligi wyniosły 400 mln dolarów. Klub z Teksasu był na czarnej liście jeszcze dłużej, dopiero w 2021 roku pokazano pierwszą transmisję w chińskiej telewizji i usługach streamingowych.

Dlatego – poza politykami w USA – każdy myśli dwa razy, zanim napisze coś na temat chińskiej polityki?
Loża honorowa podczas otwarcia letnich igrzysk olimpijskich w Moskwie w 1980 roku. W środku w pierwszym rzędzie sekretarz generalny KC KPZR Leonid Breżniew, po jego lewej przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Michael Morris III baron Killanin, z prawej przewodniczący Komitetu Organizacyjnego Olimpiady Ignaty Nowikow, wicepremier ZSRR i Bohater Pracy Socjalistycznej. Fot. PAP/ITAR-TASS/ Vladimir Musaelyan i Eduard Pesov
Zdecydowanie, gdyż odpowiedź jest natychmiastowa. Kolejny przykład to koszykarz zespołu ligi NBA Boston Celtics, Turek Enes Kanter. Co ciekawe, posiadający obywatelstwo USA zawodnik, zmienił ostatnio nazwisko i teraz nazywa się Enes Kanter Freedom. Był okres, kiedy po prostu nie grał w meczach. Nie miał żadnej kontuzji, ale nawet nie wstawał z ławki rezerwowych. Tajemnicą poliszynela jest, że miało to związek z jego aktywnością w mediach społecznościowych i gestami solidarności z prześladowanymi Ujgurami – muzułmańską mniejszością żyjącą na zachodzie Chin.

Wszystko to jest troszkę dziwne, telefony marki Huawei zostały wycofane z europejskich instytucji, menadżerowie firmy mają procesy za szpiegostwo, ale nasi najbardziej znani sportowcy reklamują chińskie produkty, ile wlezie.

My z kolei żyjemy w świecie wolności i wolnego rynku. Dlatego nie możemy zakazywać Robertowi Lewandowskiemu czy Idze Świątek występowania w reklamach chińskich marek i komercjalizowania własnego wizerunku. To, że to robią, to ich indywidualna decyzja. Poza tym zwróćmy uwagę, że nasze spojrzenie wynika z faktu, w jakiej strefie świata żyjemy. Dla drugiej połowy ludzkości Chiny kojarzą się z postępem gospodarczym, inwestycjami, które wprowadzają do biedniejszych państw. Odbiór tego mocarstwa w Afryce czy Ameryce Południowej niekoniecznie musi być negatywny.

Dobrze, że wspomniał pan Igę Świątek, naszą najlepszą tenisistkę. Bo ona chyba w tym roku nie wystąpi na turniejach w Chinach. To kolejny bojkot, bo w tym kraju nagle trupy wypadają z szafy?

Sprawa jest związana z tenisem i pośrednio także z zimowymi Igrzyskami, gdyż zaangażował się w nią MKOl. Światowa organizacja żeńskiego tenisa WTA zawiesiła organizację wszystkich turniejów planowanych w Chinach w 2022 roku.

Ten bojkot związany jest z tenisistką Peng Shuai. Oskarżyła ona o napaść seksualną jednego z czołowych polityków Komunistycznej Partii Chin, byłego wicepremiera Zhanga Gaoliego. Zamieściła post w mediach społecznościowych. Post zniknął, sama zawodniczka również. Sprawa wywołała tak dużą burzę zwłaszcza wśród największych gwiazd światowego tenisa, że włączyły się Amnesty International, ONZ i szef MKOl. Thomas Bach.

Koniec końców Chiny zezwoliły na kontakt z zawodniczką, oficjalna informacja sugeruje, że jest bezpieczna, ale nie ulega wątpliwości, że jest to przekaz sterowany. Rozmawiać z Peng Shuai mógł tylko szef MKOl. Ale decyzja WTA na razie jest jednoznaczna i w Chinach przynajmniej w roku 2022 będą zawieszone prestiżowe turnieje tenisa.

Wydaje mi się, że kilka historii, które tu słyszę, przedstawiają chińskie państwo w dość negatywnym świetle, a igrzyska jako kolejne w historii odbędą się w państwie dalekim od wartości demokratycznych, do tego mającym obozy koncentracyjne. Czegoś to nie przypomina?

Sugeruje pan, że to impreza podobna do igrzysk w Berlinie 1936?

Igrzyska bez sushi. Wszystkim chodzi tylko o pieniądze

Działacze olimpijscy w Tokio zaryzykują tylko, jeśli pójdą w miasto. Wtedy mogą coś złapać. Chociaż niekoniecznie koronawirusa.

zobacz więcej
Najbardziej złośliwi mówią, że Coca-Cola także reklamowała się u nazistów na najwspanialszych igrzyskach, jakie widział świat…

Jest bardzo ciekawa książka Guya Waltersa „Jak Hitler ukradł olimpijski sen”, która pokazuje swoisty fenomen imprezy zorganizowanej w Berlinie w roku 1936. Nazistowski kraj chciał stworzyć swój wizerunek jako państwa nowoczesnego, progresywnego, ważna była kwestia wizualnej atrakcyjności nowych obiektów i symboli, które wtedy jeszcze nie miały tak negatywnych skojarzeń. I to się udało.

Igrzyska były monumentalną imprezą medialną i logistyczną, która faktycznie wywarła ogromne wrażenie na całym świecie, pozycjonując nazistowskie Niemcy w roli państwa o wielkim potencjale, potrafiącym stworzyć wspaniałe obiekty sportowe, zrealizować pierwsze w historii transmisje pokazywane za granicą. Odwiedzający Berlin dziennikarze i dyplomaci byli wręcz zachwyceni, dotyczyło to także polskiej delegacji.

To był modelowy przykład „soft power”?

Termin wymyślono dużo później, ale tak, muszę się zgodzić. W Berlinie poprzez sport potwierdzono atrakcyjność kraju, wykreowano jego ciepły wizerunek, aby zasłonić niewygodne interesy czy plany strategiczne. Dziś podobny mechanizm stosują Chińczycy, którzy liczą, że olimpijska, sportowa rywalizacja, nowoczesne pokazanie Igrzysk odwrócą uwagę od wewnętrznych problemów tego państwa. Państwa, znajdującego się pod pręgierzem opinii publicznej nie tylko ze względu na system polityczny, ale brak praw obywatelskich, inwigilację obywateli, prześladowanie mniejszości muzułmańskiej na zachodzie kraju, politykę wobec Tajwanu i wreszcie militaryzację południowego Pacyfiku. Czy się to udaje, to już inna kwestia.

Jakby tego było mało, nikt nie mówi głośno o sprawach środowiskowych, choć to ostatnio modny temat.

Widzimy, jak w ostatnich latach temat emisji CO2 stał się jednym z ważniejszych w debacie publicznej, zwłaszcza w krajach rozwiniętych. Nie jestem ekspertem od globalnego ocieplenia ani ekologii, ale w przypadku Pekinu sprawa jest ewidentna. Po raz pierwszy w historii Igrzyska odbędą się w całości na sztucznym śniegu. Nawet oddalone od stolicy obiekty narciarskie mają być sztucznie naśnieżane.

Możliwe, że im bliżej będzie do ceremonii otwarcia, tym głośniej będzie się na ten temat dyskutować. Zapewne pojawią się opinie, że w dobie globalnego ocieplenia organizowana jest impreza, która za nic ma kwestie środowiskowe. Na razie nie jest to jednak podnoszone w takim samym stopniu jak przed igrzyskami w Soczi.

Wróćmy jeszcze do porównanie Berlina i Pekinu, które na początku mogło wydawać się szokujące, ale i tu, i tam były prześladowanie mniejszości, ograniczenie praw społecznych i wreszcie militaryzacja. Czy w 1936 roku ktoś bojkotował taką imprezę?
Loża honorowa na berlińskim stadionie podczas igrzysk olimpijskich w roku 1936. Widoczni m.in.: kanclerz Rzeszy Adolf Hitler (5. z lewej), przewodniczący Komitetu Organizacyjnego Olimpiady Theodor Lewald (7. z lewej), przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Henri de Baillet-Latour (4. z lewej), minister propagandy III Rzeszy Joseph Goebbels (8. z lewej), premier Prus Hermann Göring (9. z lewej), zastępca Adolfa Hitlera Rudolf Hess (2. z lewej). Fot. NAC/ IKC
Żaden spektakularny bojkot wtedy nie nastąpił. Zdarzały się indywidualne protesty sportowców przeciwko rywalizowaniu w państwie, gdzie prześladuje się Żydów. Ostatecznie jednak wszystkie liczące się państwa wysłały swoje reprezentacje do Berlina. Imprezę oficjalnie zbojkotowała tylko Hiszpania, lecz wtedy trwała tam już wojna domowa. Ale skoro mówimy o bojkotach politycznych igrzysk, to było troszkę innych ciekawych przykładów, wręcz na dobrą książkę z historii XX-wiecznej polityki. Już w 1956 roku Hiszpania, Szwajcaria i Holandia zaprotestowały przeciwko radzieckiej interwencji na Węgrzech i nie wysłały sportowców do Melbourne.

Później igrzyska stały się areną starcia dwóch bloków zimnej wojny.

W roku 1980 igrzyska odbywały się w Moskwie. Sprawa była bardziej czytelna, trwała zimna wojna, ZSSR właśnie rozpoczął operację w Afganistanie, gdzie Amerykanie także mieli swoje interesy. W rezultacie do ZSRR nie pojechały reprezentacje z państw sprzymierzonych z USA, w tym RFN. Nie można jednak mówić o jakimś masowym sportowym bojkocie Moskwy 1980 przez świat demokratyczny, gdyż do tego grona z Europy dołączyły raptem Norwegia oraz sąsiadująca z Europą Turcja.

Nawiasem mówiąc, casus igrzysk w Moskwie jest podobny do tych najbliższych w Pekinie, bowiem więcej państw bojkotowało dyplomatycznie igrzyska, lecz nie zabroniło startować swoim reprezentantom. Sportowcy z Francji, Włoch czy Wielkiej Brytanii występowali pod flagą olimpijską, a kilka krajów nie wzięło udziału w ceremonii otwarcia.

W rewanżu państwa „demokracji ludowej” cztery lata później nie pojechały na igrzyska w Los Angeles. Bojkot dwóch igrzysk olimpijskich w latach 1980 i 1984 jest szczególnie istotny z punktu widzenia polskiego sportu, gdyż wielu naszym olimpijczykom, potencjalnym medalistom, odebrano w ten sposób prawo do rywalizacji w Los Angeles. Tylko, że dziś pomimo ogromnych kontrowersji związanych z organizacją igrzysk w Chinach nikt nie zapowiada bojkotu zawodów w Pekinie.

Nie przewiduje pan, że jakieś państwo nie wyśle sportowców do Chin albo nastąpi jakaś zmasowana manifestacja sportowców w czasie imprezy, choćby słynne już znane z Euro 2020… klękanie?

Jesteśmy tuż przed rozpoczęciem imprezy i zainteresowanie sprawami Chin zaczyna narastać, szczególnie wśród międzynarodowych organizacji mających na sztandarach prawa człowieka. Historia pokazała, że na bojkot sportowy można decydować się wtedy, gdy nie ma już szans na medale. Choć oczywiście protest medalisty olimpijskiego zawsze mocniej rezonuje.

Niewykluczone są akcje sportowców, także poza arenami rywalizacji, np. w mediach społecznościowych. Przy czym warto zaznaczyć, że karta olimpijska wyklucza łączenie polityki i sportu, igrzyska odbywają się w blasku mitu „olimpijskiego pokoju”. Przypomnę, że gdy amerykańscy medaliści manifestowali w 1968 na podium w Meksyku przeciwko dyskryminacji rasowej, zostali usunięci i z wioski olimpijskiej, i z własnej reprezentacji.

Brudne pieniądze, chciwe karzełki o lepkich rękach i rodzinne interesy korupcyjne. Sekrety olimpijskiej idei

Koszt jednego medalu zdobytego przez Polaka na igrzyskach w Rio de Janeiro to 36 milionów złotych.

zobacz więcej
Karta olimpijska sobie, a praktyka sobie. Czy przypomina pan sobie, jakiekolwiek igrzyska olimpijskie w XXI wieku, które byłyby wolne od polityki i towarzyszących jej podtekstów?

Zastanawiałem się nad tym i nawet podczas igrzysk w Sydney w Australii w roku 2000, które pozornie były pozbawione takich gestów, pojawił się przekaz związany z równouprawnieniem rdzennej ludności Aborygenów. Manifestowała to wywodząca się z tej mniejszości biegaczka Cathy Freeman, która po zdobyciu złota wyjęła flagę swojego narodu, co było, i jest, sprzeczne z zasadami MKOl.

Sprawa nie dotyczy tylko indywidualnych gestów, ale również ambicji państw gospodarzy, które pokazują w ten sposób swoją potęgę, rozwój społeczny czy potencjał ekonomiczny. Przecież igrzyska w Chinach to zwieńczenie obchodów 60-lecia powstania partii komunistycznej. Do tego Pekin stanie się pierwszym w historii miastem na świecie, które zorganizuje zarówno letnie igrzyska jak i zimowe. Kogo innego stać byłoby na taką operację?

Dobrze, że przypominamy letnie igrzyska, bo poza samym faktem organizacji istnieje jeszcze jedna obsesja mająca podtekst polityczny: tabela medalowa.

To prawda. W naszym raporcie opublikowanym przez Instytut Nowej Europy, analizowaliśmy, jak duże znaczenie polityczne i symboliczne przywiązują mocarstwa do wyniku w tabeli medalowej. Zwłaszcza gdy organizatorem jest kraj ze sportowymi ambicjami. A przecież MKOl. nie przyznaje za miejsce w tym zestawieniu żadnej dodatkowej nagrody, nie honoruje takiego państwa. Tymczasem owa tabela medalowa jest ukrytą rywalizacją mocarstw, ich systemów i potencjału bardzo podobną do tej z lat zimnej wojny.

W roku 2008 taką rywalizację wygrali Chińczycy, i to dość niespodziewanie, w dodatku na igrzyskach organizowanych u siebie. Rzucili do rywalizacji nieznanych wcześniej sportowców, przygotowywanych do startu w wybranych dyscyplinach. Analizowałem ten progres i jest on bez precedensu w dziejach sportu. Pomiędzy igrzyskami w Atenach w 2004 roku a Pekinem w 2008 w dorobku chińskiej gimnastyki nastąpił niewiarygodny skok. W Grecji zdobyli cztery medale, a na następnej imprezie, u siebie aż 18! Chińczycy zdominowali wszystkie męskie konkurencje. Co ciekawe, jedyne złoto, którego nie zdobył Chińczyk trafiło do Polski. Leszek Blanik wygrał w skoku przez stół gimnastyczny.

Sukces do powtórzenia zimą, możemy spodziewać się nieoczekiwanych triumfów na śniegu?

W kontekście zbliżających się igrzysk chyba jest to niemożliwe, wielkim sukcesem tego państwa będzie miejsce w pierwszej szóstce czy piątce tabeli. Chiny nie mają aż takiego potencjału w sportach zimowych, wydaje się, że pozycja Norwegów, Niemców, Amerykanów i Rosjan jest jednak niepodważalna.

Skoro mowa o Rosji, to gdy oglądam z dziećmi olimpijską rywalizację, to trudno mi wręcz wytłumaczyć, jaki to kraj reprezentują sportowcy w dresach w barwach Rosji, ale pod tajemniczym symbolem…
Laureatki złotych medali w pływaniu synchronicznym Swietłana Kolesniczenko i Swietłana Romaszina w barwach Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego podczas igrzysk Tokio 2020 w sierpniu 2021. Fot. Jose Mendez / EFE / Forum
Rosja w roku 2014 wpadła w obsesję zdobycia jak największej liczby medali, posuwając się wręcz do zaangażowania służb specjalnych i zorganizowania wielkiej operacji podmieniania próbek komisji dopingowej. Dziś nadal płaci karę za aferę z Soczi i uwikłanie państwa w systemowe wspieranie dopingu. Zatem w Pekinie sportowcy z tego kraju nadal nie będą reprezentować Rosji, ale występować pod flagą „Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego”.

Tylko że to sankcja dość kuriozalna. Wprawdzie, gdy rosyjski sportowiec zdobywa złoty medal, nie odgrywany jest hymn Rosji, ale Rosjanie śmieją się wszystkim w twarz. Ich stroje są wielką rosyjską flagą, a wspomniany komitet jest przy tym klasyfikowany w tabeli medalowej. Państwo promuje się w najlepsze poprzez swój udział w igrzyskach.

Mówimy o Soczi w kontekście dopingowym, ale jak dalece aneksja Krymu miała związek z organizowaniem przez Rosję igrzysk w roku 2014?

To na pewno. Nie ma przypadku w tym, że aneksja Krymu nastąpiła w roku 2014, gdy cały świat pamiętał o zakończonych właśnie igrzyskach organizowanych przez Rosjan. Jestem przekonany, że plany organizacji igrzysk i działań militarnych były spójne. Po każdych igrzyskach społeczność międzynarodowa jest w pewnej euforii, oszołomiona blichtrem globalnej imprezy. Jestem przekonany, że gdyby Soczi miało być cztery lata później, to destabilizacja wschodniej Ukrainy byłaby inaczej zaplanowana w czasie.
Nie wiadomo, co wydarzy się w trakcie i po Pekinie, ale za chwilę rozgorzeje kolejna dyskusja. W grudniu będziemy mieli równie mało etyczny i kontrowersyjny mundial w Katarze.

Przyszły rok jest wyjątkowy, nigdy nie było tak, żeby w odstępie kilku miesięcy odbywały się tak upolitycznione i budzące emocje imprezy sportowe. Ostatnio bramkarz reprezentacji Niemiec Manuel Neuer wychodził na boisko z tęczową opaską w geście solidarności ze społecznością LBGT. Teraz tymczasem będzie występował w kraju, w którym homoseksualizm jest karany. Prawa kobiet w Katarze również nie przypominają tego, co znamy w Europie.

Jest jednak sprawa jeszcze ważniejsza, czyli budowa obiektów kosztująca życie wielu robotników. Od kilku lat nagłaśniana jest sprawa pracowników z krajów Trzeciego Świata egzystujących w nieludzkich warunkach. Sprawę nagłaśniała reprezentacja Norwegii, ale piłkarze tego kraju już wiedzą, że nie wystąpią na mistrzostwach świata. Nie w wyniku bojkotu, ale własnych wyników na boisku. Z pewnością żaden kraj, który się zakwalifikuje na mundial, nie będzie bojkotował imprezy.

– rozmawiał Cezary Korycki

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Mieszko Rajkiewicz – ekspert Instytutu Nowej Europy. Specjalista z zakresu polityzacji i globalizacji sportu. Prowadzi badania dotyczące dyplomacji sportowej oraz znaczenia „soft power” we współczesnym sporcie.
Zdjęcie główne: Bruksela, 4 stycznia 2022, demonstranci przed siedzibą Unii Europejskiej wzywający do bojkotu zimowych igrzysk olipijskich w Pekinie. Fot. Valeria Mongelli / Hans Lucas Agency / Forum
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Biblia obrazkowa dla ubogich i diabeł nie gorszy od świętych
Jest tu konfesjonał do „rodzinnych spowiedzi” i ławki, gdzie siedzi się jak w tanich liniach lotniczych.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Kogucik na torebkę, pudelek z włóczki na butelkę. Opakowania PRL
Z butelek wyskakiwały korki, puszki rybne były tłuste. Ale świat zachwycał się naszymi okładkami płyt, pudełkami czekoladek, etykietami…
Rozmowy Najnowsze wydanie
A w ogóle to po co to hospicjum?
Powiem szczerze, że nie nauczyłam się biegle mówić po litewsku – ujawnia s. Michaela Rak.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Kaczyński, który uczył Polaków kochać operę
Za Marią Callas powtarzał, że „sztuka nie znosi zdrady”. Nawet jeżeli go ktoś zafascynował, to pozostawał wierny muzyce, zwłaszcza głosu ludzkiego.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Przylatuje ich do nas 100 tysięcy. Odlatuje nawet pół miliona
Są mistrzami wykorzystywania energii, ale też mistrzami postu. Potrafią wytrzymać bez jedzenia nawet cztery tygodnie.