Felietony

Lekarstwo na resentyment

Polski szlachcic czuł się dumnym, pozbawionym kompleksów, gospodarzem w swojej ojczyźnie. I dlatego, gdyby przyszło mu żyć teraz, nie miałby poczucia obciachu, że upominając się o interesy swojego państwa, wywołuje w Europie konsternację.

Nie przypadkiem istotną część kanonu literatury polskiej stanowią dzieła powstałe w okresie zaborów. To bowiem kultura była tą dziedziną aktywności, dzięki której Polakom udało się przetrwać 123 lata niewoli i zachować swoją narodową tożsamość.

Ów stan rzeczy ma jednak swoją cenę. Jest nią dojmujące poczucie krzywdy dziejowej, które głęboko tkwi w duszy polskiej. Od wieku XVIII historia brutalnie doświadczała Polaków. To nie mogło pozostać bez wpływu na polską zbiorową mentalność.

Kilkanaście lat temu Ewa Thompson – pochodząca z Polski amerykańska slawistka – opublikowała esej „Sarmatyzm i postkolonializm”. Postawiła w nim tezę, że polska kultura przeniknięta jest głębokim resentymentem, a przyczyna tego tkwi w traumatycznych doświadczeniach, które zapoczątkowały rozbiory. Badaczka w swoich rozważaniach nawiązała do myśli Fryderyka Nietzschego wyłożonej w jego rozprawie „Z genealogii moralności”.

Zdaniem niemieckiego filozofa, resentyment jest cechą ludzi słabych – takich, którzy są niepewni swojego miejsca na ziemi. Uczucie to jest wyrazem postawy cierpiętniczej. Skutkuje ono przyjęciem roli ofiary i chronicznym użalaniem się nad swoją niedolą.

Ktoś może się żachnąć na posiłkowanie się koncepcjami szalonego myśliciela, który celem swoich ataków uczynił chrześcijaństwo i stał się guru neopogańskiego zwrotu w kulturze europejskiej. Nietzschego jednak można potraktować nie tylko jako filozofa, ale i psychologa, który odkrywa tajniki natury ludzkiej.

I tak właśnie korzysta z jego dorobku Ewa Thompson. Obnaża ona postkolonialne kompleksy Polaków, które nie mają względu na opcję światopoglądową.

W debatach, które toczyły się przez minione trzy dekady III RP, o żywienie resentymentu były oskarżane zazwyczaj szeroko pojęte środowiska konserwatywne. To one zgłaszały pretensje do świata o złe traktowanie Polski.

Ale slawistka twierdzi, że resentyment obciąża również progresistów. W ich przypadku chodzi o epatowanie pogardą dla samych siebie oraz zarzucanie swoim rodakom ksenofobii i prymitywizmu.

„Te dwa bieguny resentymentu – pisze Thompson – są wszechobecne w dyskursie polskim dzisiaj, zarówno w literaturze, jak i w mediach. Powielają je zarówno »oświeceni« intelektualiści, jak i »ciemnogród«”.

Na tle tego zjawiska, polska kultura przedrozbiorowa jawi się jako coś zgoła odmiennego. „Polskich pisarzy renesansowych – czytamy w tekście Thompson – nikt nie skrzywdził, i obcy jest im bezsilny gniew człowieka pozbawionego podmiotowości politycznej czy społecznej. Obca im jest również pogarda dla własnego społeczeństwa charakterystyczna dla postkolonialnej formy resentymentu”.
Krzysztof Koehler „Punkty krystalizacji. Szkice o literaturze staropolskiej”, Wydawnictwo Księgarnia Akademicka, Kraków 2020
Aby się o tym przekonać warto sięgnąć po książkę poety, eseisty, literaturoznawcy Krzysztofa Koehlera „Punkty krystalizacji. Szkice o literaturze staropolskiej”. Zebrane w niej teksty stanowią razem opowieść o duszy polskiej, której resentyment jeszcze nie tknął. Autor (widzowie TVP Historia znają go z cyklu „Żywot sarmacki”) komentuje dzieła kształtujące kulturę polską od średniowiecznych początków państwa polskiego do pierwszej połowy XIX stulecia.

Już na początku książki pada następująca uwaga: „Dzisiaj nam się wydaje często, zbyt często, że Polska zrodziła się w paroksyzmach po 1918 roku; może jeszcze kształtowała się w formie »narodowych zrywów« w ciągu XIX wieku. Ale to nie jest prawda; wolność i Polska miały trwanie znacznie dawniejsze”.

Wśród wielu poetów, których twórczość stanowi świadectwo poczucia wolności cechującego elity I Rzeczypospolitej, można wymienić tworzącego po łacinie Klemensa Janickiego. Żył on w XVI stuleciu, a więc w epoce określanej mianem „złotego wieku”. Zmarł młodo, ale zdążył się zapisać w dziejach literatury polskiej utworami elegijnymi. Spośród nich najbardziej znany to przerabiany jako lektura szkolna „O sobie samym do potomności”.

Elegie kojarzą się z melancholią i nostalgią. Tymczasem Koehler – w ślad za pisarzem, wybitnym znawcą kultury antycznej, Zygmuntem Kubiakiem – dostrzega w poezji Janickiego „śródziemnomorską pogodę”, z której emanuje postawa dzielności etycznej wobec trudów egzystencji.

W „Żalu II” XVI-wieczny poeta świadomy nadchodzącej śmierci wyznaje:

O, więcej, Ojcze, zawiniłem (…)
Nie oszczędziłem Ci żadnego bólu
I wrogiem stałem się, choć byłem synem.
Dzięki Ci! (…)
Ty zaś, Dziewico, racz się modlić o to,
Bym umiał mężnie znosić te cierpienia
I nie narzekał, nie zwał bezlitosnym
Pana (tak nieraz się bełkocze w bólu).
(…)
Niech i śmierć witam pogodnie, jeżeli
Już teraz ku mnie cichą stopą kroczy.


Słowa te traktują o niechybnym kresie życia, a więc o czymś, co przeciętnego współczesnego człowieka przeraża. Janicki jednak nie składa broni. W obliczu zbliżającego się końca ziemskiej pielgrzymki zachowuje się jak rycerz gotowy stawić czoła przeciwnościom. Ale walczy nie o to, by stać się nieśmiertelnym, lecz by zostać zbawionym.

Przy czym Koehler podkreśla, że postawę tę zarazem przenika ufność wobec dzieła stworzenia. To afirmacja świata stworzonego przez Boga, która ma swoje źródło zarówno w chrześcijaństwie, jak i w kulturze antycznego Rzymu.
Choć wiersze Janickiego dotyczą spraw osobistych, to jednocześnie – sugeruje Koehler – wyrażają określone podejście polskiego szlachcica (obywatela Rzeczypospolitej) do kwestii publicznych. Tym samym afirmatywny stosunek poety względem dzieła stworzenia ma konsekwencje polityczne. Jest o nich sporo mowy w książce, gdy autor kreśli portrety także innych jej bohaterów (można tu wymienić Stanisława Orzechowskiego czy Jana Kochanowskiego).

Obraz dawnej Polski, jaki wyłania się z książki Koehlera skłania do następujących wniosków: polski szlachcic czuł się dumnym, pozbawionym kompleksów, gospodarzem w swojej ojczyźnie. I dlatego, gdyby przyszło mu żyć teraz, nie miałby poczucia obciachu, że upominając się, bez zważania na rozmaite konwencje, o interesy swojego państwa, wywołuje w Europie konsternację.

A korzeni swojej cywilizacji polski pan upatrywał tam, gdzie one wówczas tkwiły – na Południu. Wtedy Polacy – konkretnie naród szlachecki – nie byli jeszcze rozdzierani przez dylematy, czy być Zachodem czy Wschodem, które potem nieraz się okazywały dla Polski zgubne.

Z dzisiejszej perspektywy aksjologia polskiej szlachty wydaje się nie przystawać do wyzwań współczesności. Jesteśmy przecież – niezależnie od tego, kto po której stronie światopoglądowej barykady się osadził – wobec świata podejrzliwi (a są przecież ku temu powody). Afirmatywny stosunek do niego zakrawa w naszych oczach na naiwność.

Ale może w tym tkwią przyczyny rozmaitych niedomagań, które w XXI stuleciu trapią Polskę. I choć powrotu do przeszłości nie ma, to właśnie w dziedzictwie Rzeczypospolitej zakorzenionej w Rzymie należy szukać lekarstwa na resentyment i inne obecne przypadłości duszy polskiej.

– Filip Memches
Krzysztof Koehler „Punkty krystalizacji. Szkice o literaturze staropolskiej”, Wydawnictwo Księgarnia Akademicka, Kraków 2020

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


W niedzielę 26 grudnia br. o godz. 19.25 TVP Kultura wyemituje pilotażowy odcinek nowego programu „Wędrowiec polski”. W cyklu tym Krzysztof Koehler, podróżując po różnych zakątkach Polski, będzie przybliżał lokalne obyczaje, kulturę, historię.
Opór
Zdjęcie główne: Ubiory polskie w XVI wieku. Szlachta. Reprodukcja: Piotr Mecik / Forum
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Upadek imperium
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Mundial
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Były najpewniejsze z pewnych, dziś są głęboko niedoceniane
Gdzie najlepiej ukryć żydowskie dziecko?
Felietony Najnowsze wydanie
Hejt na Sienkiewicza. Progresiści na tropie polskiego rasizmu
Publicysta „Gazety Wyborczej” jako dowód w sprawie wskazuje.... „W pustyni i w puszczy”.
Felietony Poprzednie wydanie
Kult futbolistów. Polska drużyna pojechała do Kataru jak na wojnę
Petrodolary czynią cuda.