Kultura

Matka z piekła rodem. Córka Marlene Dietrich stała się grabarzem jej legendy

Wiadomo: gwiazda kina i estrady. Farbowana blondynka, męski strój, strzeliste brwi, wystające kości policzkowe, lodowate spojrzenie i długie nogi, ubezpieczone na milion dolarów. Pożądana przez panów, podziwiana przez panie, ubóstwiana przez niebinarnych. Legenda. A może wulgarny babsztyl, socjopatka, bezbożnica i notoryczna kłamczucha, która co gorsza wierzyła w swoje łgarstwa?

Polski wydawca uczcił 120. rocznicę urodzin Marlene Dietrich (przyszła na świat 27 grudnia 1901 roku w Berlinie), publikując „biografię totalną” pióra Marii Rivy. Jest to książka specyficzna. Zwykle biografowie sympatyzują z przedmiotem opisu (czasem aż za bardzo). Tutaj – wręcz odwrotnie. Autorka na 952 stronach zajmuje się, według własnego określenia, „zdrapywaniem lukru” z wizerunku matki. Jej głos zasługuje na uwagę. Przez wiele lat były wszak nierozłączne. Poza tym córka miała dostęp do pamiętników oraz prywatnej korespondencji rodzicielki. A jak od wieków wiadomo, nic tak nie plami, jak atrament.

W książce pojawiają się dwa polskie nazwiska. Ignacy Jan Paderewski jako pożądany gość hollywoodzkich bankietów i Ryszard Bolesławski (który w kraju nakręcił „Cud nad Wisłą”) jako reżyser „Ogrodu Allaha”, jednego z najmniej udanych filmów Dietrich.

W szponach Prusaczki

Maria zarzuca Marlene, że ukradła jej dzieciństwo, młodość, a może i całe życie. Nie ona pierwsza, opowieści o skrzywdzonych dzieciach Hollywood to osobny podgatunek literacki. Pionierką była adoptowana córka Joan Crawford, która w 1978 rzuciła na rynek „Mommie Dearest” – mrożącą krew w żyłach relację o dorastaniu w domu bezdusznej sadystki. Gwiazda zmarła przed premierą książki, ale miała też inne dzieci, które wzięły ją w obronę. Natomiast Riva to jedynaczka, w dodatku przeżyła chyba wszystkich, którzy mogliby podważyć jej wersję wydarzeń. 13 grudnia obchodziła 97. urodziny.
Marlene Dietrich, Rudolf Sieber i ich córka Maria około 1931 roku. Aktorka nosi męski strój, który stał się jej znakiem rozpoznawczym w tamtych czasach. Fot. Bettmann / Getty Images
Z biografii Dietrich można się sporo dowiedzieć się o kulisach powstawania niegdyś popularnych, a dziś już zapomnianych filmów i piosenek, tudzież o sekretach utalentowanych, lub tylko sławnych ludzi. To aż podejrzane, że Maria zapamiętała tyle szczegółów (i dialogów) z czasów, gdy ledwo odstawała od ziemi.

W latach 20. zeszłego wieku Marlene była starletką i to mało wybredną. Przyjmowała każdą propozycję, dającą szansę zaczepienia się w teatrze, rewii czy filmie.

Podczas jednego z castingów poznała asystenta reżysera Rudolfa Siebera, z którym wzięła ślub. Rudi, pomocny we wczesnym, niemieckim etapie kariery, w Ameryce stał się figurantem, służącym za parawan dla kochliwej małżonki. Sam zresztą żył z rosyjską guwernantką córki (i traktował ją wyjątkowo podle). Maria wypomina mu finansowe oraz emocjonalne uzależnienie od Dietrich, nazywa „nieudolnym mężczyzną”, jednak trochę ojcu współczuje. Dla matki jest bezlitosna.

Urodzona w Berlinie, uważa się za szczerą i spontaniczną Amerykankę. Marlene w jej opisie jawi się typową Niemką: zdyscyplinowaną pedantką, której brakowało luzu i naturalności. Maria miała pięć lat, gdy przeprowadziły się do Kalifornii. Niczego jej tam nie brakowało, poza normalną rodziną. Wystąpiła w „Imperatorowej” jako mała księżniczka, która w przyszłości zostanie carycą Katarzyną, w „Ogrodzie Allaha” była statystką. Na co dzień grała idealne dziecko, grzeczne i posłuszne. Zaborcza mama wykorzystywała ją do ocieplania swojego wizerunku.

Dorastanie w pilnie strzeżonych rezydencjach, na planach filmowych i nowobogackich bankietach mało komu wychodzi na zdrowie. Maria była świadkiem romansów Dietrich. Z niektórymi jej kochankami się zaprzyjaźniła, a wszystkim współczuła wiedząc, jaki los ich czeka. Nie uczęszczała do szkoły, to nauczyciele przychodzili do niej. Wyrosła na neurotyczkę, obwiniającą rodzicielkę o swe autodestrukcyjne skłonności oraz młodzieńcze porażki.

Po nieudanym pierwszym małżeństwie, poślubiła scenografa Williama Rivę i urodziła mu czterech synów. Marlene nie była tym zachwycona, choć na zewnątrz pyszniła się tytułem „najwspanialszej babci świata”.

Maria związała się z telewizją, dwukrotnie nominowano ją do nagrody Emmy. Aktorską karierę zakończyła w wieku 31 lat, by poświęcić się rodzinie. Matka nie pozwalała jednak o sobie zapomnieć: potrzebowała zaufanej asystentki, a potem opiekunki.

Parada impotentów

Dietrich miała zaufanie do córki, powierzyła jej swe archiwum.
Wiedziała, że Maria napisze o niej książkę, chciała tego, ale w najczarniejszych snach nie mogła przewidzieć, jaki będzie rezultat.
Domniemana strażniczka legendy, zapragnęła stać się jej grabarzem.
Paramount potrzebował kobiety, którą mógłby przeciwstawić Grecie Garbo (z prawej) z MGM. Oczekiwano, że Dietrich (z lewej) będzie „zachwycająco tajemnicza” i nie zawiodła tych oczekiwań. Okazała się bardziej wszechstronna od szwedzkiej rywalki. Fot. Eugene Robert Richee/John Kobal . Foundation oraz Donaldson Collection via Getty Images
Riva robi wiele, by zburzyć pomnik Marlene. Zderza jej naiwne, pensjonarskie zapiski z tragedią wojny światowej. Wytyka „środkowoeuropejski sentymentalizm” i katastrofalne błędy w ocenie ludzi i zdarzeń. Sama jednak nie waha się nazwać Edith Piaf „ulicznicą”. Kpi z kiczowatych i miałkich filmów rodzicielki, podaje w wątpliwość jej aktorskie i wokalne talenty. Czy ma rację?

Paramount potrzebował kobiety, którą mógłby przeciwstawić Grecie Garbo z MGM. Oczekiwano, że Dietrich będzie „zachwycająco tajemnicza” i nie zawiodła tych oczekiwań. Okazała się bardziej wszechstronna od szwedzkiej rywalki. Znajoma z berlińskich czasów wspominała: „mogła być wspaniała, nie robiąc nic”. Trudno o lepszą definicję gwiazdy kina. Marlene pojawiła się w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu.

Jeśli wierzyć Marii, jej matka gościła w swej sypialni tabuny mężczyzn, najczęściej żonatych. Poczet kochasiów otwiera Josef von Sternberg (który odegrał w życiu Dietrich rolę Pigmaliona), a zamyka prezydent John Kennedy (którego uszczęśliwiła, będąc już po sześćdziesiątce). Co tu kryć, sława to największy afrodyzjak. Tożsamość niektórych panów autorka biografii, z sobie tylko znanych powodów, zakamuflowała.

„Moja romantyczna natura nie zna granic” – samokrytycznie stwierdziła Marlene, będąc jeszcze gimnazjalistką. I tak jej już zostało. Wyzbyta drobnomieszczańskich przesądów, angażowała się w uczuciowe wielokąty, zaś jej dobiegacze płci obojga stworzyli coś w rodzaju związku zawodowego, wspierając się nawzajem, gdy popadali w niełaskę.

Dietrich uwielbiała wodzić na pokuszenie ekranowych partnerów. Oparł się jej tylko John Wayne. Zemściła się rozgłaszając wszem i wobec, iż filmowy kowboj jest aktorskim beztalenciem. Najbardziej lubiła impotentów, albowiem – jak zapewniała Marię – przy nich „można spokojnie spać i jest milutko”. Gdy eks-kochanek przenosił się na łono Abrahama, zmieniała się w zbolałą wdowę.

Zdradziła III Rzeszę

Czas na grzechy najcięższe. Riva przypuszcza (nie mając na to cienia dowodu) że John Gilbert ową feralną noc, gdy zabił go zawał, spędzał w towarzystwie Marlene. Bojąc się wybuchu skandalu, uciekła z domu podupadłego gwiazdora, lecz później, nękana wyrzutami sumienia, pomagała jego córce. O bezpieczeństwo własnego dziecka zadbać nie potrafiła. Maria wyznaje, że jako nastolatka została zgwałcona przez opiekunkę, wyznaczoną przez matkę. Sądzi, że było to ukartowane – Dietrich chciała zrobić z niej lesbijkę, by zapobiec pojawieniu się mężczyzny, który mógłby je na zawsze rozdzielić.

Jak dobrze mieć kochanka

Powieść okrzyknięto „obrazą dla Francji i kobiet”.

zobacz więcej
Przy tych historiach bledną inne rewelacje Rivy (Marlene jakoby molestowała jej męża, przekonywała do aborcji i sama dokonała co najmniej jednej). Możliwe, że są one warte tyle samo, co informacja, że dziadek był pruskim oficerem i poległ w 1916 roku na froncie wschodnim. Inne źródła zgodnie podają, że Louis Dietrich służył w policji i pożegnał się z życiem dziewięć lat wcześniej w okolicznościach mało bohaterskich. Maria nie odmawia matce tylko trzech rzeczy: pracowitości, urody oraz inteligencji. Chwali jej makijaż, sceniczne kreacje, tudzież występy w Las Vegas i na Broadwayu (brała udział w ich przygotowaniu). Twierdzi, że to dzięki jej namowom gwiazda ośmieliła się zaśpiewać w Izraelu po niemiecku.

Marlene długo twierdziła, że największym pisarzem jest Johann Wolfgang von Goethe i tylko w książkach wydanych w Berlinie albo Wiedniu można znaleźć coś mądrego. W 1939 roku przyjęła jednak obywatelstwo amerykańskie, ku wściekłości nazistów, którzy obiecywali jej złote góry, jeśli zostanie muzą III Rzeszy. Sprzedawała obligacje wojenne, odwiedzała w szpitalach rannych wojaków, ale najwięcej rozgłosu przyniosły jej występy w strefie przyfrontowej. W dawnej ojczyźnie okrzyknięto ją zdrajczynią. Maria złośliwie komentuje, że rola „kobiety-żołnierki” była najlepszą, jaką Dietrich w życiu zagrała („jej niemiecka dusza chłonęła tragedię wojny wraz z całą jej makabryczną sentymentalnością”), zaś naprawdę pognała do Europy w ślad za swym ówczesnym „rycerzem” – Jeanem Gabinem.

Kleptomanka, rasistka, potwór

Marlene była perfekcjonistką i na ogół bezbłędnie zarządzała swoim publicznym wizerunkiem. Pilnowała, by nie filmowano jej z profilu i osobiście retuszowała reklamowe fotografie. Na planie obok kamery zawsze stało wielkie lustro, gdyż gwiazda chciała widzieć, czy jest dobrze oświetlona. Na scenie nawet pijana potrafiła wprawić widzów w ekstazę. Robiła wrażenie również na ludziach, nie związanych z show-biznesem. Erich Maria Remarque chciał się z nią ożenić. Ernest Hemingway piał na cześć Dietrich peany i nazywał „wieczną tajemnicą”.
Córka wie jednak lepiej. Z nieukrywaną satysfakcją zdradza słabe strony hollywoodzkiej bogini. Ujawnia, że matka klęła jak szewc, plotkowała, kradła stroje i rekwizyty, wstydziła się swoich obwisłych piersi, nieforemnych stóp i dłoni. Na zmianę głodziła się, obżerała i zmuszała do wymiotów. Nie znosiła samochodów, ale sprawiła sobie największą w Hollywood limuzynę. Miała obsesję na punkcie dezynfekcji. Nie wierzyła w Boga, lecz hojnie opłacała wróżbitę. Przez całe życie nie rozstawała się z czarną filcową lalką, twierdząc, że przynosi jej szczęście. Często kłamała, zwłaszcza w kwestii swojego wieku. Uważała się za znakomitą kucharkę, każdy z wielbicieli MUSIAŁ chwalić jej jajecznicę i bulion wołowy. Z ciast potrafiła jednak upiec tylko babkę drożdżową.

Dietrich oglądana oczami Rivy zamienia się we własną karykaturę. Małostkowa, przemądrzała snobka z upodobaniem do efektownych gestów, fałszywa filantropka, rasistka twierdząca, że czarni najlepiej sprawdzają się jako służący oraz lekomanka. Przede wszystkim zaś geniusz manipulacji, próbujący kontrolować wszystko i wszystkich.
W efekcie czytelnik zaczyna czuć do pośmiertnie poniewieranej gwiazdy może nie sympatię, lecz na pewno współczucie.

Zdaniem córki, Dietrich nie potrafiła się z godnością zestarzeć, uciekała w alkohol i narkotyki. Przyznaje co prawda, że kontynuując estradowe występy wykazała się hartem ducha, godnym Prusaczki. Gdy ciało ostatecznie odmówiło Marlene posłuszeństwa, zaszyła się w paryskiej rezydencji. Nikt nie mógł wiedzieć, że jest inwalidką. Przerażający opis kondycji fizycznej i umysłowej rodzicielki w ostatnich latach życia, Maria naprawdę mogła sobie darować. Podobnie jak ujawnianie, jakich używała środków antykoncepcyjnych, szczegółów jej chorób oraz zawartości termosów, które zabierała ze sobą do pracy. Wtedy jednak świat nie dowiedziałby się o poświęceniu i anielskiej cierpliwości córki oraz o tym, jak potworną Dietrich była pacjentką.


Riva nie traciła czasu. Biografia została opublikowana krótko po śmierci tytułowej bohaterki, w 1992 roku. 25 lat później wznowiono ją, pod zmienionym tytułem. Spotkała się z dobrym przyjęciem. Maria wydała też album z nieznanymi zdjęciami matki oraz tomik jej poezji „Nacht Gedanken”. Zbiór stu tysięcy pamiątek sprzedała za pięć milionów dolarów berlińskiemu archiwum, albowiem żadna amerykańska instytucja nie była nim zainteresowana. Sama mieszka w Los Angeles.

W 2001 roku ostatnia sekretarka Marlene wywołała sensację, twierdząc, iż gwiazda przedawkowała tabletki nasenne, gdy zorientowała się, że rodzina córki chce ją ubezwłasnowolnić. Peter Riva, który był wówczas w Paryżu i zamknął swojej babce oczy, zaprzeczył. „Samobójstwo? To nie byłoby w stylu Dietrich”.

– Wiesław Chełminiak

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Maria Riva „Marlene Dietrich. Prawdziwe życie legendy kina”, tłumaczenie: Dorota Pomadowska, Monika Skowron, Natalia Wiśniewska, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2021
Zdjęcie główne: Marlene Dietrich ze swoją córką Marią, około 1928 roku. Fot. Imagno/Getty Images
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Kurz na telefonie… Wyciskał żółć jak cytrynę
Jest dla wielu guru. Jego losy mogłyby służyć za kanwę dla filmu o „artyście przeklętym”.
Kultura Najnowsze wydanie
Jego twarz miała w sobie ból, smutek, melancholię…
Był przewodnikiem prowadzącym nas słowem po narodowym piekle.
Kultura Najnowsze wydanie
Muzyczna wojenka zastępcza
Czy piosenka ukraińska była najlepsza niezależnie od okoliczności?
Kultura Poprzednie wydanie
Tamara Łempicka: podróż rajskiego ptaka
Była zbyt wyzywająco burżuazyjna, by w PRL przyciągnąć uwagę decydentów od kultury.
Kultura wydanie 29.04.2022 – 6.05.2022
Widzowie wciąż cenią bareizmy. Ależ Bareja by się zdziwił
Kazimierz Kutz spostponował twórczość dotychczasowego przyjaciela podczas spotkania przedstawicieli kinematografii z towarzyszami z PZPR.